Dolny Śląsk: Policjanci rozbili gang piorący pieniądze

Policjanci z Dolnego Śląska zlikwidowali grupę przestępczą, która zajmowała się praniem pieniędzy i wyłudzeniami podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE. Straty Skarbu Państwa to co najmniej 209 mln zł. W tej sprawie zatrzymano sześć osób, a cztery z nich zostały już tymczasowo aresztowane. Podejrzanym może grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.

Policjanci Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą, Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KWP we Wrocławiu oraz Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą i Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KMP we Wrocławiu, a także policjanci Oddziału Prewencji Policji we Wrocławiu, w wyniku częściowej realizacji sprawy operacyjnej, na terenie różnych miejscowości województwa dolnośląskiego zatrzymali dwie kobiety w wieku 54 i 75 lat, oraz czterech mężczyzn w wieku od 36 do 62 lat. Bezpośredni nadzór nad czynnościami w ramach prowadzonego śledztwa objęła Prokuratura Regionalna we Wrocławiu.

Osoby te są podejrzane o udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej w okresie od 2011 r. do 2015 r. przestępstw w zakresie prania pieniędzy oraz wyłudzenia podatku VAT przy obrocie cynkiem, niklem, ołowiem oraz katodami miedzianymi na rynku międzynarodowym na terenie Polski i innych krajów UE.

Wartość strat wynosi nie mniej niż 209 mln zł na szkodę Skarbu Państwa. W toku sprawdzenia mieszkań zatrzymanych policjanci zabezpieczyli dokumentację i nośniki danych informatycznych. Ponadto na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie znacznej wartości, w tym nieruchomość z zabudową parkowo – pałacową wartości nie mniej niż 40 mln zł. Sprawa jest rozwojowa.

Na podstawie zebranych materiałów i dowodów, sąd zastosował już wobec czterech z podejrzanych osób tymczasowe areszty od 2 do 3 miesięcy. Może im grozić kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

49-latek bez prawa jazdy śmiertelnie potrącił rowerzystę i uciekł. Trafił w ręce policji

Policjanci z Warszawy zatrzymani kierowcę podejrzanego o śmiertelne potrącenie rowerzysty na ul. Estrady na Bielanach i ucieczkę z miejsca zdarzenia. Jak się okazało, 49-latek prowadził auto nie mając prawa jazdy. Do tragicznego wypadku doszło w ubiegłym tygodniu w nocy z poniedziałku na wtorek na ul. Estrady. Około godz. 3 został tam śmiertelnie potrącony rowerzysta. Kierowca samochodu uciekł z miejsca zdarzenia. Szukała go policja. W poniedziałek funkcjonariusze poinformowali, że został zatrzymany.

Kierujący samochodem ciężarowym nie zachował ostrożności i zderzył się z rowerzystą, a następnie odjechał nie udzielając pomocy pokrzywdzonemu. W wyniku zdarzenia rowerzysta poniósł śmierć – poinformowała st. asp. Kamila Szulc.

Dodała, że policjanci z wydziałów kryminalnego oraz dochodzeniowo-śledczego bardzo dokładnie przeanalizowali zebrany materiał dowodowy, a także na bieżąco weryfikowali wszystkie pozyskiwane informacje. Dzięki temu dotarli do podejrzanego o spowodowanie wypadku.

Śledczy ustalili również, że mężczyzna nie powinien wsiadać za kierownicę, ponieważ miał cofnięte uprawnienia do kierowania pojazdami. 49-latek został zatrzymany przy współpracy z funkcjonariuszami z Komendy Miejskiej Policji w Płocku – podała st. asp. Kamila Szulc.

49-latek został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym, ucieczkę z miejsca zdarzenia oraz prowadzenia pojazdów mechanicznych, pomimo wydanej decyzji o cofnięciu uprawnień do kierowania.

Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu 49-latka na trzy miesiące. Za popełnione przestępstwa grozi mu od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginęła 16-letnia Wiktoria Trojanowska

16-latka pod koniec września poinformowała swoją matkę, że żyje i aktualnie przebywa w Warszawie. W poszukiwania nastolatki zaangażowana jest także policja. Wiktoria Trojanowska przebywała w Ośrodku Wychowawczym w Załuskowie. Razem z koleżanką oddaliła się od niego samowolnie 6 września 2020 roku. Nastolatka nie zabrała ze sobą żadnych rzeczy — uciekła po kolacji bez telefonu, kurtki oraz butów. Ze swoją matką skontaktowała się 26 września, informując ją, że znajduje się w Warszawie.

Wiktoria Trojanowska ma około 170 centymetrów wzrostu. Waży około 68 kilogramów. Ma ciemne włosy do ramion i zielone oczy. 16-latka w dniu zaginięcia była ubrana w czarne spodnie, białą koszulkę oraz różowe klapki — czytamy na facebookowej grupie Zaginieni Cała Polska.

W niedzielę, 11 października w mediach społecznościowych pojawił się apel mamy oraz siostry zaginionej 16-latki. „Wiktoria, jeżeli to widzisz, to bardzo Cię prosimy o odezwanie się do nas. Każdy dzień bez znaku życia od Ciebie jest dla nas bardzo ciężki, a nasze życie po Twoim zaginięciu zamieniło się w strach i obawę o Ciebie. Jeśli cokolwiek złego działo Ci się w ośrodku to można temu zapobiec i zmienić Ci miejsce pobytu na inne, a osoby, które wyrządziły Ci krzywdę pociągnąć do odpowiedzialności! Wiktoria błagamy odezwij się! Kochamy Cię i bardzo się o Ciebie martwimy” – cytuje słowa bliskich zaginionej grupa Zaginieni Cała Polska.

Osoby, które posiadają informacje, które mogą się przyczynić do ustalenia miejsca pobytu Wiktorii Trojanowskiej, proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Sochaczewie – z prowadzącym sprawę (telefon: 512 458 327), lub dyżurnym (telefon: 47 70 552 22 ) oraz pod numerem alarmowym 112.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Odzyskano ponad 100 tajnych dokumentów SB

Prokuratorzy IPN odzyskali ponad 100 tajnych dokumentów SB z lat 1970-90, które były nielegalnie przetrzymywane przez byłego funkcjonariusza wywiadu PRL. Wśród materiałów – odzyskanych we wspólnej akcji z ABW – są dokumenty dotyczące agentury PRL poza granicami Polski i działań SB podczas stanu wojennego.

O sprawie poinformowała Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Były funkcjonariusz wywiadu PRL (czyli Departamentu I MSW), któremu grozi teraz do 8 lat więzienia, po 1990 r. zajął wysokie stanowisko służbowe w Urzędzie Ochrony Państwa.

„Ta sprawa potwierdza, że na przełomie lat 80. i 90., gdy upadał system komunistyczny w Polsce, funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa wynosili dokumenty z dawnych struktur MSW i do dzisiaj bezprawnie je posiadają. Można się oczywiście domyślać, że funkcjonariusze SB zabierali dokumenty dotyczące głównie tych osób, o których sądzili, że w przyszłości, w wolnej Polsce, mogą zrobić karierę. I choć dzisiaj te dokumenty widnieją w naszej ewidencji jako ‚wybrakowane’, to tak naprawdę znajdują się w prywatnych rękach” – powiedział prok. Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i zastępca prokuratora generalnego.

„Trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości”
Do odzyskania ponad 100 dokumentów, wytworzonych w latach 1970-90 przez jednostki organizacyjne Służby Bezpieczeństwa, doszło 22 września 2020 r. dzięki wspólnym działaniom prokuratorów IPN i funkcjonariuszy ABW z Katowic. Dokumentację odkryto nie tylko w mieszkaniu podejrzanego, ale również w pomieszczeniach bliskich mu osób.

„To były przeprowadzone na szeroką skalę działania nie w jednym, a w kilku miejscach, gdzie odzyskaliśmy dokumenty Służby Bezpieczeństwa z nadanymi im klauzulami utajnienia. Z samej istoty tych klauzul, które przecież nadawały służby specjalne PRL, wynika, że mogą być one nie tylko istotne w prowadzonych przez prokuratorów IPN postępowaniach, ale także bardzo cenne dla historyków” – podkreślił prok. Pozorski. Dodał też, że trudno przypuszczać, by były funkcjonariusz wywiadu PRL wynosiłby dokumenty, które są bez wartości.

„Tajne”, „ściśle tajne”

Wśród zabezpieczonych materiałów archiwalnych znajdują się m.in. dokumenty oznaczone klauzulami „tajne”, „ściśle tajne” i „tajne specjalnego znaczenia”, które zostały wytworzone – jak podali prokuratorzy IPN – w związku z prowadzoną przez Departament I MSW działalnością agenturalną poza granicami Polski, a także z działaniami SB podejmowanymi w okresie obowiązywania w Polsce stanu wojennego. Ponadto zabezpieczono 15 nośników elektronicznych, z których sporządzono kopie binarne, które teraz trafią do badań biegłego specjalisty z zakresu techniki komputerowej i informatyki; sprawdzi on, czy nośniki te nie zawierają kopii dokumentów podlegających przekazaniu do zasobu archiwalnego IPN.

Działania zmierzające do ustalenia miejsc ukrycia owych dokumentów i ich odzyskania podjęto w śledztwie Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, którego pracami kieruje prok. Michał Skwara. Postępowanie to prowadzono w sprawie uchylania się od przekazania do Archiwum IPN posiadanych bez tytułu prawnego dokumentów archiwalnych organów bezpieczeństwa PRL. Zgodnie z art. 54 ustawy o IPN, każdy, kto będąc w posiadaniu dokumentów podlegających przekazaniu do IPN, uchyla się od ich przekazania, utrudnia je lub udaremnia, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.

„Szafa Kiszczaka”

W Polsce na przełomie lat 80. i 90. funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa masowo niszczyli dokumenty, między innymi te, które mogłyby być dowodami zbrodni popełnionych przez organy bezpieczeństwa państwa komunistycznego. Z kolei materiały, które mogłyby obciążać np. ludzi opozycji „prywatyzowali”, by ewentualnie móc ich szantażować w przyszłości. Przykładem takiej sprawy są dokumenty zabezpieczone przez IPN w lutym 2016 r. w domu gen. Czesława Kiszczaka – szefa MSW w latach 80. Wówczas odnaleziono również, co stało się głośną sprawą w Polsce, materiały, z których wynika, że w latach 1970-76 późniejszy przywódca Solidarności i prezydent Lech Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.

Inną kategorią dokumentów, które – zgodnie z ustawą o IPN – powinny zostać przekazane do zasobów archiwalnych Instytutu są materiały z lat II wojny światowej. W ostatnim czasie prokuratorzy IPN wspólnie z policją zabezpieczyli np. prawie 300 dokumentów z lat 1939-44, wytworzonych przez niemieckie władze okupacyjne w Łodzi. Cenne dla historyków materiały próbowano sprzedać na jednym z portali internetowych za 59 tys. zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Meksyk: Blogerka dla sławy sfingowała własne porwanie. Kobieta nie żyje

By zdobyć większą popularność i przyciągnąć internautów na TikToka meksykańska blogerka Areline Martinez sfingowała własne porwanie. Nie wszystko poszło najwidoczniej tak, jak zaplanowała. Ciało 20-latki z raną postrzałową głowy policja znalazła na północy kraju. Z dotychczasowych ustaleń śledztwa policji wynika, że doszło do tragicznej pomyłki. Nagranie ostatnich chwil życia blogerki wyciekło do sieci.

Nagranie przedstawia prawdopodobnie Martinez na krótko przed śmiercią. Widać na nim, jak z grupą znajomych przygotowuje się do zarejestrowania filmu z porwania. Jeden z „napastników” mierzy do „porwanej” i jej kompana z broni, celuje m.in. w głowę.

Wideo nie zdradza, co wydarzyło się później. Wiadomo jednak, że policja w piątek w nocy odnalazła ciało 20-latki w mieście Chihuahua na północy Meksyku. Towarzysze ulotnili się z miejsca tragedii.

Z relacji świadka, który zadzwonił później na policję, wynika, że do zabójstwa doszło przez przypadek w trakcie nagrań. Śledczy wskazują na nieostrożne obchodzenie się z bronią, co mogło być przyczyną tragedii. Media podają, że nie było to pierwsze sfingowane przez Martinez porwanie, którym chciała zyskać rozgłos w mediach.
Źródło info i foto: TVP.info

Poszukiwany Jerzy F. znaleziony martwy. Miał zabić żonę i upozorować jej samobójstwo

Zakończyły się poszukiwania Janusza F. Ciało mężczyzny odnaleziono w sobotę wieczorem – powiedział polsatnews.p st. asp. Marcin Gawryluk z podlaskiej policji. Do zabójstwa, którego miał się dopuścić mężczyzna, prawdopodobnie doszło 30 września. Powieszone ciało kobiety znalazł jej 16-letnisyn. Sekcja zwłok wykazała jednak, że nie było to samobójstwo.

Jak poinformował st. asp. Marcin Gawryluk z podlaskiej policji zakończyły się poszukiwania Janusza F. Ciało mężczyzny odnaleziono w sobotę wieczorem. 

Powieszone ciało matki znalazł 16-latek

Do zabójstwa jego żony – 36-letniej Beaty – miało dojść 30 września w miejscowości Brzozowo (woj. podlaskie). Powieszone ciało kobiety znalazł – po powrocie ze szkoły – 16-letni syn pary. Od razu zawiadomił policję. Ustalenia śledczych, a także wyniki sekcji zwłok wskazują, że nie było to samobójstwo. Miało to tylko zmylić prowadzących dochodzenie. Podejrzanym o zabicie kobiety jest jej mąż, 49-letni Janusz F.

Mieli kłopoty

– Małżeństwo od dłuższego czasu miało kłopoty. W maju pani Beata wyprowadziła się z domu. Wróciła niecałe 2 tygodnie temu, by uporządkować sprawy rozwodowe – przekazała reporterka Polsat News Paulina Waszelewska na początku października.

Policja prowadziła poszukiwania Janusza F. Ostatni raz był widziany w miejscowości Jeże w woj. warmińsko-mazurskim. To tam mundurowi odnaleźli samochód i telefon, które porzucił. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef rumuńskiego Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy zatrzymany

Były szef rumuńskiego Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy został zatrzymany w Bukareszcie pod zarzutem fałszowania swoich dyplomów. Decyzją sądu spędzi 30 dni w areszcie domowym – podała w niedzielę AFP, powołując się na źródła sądowe.

53-letni Laurentiu Baranga był obiektem śledztwa w sprawie „oszukania kilku instytucji publicznych poprzez złożenie do akt sfałszowanych dyplomów, które następnie zostały unieważnione przez właściwe sądy” – poinformowała policja. Baranga został zatrzymany w Bukareszcie w sobotę, najpierw na 24 godziny. Tego dnia przeszukano również jego dom na południu Rumunii.

Podejrzewa się, że sfałszował swoje świadectwo maturalne, które użył do uzyskania dyplomów uniwersyteckich, aby w ciągu ostatnich dziesięciu lat objąć kilka wysokich stanowisk. W czwartek zrezygnował z zajmowanej od początku września br. funkcji szefa Urzędu ds. Zwalczania i Zapobiegania Praniu Pieniędzy. Według rumuńskich mediów Baranga zdał maturę w 1999 r., gdy miał 32 lata. Następnie w 2008 r. ukończył studia na Wydziale Zarządzania w Bukareszcie, a trzy lata później, w wieku 44 lat, uzyskał doktorat z zarządzania.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Krwawa impreza u Czarneckiego. Syn europosła PiS usłyszał zarzuty

Ta impreza wciąż odbija się czkawką posłowi PiS Przemysławowi Czarneckiemu (37 l.). Podczas zabawy sylwestrowej, która odbywała się w jego domu, miał dźgnąć nożem jednego z uczestników imprezy. Syn wpływowego europosła PiS Ryszarda Czarneckiego (57 l.) właśnie usłyszał zarzuty. Do winy się jednak nie przyznaje.

– „W związku z tym, że zrzekłem się immunitetu, prokuratura postawiła mi zarzuty” – mówi Przemysław Czarnecki w rozmowie z Faktem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

260 osób zatrzymanych po protestach na Białorusi. Milicja okładała ludzi pałkami i używała armatek wodnych

Białoruscy obrońcy praw człowieka donoszą o ponad 260 zatrzymanych podczas niedzielnych akcji protestu przeciwko białoruskim władzom. Milicja próbowała brutalnie rozpędzać manifestantów, używała m.in. armatek wodnych i granatów hukowych. Białoruska milicja użyła armatek wodnych w celu rozpędzenia antyrządowej demonstracji. W Mińsku już kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy odbywa się wielotysięczny marsz przeciwko sfałszowanym wyborom.

Białoruskie niezależne media donoszą o co najmniej kilkudziesięciu osobach zatrzymanych oraz rannych. Zatrzymano także dziennikarzy, szacunki są różne, jedne media informują o 20 zatrzymanych pracownikach mediów, z kolei Andrzej Poczobut podaje liczbę 40.

Jak wynika z relacji białoruskich dziennikarzy, co widać na udostępnianych nagraniach, milicjanci oprócz armatek wodnych używali pałek i granatów hukowych. Użyciu granatów zaprzeczyła rzeczniczka milicji w Mińsku. Protesty odbywają się też w innych białoruskich miastach – między innymi Grodnie, Brześciu i Lidzie. Tam także dochodzi do zatrzymań. Media społecznościowe są pełne filmów dokumentujących brutalność milicji.

Na nagraniu, które publikuje bloger Nexta widać funkcjonariuszy, którzy bez opamiętania okładają pałkami protestujących. Inne wideo pokazuje, jak grupa milicjantów bije bezbronną osobę leżącą na ziemi. Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” wciąż aktualizuje listę osób zatrzymanych w niedzielę przez białoruską milicję. Obecnie są to co najmniej 262 nazwiska. Głównie z Mińska, ale też między innymi z Homla, Witebska, Grodna, Brześcia i Bobrujska.

Jak donoszą niezależne media, w białoruskiej stolicy aresztowania protestujących trwają. Mimo brutalności milicji na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy osób. Domagano się ustąpienia dyktatora Alaksandra Łukaszenki, który zdaniem opozycji i wielu Białorusinów sfałszował sierpniowe wybory prezydenckie i od ponad 2 miesięcy brutalnie tłumi protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl