Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Morderca miał pomoc?

Po półtora roku od zabójstwa 10-letniej Kristiny z Mrowin prokuratura wciąż nie ma gotowego aktu oskarżenia. Jakub A., który jest podejrzany o dokonanie zbrodni, przyznał się do winy, ale śledczy chcą mieć pewność, że nikt więcej nie brał udziału w zbrodni.

10-letnia Kristina zginęła w czerwcu ubiegłego roku. Zbrodni dokonał 23-letni Jakub A., który niedługo po zatrzymaniu przyznał się do winy. Mężczyzna wywiózł dziewczynkę do lasu i zadał jej ponad 30 ciosów nożem w klatkę piersiową i szyję. Później próbował upozorować swoje czyny na zbrodnię pedofila.

Po niemalże półtora roku śledztwo wciąż jest w toku. Śledczy chcą się upewnić, że nikt nie pomagał Jakubowi A. w tej zbrodni. Trwa analiza śladów zabezpieczonych w miejscu znalezienia zwłok. Prokuratura wciąż czeka na opinie biegłych w sprawie sprzętu elektronicznego: telefonów, laptopów i pendrive’ów.

„Prokuratura oczekuje na zlecone ekspertyzy, przede wszystkim na kompleksową opinię z zakresu wszystkich zabezpieczonych w tej sprawie śladów biologicznych, a tych śladów jest kilkadziesiąt” – mówi Onetowi prok. Tomasz Orepuk.

Do zabójstwa Kristiny doszło 13 czerwca 2019 roku. Dziewczynka koło południa wracała ze szkoły, jednak do domu nigdy nie dotarła. Matka zgłosiła jej zaginięcie i natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Ciało dziecko znaleziono po kilku godzinach.

Kristina zmarła w wyniku ran kłutych. Na klatce piersiowej i szyi miała ponad 30 ciosów. 23-letni Jakub A., został zatrzymany trzy dni po zbrodni. Przyznał się do winy i od tamtego momentu przebywa w areszcie. Jakub A. dokładnie wszystko zaplanował. Upozorował zbrodnię na działanie pedofila i zmienił samochód. Według niepotwierdzonych informacji próbował nawet komuś zlecić tę zbrodnię. 23-latek prawdopodobnie zabił 10-latkę, ponieważ kochał się w jej matce. Wierzył, że 10-latka była przeszkodą w ich ewentualnym związku.
Źródło info i foto: o2.pl

Etiopia: Aresztowano ok. 800 osób podejrzanych o „spisek terrorystyczny”

Etiopska policja aresztowała 796 osób podejrzanych o planowanie „ataków terrorystycznych” w stolicy kraju, Addis Abebie, których inspiratorem jest Tigrajski Ludowy Front Wyzwolenia (TPLF), działający w zbuntowanej prowincji Tigraj – podała w poniedziałek rządowa agencja Fana. Informacji tej nie potwierdziły na razie ani źródła rządowe ani rebelianci.

Tymczasem lider TPLF Debretsion Gebremichael w poniedziałek zaprzeczył informacjom dowództwa armii etiopskiej, jakoby oddziały federalne zamknęły pierścień wokół stolicy prowincji – miasta Mekelle.

Zachodnie agencje nie mogły niezależnie zweryfikować żadnej wersji konfliktu w Etiopii. Twierdzenia wszystkich stron są trudne do potwierdzenia, ponieważ komunikacja telefoniczna i internetowa nie działa, a media są w dużej mierze zablokowane w regionie północnej Etiopii.

Do wybuchu konfliktu w Tigraju doszło na początku listopada, gdy według władz federalnych lokalne bojówki zaatakowały miejscową bazę wojskową etiopskiej armii, po czym wojska federalne rozpoczęły ofensywę w Tigraju. Rząd Etiopii zarzuca władzom tego regionu dążenie do secesji. Od 4 listopada w regionie obowiązuje wprowadzony przez władze centralne półroczny stan wyjątkowy i trwa interwencja wojskowa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Posłanka spryskana gazem podczas strajku zawiadamia prokuraturę

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat zawiadamia prokuraturę w sprawie użycia wobec niej gazu przez nieumundurowanego policjanta, zaznaczając, że uniemożliwiło jej to wykonywanie mandatu poselskiego. Biejat skierowała też pismo do Komendy Głównej Policji z pytaniami o podjęte przez funkcjonariuszy działania. Kroki, które podjęła Biejat, wiążą się z wydarzeniami, które miały miejsce 18 listopada na warszawskim placu Powstańców Warszawy, gdzie przed siedzibą TVP odbywała się demonstracja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Posłanka w piśmie adresowanym do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście relacjonuje, że podjęła tam interwencje w związku z tym, że „nieumundurowani policjanci brutalnie wyciągali z tłumu uczestników pokojowego zgromadzenia, głównie młode dziewczyny”, a później „nieumundurowani funkcjonariusze użyli wobec nich gazu i pałek teleskopowych”.

„Próbowałam interweniować, wzywając do zaprzestania nieuzasadnionego, prowadzącego do eskalacji użycia przemocy, trzymając na wysokości twarzy swoją legitymację poselską. W odpowiedzi policjant, do którego się zwróciłam, prysnął mi w twarz gazem pieprzowym. Ponieważ w tym momencie zwracałam się do niego, informując, że jestem posłanką, wnoszę, że zrobił to z premedytacją. Bezpośrednio po tym zdarzeniu funkcjonariusz ukrył się za szpalerem umundurowanych policjantów” – pisze Biejat.

Jak zaznacza w piśmie Biejat, działanie nieumundurowanego policjanta uniemożliwiło jej wykonywanie mandatu poselskiego. „Moją rolą jako posłanki jest ochrona obywateli przed nadużyciem władzy wykonawczej i podejmowanie interwencji poselskich w przypadkach, w których stwierdzono lub istnieje podejrzenie takiego nadużycia. Użycie przez funkcjonariusza środka przymusu bezpośredniego – miotacza gazu, przerwało podejmowanie przeze mnie interwencji poselskiej i uniemożliwiło swobodne przemieszczanie się podczas zgromadzenia publicznego” – dodaje. Podkreśla przy tym, że zwracając się do funkcjonariusza, który użył wobec niej gazu, zachowywała się spokojnie i domagała się „jedynie zaprzestania eskalacji działań policji”.

„W tym stanie rzeczy wnoszę o podjęcie czynności sprawdzających i działań prawnych celem ukarania osób winnych” – poinformowała posłanka Lewicy.

Pismo do KGP

Z kolei w drugim piśmie, którego adresatem jest Komendant Główny Policji, Biejat zadaje szereg pytań, które dotyczą działań funkcjonariuszy podczas interwencji na placu Powstańców Warszawy. Pyta m.in., jakie było uzasadnienie dla zacieśniania kordonu policyjnego, co uniemożliwiało demonstrującym zachowanie bezpiecznego dystansu, czy KGP zidentyfikowała lub potwierdziła bezpośrednio po zajściach tożsamość nieumundurowanych policjantów, którzy używali przymusu bezpośredniego, a nie wylegitymowali się, a także, czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec funkcjonariuszy, którzy nie wylegitymowali się w trakcie przeprowadzania czynności i czy policja zidentyfikowała i potwierdziła tożsamość funkcjonariuszy, którzy użyli środków przymusu bezpośredniego w stosunku do posłanek i posłów, w tym także do niej.

Biejat ma także złożyć skargę na czynności funkcjonariusza policji i wnieść o wszczęcie postępowania.

Rzecznik komendanta głównego policji, insp. Mariusz Ciarka, mówił w poniedziałek (23 listopada), że użycie gaz pieprzowego wobec posłanki Biejat wyjaśni prokuratura.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowy emir Al-Kaidy w Północnej Afryce

Al-Kaida w Islamskim Maghrebie (Aqmi) przedstawiła nowego przywódcę. Został nim Abu Obaida Yusuf al-Annabi. Jego poprzednik Abdelmalek Droukdel zginął w czerwcu podczas operacji wojsk francuskich. Francuski wywiad namierzył Droukdela na północy Mali. Terrorysta pochodzenia algierskiego został zastrzelony 3 czerwca wraz z najbliższymi współpracownikami.

Aqmi ogłosiła, że nowym przywódcą został wieloletni wpływowy członek organizacji i przewodniczący „Rady Dygnitarzy”, Algierczyk Abu Obaida Yusuf al-Annabi. Wiadomo, że ma wyższe wykształcenie. Jest ekonomistą. Bojownikowi zarzuca się między innymi zamach na budynki rządowe oraz posterunek policji w Algierze w 2007 roku. Stany Zjednoczone poszukują go za terroryzm. W swojej ojczyźnie został skazany zaocznie na karę śmierci.

Abu Obaid regularnie pojawia się na nagraniach propagandowych Aqmi. W 2013 roku wystąpił z apelem do muzułmanów, by wzięli odwet na Francuzach za interwencję wojskową w Mali. W Sahelu służy około 5 tysięcy francuskich żołnierzy, wysłanych do walki z islamskimi ekstremistami. Kilka miesięcy temu Francja podpisała w Pau porozumienie z krajami G5 Sahel (Burkina Faso, Czad, Mali, Mauretania i Niger) o „kontynuowaniu wysiłków na rzecz zwalczania grup terrorystycznych działających w pasie Sahelu i Sahary”.
Źródło info i foto: TVP.info

Oszuści atakują rynek kryptowalut

Bitcoin jest najdroższy od grudnia 2017 roku. Przez ostatnie 12 miesięcy podrożał o ponad 150 proc. Rosnącą popularność kryptowaluty próbują wykorzystać oszuści. Przed ich działaniami ostrzega BitBay – największa giełda walut cyfrowych prowadzona przez Polaków. Za bitcoina dziś rano płacono ponad 18 200 dolarów, a kilka dni temu przekraczał poziom 18 900 dolarów. Dla polskiego inwestora kupno jednego bitcoina to wydatek rzędu 70 tysięcy złotych. Na osoby niezbyt obyte z rynkiem kryptowalut przestępcy zastawiają pułapki. Ofiary najczęściej łowione są za pomocą maili i mediów społecznościowych.

Tylko dla ostrożnych

Bitcoinowa hossa przyciąga na rynek osoby marzące o szybkim zarobieniu wielkich pieniędzy, co skwapliwie wykorzystują oszuści. Sięgają oni po coraz bardziej wyrafinowane metody, by okraść inwestorów lub wyłudzić dane osobowe. Ich celem stał się ostatnio polski operator giełdy kryptowalutowej BitBay. Strona internetowa oszustów szatą graficzną łudząco przypomina prawdziwą platformę.

BitBay na swoim koncie na Facebooku napisał: „Chcieliśmy Was ostrzec przed stroną bitbayinvest.net, która jest kopią naszej witryny. Jeżeli ktokolwiek z Was ma podejrzenia, że przypadkowo mógł zalogować się na tej stronie, to zalecamy natychmiastową zmianę hasła! Jeśli spotkaliście się z inną podszywająca się pod nas stroną lub profilem w mediach społecznościowych, dajcie znać w grupie lub skontaktujcie się z naszym supportem, abyśmy mogli zareagować i ostrzec innych”.

Sztuka omijania przynęt

– W przypadku kryptoaktywów mamy dużą zmienność ich cen. Teraz zaczęła się kolejna hossa, bitcoin rośnie. Pojawia się szum w mediach i od dłuższego czasu obserwujemy mnóstwo ataków phishingowych, „łowiących” ofiary – mówi Rafał Kiełbus z Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii.

Jak tłumaczy, cały proces „złapania ofiary” zaczyna się od przynęty w postaci fałszywej strony giełdy, maila, SMS-a, kontaktu za pomocą social mediów czy rozmowy telefonicznej. Nierzadko oszuści korzystają też z reklam, które fałszują rzeczywistość. Można w nich przeczytać, że jakiś celebryta zainwestował spore pieniądze za pomocą kryptowalut i zarobił na tym krocie. Innym razem oszuści próbują sprzedać swój produkt jako genialne narzędzie inwestycyjne.

– Najczęściej w reklamach podawane są linki, które prowadzą do udawanych tabloidów – opisuje te manipulacje Kiełbus. I właśnie na www tychże „tabloidów” ofiary czytają artykuły o znanych ludziach, którzy zbili majątek na kryptowalutach.

Popularną praktyką jest również odwoływanie się do ekskluzywności propozycji. Potencjalna ofiara jest informowana, że znalazła się w wąskiej grupie kilkunastu lub kilkudziesięciu pierwszych osób, które będą mogły skorzystać z wyjątkowo atrakcyjnej oferty inwestycyjnej. Rafał Kiełbus przytacza też konkretny przykład projektu Bitcoin Era, który podszywa się pod najpopularniejszą kryptowalutę. Platformy Bitcoin Era służą tylko do wyciągnięcia od nieświadomych inwestorów ich oszczędności albo wykradzenia danych osobowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bogdan Święczkowski: „Mamy mocne dowody przeciw mecenasowi G.”

Sprawy Romana Giertycha. – Mamy mocne dowody przeciw mecenasowi G. – mówi pierwszy zastępca prokuratora generalnego Bogdan Święczkowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

„Prokuratura udowodni, że doszło do przestępstwa”

Święczkowski w wywiadzie dla „Rz”, dotyczącym m.in. sprawy Romana Giertycha, powiedział, że prokuratura udowodni, że doszło do przestępstwa, kierując do sądu akt oskarżenia po analizie nowych dowodów wskazujących na możliwość rozszerzenia zarzutów. – Kuriozalne orzeczenia sądów dotyczące braku zastosowania środków zapobiegawczych wobec podejrzanych utrudniają postępowanie, ale go nie uniemożliwiają i nie powstrzymają – powiedział.

Święczkowski odniósł się do decyzji poznańskiego sądu drugiej instancji, który wskazał, że wciąż toczą się sprawy cywilne dotyczące wierzytelności Polnordu i brak jest w tej kwestii rozstrzygnięcia – to zaważyło na ocenie sądu, który decydował o środkach zapobiegawczych wobec mec. Giertycha i innych podejrzanych.

Sprawy cywilne to jedno, odpowiedzialność karna to co innego. Zgodnie z kodeksem postępowania karnego rozstrzygnięcia sądów cywilnych nie mają znaczenia dla ewentualnej odpowiedzialności karnej, a procesy cywilne, o których panie mówią, zostały zainicjowane po paru latach od transakcji, by zatuszować przestępstwo. Żaden nie skończył się zasądzeniem na rzecz Polnordu jakiegokolwiek roszczenia, ponieważ wierzytelności były fikcyjne – przedawnione albo niemożliwe do wyegzekwowania. Ich zakup jest nie do obrony w perspektywie interesu giełdowej spółki, która ma obowiązek dbać o zysk swoich akcjonariuszy – powiedział pierwszy zastępca prokuratora generalnego.

Zdaniem Święczkowskiego „sąd nie udźwignął zadania rzetelnego przeanalizowania gigantycznej ilości akt przekazanych przez prokuraturę”. – Na materiał zebrany w 110 tomach składają się zeznania kilkudziesięciu świadków, opinie biegłych, dokumentacja, w tym bankowa, dane pochodzące od generalnego inspektora informacji finansowej, zabezpieczona poczta elektroniczna i wiele innych dowodów. Wynika z nich, że podejrzani ściśle współpracowali ze sobą podczas dokonywania poważnych przestępstw gospodarczych i prania brudnych pieniędzy, a więc procederu mającego na celu ukrycie przestępstwa. Dlatego istnieje wysokie prawdopodobieństwo mataczenia z ich strony – powiedział.

Włoska willa

Poinformował, że we włoskiej willi żony mec. Giertycha zabezpieczono „ważne dokumenty, które mogą spowodować rozszerzenie zarzutów wobec podejrzanego Romana G.”. Zabezpieczone dokumenty, w tym w wersji elektronicznej, jednoznacznie wskazują na sprawstwo głównych podejrzanych, Romana G. i Ryszarda K. – powiedział. Dodał, że „postawienie kolejnych zarzutów to kwestia nieodległego czasu”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Piła: Zwłoki starszego małżeństwa w mieszkaniu. Prokurator bada sprawę

Makabryczne odkrycie w jednym z mieszkań w Pile. Znajdowały się tam zwłoki starszego małżeństwa. Co tam się wydarzyło? Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja pod nadzorem prokuratora. Do makabrycznego odkrycia doszło w poniedziałek (23 listopada) przed południem. Zaniepokojona rodzina nie mogła się dodzwonić do mieszkającego przy ul. Śniadeckich starszego małżeństwa. O sprawie powiadomiono policję, która pojechała na miejsce.

Jak informuje portal asta24.pl, mieszkanie w wieżowcu było zamknięte i poproszono o pomoc strażaków, którzy wyważyli drzwi. Wewnątrz znajdowały się dwa ciała! Wstępne ustalenia policji są takie, że zgony nastąpiły z przyczyn naturalnych. Mimo to zwłoki zostały zabezpieczone do sekcji. Śledztwo prowadzi policja pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: se.pl

Dziś ruszają prace państwowej komisji ds. pedofilii

Od wtorku 24 listopada będzie można złożyć wniosek o zbadanie sprawy do Państwowej Komisji ds. Pedofilii. Prawo do tego mają osoby, które wiedzą o przypadkach pedofilii lub jej ukrywania. Sprawy mogą dotyczyć wydarzeń sprzed wielu lat.

Ustawę o powołaniu komisji ds. pedofilii przyjęto w sierpniu 2019 roku, w reakcji na film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” o przypadkach nadużyć seksualnych przez duchownych. Państwowa komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 ma działać w siedmioosobowym składzie – pierwszy członek komisji został powołany jednak dopiero w maju 2020 roku, na dzień przed premierą kolejnego filmu „Zabawa w chowanego”. Pełny skład zaprzysiężono w lipcu 2020 roku.

Zadaniem komisji jest badanie przypadków pedofilii w instytucjach państwowych i prywatnych, a także w Kościele. Do uprawnień komisji należy prowadzenie działalności prewencyjnej i edukacyjnej oraz wydawanie postanowień o wpisie do Rejestry Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Ma też zawiadamiać służby o przestępstwach molestowania nieletnich oraz przypadkach, kiedy taki czyn został ukrywany przez osoby, które miały o nim wiedzę.

Zgodnie z komunikatem, państwowa komisja ds. pedofilii od wtorku 24 listopada będzie przyjmowała zgłoszenia o przestępstwach oraz sprawdzała każde zawiadomienie. Wniosek może złożyć każda osoba, która ma wiedzę o przestępstwie pedofilii lub zatajaniu tego zdarzenia przez osoby lub instytucje (jeśli nie podjęły działań lub starały się to ukryć). Nie musi to być sam pokrzywdzony lub jego rodzina. Sprawa nie musi być też aktualna, ponieważ komisja ma zajmować się również wydarzeniami sprzed lat. Można również wystąpić z wnioskiem o monitorowanie dalszych postępowań prowadzonych przez policję, prokuraturę lub sąd.

Aby złożyć wniosek należy wypełnić formularz, który jest dostępny na stronie komisji . Do zgłoszenia potrzebne są dane osobowe i kontakt zgłaszającego, dane poszkodowanego i sprawcy oraz krótki opis okoliczności sprawy. Jeśli są dowody lub świadkowie, to także należy ich wymienić. Podpisany formularz można przekazać komisji:

– osobiście (po telefonicznym umówieniu spotkania 22 699 60 50 od poniedziałku do piątku w godzinach 8:15-16.15),

– wysyłając na e-mail: zgłoszenie@pkdp.gov.pl,

– wysyłając dokument pocztą lub kurierem na adres: Państwowa Komisja ds. Pedofilii, ul. Twarda 18, 00-105 Warszawa).

„Wykorzystywanie seksualne dziecka to przestępstwo, które wymaga stanowczego potępienia i ukarania wszystkich osób za to odpowiedzialnych i tych, którzy ten proceder ukrywają. Celem Komisji jest również wsparcie dla ofiar, które doświadczyły lub doświadczają bólu, poczucia osamotnienia, krzywdy i niesprawiedliwości” – napisano na koniec komunikatu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl