Białystok: 32-latek uciekł przez okno prokuratury. Trwa policyjna obława

Trwa obława za 32-letnim mężczyzną, który uciekł przez okno prokuratury. Policja publikuje zdjęcie zbiega. Do zdarzenia doszło we wtorek w białostockiej prokuraturze. Mężczyzna miał być przesłuchany w sprawie rozboju, który miał miejsce 31 stycznia 2021 roku. Jak podaje RMF FM, 32-latek uciekł przez okno na parterze budynku.

Na drogach wyjazdowych z Białegostoku policjanci ustawili blokady. Kontrolowane są pojazdy wyjeżdżające z miasta – podaje radio. Poszukiwany to 32-letni Maciej Didiuk. Mężczyzna ma 180 cm wzrostu, ciemne włosy, szczupłą budowę ciała. Był ubrany w ciemną bluzę bez kaptura z białym napisem „illegal”, czarną kurtkę z kapturem, ciemne spodnie i białe buty.

Policja opublikowała też jego zdjęcie. „Wszystkie osoby, które widziały mężczyznę ze zdjęcia lub mogą przyczynić się do ustalenia jego miejsca pobytu, prosimy o kontakt pod numer alarmowy 112” – apelują służby.
Źródło info i foto: wp.pl

Ruszył proces byłego proboszcza oskarżonego o molestowanie ministranta

Przed Sądem Rejonowym w Tarnobrzegu ruszył w środę, 3 lutego proces 58-letniego księdza – byłego proboszcza Parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnobrzegu, a później proboszcza Parafii Najświętszego Serca Jezusa w Ostrowcu Świętokrzyskim. Kapłan oskarżony jest o wykorzystywanie seksualne 12-letniego ministranta w 2006 roku i w późniejszych latach nakłanianie go do fałszywych zeznań.

Niespodzianki nie było, zgodnie z przewidywaniami obrońcy oskarżonego wystąpili do sądu z wnioskiem o wyłączenie jawności postępowania. Prokurator przychylił się do tego wniosku, w konsekwencji sąd postanowił, że rozprawa toczyć się będzie przy drzwiach zamkniętych. Jak ustaliliśmy, nowych wniosków formalnych nie było, dlatego otwarty został przewód sądowy i oskarżyciel mógł odczytać treść aktu oskarżenia.

Na pierwszy dzień procesu zaplanowano przesłuchanie oskarżonego oraz trójki świadków, pośród których jest pokrzywdzony, występujący w charakterze oskarżyciela posiłkowego.
Źródło info i foto: echodnia.eu

58-letni obywatel Rosji zatrzymany w Trójmieście. To groźny przestępca. „Był zaskoczony”

58-letni obywatel Rosji podejrzewany o kierowanie grupą przestępczą zajmującą się przemytem broni oraz podzespołów do wytwarzania broni i sprzętu wojskowego wpadł w ręce funkcjonariuszy w Trójmieście. Rosjanin został zatrzymany przez policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. Od maja ubiegłego roku było wiadomo, że poszukiwany od grudnia 2019 roku mężczyzna ukrywa się w Polsce.

Praca operacyjna pozwoliła ustalić, że 58-latek wynajmował mieszkanie w Sopocie. W zatrzymaniu – ze względu na to, że mężczyzna mógł być niebezpieczny – brali też udział policyjni kontrterroryści. Obywatel Rosji był jednak zaskoczony i nie stawiał oporu. Jak powiedział RMF FM Michał Sienkiewicz z KWP W Gdańsku , dziś mężczyzna zostanie doprowadzony do sądu i ruszą procedury związane z ewentualną ekstradycją zatrzymanego do Rosji.

Zgodnie z rosyjskim prawem mężczyźnie grozić może do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

13-latek przyznał się do podpalenia restauracji. Straty na 2 mln złotych

Funkcjonariusze z komendy Skarżysku-Kamiennej zatrzymali 13-letniego chłopca, który w poniedziałek dokonał podpalenia restauracji nad zalewem Rejów. Nastolatek przyznał się do winy. Został odwieziony do policyjnej izby dziecka. Policjanci pracujący na miejscu pożaru pierwsze wątpliwości, co do przyczyny powstania ognia powzięli we wtorek rano. Nie można było wykluczyć, że doszło do podpalenia. Po południu tego dnia nastąpił przełom w tej sprawie.

– Śledczy przeanalizowali dostarczony przez właściciela restauracji monitoring. Na nagraniu widać było dwóch młodych chłopaków. Jeden z nich podpalił słomianą strzechę drewnianej wiaty, która stała na dolnej kondygnacji budynku, pod salą restauracyjną. Następnie podpalacz i jego kolega uciekli – powiedział asp. Jarosław Gwóźdź z Komendy Powiatowej Policji w Skarżysku-Kamiennej.

Policjanci dysponowali wizerunkami podpalaczy, którzy szybko zostali ujęci. – Dokładnie po 24 godzinach od zdarzenia zatrzymany został 13-latek. Chłopak przyznał się do podpalenia. Tłumaczył, że podpalając słomę nie miał świadomości powstania pożaru. Sądził, że podpaleniu ulegnie jedynie słoma na dachu wiaty – dodał Gwóźdź.

Materiały trafią do sądu rodzinnego

Funkcjonariusze zabezpieczyli zapalniczkę i ubranie, który sprawca miał na sobie w chwili zdarzenia. Małoletni podpalacz trafił do policyjnej izby dziecka. Policjanci ustalili, że towarzyszem nastolatka był jego o rok młodszy kolega.

– Materiały trafią do sądu rodzinnego, gdzie zapadnie decyzja co do dalszych losów sprawcy – podkreślił policjant.

Do pożaru restauracji nad zalewem Rejów doszło w poniedziałek. Strażacy otrzymali zgłoszenie ok. godz. 18. Płonął dwukondygnacyjny budynek restauracji.

W wyniku pożaru doszczętnie spłonęło wyposażenie dolnej kondygnacji, pożar strawił też częściowo wyposażenie górnego piętra i poszycie dachowe. W momencie powstania ognia w obiekcie były dwie kobiety, pracownice restauracji. Kobiety były w części budynku nieobjętej ogniem. Po zauważeniu dymu uciekły i nie odniosły żadnych obrażeń.

Straty warte dwa miliony zł.

W działaniach wzięło udział 12 zastępów straży pożarnej – ponad 40 strażaków. Sytuacja została opanowana po około czterech godzinach. – Po przygaszeniu pożaru ratownicy sprawdzili wszystkie pomieszczenia pod kątem obecności osób poszkodowanych, nikogo nie znaleziono – relacjonował mł. bryg. Marcin Kuźdub z Komendy Powiatowej PSP w Skarżysku Kamiennej.

Strażacy wstępnie uznali, że prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Jednak policja nie wykluczała, że mogło dojść do podpalenia. Właściciel oszacował straty na dwa mln zł. Wartość uratowanego mienia określił na milion złotych. Ze wstępnej analizy inspektora nadzoru budowlanego wynika, że konstrukcja budynku nie została naruszona.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Nowe okoliczności brutalnego morderstwa Polki i jej dziecka

Stawał się coraz bardziej agresywny, bo brał tabletki antydepresyjne, ale jednocześnie brał kieliszek do ręki – mówi znajomy 27-letniej Anny, zamordowanej wraz z synkiem przez swojego męża w Niemczech. Po makabrycznej zbrodni na jaw wychodzą nowe okoliczności.

W sobotę w niemieckim Cloppenburg-Bethen w Dolnej Saksonii doszło do zbrodni. Zginęła 27-letnia Polka Anna T. i jej sześcioletni syn Alex. Sprawcą mordu jest mąż kobiety, 30-letni Viktor T. Mężczyzna został zatrzymany przez policję. Swoją rodzinę zabił nożem. Na ciele ofiar było wiele ran kłutych.

Prawdopodobnym motywem zbrodni była chorobliwa zazdrość Viktora o Annę. Znajomi rodziny mówią, że między małżonkami często dochodziło do ostrych kłótni.

„Sąsiedzi z bloku często słyszeli kłótnie. Mąż robił jej awantury o byle co. Był chorobliwie zazdrosny. Popijał. Ubzdurał sobie, że Ania kogoś ma. Nie miała, a on i tak swoje” – mówi w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” znajomy Anny.

Mężczyzna twierdzi, że Viktor był z pochodzenia Litwinem, inne media sugerują, że był Rosjaninem.

Leczył depresję i pił

„Litwin stawał się coraz bardziej agresywny, bo brał tabletki antydepresyjne, ale jednocześnie brał kieliszek do ręki. Było jeszcze gorzej, gdyż odstawił leki, ale nadal pił. Małżonkowie kilka razy chcieli się rozejść, ale nadal byli ze sobą. Pewnie ze względu na dziecko” – dodaje mężczyzna.

Kilka tygodni przed tragedią 27-latka straciła pracę w fabryce mięsa. Mąż miał jej wypominać, że nie pracuje i nie zarabia pieniędzy na ich rodzinę.

Bliski Anny powiedział też, że kiedy policja przyjechała na miejsce zbrodni, mąż Anny był na miejscu. – Ale nie mogli nawiązać z nim kontaktu. Trafił do szpitala psychiatrycznego – powiedział.
Źródło info i foto: TVP.info

Floryda: Podejrzany o „brutalne przestępstwa przeciw dzieciom” zastrzelił dwoje agentów FBI

Dwoje agentów FBI zginęło na Florydzie w USA w trakcie wtorkowego nalotu na dom podejrzanego o „brutalne przestępstwa przeciw dzieciom”. W strzelaninie rannych zostało też co najmniej trzech innych funkcjonariuszy. Według oświadczenia FBI do zajścia doszło w Sunrise w hrabstwie Broward na Florydzie. Mężczyzna zabarykadował się w swoim domu, do którego agenci przybyli z nakazem przeszukania „w sprawie dotyczącej brutalnych przestępstw przeciw dzieciom”. Podejrzany również nie żyje.

Jak poinformował dyrektor FBI Christopher Wray, na miejscu zginęła 43-letnia agentka specjalna Laura Schwartzenberger i 36-letni Daniel Alfin. Oboje od lat ścigali sprawców przestępstw związanych z pornografią dziecięcą.

– Trzech innych agentów zostało postrzelonych. Dwóch odniosło obrażenia wymagające opieki szpitalnej, ale obaj są teraz w stabilnym stanie. Trzeci nie wymagał hospitalizacji – przekazał Wray.

Kondolencje od dyrektora FBI i Prezydenta

Dyrektor FBI chwalił Alfina i Schwartzenberger za heroizm na służbie: „Zawsze będziemy ich czcić za poświęcenie życia i na zawsze będziemy im wdzięczni za odwagę”. Kondolencje bliskim zastrzelonych agentów złożył prezydent USA Joe Biden. – Każda rodzina żyje w lęku przed możliwością otrzymania takiej wiadomości. Boli mnie serce z powodu straty tych rodzin – wyznał.

We wtorkowym nalocie uczestniczył „zespół funkcjonariuszy organów ścigania”, którzy wykonywali nakaz przeszukania uzyskany od sądu federalnego – podało biuro terenowe FBI w Miami. Policja w Sunrise ostrzegła mieszkańców o obecności zmasowanych sił funkcjonariuszy w okolicy i wezwała do pozostania w domach. W kompleksie apartamentów zgromadzono mobilne centrum dowodzenia FBI oraz dziesiątki patroli policyjnych i pojazdów taktycznych z wielu agencji.

Wsparcie dla rodzin zabitych

Stowarzyszenie Agentów FBI wyjaśniło, że kiedy doszło do strzelaniny, funkcjonariusze przeprowadzali nakaz przeszukania „w celu przejęcia dowodów w związku z podejrzeniem o posiadanie dziecięcej pornografii”.

– Ci agenci pracowali, aby chronić najsłabszych w naszym społeczeństwie – powiedział prezes stowarzyszenia Brian O’Hare. Zadeklarował wsparcie dla rodzin zabitych agentów.

Dziennik „New York Times” podał, że podejrzany w sprawie został znaleziony martwy. Gazeta przytoczyła wypowiedź funkcjonariusza organów ścigania, według którego wyglądało na to, że mężczyzna popełnił samobójstwo, zanim agenci zdołali go aresztować.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kamil S. brutalnie zabił 4-latkę. Sąd Najwyższy uchylił wyrok 20 lat więzienia. Kara jest rażąco niska

Sąd Najwyższy uchylił wyrok, skazujący Kamila S. na 20 lat więzienia za brutalne zabójstwo 4-letniej Oliwii – poinformowała Prokuratura Krajowa. Kasację w tym procesie wniósł Prokurator Generalny, który uważa, że orzeczona kara jest rażąco niska. Sprawą zajmie się ponownie Sąd Apelacyjny w Łodzi.

Na Twitterze sprawę skomentował prokurator generalny Zbigniew Ziobro. „Skatował i w bestialski sposób zabił niespełna 4-letnią Oliwię. Rozbił jej głowę, bo płakała za mamą. Dostał 20 lat więzienia z możliwością wcześniejszego wyjścia. Nie zgadzam się na tak łagodny wyrok. SN uwzględnił moją kasację” – napisał Ziobro.

Z informacji przekazanej przez prokuraturę wynika, że 4–letnia Oliwia była ofiarą przemocy ze strony partnera swojej matki Kamila S. Jak przekazali śledczy, od 12 listopada do 6 grudnia 2016 r. mężczyzna w sposób szczególnie okrutny znęcał się psychicznie i fizycznie nad dziewczynką. Nie tylko groził dziecku użyciem pasa, czy zamknięciem w łazience, ale stosował wobec niego przemoc bijąc po całym ciele, w szczególności po klatce piersiowej, głowie i twarzy. Ponadto uderzał dziewczynkę w brzuch i bił pasem. Mężczyzna spowodował rozliczne obrażenia u dziecka, w tym m.in. złamanie łokcia, żebra, obojczyka, rozległych sińców na powierzchni niemal całego ciała – relacjonowali śledczy.

Jak ustalili, do kulminacji agresywnych zachowań Kamila S. doszło w dniu 6 grudnia 2016 r., kiedy dwukrotnie rzucił dzieckiem na łóżko tak, że uderzyło ono głową o drewniane oparcie. Dziewczynka doznała licznych obrażeń głowy, w tym krwiaków i obrzęku mózgu, które doprowadziły do jej śmierci. Z kolei Kamil S. nie udzielił ofierze pomocy, ale jeździł z martwym dzieckiem po mieście, żeby przekazać go matce, w celu udania się do szpitala.

20 lat więzienia

W marcu 2018 r. Sąd Okręgowy w Łodzi skazał mężczyznę na 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo i pięć lat pozbawienia wolności za znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad dzieckiem, orzekając karę łączną 20 lat więzienia. Jak zaznaczono w tym orzeczeniu z warunkowego przedterminowego zwolnienia mógłby skorzystać po odbyciu 15 lat kary. Prokuratura wniosła apelację od wyroku w części dotyczącej orzeczenia o karze.

Łódzki sąd apelacyjny utrzymał jednak zaskarżone rozstrzygnięcie, wskazując że żądana przez oskarżyciela kara dożywocia, jak i kara 25 lat pozbawienia wolności, nie może być w tym przypadku orzeczona z uwagi na szereg okoliczności łagodzących. Sąd wskazał m.in. na uprzednią niekaralność, młody wiek, krótki okres znęcania się, wyrażoną skruchę, przyznanie się do winy i dobrą opinię sprawcy w miejscu zamieszkania.

Kasacja Prokuratora Generalnego

Prokurator Generalny nie zgodził się z tym wyrokiem uznają karę za rażąco niską i skierował do Sądu Najwyższego kasację w tej sprawie. Według prokuratury wskazane przez sąd apelacyjny okoliczności łagodzące, nie zostały właściwe ocenione, a nadana im ranga, nie była uprawniona.

W kasacji podkreślono też, że „zabójstwa niespełna czteroletniego, bezbronnego dziecka Kamil S. dokonał w sposób bezwzględny i okrutny, tylko dlatego, że płakało za matką i nie chciało przebywać samo z oprawcą, który stosował wobec niego przemoc fizyczną i psychiczną”. Prokurator podkreślił brutalność działania sprawcy, który pomimo tego, że dziewczynka umilkła, dalej ją katował.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Piła: Zatrzymano poszukiwanego oszusta

Policjanci z Piły zatrzymali 28-latka. Mężczyzna poszukiwany był przez 19 jednostek w całym kraju. Historię tego przestępcy opisujemy w poniższym artykule. W poniedziałek (11 stycznia) pilscy policjanci zatrzymali 28-latka. Mężczyzna skontaktował się z mieszkanką Piły, która wystawiła internetową ofertę sprzedaży akcesoriów kosmetycznych wraz z wyposażeniem salonu. Całość wyceniono na kwotę blisko 5 tys. złotych.

– Sprawca oszukał sprzedającą wysyłając jej podrobione potwierdzenie przelewu bankowego. Zanim pokrzywdzona zorientowała się, że nie otrzymała pieniędzy na konto, zdążyła przekazać kupującemu oferowany sprzęt – wyjaśnia mł. asp. Jędrzej Panglisz.

Śledczy prowadzący sprawę ustalili, że zatrzymany od pewnego czasu nie miał stałego miejsca pobytu. Przez ostatni rok sprawca posługując się tą samą metodą podrabianych przelewów oszukiwał kolejne osoby w Polsce. Do różnych spraw poszukiwało go 19 jednostek Policji!

– Funkcjonariusze odzyskali utracone mienie, które w całości zostało zwrócone pokrzywdzonej pilance. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. 28-latek usłyszał zarzuty. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności – precyzuje mł. asp. Panglisz.
Źródło info i foto: se.pl

Rosja: Protesty na ulicach Moskwy i Petersburga po skazaniu Nawalnego. Policja brutalnie rozpędza protesty

W Moskwie i Petersburgu na ulice wyszli zwolennicy opozycji, aby wyrazić solidarność z Aleksiejem Nawalnym. W stolicy Rosji setki młodych ludzi maszeruje centralnymi ulicami miasta. Przejeżdżający obok kierowcy trąbią i mrugają światłami. Policja próbuje brutalnie rozpędzać manifestacje. Uliczne protesty w Moskwie i Petersburgu zaczęły się po tym, gdy stołeczny sąd odwiesił Aleksiejowi Nawalnemu wyrok pozbawienia wolności i odesłał opozycjonistę na dwa lata i osiem miesięcy do łagru (jeszcze przed zapadnięciem wyroku funkcjonariusze zatrzymali ponad 300 osób).

Protestujący maszerujący we wtorek wieczorem centralnymi ulicami Moskwy i Petersburga skandowali hasła takie jak m.in. „Rosja bez Putina” i „My jesteśmy władzą”. Jak informują rosyjskie media niezależne, w rejon protestów władze wysłały oddziały policji i Gwardii Narodowej. Służby nie wahają się używać pałek.

„Rosyjskie służby coraz bardziej ‚białorutenizują’ i zbliżają się do łukaszenkowskich standardów. Moskwa. OMON. Pałowanie” – tak wydarzenia we wtorek wieczorem relacjonował na Twitterze dziennikarz Andrzej Poczobut. Jak dodał, ludzie w reakcji krzyczą do funkcjonariuszy „Nie mamy broni”.

W mediach społecznościowych publikowane są liczne zdjęcia i nagrania z zatrzymań. Opublikowano m.in. film z interwencji służb wobec pasażera samochodu, który miał wykrzykiwać obraźliwe hasła w stosunku do funkcjonariuszy. Zarówno on, jak i kierowca mieli zostać pobici.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Aleksiej Nawalny skazany na kolonię karną. Reakcja świata

Czołowy rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny ma spędzić w kolonii karnej 2 lata i 8 miesięcy. Sytuację w Rosji w programie „Fakty o Świecie” w TVN24 BiS komentowały ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich Jadwiga Rogoża, była ambasador w Rosji i dyrektorka instytutu Strategie 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, a także analityczka w sprawach rosyjskich w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Agnieszka Legucka.

Moskiewski Sąd Miejski zastąpił karę w zawieszeniu dla Aleksieja Nawalnego wyrokiem kolonii karnej na 3,5 roku. Lider rosyjskiej opozycji spędził 10 miesięcy w areszcie domowym w 2014 roku, przez co rzeczywista kara to 2 lata i 8 miesięcy.

Ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich Jadwiga Rogoża podkreśliła w „Faktach o Świecie” w TVN24 BiS, że to „wyrok polityczny”. – Więc przysługuje formalnie Nawalnemu apelacja, ale można przewidywać, że zakończy się bardzo podobnie, dlatego że władzom zależy na jego fizycznej izolacji – oceniła. Zwróciła uwagę, że ten rok będzie trudny dla Rosji, bo „będzie to rok pocovidowy, rok trudny gospodarczo i socjalnie, ale także rok, w którym odbywają się wybory parlamentarne”.

– Jak widać po protestach, niezadowolenie, które miało charakter utajony, zaczyna się wydobywać na powierzchnię, więc władze się tego boją i chcą odizolować co najmniej jednostkę charyzmatyczną, zdeterminowaną, której wizerunek szczególnie dzisiaj mocno kontrastuje z wizerunkiem rosyjskich władz, więc ta jednostka musi być odizolowana, żeby dodatkowo nie pogorszyć notowań władz, nie zmobilizować elektoratu protestu i żeby nie podsycała i nie stanowiła katalizatora niezadowolenia, które się w Rosji coraz szerzej rozlewa – dodała.

„Nie należy liczyć, że coś się zmieni w decyzji sądu”

Była ambasador w Rosji, a teraz dyrektorka instytutu Strategie 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz powiedziała, że „ten scenariusz został napisany i jest realizowany”. – To był scenariusz skazania i oczywiście będzie odwołanie, ale zdecydowanie nie należy liczyć, że coś się zmieni w decyzji sądu, który jest kontynuacją wprost decyzji władz, a nawet samego Putina. – Nawalny nie z dnia na dzień, bo to jeszcze chwilę potrwa, trafi do kolonii karnej – dodała.

Pełczyńska-Nałęcz zastanawiała się, czy do obecnej kary dla Nawalnego będą nakładały się kolejne wyroki „tak, żeby izolować go naprawdę długo”. – Oprócz logiki reżimu, dla którego Nawalny jest niebezpieczny, jest jeszcze logika personalna Putina, który został personalnie obrażony, zlekceważony i wyśmiany. Takich rzeczy tego typu osoba nie wybacza – podkreśliła.

Nawalny „przebił szklany sufit kontaktu z rosyjską publicznością”

– Z pewnością rosyjskie władze i Władimir Putin liczą, że bez Nawalnego cała sieć powiązań i aktywistów, w tym lokalnych polityków, rozsypie się jak domek z kart – powiedziała analityczka w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Agnieszka Legucka.

Zwróciła uwagę, że nie bez przyczyny kolonię karną, do której zesłany będzie Nawalny, „nazywają łodzią podwodną”. – Komunikacja stamtąd jest bardzo ograniczona i właśnie na tym też zależy władzom w Rosji, żeby (przerwać) kontakt, jaki nawiązał Nawalny, który filmikiem obejrzanym ponad 100 milionów razy przebił szklany sufit kontaktu z rosyjską publicznością – podkreśliła.

Legucka przypomniała, że Nawalny od 2016 roku jeździł po Rosji, zakładał swoje sztaby i mówił że będzie kandydował na prezydenta. – Zresztą ten sam wyrok w zawieszeniu zakazał mu kandydowania w wyborach prezydenckich, był zasłoną prawną, żeby odizolować Nawalnego od kandydowania – przypomniała. – Wybory parlamentarne i krytyczny moment jest bardzo trudny dla władz w Rosji – przyznała i oceniła, że sztab ludzi pracujących wokół opozycjonisty będzie w stanie przez rok lub dwa „podtrzymać mit Nawalnego”.

„Władze myślały, że w internecie stworzą atrakcyjną alternatywę”

Jadwiga Rogoża podkreśliła, że rosyjskie władze od dłuższego czasu przygotowują się do wprowadzenia większej kontroli nad internetem. – Nawet jest ustawa, która się potocznie nazywa ustawą o suwerennym internecie. Od 20 lat istnieją różne systemy wdrażane przez służby specjalne, które też pozwalają na kontrolowanie przepływu informacji. Władze dodatkowo blokują punktowo internet – tłumaczyła.

Ekspertka Ośrodka Studiów Wschodnich oceniła, że są to „próby dogonienia uciekającego pociągu”. – Władze przez wiele lat myślały, że będą w stanie przez internet stworzyć atrakcyjną, popularną alternatywę, oręż medialny w postaci Russia Today czy różnych opłaconych blogerów i trolli. Ale okazuje się, że treści tworzone nie za pieniądze i nie na zlecenie, tylko z poczucia oburzenia i pasji są bardziej autentyczne i przyciągają więcej ludzi – dodała.
Źródło info i foto: tvn24.pl