Ruszył proces 17 funkcjonariuszy policji oskarżonych o stosowanie tortur

W Sądzie Rejonowym w Ostródzie rozpoczął się proces siedemnastu policjantów z komendy miejskiej w Olsztynie oskarżonych m.in. o stosowanie tortur. Łącznie prokuratura postawiła im 72 zarzuty. Śledztwo w sprawie olsztyńskich policjantów prowadziła prokuratura w Ostrołęce. Trwało ono prawie dwa i pół roku. Siedemnastu policjantom z komendy miejskiej policji w Olsztynie postawiono łącznie 72 zarzuty dotyczące m.in. stosowania tortur, przekroczenia uprawnień czy niedopełnienia obowiązków.

Do wymuszania zeznań siłą miało dochodzić od marca 2014 roku do kwietnia 2015. Funkcjonariusze mieli dopuszczać się bicia zatrzymanych osób, razić ich paralizatorem, czy używać wobec nich gazu pierzowego. Akt oskarżenia w tej sprawie na początku trafił do Sądu Okręgowego w Olsztynie, jednak sędziowie zwrócili się do Sądu Najwyższego o wyłączenie ich ze sprawy. Dlatego proces został przeniesiony do Sądu Rejonowego w Ostródzie.

Ze względu jednak na dużą liczbę oskarżonych i ich pełnomocników, sprawa toczy się nie w budynku sądu, a w specjalnie przygotowanej sali w Centrum Użyteczności Publicznej w Ostródzie. Oskarżeni policjanci mieli różny staż pracy. Najmłodszy z nich pracował od trzech lat, najstarszy od dziewięciu. Po ujawnieniu tej sprawy do dymisji podali się wojewódzki i miejski komendant policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowy Jork: Synagoga ukarana za zorganizowanie ślubu z udziałem tysięcy osób

Synagoga Yetev Lev w nowojorskim Williamsburgu została ukarana grzywną w wysokości 15 tys. dolarów za zorganizowanie w czasie pandemii Covid-19 ślubu z udziałem tysięcy ludzi – poinformował we wtorek burmistrz Bill de Blasio.

– „Wiemy, że był ślub. Wiemy, że był za duży. Nie znamy dokładnej liczby, ale cokolwiek to było, było to za duże (…) Wygląda na to, że starano się ukryć to, co się dzieje, i dlatego jest to tym bardziej niedopuszczalne” – powiedział dziennikarzom de Blasio.

Dziennik „New York Post” przypomniał, że ślub wnuka przywódcy chasydzkiej sekty Satmar, Aarona Teitelbauma, miał miejsce 8 listopada. Został zaplanowany potajemnie, aby nie przyciągnąć uwagi prasy i władz. Przybyło podobno łącznie 7 tysięcy osób.

W poniedziałek wieczorem de Blasio, występując w lokalnej telewizji NY1, nazwał wydarzenie „wyjątkowo nieodpowiedzialnym”. Zapowiedział karę w wysokości 15 tysięcy dolarów. Burmistrz podkreślił, że ślub stanowił naruszenie przepisów mających na celu zmniejszenie wskaźnika zakażeń Covid-19. Władze stanu Nowy Jork wprowadziły limit na wielkość zgromadzeń do 10 osób.

– Wkrótce mogą zostać wyciągnięte dodatkowe konsekwencje – argumentował de Blasio. Wtórował mu wcześniej gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo.

– Jeśli tak się stało, było to rażące lekceważenie prawa. (…) To nielegalne. Był to również brak szacunku dla mieszkańców Nowego Jorku – ocenił Cuomo.

Tymczasem de Blasio zapowiedział też, że w związku z nasileniem pandemii całe miasto może zostać już w przyszłym tygodniu objęte „pomarańczową strefą”. Wiąże się to m.in. z zamknięciem mniej istotnych dla gospodarki przedsięwzięć i zakazem wydawania przez restauracje posiłków w zamkniętych pomieszczeniach.

– Musimy walczyć z drugą falą (…) Mamy szansę naprawdę wyjść z kryzysu, ale to zależy od każdego z nas – podkreślił burmistrz.
Źródło info i foto: onet.pl

Trump ułaskawił Michaela Flynna

Zgodnie z zapowiedziami prezydent USA Donald Trump ułaskawił byłego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna. Trzy lata temu emerytowany generał przyznał się do winy w związku z oskarżeniem o składanie fałszywych zeznań przed FBI podczas śledztwa dotyczącego mieszania się Rosji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku.

Trump poinformował o ułaskawieniu Flynna w środę za pośrednictwem Twittera. „Mam wielki zaszczyt ogłosić, że generał Michael T. Flynn otrzymał pełne ułaskawienie. Gratulacje dla niego i jego wspaniałej rodziny, wiem, że będziecie mieli teraz naprawdę fantastyczne Święto Dziękczynienia” – napisał prezydent.

Sąd apelacyjny Dystryktu Kolumbii przychylił się w czerwcu do wniosku resortu sprawiedliwości USA i nakazał oddalić zarzuty wobec Flynna, oskarżonego między innymi o składanie fałszywych zeznań w sprawie kontaktów z ambasadorem Rosji w USA.

Sąd nakazał oddalenie zarzutów, mimo że w 2017 roku Flynn dwukrotnie przyznał się do składania fałszywych zeznań na temat kontaktów z ambasadorem Siergiejem Kislakiem. Miały one, według oskarżycieli, dotyczyć zabiegów zespołu Trumpa, wówczas prezydenta elekta, o złagodzenie reakcji Kremla na wydalenie z USA rosyjskich dyplomatów przez administrację Baracka Obamy, przed przekazaniem władzy Trumpowi, a także o wpłynięcie Rosji na odłożenie lub zablokowanie głosowania Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Resort sprawiedliwości zwrócił się w maju do sądu w Waszyngtonie o oddalenie zarzutów karnych. Trump nazwał wówczas Flynna „bohaterem”.

Zeznania nieistotne

We wniosku ministerstwo podkreśliło, że dalsze postępowanie w tej sprawie nie leży w interesie wymiaru sprawiedliwości. Podkreśliło także, że postępowanie przeciwko Flynnowi nie ma „uzasadnionej podstawy” i że jego zeznania w śledztwie „nawet jeśli fałszywe, były nieistotne”.

W lutym 2017 roku Flynn został zmuszony przez Trumpa do rezygnacji z zajmowanego zaledwie przez 24 dni stanowiska doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego i pozbawiony certyfikatu bezpieczeństwa. Powodem było zatajenie przed wiceprezydentem Mike’iem Pence’em prawdziwej natury kontaktów z Kislakiem.

W toku dochodzenia Flynnowi postawiono też zarzuty niedopełnienia obowiązku zarejestrowania się w ministerstwie sprawiedliwości w charakterze agenta obcego państwa. Dochodzenie wykazało między innymi, że w 2015 roku Flynn otrzymał od rosyjskiej telewizji Russia Today co najmniej 33 tysiące dolarów, a podczas kampanii wyborczej Donalda Trumpa był płatnym lobbystą działającym na rzecz interesów Turcji.

W styczniu tego roku Flynn zażądał wycofania swych wcześniejszych zeznań. Emerytowany wojskowy utrzymuje, że do winy przyznał się pod presją prokuratorów.
Źródło info i foto: TVP.info

Masakra mormonów z 2019 roku. W Meksyku zatrzymano domniemanego sprawcę

W Meksyku schwytano przywódcę gangu podejrzanego o zamordowanie dziewięciu kobiet i dzieci w listopadzie 2019 roku – potwierdziły w środę władze. Waszyngton uznał aresztowanie za zwycięstwo dwustronnej współpracy służb specjalnych. W biały dzień, 4 listopada 2019 roku nieznani mordercy z karteli narkotykowych zastrzelili trzy kobiety i sześcioro dzieci z rodzin pochodzenia mormońskiego w granicznym stanie Sonora, w północnej części Meksyku, wywołując falę oburzenie w Meksyku i Stanach Zjednoczonych.

Po masakrze prezydent USA Donald Trump wezwał Stany Zjednoczone i Meksyk do „wojny” z kartelami i ostrzegł, że będzie je traktował jako grupy terrorystyczne. Później wycofał się z tej groźby.

„Intelektualny architekt” masakry

W poniedziałek siły bezpieczeństwa zatrzymały Roberto Gonzaleza, w północnym stanie Chihuahua, wraz z dwoma innymi domniemanymi członkami organizacji przestępczej „La Linea” – poinformowało w środę biuro prokuratora generalnego Meksyku. Prokurator oskarżał Gonzaleza o to, że był „intelektualnym architektem” masakry. – Wciąż jest tak wiele do wyjaśnienia, co się wydarzyło, ale przynajmniej te aresztowania są postępem w tej sprawie – powiedział Adrian LeBaron, który stracił córkę i troje wnucząt podczas ataku.

Aresztowania podejrzanych o dokonanie zbrodni nastąpiły po okresie eskalacji dwustronnych napięć związanych ze schwytaniem meksykańskiego byłego ministra obrony Salvadora Cienfuegosa w Los Angeles. Wieloletnie śledztwo i sprawa przeciwko generałowi podejrzanemu o handel narkotykami i zabójstwa zostały zakończone w ubiegłym tygodniu niespodziewaną decyzją o jego zwolnieniu, która według amerykańskich prokuratorów była konieczna dla zapewnienia dwustronnej współpracy w zakresie bezpieczeństwa.

„Będzie sprawiedliwość!”

Ambasador USA w Meksyku Christopher Landau pogratulował meksykańskim siłom bezpieczeństwa nowych aresztowań. „Doskonała współpraca między władzami w obu krajach. Będzie sprawiedliwość!” napisał na Twitterze. Reuters poinformował w ubiegłym tygodniu, że Meksyk zobowiązał się do aresztowania przywódcy kartelu w ramach umowy o zniesienie zarzutów handlu narkotykami przeciwko Cienfuegosowi. Władze Meksyku i Biały Dom – jak dodaje Reuters – zaprzeczyły jej istnieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Młotkowice: Policja znalazła rozczłonkowane ciało 48-latka. Domu pilnował amstaff

Rozczłonkowane ciało 48-letniego mężczyzny znaleziono w jednym z domów w miejscowości Młotkowice w powiecie koneckim (woj. świętokrzyskie). Mężczyzna od kilku dni nie odzywał się do rodziny, a wejście na posesję uniemożliwiał pies amstaff. We wtorek po godzinie 21 rodzina 48-latka poinformowała policjantów, że od kilku dni nie ma z nim kontaktu. Natomiast wejście do jego domu jest niemożliwe, ponieważ po posesji biega pies.

„Pies nie był agresywny, strażakom udało się go przeprowadzić i zamknąć w jednym z pomieszczeń domu. W kolejnym pomieszczeniu strażacy razem z policjantami znaleźli ciało poszukiwanego 48-latka” – powiedział PAP Mariusz Czapelski, rzecznik Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Końskich.

„Marta Przygodzka, oficer prasowy Komendy Powiatowej policji w Końskich przekazała, że ciało zostało zabezpieczone do sekcji zwłok. Policjanci ujawnili niekompletne ciało mężczyzny znajdujące się w stanie głębokiego rozkładu. Na miejscu wykonano szczegółowe oględziny z udziałem biegłego i patomorfologa. Ciało zostało zabezpieczone do sekcji zwłok, które odpowie na pytanie co było przyczyną zgonu mężczyzny” – dodała.

Ciało mężczyzny nie miało ręki i głowy. Przeszukano teren w pobliżu, ale części ciała nigdzie nie znaleziono.

Pies został przekazany do lokalnego schroniska.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Samochód uderzył w bramę biura kanclerz Angeli Merkel. Kierowca w areszcie

A car stand in front of the chancellery after it crashed into the front gate of the building housing German Chancellors Angela Merkel???s offices in Berlin, Germany, Wednesday, Nov. 25, 2020. The slogan on the car reads: ‚you damned murderers of children and old people’. (Michael Kappeler/dpa via AP)

Samochód uderzył w środę w bramę urzędu kanclerz Niemiec Angeli Merkel w Berlinie – poinformowała agencja Reutera, powołując się na świadka zdarzenia. Berlińska policja poinformowała na Twitterze, że kierowca został aresztowany. Samochód uderzył w bramę siedziby Angeli Merkel. O wydarzeniu w stolicy Niemiec miał donieść w środę po godz. 10 świadek – informuje agencja Reutera. Berlińska policja poinformowała na Twitterze, że aresztowała kierowcę. Policja federalna bada, czy wjechał on w bramę urzędu celowo. Nie podejrzewa natomiast, by wydarzenie stanowiło atak ekstremistów.

W sieci pojawiło się nagranie, na którym widać pojazd, który uderzył w bramę biura kanclerz Niemiec. Auto pomalowane jest białymi napisami: „Stop Polityce Globalizacji” oraz „Wy cholerni zabójcy dzieci i starców”, co może sugerować, że zdarzenie nie było przypadkowe – informuje Reuters. 

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert poinformował, że kanclerz Angela Merkel, członkowie jej gabinetu ani inne osoby pracujące w urzędzie nie były zagrożone w związku z incydentem przy bramie. Nie jest jasne, czy szefowa rządu przebywała w urzędzie kanclerskim w chwili zdarzenia – pisze Reuters. Z kolei agencja dpa zauważa, że trwało wówczas posiedzenie rządu. Seibert dodał, że uderzenie w bramę skutkowało jedynie zniszczeniem mienia na niedużą skalę. Według dziennika „Bild” wygięło się kilka prętów ogrodzenia.

Straż pożarna usunęła sprzed bramy samochód, który miał tablicę rejestracyjną miasta Lippe na północnym zachodzie kraju. Według agencji Reutera nie było widać, by auto zostało w znaczący sposób uszkodzone.

Na razie nie jest jasne, czy incydent miał związek z najnowszymi protestami przeciw ograniczeniom wprowadzonym przez rząd w walce z epidemią COVID-1 – pisze agencja dpa. „Bild” przypomina na stronie internetowej, że we wtorek Merkel i premierzy niemieckich krajów związkowych wstępnie ustalili zalecenia epidemiczne na najbliższe tygodnie, a w kraju od miesięcy dochodzi do protestów przeciw polityce rządu w obliczu epidemii.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Nowe fakty ws. zabójstwa kobiety w Rybnie

Nowe fakty o makabrycznym odkryciu w jednym z mieszkań w gminie Rybno (woj. warmińsko-mazurskie). Sekcja zwłok wykazała, że na ciele 30-letniej kobiety, której zwłoki kilka dni temu odkryła policja, znajdowały się dwie rany cięte. Mundurowi zatrzymali 37-letniego męża ofiary, który przyznał się do zabójstwa.

Przypomnijmy, że w poniedziałek (23 listopada) policjanci z Działdowa otrzymali zgłoszenie od jednego z mieszkańców gminy Płośnica. Nie miał on kontaktu z żoną, która mieszkała na terenie gminy Rybno. – Mężczyzna twierdził, że podejrzewa, że może ona nie żyć – mówi sierż.szt. Justyna Nowicka, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Działdowie. Pod wskazany adres skierowano policjantów, którzy w mieszkaniu znaleźli ciało 30-latki.

Funkcjonariusze służby kryminalnej pod kierownictwem Prokuratora Rejonowego w Działdowie przeprowadzili sekcję zwłok ofiary.

Na ciele 30-latki w okolicy szyi znajdowały się dwie rany cięte. Policja zatrzymała 37-letniego męża ofiary. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa kobiety. Złożył wyjaśnienia, wskazując na nieporozumienia małżeńskie.

W środę (25 listopada) Prokurator Rejonowy w Działdowie wystąpił do miejscowego sądu z wnioskiem o zastosowanie tymczasowego aresztu wobec podejrzanego. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa. To przestępstwo jest zagrożone karą od 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Dlaczego policja „śledziła” córkę Romana Giertycha?

Córka Romana Giertycha mówiła o zablokowaniu i śledzeniu jej auta przez policję. Funkcjonariusze tłumaczą, że próbowali jedynie przekazać jej wezwanie do prokuratury dla ojca. – Wciskali mi na siłę to pismo. Powiedzieli, że ma zostać przekazane dalej – mówi Maria Giertych. Według rzeczniczki policji w Otwocku działanie funkcjonariuszy było zgodne z przepisami.

Prokuratura Regionalna w Poznaniu wyjaśniła, że było to wezwanie do stawiennictwa dla byłego polityka. Rzecznik prokuratury dodał jednak, że jednostka ta nie określa „sposobu realizacji czynności zlecanych organom ścigania policji”.

Jak ustalił Onet, pismo do Romana Giertycha mieli przekazać policjanci z Otwocka. Rzeczniczka prasowa policji z tego regionu tłumaczy, że funkcjonariusze nie zastali mecenasa w domu, dlatego chcieli przekazać dokumenty jego córce. – Pani Maria nie była śledzona, nikt nie próbował jej przesłuchiwać, ani „wciskać” wezwania do torebki. My nie robimy czynności na siłę – przekonuje sierż. sztab. Paulina Harabin.

– W przypadku doręczenia wezwań przez policję odbywa się to następująco: jeśli policjanci nie zastają we wskazanym miejscu zamieszkania właściwego adresata, to najczęstszą praktyką jest przekazanie takiego wezwania najbliższym członkom rodziny. Tak było też w tym wypadku. Pani Maria jest córką pana Giertycha. Tak więc policjanci próbowali wręczyć jej wezwanie, co jest jak najbardziej prawidłowe – wyjaśnia dalej rzeczniczka prasowa komendy w Otwocku. Policjantka podkreśliła jednak, że nie była na miejscu interwencji, dlatego trudno jej odnieść się do wszystkich zarzutów stawianych przez córkę mecenasa.

Wcześniej całą sytuację, do której doszło 23 listopada, opisała Maria Giertych. Kobieta wracała do domu, gdy zauważyła samochód, który od dłuższego czasu za nią jechał. Gdy chciała zatrzymać się na parkingu przed sklepem, nieoznakowany radiowóz zablokował jej wjazd. Z pojazdu wyszedł jeden umundurowany i jeden nieumundurowany funkcjonariusz. Policjanci wylegitymowali kobietę i próbowali przekazać jej pismo. – Ja to odbieram jako próbę zastraszania. Bardzo nieprzyjemne zachowanie, w tym wciskanie na siłę przez funkcjonariusza pisma, które miało zostać przekazane dalej – mówiła Maria Giertych.

– Wezwanie wręcza się osobie wzywanej albo uprawnionemu domownikowi. Moja córka nie jest uprawniona do odbierania takich pism – dodała z kolei Barbara Giertych. Rodzina zapowiedziała już ze złoży skargę na działania policji.

Prokuratura w Poznaniu postawiła Romanowi Giertychowi, Ryszardowi Krauzemu i 11 innym osobom zarzuty w związku z rzekomym wyprowadzeniem i przywłaszczeniem ok. 92 mln złotych z giełdowej spółki Polnord. Mecenas Giertych zajmował się w tej firmie obsługą prawną. Za te zarzuty, w których śledczy wymieniają także pranie brudnych pieniędzy, grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.
Źródło info i foto: Gazeta.pl