CBA podsłuchiwało wiceszefa Zakładów Chemicznych Police

Wiceprezes państwowych Zakładów Chemicznych Police zdradzał poufne informacje przedstawicielowi firmy biorącej udział w wielomilionowym przetargu — wynika z materiałów CBA. Chodziło o dostawę sprzętu dla polickiego giganta. Poznaliśmy druzgocący dla wiceprezesa polickich zakładów dokument prokuratury. Mimo dowodów na nieprawidłowości menedżer nie stracił pracy.

Strategiczna spółka

Zakłady Chemiczne Police to część Grupy Azoty – strategicznej spółki Skarbu Państwa. Notowana na giełdzie firma jest jednym z największych w Europie producentów nawozów. O tym, kto w niej rządzi, decydują politycy. Od 2016 r. zakładami kierują nominaci Prawa i Sprawiedliwości na czele z Wojciechem Wardackim, uznawanym za człowieka Joachima Brudzińskiego, jednego z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

Jednym z zastępców prezesa Wardackiego jest Tomasz Panas, który w 2010 i 2014 r. startował w wyborach samorządowych z list PiS. W 2018 r. Radio Szczecin informowało, że menedżer jest brany pod uwagę jako potencjalny kandydat na burmistrza Polic z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

Maj 2017 r. Firma rozpoczyna procedurę zakupu floty transportowej. Dla zakładów chemicznych to produkt pierwszej potrzeby, codziennie w Policach trzeba bowiem przerzucić nawet kilkaset ton nawozu, bieli czy mocznika. Czas goni, bo kończy się poprzednia umowa na leasing pojazdów, którą lata wcześniej Azoty zawarły z Toyotą. Chodzi o prawie 40 wózków widłowych, melexy, koparki, ładowarki, sztaplarki i zamiatarki.

Police powołują 17-osobową komisję, która ma wybrać dostawcę. Spływają trzy oferty: od Toyoty, firmy L. i przedsiębiorstwa E. W lipcu 2017 r. komisja wydaje rekomendację: najlepszą opcją jest zawarcie umowy z poprzednim wykonawcą, czyli Toyotą. Azoty mają zapłacić tej firmie ok. 23,5 mln zł.

Wydaje się, że sprawa jest zamknięta i pozostaje tylko podpisać umowę. Tymczasem niespodziewanie pod koniec lipca zarząd zakładów w Policach unieważnia procedurę. Pracownicy Polic zajmujący się logistyką niepokoją się. Wiedzą, że za chwilę w firmie nie będzie czym przerzucać surowca. Zastanawiają się, co stoi za decyzją zarządu.

Nie wiedzą, że w tym samym czasie Centralne Biuro Antykorupcyjne podsłuchuje już dwie osoby związane z tym przetargiem: wiceprezesa Azotów Police Tomasza Panasa (odpowiedzialnego za logistykę) oraz Adriana S., handlowca firmy L., która przegrała z Toyotą.

Adrian S. nie jest przypadkową osobą. To wspólnik syna Tomasza Panasa w innej firmie.

Gdy decydują się losy przetargu, ta trójka pozostaje z sobą w nieustannym kontakcie. Z podsłuchanych przez CBA i opisanych w dokumentach prokuratury rozmów telefonicznych wynika, że: „Tomasz Panas nie był zadowolony ze współpracy z pracownikami podległego mu pionu logistyki oraz nie był zainteresowany kontynuacją współpracy z firmą Toyota” (to dokładny cytat z pisma prokuratury).

Po skasowaniu przetargu pracownicy centrum logistyki Polic nadal próbują załatwić Azotom sprzęt. Spotykają się z kolejnymi firmami, również z L. i Toyotą. W spotkaniu z przedstawicielami japońskiego koncernu na początku bierze udział wiceprezes Panas. Szybko jednak wychodzi, trzaskając drzwiami. Jest oburzony, że skład delegacji Toyoty ma zbyt niską rangę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gorzów Wielkopolski: Policjant z 10-letnim stażem podejrzany o handel narkotykami

Policjant, podejrzany o handel narkotykami, służył ponad 10 lat w Komendzie Miejskiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. To ta sama jednostka, z której w zeszłym tygodniu zwolniono policjantkę, zamieszaną w przemyt ponad 100 kilogramów środków odurzających do Szwecji.

Dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada dotarł do informacji, że funkcjonariusz policji z Gorzowa Wielkopolskiego został pod koniec roku dyscyplinarnie zwolniony ze służby, gdy zatrzymano go z narkotykami.

Z nieoficjalnych informacji naszego dziennikarza wynika, że miał przy sobie 2 kilogramy amfetaminy.

Zarówno lubuska policja, jak i prokuratura w Gorzowie są bardzo oględne w informowaniu o tym kolejnym skandalu w tamtejszej służbie. Śledczy potwierdzili nam jedynie, że policjant usłyszał zarzuty i jest jednym z podejrzanych w dużym śledztwie dotyczącym przestępstw narkotykowych w Lubuskiem.

Z kolei komenda wojewódzka – także potwierdzając zwolnienie funkcjonariusza z policji argumentowane „ważnym interesem służby” – zapewnia, że sami policjanci wykryli przestępczą działalność swego kolegi.

„W listopadzie 2020 roku z szeregów policji zwolniony został funkcjonariusz pełniący służbę w Komendzie Miejskiej Policji w Gorzowie Wlkp. Chciałbym podkreślić, że możliwe było to tylko dzięki inicjatywie i aktywności policjantów, którzy dotarli do takiej informacji i zgromadzili odpowiedni materiał dowodowy świadczący o złamaniu przepisów Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii przez tego funkcjonariusza” – pisze w informacji przesłanej do RMF FM podinsp. Marcin Maludy, rzecznik KWP w Gorzowie Wlkp.

Jednocześnie wyklucza, by sprawy policjantki zwolnionej za przemyt i funkcjonariusza podejrzanego o handel narkotykami w jakikolwiek sposób się wiązały.
Źródło info i foto: RMF24.pl

50-letnia Polka zamordowana w Wielkiej Brytanii

Polka, mama pięciorga dzieci, została znaleziona martwa w Wielkiej Brytanii. O zamordowanie kobiety oskarżony jest 40-letni Ernest G. Do tragedii doszło w ubiegły poniedziałek przy Norris Road w St Ives. Policja odnalazła nieprzytomną Wiesławę M. Na miejsce wezwano pogotowie. Niestety ratownicy nie byli w stanie przywrócić jej czynności życiowych. Stwierdzili zgon.

W związku ze śmiercią Polki aresztowano 40-letniego Ernesta G. Nie potwierdzono jak dotąd, jakie relację łączyły Wiesławę M. i oskarżonego o jej morderstwo mężczyznę. 50-letnia Wiesława M. miała pięcioro dzieci i pochodziła z Chełma.

– To nieprawdopodobne, że stało się to tak blisko komisariatu. To sprawia, że zastanawiasz się, czy w dzisiejszych czasach gdziekolwiek jest bezpiecznie – powiedział jeden z sąsiadów Polki w rozmowie z „The Sun”.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: 18-latek zaatakował taksówkarza paralizatorem i nożem

Policjanci z Warszawy wyjaśniają okoliczności kilkukrotnego ugodzenia ostrym narzędziem 56-letniego taksówkarza – poinformował w czwartek podkom. Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy. Chodzi o 18-latka, który zaatakował paralizatorem i nożem taksówkarza. Ranny trafił do szpitala. Policja zatrzymała napastnika. Do ataku doszło po godz. 20 w środę. 18-latek zamówił taksówkę pod hotelem Marriott i kazał się zawieźć na rondo Waszyngtona. Zmienił jednak zdanie i pojechał na ul. Modzelewskiego.

– Kiedy obaj dojechali na miejsce, pasażer próbował kilkukrotnie zapłacić za kurs zbliżeniowo kartą. Terminal jednak sygnalizował brak środków na koncie – powiedział podkom. Robert Koniuszy z Komendy Rejonowej Policji na Mokotowie.

Kilka razy dźgnął taksówkarza i uciekł z auta

W pewnym momencie młody mężczyzna wyjął paralizator i przyłożył 56-letniemu taksówkarzowi do szyi. – Użył tego paralizatora wobec mężczyzny, a następnie wyjął ostre narzędzie, zadał mu kilka ran kłutych w plecy i uciekł – relacjonował podkom. Koniuszy.

Po kilku minutach na miejsce przyjechały wezwane patrole policyjne. Ratownicy przewieźli rannego mężczyznę do szpitala. Policjanci natomiast zatrzymali podejrzanego między budynkami w okolicy ul. Modzelewskiego. Policyjni technicy zabezpieczyli ślady. Natomiast grupa dochodzeniowo-śledcza wykonała szereg czynności zmierzających do ustalenia szczegółów tego zdarzenia.

O dalszym losie zatrzymanego nastolatka oraz zarzutach będzie decydował prokurator.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bandyci porwali znanego biznesmena z Jaworzna. Zażądali okupu

Biznesmen z Jaworzna został porwany. Zwabiła go była partnerka, która później, wraz ze wspólnikami, zażądała 60 tys. złotych. Następnie w sprawę zaangażowali się Czeczeni. Już przygotowywali się do kolejnego porwania, kiedy do ich mieszkań weszli uzbrojeni funkcjonariusze policji.

Tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia 2020 roku na parking przed marketem w Jaworznie został zwabiony 30-letni biznesmen. Miał się tam spotkać z byłą partnerką. Okazało się jednak, że 25-latka nie przyjechała sama. Towarzyszył jej nieznajomy 28-latek.

– „Osoby te zażądały od pokrzywdzonego wydania 25 tysięcy złotych, a następnie, grożąc mu przedmiotem przypominającym broń palną, zmusiły go, aby udał się z nimi samochodem do Krakowa” – informuje prok. Waldemar Łubniewski z Prokuratury Rejonowej w Katowicach.

W ten sposób mężczyzna został uprowadzony. Trafił na teren Małopolski, gdzie pod groźbą wypłacił z bankomatu 5 tys. złotych, które przekazał porywaczom.

– „Duet, powołując się na znajomości u Czeczenów oraz w towarzystwie jednego z nich, zażądał kolejnej sumy pieniędzy w kwocie 60 tys. złotych. Dopiero następnego dnia rano porywacze wypuścili mężczyznę i pozostawili go w Krakowie” – zdradza podinsp. Aleksandra Nowara z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

– „Dali mu również kilka dni czasu na zorganizowanie brakującej gotówki” – dodaje.

Po pewnym czasie 28-latek z Żor, biorący udział w porwaniu, przekazał sprawę swoim znajomym. Chciał spłacić dług. Jednym z nich był Czeczen, który uczestniczył w wymuszeniu gotówki, drugim inny obywatel Rosji.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Meksyk: Polacy pojechali do pracy. Wycięto im narządy. Jeden z nich nie żyje

Makabryczna zbrodnia na polskich obywatelach w Meksyku. Jak informuje Onet, dwóch młodych Polaków miało w lutym polecieć tam za pracą. Mężczyźni mieli mieć wycięte narządy. Jeden z nich nie żyje, a drugi przebywa w szpitalu.

O makabrycznym wydarzeniu poinformował Onet. Jak podaje portal, cała sprawa „owiana jest tajemnicą”, a służby nie udzielają szczegółowych informacji na ten temat. Według ustaleń dziennikarzy młodzi Polacy – w wieku około 20 lat – wyjechali do pracy do Meksyku, którą załatwił im ktoś w Polsce. „Ze względu na charakter sprawy nie podajemy nazwy miejscowości, z której pochodzą, ani ich personaliów” – czytamy. Polacy polecieli tam w pierwszej połowie lutego. Nie wiadomo, na czym miały polegać ich obowiązki na miejscu. Onet powołuje się na informacje z kilku niezależnych źródeł, według których rodzina jednego z mężczyzn miała w zeszłym tygodniu otrzymać informację, że Polak nie żyje. Drugi natomiast miał trafić w ciężkim stanie do szpitala. Jak podaje portal, mężczyzna ten ma być w śpiączce.

Według nieoficjalnych doniesień obydwaj Polacy mieli mieć wycięte narządy wewnętrzne. Mężczyzna, który stracił życie, prawdopodobnie miał wyciętą „nie tylko nerkę, ale również inne organy” – dowiadujemy się z artykułu. Podkreślono w nim, że szczegóły dotyczące okoliczności zbrodni nie są podawane do wiadomości publicznej.

Tragiczne wydarzenia potwierdziło w rozmowie z Onetem Ministerstwo Spraw Zagranicznych i poinformowało, że w sprawie zostało wszczęte śledztwo. – Sprawa, o którą pan pyta, jest znana polskiej służbie konsularnej i dotyczy trzech obywateli polskich. Ambasada RP w Meksyku po uzyskaniu informacji o zdarzeniu niezwłocznie podjęła stosowne działania. Konsul RP jest w stałym kontakcie z członkami rodzin poszkodowanych, pracodawcą oraz miejscową prokuraturą, która bada okoliczności sprawy – odpowiedziało autorom tekstu Onet Biuro Rzecznika Prasowego MSZ.  – Jeden z poszkodowanych zmarł. Drugi został hospitalizowany, a stan jego zdrowia poprawia się. Natomiast trzeci z naszych obywateli powrócił już do Polski – mieli przekazać przedstawiciele ministerstwa.

Pomimo pytań ze strony portalu, resort nie udzielił żadnych szerszych informacji na temat m.in. tego, gdzie doszło do wycięcia narządów, czy kogoś już zatrzymano w tej sprawie i czy postawiono mu zarzuty. Dziennikarze usiłowali również dowiedzieć się, czy w śledztwie uczestniczą polskie służby. W odpowiedzi zaznaczono, że „z uwagi na obowiązujące przepisy RODO oraz dobro poszkodowanych, MSZ nie udziela szczegółowych informacji na temat zdarzenia i toczącego się postępowania wyjaśniającego”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejny przypadek pedofilii w polskim Kościele. Znany radomski ksiądz latami wykorzystywał seksualnie dzieci

Znany radomski duchowny, harcerz i karateka latami wykorzystywał seksualnie dzieci – ustaliła czwartkowa „Rzeczpospolita”.

Jak pisze w czwartkowym wydaniu „Rzeczpospolita”, „ksiądz Stanisław S. jest w Radomiu, Pionkach, Suchedniowie osobą znaną”. „Działacz podziemia antykomunistycznego, organizator mszy za ojczyznę, harcerz, sportowiec – jeden z bardziej znanych w Polsce popularyzatorów karate” – wylicza gazeta. Zaznacza też, że o stawianych mu zarzutach wykorzystywania seksualnego dzieci „Rzeczpospolita” pisała w czerwcu ub. roku.

„Teraz – po trwającym blisko półtora roku śledztwie – prokuratura orzekła, że w latach 1985–1998 duchowny +wielokrotnie+ doprowadził +do obcowania płciowego+ oraz +poddania się innym czynnościom seksualnym+ siedem osób znanych prokuraturze +oraz innych nieustalonych+” – pisze „Rz”.

Najmłodsza ofiara księdza miała dziewięć lat

Gazeta podkreśla, że najmłodsza ofiara księdza miała 9 lat, najstarsza 12. „Do wykorzystywania dochodziło w mieszkaniu duchownego, a także podczas obozów harcerskich i sportowych, które organizował” – dodaje dziennik.

Nie ma wątpliwości co do tego, że czyny te zaistniały. Zeznania pokrzywdzonych uznano za w pełni wiarygodne – mówi „Rzeczpospolitej” prok. Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Wszystkie te czyny uległy jednak przedawnieniu i śledztwo zostało umorzone – dodaje.

Z postanowienia o umorzeniu śledztwa, do którego dotarła „Rzeczpospolita”, wynika, że stało się to 12 stycznia, a decyzja uprawomocniła się 15 lutego.

Zarzuty
Gazeta informuje, że ksiądz może jednak zostać ukarany z innego paragrafu. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, 18 lutego prokuratura okręgowa skierowała do sądu w Zwoleniu akt oskarżenia przeciwko ks. S. „Duchownemu zostały postawione dwa zarzuty: złożenia fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa oraz składania fałszywych zeznań” – pisze gazeta.

Dziennik donosi, że wciąż istnieje również możliwość pociągnięcia go do odpowiedzialności za przestępstwa, które się przedawniły. „Radomska prokuratura musi przekazać dokumenty w sprawie do prokuratury regionalnej, a ta Państwowej Komisji ds. Pedofilii” – wyjaśnia dziennik.

Po zapoznaniu się z materiałami komisja może podjąć uchwałę o rozpoczęciu swojego postępowania wyjaśniającego – tłumaczy „Rz” prof. Błażej Kmieciak, szef komisji. Po analizie akt sprawy, wysłuchaniu pokrzywdzonych, świadków oraz osoby wskazanej jako sprawca może wydać decyzję o wpisaniu jego personaliów do Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym – precyzuje.

„Rz” dodaje, że swoje postępowanie prowadzi także Kościół.

Z księdzem Stanisławem S. „Rz” nie udało się skontaktować.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Lubuscy policjanci odzyskali skradzione przedmioty o wartości 2,5 mln złotych

Zabezpieczonych tysiące drogich przedmiotów o wartości przekraczającej kwotę dwóch i pół miliona złotych, osiem osób zatrzymanych, pięć z nich tymczasowo aresztowanych- to bilans żmudnej, kilkutygodniowej pracy policjantów z Międzyrzecza oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Zatrzymani usłyszeli m.in. zarzuty kradzieży z włamaniami oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, za co grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności. Procederu dokonano na szkodę światowego potentata handlowego.

Policjanci z Międzyrzecza pracowali nad sprawą od kilku miesięcy. W tym czasie prowadzili działania operacyjne i zbierali materiał dowodowy. Z ich ustaleń wynikało, że w jednej z firm transportowych w gminie Przytoczna najprawdopodobniej dochodzi do włamań i kradzieży z naczep przewożonych przez tą firmę towarów. Konieczne było ustalenie sposobu działania przestępców oraz zebranie szczegółowych informacji, w jakich okolicznościach i jak często dochodzi do procederu. Z informacji zebranych przez policjantów z Wydziału Kryminalnego wynikało, że proceder mógł trwać od czerwca 2019 roku a wyceniona wstępna wartość kradzionych towarów przekroczyła kwotę dwóch i pół miliona złotych na szkodę światowego potentata handlowego, dla której świadczyła usługi transportowe. Policjanci ustalili, że na czele zorganizowanej grupy przestępczej stoi właściciel firmy transportowej, z którym współpracują członkowie jego rodziny oraz zaufani pracownicy.

Policjanci z Międzyrzecza doskonale zaplanowali swoją pracę i przygotowali się do działania, które wspierali funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. Po wejściu na teren firmy transportowej zastali ogromną ilość nowych, zapakowanych przedmiotów oraz różnego rodzaju towarów. Skala procederu była ogromna a przeszukania pomieszczeń oraz zabezpieczanie przedmiotów pochodzących z kradzieży trwało kilka dni i realizowane było jednocześnie w kilku miejscach na terenie gminy Przytoczna. M.in. w garażach oraz w mieszkaniu właściciela firmy, gdzie policjanci zabezpieczyli tysiące markowych przedmiotów, odzieży oraz obuwia. Była to trudna i żmudna praca, ponieważ każdy z zabezpieczonych przedmiotów musiał być opisany i zabezpieczony a policjanci często pracowali w ciemnych nieogrzewanych magazynach.

Ze wstępnych ustaleń wynikało, że straty poniesione przez jedną tylko firmę, dla której właściciel świadczył usługi transportowe mogły przekroczyć kwotę dwóch i pół miliona złotych. W dalszym toku postępowania policjanci ustalać będą, czy pokrzywdzonych jest więcej.

Do sprawy zatrzymano osiem osób, w tym właściciela firmy, członków jego rodziny oraz pracowników. Siedem z nich usłyszało zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, kierowanej przez 56-letniego właściciela firmy, która dokonywała włamań do wnętrza naczep transportów ciężarowych i kradzieży z ich wnętrza różnego rodzaju przedmiotów, czyniąc sobie z tej działalności stałe źródło dochodu. Za tego typu przestępstwa grozi im kara do 10 lat pozbawienia wolności. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Międzyrzeczu, sąd aresztował pięcioro z nich na okres od 21 dni do trzech miesięcy.

Sprawa jest rozwojowa. Konieczne jest wykonanie jeszcze wielu czynności, ustalenie innych osób biorących udział w przestępczym procederze oraz ustalenie czy kradzieży nie dokonywano na szkodę innych firm.
Źródło info i foto: Policja.pl

Proces o nadużycia seksualne przed Trybunałem Watykańskim. Dwaj księża na ławie oskarżonych

Przed Trybunałem Watykańskim trwa proces ws. nadużyć seksualnych, do których miało dochodzić w Preseminarium św. Piusa X. Podczas rozprawy w środę uczniowie opisywali m.in., że środowisko w placówce było „niezdrowe”. Miało tam dochodzić do wywierania silnej presji psychicznej na uczniów.

Na ławie oskarżonych w procesie zasiada dwóch księży. Pierwszy z nich to 28-letni Gabriele Martinelli, który miał wykorzystywać seksualnie jednego z uczniów Preseminarium św. Piusa X. Ponadto, mężczyzna oskarżony jest o stosowanie przemocy, a także kierowanie gróźb. Do przestępstw miało dochodzić w latach 2007-2012. Jak informowała agencja AP, Martinelli nie przyznaje się do winy.

Drugi oskarżony to 71-letni ksiądz Ernesto Radice, były rektor preseminarium. W jego przypadku chodzi o próbę tuszowania przestępstw, których miał dopuszczać się Martinelli. 71-latkowi zarzuca się, że dyskredytował relacje ofiary jako bezpodstawne, by nie dopuścić do śledztwa.

Placówka, w której miało dochodzić do przestępstw, mieści się nieopodal bazyliki Świętego Piotra, w której uczniowie pełnią posługę jako ministranci. Według AP, to pierwszy proces karny w sprawie wykorzystywania seksualnego, do którego miało dochodzić na terenie Watykanu.

Podczas rozprawy w środę sąd wysłuchał relacji czterech byłych uczniów placówki. Jak czytamy w artykule RAI News, z ich zeznań wynika, że Martinelli miał molestować chłopców. Jeden ze świadków opowiadał, że widział, jak duchowny dotykał „części intymnych” jednego z chłopców. Świadkowie opisywali, że środowisko w placówce było „niezdrowe”. Według nich duchowni wywierali presję psychiczną na chłopcach, często miały padać z ich ust „żarty” nawiązujące do homoseksualizmu.

Sprawę nagłośnił uczeń z Polski

Z relacji byłych uczniów wynika ponadto, że ks. Radice wiedział o nadużyciach, do których miało dochodzić w placówce. – Rektor wszystko ukrywał, był jak głuchy – padło na rozprawie w środę.

Sprawa nadużyć ujrzała światło dzienne w 2017 roku, kiedy publicznie opowiedzieli o nich seminarzyści. Jednym z nich był Polak, Kamil J. Jego relacja na temat sytuacji w Preseminarium św. Piusa X została zawarta w książce „Grzech pierworodny”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Robert Biedroń: „Jako Lewica zwracamy się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Dymera”

Europoseł i lider Wiosny Robert Biedroń poinformował na konferencji prasowej, że Lewica zwraca się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Andrzeja Dymera, aby polska prokuratura otrzymała dokumenty bezpośrednio z Watykanu. – Postawimy w końcu winnych pedofilii tam, gdzie ich miejsce, przed sprawiedliwym, niezależnym sądem w Polsce – oświadczył polityk.

Na konferencji prasowej politycy Lewicy odnieśli się do sprawy przedstawionej w reportażu TVN24 „Najdłuższy proces Kościoła” o zmarłym w minionym tygodniu księdzu Andrzeju Dymerze – duchowny ze Szczecina wykorzystywał seksualnie osoby nieletnie, a szczecińscy biskupi mieli o tym wiedzieć od 1995 roku. Śledztwo wszczęto jednak dopiero po publikacji dziennikarzy „Gazety Wyborczej” w 2008 roku. Mimo to przez te lata duchownego nie spotkała kara – przestępstwa się przedawniły, a przez długi okres nie odsunięto go też od pracy z dziećmi.

Europoseł Robert Biedroń podczas konferencji mówił, że „jako Lewica zwracamy się do papieża Franciszka o udostępnienie akt spraw księdza Dymera”. – Żeby polska prokuratura, która dzisiaj jest wstrzymywana ze względów prawdopodobnie na pewien układ klerykalno-polityczny, żeby otrzymała te dokumenty bezpośrednio z Watykanu – powiedział.

– Jeżeli nie chce tego wydać kuria, to prawo kanoniczne dzisiaj mówi, po decyzji papieża Franciszka, że Watykan może udostępnić takie dokumenty – zaznaczył Biedroń.

Polityk poinformował, że Lewica może pojechać po te dokumenty do Watykanu. – Postawimy w końcu winnych pedofilii tam, gdzie ich miejsce, przed sprawiedliwym, niezależnym sądem w Polsce – oświadczył.

Scheuring-Wielgus: każde organy ścigania na świecie mają możliwość wglądu do akt przestępstw księży czy biskupów

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus przypomniała, że w 2019 roku papież Franciszek zniósł tzw. „tajemnicę papieską” w postępowaniach dotyczących pedofilii. – Od tamtego czasu każda prokuratura, każde organy ścigania na świecie mają możliwość wglądu do akt przestępstw księży czy biskupów, którzy są oskarżani o pedofilię – zauważyła.

Scheuring-Wielgus poinformowała, że oprócz listu do papieża Franciszka Lewica przesłała także pismo do Kongregacji Nauki Wiary, w którym pyta, czy prokuratura wystąpiła o dokumenty akt m.in. księdza Krzysztofa G. z Chodzieży (podejrzanego m.in. o wieloletnie wykorzystywanie seksualne ministranta) i ks. Dymera.

Posłowie i posłanki Lewicy złożyli też interpelację do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry ws. śmierci ks. Dymera i przesłanki, z powodu której prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie oraz czy prokuratura zabezpieczyła dokumenty. Posłanka Katarzyna Ueberhan zaapelowała o nadanie druku projektowi ustawy Lewicy, której celem jest powołanie specjalnej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii w Kościele i która byłaby tylko temu przeznaczona.

Państwowa kmisja do spraw wyjaśniania przypadków pedofilii poinformowała, że przystąpiła do badania dokumentów w przedawnionej sprawie dotyczącej ks. Dymera, jednak ze względu na jego śmierć postępowanie wyjaśniające zostanie zakończone.
Źródło info i foto: tvn24.pl