Rozszerzone zarzuty dla byłych pracowników Ministerstwa Skarbu ws. prywatyzacji Ciechu

Rozszerzone zostały zarzuty dla czterech byłych pracowników Ministerstwa Skarbu, w tym byłego wiceszefa tego resortu, podejrzanych o nieprawidłowości przy prywatyzacji chemicznej spółki Ciech – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Chodzi o sprzedaż akcji chemicznego giganta spółce Jana Kulczyka w 2014 roku.

Prokuratorzy przeanalizowali dokumentację w sprawie wyceny akcji, a także powołali biegłych z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i uznali, że wartość każdej z akcji sprzedanych firmie Kulczyka była zaniżona o 2,6 zł. Chodzić ma o to, że do ceny minimalnej nie doliczono jednego ze składników – tzw. „premii za kontrolę”, która stanowi 14 procent wartości. W ten sposób wyliczono, że dotychczasowe zarzuty, dotyczące spowodowania szkody skarbu państwa powinny zostać uzupełnione o kwotę 52 milionów złotych. Wcześniej te straty określone przez prokuraturę wynosiły około 100 milionów. Podejrzanym grozi do 10 lat pozbawienia wolności.

Już w lutym 2018 roku funkcjonariusze CBA zatrzymali czterech ówczesnych urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa: Pawła T. – Podsekretarza Stanu, Tomasza Z. – Zastępcę Dyrektora Departamentu Przekształceń Własnościowych i Prywatyzacji, Jakuba W. – głównego specjalistę w Departamencie Przekształceń Własnościowych i Prywatyzacji, Michała M. – Radcę Ministra w Departamencie Analiz, a także dwóch przedstawicieli spółki doradczej ING Securities SA: członka zarządu Konrada Z. i Zastępcę Dyrektora Działu Doradztwa – Pawła L. Czterem byłym urzędnikom Ministerstwa Skarbu Państwa prokurator ogłosił wtedy zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. Dwóch z byłych urzędników dodatkowo usłyszało zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentach.

Przedstawicielom spółki doradczej ING Securities S.A. prokurator zarzucił pomocnictwo do przestępstwa niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień popełnionego przez byłych urzędników Ministerstwa Skarbu Państwa.

Śledztwo w sprawie prywatyzacji Ciechu wszczęto na podstawie nagrań rozmów z afery podsłuchowej. Chodzi tu o nielegalnie zarejestrowane spotkanie w restauracji z udziałem Jana Kulczyka i jednego z lobbystów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Włochy: Zwłoki Polaka na polu. Leżały tam kilka dni

Police tape is seen outside the Tree of Life Synagogue after a shooting there left 11 people dead in the Squirrel Hill neighborhood of Pittsburgh on October 27, 2018. – A heavily armed gunman opened fire during a baby-naming ceremony at a synagogue in the US city of Pittsburgh on October 27, killing 11 people and injuring six in the deadliest anti-Semitic attack in recent American history. (Photo by Brendan Smialowski / AFP)

Zwłoki Polaka znalezione na polu w miejscowości Livorno we Włoszech. O tragicznym odkryciu donosi m.in. „La Repubblica”. Ciało mężczyzny zauważyło kilku chłopców, którzy w sobotę wieczorem weszli na teren nieużytków rolnych. Zdaniem policji, zwłoki leżały tam już kilka dni.

Zwłoki Polaka zostały znalezione w sobotę wieczorem na przedmieściach miejscowości Livorno we Włoszech. Grupa chłopców wybrała się na teren nieużytków rolnych. Na jednym z pól dostrzegli ciało naszego rodaka, niedaleko koszar policyjnych.

Zwłoki były w stanie zaawansowanego rozkładu. Wezwani na miejsce policjanci zdołali ustalić, że należą one do 57-letniego Polaka. Marek I. miał przebywać w tych okolicach mniej więcej od trzech miesięcy. Był osobą bezdomną – informują włoskie media.

Zwłoki Polaka na polu we Włoszech. Leżały tam kilka dni

Służby natychmiast przeszukały okolicę, w której doszło do tragicznego odkrycia. W akcji brał udział również patrol rolniczy – pisze „La Repubblica”. Przeprowadzono też wstępne oględziny ciała. Śledczy stwierdzili, że zgon nastąpił najprawdopodobniej z przyczyn naturalnych  kilka dni temu. Jednak bezpośrednia przyczyna śmierci mężczyzny nie jest znana. Ciało zostało zabezpieczone celem wykonania sekcji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Monachium: Wyciekły zdjęcia policjantów zażywających kokainę

21 funkcjonariuszy policji z Monachium od miesięcy kradło narkotyki z magazynu. Inni na forach dyskusyjnych dzielili się zdjęciami Adolfa Hitlera i fotomontażami, które ukazywały uchodźców w komorach gazowych. W kontekście tych afer rozgorzała w niemieckich mediach dyskusja nad zadziwiająco łagodnym podejściem sądów do przestępców w mundurach. Jak podał dziennik „Bild”, afera w Monachium wyszła na jaw za sprawą zeznań świadka koronnego.

Gazeta podała, że 19 prokuratorów, 90 śledczych, ponad 100 policjantów i trzy jednostki specjalne wysłano do przeszukania 30 mieszkań policjantów, siedmiu posterunków policji i szkoły policyjnej w Fürstenfeldbruck w Bawarii, w rejonie Monachium.

– Przejęto 20 telefonów komórkowych z 1,6 mln wiadomości na czacie, milion plików graficznych i 25 000 plików wideo – poinformowała prokurator Anne Leiding. Śledczy znaleźli m.in. zdjęcia policjantów zażywających kokainę rozsypaną na ich identyfikatorach.

Tygodnik „Stern”, w kontekście tego skandalu, przypomina o jeszcze jednym aspekcie problemu. „Przestępcy nie mogą być policjantami. Brzmi jak rzecz oczywista. Ale oczywista nie jest. Ponieważ prawo o służbie cywilnej jest łaskawe. Nawet gdy ministrowie spraw wewnętrznych próbują pozbyć się funkcjonariuszy policji kryminalnej ze służby, nie udaje im się to przed sądem administracyjnym” – pisze autorka tekstu Kerstin Herrnkind.

Podkreśla, że „podczas gdy sprzedawczyni, która kradnie, ryzykuje natychmiastowe zwolnienie, urzędnicy państwowi mogą liczyć na łaskę służby cywilnej”.

Publicystka przypomina, że „w przeszłości policjanci, którzy molestowali kobiety, nawet nie byli zwalniani”.

„Stern” zauważa, że procedury przy pomocy których policjanci bronią się przed zwolnieniem, ciągną się latami. Tygodnik przypomina na koniec przypadek komendanta policji z Dolnej Saksonii. „Zażywał amfetaminę i kokainę. Minister spraw wewnętrznych chciał się go pozbyć. Ale sąd w Hannowerze okazał się litościwy i tylko obniżył mu pensję” – ubolewa autorka.

Skandal w Monachium to kolejna afera, która wstrząsa Niemcami. Dwa tygodnie temu w niemieckim kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia ujawniono działalność skrajnie prawicowych, internetowych grup dyskusyjnych. Na forach grup pojawiło się m.in. zdjęcie Adolfa Hitlera i fotomontaże ukazujące uchodźców w komorach gazowych. Okazało się, że w działalność grup zamieszanych jest 29 policjantek i policjantów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Odnaleziono ciało zaginionej 66-latki. Jej męża znaleziono martwego kilka dni temu z raną postrzałową głowy

Na brzegu Wisły znaleziono ciało starszej kobiety. To prawdopodobnie ciało zaginionej 66-latki. Jej męża znaleziono martwego kilka dni temu z raną postrzałową głowy. Surowa – wieś w woj. podkarpackim leżąca niedaleko Mielca. To tam we wtorek 6 października na brzegu Wisły znaleziono ciało kobiety.

Jak informuje serwis ele24.pl, najprawdopodobniej jest to poszukiwana od kilku dni 66-latka z Kielc. Ciało jej męża znaleziono w sobotę 3 października. Mężczyzna miał ranę postrzałową głowy.

Poszukiwania wszczęto w sobotę, po zgłoszeniu właścicielki gospodarstwa agroturystycznego. – Kobietę zaniepokoiła nieobecność gości, którzy dzień wcześniej wyjechali razem przed południem. Według relacji właścicielki gospodarstwa małżeństwo miało udać się do Glin Wielkich na ryby – przekazała asp. Urszula Chmura oficer prasowy policji w Mielcu.

To właśnie tam na brzegu Wisły znaleziono ciało 70-letniego mieszkańca Kielc. – Dzień później, kilka kilometrów od miejsca ujawnienia zwłok, znaleziono samochód, którym poruszało się małżeństwo – poinformowała policjantka.

Według nieoficjalnych doniesień obok ciała 70-latka znaleziono pistolet domowej roboty. Oficjalny powód śmierci zostanie podany w środę 7 października po oficjalnej sekcji zwłok.

Poszukiwania 66-latki z Kielc trwały. Samochód, którym poruszało się małżeństwo, znaleziono właśnie w Surowej. Tam śledczy skupili się na poszukiwaniach. Działania prowadziło kilkudziesięciu policjantów, strażacy (PSP i ochotnicy), oraz nurkowie z sonarem. W akcji wykorzystano także drona, śmigłowiec oraz policyjne psy.

Ostatecznie ciało 66-latki znaleziono w Surowej niedaleko miejsca, w którym odnaleziono samochód należący do małżeństwa. Jak informuje portal echodnia.pl, na ten moment policja nie informuje, co było przyczyną śmierci 66-latki z Kielc. Prawdopodobnie wydaje się jednak, że mogło być to samobójstwo rozszerzone.
Źródło info i foto: wp.pl

Niemcy: Opiekun z Polski skazany na dożywocie

W Monachium zapadł najwyższy z możliwych w Niemczech wyroków. Grzegorz W. został skazany m.in. za mordowanie podopiecznych. Sąd uznał, że mężczyzna zabił trzy osoby, podając im insulinę.

Monachijski sąd podkreślił szczególną wagę winy Grzegorza W. Polak został skazany za potrójne zabójstwo, próbę zabójstwa, a także inne czyny. Obok orzeczenia dożywocia, I Sąd Krajowy w Monachium nakazał umieszczenie sprawcy w szpitalu psychiatrycznym. Grzegorz W. początkowo był oskarżony o sześć zabójstw, a sąd uznał siódmy przypadek za kolejne ewentualne morderstwo. Ostatecznie mężczyzna został skazany za trzy zabójstwa, bo w pozostałych przypadkach dowody nie były wystarczające. W kolejnych dwóch przypadkach prokuratura zakładała próbę zabójstwa, a w innych trzech niebezpieczne uszkodzenie ciała.

Obrońca Polaka apelował o „właściwą karę”

W czterech przypadkach organ oskarżycielski żądał uniewinnienia mężczyzny, bo nie można było udowodnić, czy to insulina doprowadziła do śmierci pacjentów. Nie wyklucza to jednak odpowiedzialności Polaka za śmierć tych osób. Taka decyzja prokuratury spotkała się z ostrą krytyką ze strony oskarżycieli posiłkowych. Obrońca oskarżonego apelował o „właściwą karę”.

38-latek pracował w wielu domach w Niemczech. Wiadomo, że niejednokrotnie okradał swoich pacjentów i ich rodziny, dlatego też nie przebywał w jednej rodzinie dłużej niż kilka dni.

Przedawkowywał pacjentom insulinę

Prokuratura zarzucała mężczyźnie, że ten przedawkowywał swoim wymagającym opieki pacjentom insulinę. Takie działanie może prowadzić do śmierci. Mężczyzna miał posiadać insulinę, bo sam choruje na cukrzycę. Polak odmówił składania zeznań przed sądem, zwrócił się jednak do krewnych ofiar, przeprosił i powiedział, że głęboko żałuje tego, co zrobił: – To, co zrobiłem, jest niezwykle brutalne i brutalne pozostanie – powiedział.

Ze względu na to, że sąd uznał szczególnie ciężką winę skazanego, przedterminowe zwolnienie go z aresztu po 15 latach jest niemal wykluczone. Potem obowiązywał będzie nakaz umieszczenia sprawcy w szpitalu psychiatrycznym.
Źródło info i foto: interia.pl

Białoruś: Już 500 ofiar tortur w aresztach?

W ciągu dwóch miesięcy centrum obrony praw człowieka Wiasna zebrało informacje o ponad 500 ofiarach tortur, do jakich dochodziło w białoruskich aresztach – powiedział portalowi Tut.by Walancin Stefanowicz, prawnik działający w tej organizacji.

Jak zaznaczył, Wiasna nie wie o ani jednym przypadku wszczęcia postępowania wobec osób odpowiedzialnych za przemoc. Prawnik podkreślił, że organizacja zaczęła rejestrować przypadki znęcania się nad zatrzymanymi zaraz po wypuszczeniu ich z aresztów.

– Opracowaliśmy ankietę, którą dana osoba mogła wypełnić sama, dołączyć zdjęcie i nagranie śladów pobicia. Jednocześnie z pomocą wolontariuszy nagrywaliśmy wywiady z ofiarami. W ten sposób udało nam się zebrać informacje o ponad 500 ofiarach tortur – oznajmił Stefanowicz.

Zwrócił uwagę, że do Komitetu Śledczego wpłynęło ok. 1,8 tys. zgłoszeń dotyczących uszkodzenia ciała.

Prawnik Wiasny poinformował, że według niepełnych informacji centrum od maja w kraju wszczęto 240 postępowań karnych na podstawie takich artykułów, jak masowe zamieszki, sprzeciw wobec poleceń milicjanta czy fałszywe oskarżenie.

Stefanowicz był pytany, czy według niego przemoc wobec protestujących już się zakończyła. Wskazał, że kilka dni temu do organizacji zwróciła się kobieta, której niepełnoletni syn był pobity podczas zatrzymania, a następnie w więźniarce. – Tak, takie fakty nie są masowe, ale przemoc całkowicie nie zniknęła – ocenił.

W wywiadzie dla Tut.by zaznaczono, że sądy i zatrzymania dotknęły latem i jesienią już ok. 12 tys. osób.

– Skala represji tego roku jest bezprecedensowa, a działania służb specjalnych mają bezczelny charakter. Mogą człowieka porwać, założyć na głowę worek, zastraszać i wyrzucić z kraju. To powrót do starej sowieckiej praktyki, kiedy tak pozbywano się dysydentów w latach 70. i 80. – podkreślił prawnik.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejny skandal pedofilski. Kościół Anglii ukrywał sprawców przestępstw seksualnych

Kościół Anglii przez dziesięciolecia nie chronił dzieci i młodzieży przed wykorzystywaniem seksualnym, bo zamiast tego wolał chronić własną reputację i stworzył kulturę, w której sprawcy mogli się ukrywać – wynika z opublikowanego we wtorek raportu.

W raporcie niezależnego dochodzenia w sprawie przemocy seksualnej wobec dzieci (IICSA) wskazano na przykłady wyświęcania duchownych, pomimo że mieli na koncie przestępstwa seksualne wobec dzieci. Napisano także, że od lat 40. XX wieku do 2018 roku 390 osób, które były członkami duchowieństwa lub były związanymi z Kościołem anglikańskim osobami zaufania publicznego, zostało skazanych za przestępstwa seksualne wobec dzieci.

W raporcie stwierdzono, że w wielu przypadkach Kościół Anglii nie potraktował poważnie zarzutów o nadużycia seksualne, a sprawcy „otrzymali większe wsparcie niż ofiary”.

„Cały Kościół musi wyciągnąć wnioski”

„Przez wiele dziesięcioleci Kościół Anglii nie chronił dzieci i młodzieży przed nadużyciami seksualnymi, a zamiast tego ułatwiał tworzenie kultury, w której sprawcy mogliby się ukrywać, zaś ofiary napotykały na przeszkody w ujawnianiu informacji, których wielu nie mogło pokonać” – napisała kierująca IICSA Alexis Jay.

Przytoczono w nim konkretne przykłady, np. nieżyjącego już Roberta Waddingtona, który mimo poważnych zarzutów mógł kontynuować pracę na stanowisku dziekana w katedrze w Manchesterze, oraz wielebnego Iana Hughesa z Merseyside, który został skazany w 2014 roku za pobranie 8000 nieprzyzwoitych zdjęć dzieci, a w śledztwie inny duchowny przekonywał, że Hughes został wmanewrowany w oglądanie pornografii dziecięcej.

Kościół Anglii przyznał we wtorek, że postęp w zakresie wspierania ofiar nadużyć był zbyt wolny i zapewnił, że jest „całkowicie zaangażowany” w poprawę tego stanu rzeczy.

„Raport jest szokującą lekturą i choć przeprosiny nigdy nie usuną skutków wykorzystywania ofiar i ocalałych, dziś chcemy wyrazić nasz wstyd z powodu wydarzeń, które sprawiły, że te przeprosiny stały się konieczne” – napisano w wydanym oświadczeniu. „Cały Kościół musi wyciągnąć wnioski z tego dochodzenia” – dodano.

Fundusz odszkodowawczy dla ofiar

W zeszłym miesiącu Kościół Anglii ogłosił utworzenie dużego funduszu odszkodowawczego dla ofiar nadużyć seksualnych ze strony duchownych.

W raporcie zawarto kilka zaleceń, które mają zapobiec powtórzeniu się takich sytuacji. Wskazano m.in., że Kościół Anglii powinien poprawić sposób, w jaki reaguje na skargi, np. poprzez ponowne wprowadzenie zasady wydalania każdego członka duchowieństwa uznanego za winnego przestępstw seksualnego wykorzystywania dzieci; przypadkami nadużyć nie powinni zajmować się biskupi diecezjalni, lecz specjalni funkcjonariusze powołani przez centralną hierarchię Kościoła; Kościół Anglii i Kościół Walii powinny dzielić się informacjami o duchownych przemieszczających się pomiędzy tymi dwoma instytucjami; oba Kościoły powinny wprowadzić zasadę finansowania i wspierania tych, którzy byli wykorzystywani seksualnie przez osoby mające związek z Kościołem.

Niezależne dochodzenie w sprawie przemocy seksualnej wobec dzieci (IICSA) nie dotyczy tylko nadużyć w Kościele anglikańskim, lecz także przestępstw seksualnych, które miały miejsce w szkołach, domach dziecka, placówkach służby zdrowia, w siłach zbrojnych, w instytucjach publicznych i prywatnych, a także dokonywanych przez osoby publiczne. Jest ono pokłosiem sprawy prezentera BBC Jimmy’ego Savile’a. Po jego śmierci w 2011 roku setki osób zgłosiły się, aby powiedzieć, że gdy były dziećmi, były przez niego wykorzystywane seksualnie.

IICSA rozpoczęło działalność w 2015 roku i wydało już kilka podobnych raportów dotyczących innych instytucji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Agenci CBA w jednym z biur stołecznego ratusza

Agenci CBA weszli m.in. do jednego z biur stołecznego ratusza. Chodzi o śledztwo ws. podejrzenia wręczenia łapówek.

„Funkcjonariusze Delegatury CBA w Szczecinie na polecenie Prokuratury Regionalnej w Szczecinie przeprowadzili przeszukania w kilku miejscach w województwie mazowieckim i wielkopolskim, w tym w miejscach zamieszkania: byłego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, byłego funkcjonariusza Policji, przedsiębiorcy, a także w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy” – podano w komunikacie CBA.

Chodzi o śledztwo ws. podejrzenia wręczenia łapówek w zamian za ujawnienie tajemnicy służbowej.

„Sprawa jest wynikiem uzyskania materiału dowodowego w ramach śledztwa dotyczącego działania na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A” – dodano.

Miesiąc temu doszło do kolejnej akcji CBA. Funkcjonariusze pojawili się nie tylko w mieszkaniu burmistrza Polic, czynności przeprowadzono między innymi w Urzędzie Miasta w Szczecinie, TBS Prawobrzeże, Zakładzie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Policach, Instytucie Medycznym im. Jana Pawła II z siedzibą w Szczecinie.

„Realizowane czynności dokonano w ramach wątków, w których nie przedstawiono do tej pory zarzutów, a zdarzenia będące przedmiotem zainteresowania śledczych nie są w sposób bezpośredni związane z głównym wątkiem śledztwa, tj. nabyciem akcji spółki African Investment Group S.A” – dodano.

„Afera policka” dotyczy zakupu przez Zakłady Chemiczne Police afrykańskiej spółki African Investment Group S.A. Jej zadaniem było wydobywanie składników do produkcji nawozów. Śledczy twierdzą, że doszło do oszustwa, chodzi nawet o 87 mln złotych. Do tej pory zarzuty usłyszały dwie osoby.
Źródło info i foto: wp.pl

CBŚP zatrzymało 7 osób. Wyłudzali VAT

7 osób zatrzymanych oraz jedna doprowadzona z Aresztu Śledczego, które są podejrzane o spowodowanie 34 mln zł szkód podatkowych budżetu państwa, w ramach hurtowego i częściowo fikcyjnego obrotu złotem inwestycyjnym na rynku polskim oraz europejskim, to efekt ostatnich działań CBŚP pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie. W procederze wykorzystywano podmioty gospodarcze pełniące rolę tzw. „znikających podatników”. W całej sprawie występuje już 14 podejrzanych, a śledczy ustalili, że straty podatkowe Skarbu Państwa w wyniku działania tej grupy wynoszą co najmniej 100 mln zł.

Policjanci CBŚP z Zarządu w Warszawie prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie. W ostatnim czasie przeprowadzili akcję na terenie województw mazowieckiego i wielkopolskiego, w wyniku której zatrzymali 7 osób, a jedną doprowadzili z aresztu śledczego. Wykonali także szereg przeszukań zabezpieczając przy tym dokumentację.

Zatrzymane osoby są podejrzane o nieopłacanie należnych kwot podatku VAT lub wyłudzenie nienależnych jego zwrotów, w ramach hurtowego, częściowo fikcyjnego obrotu złotem inwestycyjnym na rynku polskim oraz europejskim. W ten sposób podejrzani mogli uszczuplić należności podatkowe Skarbu Państwa na kwotę ponad 34 mln zł. W całej sprawie występuje 14 podejrzanych. Według śledczych straty podatkowe Skarbu Państwa, w wyniku działania tej grupy wynoszą co najmniej 100 mln zł.

Przestępcze działania polegały na podejmowaniu przez podejrzanych czynności mających na celu pozorowanie prowadzenia transakcji handlowych złotem inwestycyjnym oraz wyrobami jubilerskimi. W tym celu tworzono dokumentację księgową, która miała wprowadzać w błąd organy podatkowe co do przebiegu zdarzeń gospodarczych, które w części pozorowano. W tym celu wystawiano dokumenty poświadczające nieprawdę co do okoliczności mających znaczenie prawne. W procederze wykorzystywano podmioty gospodarcze pełniące rolę tzw. „znikających podatników”, które nie odprowadzały do urzędu skarbowego należnego podatku VAT, a jednocześnie wystawiały faktury z naliczonym podatkiem.

Za pomocą tzw. buforowych spółek, podejrzani tworzyli dokumentację, która miała uwiarygodnić przed organami skarbowymi zdarzenia gospodarcze. W transakcjach tych brały udział także podmioty gospodarcze, które deklarowały sprzedaż towarów za granicę i występowały do urzędu skarbowego o zwrot nienależnego podatku VAT. Stworzony przez podejrzanych łańcuch podmiotów gospodarczych służył udaremnieniu i utrudnieniu stwierdzenia przestępczego pochodzenia korzyści majątkowych uzyskiwanych w związku z procederem.

Jedna ze spółek, która mogła być wykorzystywana do nielegalnej działalności, była notowana na giełdzie, wykazując roczne obroty sięgające kilkuset milionów złotych oraz była znaną marką na rynku klientów indywidualnych, pod szyldem której prowadzono między innymi salony jubilerskie w galeriach handlowych.

Podejrzanych doprowadzono do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, gdzie usłyszeli zarzuty dot. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustw i prania pieniędzy, za co grozić im może kara do 10 lat pozbawienia wolności. Dwie osoby zostały – decyzją sądu – warunkowo, tymczasowo aresztowane.
Źródło info i foto: infosecurity24.pl

Uwolniono uprowadzonego 25-latka

Poszukiwania uprowadzonego 25-latka zakończyły się bardzo szybko. Policja potrzebowała zaledwie kilkudziesięciu minut, aby odnaleźć porywaczy i uwolnić porwanego. Zatrzymano trzech mężczyzn. Pod dozorem policji pozostaje również kobieta, która miała im pomagać.

Do porwania doszło w sobotę 26 września w późnych godzinach wieczornych, ale ze względu na dobro śledztwa dopiero teraz poinformowano o zdarzeniu. Policja z Oświęcimia (woj. małopolskie) dowiedziała się o zdarzeniu od naocznego świadka. Mężczyzna zauważył, że trzech sprawców siłą wyprowadza ofiarę z przyczepy kempingowej zaparkowanej na jednym z łowisk wędkarskich i wrzuca do samochodu, którym miała kierować kobieta. Za uwolnienie mężczyzny porywacze żądali okupu w wysokości 5 tys. zł.

Policja rozpoczęła akcję od powiadomienia o zdarzeniu wszystkich patroli w powiecie oraz dokładnego przeszukania terenu w pobliżu miejsca porwania. – Po kilkudziesięciu minutach intensywnych poszukiwań, w rejonie wiaty myśliwskiej, znajdującej się przy jednym z zatorskich stawów, policjanci odnaleźli pojazd należący do porywaczy – przekazała małopolska policja.

Wkrótce znaleziono również dwóch porywaczy oraz uprowadzonego 25-latka. Mężczyzna był w ciężkim stanie. Miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na pobicie. Pod opieką ratowników medycznych został przetransportowany do szpitala.

Porywaczom grozi do 10 lat więzienia

Tego samego dnia zatrzymano dwóch porywaczy, 27-letniego mężczyznę oraz jego 21-letnią partnerkę. Po dwóch dniach zatrzymano również pozostałe osoby. W mieszkaniu jednego z nich znaleziono maczetę, która była wykorzystywana w czasie porwania i niszczenia przyczepy kempingowej ofiary. Jak ustaliła policja, motywem porwania była chęć wymuszenia od ofiary zwrotu 2 tys. zł. za wykonaną pracę.

Całą czwórkę doprowadzono do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu, gdzie postawiono im zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego, pozbawienia wolności człowieka oraz używania gróźb i przemocy w celu zmuszenia do zwrotu wierzytelności, spowodowanie obrażeń ciała oraz uszkodzenia mienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl