Chiny: Kara śmierci dla obywatela Kanady za produkcję narkotyków

Obywatel Kanady został w Chinach skazany na śmierć za produkcję narkotyków – poinformował sąd w Kantonie na południu ChRL. Wyrok zbiega się w czasie z narastającymi napięciami na linii Ottawa-Pekin, m.in. w związku z chińskim koncernem Huawei. W komunikacie sądu skazanego obywatela Kanady przedstawiono po chińsku jako Xu Weihong. Po procesie pierwszej instancji sąd w Kantonie wydał również wyrok dożywocia dla jego wspólnika, osoby przedstawionej jako Wen Guanxiong, której narodowości nie podano.

Według sądu obie skazane osoby wytwarzały ketaminę, a w ich posiadłościach znaleziono łącznie ponad 120 kg tego narkotyku – przekazały miejscowe media. Wyroki śmierci są w Chinach automatycznie kierowane do weryfikacji przez Sąd Najwyższy.

Wyrok zbiega się w czasie z nasileniem napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich. W Chinach od ponad 600 dni przetrzymywani są dwaj Kanadyjczycy – były dyplomata Michael Kovrig i biznesmen Michael Spavor – oskarżeni przez chińskie władze o szpiegostwo.

Działania przeciw obu mężczyznom powszechnie oceniane są jako odwet Pekinu za aresztowanie w Kanadzie wiceprezes Huawei Meng Wanzhou, córki założyciela tego koncernu, którą władze USA podejrzewają o oszustwa i zabiegają o jej ekstradycję. Pekin żądał jej uwolnienia i zarzucał Ottawie współpracę z Waszyngtonem w próbach zaszkodzenia Huawei.

Od czasu aresztowania Meng chińskie władze skazały na śmierć za przemyt narkotyków innego Kanadyjczyka, Roberta Lloyda Schellenberga, zaostrzając wydany na niego już wcześniej wyrok 15 lat więzienia. Pekin wprowadził również restrykcje dotyczące importu z Kanady niektórych produktów.

W ostatnich tygodniach do napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich dochodziło również w związku z działaniami chińskich władz w Hongkongu. Kanada jako jeden z pierwszych krajów zawiesiła swój traktat ekstradycyjny z tym miastem w reakcji na narzucenie mu przez rząd centralny ChRL kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie państwowym. Pekin stanowczo potępił decyzję Ottawy, oceniając ją jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Trwają poszukiwania zaginionej 17-latki

Przasnyscy policjanci oraz Fundacja Itaka prowadzą poszukiwania 17-letniej mieszkanki Przasnysza, Olgi Gadomskiej, która miesiąc temu, w sobotę 4 lipca 2020 roku, wyszła z domu i do chwili obecnej do niego nie powróciła. 

Oprócz policji z Mazowsza, ogłoszenie na temat poszukiwań nastolatki z Przasnysza opublikowała także Fundacja Itaka, zajmująca się poszukiwaniem osób zaginionych. Dziewczyna ukończyła 17 lat, choć w chwili zaginięcia miała jeszcze 16 lat. 

Olga Gadomska ma 180 cm wzrostu i jest szczupłej budowy ciała. Ma również długie, farbowane na kolor ciemny, włosy oraz brązowe oczy. W dniu zaginięcia ubrana była na czarno, chociaż miała też na sobie białe sportowe buty. Fundacja Itaka podaje również na swojej stronie internetowej, że dziewczyna ma na lewym przedramieniu charakterystyczny tatuaż przedstawiający różę. 

Osoby, które mogą pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionej proszone są o pilny kontakt z dyżurnym Komendy Powiatowej Policji w Przasnyszu tel. 47 7048200, z najbliższą jednostką Policji lub pod numerem alarmowym 112. Mogą się także skontaktować z Fundacją Itaka pod numerem 116 000.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Policjanci zabezpieczyli pieniądze gangu. Ponad 13 mln złotych w gotówce

W ręce funkcjonariuszy CBŚP wpadli członkowie grupy, którzy poprzez legalnie działającą hurtownię farmaceutyczną i apteki, zdobywali tabletki zawierające pseudoefedrynę, które następnie sprzedawali polskim i czeskim gangom – poinformowała nadkom. Iwona Jurkiewicz, rzecznik prasowy CBŚP.

Jak przekazała nadkom. Iwona Jurkiewicz policjanci z Zarządu w Poznaniu, przy wsparciu funkcjonariuszy z Zarządu we Wrocławiu i Gorzowa Wielkopolskiego Centralnego Biura Śledczego Policji przeprowadzili akcję, podczas której zatrzymali 8 osób i jedną doprowadzili z Zakładu Karnego.

„W trakcie działań przeprowadzonych na terenie województwa dolnośląskiego przeszukano kilkanaście miejsc zamieszkania i użytkowanych przez podejrzanych. Wówczas to, znaleziono i zabezpieczono ponad 13 milionów złotych w gotówce, które ukryte były w jednym z mieszkań w walizkach, torbach podróżnych i pudełkach” – podała Jurkiewicz.

Dodała, że na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono, także mienie ruchome należące do podejrzanych warte ponad 300 tys. zł m.in. samochody, motocykle i biżuterię.

Rozpracowywana przez policjantów CBŚP grupa działała głównie w województwie dolnośląskim.

„Z ustaleń śledczych wynika, że za pośrednictwem hurtowni farmaceutycznej oraz aptek i punktów aptecznych, zdobywano leki zawierające pseudoefedrynę. Następnie członkowie grupy wyłuskiwali tabletki z blistrów i sprzedawali je jako prekursory grupom przestępczym działającym w Polsce i w Czechach” – poinformowała Jurkiewicz.

Nielegalny towar trafiał na teren niemal całego kraju oraz do Czech, gdzie była produkowana metaamfetaminy .

Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu, gdzie zatrzymani zostaną doprowadzeni. Mogą usłyszeć zarzuty m.in udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wewnątrzwspólnotowego obrotu prekursorami służącymi do produkcji metaamfetaminy oraz prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa.

Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: radiomaryja.pl

Policjanci zabezpieczyli podrabianą odzież o wartości blisko 2 mln złotych

Policjanci z komórki do Walki z Korupcją i Przestępczością Gospodarczą Komendy Powiatowej Policji w Kołobrzegu zabezpieczyli podrobioną odzież znanych firm. Wartość wszystkich przedmiotów wyceniono na kwotę blisko 2 milionów złotych. Właścicielom podrobionych towarów grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z komórki PG skontrolowali wytypowane punkty sprzedaży w Kołobrzegu. Funkcjonariuszom towarzyszył przedstawiciel producentów znanych marek, który wskazywał wyroby bezprawnie oznaczone zastrzeżonymi znakami towarowymi. Podczas kontroli policjanci ujawnili dwa namioty, na których oferowano do sprzedaży podrobione produkty.

Łącznie policjanci zabezpieczyli 4107 sztuk odzieży oznaczonych nielegalnie znakami renomowanych firm, które były sprzedawane za dużo niższą cenę niż oryginalne produkty. Wartość tych podrobionych przedmiotów oszacowano na blisko 2 miliony złotych.

Towar został zabezpieczony, a właściciele punktów wkrótce usłyszą zarzuty.

Zgodnie z Ustawą Prawo Własności Przemysłowej za wprowadzanie do obrotu przedmiotów z zastrzeżonymi i podrobionymi znakami towarowymi grozi do 2 lat pozbawienia wolności.

Kołobrzescy policjanci od lat współpracują z przedstawicielami znanych firm w celu wyeliminowania handlowców oferujących do sprzedaży podrobione towary.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wrocławski gangster z zarzutami w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 roku

Kolejny wrocławski gangster usłyszał zarzuty w sprawie spalenia żywcem czteroosobowej rodziny w 2007 r. 36-letni mężczyzna doprowadzony z więzienia przez funkcjonariuszy CBŚP do dolnośląskich „pezetów”, miał zlecić podpalenie mieszkania ofiar i kierować zbrodnią. To już trzecia osoba, która jest podejrzana o bestialskie porachunki przestępcze.

Sprawa jest bardzo tajemnicza. O podejrzanych wiadomo tylko tyle, że byli związani z grupą osławionego wrocławskiego watażki – Piotra S. ps. „Suchy”. Tożsamość gangsterów trzymana jest nadal w tajemnicy. W 2007 r., kiedy to doszło do zbrodni, ustaleni dotąd podejrzani byli bardzo młodzi. Bezpośredni sprawca podpalenia mieszkania w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego we Wrocławiu miał wówczas 20 lat. Dwaj zleceniodawcy byli starsi od niego o trzy i cztery lata.

Pierwsi dwaj podejrzani usłyszeli zarzuty w listopadzie i grudniu 2019 r. W Dolnośląskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zarzucono im zabójstwo czterech osób w wyniku umyślnego podpalenia mieszkania, zagrożenia dla życia i zdrowia pozostałych mieszkańców kamienicy, a także udziału w obrocie znacznymi ilościami heroiny.

Przed kilkoma dniami, funkcjonariusze CBŚP doprowadzili z więzienia przed oblicze prokuratora, drugiego ze zleceniodawców. 36-latek miał także kierować zbrodnią. Tak jego kompani został aresztowany.

Z ustaleń śledztwa wynika, że 24 lutego 2007 r. ok. godz. 2 w nocy ustaleni sprawcy podpalili jedno z mieszkań w kamienicy przy ul. Świętego Wincentego. Przestępcy oblali wcześniej benzyną drzwi wejściowe do lokalu, w którym znajdowała się czteroosobowa rodzina. Wlali paliwo przez szparę w drzwiach do wnętrza mieszkania, po czym podłożyli ogień i uciekli.

Śledztwo prowadzone początkowo przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia Śródmieście zostało umorzone po trzech miesiącach, ponieważ uznano, że pożar był wynikiem nieszczęśliwego wypadku. W 2014 r. akta sprawy zostały zmielone.

Jednak przed kilkunastoma miesiącami prokurator wrocławskich „pezetów” wraz z „cebesiami” natrafili na informacje, że tragedia z lutego 2007 r. była skutkiem gangsterskich porachunków. Podejrzenia te potwierdziły ekspertyzy biegłych z zakresu pożarnictwa i medycyny sądowej.
Źródło info i foto: TVP.info

Chiny: Skazany za morderstwo uniewinniony po 27 latach

Zhang Yuhuan został uniewinniony i wyszedł na wolność po 27 latach więzienia. Mężczyzna, który odbywał karę w chińskiej prowincji Jiangxi, utrzymywał, że był torturowany przez policję i został zmuszony do przyznania się do zamordowania dwóch chłopców w 1993 r. – podał w środę serwis BBC News. Zhang w więzieniu spędził 9778 dni.

Prokuratorzy stwierdzili, że jego zeznania były niespójne i nie pasowały do popełnionego przestępstwa. Mężczyzna wyszedł na wolność po tym, jak sąd stwierdził, że nie ma wystarczających dowodów, aby uzasadnić jego skazanie. Na nagraniach opublikowanych przez chińskie media widać Zhanga po zwolnieniu z więzienia we wtorek witającego się ze swoją 83-letnią matką i byłą żoną.

Będzie domagał się odszkodowania

Była żona, Song Xiaonyu, miała z nim dwóch synów. Para 11 lat temu rozwiodła się, Song ponownie wyszła za mąż, ale pomagała byłemu mężowi w jego apelacji. Zhang został poinformowany przez sąd, że przysługuje mu odszkodowanie za niesłuszne skazanie. – Będę negocjować dokładną kwotę odszkodowania z moim klientem – powiedział w rozmowie z dziennikiem „China Daily” prawnik Zhanga Wang Fei.

W październiku 1993 r. w zbiorniku wodnym w wiosce w prowincji Jiangxi odkryto ciała dwóch chłopców. Zhang był sąsiadem ofiar, został zidentyfikowany jako podejrzany i zatrzymany. W styczniu 1995 r. sąd w Nanchangu uznał go za winnego i skazał na śmierć, ale zezwolił na zamianę kary na dożywocie po odbyciu dwóch lat kary więzienia.

Był torturowany podczas przesłuchań

Zhang cały czas utrzymywał, że był torturowany przez policję podczas przesłuchań i jest niewinny. W marcu 2019 r. Sąd Najwyższy zgodził się na ponowne rozpatrzenie sprawy. Prokuratorzy zalecili uniewinnienie Zhanga na podstawie niewystarczających dowodów.

Zabójca dwóch chłopców pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwali, gwałcili i torturowali 18-latka. Oprawcy usłyszeli skandalicznie niskie wyroki

Ta sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Pomorza. W 2016 roku trzej mężczyźni i kobieta uprowadzili, torturowali i zbiorowo zgwałcili 18-latka z Gdańska. Dla oprawców sąd był wyjątkowo łagodny. Bandyci zostali skazani na kary: od 4 do 6 lat więzienia. Wygląda jednak na to, że za swe haniebne czyny zostaną osądzeni jeszcze raz. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił kasację złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

„Rzadko w sprawach przeciwko zdrowiu człowieka zdarza się takie nagromadzenie okoliczności drastycznych, agresywnych i mogących zaostrzająco wpłynąć na wymiar kary” – wskazał w uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Andrzej Stępka.

Sąd Najwyższy podkreślał, że sprawcy byli bardzo brutalni i traktowali pokrzywdzonego nieludzko, wielokrotnie wykorzystując seksualnie swoją ofiarę.

„Kiedy pokrzywdzony próbował się bronić przed wykonaniem tych czynności to m.in oskarżona Patrycja S. zaczęła strzelać do niego z pistoletu pneumatycznego” – wskazał sąd.

Zbiorowy gwałt, strzelanie z wiatrówki i przypalanie papierosami

Przypomnijmy. Do porwania 18-latka doszło 4 października 2016 roku. Jak ustalili śledczy, młody chłopak został uwięziony przez cztery osoby. Oprawcy mieli się nad nim bestialsko znęcać. Swoją ofiarę wywieźli do lasu, tam strzelali do niego z wiatrówki w genitalia, przypalali papierosami i zbiorowo gwałcili. 18-letni gdańszczanin został uwolniony przez porywaczy 5 października i od razu zgłosił się na policję.

Kilka godzin później śledczy zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 23-24 lat. Następnego dnia rano zatrzymana została 18-letnia kobieta. Podejrzanym postawiono zarzuty pozbawienia człowieka wolności ze szczególnym udręczeniem oraz doprowadzenia do obcowania płciowego. Według prokuratury, młodzi ludzie nie mieli żadnego motywu, by w ten sposób potraktować swoją ofiarę.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok w tej bulwersującej sprawie. Cała czwórka została uznana za winnych zarzucanych im czynów. Daniel K. został skazany na 6 lat więzienia, Patrycja S. na 5 lat więzienia, Marcin D. oraz Dawid B. na 4 lata więzienia. Skazani mieli też zapłacić 10 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego.

Jak przekazała nam wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator wnosił o wymierzenie wszystkim oskarżonym znacznie surowszej kary, to jest 10 lat pozbawienia wolności, dlatego prokuratura złożyła apelację. Sąd apelacyjny utrzymał jednak w mocy ten skandalicznie niski wyrok.

Sprawą zajął się Prokurator Generalny, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wymiar kary jest rażąco niewspółmierny. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił tę kasację, uchylił wyrok sądu apelacyjnego w zakresie wymiaru kar i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Napad na sklep spożywczy w Bytomiu. Sprawca użył miotacza gazu

30-letni mężczyzna wpadł do sklepu spożywczego przy ul. Witczaka. Zrobił małe zakupy, a gdy podszedł do kasy z pomocą miotacza gazu obezwładnił ekspedientkę i i skradł pieniądze z kasetki. Do zdarzenia doszło w niedzielne popołudnie. 30-letni sprawca przyszedł do sklepu spożywczego przy ul. Witczaka w Bytomiu. Zrobił tam małe zakupy. Kiedy ekspedientka otworzyła kasę, zaatakował ją. – Napastnik użył miotacza gazu i ze sklepowej kasetki skradł gotówkę, po czym uciekł – relacjonuje policja.

Mundurowi z bytomskiej komendy rozpoczęli poszukiwanie sprawcy. Jeszcze tego samego dnia stróże prawa ustalili tożsamość mężczyzny i zatrzymali 30-latka. Bytomianin usłyszał już zarzut rozboju. Decyzją sądu trafił na najbliższe miesiące do aresztu. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Wzrosła liczba ofiar po eksplozji w Bejrucie, urzędnicy portowi w areszcie

Władze Libanu wprowadziły w Bejrucie dwutygodniowy stan wyjątkowy. Poinformowano też, że liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do 135, a rannych jest już ponad pięć tysięcy osób. Służby ratunkowe nadal nie są w stanie oszacować liczby mieszkańców, którzy zostali uznani za zaginionych. Urzędnicy pracujące w porcie w Bejrucie trafili do aresztu domowego – poinformowała agencja Bloomberg.

Liban w związku z ogromnymi zniszczeniami po eksplozji w porcie wprowadził na dwa tygodnie stan wyjątkowy w stolicy kraju, Bejrucie. Władze poinformowały, że wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do co najmniej 135, a liczba rannych – do pięciu tysięcy. Pomoc wciąż nie dotarła do wszystkich poszkodowanych – część osób znajduje się pod gruzami. – Ofiary i ranni są dosłownie wszędzie – powiedział cytowany przez BBC szef libańskiego Czerwonego Krzyża George Kettani.

Trudna do określenia liczba osób jest uznawana za zaginione, a służby ratunkowe alarmują, że liczba ofiar najprawdopodobniej znacznie wzrośnie. Wybuch zniszczył lub uszkodził połowę budynków w mieście i pozbawił dachu nad głową 300 tysięcy osób, czyli 1/10 populacji Bejrutu. – Duża część miasta nie nadaje się do zamieszkania. Tysiące osób są bezdomne. Niektórzy znaleźli schronienie u rodzin i przyjaciół, ale inni spali w nocy w mieszkaniu bez drzwi, okien i prądu – powiedział Polskiemu Radiu Gregg Carlstrom, korespondent tygodnika “The Economist” w Bejrucie.

Rząd Libanu podjął decyzję o umieszczeniu w areszcie domowym wszystkich urzędników w porcie w Bejrucie, którzy pracowali tam od 2014 roku i nadzorowali m.in. kwestię bezpieczeństwa. Będą tam czekać na przeprowadzenie dochodzenia w sprawie wybuchu – podała agencja Bloomberg, powołując się na lokalną telewizję LBCI TV.

W porcie w Bejrucie, w którym doszło do wybuchu, przez ostatnie sześć lat przechowywano niemal 3 tysiące ton azotanów bez należytych zabezpieczeń. Wśród ofiar są przede wszystkim Libańczycy, ale także obywatele Francji i Grecji. Według polskiego MSZ, nie ma informacji, by w eksplozji ucierpieli Polacy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl