Gdańsk: Dwie pijane matki opiekowały się dziećmi. „Dzieci były głodne, jedno wypadało z wózka, miało poparzenia”

Dwie pijane turystki opiekowały się czwórką dzieci w wieku od 1,5 roku do 9 lat. Policjanci twierdzą, że dzieci były przegrzane i głodne, a najmłodsze miało kilkakrotnie wypaść z wózka. 23-latka już usłyszała zarzut. Policja nie wyklucza jednak, że również druga z kobiet może ponieść odpowiedzialność karną.

– W sobotę wieczorem policjanci z komisariatu w Nowym Porcie zostali zaalarmowani przez obsługę jednej z restauracji o tym, że w lokalu przebywają dwie kobiety, które są pijane i mają pod swoją opieką czwórkę dzieci. Z relacji świadków wynikało, że najmłodsze dziecko dwukrotnie wypadło z wózka, a kobiety nie były w stanie się nimi zająć – opowiada aspirant Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Funkcjonariusze ustalili, że kobiety pochodzą z Ełku – to 45-latka i jej 23-letnia córka. – Młodsza miała blisko dwa promile alkoholu w organizmie, a jej matka ponad dwa promile – relacjonuje policjantka. W sumie opiekowały się czwórką dzieci, z których tylko najstarsza, 9-latka, była córką starszej kobiety. Pozostałe, w tym 1,5-roczne, były dziećmi 23-latki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gwiazdor Justin Bieber oskarżony o molestowanie. Jest oświadczenie piosenkarza

Justin Bieber zaprzeczył, że dopuścił się molestowania seksualnego kobiety przedstawiającej się w mediach społecznościowych jako Danielle. Kanadyjczyk wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie. Reuters podaje, że kobieta przedstawiająca się jako Danielle napisała w sobotę na Twitterze, że Justin Biebier miał dopuścić się wobec niej molestowania seksualnego w Austin w Texasie w 2014 roku. Danielle miała spotkać piosenkarza na festiwalu South by Southwest.

26-letni Bieber w serii tweetów zaprzeczył słowom kobiety.

„W tej historii nie ma prawdy” – napisał i zapowiedział, że podejmie wobec Danielle kroki prawne.

Kanadyjczyk przedstawił również m.in. rachunki, które mają potwierdzić, że w czasie rzekomego molestowania przebywał z piosenkarką Seleną Gomez, z którą przez kilka lat był w związku.

„Każde oskarżenie o wykorzystanie seksualne powinno być traktowane bardzo poważnie, dlatego moja odpowiedź była potrzebna. Jednak zgodnie z rzeczywistym biegiem wydarzeń, do tej sytuacji nie mogło dojść. Będę współpracować z Twitterem i władzami, by podjąć kroki prawne w tej sprawie” – zapowiedział Bieber.

Danielle usunęła już tweeta, w którym oskarżyła piosenkarza. Mediom nie udało się z nią skontaktować. Justin Bieber w 2018 roku poślubił Hailey Baldwin. W lutym wydał pierwszy od czterech lat album. Wcześniej odwoływał koncerty i ograniczał swoją publiczną aktywność w związku z depresją.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Augustów: Zaskakująca zbrodnia. Nie żyje teściowa funkcjonariusza policji

W ostatnich dniach mieszkańcami spokojnego zazwyczaj Augustowa wstrząsnęły dwa, zupełnie nieuzasadnione, ataki nożowników. Ich ofiarami padły przypadkowe starsze osoby. Teraz oba zajścia ujawniła oficjalnie tamtejsza policja. W zeszły czwartek, w biały dzień, na augustowskim deptaku, zadźgana została 80-letnia kuracjuszka przebywająca w sanatorium „Pałac na wodzie”. Pani Irena miała spacerować po mieście, korzystając z pięknej pogody. W pewnym momencie podbiegł do niej mężczyzna, który zadał jej 6 ciosów nożem i uciec z miejsca zdarzenia.

Po kilku minutach 34-letni Artur B., który wskoczył do kanału, był już w rękach augustowskich wodniaków, którzy skorzystali z opisu podanego przez świadków ataku.

80-letniej pani Irenie zadano sześć ciosów – z czego dwa w tętnice szyjną, które okazały się śmiertelne. Artur B. już wcześniej skazany był m.in za posiadanie narkotyków oraz bójki. Jak ustalił „Fakt”, Irena Ł. była teściową policjanta, jednak prokuratura obecnie wyklucza, aby miał to być motyw zabójstwa.
Źródło info i foto: o2.pl

38-latka z Bydgoszczy wyrzuciła psa przez balkon

38-letnia bydgoszczanka wyrzuciła psa przez balkon z mieszkania znajdującego się na 10 piętrze – informuje lokalna policja. Zwierzę nie przeżyło upadku, a kobieta została aresztowana na miesiąc. Grozi jej pięć lat pozbawienia wolności.

Do zdarzenia doszło w czwartek (18 czerwca), około godziny 21.30, przy ul. Czartoryskiego w Bydgoszczy. Jak informuje policja – dyżurny otrzymał zgłoszenie o martwym psie leżącym przed jednym z budynków. Zwierzę miało wypaść przez okno.

Na miejscu funkcjonariusze zastali siedzącą przy psie kobietę oraz dwójkę jej dzieci, które stały w pobliżu. Z ustaleń funkcjonariuszy oraz wezwanych na miejsce techników kryminalistyki wynika, że zwierzę nie wypadło przez okno samo, a wyrzuciła je przez balkon opiekująca się nim 38-latka.

Jak czytamy na stronie policji – nietrzeźwa kobieta, „w obecności swoich dzieci, najpierw mocno ściskała psiaka tak, że ten skomlał i próbował się wyrwać z opresji, a moment później wyszła z nim na balkon i z premedytacją wyrzuciła z 10 piętra. Zwierzę upadku nie przeżyło”. Kobieta została zatrzymana, a jej dzieci oddano pod opiekę rodziny.

Badanie alkomatem wykazało ponad dwa promile alkoholu w organizmie, dlatego – oprócz zarzutu zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem, za który grozi do pięciu lat więzienia – rozpoczęto odrębne postępowanie dotyczące niewłaściwego sprawowania opieki nad dziećmi.
Źródło info i foto: interia.pl

Strzelanina w Charlotte. Dwie ofiary

Co najmniej dwie osoby zginęły i wiele innych zostało rannych w poniedziałek nad ranem w wyniku strzelaniny w Charlotte w Karolinie Północnej. Część zranionych osób została potrącona przez samochody. Według policji do strzelaniny doszło po zgłoszeniu potrącenia przechodnia przez samochód. Kiedy funkcjonariusze dotarli na miejsce, na ulicach były setki ludzi. Wkrótce potem ktoś zaczął strzelać. Pociski zraniły dziewięć osób, w tym co najmniej dwie śmiertelnie.

Opublikowane w mediach społecznościowych nagranie z incydentu pokazuje uciekających w panice ludzi, a w tle słychać strzały z broni automatycznej. W wyniku powstałego chaosu kolejnych pięć osób zostało później potrąconych przez jadące ulicą samochody.

Na miejsce przyjechało 20 radiowozów policji, a także strażacy i służby medyczne. Według policji strzelać mogła więcej niż jedna osoba. Motywy i tożsamość sprawców są na razie nieznane.
Źródło info i foto: TVP.info

Uwaga na oszustów działających metodą na „panele słoneczne”

Do redakcji Interwencji zgłosiły się osoby oszukane przez Tomasza D. z Warszawy. Mężczyzna oferował klientom z całej Polski montaż paneli fotowoltaicznych, pomagał nawet w zaciągnięciu kredytów na inwestycję i… zniknął z pieniędzmi. Z oferty Tomasza D. skorzystało m.in. małżeństwo z Łodzi.

– Zgłosił się z internetu, ponieważ szukaliśmy firmy, która by nam zaoferowała panele fotowoltaiczne. Krótki termin wykonania zaoferował i urządzenia, jakie chcieliśmy – opowiadają Ewa i Dariusz Snowaccy, poszkodowani.

Tomasz D. zaoferował małżeństwu nawet załatwienie kredytu w jednym z banków. Po jego otrzymaniu małżeństwo przekazało prawie 28 tys. zł zaliczki Tomaszowi D. Kiedy wykonawca w styczniu 2020 roku otrzymał pieniądze, przepadł jak kamień w wodę.

Małżeństwo złożyło pozew o zapłatę do sądu, powiadomiło również łódzką policję. Para nie liczy już, że uda jej się odzyskać pieniądze. Zdecydowała się też na montaż paneli w innej firmie. A pieniądze z kredytu zaciągniętego na usługi oferowane przez Tomasza D. będzie spłacać jeszcze kilka lat.

„Chcę ostrzec innych”

– Straciłem pieniądze, które nie wiem, czy odzyskam, ale chcę ostrzec innych, żeby również nie dali się wmanewrować w ładną buzię pana i jego obietnice – tłumaczy Dariusz Snowacki.

W podobnej sytuacji jest pan Leszek spod Mińska Mazowieckiego. On także skorzystał z oferty Tomasza D. i po wpłacie pieniędzy, w lutym bieżącego roku kontakt się z nim urwał.

– Zostałem oszukany na ponad 18 tysięcy złotych. Niestety do tej pory instalacja nie została zamontowana. Kiedy się dowiedziałem, że nic z tego nie będzie, powiadomiłem prokuraturę w Mińsku Mazowieckim – mówi pan Leszek.

Oszukany został także pan Łukasz z Warszawy, który był przez jakiś czas wspólnikiem Tomasza D. Kiedy mężczyzna zorientował się, że jego wspólnik nie jest solidny, zerwał współpracę. Pan Łukasz był i tak zmuszony spłacić za swojego byłego wspólnika ponad 100 tysięcy zaległości do urzędów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wójt Żelazkowa Sylwiusz J. znowu ma kłopoty

Tym razem mężczyzna dachował w rowie pożyczonym mercedesem i… uciekł. Zaszył się gdzieś na tydzień, po czym – jak gdyby nigdy nic – zjawił się na komisariacie policji i przyznał do winy. Sprawa została skierowana do sądu. 14 czerwca w miejscowości Podzborów doszło do groźnego incydentu na drodze. Osobowy mercedes dachował w rowie. Jednak gdy policjanci dotarli na miejsce, w rozbitym aucie nikogo nie było. Rozpoczęły się poszukiwania kierowcy.

Jak informuje lokalny portal „Fakty Kaliskie”, mundurowi szybko dotarli do właściciela samochodu. Ten jednak przekazał im, że samochód feralnego dnia został pożyczony. Z jego zeznań wynikało, że w chwili wypadku za kierownicą mercedesa siedział doskonale znany policji wójt Żelazkowa, Sylwiusz J.

Mężczyzny jednak nigdzie nie było – zniknął z domu, przez tydzień nie pojawiał się także w pracy. Dopiero w poniedziałek 22 czerwca sam zgłosił się na policję.

– Przyznał, że to on kierował mercedesem, który dachował w miejscowości Podzborów – przekazała „Faktom Kaliskim” Anna Jaworska-Wojnicz, rzeczniczka prasowa policji w Kaliszu.

Sylwiusz J. odpowie za spowodowanie kolizji drogowej. Policja nie zdradza jednak szczegółów, sprawa została bowiem skierowana do sądu. Grozi mu grzywna do 3 tys. zł lub kara nagany.

To nie pierwszy raz, gdy wójt Żelazkowa ma problemy z prawem. W listopadzie 2015 r. włodarz udzielał ślubu pod wpływem alkoholu, za co usłyszał sądowy wyrok. Z kolei w 2019 r. pijany Sylwiusz J. wtargnął na scenę podczas festynu w Russowie pod Kaliszem i awanturował się. Wcześniej usłyszał zarzuty znęcania się nad rodziną. Został nawet aresztowany. Natomiast we wrześniu ub. r. pijany wójt zakłócił przebieg Marszu Równości w Kaliszu – zaczepiał uczestników, rzucił się na fotoreportera i naruszył nietykalność policjanta.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Przyjaciel podejrzanego, jest przekonany o jego winie

Przyjaciel pedofila przerywa milczenie! Michael Tatschl, który przez osiem miesięcy siedział w więzieniu z głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, potwierdza podejrzenia policjantów. – Wiem, że on to zrobił, powinien się przyznać – wyznaje Tatschl w wywiadzie dla „The Telegraph”.

Siedzili razem w więzieniu przez długich osiem miesięcy, a kiedy wyszli na wolność, mieszkali w jednym domu. Przez ten czas Michael Tatschl zdążył doskonale poznać swojego kumpla z więziennej celi, Christiana Bruecknera. Dziś opowiada, że już rok temu był przesłuchiwany przez policję, a teraz udzielił wywiadu „The Telegraph”. – Wiem, że on to zrobił – wyznaje dziś kryminalista, skazywany zresztą za kradzieże, nie za pedofilię. – Mówił o porywaniu dzieci i sprzedawaniu ich do Maroka. Najpierw myślałem, że to żart – dodaje.

– Wszyscy wiedzieli, że to zboczeniec. Cały czas siedział na dark webie. Widziałem też jego kampera, to była droga rzecz, Myślałem najpierw, że kupił go za pieniądze z umowy narkotykowej, ale potem doszedłem do wniosku, że to pieniądze ze Maddie. Powinien się przyznać policji i zamknąć tę całą sprawę – podsumowuje dawny przyjaciel niemieckiego pedofila. Brueckner siedzi teraz w więzieniu w związku z innymi przestępstwami. Utrzymuje, że nie ma nic wspólnego ze zniknięciem Maddie. 4-latka zniknęła z pokoju hotelowego w portugalskim kurorcie w 2007 roku.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano 34-latka podejrzanego o zaatakowanie nożem kierowcy autobusu w Krośnie

Policjanci z Krosna zatrzymali 34-latka, który jest podejrzany o atak nożem na kierowcę autobusu. Mężczyzna został przesłuchany, usłyszał też zarzuty, ale się nie przyznał. Do ataku nożownika na kierowcę autobusu doszło w ubiegłą środę na dworcu autobusowym w Krośnie. Po zakończeniu kursu relacji Kraków-Krosno kierowca zauważył, że w pojeździe znajduje się śpiący pasażer. Kiedy chciał go obudzić, mężczyzna niespodziewanie zadał mu kilka ciosów nożem i uciekł z miejsca zdarzenia.

Polsat News relacjonuje, że ranny kierowca zdążył zadzwonić do swojego szefa i wysiąść z pojazdu. Pierwszej pomocy udzieliły mu dwie uczennice miejscowej szkoły średniej, które zauważyły krwawiącego mężczyznę. Poszkodowany został przetransportowany do szpitala. Jego stan był ciężki, konieczne było przeprowadzenie operacji.

Obława za napastnikiem trwała kilka dni. Jak relacjonuje Policja Podkarpacka, w akcję zaangażowano policjantów prewencji, wydziału ruchu drogowego, kryminalnego, dochodzeniowo-śledczego oraz z komisariatów. W stan gotowości postawiono także mundurowych z sąsiednich powiatów.

Gdy na terenie trwała obława, policjanci służby kryminalnej i dochodzeniowo-śledczej starali się ustalić personalia nożownika. W wyniku tych działań wytypowali kilka osób, które mogły mieć związek ze środowym atakiem, a następnie ustalili, że sprawcą może być 34-letni krośnianin. Mężczyzna został zatrzymany w sobotę około godziny 22 na prywatnej posesji w Krośnie. Policja informuje, że był kompletnie zaskoczony i nie spodziewał się zatrzymania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl