CBA: Warszawski urzędnik zatrzymany na gorącym uczynku. Chodzi o przyjęcie łapówki

Fot. Stanislaw Kowalczuk/East News. Warszawa 08.04.2015. n/z: funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego

Pracownik warszawskiego Urzędu Skarbowego został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA tuż po przyjęciu kilkutysięcznej łapówki. Pieniądze były przekazane w jednej z warszawskich kawiarni. Funkcjonariusze warszawskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego ustalili, że stołeczny urzędnik żądał „zapłaty” w zamian za załatwienie wstrzymania czynności egzekucyjnych — chodziło o należności skarbowe w wysokości kilkuset tysięcy złotych.

Zgromadzone przez funkcjonariuszy CBA materiały dowodowe zostały przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Następnie po doprowadzeniu zatrzymanego do prokuratury zostaną wykonane kolejne czynności procesowe. Centralne Biuro Antykorupcyjnego przypomina, że osoby, które dały się uwikłać w proceder i wręczyły korzyść majątkową, mają możliwość skorzystania z tzw. klauzuli niekaralności wynikającej z art. 229 par. 6 Kodeksu Karnego.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Handlowali półproduktami do produkcji metamfetaminy. Adwokat i były policjant wśród zatrzymanych

Przez pięć lat mieli wytwarzać półprodukty potrzebne do produkcji metamfetaminy i wywozić je do Czech. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupowali nieruchomości, luksusowe auta i motocykle. W sprawie zatrzymano dziewięć osób, w tym mającego kierować zorganizowaną grupą przestępczą adwokata oraz byłego policjanta. Przy zatrzymanych zabezpieczono 13 milionów złotych w gotówce.

W trakcie działań przeprowadzonych na terenie województwa dolnośląskiego przeszukano kilkanaście miejsc zamieszkanych i użytkowanych przez podejrzanych. Wówczas znaleziono i zabezpieczono ponad 13 milionów złotych w gotówce, które ukryte były w jednym z mieszkań w walizkach, torbach podróżnych i pudełkach. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono także mienie ruchome należące do podejrzanych warte ponad 300 tys. zł.

Zatrzymani mają usłyszeć zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej przestępstw określonych w Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, wewnątrzwspólnotowego obrotu prekursorami służącymi do produkcji metamfetaminy oraz tzw. prania brudnych pieniędzy.

Mieli wykorzystywać hurtownię farmaceutyczną

Rozpracowywana przez policjantów CBŚP grupa działała głównie w województwie dolnośląskim. Jak podała Prokuratura Krajowa, członkowie grupy, wykorzystując hurtownię farmaceutyczną, kupowali w innej, legalnie działającej hurtowni farmaceutycznej ogromne ilości produktów leczniczych zawierających substancje pozwalające na wytwarzanie metamfetaminy.

– Następnie członkowie grupy wyłuskiwali tabletki z blistrów i sprzedawali je jako prekursory grupom przestępczym działającym w Polsce i w Czechach. Nielegalny towar trafiał na teren niemal całego kraju oraz do Czech, gdzie była produkowana matamfetamina – informuje Iwona Jurkiewicz z CBŚP.

Według prokuratury grupa działała w latach 2014-2018. Pieniądze uzyskane z procederu jej członkowie inwestowali m.in. w zakup nieruchomości, luksusowych samochodów i motocykli. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu wspólnie z poznańskim zarządem CBŚP.

Po przedstawieniu zarzutów śledczy zdecydują o zastosowaniu wobec zatrzymanych środków zapobiegawczych. „Podejrzanym, którzy usłyszą zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałym kary do 5 lat pozbawienia wolności” – podała Prokuratura Krajowa.

Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Brutalny atak w Lidlu we Francji

W pralni w Lidlu we Francji doszło do brutalnego pobicia. Mężczyzna został zaatakowany kijami baseballowymi przez czterech napastników po tym, jak poprosił ich o noszenie masek w miejscu publicznym. Do zdarzenia doszło w Soisy-sous-Montmorency, na północ od Paryża we Francji. W pralni znajdującej się na terenie sklepu sieci Lidl 44-letni Augustin M. podszedł do młodego mężczyzny i poprosił go, aby założył maseczkę, która jest wymagana w miejscach publicznych.

Mężczyzna zaczął się kłócić z Augustinem. Stanowczo odmówił włożenia maseczki, zaczął także wykrzywiać groźby. Chwilę później dołączyło do niego trzech znajomych, którzy mieli ze sobą kije bejsbolowe.

„Pobili mnie kijami baseballowymi i upadłem na ziemię. Bili mnie dalej, gdy leżałem i na kilka minut straciłem przytomność” – powiedział Augustin.

Nagranie z monitoringu zostało przekazane gazecie „Le Parisien”, a następnie opublikowane w internecie. Na wideo widać, że Augustin był wielokrotnie uderzany, zanim upadł. Napastnicy nie przestali go bić, nawet gdy w leżał nieruchomo na podłodze. Po wszystkim grupka mężczyzn spokojnie opuściła pralnię.

Augustin odniósł spore obrażenia i został przewieziony na intensywną terapię do pobliskiego szpitala Simone-Veil. Tam zdiagnozowano u niego uraz głowy. Mężczyzna złożył już skargę na policji.
Źródło info i foto: o2.pl

Monachium: 74-letnia kobieta przewoziła szkielet męża w skrzyni

Na lotnisku w Monachium w bagażu 74-letniej kobiety, w drewnianej skrzyni, znaleziono ludzkie kości. Był to szkielet jej męża – poinformowała we wtorek agencja dpa, powołując się na policję federalną Niemiec. Na miejsce wezwano celników, lekarza i prokuratorów, którzy stwierdzili, że nie popełniono przestępstwa.

Jak ustaliła policja, która przesłuchała 74-latkę i jej 52-letnią córkę, kobiety podróżowały z Grecji przez Monachium i Kijów do rodzinnej Armenii. Mąż 74-latki zmarł w 2008 r. i został pochowany w Salonikach w Grecji. Kobieta i jej córka postanowiły przetransportować jego szczątki w drewnianej skrzyni do Armenii, by tam je ostatecznie pochować.

Matce i córce pozwolono kontynuować podróż ze szczątkami.
Źródło info i foto: interia.pl

Marsz neonazistowskich grup w Berlinie. 100 osób zatrzymanych, 45 policjantów rannych

Marsz wspierany przez grupy neonazistowskie przyciągnął w sobotę w Berlinie ponad 20 tys. protestujących. Domagali się oni zniesienia ograniczeń w związku z pandemią koronawirusa. Jak informuje Jewish Telegraphic Agency, w trakcie marszu doszło do wielu przypadków antysemityzmu.

Marsz został nazwany Dniem Wolności, co nawiązuje do filmu dokumentalnego o nazistowskiej armii z 1935 r., napisanego przez Leni Riefenstahl, ulubioną reżyserkę Adolfa Hitlera. Niektórzy uczestnicy prezentowali antysemickie hasła, inni porównywali niemieckie zasady mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się koronawirusa do przepisów nazistowskich.

– Ta demonstracja potwierdziła wiele naszych obaw – powiedział JTA Sigmount Koenigsberg, komisarz ds. Antysemityzmu w gminie żydowskiej w Berlinie. – Zagłada była wielokrotnie relatywizowana, a antysemickie mity spiskowe były częścią standardowego repertuaru – dodał.

Jak podkreślił, ostatecznie interwencja grup żydowskich dzień przed marszem doprowadziła władze do zmiany planowanej trasy, która przebiegałaby obok głównej miejskiej synagogi, w której odbywały się nabożeństwa szabatowe.

Według niemieckich mediów, berlińska policja przerwała demonstrację kilka godzin po jej rozpoczęciu, usuwając niektórych mówców ze sceny. Zatrzymano ponad 100 osób, około 45 funkcjonariuszy policji zostało rannych w zamieszkach po głównej demonstracji. Berlińska policja stawia organizatorom zarzuty za brak maseczek i zachowania dystansu; bada użycie symboli organizacji uznanych w Niemczech za niekonstytucyjne, w tym partii nazistowskiej.
Źródło info i foto: TVP.info

Szczęśliwy finał poszukiwań 98-latki

W niedzielny wieczór do piotrkowskiej komendy zgłosiła się zaniepokojona rodzina starszej kobiety, która wyszła z domu w godzinach popołudniowych i od tej pory nie nawiązała kontaktu. Determinacja i zaangażowanie piotrkowskich policjantów pozwoliło na szczęśliwe odnalezienie wiekowej seniorki.

Piotrkowscy policjanci 2 sierpnia br. otrzymali zgłoszenie o zaginięciu 98-letniej mieszkanki Piotrkowa. Z informacji przekazanych przez najbliższych okazało się, że kobieta wyszła z domu o godzinie 17:00. Była umówiona z jednym z członków rodziny. Do ustalonego miejsca jednak nie dotarła. Rodzina powiadomiła również, że zaginiona miewa problemy z pamięcią. Funkcjonariusze jeszcze przed przyjęciem zawiadomienia o zaginięciu rozpoczęli poszukiwania. Z uwagi na realne zagrożenie dla życia i zdrowia zaginionej Komendant Miejski Policji w Piotrkowie Trybunalskim niezwłocznie ogłosił alarm dla całej jednostki. Do działań poszukiwawczych zostało skierowanych kilkudziesięciu policjantów wraz z psem tropiącym. Funkcjonariusze sprawdzali pobliskie place, skwery oraz tereny osiedlowe. Sprawdzali klatki schodowe oraz piwnice. Weryfikowali szpitale oraz inne placówki. Dokładne sprawdzenie terenu oraz determinacja piotrkowskich kryminalnych pozwoliła na odnalezienie 98-latki. Kobieta znajdowała się na terenie ciągu garaży, w trudno dostępnym miejscu. W chwili odnalezienia była zdezorientowana i przestraszona. Przybyłe na miejsce pogotowie zabrało 98-latkę do szpitala.

Policja apeluje!

W przypadku osób starszych i schorowanych ważne jest, aby zapewnić im stałą opiekę i nie dopuszczać do sytuacji rodzącej ryzyko zagubienia się. Zaginięcie to poważne zagrożenie dla seniorów. Zadbajmy, aby osoby starsze były wyposażone w urządzenia służące do lokalizacji, informację o chorobach i przyjmowanych lekach.

Pamiętajmy – każde zaginięcie osoby powinno zostać zgłoszone na Policję!
Źródło info i foto: Policja.pl

Nie będzie prokuratorskiego śledztwa ws domniemanego tuszowania pedofilii przez biskupa Edwarda Janiaka

Nie będzie prokuratorskiego śledztwa w sprawie biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka. Hierarcha kościelny oskarżany jest o tuszowanie pedofilii w Kościele, jednak prokuratura z Pleszewa (woj. wielkopolskie) odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie. Donosi o tym posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która złożyła zawiadomienie w sprawie.

Biskup Edward Janiak od kilkunastu tygodni jest negatywnym bohaterem polskiego Kościoła. W maju odbyła się premiera drugiego filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, z którego wynika, że bp Janiak przez trzy lata tuszował pedofilię ks. Arkadiusza H., a wcześniej także innych księży z diecezji wrocławskiej. W czerwcu „Gazeta Wyborcza” informowała natomiast o tym, że bp Janiak trafił do szpitala kompletnie pijany. W organizmie miał mieć 3,44 promila alkoholu. Z kolei śledztwo redaktora naczelnego katolickiego magazynu „Więź” wykazało, że biskup Edward Janiak wiedział też o innym skandalu seksualnym – nalegał na przyjęcie do kaliskiego seminarium duchownego kleryka, który został wyrzucony z tej samej placówki we Wrocławiu przez zachowania homoseksualne. Wiedział także o materiałach pornograficznych posiadanych przez owego alumna, w tym pornografii dziecięcej.

Obecnie sprawami bp. Janiaka zajmuje się Watykan. Jednak po publikacji dokumentu Sekielskich posłanka Joanna Scheuring-Wielgus postanowiła prywatnie złożyć na prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przez bp. Edwarda Janiaka przestępstwa.

Prokuratura nie zajmie się przewinieniami biskupa

Kilka dni temu polityk otrzymała odpowiedź. Jak się dowiedziała z listu przesłanego jej przez Prokuraturę Rejonową w Pleszewie, śledczy odmówili wszczęcia śledztwa w tej sprawie. W działaniach bp. Janiaka nie stwierdzono znamion czynu zabronionego.

– Pamiętacie biskupa Janiaka z drugiego filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”? To ten biskup, którego Watykan odsunął niedawno od kierowania diecezją kaliską bo tuszował, ukrywał i przenosił księży pedofilów: księdza Kanię i księdza Hajdasza. Janiak jest również w raporcie o biskupach kryjących księży pedofilów, który z Agata Diduszko-Zyglewska i Anną Frankowską wręczyłyśmy papieżowi Franciszkowi – pisze w mediach społecznościowych Joanna Scheuring-Wielgus.

Jak dodaje, po filmie braci Sekielskich złożyła zawiadomienie do prokuratury na biskupa Janiaka.

– I co zrobiła prokuratura? Uznała, że nie ma czego badać i nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego, chociaż sama stwierdza, że biskup „mając wiarygodną wiadomość o dokonaniu czynu zabronionego, nie zawiadomił organów ścigania”. Nawet jeśli milion razy ktokolwiek z prawicy powie, że przecież prokuratura traktuje wszystkich jednakowo, to mamy kolejny dowód na to, że tak nie jest – pisze oburzona posłanka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brutalne morderstwo 20-letniej Polki w Irlandii Północnej

Brutalne morderstwo pięknej Polki! Patrycja W. (+20 l.) została znaleziona martwa w Irlandii. Prawdopodobnie została zakatowana na śmierć. W sprawie zatrzymano jedną osobę, jest to 23-letni partner kobiety, również Polak. Mężczyzna został aresztowany. Spokojnym miasteczkiem Newry niedaleko Belfastu wstrząsnął krwawy dramat! W niedzielę w jednym z domów znaleziono zwłoki kobiety. Okazało się, że to ciało mieszkającej w Irlandii Polki. Informację na temat tożsamości ofiary podał irlandzki portal Journal.ie. Policja od początku prowadziła śledztwo pod kątem morderstwa. Patrycja W. (+20 l.) została najprawdopodobniej zatłuczona lub uduszona na śmierć. Jak mogło do tego dojść?!

W sprawie zatrzymano jedną osobę, jest to 23-letni partner kobiety, również Polak. Mieszkał razem z nią na osiedlu Drumalane Park. Mężczyzna został aresztowany. Nie wiadomo jeszcze, czy przyznaje się do winy. Patrycja pochodziła z województwa mazowieckiego, najprawdopodobniej z okolic Siedlec. Jej przyjaciele z Irlandii prowadzili zbiórkę na bilety lotnicze dla jej rodziny.
Źródło info i foto: se.pl

Celowo przejechał psa i nagrał to telefonem. Sąd zmienił wyrok na karę więzienia

Rafał B. na początku czerwca 2019 roku z premedytacją kilkukrotnie wjechał w znajdującego się na drodze psa, nagrywając przy tym film, na którym drwi z umierającego zwierzęcia. Sąd Rejonowy w Myszkowie postanowił wymierzyć mu wyższą karę, niż podczas ogłoszonego w marcu wyroku nakazowego.

24 marca 2020 roku Sąd Rejonowy w Myszkowie wydał wyrok nakazowy, w którym skazał Rafała B. na dwa lata prac społecznych w wymiarze 40 godzin miesięcznie. Za znęcanie się nad psem wymierzono mu także 10 tysięcy złotych nawiązki na rzecz Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt „Animals” oraz zakaz posiadania jakichkolwiek zwierząt na okres 10 lat. Mężczyzna miał też zapłacić 22 tys. złotych kosztów sądowych.

Sprawa rozpoczęła się przed sądem w Myszkowie w piątek 31 lipca. Jak podaje gazetamyszkowska.pl stawili się na niej przedstawiciele Fundacji „Oleśnickie Bidy”, prokurator Anna Karteczka oraz oskarżony Rafał B. z obrońcą. Mężczyzna przyznał się do popełnienia przestępstwa, przeprosił za swój czyn, ale nie chciał składać wyjaśnień. Zeznania złożyli natomiast świadkowie – właściciel psa oraz siostra i matka oskarżonego. Rodzina oskarżonego podczas rozprawy skarżyła się, na negatywne komentarze i groźby, jakie dostają po tym zdarzeniu.

Sąd uznał Rafała B. za winnego zarzucanego mu czynu i skazał go na dwa lata pozbawienia wolności oraz wydał zakaz posiadania przez niego zwierząt przez 15 lat. Dodatkowo oskarżony ma wypłacić nawiązkę w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz fundacji „Oleśnickie Bidy” i pokryć koszty sądowe w wysokości 22 tysięcy złotych. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl