Oszust organizował „zbiórkę na szpitale”. Podszywał się pod ministra zdrowia i prezydenta Lublina

25-letni mieszkaniec Włodawy (Lubelskie) będzie odpowiadał za to, że podszywając się pod ministra zdrowia oraz prezydenta Lublina rozpoczął w internecie zbiórkę na szpitale w związku z pandemią. Grozi mu do ośmiu lat więzienia – poinformowała w piątek policja.

– 25-latek został zatrzymany przez policjantów zajmujących się zwalczaniem cyberprzestępczości z KWP w Lublinie i kryminalnych z Włodawy. Mężczyzna przyznał się do winy – poinformował kom. Andrzej Fijołek z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Według ustaleń policji 25-latek stworzył w internecie, m.in. na portalu społecznościowym, fałszywe profile i podszywając się najpierw pod ministra zdrowia a następnie prezydenta Lublina ogłosił zbiórkę pieniędzy na szpitale w związku z pandemią koronawirusa.

Grozi mu do 8 lat więzienia 
Policjant zaznaczył, że mężczyzna zdołał zebrać niewielką kwotę. Jak przypuszczają policjanci, prawdopodobnie zbiórka ogłoszona w internecie przez rzekomego ministra zdrowia była dla internautów niezbyt wiarygodna. Natomiast prezydent Lublina Krzysztof Żuk zawiadomił organy ścigania o fałszywym koncie i oszustwie, poinformował też internautów, że nie prowadzi żadnej zbiórki na szpitale.

W mieszkaniu 25-latka policjanci zabezpieczyli telefon komórkowy, który posłużył do dokonania przestępstwa. Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, gdzie usłyszał zarzuty oszustwa. Za zarzucane mu czyny grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Korupcja przy poszukiwaniach skarbów zrabowanych przez III Rzeszę

CBA zatrzymało 8 osób – dających łapówki, a także za pieniądze powołujących się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych. Jednym z wątków śledztwa prowadzonego przez mazowiecką prokuraturę krajową jest sprawa poszukiwania przez podejrzanych dokumentów III Rzeszy i skradzionych przez nią skarbów – jak twierdzą śledczy – o nieocenionej wartości historycznej. Poszukiwacze spodziewali się osiągnąć zysk w wysokości 100 milionów złotych. W związku z poszukiwaniami zatrzymani mieli się powoływać na wpływy między innymi w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków we Wrocławiu, a także w Lasach Państwowych.

Jak informuje CBA, zatrzymania miały miejsce na terenie Warszawy, Skarżyska-Kamiennej, Lublina, Gdańska, Sopotu, Krakowa i Tarnowa.

Jak ustaliła PAP, wśród zatrzymanych osób są były doradca samoobrony Piotr P. i jego żona Anna P., jedna z kobiet, które oskarżyły Andrzeja Leppera o molestowanie w tzw. seksaferze w „Samoobronie”.

Wśród podejrzanych mógł znaleźć się także naukowiec z Dolnego Śląska, ale mężczyzna zmarł przed zebraniem całości materiałów w śledztwie. Z informacji przekazanych PAP przez osobę znającą kulisy tego postępowania wynika, że podejrzani o powoływanie się na wpływy mamili profesora załatwieniem pozwoleń na przekopywanie lasów państwowych. Liczyli, że mężczyzna wyznaczy miejsce, w którym, według jego wiedzy, miały znajdować się skarby skradzione w czasie II Wojny Światowej przez III Rzeszę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Protest przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego. Policja użyła gazu łzawiącego

Po godz. 2 w nocy zakończył się protest przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego ws. przepisów aborcyjnych. Na ulicy Mickiewicza doszło do przepychanek, a policja użyła gazu. Protestowano też przed domem Jarosława Kaczyńskiego. Mundurowi nie mają sobie nic do zarzucenia, twierdząc, że to z tłumu leciały kamienie, a użycie gazu było reakcją. – Zdecydowana reakcja wobec takich osób jest zgodna z prawem i powinna być całkowicie zrozumiała – przekazała stołeczna policja na Twitterze.

Protest ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego trwał w Warszawie do późnych godzin nocnych. Strajkowały głównie kobiety, nie godząc się z orzeczeniem TK, który w czasie epidemii, obostrzeń rządowych, zmienił z trudem wypracowany od lat kompromis aborcyjny. TK uznał, że aborcja z powodu wad płodu jest niezgodna z Konstytucją.

Uczestnicy demonstrowali z hasłami na kartkach: „Prawo ma nas chronić”, „Macie krew na togach”. Następnie protest przeniósł się pod dom prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Zareagowała policja, pacyfikując protestujących – powołując się na obostrzenia zakazujące większych zgromadzeń w czerwonej strefie.

Policja pacyfikuje protestujących gazem. „Wyłącznie odpowiedź na agresywne zachowanie”

Dostępu do ulicy, przy której mieszka Kaczyński blokował kordon policji. – Działania policjantów mają na celu zapewnienie porządku publicznego i są wyłącznie odpowiedzią na agresywne zachowanie części protestujących. W policjantów ponownie rzucano kamieniami – przekazała KSP.

Uczestnicy wieszczą koniec władzy, która przez – jak mówią – upolityczniony Trybunał Konstytucyjny decyduje o ich życiu. Co najmniej kilka osób zostało poszkodowanych przez użycie gazu wobec protestujących na ul. Mickiewicza. Zdaniem stołecznej Policji, demonstranci rzucali kamieniami w funkcjonariuszy. Na ten moment nie ma informacji o ilości zatrzymanych w protestach.

Nasz reporter Piotr Drabik, który relacjonował do późnych godzin nocnych protesty, przyznał, że podobne zaangażowanie służb widział na Białorusi, gdy po wyborach prezydenckich służby zaczęły pacyfikować mieszkańców.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

CBA zatrzymało 8 osób. Załatwiali pracę za łapówki

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało osiem osób w sprawie powoływania się w 2018 roku na wpływy w organach władzy publicznej. W zamian za łapówki obiecywali załatwienie pracy bądź kontraktów – twierdzą śledczy. Zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty płatnej protekcji. Jednym z podejrzanych jest Piotr P., związany przed laty z Samoobroną – ustaliła Polska Agencja Prasowa.

Funkcjonariusze lubelskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą wspólnie z mazowieckim Wydziałem Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie śledztwo w sprawie powoływania się w 2018 roku na wpływy w organach władzy publicznej – poinformował w piątkowym (23 października) komunikacie Wydział Komunikacji Społecznej Biura.

Agenci CBA zatrzymali osiem osób, a prokurator przedstawił im zarzuty płatnej protekcji. Grupa ośmiu osób została zatrzymana na terenie Warszawy, Skarżyska-Kamiennej, Lublina, Gdańska, Sopotu, Krakowa, Tarnowa, a następnie przeprowadzono z nimi szereg przeszukań, w trakcie których zabezpieczono materiał dowodowy celem wykorzystania w toku dalszych czynności procesowych.

Z ustaleń śledczych wynika, że zatrzymani powoływali się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, zwłaszcza w: Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków we Wrocławiu, Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, Urzędzie Miasta Kraków, a także u Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków we Wrocławiu Delegatura w Jeleniej Górze. W zamian za łapówki obiecywali załatwienie pracy bądź kontraktów.

Zgromadzone w tej sprawie dowody wskazują, że kwota udzielonych łapówek przekroczyła 70 tys. zł. Natomiast wysokość żądanych korzyści majątkowych wynosiła 5 proc. od wielomilionowych kontraktów.

Wydział podał, że zatrzymani usłyszeli w prokuraturze zarzuty płatnej protekcji. Jest to pierwsza realizacja w tym postępowaniu. CBA zapowiedziało, że planowane są kolejne czynności.

Wśród zatrzymanych Piotr P.

Jak ustaliła PAP, wśród zatrzymanych osób są były doradca samoobrony Piotr P. i jego żona Anna P., jedna z kobiet, które oskarżyły Andrzeja Leppera o molestowanie w tzw. seksaferze w Samoobronie. Wśród podejrzanych mógł znaleźć się także naukowiec z Dolnego Śląska, ale mężczyzna zmarł przed zebraniem całości materiałów w śledztwie.

Z informacji przekazanych PAP przez osobę znającą kulisy tego postępowania wynika, że podejrzani o powoływanie się na wpływy mamili profesora załatwieniem pozwoleń na przekopywanie lasów państwowych. Liczyli, że mężczyzna wyznaczy miejsce, w którym, według jego wiedzy, miały znajdować się skarby skradzione w czasie II Wojny Światowej przez III Rzeszę. „Spodziewali się osiągnąć zysk w zakresie 100 milionów złotych” – ustalono.
Źródło info i foto: interia.pl

Francja: Czeczeni walczą z Arabami na ulicach Dijon

O kolejnych ulicznych zamieszkach w dzielnicy Gresilles w Dijon – poinformowała policja. Spłonęły samochody i kontenery na śmieci, ostrzelano policjantów. Pierwsze starcia między społecznością Czeczenów a pochodzącymi z Maghrebu imigrantami wybuchły tam już w czerwcu.

Według źródeł policyjnych w środę wieczorem siły bezpieczeństwa były celem ostrzału ze strony niezidentyfikowanej grupy osób, ale nie doszło do bezpośredniej konfrontacji, ponieważ napastnicy uciekli. W połowie czerwca w Gresilles dochodziło do starć między Czeczenami, a arabskimi imigrantami, które trwały tydzień; lokalne władze poprosiły o przysłanie posiłków policyjnych z innych regionów kraju.

Służby specjalne i policja podjęły po czerwcowych zamieszkach działania odwetowe i prewencyjne. Kilkunastu członków społeczności czeczeńskiej zostało zatrzymanych za nielegalne posiadanie broni i narkotyków.
Źródło info i foto: TVP.info

Hiszpania: Matka wyrzuciła dziecko do śmietnika. Została skazana na 9 lat więzienia

Sąd w Lizbonie skazał w czwartek na 9 lat pozbawienia wolności 22-letnią kobietę za wyrzucenie swojego dziecka do śmietnika w listopadzie 2019 roku. Noworodek przeżył dzięki pomocy dwóch bezdomnych.

– Chłopiec nie zmarł tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Jego matka działała bowiem z pełną świadomością i premedytacją, chcąc je pozbawić życia – stwierdził w orzeczeniu sąd, wyjaśniając, że wrzucenie noworodka do kontenera na śmieci zimą było próbą zabicia człowieka.

Sąd wskazał, że okolicznością łagodzącą nie może być fakt, że podczas popełnienia przestępstwa kobieta była osobą bezdomną i mieszkała w jednym z namiotów na ulicy lizbońskiej starówki.

Matka nie okazała skruchy

Zgodnie z aktami procesu kobieta ukryła ciążę zarówno przed swoją rodziną, jak i ojcem dziecka. O tym, że jest w ciąży nie wiedziały również osoby bezdomne dzielące z nią namiot. Urodziła dziecko bez niczyjej pomocy w okolicach stołecznego dworca kolejowego Santa Apolonia, po czym umieszczonego w torbie foliowej noworodka wrzuciła do kontenera na śmieci.

Przed śmiercią dziecko uratowali dwaj bezdomni, którzy usłyszeli płacz noworodka. Po bezskutecznym poszukiwaniu matki wśród kobiet na terenie nielegalnego obozowiska dla bezdomnych, mężczyźni wezwali służby medyczne oraz policję.

Portugalskie media wskazują, że skazaną kobietę sąd „potraktował stosunkowo łagodnie”. Przypominają, że prokuratura domagała się kary ponad 12 lat więzienia. Oskarżyciele wskazywali, że matka po porzuceniu chłopczyka nie wykazała żadnego przejawu żalu za popełniony czyn, ani skruchy, a także deklarowała, że „nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francja: Ewakuacja dworca w Lyonie. Kobieta groziła wysadzeniem się w powietrze

Policja zatrzymała 50-letnią kobietę, która na dworcu w Lyonie zagroziła, że wysadzi się w powietrze i krzyczała „Allahu Akbar!”. Saperzy nadal przeszukują część dworca – podała w czwartek po południu EFE. Powołując się na lokalne media, agencja pisze, że zatrzymana cierpi na problemy psychiczne. Wcześniej policja ewakuowała dworzec Part Dieu, jeden z najbardziej ruchliwych we Francji, a jego okolice otoczono kordonem.

Na dworcu wciąż pracuje ekipa saperów. Dyrekcja francuskich kolei SNCF poinformowała, że ruch kolejowy wokół Lyonu, który przez kilka godzin był w zasadzie zawieszony, będzie stopniowo uruchamiany.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kraków: Wielka policyjna obława po próbie napadu na bank

Wielka policyjna obława po próbie napadu na bank w Krakowie. Do zdarzenia doszło w czwartek późnym popołudniem w rejonie ulicy Kapelanka. Funkcjonariusze natychmiast rozpoczęli poszukiwania sprawców i rozstawili blokady drogowe na rogatkach miasta. W akcji brał udział także policyjny śmigłowiec.

W czwartek po południu nieznani sprawcy próbowali napaść na bank przy ulicy Kapelanka w Krakowie. Przestępcy nie dostali się jednak do środka placówki, więc uciekli. Na miejsce wezwane zostały liczne służby policyjne. Informacje w krótkim komunikacie potwierdziła małopolska policja.

– Doszło do usiłowania napadu. Jednak ze względu na dobro prowadzonego postępowania i czynności prowadzonych przez funkcjonariuszy, nie udzielamy w tej sprawie szczegółowych informacji – poinformowała w rozmowie z LoveKrakow.pl asp. szt. Barbara Szczerba z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Gazeta Krakowska poinformowała z kolei o policyjnych blokadach na terenie miasta. Zdaniem dziennikarzy, na głównych ulicach oraz drogach wylotowych z miasta pojawiły się punkty kontrolne z kolczatkami. W akcji poszukiwania sprawców napadu brał udział także policyjny śmigłowiec.

Na razie nie udało nam się ustalić, czy sprawcy zostali schwytani przez mundurowych.
Źródło info i foto: se.pl

Sędzia nie wysłała syna Ryszarda Krauze do aresztu

Sędzia z Gdyni odmówiła aresztowania syna Ryszarda Krauze, który dopuścił się napaści na operatora Telewizji Polskiej. W efekcie zaczęła otrzymywać maile z groźbami od anonimowej osoby, grożącej jej i jej córce „obiciem mordy”. Cała sytuacja dotyczy ubiegłotygodniowego zatrzymania Ryszarda Krauze przez CBA w sprawie przeprowadzonego śledztwa dotyczącego między innymi prania brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymanych zostało kilkanaście innych osób, w tym Roman Giertych.

Syn Ryszarda Krauze napadł na dziennikarza. Nie trafił do aresztu

W trakcie działań Centralnego Biura Antykorupcyjnego w domu Krauzego, przed budynkiem pojawił się operator TVP. Wyraźnie niezadowolony z jego obecności syn biznesmena zaatakował pracownika Telewizji Polskiej. Sąd wydał decyzję wobec 31-latka, w myśl której nie trafił on do aresztu. Mężczyzna został jedynie objęty dozorem policyjnym, a także ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego dziennikarza.

Sędzia otrzymała pogróżki. „Przeraża mnie to, że grożono także mojemu dziecku”

Jak podaje Onet, sędzia, która nie zdecydowała się na skierowanie syna biznesmena do aresztu zaczęła otrzymywać pogróżki pod adresem swoim i jej dziecka. W mailach, które otrzymywała od anonimowej osoby pojawiły się groźby „obicia mordy”.

– Mam teraz poczucie zagrożenia i tego, że jeśli my, sędziowie, czegoś nie zrobimy, to na groźbach może się nie skończyć. Najbardziej przeraża mnie to, że grożono także mojemu dziecku. Wszyscy wiemy, jak to może działać na człowieka. Tyle że ja nie po to jestem sędzią, żeby się bać z powodu tego, jakie decyzje podejmuję. Orzekam od 18 lat i zawsze podejmowałam je w oparciu o materiał dowodowy, a nie o jakieś inne względy. Nie obchodzi mnie, czy decyduję w sprawie „Aleksandra K”., „R”. czy „Z”.. Patrzę na człowieka – tłumaczyła sędzia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl