Abp Henryk Gulbinowicz ma zakaz używania insygniów

Kardynał Henryk Gulbinowicz ma zakaz uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych oraz używania insygniów biskupich. Został także pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego i pochówku w katedrze – poinformowała Nuncjatura Apostolska w Polsce.

W komunikacie opublikowanym na stronie Nuncjatury Apostolskiej poinformowano, że „w wyniku przeprowadzenia dochodzenia ws. oskarżeń wysuwanych pod adresem kard. Henryka Gulbinowicza oraz po przeanalizowaniu innych zarzutów dotyczących kardynała, Stolica Apostolska podjęła w stosunku do niego decyzję o zakazie uczestnictwa w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych oraz używania insygniów biskupich”.

Został też pozbawiony prawa do nabożeństwa pogrzebowego w katedrze i pochówku w katedrze – czytamy w komunikacie.

Nałożone na 97-letniego duchownego kary należą do najdotkliwszych, jakie mogą spotkać kościelnego hierarchę. To efekt przeprowadzonego pod nadzorem Watykanu dochodzenia kanonicznego, dotyczącego nie tylko tuszowania czynów pedofilskich wśród podległych arcybiskupowi kapłanów diecezji wrocławskiej, ale też czynów samego kardynała. Henryk Gulbinowicz oskarżany był m.in. o osobiste molestowanie jednego z wrocławskich kleryków.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez kard. Gulbinowicza

W maju ubiegłego roku do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza. Złożył je mecenas Artur Nowak, który reprezentuje Karola Chuma oskarżającego hierarchę o molestowanie seksualne.

Treścią zawiadomienia jest świadectwo pana Karola Chuma, podaliśmy w nim okoliczności, czas i miejsce popełnienia prawdopodobnego przestępstwa oraz wskazaliśmy osobę, którą można by w związku z tym przesłuchać – powiedział wówczas PAP mecenas Nowak.

Mamy nadzieję, że ta sprawa zostanie zbadana kompleksowo, również w tym kontekście, czy były jakieś skargi składane w tym zakresie, nie tylko do diecezji, ale przede wszystkim do nuncjatury i do Kongregacji Nauki i Wiary – dodał adwokat.

Postać kard. Gulbinowicza pojawiła się także w filmie „Tylko nie mów nikomu” braci Tomasza i Marka Sekielskich, w którym przedstawiono przypadki wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych. Wskazano, w nim, że po zatrzymaniu Pawła K. w 2005 r. poręczył za niego ówczesny metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski. Szybko jednak to poręczenie wycofał. Następnie, według dokumentu Sekielskiego, poręczenia udzieli kard. Henryk Gulbinowicz, emerytowany biskup archidiecezji wrocławskiej. Dzięki temu poręczeniu K. miał uniknąć tymczasowego aresztowania – wynika z dokumentu.

Rzecznik archidiecezji wrocławskiej ks. dr Rafał Kowalski w oświadczeniu wysłanym później mediom poinformował, że K. nie jest już księdzem.

Kard. Henryk Gulbinowicz do 2004 r. był metropolitą wrocławskim

97-letni obecnie kard. Henryk Gulbinowicz w czerwcu 1950 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W lutym 1970 r. otrzymał święcenia biskupie z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. W styczniu 1976 r. mianowany został arcybiskupem metropolitą wrocławskim po zmarłym kardynale Bolesławie Kominku.

Był przewodniczącym komitetu organizacyjnego 46. Międzynarodowego Kongresu Eucharystycznego we Wrocławiu w 1997 r. Brał także udział w pracach episkopatu Polski. W latach 1977-1987 był profesorem teologii moralnej i Wielkim Kanclerzem Papieskiego Fakultetu Teologicznego we Wrocławiu.

Pracował również w watykańskich Kongregacjach: ds. Duchowieństwa, ds. Kościołów Wschodnich i ds. Ewangelizacji Narodów. Uczestniczył w pracach VIII sesji zwykłej Światowego Synodu Biskupów w Watykanie. Stanowisku metropolity wrocławskiego pełnił do osiągnięciu wieku emerytalnego, do roku 2004 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Piaseczno: Zatrzymano sprawcę włamania do banku. Chciał zmusić przypadkowego kierowcę do pomocy w ucieczce

Policjanci zatrzymali mężczyznę, który włamał się do banku. Podejrzany aktualnie przebywa w areszcie. Grozi mu 10 lat więzienia. Do włamania się do jednego z banków w Piasecznie doszło w środę 4 listopada we wczesnych godzinach porannych. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyzna podważył drzwi wejściowe, a następnie dostał się do środka.

Firmę ochroniarską zawiadomił system alarmowy, który załączony był w banku. „Jeden z jej pracowników, wewnątrz placówki bankowej zauważył mężczyznę, wówczas ten ponownie podważył drzwi wejściowe i zaczął uciekać. Po drodze próbował on jeszcze zmusić przypadkowego kierowcę, by go zabrał i natychmiast odjechał” – przekazał nadkom. Jarosław Sawicki z KPP w Piasecznie. Podejrzanemu mężczyźnie nie udało się tego uczynić. Został obezwładniony przez dwóch pracowników ochrony. Następnie przekazano go w ręce policji.

Podejrzanego osadzono w policyjnej celi. Funkcjonariusze ustalają jego tożsamość. Za popełniony przez niego czyn czeka go odpowiedzialność karna. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zabójstwo w zakładzie karym we Włodawie

W Zakładzie Karnym we Włodawie (woj. lubelskie) doszło do zabójstwa. Jeden z osadzonych zaatakował drugiego taboretem. Jak informuje „Dziennik Wschodni”, napastnikiem był 27-letni Kamil K. Mężczyzna we wtorek 3 listopada z nieznanych dotąd przyczyn zaatakował swojego kolegę z celi.

Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie w rozmowie z portalem przekazała, że 27-latek zadał pokrzywdzonemu szereg uderzeń taboretem. Tym samym spowodował liczne obrażenia głowy, wskutek których mężczyzna zmarł.

Kamil K. odpowie za zabójstwo. Śledczy postawili mu również zarzut dotyczący spowodowania uszczerbku na zdrowiu w lipcu tego roku. Oskarżony oblał innego więźnia wrzątkiem z czajnika, powodując oparzenia twarzy. Policjanci zawieszeni za wieszaki na płocie Jarosława Kaczyńskiego. Piotr Zgorzelski oferuje pomoc

Podczas przesłuchania 27-latek przyznał się do zarzutów. Składał wyjaśnienia, ale śledczy nie zdradzili ich treści. Za dokonane przestępstwa grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Zarzuty po śmiertelnym postrzeleniu 16-latka z Kazachstanu

Zarzut zabójstwa postawiła prokuratura 51-letniemu Dariuszowi Ch., który podczas nocnego polowania postrzelił śmiertelnie 16-latka z Kazachstanu w Kluczkowicach (Lubelskie). Mężczyzna został aresztowany. Zatrzymany też został 41-letni Marcin B., który nie udzielił pomocy postrzelonemu i utrudniał postępowanie karne – poinformowała w czwartek (5 listopada) w komunikacie Agnieszka Kępka rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, która prowadzi postępowanie w tej sprawie.

Do postrzelenia doszło 1 listopada. Zginął 16-letni obywatel Kazachstanu, który z grupą młodzieży z tego kraju mieszkał w internacie Zespołu Szkół w Kluczkowicach. Wieczorem trzech chłopców wyszło do sadu w pobliżu internatu. Wtedy padł strzał z samochodu. Jeden z nastolatków został postrzelony. Sprawca po oddaniu strzału odjechał. Podjęto próbę reanimacji chłopca, jednak pomimo starań, jego życia nie udało się uratować.

Śledztwo prowadzone pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Lublinie doprowadziło do ustalenia i zatrzymania podejrzanych. To 51-latek, który oddał strzał z broni myśliwskiej oraz jego 41-letni kolega, który przebywał wspólnie z nim w samochodzie i pomagał mu.

Mężczyzna nie przyznał się do zabójstw

51-letni Dariusz Ch. usłyszał zarzut, że prowadząc polowanie w porze nocnej, strzelił z broni myśliwskiej, przewidując i godząc się na to, że cel może być człowiekiem. Spowodował u chłopca uszkodzenia nerki, wątroby i płuca, co w konsekwencji doprowadziło do śmierci pokrzywdzonego. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa.

Podejrzany mężczyzna nie przyznał się do zabójstwa. Sąd aresztował go na trzy miesiące. Za zarzucane mu czyny grozi kara więzienia od lat 8 do dożywocia.

41-letni Marcin B. usłyszał zarzut nieudzielenia pomocy postrzelonemu chłopcu. Jest on także podejrzany o to, że utrudniał postępowanie karne. Pomagał sprawcy w usiłowaniu uniknięcia odpowiedzialności karnej, w szczególności poprzez uzgodnienie nieprawdziwej wersji zdarzeń.

Marcin B. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Zastosowano wobec niego dozór policji, zakaz kontaktowania się ze świadkami zdarzenia, poręczenie majątkowe w kwocie 2 tys. zł i zakaz opuszczania kraju. Za zarzucane mu czyny grozi do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Były prezydent Kosowa Hashim Thaci w areszcie Trybunału w Hadze

Prezydent Kosowa Hashim Thaci, który ogłosił w czwartek rezygnację z urzędu w związku z ciążącymi na nim zarzutami o zbrodnie wojenne, został przewieziony do aresztu Międzynarodowego Trybunału w Hadze.

Wraz z Thacim do Hagi zostało przewiezionych jeszcze trzech innych dowódców Armii Wyzwolenia Kosowa: Rexhep Selimi – obecnie deputowany do parlamentu Kosowa, Kadri Veseli – przewodniczący Demokratycznej Partii Kosowa, z którą związany jest także prezydent Thaci, a także Jakup Krasniqi – jeden z nestorów kosowskiej opozycji.

Cała czwórka jest oskarżana o nadzorowanie nielegalnych obozów, w których byli przetrzymywani w nieludzkich warunkach przedstawiciele serbskiej mniejszości i albańskiej opozycji. Jeńcy byli torturowani, a niekiedy zabijani.

52-letni Thaci, który w 2008 r. po ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości stanął na czele rządu, a w 2016 r. został wybrany na urząd prezydenta, twierdzi, że jest niewinny, a zarzuty są bezpodstawne. Po otrzymaniu z Hagi informacji, że Międzynarodowy Trybunał podtrzymał zarzuty, Thaci ogłosił dymisję, by „w ten sposób chronić integralność państwa” – tłumaczył.

Obserwatorzy zgodnie oceniają, że dymisja Thaciego może doprowadzić do destabilizacji sytuacji wewnętrznej w Kosowie.

Agencja Reutera podaje, że Hashim Thaci przybył w późnych godzinach popołudniowych na lotnisko w Prisztinie, skąd został przewieziony do Hagi. W stolicy Holandii przejęli go śledczy z izby zajmującej się zbrodniami wojennymi w Kosowie popełnionymi w trakcie wojny trwającej tam w latach 1998-99. Thaci był w tym okresie jednym z dowódców Armii Wyzwolenia Kosowa i bezpośrednio angażował się w walki z serbskimi milicjami oraz serbską armią, które broniły mniejszości serbskiej w Kosowie.

Zbrodnie wojenne i przeciwko ludzkości

Specjalna Izba Sądowa ds. Kosowa (KSC) w Hadze, powołana do życia w 2015 r., poinformowała o wniesieniu zarzutów wobec Thaciego oraz dziewięciu innych osób w czerwcu. Wszyscy oni zostali oskarżeni o zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnie wojenne na Serbach podczas wojny w Kosowie w latach 1998-99. Thaci był wówczas jednym z przywódców Armii Wyzwolenia Kosowa (UCK). Zdaniem prokuratorów z Hagi, oskarżeni winni są prawie stu zabójstw Serbów, Romów i przeciwników politycznych.

Oddanie się w ręce sprawiedliwości przez Thaciego zostało odebrane jako pozytywny sygnał przez Komisję Europejską i Parlament Europejski. Prezydent Kosowa jeszcze w lipcu dobrowolnie spotkał się ze śledczymi z Hagi dla przedyskutowania ciążących na nim zarzutów – przypomina Reuters.

Jako „szansę na wyjaśnienie okoliczności zbrodni wojennych popełnionych przez Armię Wyzwolenia Kosowa” zakwalifikował postawienie zarzutów byłemu kosowskiemu prezydentowi deputowany do parlamentu Serbii Milovan Drecun.

– To sygnał, że proces pociągania do odpowiedzialności osób, które popełniły tego rodzaju zbrodnie, jest w istocie nieodwracalny – ocenił.

Przed Międzynarodowym Trybunałem w Hadze sądzeni byli już dowódcy serbscy oskarżani o zbrodni wojenne, w tym były serbski prezydent Slobodan Milosević, który w 2006 r. zmarł w więzieniu w Hadze. Informacja o postawieniu zarzutów Hashimowi Thaciemu, który cieszy się wielką estymą w Kosowie została odebrana z wielki niezadowoleniem w Kosowie, czemu dają wyraz kosowscy politycy i kosowska ulica.
Źródło info i foto: TVP.info

15-latek z Głowaczowej planował zabić więcej osób

Dzień po tym, jak 15-latek z Głowaczowej (Podkarpackie) przyznał się do zabójstwa 17-letniej siostry, na jaw wychodzą nowe fakty. Prokurator rejonowy z Dębicy przekazał „Super Expressowi”, że nastolatek prowadził pamiętnik, w którym zapisał listę swoich ofiar. Oprócz siostry, planował skrzywdzić również inne osoby z najbliższego otoczenia.

W poniedziałek 15-latek z Głowaczowej niedaleko Dębicy zadał swojej siostrze kilkanaście ciosów drewnianą pałką i nożem w różne części ciała. Bezpośrednio po tragedii zadzwonił po pogotowie ratunkowe. Mimo reanimacji, dziewczyna zmarła.

Sprawca zabójstwa po zatrzymaniu powiedział policjantom, że słyszał głos, który kazał mu zabić starszą siostrę. Według lokalnych mediów, mieszkańcy Głowaczowej są zaskoczeni tragedią. Mówią, że była to normalna rodzina, a 15-latek dobrym i spokojnym uczniem.

Prokurator rejonowy z Dębicy Jacek Żak w środę przekazał, że nastolatkowi został postawiony zarzut zabójstwa. Chłopiec przyznał się do winy.

„Pisał jak osoba w depresji”

Jak dowiedział się „Super Express”, 15-latek od dłuższego czasu prowadził odręcznie zapisany pamiętnik. Zamieścił w nim listę nazwisk osób z najbliższej rodziny, którym „chciał zrobić krzywdę”.

– Jego stan psychiczny pogarszał się w ostatnich dniach. Jak wynika z zapisków, ostatnich kilkanaście kartek jest bardzo niepokojących. Nastolatek pisał jak osoba w depresji. Podkreślał, że musi zrobić krzywdę członkom rodziny. Na szczycie listy była jego siostra – przekazał prokurator Żak.

Przyszły zabójca w drastycznych szczegółach miał opisywać jaki los spotka jego najbliższych. Aktualnie nastolatek przebywa w schronisku dla nieletnich. Niewykluczone, że będzie sądzony jako osoba dorosła.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skrajna prawica szykowała zamach w Filadelfii

Policja w Filadelfii zatrzymała mężczyznę po otrzymaniu informacji o przygotowywanym zamachu na Convention Center w Filadelfii, gdzie liczone są głosy z wtorkowych wyborów prezydenckich – podała telewizja ABC.

Do zatrzymania doszło w czwartek późnym wieczorem czasu lokalnego. Z opublikowanego materiału wideo wynika, że zatrzymano mężczyznę o azjatyckich rysach twarzy. W jego samochodzie znaleziono broń palną. Mężczyzna nie stawiał oporu. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie. Jak przekazała telewizja ABC, powodem zatrzymania była otrzymana informacja o osobie lub grupie osób, jadących hummerem z Wirginii w celu przeprowadzenia zamachu na Convention Center w Filadelfii, gdzie trwa liczenie głosów z wtorkowych wyborów prezydenckich.

Na pojeździe były naklejki z hasłami i logo radykalnej organizacji QAnon, której sympatycy wierzą m.in., że politycy Partii Demokratycznej – w tym Hillary Clinton – oraz amerykańskie elity uczestniczą w satanistyczno-kanibalistycznej siatce handlu dziećmi. Centralnym punktem teorii jest wiara w to, że prezydent Donald Trump w odpowiednim momencie dokona masowych aresztów setek prominentnych osób.

W Filadelfii liczenie głosów trwa już trzecią dobę. Głosy w tym bastionie Demokratów mogą przesądzić o zwycięstwie Joe Bidena w całym stanie Pensylwania, a w konsekwencji – w całym kraju. Prezydent Trump zarzucił – bez podania dowodów – że dochodzi tam do fałszerstw wyborczych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pułapka zastawiona na pedofila. Umówił się z 14-latką

Michał S. (45 l.) pochodzący spod Brzozowa umówił się przez Internet z 14-letnią dziewczynką w Przeworsku. Cel? Spotkanie intymne. Mężczyźnie nie przeszkadzało, że umawia się z dzieckiem! Na szczęście po drugiej stronie komputera nie było nastolatki, a dorosła osoba, która powiadomiła policję o swojej prowokacji. Funkcjonariusze natychmiast złapali mężczyznę. W czwartek Sąd Rejonowy w Przeworsku wydał wyrok w tej sprawie.

W lipcu tego roku policjanci z Przeworska zatrzymali 45-latka podejrzanego o składanie przez Internet propozycji seksualnych 14-latce. Jak ustalili śledczy, mężczyzna umówił się z dziewczynką na spotkanie, nie wiedział jednak, że tak naprawdę konwersację w sieci prowadził z osobą dorosłą. Na umówionym spotkaniu czekali na niego policjanci.

– Funkcjonariusze wydziału kryminalnego przeworskiej komendy zostali powiadomieni przez mieszkańca woj. podkarpackiego, że namierzył w sieci pedofila. Wyjaśnił, że zalogował się na czacie jako 14-latka. Nawiązał z nim kontakt mężczyzna, który zaczął składać „dziewczynce” propozycje seksualne i dążył do spotkania. Ponieważ spotkanie zostało umówione w rejonie dworca PKP na ul. Lubomirskich w Przeworsku, dlatego mężczyzna powiadomił o całej sytuacji przeworskich funkcjonariuszy, którzy przygotowali zasadzkę. Zamiast dziewczynki w wyznaczonym miejscu czekali policjanci – informowała Justyna Urban, rzecznik prasowy KPP w Przeworsku.
Źródło info i foto: se.pl

OBWE chce unieważnienia wyborów na Białorusi

Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie apeluje o unieważnienie wyborów na Białorusi i przeprowadzenie nowych – pod okiem międzynarodowych obserwatorów. W raporcie organizacji jest też mowa o manifestacjach, brutalnie tłumionych przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

„Istnieją obciążające dowody świadczące o tym, że wybory prezydenckie z 9 sierpnia zostały sfałszowane i że siły bezpieczeństwa dopuściły się poważnych i systematycznych naruszeń praw człowieka w odpowiedzi na pokojowe manifestacje” – czytamy w raporcie OBWE na temat Białorusi, który został opublikowany w czwartek.

Liczący niemal 60 stron raport jest miażdżący: wybory prezydenckie 9 sierpnia zostały sfałszowane, naruszono prawa człowieka demonstrujących przeciwko rządowi, a ludzie odpowiedzialni za to wszystko są bezkarni. Według raportu „nieustannie atakowana” jest też wolność mediów.

Sprawozdawca OBWE Wolfgang Benedek nie został wpuszczony na teren Białorusi, dlatego zebrał świadectwa Białorusinów, a także liczne zdjęcia i nagrania przez internet. W raporcie jest mowa o „powszechnych i systematycznych torturach”, a także o „nieludzkim lub poniżającym traktowaniu” nie tylko protestujących, ale także przypadkowych przechodniów.

OBWE apeluje o przeprowadzenie nowych, uczciwych wyborów pod okiem niezależnych, międzynarodowych obserwatorów, a także o zaprzestanie stosowania przemocy przez podległe reżimowi Alaksandra Łukaszenki służby oraz o zwolnienie więźniów politycznych.

W sumie na Białorusi jest już 121 osób uznanych za więźniów politycznych. To między innymi bloger Siarhiej Cichanouski i bankier Wiktar Babaryka, którzy zamierzali wystartować w tegorocznych wyborach prezydenckich. W aresztach przebywają również znani politycy opozycji Paweł Siawiaryniec i Mikoła Statkiewicz.
Źródło info i foto: Gazeta.pl