Tajemnicza śmierć 76-letniej kobiety. Miała rany szarpane rąk i nóg

Sekcja zwłok wyjaśni przyczynę śmierci 76-letniej kobiety w Nieliszu na Lubelszczyźnie. Jej zwłoki znalazł 51-letni syn. Kobieta miała rany szarpane rąk i nóg. Śledczy sprawdzą, czy kobieta mogła zostać zagryziona przez dwa psy należące do jej syna. Miała rany szarpane na rękach i nogach, ale – jak przyznał w rozmowie z RMF FM komisarz Andrzej Fiołek z lubelskiej policji – nie ma śladów pogryzienia w miejscach takich, które ewidentnie wskazywałyby na zagryzienie.

51-letni mężczyzna mieszka obok matki. Był u niej w sobotę wieczorem. Prawdopodobnie nie zamknął furtki między posesjami i dlatego jego psy wypuszczone z kojca znalazły się na sąsiednim podwórku. Niewykluczone, że 76-latka zmarła z przyczyn naturalnych obok domu, a później psy poszarpały jej ciało. To będzie możliwe do ustalenia dopiero po sekcji.

Decyzją prokuratora 51-letni mężczyzna nie został zatrzymany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Makabryczne odkrycie pod Zieloną Górą

W niedzielę rano doszło do makabrycznego odkrycia w okolicach Zielonej Góry. Około godziny 10 strażacy odebrali zgłoszenie mówiące o płonącym w lesie samochodzie. To, co znaleźli na miejsce wprawiło ich w osłupienie. Na miejscu zdarzenia zielonogórscy strażacy faktycznie znaleźli płonący samochód. Osobowy ford stanął w płomieniach w wyniku podpalenia. Co więcej, gdy strażacy dogasili pożar, zgodnie z procedurami postanowili zajrzeć do bagażnika. Znaleźli tam niezidentyfikowane kości i dwie łopaty.

Teraz sprawą zajmie się policyjna grupa dochodzeniowo-śledcza. W tym momencie badający sprawę funkcjonariusze nie zdradzają ani do kogo należał samochód, ani czy znalezione w aucie kości były ludzkie. Jak podaje portal TVN24 na miejscu pracowali technicy kryminalistyki, ale został także wezwany karawan zakładu pogrzebowego. Oznaczałoby to, że znalezione w aucie szczątki należały do człowieka.

Z kolei tablice rejestracyjne samochodu zostały znalezione wyrzucone w lesie.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja wyjaśnia sprawę pożaru szpitala w Krakowie

Policja wyjaśnia przyczyny pożaru, który wybuchł w niedzielę wieczorem w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Nikt w nim nie ucierpiał, ale spłonęły dwa elektryczne meleksy. – W poniedziałek policja i biegły z zakresu pożarnictwa będą przeprowadzać oględziny na miejscu zdarzenia. Będziemy ustalać przyczyny – powiedziała Katarzyna Cisło z zespołu prasowego małopolskiej policji.

Do zdarzenia doszło na poziomie minus 2, w części technicznej szpitala. Spłonęły dwa meleksy o napędzie elektrycznym. – Nie były to ani karetki, ani ambulanse – podkreślił rzecznik prasowy małopolskiej PSP Sebastian Woźniak. Wstępna wartość szacowanych strat to 20 tys. zł.

Akcja gaśnicza w niedzielny wieczór trwała ponad dwie i pół godziny, uczestniczyło w niej 32 strażaków z ośmiu zastępów. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał, nie było ewakuacji budynku.
Źródło info i foto: interia.pl

Polscy handlarze podrabianych papierosów zatrzymani w Niemczech

13 Polaków zostało zatrzymanych podczas kilkudniowej akcji celników z Essen i prokuratury w Düsseldorfie przeciwko przemytnikom i handlarzom nielegalnych papierosów. Niemieckie służby przechwyciły prawie 3,5 mln podrabianych wyrobów nikotynowych, ponad 120 tys. euro w gotówce oraz pięć strzelających długopisów. Mimo niewielkiego kalibru broni, jest ona bardzo niebezpieczna z bliska, a przede wszystkim łatwa do ukrycia.

Zatrzymania członków polskich gangów tytoniowych, to kolejny etap, prowadzonego od sierpnia 2019 r. śledztwa Biura Dochodzeń Celnych z Essen i prokuratury w Düsseldorfie. Niemcy, które jeszcze dekadę temu były jednym z głównych odbiorców przemycanych papierosów, od kilku lat są krajem tranzytowym dla kontrabandy płynącej szerokim strumieniem do Wielkiej Brytanii m.in. z Polski. Tutaj też gangi organizują m.in. magazyny. Jednak część produkcji z polskich manufaktur trafia także do naszego zachodniego sąsiada.

Obławę na członków gangu, niemieckie służby urządziły w dniach 10-12 listopada. Najpierw w okolicach Bielefeld zatrzymano kierowcę ciężarówki z Polski, w której ukryto ponad 17 tys. kartonów papierosów popularnej marki brytyjskiego koncernu tytoniowego. Oczywiście bez akcyzy. Choć niemieckie służby tego nie podają, to należy domniemywać, że papierosy te były zwykłymi podróbkami o znacznie gorszych parametrach jakościowych i smakowych.

Rankiem 11 listopada ponad setka celników przeszukała jedenaście posesji i mieszkań w Düsseldorfie, Krefeld, Mönchengladbach, Meerbusch i Tönisvorst. Zatrzymano siedmiu Polaków. Podczas akcji skonfiskowano 120 tys. euro w gotówce, „pewną ilość nielegalnych papierosów”, a także pięć długopisów strzelających. Ta przypominająca przybory do pisania broń, mimo małego kalibru – 5,6 mm, z bliska bardzo jest niebezpieczna, a przede wszystkim łatwo ją ukryć. Prawdopodobnie długopisy strzelające miały chronić członków nikotynowego gangu przed konkurentami.

Ostatniego dnia obławy, udało się zatrzymać m.in. dwóch naszych rodaków w wieku 42 i 39 lat, którzy należeli do „zarządu” grupy przestępczej.

Celnicy z Essen obliczyli, że gdyby przejęte podczas akcji papierosy trafiły na czarny rynek, niemiecki skarb państwa straciłby na podatkach ponad 550 tys. euro.
Źródło info i foto: TVP.info

Kalifornia: Atak nożownika w kościele

Policja z San Jose w Kalifornii w USA poinformowała w niedzielę wieczorem czasu miejscowego, że dwie osoby zginęły, a wiele zostało rannych w wyniku ataku z użyciem noża w kościele baptystycznym w tym mieście. Dodano, że rany niektórych z ofiar zagrażają życiu. Do zdarzenia nie doszło podczas nabożeństwa, w chwili ataku w świątyni przebywali ogrzewający się tam bezdomni – przekazała policja na Twitterze. Mundurowi przybyli na miejsce.

Burmistrz San Jose Sam Liccardo poinformował również na Twitterze, że policja aresztowała podejrzanego, ale tych doniesień nie potwierdziła na razie sama policja, według której sytuacja nadal się rozwija. Liccardo po chwili skasował swoją wiadomość zapowiadając, że niedługo zostanie wydane oświadczenie policji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciężki stan 21-latka zaatakowanego przez nożownika

„39-letni napastnik zaatakował nożem 21-letniego kierowcę motocykla. Do zdarzenia doszło w Andrychowie (Małopolska) na jednej z lokalnych dróg. Młody mężczyzna z ranami kłutymi ramienia i uda trafił w ciężkim stanie do szpitala” – poinformowała polsatnews.pl rzecznik wadowickiej policji.

21-letni mężczyzna został zaatakowany nożem, z ranami kłutymi uda i ramienia trafił do szpitala w Wadowicach – poinformowała polsatnews.pl mł. asp. Agnieszka Petek, rzecznik wadowickiej policji. Polsatnews.pl poinformowało o ataku 39-letniego nożownika na młodego kierowcę motocyklu w Andrychowie. Napastnik przebił także opony w motorze 21-latka.

Sprawca ataku został zatrzymany.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Trwają poszukiwania zaginionego Grzegorza Budzińskiego

Grzegorz Budziński zaginął 14 listopada. Mężczyzny szuka rodzina i policja z Bydgoszczy. Zaginiony ma tatuaż na lewej ręce „czaszka”, tatuaż na udzie, na brzuchu po stronie lewej blizna po operacji,a także brak zębów szczęki górnej. Komisariat Policji Bydgoszcz-Śródmieście poszukuje Grzegorza Budzińskiego, który w dniu 14 listopada 2020 r. opuścił miejsce zamieszkania i do chwili obecnej do niego nie powrócił i nie nawiązał kontaktu z najbliższymi.

Rysopis: wiek z wyglądu około 50 lat, wzrost 178 cm, sylwetka krepa – duży brzuch, włosy siwe krótkie, uszy normalne przylegające, nos okrągły, oczy niebieskie, uzębienie niepełne, proteza szczęki dolnej, brak zębów szczęki górnej, tatuaż na lewej ręce „czaszka”, tatuaż na udzie, na brzuchu po stronie lewej blizna po operacji.

W chwili zaginięcia poszukiwany ubrany był w kurtkę zimową koloru niebieskiego, jeansy koloru niebieskiego, buty sportowe ciemne, ciemną bluzkę.

Posiadał przy sobie kluczyk od samochodu marki dacia, telefon komórkowy Samsung (starego typu z klawiaturą), dowód osobisty oraz kartę płatniczą PKO S.A.

Osoby znające miejsce pobytu w.w. proszone są o kontakt z Dyżurnym KP Bydgoszcz-Śródmieście pod numerem telefonu 47-751-11-60 lub 112.
Źródło info i foto: se.pl

Co najmniej kilkudziesięciu zatrzymanych po wczorajszych protestach na Białorusi

Na Białorusi 106. dzień trwają demonstracje opozycji. Niedzielne akcje różnią się od wcześniejszych tym, że mają lokalny charakter. W Mińsku demonstranci zbierają się na osiedlach i kolumnami kierują w stronę centrum miasta. Służby zatrzymały co najmniej kilkadziesiąt osób.

Milicyjny OMON rozpędzał w Mińsku kolumny demonstrantów między innymi w dzielnicy Kamienna Horka, przy ulicy Sergiusza Prytyckiego, Feliksa Dzierżyńskiego i Maksima Bogdanowicza. Białoruska milicja ponownie użyła granatów hukowych. Funkcjonariusze zatrzymali już co najmniej kilkadziesiąt osób. Dziennikarz Andrzej Poczobut pisze na Twitterze wręcz o „polowaniu na ludzi”.

Z informacji mediów wynika, że w stolicy protestuje co najmniej kilkanaście tysięcy ludzi. Dziennikarz Franak Viacorka podaje na Twitterze, że w stolicy odbywa się ok. 30 zgromadzeń. Wyłączono tam z ruchu 10 stacji metra i nie działa mobilny internet. Niewielkie akcje protestu odbywają się w innych białoruskich miastach: Mohylewie, Homlu, Żodino i Smolawiczach.

„Grodno. Łańcuch Solidarności w jednej z dzielnic miasta. Tym razem nie ma w Grodnie jednej wspólnej akcji, ale w różnych dzielnicach jednocześnie odbywają się kilkunasto-kilkudziesięcioosobowe łańcuchy i marsze. Ma to utrudnić siłowikom ich dławienie i dokonanie aresztowań” – relacjonuje niedzielne protesty dziennikarz Andrzej Poczobut.

Protesty na Białorusi

Niezależne media niemal wyłącznie publikują archiwalne lub amatorskie zdjęcia i nagrania z akcji protestu. Redakcje obawiają się wysyłać dziennikarzy na demonstracje w obawie przed aresztami. Dziennikarze, którzy relacjonowali na miejscu wcześniejsze akcje protestu, byli często zatrzymywani przez milicję. Potem sądy skazywały ich na kary aresztu za udział w nielegalnych demonstracjach. Walery Kalinowski dziennikarz rozgłośni Radio Swaboda powiedział Polskiemu Radiu, że obecnie w aresztach przebywa 18 dziennikarzy niezależnych mediów w tym kilku z jego redakcji.

– Teraz dziennikarzom jest bardzo trudno pracować na akcjach protestacyjnych w Mińsku. Niemal każde wyjście w celu obserwowania demonstracji kończy się aresztem. Dziennikarstwo na Białorusi to jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów – mówi Walery Kalinowski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl