Zabił mężczyznę strzałem w głowę. Policja opublikowała wizerunek podejrzanego

Kilkudziesięciu funkcjonariuszy szuka sprawcy śmiertelnego postrzelenia 61-latka w miejscowości Zbrza (woj. świętokrzyskie). – Mężczyzna znalazł nieprzytomną ofiarę z raną postrzałową głowy – mówi polsatnews.pl sierż. szt. Karol Macek z KMP w Kielcach. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zmarły 61-latek to sołtys Zbrzy. Opublikowano wizerunek podejrzanego o morderstwo.

Policjanci otrzymali zgłoszenie w środę po godzinie 14:00. Na terenie jednej z posesji mężczyzna odnalazł 61-latka z raną postrzałową głowy. Niezwłocznie po zawiadomieniu służb podjął czynności reanimacyjne.

– Niestety, nie przyniosły one rezultatu. 61-latek zmarł – informuje Macek.

Tak wygląda poszukiwany. Może być niebezpieczny

Prawdopodobny sprawca, 57-letni Leszek Gawior, oddalił się z miejsca zdarzenia. Obecnie szuka go kilkudziesięciu mundurowych. Do akcji włączono również helikopter. Policja opublikowała wizerunek podejrzanego. Mężczyzna może być uzbrojony i niebezpieczny. Ostatnio ubrany był w ciemną kurtkę, czerwoną koszulkę oraz długie spodnie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Średnio co 10 godzin FBI otwiera nowe śledztwo ws. Chin

Dyrektor FBI Christopher Wray powiedział we wtorek czasu lokalnego, że działania chińskich służb stanowią największe długoterminowe zagrożenie dla przyszłości USA. Kontrwywiad FBI otwiera nowe śledztwo w sprawie Chin średnio co 10 godzin – dodał.

Wray przemawiał w think tanku Hudson Institute w Waszyngtonie. Jak ocenił, działania chińskiego wywiadu przeciwko Ameryce są niezwykle szeroko zakrojone, uczestniczy w nich niemal cały aparat państwowy i mają jeden cel: zdetronizować USA i „za wszelką cenę” zostać jedynym supermocarstwem.

Wśród działań Pekinu wymienił m.in. szpiegostwo gospodarcze, kradzież danych i pieniędzy, nielegalne działania polityczne oraz wpływanie na politykę USA za pomocą szantażu i łapówek.

Doszliśmy do punktu, w którym FBI wszczyna nowe śledztwo kontrwywiadowcze związane z Chinami co 10 godzin – stwierdził Wray, dodając że spośród 5 tys. otwartych dochodzeń kontrwywiadowczych, prawie połowa dotyczy działalności chińskich służb.

Dyrektor FBI zwrócił szczególną uwagę na prowadzony przez Pekin program nazwany „polowaniem na lisy”, wymierzony przeciwko chińskim emigrantom i dysydentom. Według Wraya chińskie władze zmuszają ich do powrotu do kraju, używając do tego wszelkich metod, włącznie z groźbami śmierci oraz pogróżkami wobec ich rodzin. Jak stwierdził, Chiny zmierzają w ten sposób m.in. do sabotażu amerykańskich badań nad koronawirusem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła ws. Andrzeja S. Prokurator prawomocnie wydalony z zawodu za jazdę po alkoholu

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła we wtorek o prawomocnym wydaleniu z zawodu prokuratora z Krasnegostawu Andrzeja S. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu w pracy, a następnie pijany prowadził samochód. Linię obrony prokuratora sąd uznał za „absurdalną”.

Chodzi o zdarzenia z lipca 2018 r., kiedy prokurator – znajdując się w stanie nietrzeźwości i bez powiadomienia przełożonego – opuścił miejsce pełnienia czynności służbowych, a następnie prowadził samochód, mając we krwi co najmniej 2,08 promila. Według osób, które zadzwoniły na numer alarmowy, mężczyzna potrącał pachołki drogowe oddzielające pasy jezdni i nie był w stanie utrzymać prostego toru jazdy.

W grudniu 2019 r. Izba Dyscyplinarna w I instancji uznała prokuratora winnego uchybienia godności urzędu i za oba czyny wymierzyła mu karę łączną wydalenia ze służby prokuratorskiej. We wtorek Izba Dyscyplinarna rozpatrywała odwołanie od tego orzeczenia.

Tłumacząc swoje zachowanie, Andrzej S. wskazywał m.in. na problemy rodzinne. Argumentował też, że alkohol spożył dopiero w samochodzie, zatrzymując się na poboczu głównej drogi po to, by ktoś mógł go stamtąd odebrać. Prokurator powołał się ponadto na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego, sugerując, że w sprawie tej orzeka nieuprawniony skład.

Uchwała z 23 styczna jest zasadą prawną i wiąże wszystkie izby Sadu Najwyższego (…), to, że Trybunał Konstytucyjny bardzo krytycznie się o niej wyraził nie oznacza, że ona znikła z obiegu prawnego, ona dalej istnieje – mówił we wtorek S.

Sąd uznał tę argumentację za chybioną i oddalił odwołanie. Odnosząc się do zarzutów pod kierunkiem Izby Dyscyplinarnej, sędzia sprawozdawca Konrad Wytrykowski podkreślił m.in., że sprawa „powinna być zamknięta” po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Najwyższy stoi na stanowisku, że ani uchwała połączonych izb, ani tym bardziej wyrok SN z 5 grudnia 2019 r. nie mogą mieć mocy wiążącej dla składu Sądu Najwyższego – mówił.

Przechodząc do kwestii zarzucanych obwinionemu czynów, sędzia podkreślił, że w I instancji wzięto pod uwagę wszystkie dowody, zeznania wielu świadków, uwzględniono także zapisy nagrań oraz różnego rodzaju dokumentację.

Sędzia Wytrykowski przyznał, że kwestią sporną był czas spożycia alkoholu. Ale na żadnym etapie postępowania nie było kwestionowane, że pan Andrzej S. prowadził samochód, że wcześniej opuścił miejsce pracy, nie stawiając się na wokandach, do których był wyznaczony, i też pan nie kwestionuje tego, że w momencie, kiedy przyjechała policja, siedział pan w zaparkowanym pojeździe już w stanie wysokiej nietrzeźwości – wymieniał.

Jak ocenił, linia obrony, z której wynika, że zachowanie prokuratora za kółkiem było powodowane złym samopoczuciem i problemami zdrowotnymi „nie wytrzymuje konfrontacji z logicznym myśleniem”. Sąd dopuszcza taką sytuację, że kierowca w czasie jazdy źle się czuje i – nie radząc sobie – zjeżdża gdzieś na bok, zatrzymuje pojazd, ale już zupełnie niewiarygodne jest, żeby lekarstwem na takie samopoczucie było wypicie niemalże duszkiem półlitrowej butelki wódki – mówił.

Sąd podkreślił przy tym, że Andrzej S. jest wysoko wykwalifikowanym prawnikiem z dużym stażem pracy i musiał „doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jaki jest odbiór pijanej osoby w samochodzie”.

Sędzia Wytrykowski zaznaczył ponadto, że jako prokurator w swojej karierze S. musiał czasami spotykać się z absurdalną linią obrony oskarżonych. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że ta linia obrony, którą tutaj zaprezentował pan S., należy właśnie do takiej kategorii – ocenił.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymano sprawcę zabójstwa w centrum Wrocławia

Policjanci z Wydziału d/w z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu zatrzymali sprawcę zabójstwa mężczyzny, do którego doszło w centrum Wrocławia w godzinach rannych. Sprawca ranił śmiertelnie nożem swojego byłego pracodawcę, a następnie oddalił się z miejsca przestępstwa. Ucieczkę przerwali mu policjanci. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Wczoraj, 07.07.2020 r., w godzinach rannych w centrum Wrocławia doszło do zabójstwa mężczyzny. Sprawca po uprzednim dźgnięciu nożem swojego byłego pracodawcy, uciekł z miejsca przestępstwa. Jego ucieczkę przerwali mu policjanci z Wydziału d/w z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, którzy akurat w tym samym czasie wykonywali inne czynności służbowe w terenie. Zauważyli biegnącego ulicą mężczyznę i goniącego za nim innego pracownika. Ten natomiast zatrzymał jadący nieoznakowany radiowóz i poprosił o pomoc w zatrzymaniu sprawcy ataku na jego szefa.

Policjanci podjęli pościg i zatrzymali uciekającego mężczyznę. Wsparcia przy zatrzymaniu udzielili im inni funkcjonariusze z Wydziału d/w z Przestępczością Gospodarczą KWP we Wrocławiu. Pomogli w obezwładnieniu mężczyzny i pomocy pokrzywdzonemu. Wezwano na miejsce pogotowie ratunkowe, a policjanci do czasu jego przybycia udzielali pierwszej pomocy przedmedycznej ranionemu mężczyźnie i uciskali ranę na jego ciele. Po przyjedzie pogotowia to jego zespół przejął czynności reanimacyjne, ale niestety mężczyzny nie udało się uratować.

Sprawca został osadzony w policyjnym areszcie. Za swój czyn odpowie przed sądem. Teraz grozić mu może nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Iwan Safronow, doradca szefa Roskosmosu szpiegował na rzecz USA? Jest podejrzany o zdradę stanu

Były dziennikarz gazety „Kommiersant” Iwan Safronow jest podejrzany o przekazywanie tajnych danych służbom specjalnym Czech, które działały na rzecz USA – poinformował adwokat Iwan Pawłow. Safronow został umieszczony w areszcie śledczym.

Śledczy utrzymują, że Safronow dopuścił się przestępstwa w 2017 roku, gdy pracował w dzienniku „Kommiersant”. Miał wówczas przekazać przedstawicielowi czeskich służb dane na temat dostaw broni do krajów Bliskiego Wschodu i Egiptu – poinformował adwokat. Pawłow wypowiadał się po zamkniętym dla mediów posiedzeniu sądu, który nakazał umieszczenie Safronowa w areszcie. – Postępowanie karne zostało wszczęte wczoraj, ale liczy już siedem tomów – zszytych i ponumerowanych (…). Wasz kolega był bardzo długo śledzony – powiedział Pawłow.

Wcześniej we wtorek Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) w oficjalnym komunikacie podała, że Safronow jest podejrzany o przekazywanie tajnych informacji jednej ze służb specjalnych NATO. FSB nie wskazała konkretnego kraju. Według niezależnej telewizji Dożd 13 lipca FSB ma zamiar przedstawić dziennikarzowi zarzuty.

Safronow nie przyznał się do winy. Redakcje najważniejszych rosyjskich gazet i portali internetowych zaapelowały we wtorek o bezstronne i przejrzyste śledztwo. Wielu autorów tych oświadczeń wątpi w prawdziwość podejrzeń o zdradę stanu.

Posiedzenie sądu, na którym zapadła decyzja o areszcie Safronowa, na wniosek śledczych toczyło się z wyłączeniem jawności. FSB oświadczyła, że materiały postępowania karnego mają status tajnych. Obrońcy zaś żądali maksymalnej jawności.

We wtorek mimo nadejścia nocy przed gmachem FSB w centrum Moskwy wciąż trwały demonstracje w obronie Safronowa, w których uczestniczy wielu jego kolegów z mediów. Policja zatrzymała ponad 20 osób.

Wypadł z okna klatki schodowej

30-letni Safronow, były dziennikarz „Kommiersanta” i „Wiedomosti”, a od dwóch miesięcy – doradca szefa agencji kosmicznej Roskosmos Dmitrija Rogozina, został zatrzymany we wtorek rano. W „Kommiersancie” pracował od 2010 roku.

Dziennikarzem tego wydania był jego ojciec, również Iwan, były wojskowy, który zajął się dziennikarstwem i pisał o sprawach obronności. Iwan Safronow senior w 2007 roku prowadził śledztwo dziennikarskie dotyczące potajemnej sprzedaży rosyjskiego uzbrojenia Iranowi za pośrednictwem Białorusi. Tekst się nie ukazał; Safronow zginął w tajemniczych okolicznościach – wypadł z okna klatki schodowej własnego domu. Policja nie dopatrzyła się śladów przestępstwa.

Iwan Safronow młodszy po studiach zaczął pracować w „Kommiersancie”, zajmując się tą samą tematyką, co ojciec. Relacjonował działalność ministerstwa obrony Rosji, pisał o przemyśle obronnym, branży kosmicznej, współpracy wojskowo-technicznej.

W kwietniu 2019 roku wraz z innym autorem „Kommiersanta” Maksimem Iwanowem napisał o możliwym odwołaniu ze stanowiska Walentiny Matwijenko, przewodniczącej wyższej izby parlamentu Rosji, Rady Federacji. Miesiąc później obaj dziennikarze poinformowali, że zostali zwolnieni „zgodnie z decyzją akcjonariusza” gazety, który wyraził niezadowolenie z powodu materiału. Safronow przeszedł do redakcji dziennika „Wiedomosti” i pracował tam przez około rok. Odszedł, gdy w dzienniku zmienił się redaktor naczelny.

Od maja tego roku zaczął pracować w Roskosmosie, gdzie miał zajmować się prowadzeniem polityki informacyjnej wewnątrz tej państwowej korporacji i podlegających jej przedsiębiorstw. Rogozin oświadczył we wtorek, że jako jego doradca Safronow nie miał dostępu do tajnych informacji; podkreślił, że znał Safronowa również wcześniej i „nie wątpił w jego wysoki profesjonalizm i osobistą uczciwość”.

FSB poinformowała, że Safronow jest podejrzany o przekazywanie tajnych informacji „służbom specjalnym NATO”. Wszczęto wobec niego postępowanie karne z artykułu kodeksu karnego, grożącego karą 20 lat więzienia. „Safronow, wykonując zadanie jednej ze służb specjalnych NATO, zbierał i przekazywał jej informacje o współpracy wojskowo-technicznej, obronie i bezpieczeństwie Federacji Rosyjskiej” – podała FSB. Jak głosi komunikat, informacje te „stanowiły tajemnicę państwową”.
Źródło info i foto: TVP.info

Wydanie małoletniej dziewczynki do Rosji. Interwencja Ministra Sprawiedliwości

Kasację od wyroku sądu apelacyjnego, który nakazał wydanie małoletniej dziewczynki ojcu przebywającemu na terenie Rosji, skierował do Sądu Najwyższego Prokurator Generalny.

W kasacji podkreślono, że ojciec nigdy nie opiekował się samodzielnie dzieckiem, a w 2016 r. zupełnie je opuścił. Zdaniem prokuratury, powrót dziewczynki pod opiekę mężczyzny bez bliskości matki może narazić dziecko na szkodę fizyczną lub psychiczną. Prokuratura wskazała też w skardze, że w Rosji dziewczynka nie będzie miała zapewnionej odpowiedniej ochrony prawnej z uwagi na brak jurysdykcji sądów rosyjskich do rozstrzygania spraw tej rodziny.

Sąd nakazał powrót dziewczynki do Rosji

Chodzi o sprawę urodzonej w Polsce dziewczynki, której rodzice Holender i Polka – przenieśli się następnie z Holandii do Rosji w związku z obowiązkami zawodowymi ojca. Para rozstała się, a we wrześniu 2018 r. matka z córką wróciły na stałe do Polski.

Wcześniej od 2017 r. w rosyjskich sądach toczyły się sprawy o alimenty i kontakty córki z ojcem. Sądy te uznały jednak, że nie mają uprawnień do orzekania w sprawie tej rodziny, ponieważ rodzice nie są obywatelami Rosji i nie mieli też na jej terytorium stałej rezydencji. W konsekwencji ojciec wystąpił o wydanie dziecka w trybie konwencji haskiej.

Warszawski sąd okręgowy rozpoznając tę sprawę w I instancji oddalił ten wniosek i uznał, że zamieszkanie dziewczynki z ojcem w Rosji pozbawiałoby możliwości ochrony praw tego dziecka.

Ojciec odwołał się od tego orzeczenia. W konsekwencji Sąd Apelacyjny w Warszawie nakazał matce zapewnienie powrotu małoletniej do Rosji, w terminie 14 dni od uprawomocnienia się orzeczenia. Sąd odmówił przy tym wiarygodności zeznaniom kobiety z uwagi na stopień skonfliktowania stron.

Zastępca Prokuratora Generalnego Robert Hernand wniósł do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną od tego wyroku, w której zwrócił się o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Zdaniem prokuratury, dziewczynka nie ma zapewnionej odpowiedniej ochrony swych praw na terytorium Rosji. Przypomniano przy tym, że sądy rosyjskie nie mają właściwości do rozpoznawania spraw osób, które nie są obywatelami tego kraju.

Mężczyzna nie sprawował opieki nad dzieckiem

Według prokuratury, odmowa udzielenia ochrony prawnej dziecku przez sądy rosyjskie stanowi naruszenie jego dobra także w kontekście praw człowieka i podstawowych wolności.

W skardze wskazano też, że sąd apelacyjny zupełnie nie wziął pod uwagę, iż ojciec jest korespondentem wojennym i ze względu na specyfikę swojego zawodu nie będzie w sposób prawidłowy sprawować opieki nad córką. Według prokuratury, sąd pominął także, że mężczyzna nigdy samodzielnie nie sprawował opieki nad małoletnią, a w 2016 roku zupełnie ją opuścił.

W opinii prokuratury, w Polsce – u boku matki – dziecko ma zapewnione wszelkie warunki konieczne do dalszego prawidłowego rozwoju, poczucie bezpieczeństwa i możliwość dochodzenia swoich praw przed sądami.

W kasacji wskazano też, że opinia biegłych, na której oparł się sąd apelacyjny jest nierzetelna i pomija całokształt materiału dowodowego. Według prokuratury, z zebranych dowodów wynika, że dziecko pozostające pod opieką ojca w Rosji znajdzie się w sytuacji wybitnie stresowej, nie zapewniającej poczucia bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sąd złagodził kary za zabójstwo biznesmena. Tomasz J. i Patryk B. spędzą w wiezieniu 25 lat

Dla tych zbirów życie ludzkie nic nie znaczy. Zamordowali i mieli spędzić całe życie w więzieniu, ale sąd apelacyjny okazał się dla nich łaskawy. Złagodził kary do 25 lat więzienia. Tomasz J. (31 l.) i Patryk B. (28 l.) utrzymują, że są niewinni.

Tą zbrodnią żyła cała Polska. W styczniu 2017 r. biznesmen z Białegostoku Dawid G. (†27 l.) zginął z rąk Tomasza J. i Patryka B. Bandyci wywieźli ofiarę za miasto. Bili i podduszali, bo chcieli dostać kluczyki do jego luksusowego bmw. Kiedy im je dał, pojechali po upatrzone auto, przesiedli się do niego i ruszyli z biznesmenem w jego ostatnią podróż. Na leśnym parkingu brutalnie zamordowali Dawida – kilkanaście razy zdzielili go nożem. Potem ukryli ciało i uciekli do Belgii.

Kiedy mordercy stanęli przed sądem, nie wzruszyły ich łzy matki, partnerki i siostry zamordowanego.

– Chciałam spojrzeć zabójcom mojego syna w oczy. Ale w tych oczach nie ma Dawida, oni żyją, a on nie – płakała w sądzie jego matka.

Tomasz J. i Patryk B. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Przyznali jedynie, że w przeszłości byli już karani za kradzieże i pobicie. Sąd I instancji skazał ich na dożywocie. Ale mordercy odwołali się od wyroku. Sąd apelacyjny był bardziej łaskawy i zmniejszył wyrok do 25 lat za kratami. Sąd uznał, że nie ma bezpośrednich dowodów, że oskarżeni są winni zabójstwa, ale – jak zaznaczył – wskazują na to dowody pośrednie.

Dawid osierocił malutką córeczkę i synka, którego przed śmiercią nie zdążył nawet zobaczyć…
Źródło info i foto: Fakt.pl

Polacy zaatakowani w pubie w Wielkiej Brytanii

Kilku Polaków na co dzień mieszkających w Wielkiej Brytanii zostało zaatakowanych w jednym z pubów. Powodem agresji ze strony pary siedzącej przy innym stoliku były ich rozmowy w języku polskim. W ostatni weekend rząd Wielkiej Brytanii po kilkumiesięcznej przerwie zezwolił na ponowne otwarcie pubów i restauracji. Z tego powodu obiekty te były licznie odwiedzane przez mieszkańców, którzy długo wyczekiwali tego momentu.

Wraz z poluzowaniem obostrzeń, grupa mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków postanowiła udać się do jednego z pubów w Bristolu. Fakt, iż nasi rodacy rozmawiali w języku polskim nie spodobał się parze siedzącej w sąsiednim stoliku. Efektem tego była sprzeczka, w której najbardziej została poszkodowana 36-letnia Anna – relacjonuje portal www.polishexpress.co.uk. Napaść zakończyła się zniszczeniem okularów Polki.

Kobieta w swoich mediach społecznościowych opisała całą sytuację. – To stało się podczas naszej pierwszej nocy w pubie. Po tym, jak dziewczyna zaatakowała moją przyjaciółkę poproszono nas, abyśmy wyszli i nikt nie zadał sobie trudu, aby ustalić co się stało – opisuje Polka.

Do sieci trafiło nagranie

Jedna z kobiet, które brały udział w szarpaninie nagrała moment sprzeczki. Nagranie pojawiło się w sieci. 36-latka zdradziła, że sprawa została już zgłoszona na policję, a funkcjonariusze nakazali jej usunięcie nagrania z Facebooka, gdzie jako pierwsze zostało wrzucone.

Na filmie, który został wrzucony na Twittera widać, jak ochrona wyprasza agresywną parę, która ostentacyjnie odnosiła się do naszych rodaków. Niedługo potem, zgodnie z relacją poszkodowanej wyproszono również Polaków, nie pytając nawet o przyczynę zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były prezes Sądu Okręgowego w Przemyślu zatrzymany przez CBA

Dziś (środa) ma się odbyć w sądzie tzw. posiedzenie aresztowane, na którym zostanie podjęta decyzja o ewentualnym tymczasowym aresztowaniu sędziego. O zatrzymaniu sędziego Marka Z. byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu, Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało na swoim oficjalnym koncie na portalu społecznościowym Twitter.

– „Funkcjonariusze rzeszowskiej delegatury CBA zatrzymali byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu” – twierdzi CBA.

Oprócz tego jednego zdania nie przekazano innych szczegółów sprawy, w dalszej części informacji CBA powołała się na informację opublikowaną w „dzienniku.pl”.

Decyzja o uchyleniu immunitetu sędziowskiego

Wczoraj w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego odbyło się posiedzenie w sprawie uchylenia sędziemu Markowi Z. immunitetu. Wnioskowała o to Prokuratura Krajowa. Śledztwo w sprawie sędziego prowadzi Wydział Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej.

W październiku ub. roku Sąd Dyscyplinarny przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie zdecydował o uchyleniu immunitetu sędziemu Markowi Z. Postanowienie było nieprawomocne, odwołał się od niego obrońca sędziego. Dzisiaj, na posiedzeniu niejawnym Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego oddaliła zażalenie obrony.

Sędzia Marek Z. został przez CBA zatrzymany zaraz po wyjściu z sądu. O sprawie sędziego Marka Z., byłego prezesa Sądu Okręgowego w Przemyślu, pisaliśmy w lutym obecnego roku.
Źródło info i foto: przemysl.naszemiasto.pl

Strzelanina w centrum handlowym w Alabamie. Nie żyje 8-letni chłopiec

Podczas strzelaniny w centrum handlowym w Alabamie w USA został postrzelony 8-latek. Chłopiec zmarł w czasie drogi do szpitala. Podczas strzelaniny w centrum handlowym Riverchase Galleria w Alabamie (USA) zginął 8-latek. Jak podaje repubblica.it, chłopiec zmarł w czasie transporu do szpitala. Poza tym 3 osoby zostały ranne. Centrum handlowe zostało ewakuowane.

USA. Nie wiadomo, ile osób strzelało

Nie wiadomo jeszcze, ilu uzbrojonych bandytów wzięło udział w strzelaninie w USA. Annalisa Pope, która pracuje w Hollister w centrum handlowym w Alabamie, cytowana przez repubblica.it, zeznała, że słyszała 6-7 strzałów. Odgłosy dobiegały z różnych stron. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że strzelających osób było więcej niż jedna.
Źródło info i foto: wp.pl