Oświęcim: Pijani rodzice opiekowali się trójką dzieci. Grozi im do 5 lat więzienia

– Pijani rodzice opiekowali się trójką dzieci w Oświęcimiu. Najmłodsze miało dwa miesiące. Podobna sytuacja miała też miejsce w pobliskim Przeciszowie. Rodzicom grozi nawet pięć lat więzienia – podała rzecznik oświęcimskiej policji asp. szt. Małgorzata Jurecka.

– Wobec rodziców zostało wszczęte postępowanie. Istnieje podejrzenie narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia bądź zdrowia małoletnich, nad którymi mieli obowiązek sprawowania opieki. Grozi za to kara do 5 lat więzienia – powiedziała Jurecka.

Rzecznik podała, że nad ranem w niedzielę policjanci otrzymali sygnał o zakłócaniu ciszy nocnej przez mężczyznę siedzącego na ławce. – 31-latek był nietrzeźwy. Mundurowi odprowadzili go do miejsca zamieszkania. Drzwi otworzyła im nietrzeźwa 25-letnia kobieta. Policjanci szybko zorientowali się, że oprócz niej w mieszkaniu przebywają dzieci w wieku dwóch i siedmiu lat oraz dwumiesięczny niemowlak – powiedziała Jurecka.

Policjanci zbadali stan trzeźwości u rodziców. Ojciec miał 2,7 promila alkoholu w organizmie, natomiast matka 2,2 promila. – W związku z tym dzieci trafiły pod opiekę rodziny. Wkrótce sprawą nietrzeźwych rodziców zajmie się wydział rodzinny i nieletnich oświęcimskiego sądu – dodała Małgorzata Jurecka.

Podobna sytuacja wydarzyła się także w Przeciszowie. Tam asystentka rodziny zauważyła, że 31-letnia matka, która opiekowała się dziewięcioletnią córką, była pijana. Policjanci, których wezwała, zbadali stan trzeźwości kobiety. Miała 3,5 promila alkoholu w organizmie. Dziecko zostało oddane pod opiekę rodziny.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa bombera z Wrocławia. Nie będzie surowszej kary za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie

To już finał sądowej batalii w sprawie Pawła R., który za podłożenie ładunku wybuchowego w autobusie miejskim został skazany na 15 lat więzienia. Sąd Najwyższy oddalił kasację Prokuratora Generalnego jako „oczywiście bezzasadną”.

W poniedziałek, 4 stycznia, Sąd Najwyższy rozpoznawał kasację wniesioną w czerwcu 2019 roku przez Prokuratora Generalnego na niekorzyść wrocławskiego bombera.

W kasacji podniesiono m.in., że orzeczenie Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu „wydane został z rażącym naruszeniem przepisów prawa karnego procesowego”, „wyrok wydano z uwzględnieniem okoliczności przemawiających tylko na korzyść oskarżonego, a z pominięciem okoliczności niekorzystnych”, a sposób przeprowadzenia przez SA dowodu z uzupełniającej opinii biegłych psychiatrów i psychologa był „sprzeczny z przepisami prawa karnego procesowego albowiem przesłuchanie biegłych, podobnie jak świadka, powinno mieć zindywidualizowany charakter, a nie formę wypowiedzi zbiorczej, jak to miało miejsce w niniejszej sprawie”.

Według prokuratury sąd II instancji błędnie ustalił, że Paweł R. działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia więcej niż jednej osoby, co doprowadziło do wymierzenia oskarżonemu „rażąco niewspółmiernej kary”. W kasacji wskazano, że R. działał z zamiarem bezpośrednim, co zresztą ustalił sąd I instancji. Prokurator Generalny wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania.

Kasacja „oczywiście bezzasadna”

– Sąd Najwyższy postanowił oddalić kasację jako oczywiście bezzasadną. W tej sytuacji nie ma obowiązku sporządzenia pisemnego uzasadnienia. Nie zostanie ono sporządzone nawet na wniosek. W tej samej sprawie Sąd Najwyższy rozpoznawał w marcu 2019 roku kasację obrońcy Pawła R., którą również oddalono jako oczywiście bezzasadną. Decyzja Sądu Najwyższego jest ostateczna i nie podlega zaskarżeniu – mówi Krzysztof Michałowski z biura prasowego Sądu Najwyższego.

– Poddając weryfikacji orzeczenie sądu apelacyjnego można powiedzieć, że jest ono wręcz wzorcowo skonstruowane. Sąd odniósł się do wszystkich zarzutów, wniosków stawianych w środkach odwoławczych i w tym zakresie niczego sądowi apelacyjnemu zarzucić nie można – mówił sędzia sprawozdawca Antoni Bojańczyk cytowany przez Informacyjną Agencję Radiową.

Skazany za terroryzm

19 maja 2016 roku niewielki ładunek eksplodował na przystanku przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Lekko ranna w palec została kobieta stojąca na przystanku. Substancja, która spowodowała wybuch, znajdowała się w metalowym pojemniku o pojemności około trzech litrów. Na pojemniku były także metalowe śruby. R. pozostawił ładunek w autobusie linii 145, ale na przystanek wyniósł go kierowca po interwencji jednej z pasażerek.

W dniu eksplozji R zadzwonił na numer 112 i groził, że „zrobi z Wrocławia drugą Brukselę”. Powiadomił służby, że podłożył w mieście cztery bomby, a za ich rozbrojenie żądał 120 kilogramów złota. Przez kilka dni policja w całej Polsce szukała mężczyzny, który próbował dokonać zamachu. W końcu zatrzymano go w rodzinnym domu w Szprotawie.

24-letni wówczas mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i zarzut spowodowania zdarzenia, które zagrażałoby życiu i zdrowiu wielu osób. Później prokuratorzy przedstawili mu kolejny zarzut – usiłowania wymuszenia rozbójniczego.

W ramach śledztwa przeprowadzono dwa eksperymenty procesowe, w których badano skutki detonacji w autobusie ładunku podobnego do tego, który eksplodował na przystanku. Opinie biegłych po tych eksperymentach potwierdziły – zdaniem prokuratury – zasadność postawionych R. zarzutów o charakterze terrorystycznym. W trakcie śledztwa stwierdzono, że w momencie popełnienia czynu mężczyzna miał ograniczoną zdolność pokierowania swoim postępowaniem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szczepienia aktorów poza kolejnością. 250 tys. złotych kary dla CM WUM

Kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia w Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie przeciwko Covid-19 zaszczepiono poza kolejnością m.in. znanych artystów, zakończy się karą pieniężną. Minister zdrowia Adam Niedzielski potwierdził nieoficjalne ustalenia RMF FM i poinformował, że stwierdzone do tej pory nieprawidłowości dają podstawę do nałożenia kary w wysokości 250 tys. złotych, ale ta kwota może się zwiększyć.

Doszło do celowego złamania zasad Narodowego Programu Szczepień – oświadczył na konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski. Jak poinformował, osoby spoza grupy zero, które zostały zaszczepione w CM WUM, zarejestrowano jako personel niemedyczny, pracujący w szpitalu. Co ważne, zgłoszenia tych osób dokonano jeszcze przed ogłoszeniem listy wyjątków, pozwalających na szczepienia poza grupą zero.

Szczepienia w ramach kampanii promocyjnej? Nie ma śladów

Niedzielski poinformował, że w czasie kontroli nie znaleziono żadnych umów i innych dokumentów, które potwierdzałyby przedstawianą przez artystów wersję, że ich zaszczepienie było elementem kampanii promocyjnej. Ten wątek ma być jednak jeszcze badany.

Według kontrolerów NFZ, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wiedział od początku o planowanej akcji szczepień obejmującej znane osoby ze świata kultury i sztuki. Profesor Zbigniew Gaciong pytany o to przez dziennikarzy najpierw zaprzeczał, a później utrzymywał, że wśród szczepiących się jedynie widział znane osoby. Ustalenia kontroli uderzają więc w wiarygodność wyjaśnień składanych dotąd publicznie przez rektora WUM.

Minister zdrowia poinformował, że kontrola NFZ w CM WUM ma się zakończyć do końca tego tygodnia.

Zostałem poinformowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, że stwierdzone tylko w pierwszym dniu – podkreślam – nieprawidłowości są podstawą do nałożenia kary w wysokości powyżej 250 tys. zł. To jest minimalna kara, z jaką musi się liczyć Uniwersyteckie Centrum Kliniczne WUM w przypadku naruszenia zasad Narodowego Programu Szczepień – tłumaczył Niedzielski.

Wiemy, że jedna osoba już podała się do dymisji, to jest szefowa tego centrum, które było odpowiedzialne za przeprowadzenie szczepień – mówił Niedzielski. Ale nie można udawać, że ta sytuacja odbywała się bez nadzoru, że tutaj tylko odpowiedzialność jest wyłącznie skoncentrowana na jednej osobie. Odwaga przyznania się do winy, do odpowiedzialności jest również honorowym wyjściem z tej sytuacji. Dlatego apeluję do wszystkich zarówno do władz WUM-u, jak i do osób zaszczepionych, żeby tej odwagi cywilnej im nie zabrakło, żeby przyznali się w tej sytuacji do swojej odpowiedzialności, i tam, gdzie nie ma narzędzi formalnych, żeby ta odpowiedzialność skończyła się skruchą przynajmniej i pokorą – oświadczył.

Niedzielski podkreślił, że sprawa szczepień poza kolejnością ma również wymiar etyczny, „związany z promowaniem postawy nieuzasadnionego preferowania osób, wyznaczania grup uprzywilejowanych niezgodnie z pewną umową społeczną”.

Przyznał, że jest zbulwersowany zachowaniem nie tylko organizatora szczepień poza kolejnością, ale również osób, które publicznie deklarowały, iż są zaskoczone tym, że ich szczepienie odbyło się poza kolejnością.

Wykazywanie zaskoczenia tym, że to nie była moja kolej, że być może to ja powinien być (zaszczepiony – przyp. red.) jest naprawdę tutaj postawą wyparcia, która zresztą pojawia się w wielu wypowiedziach osób publicznych, które właśnie starają się rozliczyć ze swojego szczepienia bądź z odpowiedzialności za szczepienie – ocenił.
Zgodnie z programem szczepień, w pierwszej kolejności przeciw Covid-19 powinni być szczepieni m.in. medycy i pracownicy domów pomocy społecznej. Tymczasem w Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego szczepienia otrzymała grupa osób, które prawo do szczepień powinny mieć w późniejszym etapie – m.in. artyści.

W poniedziałek poinformowano, że powołana przez rektora WUM prof. Zbigniewa Gacionga komisja wykazała liczne nieprawidłowości w organizacji szczepień. Później podano, że dr n. med. Ewa Trzepla została odwołana przez radę nadzorczą spółki Centrum Medyczne WUM Sp. z o.o. ze stanowiska prezesa zarządu.

Kto został zaszczepiony poza kolejnością?

Wśród znanych osób, które zostały zaszczepione w CM WUM poza kolejnością, są m.in. były premier, a obecnie europoseł Leszek Miller, piosenkarka Magda Umer, aktor i piosenkarz Michał Bajor, a także grono aktorów: Krystyna Janda, Maria Seweryn, Andrzej Seweryn, Wiktor Zborowski, Olgierd Łukaszewiczi Anna Cieślak. Twierdzili oni, że zostali zaproszeni do akcji promującej szczepienia.

„Wiedząc, jak wielu Polaków obawia się szczepionki, chciałam dać świadectwo swojego zaufania do jej bezpieczeństwa” – zapewniła Anna Cieślak. „Wierzę naukowcom i lekarzom, którzy zalecają szczepienia, jako bezpieczną i skuteczną drogę do pokonania pandemii i powrotu do normalności” – dodała. Jak podkreśliła, by do tego doszło, konieczny jest „nasz masowy udział w Narodowym Programie Szczepień”.

W weekend pełnomocnik rządu ds. szczepień Michał Dworczyk zapewniał, że oficjalni ambasadorzy rządowej akcji promującej szczepienia nie otrzymali jeszcze szczepionki i czekają na swoją kolej. „Żadna z osób szczepionych wbrew zasadom na WUM nie uczestniczy w akcji promocji szczepień, nie było też nigdy takich planów” – podkreślał także szef Centrum Informacyjnego Rządu Tomasz Matynia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rozbito gang wyłudzający podatek VAT

Rozbita zorganizowana grupa przestępcza, której członkowie wyłudzali podatek VAT, z czego 2 osoby podejrzane o zbrodnię vatowską, to efekt śledztwa prowadzonego przez CBŚP i Prokuraturę Okręgową w Poznaniu. Z ustaleń śledczych wynika, że w efekcie wystawianych przez wciąż powstające i znikające podmioty gospodarcze fikcyjnych faktur, dochodziło do łamania prawa. Za zbrodnię vatowską grozi kara do 25 lat pozbawienia wolności.

W trakcie prowadzenia sprawy policjanci z Zarządu w Poznaniu Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zgromadzili materiał dowodowy świadczący o działalności zorganizowanej grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT. Funkcjonariusze w toku śledztwa ustalili, że uzyskiwano z ustalonych podmiotów fikcyjne faktury o wartości nie mniejszej niż 50 mln zł, które następnie księgowano w zależnych od siebie spółkach z o.o. i na ich podstawie wyłudzano zwrot nienależnego podatku VAT. Według śledczych do wyłudzeń dochodziło w obrocie paletami euro oraz opakowaniami drewnianymi i deskami. Udokumentowane transakcje zarejestrowane w systemach księgowych w większości nie miały miejsca, a jedynie niewielki faktyczny obrót paletami miał na celu stworzenie wizerunku legalnej działalności.

Śledztwo obejmuje okres od 2018 roku do czerwca 2019 roku. W grudniu zatrzymano 17 osób, przeszukano siedziby kilku firm, głównie na terenie woj. wielkopolskiego. Do badań zabezpieczono dokumentację, nośniki danych, komputery oraz telefony.

Dziewięciu zatrzymanym przedstawiono zarzuty dot. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, w tym jednej osobie kierowania tą grupą. W śledztwie dwie osoby usłyszały zarzuty dokonania zbrodni vatowskiej. Ponadto podejrzanym przedstawiono zarzuty dot. m.in. prania pieniędzy, poświadczanie nieprawdy czy inne. Decyzją prokuratora zabezpieczono mienie należące do podejrzanych w postaci nieruchomości wartych około kilka mln zł.

Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kacper K. wywiózł dziewczynę do lasu, zgwałcił, kopał jej grób. Jest akt oskarżenia

Do lubelskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko 23-letniemu Kacprowi K. Mężczyzna wraz z matką i przyrodnim bratem pobili 18-latkę i grozili jej śmiercią, kopiąc dół w lesie. Ofiara została też zgwałcona. O skierowaniu aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Lublinie poinformował „Dziennik Wschodni”. Do przestępstwa doszło w maju ubiegłego roku pod Chełmem.

23-letni Kacper K. był w związku z 18-letnią kobietą. Mężczyzna umówił się z nią na spotkanie, mieli udać się do jego domu. Po swoją partnerkę przyjechał samochodem.

W aucie razem z K. była też jego 46-letnia matka i przyrodni brat, który miał 18 lat. Po przejechaniu kilku kilometrów i zaparkowaniu na stacji benzynowej mężczyźni zaatakowali 18-latkę. Zaczęli ją bić, ciągnąć za włosy. Później zaciągnęli ją do lasu.

Jak podano w akcie oskarżenia, bijąc kobietę, chcieli się dowiedzieć, gdzie zniknęły narkotyki, które K. zakopał w lesie. Kobieta tego nie wiedziała. Ofiarę skrępowali taśmą klejącą. K. podduszał ją zakładając na głowę worek foliowy. Groził, że ją zabije. Kiedy wyczerpana kobieta dostała chwilę wytchnienia, napastnicy zaczęli wspólnie kopać dla niej grób. Matka K. miała przystawić szpadel do szyi kobiety. Według śledczych K. zgwałcił też swoją ofiarę. Po wszystkim odwieźli ją do domu.

Oskarżeni nie przyznają się do zarzutów. Grozi im do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Za nami pierwszy dzień kontroli w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym

Szef resortu zdrowia Adam Niedzielski podsumuje we wtorek pierwszy dzień kontroli w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Kontrolę NFZ w jednostkach związanych z WUM zlecono w związku z zamieszaniem wokół przedterminowych szczepień artystów i polityków. Transmisja w Polsat News i na polsatnews.pl.

– Jest jeszcze kilka wątków sprawy, które muszą zostać wyjaśnione w imieniu ministra zdrowia przez NFZ – podkreślił w poniedziałkowej minister zdrowia w „Gościu Wydarzeń”. – Chcielibyśmy wiedzieć w jaki sposób osoby, które nie należały do personelu medycznego, zostały zapisane na szczepienie – dodał. 

– Chcę się przyjrzeć wątkowi sprawowanego nadzoru, w tym przez rektora – przyznał

– Muszę otrzymać jakieś dokumenty, które potwierdzą, że ten proceder odbywał się według jakiegoś modelu. Również z punktu widzenia całego systemu szczepień w Polsce, chcę wiedzieć, przed jakim ryzykiem należy się zabezpieczać. Chciałbym, żeby to była lekcja – mówił Adam Niedzielski. 

– Jest pytanie, w jakim charakterze te osoby pojawiły się na szczepieniach – jako personel medyczny, niemedyczny? – zastawiał się minister. – Druga sprawa, jaką weryfikujemy – kiedy listy (osób do szczepień – red.) zostały do nas wysłane – nasza wytyczna dot. możliwości szczepień rodzin medyków była wydana 29 grudnia – tłumaczył.

Dziś minister przedstawi wyniki pierwszego dnia kontroli NFZ w WUM.

Wewnętrzna kontrola

Równolegle wewnętrzną kontrolę przeprowadziła Komisja powołana przez rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jej wyniki poznaliśmy w poniedziałek. – Wykazała liczne nieprawidłowości w organizacji szczepień przez Centrum Medyczne WUM Sp. z o.o. – poinformowała rzeczniczka WUM Marta Wojtach.

Z wniosków Komisji wynika, że szczepienia były zorganizowane pod presją czasu w okresie świąteczno-noworocznym, choć planowo CM WUM sp. o.o. przygotowywało się do ich rozpoczęcia 4 stycznia br., zgodnie z pierwotnymi ustaleniami z NFZ. Jednak – jak podano w komunikacie – już 29 grudnia 2020 r. CM WUM sp. z o.o. otrzymało 75 pierwszych dawek, a 30 grudnia 2020 r. kolejnych 375 dawek, które ze względu na to, że zostały dostarczone rozmrożone, należało zużyć do końca roku.

„W związku z tym zdecydowano się zaproponować szczepienia dodatkowym osobom. Wynikało to z obawy, że nie uda się wykorzystać w pełni wszystkich dawek szczepionki w okresie świąteczno-noworocznym” – wyjaśniła rzeczniczka.

Jednocześnie komisja stwierdziła, że CM WUM Sp. z o.o. „nie dopełniło w należyty sposób akcji informacyjnej w społeczności WUM, wśród pracowników szpitali klinicznych, pracowników administracyjnych i studentów WUM”. „Komisja jednoznacznie stwierdza, że w Centrum Medycznym WUM sp. z o.o. miała miejsce zła organizacja akcji szczepień. Komisja stwierdza ponadto fakt braku należytego doboru osób, którym zaproponowano i wykonano szczepienia” – poinformowano w komunikacie.

Z ustaleń komisji wynika również, że rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong „nie wywierał żadnych nacisków na zarząd spółki zależnej CM WUM Sp. z o.o. w kwestii doboru osób do szczepienia”. Jak podano w komunikacie, komisja ustaliła, że rektorowi nie zostały przedstawione listy zgłaszanych do szczepień osób i nie znał kryteriów kwalifikacji do szczepień przez CM WUM sp. z o.o.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zaginęła 25-letnia Ewa Kocik z Ustronia

Kobieta wyszła z domu do sklepu 2 stycznia 2021 r. i do tej pory nie wróciła. Na 25-latkę w domu czekają dzieci: 7-letnia córka i 3-letni syn. Zaginęła 25-letnia Ewa Kocik. O zaginięciu kobiety informuje grupa poszukiwawcza „Zaginieni Cała Polska”. Kobieta wyszła ze swojego w domu w Ustroniu (województwo śląskie) 2 stycznia 2021 roku około godziny 18.00. 25-latka udała się do sklepu, z którego niestety nie wróciła. Od tego momentu z kobietą nie ma kontaktu. Poszukiwacze nie dysponują również informacjami na temat tego, w co była ubrana w dniu zniknięcia.

Telefon Ślązaczki pozostaje poza zasięgiem sieci, sprawdzone zostały także okoliczne szpitale. Policja i poszukiwacze apelują w pomoc w poszukiwaniach kobiety. W domu czekają na nią małe dzieci, 7-letnia córka i 3-letni syn. Zaginiona Ewa Kocik ma 160 centymetrów wzrostu i szczupłą budowę ciała. Ma również długie włosy w kolorze blond i niebieskie oczy. Poniżej publikujemy aktualne zdjęcia zaginionej:

„Osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące przyczynić się do ustalenia miejsca pobytu zaginionej, proszone są o kontakt z Komendą Policji w Ustroniu, ul. 3 Maja 21, po numerem tel. 47 857 38 10, lub pod numerem alarmowym 112. Mogą się państwo kontaktować również z nami w wiadomości prywatnej lub na skrzynkę e-mail: zaginelazaginal@wp.pl” – czytamy w komunikacie grupy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ukraina przekazała Polsce zarzuty wobec Sławomira Nowaka

Biuro prokuratora generalnego Ukrainy przekazało Polsce pisemne zarzuty wobec byłego p.o. szefa Państwowej Agencji Drogowej Ukrainy (Ukrawtodor) i byłego polskiego ministra transportu Sławomira Nowaka. Od lipca przebywa on w areszcie w Polsce.

Jak poinformowało biuro prokuratora generalnego, w ramach współpracy międzynarodowej pisemne zawiadomienie skierowano do odpowiednich instytucji w Polsce w celu wręczenia byłemu p.o. szefa Ukrawtodoru. W komunikacie nie wymieniono nazwiska Nowaka. W komunikacie przekazano, że były urzędnik jest podejrzewany o celowe niewykonanie decyzji i postanowienia sądu, co jest równoważne z utrudnianiem jej wykonania.

Według materiałów śledztwa p.o. dyrektora agencji w latach 2017-2019 celowo nie realizował decyzji sądu miejscowego i Sądu Najwyższego Ukrainy w sprawie przywrócenia na stanowisko szefa struktur Ukrawtodoru w jednym z obwodów na Ukrainie. Miał też utrudniać wykonanie tych decyzji. W rezultacie Ukrawtodor otrzymał karę finansową, a Nowak – ostrzeżenie o odpowiedzialności karnej.

Jak podano w komunikacie z wymienionego artykułu grozi kara od trzech do ośmiu lat pozbawienia wolności z zakazem zajmowania określonych stanowisk lub prowadzenia określonej działalności do lat trzech.

We wrześniu 2019 r. Nowak zwolnił się z pracy ukraińskiej agencji drogowej i wyjechał do Polski.

W lipcu były minister transportu i były szef ukraińskiej agencji drogowej Sławomir Nowak został zatrzymany w Polsce związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i praniem brudnych pieniędzy.

Wraz z nim zatrzymano byłego szefa jednostki wojskowej GROM Dariusza Z. i przedsiębiorcę Jacka P. Po złożeniu wyjaśnień w prokuraturze Nowak usłyszał zarzut kierowania w okresie od października 2016 r. do września 2019 r. zorganizowaną grupą przestępczą czerpiącą korzyści z korupcji. Były polityk jest podejrzany o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych i osobistych w zamian za przyznawanie prywatnym podmiotom kontraktów na budowę i remont dróg na Ukrainie, a także o pranie pieniędzy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zaginął 14-letni Kacper Rutkowski

Kacper Rutkowski ma 14 lat. Chłopak wyszedł ze swojego domu w ostatni dzień 2020 roku. Nastolatka szuka rodzina i policja z komisariatu Bydgoszcz-Śródmieście. Poszukiwania Kacpra z Bydgoszczy trwają już szósty dzień.

Komisariat Policji Bydgoszcz-Śródmieście poszukuje Kacpra Rutkowskiego lat 14, który w dniu 31 grudnia 2020 r. około godz. 17:00 oddalił się z miejsca zamieszkania przy ul. Korzennej w Bydgoszczy i do chwili obecnej do niego nie powrócił i nie nawiązał kontaktu z rodziną.

Rysopis Kacpra Rutkowskiego: wzrost 160-165 cm, włosy krótkie brązowe, oczy niebieskie, sylwetka szczupła.

W chwili zaginięcia poszukiwany ubrany był w czarną kurtkę przejściową z kapturem, jasne szare spodnie dresowe, czarne buty sportowe, miał przy sobie torebkę przewieszoną przez ramię z napisem „Żołnierze niezłomni” w kolorze złotym. Może przebywać w towarzystwie innych osób na osiedlach Miedzyń, Piaski, Jachcice.

Osoby znające miejsce pobytu Kacpra Rutkowskiego proszone są o kontakt z Dyżurnym KP Bydgoszcz-Śródmieście pod numerem telefonu 47-751-11-60 lub 112.
Źródło info i foto: se.pl

Wielka Brytania nie zgodziła się na ekstradycję Juliana Assange’a

Londyński sąd nie zgodził się na ekstradycję 49-letniego Juliana Assange’a, twórcy portalu Wikileaks. Centralny Sąd Kryminalny uznał tym samym, że Australijczyka nie można wysłać do Stanów Zjednoczonych. Mężczyźnie grozi tam kara nawet do 175 lat więzienia.

Amerykańscy śledczy zarzucają Julianowi Assange’owi m.in. szpiegostwo w związku z publikacją na portalu WikiLeaks przed dziesięcioma laty dokumentów związanych z wojskowością i dyplomacją. Brytyjski sąd odrzucił mimo to w poniedziałek wniosek Stanów Zjednoczonych o ekstradycję założyciela WikiLeaks. Mężczyźnie groziłaby kara do 175 lat więzienia.

Jak tłumaczyła sędzia Vanessa Baraitser cytowana przez agencję Associated Press, kluczowy w tej sprawie był stan psychiczny Assange’a. Według sędzi istniało wysokie prawdopodobieństwo, że mężczyzna po wysłaniu do Stanów Zjednoczonych popełniłby samobójstwo. Izolacja, która czekałaby go w areszcie w USA, mogłaby, jej zdaniem, pogłębić depresję kliniczną Assange’a.

Pełnomocnicy Juliana Assange’a przekonują, że publikując dokumenty mężczyzna działał jako dziennikarz i korzystał z wolności słowa. Od decyzji Brytyjczyków możliwa jest apelacja do Wysokiego Trybunału, a potem ewentualnie do Sądu Najwyższego. Strona amerykańska już zapowiada złożenie odwołania. Rząd Stanów Zjednoczonych stoi na stanowisku, że w sprawie Assange’a nie chodzi jedynie o publikację dokumentów, ale o „bezprawny udział” w kradzieży depesz dyplomatycznych i akt wojskowych.

W 2010 r. Julian Assange został aresztowany w Londynie na wniosek szwedzkich śledczych, którzy badali sprawę kierowanych wobec niego zarzutów związanych z gwałtem i napaścią seksualną. W 2012 r. mężczyzna schronił się w ambasadzie Ekwadoru, skąd został eksmitowany w kwietniu 2019 r. Wówczas trafił w ręce brytyjskiej policji. Assange przebywa obecnie w londyńskim więzieniu o zaostrzonym rygorze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl