Brutalny napad na stację paliw w Nowym Miasteczku

Mężczyzna uderzył pracownika stacji kamieniem w głowę. Ranny sprzedawca z poważnymi urazami trafił do szpitala. W niedzielę o 7.30 do stacji benzynowej w Nowym Miasteczku wszedł mężczyzna z zasłoniętą twarzą. Był ubrany w czerwoną kamizelkę i niebieską bluzę.

– Poprosił o napój. Gdy sprzedawca odwrócił się, żeby mu go podać, został uderzony kamieniem w głowę – mówi Renata Dąbrowicz-Kozłowska, rzeczniczka nowosolskiej policji.

Policjanci szybko pojechali na miejsce. Zastali rannego mężczyznę, na podłodze była krew.

– W wyniku obrażeń pracownik sklepu stracił przytomność i upadł na ziemię – opowiada rzeczniczka policji w Nowej Soli. – Napastnik otworzył szufladę i zabrał z niej kilkanaście monet, po czym uciekł z budynku.

Mundurowi zobaczyli monitoring. Grupa dochodzeniowo-śledcza zabezpieczyła ślady i dowody.

Wytypowano potencjalnego sprawcę. Policjanci rozpytali, gdzie może się ukrywać. – Przy ul. Poniatowskiego w Nowym Miasteczku zauważyli mężczyznę, który na widok radiowozu momentalnie przyspieszył. Zdążył się już przebrać – mówi Renata Dąbrowicz-Kozłowska.

Sprawcą okazał się 19-letni mieszkaniec powiatu nowosolskiego. Został zatrzymany.
Źródło info i foto: tygodnikkrag.pl

CBŚP zatrzymało 11 osób. Wystawiali lewe faktury za rekrutację i szkolenia

Policjanci CBŚP zatrzymali kolejne 11 osób podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Łącznie w sprawie występuje już 88 podejrzanych, którym zabezpieczono pieniądze oraz majątek wart 218 mln zł. Członkowie tej grupy są podejrzani o narażenie Skarbu Państwa na ponad 260 mln zł. Nierzetelne faktury VAT wystawiano w ramach usług dotyczących pośrednictwa w rekrutacji pracowników oraz podwykonawstwa w zakresie uboju, rozbioru i pakowania mięsa. Śledztwo nadzoruje Prokuratura Regionalna w Łodzi.

Policjanci z Zarządu w Łodzi Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Łodzi, od blisko 4 lat wyjaśniają okoliczności sprawy dotyczącej zorganizowanej grupy przestępczej. Członkowie tej grupy są podejrzani o przestępstwa i przestępstwa skarbowe, do których dochodziło w latach 2011-2015. Według śledczych grupa mogła działać na terenie niemal całego kraju poprzez różne podmioty gospodarcze powiązane z jedną z firm branży mięsnej. Jak ustalono przestępczy proceder polegał na wystawianiu i posługiwaniu się nierzetelnymi fakturami VAT, dotyczącymi rzekomego świadczenia przy pośrednictwie w rekrutacji pracowników i podwykonawstwie w zakresie uboju, rozbioru i pakowania mięsa.

Uzyskane w ten sposób środki finansowe były wyprowadzane z majątku spółki, w łańcuchu powiązanych ze sobą firm, poprzez przekazywanie, przyjmowanie i pomocnictwo w przenoszeniu ich posiadania oraz własności. Według śledczych łącznie ze spółki wyprowadzono ponad 233 mln zł. W wyniku działalności grupy Skarb Państwa został narażony na uszczuplenie w kwocie ponad 260 mln zł.

W tym tygodniu policjanci z Zarządu w Łodzi CBŚP, przy wsparciu funkcjonariuszy z Zarządów ze Szczecina, Poznania i Katowic zatrzymali 11 osób. Działania zostały przeprowadzone na terenie województw: zachodnio-pomorskiego, łódzkiego, śląskiego, wielkopolskiego. W trakcie akcji policjanci zabezpieczyli dokumentację należącą do podmiotów gospodarczych prowadzonych przez podejrzanych oraz sprzęt komputerowy. Zabezpieczone rzeczy zostaną poddane dokładnej analizie przez ekspertów.

Zatrzymanym osobom w Prokuraturze Regionalnej w Łodzi przedstawiono zarzuty dotyczące m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy, poświadczenia nieprawdy w dokumentacji. Śledczy zarzucają im również przestępstwa z kodeksu karno-skarbowego. Na polecenie prokuratury BSWP zatrzymało jedną osobę. W związku z przedstawieniem części z podejrzanych zarzutów pomocnictwa do popełnienia tak zwanych „zbrodni fakturowych”, maksymalny wymiar kary im grożącej to 25 lat pozbawienia wolności.

Dotychczas w sprawie występuje łącznie 88 podejrzanych, u których ustalono i zabezpieczono mienie warte ponad 218 mln zł.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nigeryjczyk udawał amerykańskiego żołnierza. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet

Obywatel Nigerii podawał się za amerykańskiego żołnierza i wyłudzał od kobiet pieniądze. Zatrzymali go w Warszawie policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością. Mężczyzna trafił już na trzy miesiące do aresztu. Sprawca działał od co najmniej roku. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet.

Nigeryjczyk kontaktował się z kobietami przez portale randkowe. Te – zauroczone oszustem – decydowały się spełniać jego prośby i przesyłać pieniądze. Jak im pisał – miały to być na przykład opłaty celne za wysłaną do Polski przesyłkę ze złotem i opłata za pin do karty w nigeryjskim banku, na której miało być ponad pół miliona dolarów.

Oszust szantażował jedną z ofiar, grożąc ujawnieniem pikantnych szczegółów korespondencji z nią.

W trakcie przeszukania mieszkania oszusta oraz jego pojazdu, policjanci zabezpieczyli gotówkę w obcej walucie i fałszywy paszport. Mężczyzna posługiwał się nim do zakładania rachunków bankowych, na które pokrzywdzone kobiety dokonywały wpłat. Zabezpieczono również dokumentację bankową oraz nośniki danych.

Śledczy sprawdzają, czy mężczyzna oszukał więcej osób i ostrzegają przed łatwowiernością.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginęła 21-letnia Urszula Cękiel z Lublina

Kobieta wyszła w poniedziałek rano z domu i do tej pory nie dała znaku życia. Policja i rodzina proszą o pomoc w poszukiwaniach. Policjanci poszukują 21-letniej Urszuli Cękiel z Lublina. Kobieta wyszła z domu w poniedziałek około godziny 10 rano. Do chwili obecnej nie wróciła jak również nie nawiązała kontaktu z rodziną.

Jak informuje portal „Zaginieni przed laty”, w dniu zaginięcia Urszula ubrana była w czarną bluzkę, ciemne spodnie jeansowe i brązową kurtkę bez kaptura długość 3/4. Z informacji portalu wynika, że może zachodzić ryzyko utraty życia.

Policja prosi, by wszelkie informacje mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu 21-latki kierować do dyżurnego komisariatu II w Lublinie na numer telefonu 47 811 45 72 lub na numer alarmowym 112. Komisariat znajduje się na ul. Walecznych 1.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjanci pobili i okradli imigrantów. Zostali skazani na 40 miesięcy więzienia

Trzej byli policjanci zostali skazani przez sąd w Antwerpii na 40 miesięcy więzienia za pobicie i okradzenie nielegalnych imigrantów. Trzech innych byłych funkcjonariuszy zostało uniewinnionych – informuje telewizja VRT.

Sześciu mężczyzn zostało zatrzymanych cztery lata temu po trwającym kilka miesięcy dochodzeniu. Oskarżono ich o to, że zatrzymali nielegalnych imigrantów w dzielnicy Borgerhout w Antwerpii, a następnie zabrali ich w ustronne miejsce, pobili i okradli z gotówki i telefonów komórkowych. Burmistrz Antwerpii określił tę sprawę jako „jedną z najciemniejszych stron w historii policji w Antwerpii”.

Trzech byłych już funkcjonariuszy zostało skazanych za kradzież, przemoc i rasizm na kary do 40 miesięcy więzienia i grzywnę w wysokości 4,5 tys. euro. Sąd stwierdził, że policjanci podważyli zaufanie społeczeństwa do służby policyjnej.

„Jest to nadużycie władzy i wykorzystanie słabej pozycji, w której znalazły się ich ofiary” – powiedział rzecznik prasowy sądu w Antwerpii Luk Versteylen.
Źródło info i foto: interia.pl

Strefa wolna od policji w Seattle. Znów padły strzały

Policja w Seattle poinformowała, że przy „strefie autonomicznej” w tym mieście, kontrolowanej przez antyrasistowskich demonstrantów, doszło do strzelaniny, w której ranny został mężczyzna. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

To już trzecia strzelanina w „strefie autonomicznej” lub na jej obrzeżach w ostatnich dniach. Strefę wolną od policji utworzyli dwa tygodnie temu w Seattle demonstranci protestują przeciwko rasizmowi i brutalności mundurowych.

Władze miasta zapowiedziały likwidację obozowiska demonstrantów i powrót funkcjonariuszy do okupowanej przez nich części miasta.

Już wcześniej działania demonstrantów w Seattle i bezczynność władz, potępił prezydent USA Donald Trump, oferując pomoc w szybkim zakończeniu „anarchistycznego protestu”.

We wtorek Trump zapewnił na Twitterze, że „dopóki on jest prezydentem”, takiej strefy nie będzie w Waszyngtonie i ostrzegł, że każda próba jej utworzenia „spotka się z poważną siłą”.

Twitter ukrył wpis prezydenta pod ostrzeżeniem, że narusza on zasady dotyczące „nieodpowiednich treści”, pozostawiając jednak możliwość przeczytania tej wiadomości. „Nasze zasady stanowią, że nie zezwalamy, aby ludzie chcieli lub mieli nadzieję wyrządzić krzywdę osobie lub grupie osób” – wyjaśnił Twitter.

Rzeczniczka Białego Domu Kayleigh McEnany skrytykowała działania Twittera. „Wyjaśnijmy dokładnie, co się właśnie wydarzyło: Twitter powiedział, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie powinien mówić, że będzie przestrzegał prawa” – napisała McEnany na Twitterze.

Antyrasistowskie i antypolicyjne protesty wybuchły w USA pod koniec mają po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda, zabitego w Minneapolis przez policjantów.
Źródło info i foto: TVP.info

„Hoss”, szef „mafii wnuczkowej”, zostaje w areszcie

Arkadiusz Ł. ps. „Hoss” pozostanie w areszcie – poinformowała rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, sędzia Elżbieta Fijałkowska. We wtorek sąd rozpatrywał zażalenie obrońców Hossa na jego tymczasowe aresztowanie. Arkadiusz Ł. został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez SO w Poznaniu na 7 lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Jesienią ub.r. Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie go oskarżyła, w marcu natomiast poznański SO, do którego trafiła sprawa, umorzył to postępowanie. W związku z tym sąd podjął także decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu.

Dwa dni po umorzeniu postępowania przez SO w Poznaniu, Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Okręgowego w Poznaniu wniosek o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. tzw. aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec Hossa został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i wydał decyzję o aresztowaniu go na 6 miesięcy. 25 marca poznański Sąd Okręgowy wydał list gończy za Arkadiuszem Ł. po tym, jak policja poinformowała, iż nie zastała go pod wskazanym adresem, gdzie miał przebywać. Hoss został zatrzymany 10 kwietnia w Warszawie przez poznańskich policjantów z Zespołu Poszukiwań Celowych – to tzw. Łowcy Głów.

W maju z kolei poznański Sąd Apelacyjny podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu. Po wpłaceniu poręczenia majątkowego w łącznej kwocie 500 tys. zł został on objęty m.in. dozorem policyjnym, nałożono na niego także zakaz opuszczania miasta i kraju.

„Dwie różne sprawy”

Kilka dni po wyjściu Hossa z aresztu Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał natomiast zażalenie prokuratury na umorzone w marcu postępowanie wobec Arkadiusza Ł. i na uchylenie tymczasowego aresztowania stosowanego w tej sprawie. – Sąd jednak to postanowienie zmienił i zastosował aresztowanie na 3 miesiące – tłumaczyła wówczas rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Poznaniu sędzia Elżbieta Fijałkowska.

Jak dodała, ta sprawa nie ma związku z postanowieniem sądu, w którym sąd uchylił areszt i zastosował dozór policyjny. – To są dwie różne sprawy – podkreśliła. Zaznaczyła także, że obrońcom Hossa przysługuje odwołanie od tego postanowienia.

Po tej decyzji Sądu Apelacyjnego Hoss sam zgłosił się do Aresztu Śledczego w Poznaniu. Jego obrońcy natomiast złożyli zażalenie na decyzję o tymczasowym aresztowaniu.

We wtorek Sąd Apelacyjny w Poznaniu rozpatrywał zażalenie obrońców i – jak poinformowała rzeczniczka poznańskiego SA, sędzia Elżbieta Fijałkowska – sąd utrzymał w mocy postanowienie, więc Hoss pozostanie w areszcie.

Proces trwał ponad dwa lata

Proces „króla wnuczkowej mafii”, w którym Arkadiusz Ł. został nieprawomocnie skazany na 7 lat przez poznański SO, trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet. Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem; Adam P. został skazany na 6 lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

W lutym 2017 roku Hoss został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez prokuraturę w Warszawie. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji Hoss zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie Hossa.

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Złapali go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szokujące doniesienia. Karetka zabrała pijanego biskupa Janiaka do szpitala?

Biskup kaliski Edward Janiak (67 l.), który jest antybohaterem filmu braci Sekielskich o pedofilii w Kościele, miał trafić do szpitala w Kaliszu (woj. wielkopolskie) z podejrzeniem udaru. Na oddziale miało okazać się jednak, że duchowny był… kompletnie pijany. O swoich ustaleniach informuje „Gazeta Wyborcza”. Głos w sprawie zabrał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik.

W połowie maja miała miejsce premiera najnowszego dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, z którego wynika, że kaliski biskup Edward Janiak przez trzy lata nie reagował na doniesienia o podległym mu księdzu oskarżanym o czyny pedofilskie. Watykan wszczął już dochodzenie w tej sprawie.

Dwa tygodnie po publikacji filmu, 2 czerwca, biskup miał trafić do szpitala. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, tego dnia karetka zabrała go na oddział. Duchowny miał mieć problemy z wysławianiem się, kontakt z nim był ograniczony. Biskupa Janiaka przyjęto z podejrzeniem udaru późnym wieczorem i gruntownie przebadano. Jednak jak informuje „Wyborcza”, hierarcha kościelny był po prostu… kompletnie pijany, mając we krwi 3,44 promila alkoholu. Po kilku godzinach i podaniu kroplówek biskup został wypuszczony do domu.

Skontaktowaliśmy się z rzecznikiem diecezji kaliskiej, jednak ks. Marcin Papuziński nie chciał komentować sprawy przez telefon. Poprosił o przesłanie pytań mailem, na odpowiedź cały czas czekamy.

Jak jednak przekazał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”: „Ksiądz Biskup kilka lat temu przeszedł chorobę nowotworową i związaną z nią terapię onkologiczną. Od tego czasu jest pod stałą opieką specjalisty i regularnie przechodzi badania, które od czasu do czasu związane są z pobytami w szpitalu”.

Rzecznik Episkopatu zabrał głos

– W odpowiedzi na pytania dotyczące dzisiejszych publikacji na temat bp. Edwarda Janiaka, stanowczo oświadczam, że – jeśli informacje przekazane w mediach się potwierdzą – to opisywana sytuacja nigdy nie powinna się wydarzyć – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik po doniesieniach dotyczących biskupa Edwarda Janiaka.

– Jest zrozumiałym, że każde taka informacja wzbudza liczne reakcje społeczne oraz wywołuje emocje wśród wiernych. Obecnie oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie doniesień medialnych w sprawie tego zdarzenia, które – jeszcze raz zaznaczam – nigdy nie powinno mieć miejsca, szczególnie wśród ludzi Kościoła – podkreślił ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Biskup Janiak nie widzi swojej winy

Po publikacji „Zabawy w chowanego” biskup Edward Janiak atakuje wszystkich, którzy ośmielą się go skrytykować. 7 czerwca we wszystkich parafiach diecezji kaliskiej odczytany został list biskupa, w którym pisał o „medialnej nagonce” na jego osobę. „Proszę o modlitwę w tym czasie medialnej nagonki na moją osobę, abym uświęcony niewidzialną mocą Ducha Świętego, mógł zawsze służyć Bogu Żywemu przez miłość i służbę ofiarną, której Chrystus jest początkiem, środkiem i dopełnieniem” – pisał bp Janiak w liście.

Po emisji filmu specjalne oświadczenie wydał delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży abp Wojciech Polak, w którym stwierdził, że dokument braci Sekielskich „ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży”. Dodał, że chodzi o „sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. Abp Polak powiadomił o sprawie Watykan.

Na odpowiedź bp Janiaka nie trzeba było długo czekać. 15 czerwca duchowny rozesłał do biskupów w kraju list, w którym skrytykował działania prymasa Wojciecha Polaka i poddał w wątpliwość wybór i działania Fundacji św. Józefa KEP, której celem jest wspomaganie istniejących inicjatyw i podejmowanie nowych działań na rzecz różnorakiej pomocy osobom skrzywdzonym przez osoby duchowne.

„Kaliski biskup twierdzi, że prymas wydał na niego wyrok, szkodzi wizerunkowi Kościoła i spiskuje z braćmi Sekielskimi, którzy są wrogami Kościoła. Polski Episkopat jeszcze nigdy nie był świadkiem takiej sytuacji” – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wielkopolska: Ciało kobiety znalezione w zbiorniku wodnym

Makabryczne odkrycie w Gościeszynie (pow. wolsztyński) w Wielkopolsce. Na terenie jednej z prywatnych firm znaleziono zwłoki kobiety, która utonęła w zbiorniku wodnym. Co tam się wydarzyło? O makabrycznym odkryciu donosi portal wlkp112.pl. We wtorek (23 czerwca) na terenie jednej z firm, która zajmuje teren po byłym zakładzie PGR w Gościeszynie znaleziono zwłoki. Kobieta utonęła w znajdującym się tam zbiorniku wodnym.

Na miejscu zdarzenia pracowały dwa zastępy straży pożarnej, policja i prokurator. Na ten moment nie są znane okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: se.pl

Seattle: Walizka z ludzkimi szczątkami na plaży

Makabryczne odkrycie na plaży w Seattle. W walizce znalezionej na plaży przez grupkę nastolatków znajdowały się ludzkie zwłoki. Sprawą zajmuje się już lokalna policja. Grupa nastolatków, która niedawno wybrała się na plażę w Seattle z zamiarem nagrania filmu na TikToka, dokonała wstrząsającego odkrycia. W pobliżu molo na kamieniach leżała walizka z grubego materiału, która przyciągnęła uwagę trójki młodych ludzi. Postanowili sprawdzić, co jest w środku, żartując sobie, że być może udało im się odnaleźć walizkę pełną pieniędzy.

Niestety, młodzi ludzie nie znaleźli w torbie skarbu, na który liczyli. Wręcz przeciwnie. Kiedy uchylili wieko walizki za pomocą znalezionego na plaży patyka, ich oczom ukazała się czarna, foliowa torba. Z uchylonej walizki zaczął zaś dolatywać nieprzyjemny zapach.

Jak donosi serwis au.news.yahoo.com, zaniepokojeni młodzi ludzie postanowili natychmiast powiadomić policję o znalezisku. Po telefonie od nastolatków na miejsce dotarli funkcjonariusze z lokalnej komendy, którzy potwierdzili, iż w pakunkach ukryte są ludzkie szczątki.

W wyniku śledztwa, jak informuje policja w Seattle na swojej stronie internetowej, ujawniono kolejną torbę z fragmentami ludzkiego ciała, która znajdowała się w wodzie. W sprawie prowadzone jest obecnie dochodzenie, jednak służby nie ujawniają na razie żadnych ustaleń.
Źródło info i foto: Gazeta.pl