Żona Aleksieja Nawalnego o stanie zdrowia męża i nowym pomyśle władz

Żona opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, Julia nie zgadza się z pomysłem powołania wspólnej grupy lekarzy z Rosji i Niemiec, która zbadałaby przyczyny obecnego stanu zdrowia jej męża. Nie jest waszą własnością – skomentowała pomysł rosyjskiej Izby Lekarskiej. Nawalny przebywa w szpitalu w Berlinie. Rząd Niemiec poinformował, że został on zatruty nowiczokiem.

Julia Nawalna zwróciła się do szefa rosyjskiej izby Leonida Roszala, który wcześniej poinformował publicznie o takiej propozycji skierowanej do niemieckiej Izby Lekarskiej. Żona opozycjonisty zapewniła, że przyczyna śpiączki, w której znajduje się jej mąż jest znana i że jest nią zatrucie związkami fosforoorganicznymi. „W Omsku świetnie o tym wiedzieli” – dodała.

„Kiedy pacjent trafia do rosyjskiego szpitala, okazuje się nagle, że miejscowa administracja uważa go za swoją własność. Sądzą oni, że mogą rozgłaszać diagnozy w mediach, publikować dane badań lekarskich (…), a równocześnie okłamywać krewnych i nie dopuszczać ich do chorego” – napisała Nawalna w komentarzu opublikowanym przez niezależne media w niedzielę.

Żona opozycjonisty oceniła, że w ten sposób szpital staje się tym samym, co więzienie.

Zarzuciła też szefowi rosyjskiej Izby Lekarskiej, że „nie postępuje jak lekarz”, a jak przedstawiciel państwa i „nie chce pomóc pacjentowi”, a wyciągnąć potrzebne informacje. „Mój mąż nie jest pańską własnością. Nie miał pan, nie ma i nie będzie mieć żadnego związku z jego leczeniem” – zapewniła Nawalna.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Birmingham: Policja zatrzymała mężczyznę w związku z wczorajszymi atakami

Brytyjska policja zatrzymała w poniedziałek mężczyznę pod zarzutem morderstwa i usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w niedzielę po północy w Birmingham W atakach jedna osoba zginęła, a siedem zostało rannych. 27-letni podejrzany został zatrzymany w dzielnicy Selly Oak w Birmingham ok. godz. 4 nad ranem – podała policja w hrabstwie West Midlands.

Śledczy poinformowali, że ataki nożownika, które miały miejsce w czterech lokalizacjach w ciągu dwóch godzin, były powiązane, ale najpewniej nie miały związku ze zorganizowaną przestępczością ani terroryzmem.

„Aresztowaliśmy mężczyznę podejrzanego o morderstwo i siedem zarzutów usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w Birmingham” – podała policja na Twitterze.

Dwie spośród rannych osób – kobieta i mężczyzna – doznały poważnych obrażeń, ale ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: onet.pl

25-latek z zarzutami ws. śmiertelnego potrącenia dziennikarki

25-letni mężczyzna usłyszał zarzuty w związku ze sprawą śmiertelnego potrącenia rowerzystki, do którego doszło w czwartek w Wielkopolsce. W zdarzeniu zginęła dziennikarka lokalnych mediów Anna Karbowniczak. Informację przekazał w sobotę (5 września) rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. W szybkim ustaleniu pojazdu, który uderzył w rowerzystkę i w namierzeniu jego właściciela pomógł monitoring, pomocne były też informacje od świadków.

Do wypadku doszło w czwartek na drodze w pobliżu miejscowości Brzekiniec (woj. wielkopolskie) między Wągrowcem a Budzyniem. Jadącą sportowym rowerem 35-letnią kobietę potrącił samochód. Zginęła na miejscu. Sprawca uciekł.

Policjanci ustalili, że w rowerzystkę uderzyło niebieskie auto, renault trafic lub opel vivaro. W piątek funkcjonariusze odnaleźli opla, którego kierowca śmiertelnie potrącił dziennikarkę. Auto było ukryte w gminie Gołańcz. W związku ze sprawą zatrzymano trzy osoby, w tym 25-letniego właściciela auta.

Prokurator w piątek przesłuchał 25-latka. Postawił mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia. Sprawę bada wielkopolska policja, śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Rzecznik wielkopolskiej policji podkreślił, że sprawę udało się szybko rozwiązać w dużej mierze dzięki ciężkiej pracy policjantów z Chodzieży.

Zatrzymano kolejne osoby
Borowiak poinformował, że policjanci zatrzymali w sobotę kolejne dwie osoby.

– Funkcjonariusze zatrzymali kobietę i mężczyznę, pasażerów opla vivaro. Kierowca po potrąceniu rowerzystki uciekł wraz z naocznymi świadkami. Wszyscy ukrywali się. Mogli też zacierać ślady – podał Borowiak.

Zabezpieczono nagranie

– Wykonali gigantyczna pracę. Natychmiast po wypadku ogłoszona została obława: blokada dróg, kontrole samochodów, poszukiwania auta z widocznymi uszkodzeniami. Badający miejsce zdarzenia funkcjonariusze ustalili prawdopodobne marki pojazdu, jakim poruszał się sprawca wypadku. Tego samego dnia wypatrzyli taki pojazd na nagraniu z kamery umieszczonej na jednym z budynków w Wągrowcu – powiedział Borowiak.

Na nagraniu widać, że auto na kaliskich numerach rejestracyjnych jechało w kierunku Budzynia. W ciągu następnych godzin funkcjonariuszom udało się dotrzeć do kolejnych właścicieli auta – z Kalisza i z Ostrowa Wielkopolskiego.

– Nabywca pojazdu z Ostrowa podał nam namiary na obecnego właściciela samochodu z Wągrowca. Przez wiele godzin poszukiwany był 25-letni właściciel opla. W międzyczasie dostaliśmy informację od świadka, który widział taki pojazd z uszkodzoną przednią szybą. Z jego relacji wynikało, że samochód wyjechał z lasu i jechał w dużą prędkością w kierunku Gołańczy – podał.

Funkcjonariusze dotarli do nagrania z monitoringu z Gołańczy. Widać na nim, że pojazd, który niedługo wcześniej przejeżdżał, bez uszkodzeń, przez Wągrowiec, tym razem miał widoczne uszkodzenia i rozbitą szybę. Ostatecznie opla znaleziono w jednej z okolicznych miejscowości.

Zatrzymani to 25-letni właściciel auta, jego 27-letni brat i 35-letni członek dalszej rodziny, właściciel posesji, na której ukryto pojazd. Borowiak podał, że w sobotę prokuratorzy przesłuchują brata właściciela auta i właściciela posesji.

Anna Karbowniczak była wieloletnią dziennikarką „Chodzieżanina”, portalu Chodzież NaszeMiasto.pl i „Głosu Wielkopolskiego”.

Dziennikarce grożono

W sobotę „Głos Wielkopolski” poinformował, że dziennikarce w ostatnim czasie grożono w związku z podjętym przez nią tematem. Do jej przełożonych trafiło też sfałszowane pismo ją oczerniające. Chodziło o bulwersującą sprawę z Chodzieży, historię tragicznej śmierci dwuletniego chłopca, który – jak się okazało – był ofiarą wielomiesięcznej przemocy domowej.

W ostatnich dniach o groźbach Anna Karbowniczak powiadomiła prokuraturę. Gazeta napisała, że w piątek wszczęto śledztwo w sprawie zniesławienia i gróźb pod jej adresem. Andrzej Borowiak potwierdził, że prokuratura i policja badają odrębnie również i ten wątek.

„Głos Wielkopolski” napisał, że w czwartek, w dzień swojej śmierci, dziennikarka miała wolne. Była wielką fanką jazdy sportowym rowerem, w tym roku przejechała 16 tys. km. Regularnie jeździła w okolicach Chodzieży. Również tego dnia.
Źródło info i foto: interia.pl

Dożywocie grozi 65-letniemu Andrzejowi K.

Dożywotnie więzienie grozi 65-letniemu Andrzejowi K., który przed rokiem, w czasie inspekcji budowlanej na warszawskim Bródnie, postrzelił sąsiadkę, a następnie próbował zabić jej syna i wysadzić budynek przy użyciu materiałów wybuchowych. Prokuratura z Warszawy Pragi przygotowała akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie. W zeznaniach przyznał, że do tragedii przyczynił się ciągnący się konflikt sąsiedzki.

Podczas kontroli Andrzej K. sięgnął po broń i oddał kilka strzałów do Agnieszki G. Rany okazały się śmiertelne. Chwilę później mężczyzna wycelował broń w kierunku jej syna, jednak nie wypaliła. Wówczas próbował ugodzić go nożem w okolice żeber.

Zabójstwo na Bródnie. Z nożem, bronią palną i koktajlami mołotowa zemścił się na sąsiadach

Nie udało mu się, więc pospieszył do pobliskiej altany, w której znajdowały się rzeczy pokrzywdzonych. Używając benzyny chciał podpalić budynek. Całość makabrycznej historii widział inspektor budowlany.

Dziś w sprawie pojawił się akt oskarżenia. Informację przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

„Andrzej K. został oskarżony o zabójstwo Agnieszki G. poprzez oddanie do niej strzałów z broni palnej. Mężczyzna spowodował u pokrzywdzonej pięć ran postrzałowych. Oskarżony jest także o usiłowanie pozbawienia życia Adriana G., syna pokrzywdzonej” – wymienił prokurator Marcin Saduś.

65-latek odpowie także za zniszczenie w wyniku pożaru mienia, a także za przetwarzanie materiałów wybuchowych bez wymaganego zezwolenia. Oskarżony przyznał się do winy, złożył w sprawie obszerne wyjaśnienia.

Tłem w tej tragicznej historii był niekończący się konflikt sąsiedzki. K. był skłócony z rodziną Agnieszki G. Oskarżony tłumaczył, że próbowano mu ograniczać prawo do zarządzania nieruchomością, mimo że był współwłaścicielem budynku. Dodał, że gdy wrócił po kilku tygodniach nieobecności, to zastał rozebrane budynki gospodarcze.

Za zabójstwo sąsiadki i usiłowanie pozbawienia życia jej syna grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wielka Byrtania: Kobieta musi oddać 40 tys. funtów zabójcy swojej córki

77-letnia Brytyjka została wezwana do przekazania 40 tys. funtów, co ma stanowić zwrot kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki. To wynik przegranego przez nią procesu, w którym wnioskowała o uchylenie wobec mężczyzny zwolnienia warunkowego. W 1988 r. 64-letni dziś Ian Simms udusił 22-letnią wówczas Helen McCourt, gdy ta wracała z pracy do domu. Mężczyzna został skazany rok później.

Simms odmówił natomiast ujawnienia miejsca ukrycia zwłok. Pomimo zakrojonych na szeroką skale poszukiwań, ciała Helen nigdy nie udało się odnaleźć.

Zgodnie z prawem uchwalonym w marcu ubiegłego roku, zabójca, który odmawia wskazania miejsca ukrycia ciała ofiary nie może wnioskować o zwolnienie warunkowe. Rzecz w tym, że Simms opuścił więzienie tuż przed wprowadzeniem tego prawa.

Matka zamordowanej, Marie McCourt wytoczyła proces, domagając się ponownego umieszczenia Simmsa w więzieniu. Sąd Najwyższy orzekł jednak na korzyść Komisji ds. Zwolnień Warunkowych i nakazał kobiecie pokrycie kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki.

W listopadzie ub.r. Marie McCourt uruchomiła zbiórkę na platformie Go Found Me informując, że prawnicy Simmsa będą domagać się od niej dużej sumy pieniędzy. Decyzją sądu musi teraz zwrócić równowartość wpłaconych darowizn, czyli ok. 40 tys. funtów.

Marie zadeklarowała, że nadal będzie kontynuować poszukiwania ciała swojej córki. Przyznała też, że jest rozczarowana decyzją sądu. – Simms odebrał życie mojej córce i odebrał jej prawo do chrześcijańskiego pochówku – powiedziała.
Źródło info i foto: TVP.info

Seria ataków nożowników w Wielkiej Brytanii. Polska ambasada apeluje

Co najmniej osiem osób zostało rannych w serii ataków nożem, do której doszło w niedzielę po północy w Birmingham w środkowej Anglii – podała, powołując się na jednego ze świadków, agencja informacyjna Press Association. Jak poinformował burmistrz hrabstwa metropolitalnego West Midlands Andy Street, wygląda na to, że ataki te były ze sobą powiązane.

Informacji o liczbie rannych nie potwierdziły na razie ani władze, ani policja, która w wydanym oświadczeniu wspomniała jedynie o wielu rannych.

Z kolei inny świadek, cytowany przez BBC, mówi, że zdarzenie wyglądało na walkę pomiędzy dwoma grupami młodzieży, czasie której w pewnym momencie użyto noży. Może to wskazywać, że zdarzenie nie miało charakteru terrorystycznego, lecz kryminalny.

Do pierwszego incydentu doszło ok. godz. 00.30 w nocy z soboty na niedzielę w centrum miasta, a wkrótce potem w najbliższej okolicy miały miejsce kolejne przypadki użycia noży. Jak mówił rano Andy Street, burmistrz hrabstwa metropolitalnego West Midlands, wygląda na to, że te incydenty były ze sobą powiązane

Apel o zachowanie ostrożności

„Wiemy o wielu rannych, ale w tej chwili nie jesteśmy w stanie powiedzieć, ile osób jest rannych, ani jak poważne są obrażenia. Wciąż trwają prace nad ustaleniem, co się stało” – oświadczyła policja.

„W związku z incydentem z udziałem nożownika w #Birmingham, apelujemy do mieszkańców miasta i okolic o zachowanie ostrożności i stosowanie się do poleceń lokalnych władz i policji” – ostrzega polska ambasada.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Biłgoraj: Policjanci przejęli nielegalne papierosy o wartości 250 tys. złotych

Za przestępstwo skarbowe odpowie 63-letni mieszkaniec Biłgoraja, u którego policjanci zabezpieczyli prawie 11 tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Gdyby nielegalny towar trafił na rynek Skarb Państwa straciłby prawie 250 tys. zł.

Policjanci z Zespołu d/w z Korupcją i Przestępczością Gospodarczą biłgorajskiej komendy na podstawie informacji własnych w miejscu zamieszkania 63-latka z Biłgoraja ujawnili i zabezpieczyli nielegalne papierosy bez polskich znaków akcyzy. Łącznie funkcjoanriusze zabezpieczyli prawie 11 tys. paczek bezakcyzowego towaru. Nielegalne papierosy nie trafią na rynek.

Wartość uszczuplonego podatku akcyzowego wyniosła prawie 250 tys. zł. Teraz mężczyzna odpowie przed sądem. Za przestępstwo akcyzowe zgodnie z przepisami Kodeksu Karno-Skarbowego, grozi mu kara nawet do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zatrzymano 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą

Patrol z bydgoskich Wyżyn zatrzymał 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą. Mężczyzna ukradł w sklepie dwa damskie perfumy. Policjanci zauważyli jak ochroniarz szarpie się z mężczyzną. Po krótkim pościgu bydgoszczanin został zatrzymany. Teraz za swoje postępowanie będzie odpowiadać przed sądem.

Do zdarzenia doszło w środę (2.09.2020) późnym popołudniem, wówczas patrol z bydgoskich Wyżyn przejeżdżając ulica Szpitalną w Bydgoszczy zauważył niepokojącą sytuację przed jednym z sieciowych sklepów. Policjanci zauważyli jak dwie osoby szarpią się. Szybko dostrzegli też, że jeden z nich miał ubrany uniform pracownika ochrony. Funkcjonariusze natychmiast zatrzymali się.

W tym momencie młody mężczyzna, używając siły, wyrwał się ochroniarzowi i wybiegł ze sklepu. Zaczął uciekać pomiędzy blokami przy ulicy Szpitalnej. Mundurowi natychmiast ruszyli za nim. Po krótkim pościgu mężczyzna wpadł w ich ręce. Okazało się, że 23-latek ukradł ze sklepu dwa perfumy. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.

Śledczy z bydgoskich Wyżyn na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawili mu zarzut kradzieży rozbójniczej. W piątek (4.09.2020) został doprowadzony do prokuratury. Tam oskarżyciel po jego przesłuchaniu postanowił zastosować wobec 23-latka policyjny dozór. Teraz dwa razy w tygodniu będzie „odwiedzać” komisariat. Za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Ksiądz od lat oskarżany o molestowanie dzieci jest proboszczem i katechetą w szkole

Kuria łowicka otrzymuje donosy na księdza Jarosława W. od 18 lat, mimo to obecnie jest on proboszczem i katechetą w szkole podstawowej – pisze OKO.press. Jeden z księży, który w 2001 roku sprawował posługę kapłańską w Żyrardowie, opowiedział OKO.press, jak wszedł do mieszkania innego z duchownych.

„Pewnego wieczoru słyszę jakieś, hałasy. Idę do Rajmunda i łapię za klamkę. A tam leży dwóch nagich ministrantów i trzech rozebranych księży. Na stole wóda, w telewizorze gejowskie porno” – powiedział. Tych trzech księży to: Rajmund R. i Waldemar M. oraz właśnie Jarosław W., który przyjeżdżał z innej parafii. Duchowny, który ich nakrył, poszedł z tym do proboszcza, ten wzruszył ramionami i zapytał: „A co ja mogę zrobić?”. Zawiadomił więc łowicką kurię i pojechał na spotkanie z jej ówczesnym kanclerzem.

„Powiedział, że jak mi nie pasuje, to mnie przeniosą. No i mnie przenieśli” – opowiedział portalowi ksiądz.

„Mówili, że oglądają z księdzem pornosy, piją wódkę”

W tym samym roku Jarosław W. został przeniesiony na parafię do Skierniewic. Na tę parafię trafia również ks. Piotr S., który od 1996 roku, o czym wiedziała kuria, molestował ministrantów. Jeden z byłych już ministrantów, wówczas 13-letni, podkreśla w rozmowie z OKO.press, że Jarosław W. obmacywał go bez skrępowania przy innych dzieciach, zapraszał na noc chłopców, dawał całusy i klepał po pośladkach.

„Było takich dwóch braci. Mówili, że oglądają z księdzem pornosy, piją wódkę, jeżdżą na wycieczki rowerowe”
– podkreślił. Inny były ministrant, wówczas 16-letni, opowiada, jak Jarosław W. zaprosił go do swojego pokoju.
– „W środku byli już inni ministranci. Oglądali film porno z kasety VHS. Ksiądz miał całą szafę kaset i płyt z pornosami. Kazał mi się wykąpać w łazience dla księży. (…) Później opił mnie alkoholem. Zaciągnął do łóżka siłą i zgwałcił” – powiedział i zaznaczył, że duchowny był bardzo silny, agresywny i wulgarny.
Źródło info i foto: Gazeta.pl