Brutalne zatrzymania kobiet w Mińsku. Milicja agresywnie przeciw uczestniczkom protestu

Women block a police bus during a rally to protest against the presidential election results in Minsk on September 12, 2020. – Belarus strongman Alexander Lukashenko, 66, who has been in power for 26 years, has vowed that he will not give up power to the opposition, which claims its candidate Svetlana Tikhanovskaya was the rightful winner of the August 9 polls. (Photo by – / TUT.BY / AFP)

W Mińsku, gdzie kolejną sobotę z rzędu odbywa się opozycyjny pochód kobiet, milicja zatrzymuje uczestniczki protestu. Na placu Wolności, gdzie zebrało się kilka tysięcy kobiet, protest rozpędzono. Radio Swaboda informuje o kilkudziesięciu zatrzymanych.

Sobota 12 września jest 35. dniem masowych demonstracji na Białorusi, których uczestnicy protestują przeciwko sfałszowanym ich zdaniem wynikom wyborów prezydenckich z 9 sierpnia. Według oficjalnych wyników w wyborach zwyciężył Alaksandr Łukaszenka. Swiatłana Cichanouska, lidera białoruskiej opozycji zdobyła według oficjalnych danych 10,1 proc. głosów.

Białoruś. Protest w Mińsku. Milicja zatrzymuje kobiety

O godzinie 15 czasu lokalnego (godzina 14 czasu polskiego) kobiety uczestniczące w proteście zebrały się na placu Wolności w centrum Mińska. Milicja dość szybko rozpoczęła zatrzymania. Kobiety wdawały się w kłótnie z milicjantami, próbując wybronić zatrzymywane osoby.

Milicjanci, wśród których wielu nosiło kominiarki częściowo zasłaniające twarz, działali brutalnie – relacjonuje radio Swaboda. Jego korespondent widział, jak jedną z demonstrujących funkcjonariusze ciągnęli po ziemi. Zatrzymywane były nawet kobiety w okolicznych kawiarniach, milicjanci przeszukiwali także podwórza w rejonie placu.

Po rozbiciu protestu na placu Wolności zostało kilkadziesiąt kobiet. Część z nich przyłączyła się do nowej kolumny protestujących, która pojawiła się w rejonie placu i ruszyła jedną z centralnych ulic. W kolumnie idzie teraz kilkaset osób, milicja nadal wyłapuje uczestniczki marszu. Zatrzymani zostali podczas relacji na żywo dziennikarze telewizji Biełsat.

Powołana przez opozycję na Białorusi Rada Koordynacyjna poinformowała w sobotę, że zamierza nadal działać. Decyzje Rady w warunkach, gdy nie mogą ich podejmować członkowie Prezydium, podejmowane będą przez ogół Rady zwykłą większością głosów.

Spośród siedmiorga członków prezydium Rady Koordynacyjnej na wolności na Białorusi znajduje się tylko pisarka, noblistka Swiatłana Aleksijewicz. Pozostali zostali zatrzymani, przebywają w areszcie w związku z innymi postępowaniami lub zostali zmuszeni do wyjazdu za granicę. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Podpalenie przed Radiem Maryja. Sprawca aresztowany

Przed Radiem Maryja doszło do podpalenia auta. Sprawca, Arkadiusz O. został zatrzymany. Matka mężczyzny wyjaśniła, że jej syn ma poważne problemy. – Chciałabym, żeby został aresztowany – powiedziała.

– Mam ogromny problem z synem. Od ponad 10 lat bierze dopalacze. Nie chce zgodzić się na leczenie. U nas powinno być tak, jak w Anglii. Tam jak narozrabiasz, to idziesz na trzymiesięczny odwyk. Syn widział diabły. Na razie nikogo jeszcze nie zabił – powiedziała w rozmowie z „Super Expressem” matka Arkadiusza O.

Mężczyzna w środę wieczorem wjechał na teren rozgłośni Radio Maryja. Zaparkował auto i wszedł do budynku. Po krótkiej rozmowie wrócił, oblał swój samochód benzyną i podpalił. Sytuację zauważył policjant na służbie. Arkadiusz O. został zatrzymany.

– Żona bała się, że on może zrobić krzywdę swoim dzieciom. On widział diabły. Mówił, że wszędzie są kamery i go śledzą. On jest osobą wierzącą. On do Torunia do Rydzyka przyjechał po pomoc – stwierdziła matka mężczyzny.W jej domu oraz w mieszkaniu żony Arkadiusza O. doszło do przeszukania. Policjanci mieli szukać bomby.

Mężczyzna usłyszał zarzuty jazdy po zażyciu narkotyków, naruszenia miru domowego, sprowadzenia pożaru oraz kradzieży dowodu osobistego. Grozi mu do 10 lat więzienia. Prokuratura chce, by Arkadiusz O. został aresztowany na 3 miesiące.
Źródło info i foto: wp.pl

Odnaleziono zaginioną 14-latkę. W związku ze sprawą zatrzymano około 30-letniego mężczyznę

Policja odnalazła poszukiwaną od poniedziałku 14-letnią Roksanę. Nastolatkę ostatni raz widziano w pobliżu szkoły w Bielsku Podlaskim. Z jej zniknięciem miał związek około 30-letni mężczyzna, którego zatrzymali policjanci. Dziewczyna przebywała w opuszczonym, leśnym budynku. Przed odnalezieniem, 14-letnią Roksanę ostatni raz widziano w poniedziałek. Chociaż ojciec odprowadził ją do Szkoły Podstawowej nr 4 w Bielsku Podlaskim, nastolatka nie weszła do budynku.

Policja ustaliła, że dziewczyna udała się na dworzec, skąd pociągiem dojechała do Bolesławca. Tam na stacji czekał na nią około 30-letni mężczyzna. Jego wizerunek policja opublikowała w piątek wieczorem, prosząc o pomoc w ustaleniu, kim jest.

W sobotę rano przekazano, że udało się odnaleźć nastolatkę, a także zidentyfikować poszukiwanego mężczyznę.

Nastolatki szukał m.in. wyszkolony pies

Portal „Lwówek na sygnale” podał, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „zwerbowania podstępem małoletniej w celu jej wykorzystania”. Śledczy nie wykluczali, że zniknięcie Roksany „może być ucieczką”. Jeden z tropów podjętych przez służby prowadził do Bolesławca na Dolnym Śląsku. Natomiast w końcowej fazie poszukiwania skoncentrowano na powiecie lwóweckim.

Roksany szukała m.in. postawiona w stan alarmu Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza z Lwówka Śląskiego, a także specjalnie wyszkolony pies.

„Roksana jest cała i zdrowa”

Nastolatka odnalazła się w nocy z piątku na sobotę w piwnicach ruin budynku znajdującego się w lesie. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, który miał związek ze zniknięciem Roksany.

„Na szczęście nastolatka jest cała i zdrowa. Została przekazana pod opiekę ratowników medycznych, a mężczyzna został osadzony w policyjnym areszcie” – przekazał „Lwówek na sygnale”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Nowiczok, którym otruto Aleksieja Nawalnego był mocniejszy

Nowiczok, którego użyto do otrucia Aleksieja Nawalnego był o wiele mocniejszy niż poprzednie wersje tego środka – twierdzi szef niemieckiego wywiadu, którego cytuje „Der Spiegel”.

Bruno Kahl, szef niemieckiego wywiadu, mówił na, jak nazwała to gazeta, „tajnym spotkaniu” o działaniu trucizny. Jak podkreślił, nowiczok, który podano Nawalnemu, należy do nowszej generacji. Dodał, że w tym przypadku coraz wyraźniejsze stają się ślady zaangażowania rosyjskich służb. Z kolei, jak twierdzi Kreml, niemieckie władze nie odpowiedziały na razie na prośbę o udostępnienie dokumentacji medycznej Nawalnego, która świadczyłaby o tym, że został on otruty nowiczokiem.

W czwartek rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow twierdził, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowania karnego w sprawie otrucia Nawalnego, ponieważ testy rosyjskich ekspertów „nie wykazały żadnych toksycznych substancji”. Jednak w piątek wydział rosyjskiej policji transportowej na Syberii poinformował, że na początku tygodnia przygotuje wniosek z prośbą, aby niemieckie władze zezwoliły śledczym z Rosji na udział w przesłuchaniu opozycjonisty.

„Der Spiegiel” zaznaczył, że w weekend berlińską klinikę, w której leczony jest Aleksiej Nawalny, odwiedziła Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej – podaje Reuters.

Otrucie Aleksieja Nawalnego

Aleksiej Nawalny stracił przytomność, lecąc samolotem z Tomska do Moskwy. Pilot lądował w Omsku i tam przez dwa dni opozycjonistą zajmowali się rosyjscy lekarze. Omscy specjaliści przekonywali, że pacjenta nie otruto, a jedynie ma kłopoty z metabolizmem. Rodzina i współpracownicy Nawalnego nie uwierzyli w ich słowa i przetransportowali polityka do Berlina.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że eksperci wojskowi współpracujący z Organizacją o Zakazie Broni Chemicznej ustalili, iż rosyjskiego opozycjonistę próbowano otruć bojowym preparatem z grupy substancji nowiczok o działaniu paralityczno-drgawkowym. W czwartek media informowały, że stan Nawalnego znacznie się poprawił. Jak podkreślały, polityk przypomniał sobie ostatnie wydarzenia sprzed utraty przytomności i może już rozmawiać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl