Egzekucja żołnierzy w Korei Północnej

Kim Dzong Un nie miał litości. „Daily NK” przekazało, że dwóch funkcjonariuszy straży granicznej i dwóch żołnierzy zamieszanych w niedawną sprawę przemytu w Korei Północnej zostało rozstrzelanych.

Źródło "Daily NK" z prowincji Ryanggang podało, że 22 listopada rozstrzelano dowódcę, oficera politycznego i dwóch żołnierzy z 25. Brygady Dowództwa Ochrony Pogranicza. Egzekucja została przeprowadzona na lotnisku Ryonbong pod kierownictwem funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, którzy przybyli z Pjongjangu.

Żołnierzy oskarżono o nawiązywanie kontaktu z Chińczykami i próbę przemytu złota. Urzędnicy kierujący egzekucjami stwierdzili, że byli oni "zdrajcami, którzy nie zaznają przebaczenia nawet po śmierci" i podkreślili, że "taka zdrada nigdy się nie powtórzy".

Do próby przemytu miało dojść w mieście Hyesan. Gdy spotkania funkcjonariuszy z Chińczykami wyszły na jaw, miasto zostało zamknięte na 20 dni. Blokada została zniesiona 21 listopada, czyli dzień przed egzekucją żołnierzy.

Dowódca kompanii i oficer polityczny zostali oskarżeni o zatrzymanie personelu Korpusu Szturmowego, który próbował strzelić do funkcjonariusza straży granicznej oraz żołnierza. Zostali oni przyłapani na gorącym uczynku podczas operacji przemytniczej i próbowali uciec z miejsca zdarzenia.
Źródło info i foto: o2.pl

34-letni ksiądz oskarżony o wykorzystanie seksualne 13-latki

Prokuratura oskarżyła wikariusza, który kilka lat temu na terenie parafii w Koniecpolu miał wykorzystać seksualnie 13-letnią dziewczynkę. 34-letni duchowny nie przyznał się do winy. Grozi mu kara od 2 do nawet 12 lat więzienia. O skierowaniu przez Prokuraturę Rejonową w Myszkowie aktu oskarżenia w tej sprawie poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek. Sprawą zajmie się sąd w Myszkowie.

Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte po zawiadomieniu o przestępstwie, złożonym w czerwcu 2019 r. do prokuratury w Kielcach przez delegata tamtejszego biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży. Z treści pisma wynikało, że do przestępstwa doszło na terenie parafii w Koniecpolu, dlatego sprawę przekazano do prokuratury w Myszkowie.

Na wniosek prokuratora Sąd Rejonowy w Myszkowie przesłuchał małoletnią z udziałem biegłego psychologa, który w wydanej opinii zeznał, że jej zeznania są szczere i pozbawione skłonności do konfabulacji – powiedział prok. Ozimek. 34-letni duchowny usłyszał dwa zarzuty: „doprowadzenia jesienią 2013 r. trzynastoletniej wówczas dziewczynki do obcowania płciowego i poddania się tzw. innej czynności seksualnej”.

Podejrzany podczas śledztwa nie przyznał się do winy. Prokuratura z uwagi na charakter sprawy nie ujawnia treści jego wyjaśnień. Biegli psychiatrzy i seksuolog, którzy badali podejrzanego uznali, że ksiądz był poczytalny. Sąd odrzucił wniosek o aresztowanie, a podejrzany jest pod dozorem policji.

Księdzu może grozić kara od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Marszałek Sejmu domaga się wyjaśnień po ataku gazem na Barbarę Nowacką

Po tym jak Barbara Nowacka została podczas manifestacji spryskana gazem przez policję, marszałek Sejmu domaga się wyjaśnień od mundurowych. Przypadek posłanki Koalicji Obywatelskiej nie jest odosobniony, bo w ten sam sposób potraktowano wcześniej Magdalenę Biejat z Razem. – Elżbieta Witek działa cynicznie – w rozmowie z Interią oceniła Nowacka. Nowacka została potraktowana gazem łzawiącym podczas sobotniej manifestacji w stolicy. Dzień później Kancelaria Sejmu poinformowała, że Elżbieta Witek rozmawiała z komendantem głównym policji gen. Jarosławem Szymczykiem. Marszałek oczekuje również „niezwłocznych, pisemnych wyjaśnień w tej sprawie”.

Zarówno Magdalena Biejat jak i Barbara Nowacka uważają, że taka reakcja po ataku na posłankę KO to za mało. – Trudno mi zrozumieć, dlaczego pani marszałek wybiórczo decyduje, kiedy będzie podejmowała jakieś kroki, a kiedy nie – mówi Biejat. – Nie powinna reagować dopiero wtedy, kiedy gazem obrywa ta czy inna posłanka – dodaje. Jak mówi nam parlamentarzystka Lewicy, Elżbieta Witek „powinna reagować na brutalność w stosunku do wszystkich pokojowo manifestujących osób”.

Nowacka podkreśla, że marszałek Sejmu nie zrobiła nic zarówno w przypadku Magdaleny Biejat jak i Moniki Wielichowskiej, której podczas manifestacji połamano legitymację poselską. – Elżbieta Witek powinna dowiadywać się, co dzieje się z posłami i posłankami. Bierność pokazuje, że nie interesują ją osoby z opozycji – ocenia Nowacka. – Ciężko mi powiedzieć, dlaczego w moim przypadku podjęto interwencję, a jeśli chodzi o innych nie – zastanawia się.

A może w pani przypadku sytuacja jest ewidentna, a jeśli chodzi o koleżanki są wątpliwości? – dopytujemy Nowacką. – Psiknięcie mi gazem prosto w twarz ma znamiona nie tylko przekroczenia uprawnień. To narażenie mojego zdrowia i bezpieczeństwa – odpowiada posłanka. – Może (Elżbieta Witek – red.) nie mogła już udawać, że nie widzi. Nie wiem. Jeśli się z nią spotkam, zapytam czemu nie interweniuje w tych sprawach – zapewnia parlamentarzystka.

Nagranie z policyjnej kamery

Jeszcze w niedzielę Komenda Stołeczna Policji ujawniła nagranie z kamery osobistej jednego z interweniujących policjantów. „Nagranie wyraźnie pokazuje, że jedna osoba lekceważy komunikaty nadawane przez urządzenia nagłaśniające i wezwania policjantów” – twierdzą mundurowi. Zupełnie innego zdania jest posłanka spryskana gazem łzawiącym.

Barbara Nowacka „cieszy się, że nagrania policjantów się pojawiły”. – Chociaż nie widać, kiedy dostaję gazem, cała sytuacja jest jasna. Stoję, nikogo nie atakuję. Kamery pokazują, że działania policji są absolutnie nieadekwatne – przekazała nam posłanka KO. – Przecież nie tylko ja oberwałam. Sporo innych osób nie zasłużyło na takie traktowanie. Koło mnie stał mężczyzna, również dostał gazem za nic – usłyszeliśmy.

Jak przekazała nam parlamentarzystka KO, razem z koleżankami z opozycji obserwowała działania policji. Urszula Zielińska i Małgorzata Tracz z Zielonych były obok. Kiedy doszło do incydentu, poszły za manifestującymi, przy których interweniowała policja. – Trzeba było dobrze widzieć, żeby później dowiedzieć się gdzie pójść, sprawdzić jak się nazywają zatrzymane osoby i jeżeli je wywożą, ustalić dokąd – tłumaczy Nowacka.

Nielegalne zgromadzenie

– Ta sprawa musi być wyjaśniona – na antenie „Śniadania w Polsat News” stwierdziła Mirosława Stachowiak-Różecka z PiS. Podkreślała jednak, że posłanka Koalicji Obywatelskiej brała udział w nielegalnych manifestacjach. – Niektórych posłów trzeba douczyć, jak wygląda interwencja poselska – oświadczyła.

Barbara Nowacka: – Dobrze byłoby, żeby posłowie i posłanki znali przepisy obowiązującego prawa. Zgromadzenie spontaniczne nie jest zgromadzeniem nielegalnym. Po drugie, czym innym jest obserwowanie i branie udziału. Nie siedziałam na blokadzie tylko stałam obok – słyszymy.

Z kolei, zdaniem Magdaleny Biejat, najważniejsi politycy powinni reagować, kiedy dochodzi do przemocy. Uważa też, że obecność parlamentarzystów na ulicach to obowiązek.

– Posłowie i posłanki są na miejscu jako przedstawicielki i przedstawiciele obywateli – tłumaczy posłanka Lewicy. – Kiedy Elżbieta Witek aktywizuje się, bo jedna czy druga posłanka zostaje potraktowana gazem to nie świadczy najlepiej o tym, jak jest wyczulona na łamanie praw obywatelskich – dodała.

Z informacji, które uzyskaliśmy wynika, że Elżbieta Witek nie wyznaczyła dotąd spotkań z żadną z posłanek opozycji.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci z Francji usłyszeli zarzuty po ataku na czarnoskórego mężczyznę

Czterej francuscy policjanci zostali postawieni w stan oskarżenia w związku z brutalnym atakiem na czarnoskórego producenta muzycznego Michela Zeclera w Paryżu. Dwóch z nich aresztowano – poinformowała francuska prokuratura. Zarzuty przedstawione policjantom obejmują „umyślne stosowanie przemocy przez depozytariuszy władzy publicznej” i „składanie fałszywych zeznań” – poinformował prokurator Remy Heitz.

Dwaj policjanci aresztowani

Prokuratura domagała się zatrzymania trójki policjantów stosujących przemoc i wzięcia pod nadzór prokuratorski czwartego funkcjonariusza. Sąd przychylił się do umieszczenia w areszcie tylko dwóch policjantów, w tym dowódcy patrolu.

„Dwaj pozostali są objęci kontrolą wymiaru sprawiedliwości” – pisze AFP.

Adwokaci policjantów odmówili komentarza w sprawie – pisze AFP. Adwokatka Zeclera oświadczyła, że jest „w pełni usatysfakcjonowana wnioskiem prokuratury” o aresztowanie policjantów. Zadowolenia nie kryła też minister kultury Roselyne Bachelot.

– Musimy być absolutnie zdeterminowani, by nie dopuścić do przemocy, skądkolwiek by ona nie płynęła – oświadczyła stacji telewizyjnej France 2.

Kary za upowszechnianie wizerunku policjantów

Sprawa interwencji policji wobec Zeclera i dziewięciu innych osób znajdujących się w studiu Loopsider od kilku dni elektryzuje francuską opinię publiczną, pisze AFP. Incydent wpisuje się w debatę na temat projektu nowej ustawy o bezpieczeństwie publicznym, która wywołuje protesty społeczne. W sobotę w Francji odbyły się demonstracje. Manifestowano niechęć wobec zmian w prawie, zezwalających na zaostrzenie środków bezpieczeństwa i przewidujących kary za rozpowszechnianie wizerunku twarzy lub jakikolwiek innego elementu pozwalającego na identyfikację policjantów podczas dokonywanych przez nich interwencji.

W demonstracjach udział wzięło ok. 130 tys. osób – oceniła policja. Doszło do starć, według francuskiego MSW blisko 98 policjantów i żandarmów odniosło rany. Zatrzymano i przesłuchano 81 najbardziej agresywnych uczestników zamieszek.
Źródło info i foto: TVP.info

Lubuskie. Zabójstwo starszego małżeństwa. Ich syn aresztowany

Dożywocie grozi 42-letniemu Krzysztofowi. D. podejrzanemu o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swoich rodziców. Tragedia rozegrała się w ich domu w Jeninie niedaleko Gorzowa Wlkp. Ofiary miały 62 i 69 lat – poinformowała w poniedziałek Prokurator Rejonowa w Gorzowie Wlkp. Agnieszka Hornicka-Mielcarek. Zgodnie z przedstawionym zarzutem Krzysztofowi D. grozi dożywocie, a dolny wymiar kary to minimum 12 lat więzienia. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury i wydał w niedzielę decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

– Mężczyzna mieszkał z rodzicami. Obecnie nie znamy motywu jego działania. Podczas przesłuchania w charakterze podejrzanego odmówił składania wyjaśnień. Jak zawsze w przypadku tak poważnych przestępstw na temat stanu zdrowia psychicznego podejrzanego wypowiedzą się biegli psychiatrzy – powiedziała prokurator.

Dodała, że ze wstępnych ustaleń sekcji zwłok wynika, że małżeństwo zginęło od ciosów zadanych tępym narzędziem.

Śledczy ustalają, kiedy dokładnie rozegrała się tragedia. Ciała 62-latki i jej 69-letniego męża znaleziono w ich domu w Jeninie w piątek (27 listopada br.) przed południem, tego samego dnia policja zatrzymała podejrzanego. Nie jest jednak wykluczone, że do zabójstwa mogło dojść poprzedniego dnia wieczorem. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Przełomowa ustawa. Eksmisja za przemoc domową

Od dziś obowiązują regulacje, które mają pomóc w skuteczniejszej walce ze sprawcami przemocy domowej i lepiej chronić jej ofiary. Chodzi o nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i szeregu innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 956), która po sześciomiesięcznym vacatio legis wchodzi właśnie w życie.

Nakaz wyda policjant

Jedną z najważniejszych zmian tzw. ustawy antyprzemocowej jest przyznanie funkcjonariuszom policji i Żandarmerii Wojskowej uprawnienia do wydawania wobec sprawcy nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakazu zbliżania się do jego bezpośredniego otoczenia. Co najważniejsze, taki nakaz lub zakaz będzie miał natychmiastową skuteczność, a stosować można je również łącznie. Funkcjonariusz ma prawo je wykorzystać zarówno w przypadku skierowania go bezpośrednio na interwencję do osoby stosującej przemoc domową, jak i w sytuacji, gdy pozyska informacje o niepokojących zdarzeniach od jej ofiary. Dodany w kodeksie wykroczeń art. 66b stanowi, że za niezastosowanie się do wydanego zakazu lub nakazu grozi nałożeniem grzywny, karą aresztu lub ograniczeniem wolności.

Co istotne, nałożony nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się obowiązuje przez 14 dni. Przedłużyć go może jednak sąd, do którego z wnioskiem powinien się zwrócić pokrzywdzony. Postępowanie w tej sprawie będzie przeprowadzane w trybie przyspieszonym. Orzeczenie zostanie wydane w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

‒ Wprowadzenie nowych rozwiązań jest bardzo jasnym i wyraźnym komunikatem: to nie ofiara przemocy ma martwić się o swoje bezpieczeństwo, uciekać z domu, poszukiwać spokoju. To sprawca ma ponosić wszelkie konsekwencje swoich czynów. To kolosalna zmiana myślenia o przemocy, o dotychczasowej pozycji pokrzywdzonych i ich sprawców ‒ komentuje Monika Horna-Cieślak, adwokat.

Lepsza ochrona dzieci

Pozytywnym aspektem nowych przepisów jest też to, że wprowadzono w nich rozwiązania dedykowane małoletnim doświadczającym przemocy domowej. Jak podkreśla mec. Horna-Cieślak, to ważne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa.

‒ Wiemy, że izolacja sprzyja przemocy. Celem nowych rozwiązań prawnych jest zagwarantowanie najmłodszym bezpieczeństwa w domu, w którym obecnie praktycznie cały czas funkcjonują, bo nie chodzą do szkoły, nie spotykają się z rówieśnikami ‒ mówi prawniczka.

Według niej dla małoletnich szczególnie istotne znaczenie mają trzy zapisy ustawy. Po pierwsze, funkcjonariusz nakładający nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się ma ocenić ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia odrębnie wobec dziecka i wobec osoby dorosłej. Po drugie, w sytuacji, gdy dom zamieszkuje osoba małoletnia, o zgłoszeniu przemocy powiadomiony zostanie ‒ oprócz zespołu interdyscyplinarnego ‒ właściwy miejscowo sąd opiekuńczy. Po trzecie, przesłuchanie dziecka odbywać się będzie na specjalnych zasadach i tylko w sytuacjach, gdy jest absolutnie niezbędne. Prawniczka zwraca również uwagę na duże znaczenie tego, że to sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie.

‒ Dziecko nie musi się pakować, nie musi zmieniać otoczenia. W ten sposób minimalizujemy traumatyczne doświadczenia napięcie, lęk, zagrożenie i niepewność. Dlatego ta ustawa ma kolosalne znaczenie także dla ochrony najmłodszych – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Ryzyko nadużyć

Prawnicy generalnie dobrze oceniają zmiany, choć jest kilka kwestii, które budzą ich niepokój. Mowa zwłaszcza o potencjalnym nadużywaniu nowych regulacji np. w sytuacjach, gdy rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem.

‒ Idea ustawy jest generalnie bardzo słuszna. Rozwiązania, które zostały wprowadzone, mają chronić osoby najsłabsze, w tym również dzieci. Jednak w swojej praktyce zawodowej miałam okazję zaobserwować, że w wielu sprawach rozwodowych lub o opiekę nad dziećmi bardzo często zdarzają się fałszywe zawiadomienia o znęcaniu się. Są one składane tylko po to, by mieć większą szansę na wygraną w sądzie. Istnieje więc ryzyko, że eksmitowane będą w takich sytuacjach, na podstawie policyjnego nakazu, osoby niewinne ‒ przyznaje Katarzyna Stankiewicz, adwokat. Jak jednak dodaje, to właśnie te natychmiastowo skuteczne narzędzia, które daje ustawa, pozwolą realnie pomóc prawdziwym ofiarom przemocy domowej.

‒ Dostrzegam ryzyko, że rodzice walczący o prawo do opieki nad dzieckiem mogą chcieć posłużyć się narzędziami ustawowymi w złej intencji, np. po to, by uniemożliwiać kontakt z drugim rodzicem. Dlatego kluczową rolę będą pełnić funkcjonariusze policji oraz żandarmerii i rzetelne realizowanie przez nich obowiązków. Do nich będzie należeć ocena wiarygodności zeznań i sytuacji zastanej podczas interwencji ‒ zauważa Karolina Karlińska-Markiewicz, adwokat. Zwraca również uwagę na to, że potencjalnie problemem może być przestój w sądach związany z pandemią koronawirusa.

‒ Wydłuży to niewątpliwie nawet postępowania teoretycznie rozpatrywane w trybie przyspieszonym ‒ ocenia prawniczka.

To dopiero pierwszy krok

Prawnicy są zgodni co do tego, że ustawa jest dobrym początkiem, zapewniającym lepszą ochronę ofiar przemocy domowej. Nie można jednak na nim poprzestać.

‒ W mojej ocenie rozważenia wymaga rozszerzenie zapisów ustawy także o wprowadzenie zakazu kontaktowania się osoby stosującej przemoc z jej ofiarą. Na pewno zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa, pomogło w odseparowaniu się od traumatycznych doświadczeń. Myślę też, że środki ochrony dotyczące przesłuchiwania najmłodszych powinny zostać rozszerzone wobec wszystkich dzieci, bez względu na ich wiek, czyli do uzyskania przez nie pełnoletności ‒ postuluje mec. Monika Horna-Cieślak.

Przemoc (nie do opisania) w liczbach

Policja zapewnia, że monitoruje skalę zjawiska przemocy w rodzinie. – Pandemia to czas trudny dla wszystkich. Wyjątkowo dla tych, co pozostają w domach, które powinny być oazą bezpieczeństwa, a nie są – przekonuje Wioletta Szubska z biura prasowego Komendanta Głównego Policji.

Z danych KGP wynika, że formularzy Niebieska Karta (rozpoczynających procedurę mającą zapewnić bezpieczeństwo osobie, wobec której stosowana jest przemoc w rodzinie) w czasie pandemii, czyli od marca do października, wypełniono mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. czy 2018 r. Odpowiednio: 48 166, 49 451 i 49 295. Najwięcej wypełniono ich w czerwcu – 6699, najmniej w październiku – 5382. Dla porównania w ubiegłym roku najwięcej było również w czerwcu – 6481, a najmniej we wrześniu – 5483.

– Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze osoby, wobec których istnieje podejrzenie, że są dotknięte przemocą, szukają od razu pomocy policji. Czasem chcą tylko z kimś porozmawiać, upewnić się – dodaje Wioletta Szubska. Przypomina, że działa Policyjny Telefon Zaufania dedykowany takim sytuacjom. I tu od marca do sierpnia 2020 r. odnotowano wzrost liczby odebranych połączeń – 251 rozmów. Rok wcześniej było ich 186.

Jednak na dane policji trzeba nałożyć kilka filtrów. Po pierwsze, funkcjonariusze w dobie pandemii dostali dużo więcej zadań, jak choćby kontrolę osób na kwarantannie. Po drugie, tysiące samych policjantów są na kwarantannie lub zakażonych. Do tego dochodzą puste etaty mundurowe (według ostrożnych danych może być ich ok. 10 tys.).

W efekcie, jak słyszymy nieoficjalnie, brakuje rąk do pracy, by przyjąć zgłoszenie, pojechać do domu na interwencję. – System pomocy jest na skraju wydolności – dodaje Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” przy Instytucie Psychologii Zdrowia PTP. Przekonuje, że osoby dyżurujące tu przy telefonach praktycznie nie odkładają słuchawki. – Dzwoniący do nas opisują często, że wcześniej na próżno szukali pomocy na policji. Tymczasem w rodzinach nasilają się problemy finansowe, szkolne kłopoty dzieci, rośnie też lęk o zdrowie. Ludzie są jak na beczce prochu, czasem wystarczy iskra.

Zdaniem Durdy wchodząca w życie ustawa antyprzemocowa jest korzystna również z perspektywy kłopotów kadrowych służb. Nadanie policji możliwości natychmiastowej izolacji sprawcy zdejmuje z funkcjonariuszy konieczność częstych odwiedzin w domu zagrożonym przemocą. – To teoretycznie najlepsze rozwiązanie, pod warunkiem że będzie stosowane – słyszymy w „Niebieskiej Linii”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kradzież pod bankomatem na Bielanach

Jedna z mieszkanek Bielan wypłaciła gotówkę z bankomatu na Wrzecionie. Zanim się spostrzegła nie miała już karty płatniczej.

Kobieta była obserwowana przez złodzieja. Wybrała kilkaset złotych z bankomatu, a kartę schowała do kieszeni. Wtedy do akcji wkroczył obywatel Białorusi. Wpadł na nią i wyciągnął jej kartę z kieszeni. Gdy mieszkanka wróciła do domu i sięgnęła do kieszeni karty już nie było. Mężczyzna w tym czasie poszedł do galerii i zrobił sobie zakupy za 630 zł. Sprawa szybko została zgłoszona na policję.

Śledczy przeanalizowali nagrania z kamer. Okazało się, że robił zakupy w 3 sklepach. 27-letni obywatel Białorusi został zatrzymany i przewieziony na komendę. Usłyszał łącznie 9 zarzutów. Grozi mu do 10 lat więzienia – informuje Elwira Kozłowska z komendy na Bielanach.
Źródło info i foto: se.pl

Boko Haram zaatakowało rolników w Nigerii. Nie żyje co najmniej 110 cywilów

W sobotę terroryści z Boko Haram zaatakowali rolników na polu ryżowym w wiosce Koshobe na północy Nigerii. Tego samego dnia mieszkańcy miejscowości po raz pierwszy od 13 lat głosowali w wyborach lokalnych władz. Do ataku doszło w miejscowości Koshobe, znajdującej się nieopodal miasta Maiduguri w północno-wschodnim stanie Borno – podaje „The Guardian”, powołując się na ustalenia AFP.

Zginęło co najmniej 110 osób – poinformował koordynator ds. humanitarnych ONZ w Nigerii Edward Kallon. Wydarzenie określił „najbardziej brutalnym bezpośrednim atakiem na niewinnych cywilów w tym roku”. Napastnicy zaatakowali rolników, którzy byli na polach ryżowych. Przestępcy związali ofiary i poderżnęli im gardła – przekazała z kolei prorządowa i antydżihadystyczna policja.

Pogrzeb części ofiar – 43 osób, których ciała znaleziono w pobliskiej wiosce – miał miejsce w niedzielę. Terroryści prawdopodobnie porwali też kilka kobiet, jednak te informacje na razie nie zostały potwierdzone.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ciała dwóch osób w jeziorze. To zaginione małżeństwo z Iławy

Po poszukiwaniach odnaleziono w jeziorze Zwiniarz koło Lubawy (warmińsko-mazurskie) ciała dwóch osób – podała w niedzielę rzeczniczka iławskiej policji asp. Joanna Kwiatkowska. To małżeństwo z Iławy, znani miejscowi lekarze. Policja pod nadzorem prokuratora ustala okoliczności ich śmierci.

Asp. Joanna Kwiatkowska z Komendy Powiatowej Policji w Iławie powiedziała, że w sobotę trwały poszukiwania dwojga osób – mieszkańców Iławy. Wieczorem odnaleziono ciała poszukiwanego małżeństwa w jeziorze Zwiniarz koło Lubawy.

Policja pod nadzorem prokuratora ustala okoliczności ich śmierci. Ciała zostały zabezpieczone do sekcji zwłok, która ma dać odpowiedź, co było bezpośrednią przyczyną śmierci.

O zaginięciu małżeństwa lekarzy z Iławy powiadomił ich sąsiad. Małżeństwo przybywało na swojej wypoczynkowej działce koło Lubawy. Sąsiad, który opiekował się ich posesją był zaniepokojony, bo nie mógł z nimi nawiązać kontaktu. W garażu zaś brakowało łódki wiosłowej. Służby rozpoczęły poszukiwania. Na jeziorze odnaleziono łódkę, a w wodzie ciała mężczyzny i kobiety.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano sprawcę napaści na tle seksualnym. Wpadł po publikacji wizerunku

Po opublikowaniu wizerunku poszukiwanego poznańscy policjanci zatrzymali podejrzanego ws. napaści seksualnej na młodą kobietę. Do ataku doszło pod koniec sierpnia. Podejrzany 67-latek został tymczasowo aresztowany – podała policja. W środę poznańscy policjanci opublikowali wizerunek poszukiwanego mężczyzny, który miał zaatakować kobietę na tle seksualnym. Do napaści doszło pod koniec sierpnia na jednym z przystanków komunikacji miejskiej na Rondzie Starołęka. Starszy mężczyzna ciągnął kobietę za włosy i przy użyciu przemocy chciał ją zmusić do wykonania tzw. innej czynności seksualnej.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak przekazał, że pierwsze informacje na temat poszukiwanego funkcjonariusze otrzymali już w środę, po publikacji wizerunku, który zarejestrowały kamery monitoringu tramwaju. Mężczyzna poruszał się nim tuż przed napadem – dodał Borowiak.

Mężczyzna ma 67-lat. Mieszkał na terenie Poznania, przy czym po identyfikacji okazało się, że nie przebywał w miejscu zamieszkania i został namierzony w czwartek, w centrum Poznania, w miejscu publicznym – powiedział Borowiak.

Mężczyźnie przedstawiono zarzut usiłowania doprowadzenia kobiety do tzw. innej czynności seksualnej. W czasie przesłuchania miał tłumaczyć się „niepamięcią”.

W przeszłości był karany za kradzież, oszustwo, fałszowanie pieniędzy oraz wyrabianie i posiadanie broni i amunicji. Dotychczas nie był notowany za napaści seksualne – powiedział Borowiak. Na wniosek policji i prokuratury podejrzany został tymczasowo aresztowany przez sąd. 67-latkowi grozi do ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl