Trzej policjanci skazani ws. Igora Stachowiaka złożyli kasację od wyroku

Trzech z czterech byłych policjantów skazanych za przekroczenie uprawnień oraz fizyczne i psychiczne znęcanie się nad Igorem Stachowiakiem złożyło do Sądu Najwyższego skargi kasacyjne. Termin rozpoznania kasacji nie został jeszcze wyznaczony. Na złożenie kasacji w sprawie śmierci Igora Stachowiaka nie zdecydował się tylko jeden z byłych policjantów: Paweł P., który został skazany na dwa lata więzienia. Jak ustalił Onet we wrześniu do Sądu Najwyższego wpłynęły natomiast kasację od obrońców trzech pozostałych skazanych: Łukasza R., Adama W. i Pawła G.

– W sprawie nie został jeszcze wyznaczony termin rozpoznania kasacji – informuje Onet Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego.

– Wiemy jak dziś wygląda praworządność w Polsce. Może się zaraz okazać, że Igor sam torturował się w toalecie na komisariacie i zmarł z przyczyn naturalnych, a policjanci byli ofiarami i trzeba im będzie wypłacić odszkodowanie – mówi Onetowi Maciej Stachowiak, ojciec Igora.

Skazani za przekroczenie uprawnień i znęcanie się

Przypomnijmy, czterej byli policjanci zostali skazani za przekroczenie uprawnień oraz psychiczne i fizyczne znęcanie się nad Igorem Stachowiakiem. W ocenie sądu działania policjantów nie miały jednak wpływu na śmierć 25-latka. W uzasadnieniu sędzia wskazała, że Igor Stachowiak był torturowany, ale nie doszło do znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Prawomocny wyrok zapadł w lutym przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu.

Najwyższą karę, 2,5 roku więzienia otrzymał Łukasz R., który trzykrotnie raził Igora Stachowiaka paralizatorem w toalecie na komisariacie, gdy ten miał założone kajdanki. Trzej pozostali byli funkcjonariusze Paweł G., Paweł P. i Adam W. usłyszeli natomiast wyrok dwóch lat pozbawienia wolności. Tuż przed Wielkanocą skazani sami zgłosili się do odbycia kary.

Śmierć Igora Stachowiaka
Do tragedii doszło 15 maja 2016 r. Igor Stachowiak został zatrzymany na wrocławskim Rynku, a następnie przewieziono go na komisariat przy ul. Trzemeskiej, gdzie zmarł. Wcześniej był torturowany przez policjantów.

Zdaniem biegłych z Łodzi to nie brutalna interwencja funkcjonariuszy doprowadziła do śmierci 25-latka. W ich ocenie Igor Stachowiak zmarł z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu arytmii po epizodzie excited delirium spowodowanym zażyciem środków psychoaktywnych.

W trakcie procesu przed Sądem Rejonowym biegli lekarze z Wrocławia, którzy dzień po śmierci Igora Stachowiaka przeprowadzili sekcję zwłok, zeznali, że nie da się jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną śmierci 25-latka. W przygotowanej przez siebie opinii wskazali jednak na trzy czynniki: zażycie narkotyków, rażenie paralizatorem oraz wielokrotne uciskanie na szyję. Ponadto biegli wykluczyli, by do złamania chrząstki w krtani u Igora doszło podczas udzielania mu pomocy medycznej.

– Na dalszym etapie postępowania biegli wykluczyli narkotyki. Zostają więc dwie przyczyny śmierci – mówił Maciej Stachowiak.

Nagranie z paralizatora

Przełomem w sprawie był materiał wyemitowany w „Superwizjerze” rok po śmierci Igora Stachowiaka. Wojciech Bojanowski w swoim reportażu ujawnił nagranie z kamery paralizatora. Film jest wstrząsający. Został zarejestrowany w toalecie na komisariacie, bo to właśnie tam policjanci, przy zgaszonym świetle, przesłuchiwali Igora, który był skuty w kajdanki. Na nagraniu widać, że Igor Stachowiak nie stawia oporu, mimo to jest rażony prądem. Kilkanaście minut po scenach, jakie rozegrały się w toalecie, mężczyzna zmarł

Dalsze śledztwo albo prywatny akt oskarżenia

W czerwcu Prokuratura Okręgowa w Poznaniu po raz drugi umorzyła postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Igora Stachowiaka przez interweniujących policjantów. Rodzina Stachowiaka zaskarżyła tę decyzję. Od tego czasu sprawą zajmuje się Prokuratura Regionalna w Poznaniu, która może uchylić albo podtrzymać postanowienie o umorzeniu.

– Decyzja w sprawie nie została jeszcze podjęta, trwa analiza całokształtu materiału dowodowego zebranego w śledztwie – informuje Onet prok. Anna Marszałek, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.

Jeśli decyzja zostanie uchylona, śledztwo dalej będzie prowadzone. W wypadku podtrzymania decyzji o umorzeniu – rodzice Igora Stachowiaka będą mogli wystąpić do sądu z prywatnym aktem oskarżenia i jak zapowiadali, na pewno to zrobią.
Źródło info i foto: onet.pl

Myśliwy zastrzelił 16-latka z Kazachstanu w Kluczkowicach. 51-latek usłyszał zarzut zabójstwa

To myśliwy zastrzelił 16-letniego ucznia zespołu szkół w Kluczkowicach na Lubelszczyźnie. Nastolatek pochodzący z Kazachstanu wraz dwoma kolegami w niedzielę wieczorem poszedł do sadu nieopodal szkolnego internatu, w którym mieszkał. Wtedy padł strzał. Chłopak mimo reanimacji zmarł.

Do postrzelenia doszło 1 listopada. Zginął 16-letni obywatel Kazachstanu, który z grupą młodzieży z tego kraju mieszkał w internacie Zespołu Szkół w Kluczkowicach.

Wieczorem trzech chłopców wyszło do sadu w pobliżu internatu. Wtedy padł strzał z samochodu. Jeden z nastolatków został postrzelony. Sprawca po oddaniu strzału odjechał. Podjęto próbę reanimacji chłopca, jednak mimo starań, jego życia nie udało się uratować.

Według ustaleń śledczych, 51-letni myśliwy polował w nocy razem z 41-letnim kolegą. Starszy mężczyzna strzelił w kierunku chłopców i trafił w 16-latka. Po zdarzeniu obaj uciekli. Jak się później okazało, strzał z broni myśliwskiej spowodował u chłopca uszkodzenia nerki, wątroby i płuca.

Prokuratura postawiła myśliwemu zarzut zabójstwa. Nie przyznał się do winy, składał obszerne wyjaśnienia. Jednak prokuratura nie ujawnia ich treści. Sąd aresztował go na 3 miesiące. Może mu grozić nawet dożywocie.

Z kolei 41-latek będzie odpowiadał za nieudzielenie pomocy małoletniemu pokrzywdzonemu oraz utrudnianie postępowania. Mężczyzna przyznał się. Grozi mu do 5 lat więzienia. Śledczy zgodzili się w jego przypadku na poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejna wpadka ABW

ABW przez pomyłkę ujawniło swoje tajne dane. Lista adresów placówek służb specjalnych pojawiła się w opublikowanej przez agencję dokumentacji przetargu na dostawę energii elektrycznej. Jak donosi „Super Express”, poza jawnymi adresami delegatur ABW w dokumentacji pojawiły się również adresy niejawne. Wszystkie dane znalazły się na liście adresów, do których dostarczona ma być energia elektryczna.

Wpadka ABW. Służby odkryły „przykrywki”

Wśród adresów ujawnionych przez ABW znalazły się siedziby cywilnych instytucji, które oficjalnie nie mają żadnego powiązania ze służbami specjalnymi. Może to oznaczać, że były to jedynie „przykrywki” dla działalności kontrwywiadowczej. Ich dekonspiracja może stanowić zagrożenie ze strony służb wywiadowczych innych krajów. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dostrzegła popełniony błąd i usunęła dokumentację ze swoich stron. Plik był jednak dostępny wystarczająco długo, by móc wpaść w niepowołane ręce. SE zapytał ABW o przyczyny tej sytuacji.

„Ogłoszenie o zamówieniu przetargowym (…) zostało zamieszczone zgodnie z procedurą i na podstawie przepisów ustawy Prawo zamówień publicznych. Postępowanie prowadzone jest w trybie przetargu nieograniczonego. W załączniku do ogłoszenia przetargowego znalazły się adresy budynków, którymi gospodaruje ABW. Agencja zarządza wieloma obiektami, których lokalizacje nie są – bez istotnego powodu – udostępniane opinii publicznej. Podanie dokładnej lokalizacji obiektu, do którego dostawca powinien dostarczyć energię elektryczną miało, z naszej perspektywy, uprościć procedurę przetargową i skrócić czas postępowania” – czytamy w odpowiedzi dla dziennika.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzelanina w Krakowie. Prokuratura zbada sprawę

Prokuratura Rejonowa w Nowej Hucie prowadzi śledztwo w sprawie rodzinnej tragedii, do której doszło w środę nad ranem na jednym z nowohuckich osiedli – 41-letni mężczyzna najpierw zastrzelił swoją matkę, zranił ojca i brata, a następnie popełnił samobójstwo. Jak poinformował w środę rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń, o rodzinnej tragedii poinformował 71-letni ojciec, który zadzwonił na policyjny telefon alarmowy. Zgłosił, że jego syn zastrzelił 70-letnią matkę, a następnie strzelił do siebie, popełniając samobójstwo.

Na miejsce skierowano pogotowie, patrol i grupę śledczych. W mieszkaniu na osiedlu Dywizjonu 303 znajdowały się dwa ciała – matki i syna. 71-letni mężczyzna, który zawiadomił policję o zdarzeniu i jego drugi syn – 44-latek, obaj z ranami postrzałowymi, trafili do szpitala.

Śledczy zabezpieczyli dwie sztuki broni

Rzecznik podał, że w środę po południu ze szpitala wyszedł ojciec, który miał powierzchowne obrażenia głowy i będzie w najbliższym czasie przesłuchiwany. Jego syn nadal przebywa w szpitalu, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Śledczy w mieszkaniu zabezpieczyli m.in. dwie sztuki broni palnej czarnoprochowej należącej do zmarłego. Zwłoki matki i syna zostaną poddane sekcji.

– Weryfikujemy przebieg zdarzenia, ustalamy, czy to faktycznie było tzw. samobójstwo rozszerzone – tak jak to wynika ze zgłoszenia – zaznaczył rzecznik policji. Według niego rodzina nie była wcześniej notowana przez policję.

Samobójstwo rozszerzone, czy raczej, jak brzmi jego prawidłowa nazwa – samobójstwo po zabójstwie, to specyficzny rodzaj zbrodni, do której dochodzi w kręgu najbliższych osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Zamieszki po wyborach w Stanach. Dziesiątki aresztowanych w Nowym Jorku

Około 50 osób aresztowano w Nowym Jorku podczas zadym, które towarzyszyły demonstracjom po wyborach. W Portland aresztowano 10 osób i zabezpieczono między innymi fajerwerki, młotki oraz strzelbę. Gubernator stanu Oregon, w którym leży Portland, Kate Brown wysłała na ulice żołnierzy Gwardii Narodowej po tym gdy doszło do „eskalacji przemocy”. – Do zamieszek dochodziło głównie na przedmieściach. Zatrzymaliśmy 10 osób – przekazał rzecznik lokalnej policji.

W Portland dochodziło w ostatnim czasie do zamieszek wywołanych przez aktywistów ruchu Black Lives Matter po śmierci czarnoskórego George’a Floyda, który zmarł podczas policyjnej interwencji.

Powyborcze demonstracje odbywały się w wielu miastach. Ich uczestnicy domagali się szybkiego i uczciwego przeliczenia głosów. Ludzie wyszli na ulice między innymi w Atlancie, Detroit, Minneapolis i Oakland. W Nowym Jorku aresztowano około 50 osób.

Joe Biden prowadzi po przeliczeniu większości głosów w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Kandydat Demokratów potrzebuje do ostatecznego zwycięstwa wygranej w dwóch stanach. Z kolei ubiegający się o reelekcję prezydent Donald Trump musiałby wygrać jeszcze w czterech stanach, aby zdobyć reelekcję.

Do policzenia pozostały jeszcze głosy w sześciu stanach. Według prognoz, w Arizonie i w Nevadzie prowadzi Joe Biden, a w Pensylwanii przewaga prezydenta Donalda Trumpa zmniejsza się. Dzisiaj około godziny 18 polskiego czasu powinny być znane wyniki z Nevady, a do tego czasu prawdopodobnie policzone zostaną także głosy w Arizonie.
Źródło info i foto: TVP.info

Berlin: Wypędzali diabła słoną wodą. Nie żyje 22-letnia kobieta

Przed sądem w Berlinie rozpoczął się proces czterech osób, które doprowadziły do śmierci 22-latki. Jej mąż, jego rodzice i islamski „uzdrowiciel” zmuszali kobietę do picia słonej wody, by wypędzić z niej diabła. Proces rozpoczął się w stolicy Niemiec w poniedziałek. Przed sądem stanęły cztery osoby – mąż zmarłej 22-latki, jego rodzice oraz „islamski uzdrowiciel”. Mieli oni torturować młodą kobietę, co w konsekwencji doprowadziło do jej śmieci. 

Podanie słonej wody w dużych ilościach 22-latce miał zalecić mężczyzna podający się za uzdrowiciela. Miał to być sposób na wypędzanie diabła. Według aktu oskarżenia mężczyzna powiedział rodzinie, że diabeł jest odpowiedzialny za bezdzietność pary.

Mąż zmarłej i jego rodzice podawali kobiecie codziennie półtora litra słonej wody. Kiedy kobieta nie była już w stanie samodzielnie pić, trzymali ją i wlewali jej ja do gardła. Po tygodniu kobieta zmarła. Mąż i jego rodzice są oskarżeni o uszkodzenie ciała skutkujące śmiercią. Czwarty oskarżony, rzekomy islamski uzdrowiciel, miał im towarzyszyć podczas tortur czytając Koran. Został oskarżony o współudział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pobicie operatora TVP Gdańsk. Aleksander K. pozostaje na wolności

„Syn Ryszarda Krauzego, który wg śledczych pobił operatora TVP Gdańsk i groził innym dziennikarzom zostaje na wolności. Sąd Okręgowy w Gdańsku nie uwzględnił zażalenia prokuratury na decyzję sądu rejonowego, który nie zgodził się na aresztowanie podejrzanego – podaje @RadioGdansk” – poinformował na Twitterze dziennikarz Dominik Panek.

Prezes Sądu Rejonowego w Gdyni złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa po mailach z groźbami pobicia i zniewagami wobec sędzi, która orzekała ws. Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Sędzia zdecydowała o wolnościowych środkach zapobiegawczych wobec syna biznesmena.

Jak powiedział rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku Tomasz Adamski, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczącego maili przesłanych pod adresem gdyńskiej sądzi zostało przesłane do Prokuratury Rejonowej w Gdyni.

„Były to maile zawierające groźby pobicia, a także zniewagi” – dodał sędzia Adamski.

Sprawa maili dotyczy orzeczenia, które gdyńska sędzia wydała w sobotę. Wówczas to sąd zdecydował o zastosowaniu wolnościowych środków zapobiegawczych wobec Aleksandra K., podejrzanego o pobicie operatora TVP Gdańsk. Mężczyznę objęto dozorem policji – dwa razy w tygodniu musi zgłaszać się na komisariat, ma zakaz kontaktu i zbliżania się na mniej niż 50 metrów do trzech osób pokrzywdzonych w tej sprawie.

Aleksandra K. zatrzymano w piątek wieczorem.

31-letni syn biznesmena Ryszarda Krauzego usłyszał w prokuraturze w Gdyni trzy zarzuty: naruszenia nietykalności, kierowania gróźb wobec dziennikarzy i spowodowania obrażeń ciała poniżej siedmiu dni. Czyny te są zagrożone karą do 2 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci zatrzymali oszusta internetowego

20-latek, który oszukiwał Polaków na terenie Niemiec i Holandii został zatrzymany przez policjantów z Wydziału dw/z Cyberprzestępczością. Jak ustalili funkcjonariusze oszukanych mogło zostać ponad 50 osób. Mężczyzna usłyszał 11 zarzutów oszustwa. To tylko jedna z tych spraw, które realizuje Wydział d/w z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. Właśnie minęły 3 lata od jego powstania.

Jak chronić swoje dane osobowe, nie dać się okraść i oszukać w sieci? Co zrobić kiedy w wiadomości mailowej dostajemy podejrzany link bądź prośbę o dane swojego konta bankowego? O tych wszystkich zagrożeniach najlepiej wiedzą funkcjonariusze tego wydziału.

Ostatnią ich sprawą jest zatrzymanie na terenie Zabrza 20-latka. Mężczyzna miał wystawiać na jednym z portali internetowych sprzęt elektroniczny, którego nie posiadał. Oszukiwał głównie Polaków mieszkających na terenie Niemiec i Holandii. By dotrzeć do wszystkich poszkodowanych policjanci założyli na portalu specjalny profil, gdzie zgłaszali się pokrzywdzeni. Do tej sprawy policjanci zabezpieczyli szereg kart bankomatowych oraz kart SIM.

Śledczy zajmujący się tą sprawą wstępnie ustalili, że oszukanych mogło zostać ponad 50 osób. Każda z nich mogła stracić od 100 do 1000 złotych. Mężczyzna usłyszał już 11 zarzutów oszustwa oraz jeden zarzut związany z przestępczością narkotykową. Teraz grozi mu kara nawet do 8 lat więzienia.

Policjanci z tego wydziału zrealizowali już ponad 200 spraw, w których zabezpieczyli setki komputerów, telefonów oraz innych nośników informacji. W ich pracy, tylko do jednej sprawy, przewijają się nawet tysiące poszkodowanych, czasami z różnych stron świata.

Funkcjonariusze przypominają, że wciąż jednym z najpowszechniejszych zagrożeń, pozostaje działalność oszustów, którzy wykorzystują niewiedzę, naiwność, brak zabezpieczeń w komputerach czy łatwowierność osób korzystających z sieci. Oszukują poprzez sprzedaż fikcyjnych towarów, włamania na konta bankowe, telefony komórkowe, kradzież czy wyłudzanie danych osobowych. Jest wysoce prawdopodobnym, że trafiając w sieci na taką właśnie ofertę, tak naprawdę nigdy jej nie otrzymamy. Dlatego podczas zakupów pamiętajmy o zdrowym rozsądku!
Źródło info i foto: Policja.pl

Będzie dochodzenie ws. tuszowania przypadków pedofilii przez arcybiskupa Głódzia

Arcybiskup Leszek Sławoj Głódź nie zastosował się do wytycznych Watykanu ws. przestępstw duchownych. Nuncjusz Apostolski nakazał wszczęcie dochodzenia w tej sprawie. Według ustaleń portalu oko.press arcybiskup Głódź przez siedem lat nie zrobił nic w sprawie zgwałconej przez księdza 17-latki. Arcybiskup powinien przestrzegać prawa kanonicznego, które nakazuje wszczęcie śledztwa i interwencje w takich przypadkach. Tymczasem duchowny przez wiele lat nie podjął żadnych kroków w tej sprawie.

W sprawie tuszowania przestępstw seksualnych księży przez arcybiskupa powołano specjalną komisję. Od momentu gwałtu (2011 rok) ksiądz, który się go dopuścił, pracował w wielu parafiach, a nawet organizował pielgrzymki i spotkania dla młodzieży.

W środę opublikowano pismo Nuncjusza Apostolskiego, które nakazuje wszczęcie śledztwa w sprawie zaniedbań ze strony kościelnego hierarchy.

„Etap diecezjalny dochodzenia w kwestii zaniedbań abpa Sławoja Leszka Głódzia w prowadzeniu spraw o nadużycia seksualne nieletnich został zakończony” – przekazała w swoim oświadczeniu środę nuncjatura apostolska w Polsce

„W następstwie formalnych zgłoszeń Stolica Apostolska w oparciu o motu proprio Ojca Świętego Franciszka „Vos estis lux mundi” (art. 10 §1) upoważniła arcybiskupa metropolitę warszawskiego do przeprowadzenia dochodzeń w sprawie zasygnalizowanych zaniedbań arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia w prowadzeniu spraw o nadużycia seksualne na szkodę osób małoletnich ze strony niektórych duchownych archidiecezji gdańskiej”.

Kardynał Nycz dostał nakaz przeprowadzenia dochodzenia w sprawie zaniedbań gdańskiego arcybiskupa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl