Lublin: Trzylatek wypadł z okna. Rodzice kompletnie pijani

O dziecku, które wypadło z okna w budynku w Lublinie zawiadomiła w sobotę wieczorem policję kobieta, świadek wypadku. Trzylatek został przewieziony do szpitala. Funkcjonariusze szybko ustalili, że w mieszkaniu było troje dzieci i pijani rodzice. Ojciec spał, a matka „wyszła na papierosa”. Gdy matka „na chwilę wyszła z domu na papierosa”, a ojciec spał po pracy trzyletni chłopczyk skorzystał z okazji i wszedł na parapet okienny. Po chwili jednak stracił równowagę i wypadł z wysokości pierwszego piętra. Do wypadku doszło w sobotę około 20:20 w Lublinie.

Świadkowie zawiadomili policję i pogotowie. Dziecko zostało przewiezione do szpitala, gdzie ustalono, że upadając na miękkie podłoże nie doznało groźnych dla zdrowia obrażeń.

Jak się okazało w mieszkaniu poza 3-latkiem, który wypadł przez okno, była jeszcze dwójka nieletnich dzieci w wieku 6 i 11-lat. Byli również opiekujący się nimi nietrzeźwi rodzice. Badanie alkomatem wykazało, że w organizmie 33-letniego ojca był ponad 1 promil, a u matki prawie 1,5 promila alkoholu.

Mundurowi ustalają dokładny przebieg oraz okoliczności zdarzenia. Policja przypomina, że za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia Kodeks karny przewiduje karę do 5 lat więzienia. O zdarzeniu policja zawiadomi Sąd Rodzinny i Nieletnich. Dzieci trafiły pod opiekę trzeźwego członka rodziny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci usunęli demonstrantów sprzed pomnika Powstania Warszawskiego

Marsz Powstania Warszawskiego zakończył się w sobotę wieczorem na placu Krasińskich w Warszawie apelem działaczy Stowarzyszenia Marszu Niepodległości o obronę wartości, o które walczyli i ginęli m.in. Powstańcy Warszawscy, takich jak wolność, honor i wiara.

IX Marsz Powstania Warszawskiego zorganizowany przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości oraz Roty Marszu Niepodległości pod hasłem „Niemieckie zbrodnie nierozliczone” wyruszył z ronda Romana Dmowskiego dwadzieścia kilka minut po godzinie 17:00, czyli po Godzinie „W”, która zgromadziła tłumy mieszkańców.

Po tradycyjnej minucie ciszy zebrani odśpiewali Hymn – Mazurka Dąbrowskiego, skandowali „Cześć i chwała bohaterom”. Przemawiali m.in. poseł Konfederacji, prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki oraz prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz.

Demonstranci wyruszyli w kierunku pomnika Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich. Część przyszła z biało-czerwonymi flagami – na niektórych był symbol Armii Krajowej lub znak „kotwicy” – z opaskami z symbolem Polski Walczącej i w koszulkach upamiętniających Powstanie Warszawskie. Uczestnicy pochodu wznosili okrzyki, jak „Bóg, Honor, Ojczyzna” czy „Chwała Wielkiej Polsce”. Niektórzy nieśli transparenty z napisami: „Niemieckie zbrodnie nierozliczone”, „Stop totalitaryzmom”, „Normalna rodzina – silna Polska”, „Ruch Narodowy”. „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”, „Stop masowej imigracji”.

Na chwilę zatrzymywali się na Nowym Świecie, gdy kilku demonstrantów usuwało wiszącą nad trasą przemarszu tęczową flagę, oraz na wysokości ulicy Foksal, gdzie kilka osób wywiesiło na balkonie banery z hasłami „Powstań przeciwko faszyzmowi” oraz „Feminizm nie faszyzm”. Lewicowi aktywiści wykrzykiwali też hasła: „Precz z faszyzmem”, czy „Warszawa wolna od faszyzmu”. Naprzeciwko tej grupy osób rozwieszono tęczową flagę, a w oknie pojawił ubrany na czerwono mężczyzna w peruce i slipkach. W ludzi idących w marszu poleciało kilka plastikowych butelek.

Do krótkiego incydentu doszło także przed Bazyliką Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, gdy mężczyzna z tęczową flagą wszedł na schody w pobliżu pomnika Jezusa. Mężczyzna ten został zatrzymany przez policjantów, a figura Jezusa Chrystusa została otoczona przez wolontariuszy ze Straży Marszu Niepodległości.

Demonstranci zatrzymali się też przed wejściem na plac Krasińskich, czekając na zakończenie interwencji policji wobec grupy kilku osób z białymi różami, które usiadły pod pomnikiem Powstania Warszawskiego. Osoby te zostały usunięte przez policjantów i otoczone kordonem.

Na placu Krasińskich do uczestników Marszu Powstania Warszawskiego przemawiali organizatorzy wydarzenia. Koordynator struktur Rot Marszu Niepodległości Mariusz Piotrowski apelował o wspieranie regionalnych struktur jego organizacji. „Wierzę, że nasza ojczyzna będzie kiedyś wielką Polską katolicką, Polską, z której będzie brał przykład cały świat” – oświadczył Piotrowski.

Szef Rot Marszu Niepodległości w Warszawie Paweł Kryszczak ocenił, że „krew Powstańców Warszawskich i cywilów, którzy tutaj polegli”, mają na sobie Niemcy, Armia Czerwona i „polscy komuniści, którzy z nimi współpracowali”. Przekonywał, że „aby to się więcej nie powtórzyło, Polska musi mieć silną gospodarkę i być państwem „liczącym się na świecie”. Według niego Polska powinna też domagać się od Niemców rekompensat za zbrodnie ludobójstwa i zniszczenia dokonane w Polsce. Niemcy zapłacą za to. Tego będziemy się domagać, jeżeli będziemy mieli moc do tego, jeżeli będziemy mieli szansę. Jeżeli nie my, to kolejne pokolenia – zapewniał Paweł Kryszczak.

76 lat temu, 1 sierpnia 1944 r., na rozkaz komendanta głównego AK gen. Tadeusza Komorowskiego „Bora” w Warszawie wybuchło powstanie. Było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. Planowane na kilka dni, trwało ponad dwa miesiące. Jego militarnym celem było wyzwolenie stolicy spod niezwykle brutalnej niemieckiej okupacji, trwającej od września 1939 r.

1 sierpnia 1944 r. do walki w stolicy przystąpiło około 40-50 tys. powstańców. Zaledwie co czwarty z nich mógł liczyć na to, że rozpocznie ją z bronią w ręku. Przez 63 dni powstańcy prowadzili heroiczny i samotny bój z wojskami niemieckimi. Ostatecznie wobec braku perspektyw dalszej walki 2 października 1944 r. przedstawiciele KG AK podpisali z Niemcami układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Mąż Magdaleny Ogórek aresztowany. Czego dotyczą zarzuty?

13.04.2018 Warszawa,Posiedzenie Sejmu N/Z Magdalena Ogorek fot. Grzegorz Banaszak/REPORTER

Magdalena Ogórek po aresztowaniu jej męża pod 5 zarzutami wydała oświadczenie, w którym zapewniła, że sprawa jej nie dotyczy. „Żądam poszanowania prywatności” – napisała. Piotr M., mąż Magdaleny Ogórek i były poseł SLD, został w piątek zatrzymany w Krakowie pod pięcioma zarzutami. Chodzi m.in. o działania na szkodę wierzycieli Małopolskiej Wyższej Szkoły im. Józefa Dietla w Krakowie, wyrządzenia szkody majątkowej Wyższej Szkole Gospodarki i Zarządzania w wysokości ponad 500 tys. zł i wyłudzenia na szkodę osoby prywatnej 2,6 mln zł.

W piątek sąd przychylił się do wniosku o aresztowanie Piotra M. na trzy miesiące. Zaledwie dzień później oświadczenie w tej sprawie wydała jego żona, Magdalena Ogórek. Dziennikarka i gwiazda TVP odcięła się od sprawy i „zażądała poszanowania prywatności”.

„Oświadczam, że sprawa ta nie dotyczy w najmniejszym stopniu mojej osoby” – napisała Ogórek. „W związku z powyższym żądam poszanowania prywatności mojej i córki, a w przypadku naruszania tejże prywatności podejmę natychmiastowe kroki prawne” – zapowiedziała w opublikowanym w mediach społecznościowych oświadczeniu.

Tu jednak sprawa nie ucichła, bo oświadczenie Ogórek wywołało lawinę komentarzy w sieci – wśród komentatorów jest dziennikarka Hanna Lis, która wytknęła Ogórek, że ona sama również naruszała prywatność innych osób.

„Bo moja prywatność jest prywatniejsza niż twoja. Hipokryzja level TVPiS” – napisała Lis, publikując przy tym stary wpis Ogórek z Twittera, w którym czytamy: „Panie Marku Borowski, nawiązując do wypowiedzi o kręgosłupie Jarosława Gowina – czy oznaką kręgosłupa jest zmiana nazwiska z Berman na Borowski”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sekta odpowiada za prawie 40 procent zakażeń w Korei Południowej. Przywódca zatrzymany

Lee Man Hee, przywódca południowokoreańskiej sekty, został w sobotę aresztowany. Kierowany przez niego Kościół Chrystusa Shincheonji stanowił największe ognisko COVID-19 w kraju. 89-latek jest podejrzany między innymi o zatajenie kluczowych informacji potrzebnych do śledzenia kontaktów osób zakażonych.

Nabożeństwa Kościoła Chrystusa Shincheonji (Nowego Nieba i Ziemi) wiązane są z ponad 5,2 tysiącami zakażeń, co stanowi około 36 procent wszystkich infekcji odnotowanych w Korei Południowej od początku pandemii. Według prokuratorów Lee w zmowie z innymi przywódcami sekty zataił przed władzami istotne informacje, gdy w lutym koronawirus na dużą skalę szerzył się wśród ponad 200 tysięcy wyznawców. Miał również systematycznie podejmować próby niszczenia materiału dowodowego.

Według Koreańskich Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (KCDC) niektórzy członkowie sekty odwiedzili w styczniu miasto Wuhan w środkowych Chinach, gdzie w grudniu po raz pierwszy pojawił się koronawirus. Kościół jest obecny i ma swoich wyznawców w tym mieście.

„Nie chcieliśmy tego, ale wiele osób zostało zakażonych”

Lee jest również podejrzany o defraudację 5,6 miliardów wonów (ponad 17,5 milionów złotych) z funduszy swojej grupy i organizację nieautoryzowanych wydarzeń religijnych w latach 2015-2019 – podała południowokoreańska agencja prasowa Yonhap.

Założyciel ruchu Shincheonji, uznawany przez wyznawców za proroka, publicznie przepraszał za to, że jego grupa przyczyniła się do rozwoju epidemii w kraju. – Nie chcieliśmy tego, ale wiele osób zostało zakażonych – przyznawał. Sekta zaprzeczała jednak ukrywaniu informacji przed władzami.
Źródło info i foto: tvn24.pl