Radom: Skatował ekspedientkę, bo nie sprzedała mu papierosów

W sieci pojawiło się nagranie z monitoringu, na którym widać, jak pracownica sklepu została napadnięta przez dwóch klientów. Jeden ze sprawców jest już w rękach policji, tożsamość drugiego została ustalona – poinformowała rzecznika KMP w Radomiu. Do brutalnej napaści doszło w niedzielę wieczorem przez Żabką w Radomiu. Po godz. 20.30 pracownica sklepu zamykała lokal. Wtedy do środka wszedł mężczyzna z zamiarem zakupu papierosów.

Ekspedientka powiedziała klientowi, że kasa jest już nieczynna, dlatego nie może sprzedać mu towaru. To wzbudziło agresję nieznajomego. Chwycił drewnianą paletę i rzucił nią w szybę, uszkadzając drzwi do sklepu. 50-latka wybiegła za napastnikiem, chcąc powstrzymać go przed dalszym niszczeniem lokalu. Wówczas mężczyzna uderzył ją pięścią w głowę.

Za kobietą podążyło dwóch młodych mężczyzn – według relacji świadków był to syn sprzedawczyni i jego kolega. Na chwilę powalili agresora na ziemię. Wtedy do akcji wkroczyła kolejna osoba, prawdopodobnie znajomy agresywnego klienta. Kiedy napastnik podniósł się z ziemi, ponownie zaczął wymierzać ciosy, przewrócił ekspedientkę na ziemię i zaczął ją kopać po głowie. Bił i uderzał paletą także innych pracowników, którzy usiłowali pomóc 50-latce.

Sprzedawczyni trafiła do szpitala. Jak poinformowała w rozmowie z portalem tvp.info Justyna Leszczyńska, rzeczniczka radomskiej policji, miała przede wszystkim obrażenia głowy. „Z informacji, które mamy, wynika, że jej 19-letni syn i jego kolega nie wymagali hospitalizacji” – relacjonowała.

Jak dodała policjantka, mundurowi już po kilku godzinach od incydentu znali tożsamość sprawców. W poniedziałek jeden z nich był już w rękach policji. 40-letni radomianin został zatrzymany. We wtorek zostanie doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Radom-Wschód. Prokurator zadecyduje o kwalifikacji prawnej tego przestępstwa.

Ustalono też tożsamość drugiego ze sprawców, a jego zatrzymanie – jak poinformowała policja – jest kwestią czasu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Państwo komisja ds. pedofilii wciąż nie ma pieniędzy by ruszyć

Państwowa komisja do spraw pedofilii otrzyma z budżetu środki na swoją działalność, kiedy będzie gotowy jej statut – tak wyjaśnia opóźnienie w jej finansowaniu Kancelaria Premiera. Istniejąca od dwóch miesięcy komisja nadal nie ma siedziby ani pracowników, i wciąż czeka na pieniądze.

Opóźnienie finansowania to kolejne tygodnie zwłoki w uruchomieniu komisji. Wszystkie one składają się już na długie miesiące, bo gdyby nie opieszałość urzędników powołujących członków komisji, od dawna mogła się ona już zajmować przypadkami molestowania małoletnich.

Dwa miesiące od zaprzysiężenia komisja zebrała się tylko dwa razy, bo rząd aż sześć tygodni tworzył rozporządzenie dotyczące jej urzędu. W ubiegłym tygodniu członkowie komisji dowiedzieli się, że stracili trzy z ośmiu milionów wstępnie przewidzianych na utrzymanie urzędu, a planowaną na 44 liczbę etatów jej pracowników obcięto do 30.

Co więcej, przelew środków rząd uzależnia od opracowania przez komisję statutu, a z jego przygotowaniem komisja z kolei czekała na rozporządzenie rządu. Wygląda na to, że Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak oceniając, że jeśli urząd komisji ds. pedofilii ruszy w ciągu półtora miesiąca, rzeczywiście będzie to duże osiągnięcie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Aleksiej Nawalny chce wrócić do Rosji

Aleksiej Nawalny, który w berlińskim szpitalu wraca do zdrowia po ataku z użyciem nowiczoka, rozmawiał z niemieckim prokuratorem i przyznał, że chciałby wrócić do Rosji od razu, gdy tylko pozwoli mu na to jego stan zdrowia – przekazał „New York Times”. Amerykański dziennik powołał się na informacje od jednego z ochroniarzy opozycjonisty.

Aleksiej Nawalny został hospitalizowany 20 sierpnia w Omsku na Syberii. Poczuł się źle na pokładzie samolotu lecącego z Tomska do Moskwy i stracił przytomność. Na żądanie rodziny dwa dni później został przetransportowany lotniczym ambulansem do kliniki Charite w Berlinie, gdzie poddano go szczegółowym badaniom i intensywnemu leczeniu. W zeszłym tygodniu został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej.

Na początku września kanclerz Niemiec Angela Merkel poinformowała, że laboratorium Bundeswehry badające pobrane próbki od Nawalnego wykryło, że otruto go bojowym środkiem chemicznym z grupy nowiczoków. Niemcy i Francja zażądały od Moskwy śledztwa w tej sprawie i postawienia przed sądem osób odpowiedzialnych za atak.

„NYT”: Nawalny chce wrócić do Rosji, gdy tylko pozwoli na to jego stan zdrowia

Aleksiej Nawalny był przez kilka tygodni utrzymywany w śpiączce farmakologicznej i nie było jasne, w jakim będzie stanie, gdy zostanie z niej wybudzony. Jak przekazał „New York Times” powołując się na informacje przekazane przez chcącego zachować anonimowość pracownika ochrony w klinice Charite, opozycjonista wydaje się „zachowywać bystrość umysłową”.

„Jest w pełni świadomy swojego stanu zdrowia, doskonale rozumie, co się stało i gdzie teraz przebywa” – mówił informator cytowany przez nowojorski dziennik. Jak dodał, opozycjonista w poniedziałek w rozmowie z niemieckim prokuratorem miał przekazać, że gdy tylko pozwoli mu na to stan zdrowia, zamierza wrócić do Rosji.

„Nie planuje pozostać na wygnaniu w Niemczech” – mówiło źródło „NYT”. „Nawalny planuje wrócić do domu do Rosji, by kontynuować swoją misję” – dodał pracownik ochrony, który pilnuje dostępu do opozycjonisty w niemieckim szpitalu.

Nawalny miał również odmówić współpracy z rosyjskimi organami śledczymi, które chcą dołączyć do dochodzenia w sprawie otrucia opozycjonisty prowadzonego przez stronę niemiecką.

Jak przekazali w poniedziałek berlińscy lekarze, Aleksiej Nawalny jest w stanie opuszczać łóżko i nie jest już podłączony do respiratora. W oświadczeniu nie poinformowano o długoterminowych perspektywach na temat zdrowia opozycjonisty. Zdaniem lekarzy mimo że dotychczasowe leczenie przebiega dobrze, nie można wykluczyć długotrwałych problemów zdrowotnych wynikających z otrucia.

Kolejne laboratoria potwierdzają obecność nowiczoka

Wcześniej w poniedziałek rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert poinformował, że dwa kolejne laboratoria – we Francji i w Szwecji – potwierdziły wstępne wyniki badań Nawalnego z Niemiec, zgodnie z którymi w organizmie opozycjonisty stwierdzono występowanie środka bojowego z grupy nowiczoków.

Jak dodał, próbki pobrane od Nawalnego zostały również wysłane do laboratoriów Organizacji do spraw Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) z siedzibą w Hadze. – Niezależnie od badań OPCW, trzy laboratoria niezależnie zidentyfikowały wojskowy środek paraliżujący jako przyczynę otrucia Nawalnego – powiedział Seibert.

Rzecznik rządu wezwał Rosję do współpracy. – Ponawiamy apel do Rosji, aby złożyła wyjaśnienia na temat tych wydarzeń. Jesteśmy w bliskim kontakcie z naszymi europejskimi partnerami w sprawie podjęcia dalszych kroków – dodał.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poznań: Zabójstwo kobiety. 63-letni Krzysztof D. aresztowany

63-letni Krzysztof D. został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące po tym jak zamordował swoją 73-letnią partnerkę. Ciało kobiety znaleziono w sobotę z kilkunastoma ranami kłutymi. Prawdopodobnym motywem zbrodni były pieniądze. Do zabójstwa doszło 7 września w Poznaniu. W jednym z mieszkań 63-letni Krzysztof D. zadźgał swoją partnerkę. Para mieszkała razem. Mężczyzna przyznał się do zbrodni i dodał, że chodziło o pieniądze. 73-latka miała zabrać mu 100 złotych.
Źródło info i foto: o2.pl

Zwłoki 39 osób w ciężarówce. Sąd w Wietnamie skazał oskarżonych

Sąd w Wietnamie w poniedziałek (14 września) skazał czterech Wietnamczyków na kary od 2,5 do 7,5 roku pozbawienia wolności w związku ze śmiercią 39 migrantów, których ciała znaleziono w ciężarówce niedaleko Londynu w październiku zeszłego roku.

Oskarżeni w wieku od 24 do 36 lat zostali uznani za winnych „zorganizowania nielegalnej emigracji i pośredniczenia w niej” po trwającym dzień procesie w prowincji Ha Tinh – powiedział agencji Reutera ojciec jednej z ofiar. Policja poinformowała w wydanym wcześniej w poniedziałek oświadczeniu, że oskarżeni za 22 tys. dolarów zorganizowali transport 26-letniej Pham Thi Tra My do Francji, a później do Wielkiej Brytanii. 26-latka mniej więcej w chwili, gdy ciężarówka była w drodze z Belgii do Wielkiej Brytanii, wysłała SMS do swojej matki, w którym napisała, że nie może oddychać.

– Szczerze mówiąc, nie chcę, aby oskarżeni otrzymali długie kary więzienia, ponieważ wiem, że to był tylko wypadek – powiedział Thin, ojciec Tra My, który był obecny na rozprawie. – Skazanie ich na długie kary nie pomoże mi odzyskać córki – dodał.

39 ciał w ciężarówce

W nocy z 22 na 23 października ub.r. na terenie parku przemysłowego w Grays na wschód od Londynu w kontenerze-chłodni znajdującym się na naczepie ciężarówki odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców.

Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia bądź połączenia tych czynników.

Ofiary pochodziły głównie z Ha Tinh i sąsiedniej prowincji Nghe An.

Proces członków gangu w październiku

W sierpniu właściciel ciężarówki, w której znaleziono ciała, 40-letni Ronan Hughes, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa 39 Wietnamczyków, a także do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji do Wielkiej Brytanii w okresie między 1 maja 2018 r. a 24 października 2019 r.

Przed sądem stanął także 23-letni Eamonn Harrison, który, jak się podejrzewa, dowiózł kontener z imigrantami do Zeebrugge. Nie przyznał się ani do nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji. Za pośrednictwem łącza wideo zeznanie złożył także 42-letni Gazmir Nuzi, który przyznał się jedynie do pomocy w nielegalnej imigracji.

W kwietniu do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa przyznał się Maurice Robinson, który kierował ciężarówką w momencie, gdy znaleziono w niej ciała, a wcześniej także do pomocy w nielegalnej imigracji. W tej sprawie oskarżonych jest jeszcze czterech innych domniemanych członków gangu – Irlandczyk Christopher Kennedy oraz trzech mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów – Gheorge Nica, Valentin Calota i Alexandru-Ovidiu Hanga. Spośród tej czwórki tylko ostatni przyznał się do zarzutu pomocy w nielegalnej imigracji.

5 października ma się rozpocząć właściwy proces Harrisona, Kennedy’ego, Nicy i Caloty. Może on potrwać do pięciu tygodni.
Źródło info i foto: interia.pl

Filipiny: Dziennikarz zastrzelony przed domem

Filipiński dziennikarz Jobert Bercasio został zastrzelony przez nieznanych sprawców. To drugie w tym roku zabójstwo reportera na Filipinach. Zdaniem Reporterów Bez Granic (RSF) Bercasio mógł zginąć z powodu materiałów o przemyśle górniczym, które publikował. Swoimi najnowszymi ustaleniami podzielił się na Facebooku zaledwie kilka godzin przed atakiem.

Bercasio zginął w poniedziałek wieczorem; został pięciokrotnie postrzelony w pobliżu swojego domu w 170-tysięcznym mieście Sorsogon na wschodzie Filipin. Według relacji świadków strzelało dwóch mężczyzn, którzy następnie uciekli motocyklem. Policja przekazała, że strzały oddano z amerykańskiego karabinu M16, i zapewniła, że stara się ustalić tożsamość napastników.

Dziennikarz pracował w przeszłości dla stacji radiowej i miejscowego portalu Bicol Today, a ostatnio założył własną telewizję internetową. W programach często poruszał temat wylesiania i działalności nielegalnych kopalni.

W ostatnim poście na Facebooku – opublikowanym zaledwie kilka godzin przed zabójstwem – pisał, że w pobliżu miejscowego kamieniołomu były ciężarówki bez wymaganych zezwoleń, które miały fałszywe tablice rejestracyjne.

„Wszystko wskazuje na to, że ludzie, którzy zastrzelili Joberta Bercasio, działali na polecenie kogoś, kogo zirytowała jego praca reporterska” – ocenił dyrektor RSF na region Azji i Pacyfiku Daniel Bastard.

Organizacja wezwała do przeprowadzenia niezależnego śledztwa w tej sprawie i zakończenia bezkarności sprawców przestępstw wobec pracowników filipińskich mediów.

Zabójstwa dziennikarzy zdarzają się na Filipinach niemal co roku. W tym roku to co najmniej drugi taki przypadek. W maju w środkowej części kraju zastrzelony został dziennikarz Cornelio Pepino, który zajmował się korupcją związaną z nielegalnym przemysłem wydobywczym.

W tegorocznym Światowym Rankingu Wolności Prasy, w którym RSF ocenia m.in. poziom cenzury i niezależności mediów, a także ich pluralizm i bezpieczeństwo reporterów, Filipiny znalazły się na 136. ze 180 miejsc.
Źródło info i foto: TVP.info

W sprawie Sławomira Nowaka zabezpieczono 4 mln złotych

Gotówka ukrywana w specjalnych skrytkach, luksusowy samochód do dyspozycji – to część nowych ustaleń Centralnego Biura Antykorupcyjnego w sprawie byłego ministra transportu Sławomira Nowaka. Jak ustaliliśmy, śledczy zabezpieczyli majątek o wartości ok. 4 mln zł. Twierdzą również, że skala działania Nowaka była dużo większa niż do tej pory sądzono.

Śledczy ujawnili nieznany dotychczas majątek ukrywany przez Sławomira Nowaka. Agenci CBA w trakcie działań zabezpieczyli m.in. pieniądze w rożnych walutach – w sumie ponad 4 mln zł. Część z nich miała być przechowywana w specjalnych skrytkach, które były przygotowane do składowania pieniędzy.

Nowe ustalenia pozwoliły zabezpieczyć także inne składniki majątku, jakim dysponował były minister – np. samochód marki Land Rover w luksusowej wersji. Śledczy podkreślają, że ujawnione pieniądze oraz samochód pochodzą z przestępstw korupcyjnych popełnionych przez Sławomira Nowaka.

– Nowe ustalenia pokazują dużo większą skalę działania Sławomira Nowaka niż do tej pory sądzono – przekonują śledczy.

Śledztwo ma się teraz skupiać na poszukaniu kolejnych składników majątkowych należących do byłego polityka.

Zatrzymany pod koniec lipca

Były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Sławomir Nowak został zatrzymany w końcu lipca w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano byłego szefa jednostki wojskowej GROM Dariusza Z. i przedsiębiorcę Jacka P.

Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy. W efekcie tych przestępstw miał uzyskać 1,3 mln zł.

Dariuszowi Z. i Jackowi P. postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania brudnych pieniędzy oraz przyjmowania korzyści majątkowych.

Tymczasowe areszty

Wobec Sławomira Nowaka i Jacka P. sąd zastosował areszt tymczasowy na okres trzech miesięcy. Wobec Dariusza Z. zastosowano areszt warunkowy; jeśli wpłaci 1 mln zł poręczenia majątkowego, wyjdzie na wolność. 6 sierpnia sąd zdecydował o zastosowaniu tymczasowego trzymiesięcznego aresztu wobec kolejnej osoby – Aleksandra D. zatrzymanego w śledztwie prowadzonym przeciwko byłemu ministrowi transportu.

Mężczyzna, reprezentujący polską spółkę zajmującą się zarządzaniem projektami infrastrukturalnymi, został zatrzymany w środę jako czwarta osoba w śledztwie dotyczącym korupcji i prania brudnych pieniędzy w związku z inwestycjami drogowymi na Ukrainie.

Jeszcze tego samego dnia Aleksander D. usłyszał zarzut obietnicy udzielenia 700 tys. zł korzyści majątkowej Nowakowi, pełniącemu wówczas funkcję szefa ukraińskiej państwowej agencji drogowej Ukrawtodor. Grozi mu za to 12 lat więzienia
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawa uprowadzenia 14-letniej Roksany ma drugie dno?

Rodzice 14-letniej Roksany drżeli z obawy o swoją córeczkę, która nagle zniknęła. Nie wiedzieli, że od pewnego czasu dziewczynka planuje ucieczkę. Pomóc jej w tym miała „rówieśniczka” z Dolnego Śląska. Kiedy nastolatka pojawiła się na bolesławieckim peronie, spotkała… 37-latka. To właśnie on przez trzy miesiące pisał z 14-latką. Mężczyzna, choć miał okazję, nie skrzywdził Roksany. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy, nie pohamowałby się – ocenia w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy. Dlaczego 37-latek działał inaczej? Biegły kreśli szokujący scenariusz zdarzeń!

14-letnia Roksana z Bielska Podlaskiego (woj. podlaskie) to spokojna dziewczyna, która dotychczas nie sprawiała problemów rodzicom. Ostatnimi czasy nastolatka coraz więcej czasu spędzała w internecie. Kiedy w poniedziałkowy ranek, 7 września, 14-latka wyszła do szkoły, nikt się nie spodziewał, że może stać się coś złego. Roksana zniknęła…

Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania dziewczyny. Policja ustaliła, że nastolatka pojechała pociągiem do Bolesławca na Dolnym Śląsku. To tam uchwyciły ją kamery monitoringu. Na nagraniach był widoczny także nieznany mężczyzna, za którym szła Roksana. Rozesłano rysopis podejrzanego, a sprawę nagłośniły media. Po prawie tygodniu mężczyzna sam zgłosił się na policję i przekazał informację, gdzie znajduje się 14-latka. W sobotę odnaleziono ją w pustostanie ukrytym w lesie na terenie powiatu lwóweckiego. Roksana była cała i zdrowa.

Tymczasem 37-letni mieszkaniec okolic Bolesławca trafił na trzy miesiące do aresztu. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że za pośrednictwem internetu, podając się za rówieśniczkę Roksany, nawiązał kontakt z dziewczynką (poniżej 15. roku życia) i podstępem skłonił ją do spotkania w celu wykorzystania seksualnego. Podejrzany naraził też zdrowie, a nawet życie nastolatki poprzez „ukrywanie jej w pustostanach, gdzie była narażona na negatywne oddziaływania warunków atmosferycznych, w szczególności niskiej temperatury”.

Wobec Roksany nie była jednak stosowana żadna przemoc. Podejrzany utrzymywał, że nie chciał zrobić jej krzywdy, ani tym bardziej wykorzystać seksualnie. Z drugiej strony nie potrafił wyjaśnić, dlaczego zwabił Roksanę do Bolesławca…

Zaginięcie 14-latki z Bielska Podlaskiego. Podejrzany nie jest pedofilem?

– To nie jest typowe działanie pedofila, jest to absolutnie wyjątkowe – podkreślił w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy, odnosząc się do zachowania 37-latka. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy. Był sam na sam z dziewczynką w odludnym miejscu, miał poczucie bezpieczeństwa, ale nie wykorzystał jej. Pedofil nie pohamowałby się, nie wytrzymałby takiej sytuacji.

– Być może mężczyzna nie jest w ogóle pedofilem albo ma bardzo silne mechanizmy kontrolne – zaznaczył nasz rozmówca. – Może działał dla kogoś, na czyjeś zlecenie i nie chciał spłoszyć ofiary. Może miał ją tylko gdzieś dostarczyć, a w takim przypadku musiał być ostrożny, w grę mogły wchodzić duże pieniądze – powiedział dr Pobocha.

Ekspert z zakresu psychiatrii sądowej zaznaczył też, że zastanawiające jest zachowanie dziewczynki.

– Nie uciekała, czekała na coś, co jej obiecano, nie miała poczucia zagrożenia. To musiała być jakaś atrakcyjna propozycja, może pod względem finansowym. Mężczyzna mógł też podać jej środek uspokajający, który ją zobojętnił na całą tę sytuację – tłumaczył dr Pobocha. – Trzeba też wspomnieć o tym, że podejrzany „pracował” nad nią przez trzy miesiące. Musiał być bardzo przekonywający w wiadomościach przesyłanych nastolatce – przyznał nasz rozmówca. Jak dodał, początki ich „znajomości” są typowe dla pedofila.

Dlaczego więc mężczyzna później zgłosił się na policję?

– Najprawdopodobniej liczył, że to mu pomoże i może nawet uniknie aresztu, a jego zeznania będą korzystniejsze. Nieważne, jak bardzo bajkowe i różowe światło na nie rzuci, to liczy się tu to, co powie nastolatka – podkreślił biegły psychiatra.

Na 37-latka mogła mieć wpływ także inna osoba, doradca. – Być może ktoś mu doradził, że powinien zgłosić się na policję i w ten sposób uniknie większych problemów – wskazał dr Pobocha.

Jak działa pedofil?

– Na początku, jak w omawianej historii, pedofil upatruje sobie ofiarę, najczęściej z najbliższych kręgów, np. znajomych, krewnych. Do takiej ofiary łatwiej jest dotrzeć. Pedofil może też szukać ofiary w miejscach publicznych, ogólnie dostępnych, np. na placach zabaw. Wtedy przekonuje dzieci do siebie za pomocą np. słodyczy, pokazania czegoś ciekawego – wyjaśnił Fakt24 dr Pobocha. – Zdarza się też i tak, że pedofil napada na ofiarę, obezwładnia ją i wykorzystuje, czasem powodując uszkodzenia ciała lub nawet śmierć – zaznaczył nasz rozmówca.

Jak działa później? To wszystko zależy od jego „pomysłowości”, tzw. modus operandi, czyli sposobu działania przestępcy.

– Pedofil rzadko skupia się na jednej osobie – podkreślił ekspert psychiatrii sądowej. Trzeba też pamiętać, jak przyznał dr Pobocha, że pedofil to osoba, która często ma zaburzenia osobowości (osobowość dysocjacyjną).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Toruń: Akcja kryminalnych w centrum miasta. 44-latek zatrzymany

Kryminalni z Komisariatu Policji Toruń-Rubinkowo zabezpieczyli ponad 330 g suszu i łodygi konopi. Do wyjaśnienia sprawy policjanci zatrzymali 44-latka, u którego policjanci znaleźli ten zakazany towar. Mężczyzna odpowie za uprawę i posiadanie znacznej ilości środków odurzających. Grozi mu nawet do 10 lat pozbawienia wolności

W miniony piątek (11 września) nad ranem policjanci Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji Toruń-Rubinkowo weszli do jednego z mieszkań, ulokowanego na Chełmińskim Przedmieściu. Funkcjonariusze mieli słuszne podejrzenia, że mieszkający tam mężczyzna może posiadać narkotyki. Na miejscu wszystko się potwierdziło i co za tym idzie – zatrzymany

– Podczas przeszukania mieszkania zajmowanego przez 44-latka kryminalni zabezpieczyli 330 g charakterystycznego zielonego suszu. Wstępne policyjne testy wykazały, że to marihuana – informuje podinsp. Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy KMP w Toruniu.

Na tym jednak nie koniec. Oprócz wspominanego wyżej trefnego towaru, w plastikowym worku znaleźli kilka łodyg konopi, z których można było uzyskać kolejnych ponad 150 g narkotyku. – Zatrzymany usłyszał zarzut uprawy konopii indyjskich oraz posiadania znacznej ilości narkotyków. Grozi mu za to do 10 lat więzienia – podsumowuje policjantka z Torunia.
Źródło info i foto: se.pl

Stan zdrowia Nawalnego poprawia się

Aleksiej Nawalny został odłączony od respiratora i jest w stanie oddychać samodzielnie, a także samodzielnie wstawać – przekazała klinika Charite w Berlinie, do której trafił rosyjski opozycjonista. Jednocześnie kolejne badania potwierdzają, że Nawalny został otruty nowiczokiem.

„Stan Aleksieja Nawalnego poprawia się – został pomyślnie odłączony od respiratora i jest w trakcie rehabilitacji. Jest już w stanie wstać w łóżka” – czytamy w komunikacie przekazanym przez berlińską klinikę Charite, do której trafił Nawalny po tym, jak zezwolono na jego transport z Rosji.

Lekarze podkreślają, że decyzja o podaniu szczegółów stanu zdrowia Nawalnego została podjęta po konsultacji z nim i z jego żoną. Już w ubiegłym tygodniu pojawiały się doniesienia, że stan rosyjskiego opozycjonisty poprawia się, a – zdaniem niektórych mediów – pamięta on „wszystko sprzed momentu otrucia”. Według portali śledczych The Insider i Bellingcat klinika Charite wzmocniła ochronę, by zapobiec ewentualnym, kolejnym zamachom na życie opozycjonisty. Tymczasem dwa kolejne laboratoria – z Francji i Szwecji – potwierdziły wstępne wyniki niemieckich toksykologów, które wskazywały, że Nawalny został otruty przy użyciu środka bojowego typu nowiczok.

Rzecznik niemieckiego rządu federalnego poinformował, że Berlin pozostaje w kontakcie ze swoimi europejskimi partnerami w sprawie podjęcia dalszych kroków w tej sprawie. Jak dodał, próbki pobrane od Aleksieja Nawalnego trafiły też do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, która prowadzi niezależne śledztwo w sprawie otrucia. Niemcy wezwały powtórnie Rosję do wyjaśnienia okoliczności tej sprawy.

Tymczasem coraz więcej polityków w Unii w związku z sytuacją domaga się zawieszenia projektu Nord Stream 2. – Co jeszcze musi się wydarzyć, by wreszcie dostrzec, że dzisiejsza Rosja zagraża Europie i jej wartościom? – pytał premier Łotwy Krisjanis Karins w rozmowie z telewizją ARD. Wcześniej podobne zdanie wyraził w niemieckich mediach między innymi szef polskiego rządu Mateusz Morawiecki. „Sytuacja na Białorusi i zamach na Nawalnego to być może ostatnie przestrogi dla Zachodu” – pisał premier na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl