Niemcy: Otruto psa jednego z polityków. Sprawa może mieć tło polityczne

Polityk Axel Brösicke (AfD) po śmierci swojego psa znalazł w ogrodzie trującą przynętę. 44-latek z Brandenburgii (Niemcy) nie wyklucza w całej sprawie tła politycznego i zastanawia się, kto może być odpowiedzialny za otrucie czworonoga – informuje niemiecki serwis RND. Pierwsze sygnały tego, że Lisa – dog niemiecki – źle się czuje, pojawiły się już w piątek.

Życia Lisy nie udało się uratować

Następnego polityk wypuścił swoje trzy psy – w tym Lisę – do ogrodu. Wróciły tylko dwa – buldog i chihuahua. Lisa zaginęła bez śladu.

U zwierząt, które wróciły ze spaceru, pojawiły się niepokojące objawy – właściciel zauważył w ich wydzielinie krew. Po pewnym czasie polityk znalazł Lisę w złym stanie, zwierzę leżało w zaroślach. Życia psa nie udało się uratować. Ukochany czworonóg niemieckiego polityka zmarł w drodze do kliniki weterynaryjnej.

Trucizna w ogrodzie polityka?

Jeszcze tego samego dnia Axel Brösicke znalazł w swoim ogrodzie kawałek wędliny. Jak podkreślił, nikt z domowników nie mógł go tam zostawić. Polityk przypuszcza, że w przekąsce mogła zostać umieszczona trucizna, przez którą życie stracił jego pies. Właściciel otrutego czworonoga zastanawia się, kto mógł być sprawcą tego czynu.

Jak zaznaczył, w ogrodzie, w którym znalazł wędlinę, bawią się również jego dzieci. Brösicke nie wyklucza, że cała sprawa może mieć tło polityczne.
Źródło info i foto: polsat.pl

Zatrzymani za wprowadzenie nierzetelnych faktur. Dokumenty opiewały na kwotę ponad 12 mln złotych

Policjanci szczecińskiego CBŚP, przy wsparciu BIWMF, zatrzymali 10 osób podejrzanych o wprowadzanie nierzetelnych faktur VAT w związku z obrotem artykułami spożywczymi. Funkcjonariusze szacują, że wystawione dokumenty opiewały na kwotę ponad 12 mln zł. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Szczecinie.

Policjanci z Zarządu w Szczecinie Centralnego Biura Śledczego Policji, wspólnie z Zachodniopomorskim Wydziałem Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie, rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą od kilku miesięcy. Z ich ustaleń wynika, że członkowie grupy w 2015 roku zajmowali się fikcyjnym obrotem artykułami spożywczymi, w tym kawą, słodyczami, napojami energetycznymi czy papierosami, czym narazili Skarb Państwa na uszczuplenia należności publicznoprawnych. Podmioty gospodarcze uczestniczące w procederze zarejestrowane były w różnych częściach kraju, ale także na terenie innych krajów.

Według śledczych przestępczy proceder prowadzony był poprzez łańcuch firm założonych na tzw. „słupy”, obrót „pustymi fakturami” oraz innymi nierzetelnie wystawianymi dokumentami, a towar w cenie netto kupowany był na terenie Polski przez firmy z Czech, które korzystały z instytucji wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów, gdzie następnie wprowadzany został do polskiego systemu gospodarczego bez uiszczenia podatku VAT z tytułu sprzedaży krajowej. Takie działanie naraziło na stratę nie tylko Skarb Państwa, ale także uczciwie działających przedsiębiorców, gdyż towar, którym obracali podejrzani, ze względu na brak obciążenia podatkiem VAT, mógł być przez nich sprzedawany w niższych cenach. Śledczy ustalili, że członkowie grupy mogli wystawić faktury na łączną kwotę ponad 12 mln zł.

W minionym tygodniu policjanci CBŚP, przy wsparciu funkcjonariuszy Biura Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów, przeprowadzili akcję na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, pomorskiego i mazowieckiego. Wówczas to, niemal jednocześnie weszli do kilkunastu miejsc, które przeszukali. Podczas działań zatrzymali 10 osób w wieku od 32 do 73 lat.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie, gdzie przedstawiono im łącznie 39 zarzutów, w tym udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i popełnienia przestępstw karnoskarbowych. Tego typu przestępstwa zagrożone są karą do 10 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo jednemu z podejrzanych przedstawiono zarzut zorganizowania i kierowania tą grupą. Na podstawie zebranego materiału dowodowego, zgodnie z wnioskiem prokuratora, sąd tymczasowo aresztował 3 osoby.
Źródło info i foto: Policja.pl

Interwencja polskiego ambasadora ws. trzech Polaków zatrzymanych na Białorusi

Trzech Polaków zostało zatrzymanych na Białorusi w związku z protestami po niedzielnych wyborach prezydenckich. Jak ustalił dziennikarz RMF FM, ambasador Polski interweniował w białoruskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, domagając się zwolnienia tych osób. Jedną z zatrzymanych osób jest Kacper, absolwent Studiów Europy Wschodniej. Jego matka w mediach społecznościowych w dramatycznym apelu poinformowała, że „pojechał do Mińska, by wesprzeć duchem swoich przyjaciół Białorusinów”. Wraz z nim był jego kolega Witek.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM, MSZ interweniuje w sprawie trzech osób. Nasz ambasador przed chwilą był w MSZ na Białorusi, interweniował, wnosząc o zwolnienie tych zatrzymanych osób – powiedział Patrykowi Michalskiemu wiceszef polskiej dyplomacji Paweł Jabłoński. Nie zostawimy ich bez pomocy – zapewnił.

Jak poinformował PAP przedstawiciel wydziału konsularnego polskiej ambasady w Mińsku, dyplomaci znają miejsce przebywania dwóch zatrzymanych Polaków, a w sprawie trzeciego trwają ustalenia. Jak dotąd przedstawiciele konsulatu nie mieli jeszcze możliwości spotkania z zatrzymanymi.

Przed północą o zatrzymaniu dwójki polskich studentów informował poseł Michał Szczerba (KO). Niestety wszystko wskazuje na to, że wśród zatrzymanych w Mińsku jest dwóch polskich studentów. Skontaktowały się ze mną ich rodziny, które utraciły wczoraj wieczorem z nimi kontakt. Otrzymałem zapewnienie od pana Ambasadora, że konsul zajął się ich odnalezieniem – napisał Twitterze poseł KO Michał Szczerba.
Szczerba przebywał w Mińsku na Białorusi, gdzie – jak zaznaczył – na zaproszenie białoruskiej opozycji monitorował dzień wyborów i wydarzenia powyborcze. Spotkał się tam również z dyrektorem Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” Alesiem Bialackim, który przekazał mu informacje dotyczące skali represji wobec uczestniczek i uczestników zgromadzeń przed i powyborczych. We wtorek Szczerba poinformował, że wrócił do kraju.

Wróciłem z Mińska. To był piękne i dramatyczne dni. Byłem ich obserwatorem i świadkiem. Na Białorusi nic już nie będzie takie samo. Będę się dzielił tym, co widziałem i usłyszałem. Do tego się zobowiązałem. Białoruskie społeczeństwo się przebudziło. I nie da się więcej upokarzać! – napisał Szczerba.

Kolejna noc protestów

Wieczorem, po raz trzeci z rzędu, na ulice Mińska wyszli demonstranci, aby zaprotestować przeciwko wynikom niedzielnych wyborów prezydenckich na Białorusi. Agencja AP podkreśla, że uczynili to, mimo iż w kraju nie ma Swiatłany Cichanouskiej, głównej rywalki Aleksandra Łukaszenki.

Agencja TASS poinformowała, że w dzielnicy Uruchje na zachodzie Mińska milicja użyła granatów ogłuszających do rozpędzenia manifestacji, w której udział wzięło ok. 500 osób.

TASS podaje również, że grupa niezidentyfikowanych mężczyzn zaatakowała dziennikarzy rosyjskiej redakcji BBC w Mińsku. „Grupa mężczyzn w czarnych mundurach bez znaków rozpoznawczych zbliżyła się do dziennikarzy. Jeden z nich zażądał pokazania akredytacji, a potem zerwał kartę akredytacyjną z szyi korespondenta, wyrwał mu aparat z rąk i próbował go zniszczyć” – podała strona internetowa BBC.

Dziennikarze nie zostali zatrzymani.

Wcześniej we wtorek resort zdrowia Białorusi podał, że w szpitalach przebywa ponad 200 osób, poszkodowanych podczas akcji protestu po niedzielnych wyborach. Stan kilku osób wymagał przeprowadzenia operacji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szwecja: Zastrzelili 12-latkę polskiego pochodzenia. Policja na tropie zabójców

Do tragedii doszło na przedmieściach Sztokholmu. 12-latka polskiego pochodzenia prawdopodobnie stała się przypadkową ofiarą strzelaniny gangów. Funkcjonariusze szwedzkiej policji ujawnili opinii publicznej, czego zdążyli się dowiedzieć od początku śledztwa. 12-latka otrzymała strzał na parkingu przed restauracją McDonald’s. Nastolatkę o imieniu Adriana miał trafić co najmniej jeden pocisk. Obrażenia okazały się śmiertelne.

Jak podaje „Expressen”, w sprawie śmierci 12-latki nie doszło na razie do żadnych aresztowań. Funkcjonariusze policji dysponują jednak pewnymi wskazówkami, które mogą pomóc im w dotarciu do winnych. Szwedzcy policjanci podejrzewają, że 12-latka znalazła się na linii ognia jednego z okolicznych gangów. Ich członkowie toczą między sobą wojnę, a Adriana stała się przypadkową ofiarą.

Według „Expressen” funkcjonariusze policji znaleźli na terenie Sollentunie na wpół spalony samochód. Pojawiły się podejrzenia, że jest to białe audi, z którego oddano strzały do 12-latki. Wrak został zabezpieczony przez techników. Przestępca lub przestępcy mieli wykorzystać auto ukradzione w połowie czerwca w Tyresö.

Policjanci zabezpieczyli miejsce tragedii. Na parkingu odnaleziono łuski po nabojach oraz kule. Trwają próby ustalenia, czy pochodzą one z tej samej broni, z której oddano strzały przy okazji innych strzelanin. Funkcjonariusze dotarli również do kilku świadków zdarzeń. Zostali oni poddani przesłuchaniom. Prawdopodobnie zbrodnię widziało więcej osób, jednak opuściły one parking jeszcze przed przyjazdem policji.

Policjanci ustalili również, kto prawdopodobnie był prawdziwym celem strzelców. Według funkcjonariuszy chcieli oni dopaść dwóch mężczyzn w wieku 18 i 21 lat, którzy nosili kamizelki odblaskowe. Żaden z nich nie ucierpiał w wyniku strzelaniny. Ich domy zostały przeszukane.
Źródło info i foto: o2.pl

Białoruś: Zatrzymanie polskich studentów. Jest informacja polskiego MSZ

Mamy informacje o polskich studentach na Białorusi, z którymi ich rodziny straciły kontakt. Nie zostawimy ich bez pomocy, będziemy interweniowali w tej sprawie – poinformował w środę w Polskim Radiu 24 wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Poseł KO Michał Szczerba, który obserwował wybory i protesty powyborcze w Mińsku poinformował, że skontaktowały się z nim rodziny polskich studentów, które w poniedziałek utraciły z nimi kontakt.

Wiceszef MSZ poinformował, że resort posiada również te informacje. „Ja również byłem w kontakcie z posłem Szczerbą i mi te informacje przekazywał” – powiedział Jabłoński, dodając, że pomoc zostanie udzielona. „Nasi dyplomaci są na miejscu, w kontakcie, będziemy w tej sprawie interweniowali, nie zostawimy tych osób bez pomocy” – dodał.

Jabłoński podkreślił, że resort dyplomacji stale monitoruje sytuację na Białorusi. Zdaniem wiceszefa MSZ, protesty, które trwają po wyborach w Mińsku są „rozpędzane” coraz bardziej brutalnie przez białoruskie służby i stale istnieje ryzyko eskalacji konfliktu.

„Bardzo dużo zależy od działań UE”
Według wiceszefa MSZ, prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka „czuje, że jego realna legitymizacja została bardzo poważnie naruszona” i będzie tłumił dalsze protesty. „Bardzo dużo zależy od tego, jakie działania podejmie UE i społeczność międzynarodowa” – mówił Jabłoński.

Zapewnił, że Polska będzie domagała się, żeby UE podjęła działania szybciej, niż podczas wrześniowego szczytu, żeby zapobiec wymknięciu się spod kontroli sytuacji na Białorusi.

„To wielki test dla przywódców unijnych, na to, czy mogą przerwać urlopy i spotkać się choćby w formie zdalnej, żeby tym tematem się zająć i wyrazić jednoznaczne stanowisko i przedstawić bardzo konkretne oczekiwania od prezydenta Białorusi i ofertę do rozmów” – powiedział wiceszef resortu dyplomacji.

„Protestujący nie dają się sprowokować”

Zdaniem Pawła Jabłońskiego, mimo ewentualnych prowokacji protestujący prowadzą swoje działania w sposób pokojowy. „Nie dochodzi do zamieszek, do niszczenia mienia, plądrowania sklepów, ataków na własność prywatną, nie ma tego rodzaju komponentów w tych działaniach. To oznacza, że ci protestujący nie dają się sprowokować i miejmy nadzieję, że tak zostanie” – zaznaczył.

Wiceszef MSZ zadeklarował również, że Polska nie zamyka się na Białorusinów i w razie groźby represji będzie aktywnie ich wspierać. „Będziemy gotowi do udzielania pomocy” – zapewnił.

Od niedzieli w Mińsku i innych miastach Białorusi trwają protesty. Demonstracje i starcia z milicją wybuchły w Mińsku po ogłoszeniu wyników oficjalnego badania exit poll, według którego w niedzielnych wyborach prezydenckich zwyciężył obecny szef państwa Alaksandr Łukaszenka, uzyskując ok. 80 proc. głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska mniej niż 10 proc. głosów.

Cichanouska opuściła Białoruś. We wtorek minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkeviczius poinformował, że Cichanouska jest bezpieczna na Litwie.
Źródło info i foto: interia.pl

Użycie przez policję technologii rozpoznawania twarzy niezgodne z prawem w Wielkiej Brytanii

Użycie przez policję technologii rozpoznawania twarzy jest obecnie niezgodne z prawem, gdyż narusza prawo do prywatności, przepisy o ochronie danych i ustawodawstwo dotyczące równości – orzekł brytyjski sąd apelacyjny.

Sprawę, określoną jako pierwsza tego typu na świecie, wytoczył Policji Południowej Walii (SWP) 37-letni mieszkaniec Cardiff Ed Bridges wraz z organizacją Liberty, która zajmuje się lobbowaniem na rzecz praw człowieka. Bridges, którego twarz została zeskanowana w 2017 r., gdy robił zakupy i w 2018 r. podczas pokojowej manifestacji, przekonywał, że technologia rozpoznawania twarzy jest „inwazyjnym i dyskryminującym narzędziem masowej inwigilacji”.

SWP potwierdziła, że Bridges nigdy nie był przez nią poszukiwany, ale argumentowała, że stosowanie technologii rozpoznawania twarzy doprowadziło do aresztowania 61 osób za przestępstwa, w tym rozboje, przemoc i kradzieże.

We wrześniu zeszłego roku Bridges przegrał sprawę w sądzie pierwszej instancji, ale we wtorek trzech sędziów sądu apelacyjnego jednomyślnie orzekło, że SWP, która jako pierwsza z sił policyjnych w Wielkiej Brytanii prowadziła testy z systemem rozpoznawania twarzy, działała niezgodnie z prawem w trzech z pięciu kwestii, gdzie zostało to zaskarżone.

„Cieszę się, że sąd przyznał, że rozpoznawanie twarzy wyraźnie zagraża naszym prawom. Ta technologia jest inwazyjnym i dyskryminacyjnym narzędziem masowej inwigilacji. Od trzech lat Policja Południowej Walii używa jej przeciwko setkom tysięcy z nas, bez naszej zgody i często bez naszej wiedzy. Wszyscy powinniśmy móc korzystać z naszej przestrzeni publicznej nie będąc przedmiotem opresyjnej inwigilacji” – oświadczył po wyroku Bridges.

Choć sprawa wytoczona została tylko przeciwko SWP, orzeczenie sądu ma przełożenie na wszystkie siły policyjne w Wielkiej Brytanii, zatem na razie praktycznie eliminuje system rozpoznawania twarzy z użycia. Ale sąd apelacyjny nie zakazał w definitywny sposób jego używania w przyszłości, a jedynie uznał, że muszą być bardziej precyzyjne przepisy dotyczące stosowania technologii.
Źródło info i foto: TVP.info

Polski dziennikarz pobity pod komisariatem w Grodnie. Trafił do szpitala

– Dziennikarz Jan Roman, który jest współpracownikiem TV Polonia, został w poniedziałek pobity pod komisariatem w Grodnie i przebywa obecnie w szpitalu – powiedział we wtorek działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut.

– Wczoraj mieli wypuścić z aresztu jego aresztowanych kolegów dziennikarzy. Przyszedł pod komisariat, żeby ich spotkać, tylko i wyłącznie. Nagle podjechał samochód wojskowy Hummer, z którego wyskoczył specnaz i zaczął wszystkich pałować – relacjonował Poczobut.

Roman, który nie był jedynym czekającym przed aresztem, „został kopnięty butem w twarz i wybito mu cztery przednie zęby” – powiedział Poczobut. Dodał, że Roman spędził noc w areszcie i we wtorek rano został skazany na karę grzywny, a obecnie przebywa w szpitalu. Zdjęcia pobitego dziennikarza pojawiły się w mediach społecznościowych.

Wybito mu zęby, dostał grzywnę

Telefon Romana nie odpowiada.

Wcześniej powiedział on niezależnemu Związkowi Dziennikarzy Białoruskich (BAŻ), że był pod aresztem w grupie około 100-150 osób, gdy ok. godz. 17 w poniedziałek do zgromadzonych wyszedł zastępca komendanta dzielnicowej milicji i uprzedził, że jest to wydarzenie nielegalne. W trakcie interwencji służb specjalnych nie tylko wybito mu zęby, ale też zbito okulary i leżącego uderzano pałkami.

Według BAŻ dostał grzywnę wysokości 382 rubli białoruskich (680 zł).
Źródło info i foto: polsatnews.pl

29-latek zaatakował policjanta nożem kuchennym

Do 10 lat pozbawienia wolności grozi 29-letniemu mieszkańcowi Skarżyska Kamiennej, który nożem zaatakował policjanta. Mężczyzna usłyszał we wtorek zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza. Komisarz Anna Sławińska z Komendy Powiatowej Policji w Skarżysku Kamiennej przekazała, że do zdarzenia doszło w poniedziałek podczas interwencji w domu 29-latka. Ze zgłoszenia wynikało, że mieszkaniec miasta jest agresywny i niszczy przedmioty znajdujące się w budynku.

– Kiedy policjanci dotarli na miejsce, zastali agresora, który skrył się w głębi mieszkania. W pewnym momencie wyskoczył przez okno łazienki i pobiegł do pomieszczeń piwnicznych na terenie posesji – przekazała Sławińska.

Policjanci ruszyli za mężczyzną, który uzbrojony był w nóż kuchenny. Interwencja rozegrała się na podwórku przed domem. – Mężczyzna w jednej ręce trzymał nóż, a w drugiej wąż ogrodowy, z którego wypływała woda pod ciśnieniem. Nie reagował na żadne polecenia i zachowywał się nerwowo. Nie pomogły także ostrzeżenia o użyciu środków przymusu bezpośredniego i nawoływania do porzucenia niebezpiecznego przedmiotu – poinformowała Sławińska.

Gdy mężczyzna zamierzył się na jednego z policjantów, ten użył paralizatora służbowego i obezwładnił napastnika. – Z pewnością szybka reakcja policjantów zapobiegła tragedii, zdrowiu funkcjonariuszy nic nie zagraża – dodała.

Zatrzymany mężczyzna został we wtorek doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut czynnej napaści na policjanta. O jego losie zdecyduje sąd, gdzie skierowano wniosek o tymczasowy areszt dla podejrzanego. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

24-letni Polak zatrzymany w Mińsku. Matka błaga o pomoc

Mój syn Kacper Sienicki został zatrzymany przez milicję na Białorusi. Nie mam z nim kontaktu. Płaczę, nie wiem, gdzie go wywieźli – mówi Aneta Sienicka, matka chłopaka.

Kacper Sienicki do Mińska poleciał w piątek. Jak mówi „Wprost” jego mama, uważał, że to przełomowy czas dla Białorusinów. „Bardzo chciał tam być i wspierać swoich znajomych”. 24-latek ukończył Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim, stąd jego zainteresowanie wyborami prezydenckimi na Białorusi.

– Od poniedziałku, od godziny 18:00 nie mam z nim kontaktu. We wtorek o 19:00 miał być w Warszawie, ale nie przyleciał. Wiem, że zdążył się jeszcze odprawić na wtorkowy lot do Polski. Prawdopodobnie wykorzystał chwilowy dostęp do internetu – mówi matka Kacpra, Aneta Sienicka.

Pytana, skąd ma informację o zatrzymaniu syna, odpowiada: – Dowiedziałam się nieoficjalnie z ambasady w Mińsku, która niestety nie uzyskała potwierdzenia, ale od postronnych osób wie, że zatrzymano dwóch Polaków, z których jeden miał wylecieć dzisiaj do Polski.

„Nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ambasada RP w Mińsku nie są obecnie w stanie mi pomóc. Nie wiem, gdzie go wywieziono i nie wiem co robić. Płaczę i błagam was o udostępnianie tego postu, bo tylko nagłaśniając tę sprawę mogę cokolwiek teraz zrobić. Mam nadzieję, że nic mu nie jest i szybko się do mnie odezwie” – apeluje o wsparcie.

W sprawie Kacpra Sienickiego skierowaliśmy pytania do Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Ambasady RP w Mińsku. Czekamy na odpowiedź.

W poniedziałek poinformowano o pierwszej ofierze śmiertelnej protestów na Białorusi. Zginął mężczyzna, który brał udział w antyrządowej demonstracji. W dłoni eksplodował mu granat, który chciał rzucić w kierunku milicjantów. Białoruski resort zdrowia poinformował, że po protestach w szpitalach przebywa ponad 200 rannych. Głównie z urazami czaszki, klatki piersiowej i jamy brzusznej.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Brutalne zatrzymania przez milicję na Białorusi

Po dużych protestach w niedzielę i poniedziałek, we wtorek siły bezpieczeństwa starają się je uniemożliwić i organizują „polowania” na protestujących i dziennikarzy. Białorusini wychodzą na ulice pomimo nagrania – wykonanego przez reżimowe służby – na którym Swiatłana Cichanouska wzywała, by „nie marnować życia”.

Trzeci dzień z rzędu na Białorusi były dziś przygotowywane protesty. Zapowiadano je w przynajmniej kilkunastu miejscach. Między innymi w Brześciu, Witebski i Mińsku. Jednak utrudniony dostęp do internetu komplikuje ich organizację, zaś siły specjalne już po południu obstawiły centrum miasta i inne jego części.

We wtorek protestów tak dużych jak dzień wcześniej już nie było – pojawiały się za to jeszcze liczniejsze informacje o wyłapywaniu czy wręcz „polowaniu” na protestujących i dziennikarzy. Wielu przedstawicieli mediów zostało zatrzymanych lub pobitych przez służby bezpieczeństwa. Także ze względu na represje wobec mediów oraz blokadę internetu trudno jest mieć pełen obraz sytuacji w Mińsku i innych miastach.

Według relacji Biełsatu milicjanci z OMON systematycznie rozbijają szyby i lampy samochodów na ulicach, by zastraszyć ludzi i zniechęcić do wyjazdu autami na protesty (odbywają się m.in. strajki samochodowe). W ciągu dnia pojawiały się także informacje o strajkach w zakładach pracy.

Wiadomo, że poniedziałkowe starcia protestujących z milicją trwały prawie całą noc. W szpitalach w Mińsku przebywa obecnie około 200 osób, które odniosły obrażenia w trakcie starć w niedzielę i w poniedziałek. Mieszkańcy stolicy przynoszą kwiaty i białe wstążki na ulicę Prytyckiego, w miejscu, w którym podczas wczorajszych starć z OMON-em zginał mieszkaniec Mińska. Tylko wczoraj służby porządkowe zatrzymały ponad 2 tysiące osób.

„OMON i wojska wewnętrzne działały dzisiaj bezlitośnie, pacyfikując i zastraszając każdą niewielką grupę. W okolicy metra Kamienna Horka rzucano granaty. Padały strzały. Podjeżdżały duże ciężarówki i busy, z których wychodzili żołnierze wojsk wewnętrznych i OMON-owcy” – relacjonował w korespondencji Outriders dla Gazeta.pl Piotr Andrusieczko.

Wyjazd i nagranie Cichanouskiej

W nocy z poniedziałku na wtorek pojawiły się informacje dot. opuszczenia kraju przez opozycyjną kandydatkę na prezydenta Swiatłanę Cichanouską. We wtorek rano minister spraw zagranicznych Litwy poinformował, że Cichanouska – kontrkandydatka Alaksandra Łukaszenki, która według niezależnych sondaży wygrała wybory – przebywa na terenie jego kraju, gdzie „jest bezpieczna”.

Niedługo później w sieci pojawiło się nagranie, na którym Cichanouską zapewnia, że sama podjęła decyzję o wyjeździe z kraju. – Nikt mnie do tego nie przekonał. Nikt, ani przyjaciele, rodzina, ani sztab, ani Sergiej (mąż – red.), nikt nie mógł tej decyzji (o wyjeździe – red.) za mnie podjąć – mówiła. Apelowała też do protestujących, by baczyli na swoje bezpieczeństwo. – Nie warto marnować życia. Ani jedno życie nie jest warte tego, do czego teraz dochodzi. Życie dzieci jest najważniejsze – stwierdziła.

Kamil Kłysiński z Ośrodka Studiów Wschodnich mówił na antenie TOK FM, że wyjazd Cichanouskiej z Białorusi to „z pewnością efekt pracy służb”. Według relacji Maryji Kalesnikawej, współpracowniczki opozycjonistki, kandydatka była sama przez kilka godzin z przedstawicielami organów ścigania w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej. Wtedy miało powstać nagranie.

Później w swoich nagraniach dwie pozostałe opozycjonistki (w tym Kalesnikawa) z „kobiecego triumwiratu”, który rzucił wyzwanie prezydentowi, zapewniły o dalszym poparciu dla Cichanouskiej po jej wyjeździe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl