Pod Kijowym wykryto komórkę ISIS

W obwodzie kijowskim na Ukrainie wykryto komórkę dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie (IS), którą kierował bojownik poszukiwany przez jeden z krajów Europy Wschodniej za udział w walkach w Syrii – poinformowała w czwartek Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Jak czytamy w komunikacie SBU, lider komórki przybył na Ukrainę w 2019 r., posługując się fałszywymi dokumentami. Po przyjeździe zebrał grupę obcokrajowców o podobnych poglądach – dodano.

SBU ustaliła, że ośrodek IS podrabiał paszporty Ukrainy i Rosji i zajmował się legalizowaniem na terytorium Ukrainy pobytu osób z krajów Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej. Śledczy twierdzą, że część z nich jest czynnymi bojownikami IS. Mieli oni po popełnionych przestępstwach „przeczekać” newralgiczny okres na Ukrainie. Członkowie komórki również dystrybuowali materiały ekstremistyczne wśród potencjalnych zwolenników.

W ramach śledztwa z artykułu dotyczącego utworzenia organizacji terrorystycznej SBU przeprowadziła dziewięć przeszukań. Znaleziono m.in. wybuchową substancję zawierającą trotyl, granat, notatki z informacjami dotyczącymi przelewów finansowych do Syrii. U osób objętych dochodzeniem wykryto symbolikę IS, materiały religijno-ekstremistyczne, a także udokumentowano ich rozmowy z innymi bojownikami IS za granicą dotyczące powrotu do Syrii, by brać udział w walkach – dodano.
Źródło info i foto: onet.pl

Scenarzysta pracujący dla Patryka Vegi zatrzymany przez CBŚP

​Scenarzysta pracujący dla Patryka Vegi (współscenarzysta „Pętli”), który wystąpił też w jego filmie o kibolach zatytułowanym „Bad Boy” został zatrzymany. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM, Grzegorz B. jest wśród trzech osób, które wpadły ręce funkcjonariuszy CBŚP w śledztwie dotyczącym powiązanej ze śląskimi pseudokibicami grupy Psychofans.

Grzegorz B. usłyszał zarzut m.in. udziału w handlu narkotykami. Miał zaoferować swe usługi grupie pseudokibiców w rozprowadzaniu środków odurzających i dokonać transakcji na próbę. Kolejny zarzut dotyczy powoływania się na wpływy w Służbie Więziennej na Podkarpaciu. Prokuratura chce też, by Grzegorz B. odpowiedział za wręczenie łapówki za prawo jazdy.

Oprócz Grzegorza B. zatrzymano także dwie inne osoby. Akcje policji miały miejsce na terenie Podkarpacia. Kolejne trzy osoby zostały doprowadzone z zakładów karnych – wszyscy usłyszeli podobne zarzuty i zostali tymczasowo aresztowani. Grupa Psychofans jest powiązana z pseudokibicami śląskiego klubu piłkarskiego. Gang działał co najmniej od października 2014 roku do grudnia 2017 roku na terenie Śląska i Małopolski, głównie w Chorzowie, Katowicach i Krakowie.

Gangsterzy zajmowali się pobiciami, rozbojami, oszustwami, uprowadzeniami dla okupu oraz przestępstwami narkotykowymi. Brali także udział w bójkach z pseudokibicami innych klubów piłkarskich. W sumie w wielkim śledztwie przeciwko grupie Psychofans prowadzonym przez śląski wydział Prokuratury Krajowej oskarżonych zostało już 108 jej członków. Aktualnie w postępowaniu jest kolejnych 57 podejrzanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Lawinowy wzrost nielegalnej imigracji

Jak wynika z raportu amerykańskiej straży granicznej, od czasu objęcia prezydentury przez Joe Bidena, a więc przez ostatnie trzy tygodnie, liczba nielegalnych imigrantów przekraczających amerykańską granicę wrosła trzykrotnie. Na przedostanie się do USA czekają kolejne tysiące osób. Taki jest efekt wstrzymania budowy muru na granicy z Meksykiem i wprowadzenia trzymiesięcznego zawieszenia deportacji osób nielegalnie przekraczających granicę. Po przedostaniu się na amerykańską stronę – nawet wówczas, gdy zostaną zatrzymani przez służby graniczne – są natychmiast wypuszczane.

Część nielegalnych migrantów umieszczana jest w ośrodkach, a większość po prostu znika. Amerykańskie służby graniczne nie mają możliwości sprawdzenia, kto przedostał się do USA.

Kwitnie przemyt, a latynoskie gangi rosną w siłę. Kartele narkotykowe sprowadzają do Meksyku produkowany w Chinach narkotyk o nazwie fentanyl i szmuglują go do Ameryki. Władze Teksasu zaskarżyły decyzje prezydenta Bidena o otwarciu granicy. Amerykańskie służby graniczne ostrzegają, iż otwarcie granicy może przynieść katastrofalne skutki.
Źródło info i foto: TVP.info

Próba rozszerzonego samobójstwa w Turzanach. Matka wciąż w szpitalu

Matka dwóch chłopców z Turzan koło Inowrocławia, których ciała znaleziono w piątek, nadal znajduje się w szpitalu. Służby podejrzewają, że to ona odpowiada za śmierć dzieci. Mieszkańcy Turzan koło Inowrocławia są wstrząśnięci tragedią, która wydarzyła się w piątek w tej małej miejscowości. Wiele wskazuje na to, że w jednym z domów doszło do próby tzw. rozszerzonego samobójstwa. Nie żyje dwóch chłopców w wieku trzech i pięciu lat. Ich matka jest w szpitalu. W weekend przeprowadzono sekcje zwłok dzieci. Obie potwierdziły, że przyczyną zgonu były rany kłute w okolicach klatki piersiowej.

– Szczegółowe wyniki sekcji, jak i zleconych dodatkowych badań, będą znane za kilka tygodni. W tym momencie wiadomo, że rany ujawnione na ciałach chłopców skutkowały zgonem – powiedziała rzeczniczka prasowa bydgoskiej prokuratury Agnieszka Adamska-Okońska.

Stan zdrowia matki uniemożliwia przesłuchanie

Rzeczniczka przekazała także, że niestety nadal nie jest możliwe przesłuchanie matki chłopców, która trafiła do szpitala. Tam konieczny był zabieg chirurgiczny. Najpoważniejsza hipoteza w śledztwie mówi, że kobieta po zadaniu śmiertelnych ran chłopcom próbowała odebrać sobie życie. Jej stan zdrowia uniemożliwia jej przesłuchanie.

Śledczy nadal zabezpieczają materiał dowodowy w tej sprawie. Ma on pomóc zrozumieć okoliczności tragedii i sekwencję zdarzeń.

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że ojciec chłopców około godz. 7 wyszedł z domu i wrócił po około dwóch godzinach. – Mężczyzna rano nie wchodził do pokoju, w którym była kobieta z chłopcami. Po powrocie zastał nieżywych synków w łóżeczkach, a żonę w łazience z ranami na ciele. Kobieta była w takim stanie, że trudno było z nią nawiązać kontakt – powiedziała Adamska-Okońska.

Kobieta leczyła się psychiatrycznie

PAP potwierdziła nieoficjalnie, że 37-letnia matka chłopców leczyła się psychiatrycznie. Bardzo prawdopodobne jest to, iż to ona mogła zabić synów. To najpoważniejsza hipoteza śledczych. W Turzanach wszyscy są zszokowani. Niechętnie rozmawiają o przyczynach tragedii. Ci, którzy decydują się coś powiedzieć, wskazują na pewne problemy matki chłopców. Z informacji PAP wynika, że matka dzieci leczyła się na depresję. W ostatnich dniach miało już być lepiej i nic nie zwiastowało tragedii.
Źródło info i foto: interia.pl

Holandia: Przemoc domowa. 1/3 zgłoszeń z polskich rodzin

Jedna trzecia wszystkich zgłoszeń o przemocy domowej lub krzywdzenia dzieci w holenderskich gminach Helmond i Peel dotyczy polskich rodzin – wynika z raportów gromadzonych przez organizację społeczną Veilig Thuis. – Kiedy oferujemy pomoc, ludzie często reagują zdziwieniem. Nie są do tego przyzwyczajeni – zauważyła przedstawicielka organizacji.

Organizacje społeczne w Holandii z obawą obserwują sytuację w polskich rodzinach w regionach, do których najczęściej osiedlają się przybysze z Polski. Liczba zgłoszeń dotyczących przemocy domowej wzrasta, rośnie też liczba osób, które otrzymują zasiłek chorobowy. 

Krystyna Meijer z ośrodka wsparcia migrantów zarobkowych LEVGroep uważa, że „​​czas wszcząć alarm”: – Ta grupa jest zagrożona zapomnieniem. Według Meijer wiele polskich rodzin trafia do domów, które są właściwie slumsami, a czasem nagle trafiają na ulicę. Problem dotyczy jednak także sporej grupy polskich rodzin, które w gminach Peel (Limburgia) i Helmond (Brabancja Północna) mieszkają często od ponad piętnastu lat.

Według raportów otrzymywanych przez organizację Veilig Thuis problem dotyczy zarówno przemocy domowej, jak i krzywdzenia dzieci. Jedna trzecia spraw zgłaszanych w gminach Peel i Helmond dotyczy sytuacji w społeczności polskiej.

„Udział polskich rodzin jest uderzający”

Merijn Goes z Veilig Thuis nie potrafi odpowiedzieć, dlaczego liczby są tak wysokie. – Udział polskich rodzin jest uderzający i dlatego zwracamy na to szczególną uwagę. Od jakiegoś czasu rozmawiamy na ten temat wspólnie z gminami, agencjami opieki nad młodzieżą, a także z LEVGroep – powiedział Merijn Goes w rozmowie z „Algemeen Dagblad”. – Razem staramy się zobaczyć, co możemy z tym zrobić. Jak możemy pomóc – dodał.

Zwrócił uwagę, że udzielanie pomocy nie jest proste, gdyż „ludzie często są bardzo zaniepokojeni, myślą, że przyjeżdżamy po ich dzieci”.  

Pomocy w rodzinach, w których dochodzi do przemocy domowej, udziela m.in. projekt Safe at Home. Przyjmuje on zgłoszenia dotyczące wykorzystywania dzieci, handlu ludźmi, przymusowej prostytucji, znęcania się nad rodzicami lub przemocy domowej. Każde zgłoszenie jest wnikliwie badane. „Nie jesteśmy sędzią, nie zabieramy dzieci z domów. Udzielamy tylko wiążących porad” – informują przedstawiciele Safe at Home.

Pomoc napotyka liczne bariery

W przypadku społeczności polskiej istnieją jednak poważne przeszkody w zgłaszaniu się do projektu. – Największym problemem jest bariera językowa – wyjaśnia Goes. Zauważa, że wiele osób, które powinny otrzymać wsparcie, mówi tylko po polsku lub słabo po angielsku.

Dlatego społecznicy pojawiają się z tłumaczem. Wydano też broszurę w języku polskim z wyjaśnieniem, jak działa organizacja. Większość osób nie zna bowiem Safe at Home. 

Goes zwraca także uwagę na różnice kulturowe, które nie ułatwiają kontaktu. – Polacy zawsze byli dużo bardziej zależni od siebie. Są do tego przyzwyczajeni. Dziwią się, kiedy oferujemy pomoc. Ich odpowiedź brzmi: sami to rozwiązujemy – wyjaśniał Goes. Zwrócił jednak uwagę, że ponieważ problemy narastają, a w pewnej chwili może ich być za dużo, by samodzielnie sobie z tym poradzić, to wówczas Polacy nie wiedzą choćby z jakiej skorzystać infolinii, gdzie szukać pomocy. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odnalazł się zaginiony 25-latek z Pruszkowa

Zaginął 25-letni Daniel z Pruszkowa – informowała na początku lutego grupa poszukiwawcza „Zaginieni Cała Polska”. Według najnowszych informacji przekazanych 9 lutego 2021 roku mężczyzna odnalazł się.

Jak wcześniej informowano, 25-letni Daniel z Pruszkowa zaginął na początku lutego br. Zaginięciem 25-latka zajmuje się grupa poszukiwawcza „Zaginieni Cała Polska”. Z nieoficjalnych informacji, które miała przekazać poszukiwaczom żona zaginionego wynika, że pan Daniel mógł udać się w kierunku Warszawy. Może przebywać w dzielnicy Mokotów, Stegny lub Sadyba.

Mężczyzna miał być wcześniej widziany na skrzyżowaniu ulic Armii Krajowej i Lipowej w Pruszkowie – ostatecznie monitoring z tych terenów jednak tego nie potwierdził. „Policja została poinformowana, prosimy rozglądajcie się” – apelowali poszukiwacze. Pojawił się też apel prezydenta miasta o pełną mobilizację w sprawie poszukiwań 25-letniego mieszkańca podwarszawskiej miejscowości. 25-latek miał zostać zauważony ostatni raz 5 lutego br. około godziny 22.00 na ulicy Działkowej w Pruszkowie. Pan Daniel sprawiał wrażenie osoby zdezorientowanej. Miał pytać gdzie znajduje się ulica Tomcia Palucha, przy której mieszka od lat.

Zaginięcie Daniela miało miejsce 4 lutego 2021 r. Tego dnia mężczyzna miał stawić się na nocną zmianę w pracy, gdzie jednak nie dotarł. Wtedy również ostatni raz kontaktował się z żoną poprzez SMS – około godziny 14.00. W sprawie wiadomo było też, że mężczyzna zostawił w domu telefon komórkowy bez karty SIM, prawo jazdy i kluczyki do auta.

25-letni Daniel ma szczupłą budowę ciała i około 175 centymetrów wzrostu. Waży ok. 60 kilogramów. Ma ciemne, krótkie włosy i brązowe oczy. Do jego znaków szczególnych należy charakterystyczny pieprzyk w okolicy nosa.

W chwili zaginięcia miał na sobie czerwoną kurtkę, którą widać na załączonych poniżej fotografiach. Najprawdopodobniej miał na sobie też granatowe jeansy i szare buty za kostkę. Może mieć na sobie okulary z ciemno-niebieskimi oprawkami.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Liderka Strajku Kobiet z zarzutami

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła w środę Marcie L. zarzuty popełnienia przestępstwa znieważenia funkcjonariuszy Policji oraz publicznego pochwalania przestępstw – przekazała PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

„Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła dziś Marcie L. zarzuty popełnienia przestępstwa znieważenia funkcjonariuszy Policji poprzez wykonanie gestu splunięcia oraz kierowanie wobec nich słów wulgarnych, tj. czynu z art. 226 par. 1 Kodeksu karnego, a także sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego, tj. czynu z art. 165 par. 1 pkt 1 kk” – przekazała PAP prokurator Skrzyniarz. Prokurator dodała, że do zdarzeń objętych zarzutami doszło 28 listopada 2020 r. w Warszawie podczas jednej z manifestacji. O postawieniu zarzutów jako pierwszy napisał portal wPolityce.pl.

Odmowa składania wyjaśnień

Jak dowiedziała się PAP w prokuraturze, podejrzana Marta L. nie przyznała się do zarzutów i odmówiła składania wyjaśnień. Prokuratura zarzuca również Marcie L. popełnienie występku publicznego pochwalania podczas wywiadu przeprowadzonego na antenie radia ZET 26 października 2020 r. przestępstw polegających na niszczeniu fasad budynków oraz złośliwym przeszkadzaniu publicznemu wykonywaniu aktów religijnych w kościele katolickim, tj. o czyn z art. 255 par. 3 Kodeksu karnego.

„W toku postępowania zgromadzono obszerny materiał dowodowy w postaci między innymi oględzin nagrań z przebiegu manifestacji oraz zeznań pokrzywdzonych funkcjonariuszy Policji wskazujący na to, że podejrzana dopuściła się zarzucanych jej czynów. Marcie L. według polskiego prawa grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Sama liderka Strajku Kobiet wykpiła na Twitterze określanie jej mianem „Marty L.”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policja rozbiła gang rabusiów. Okradali kościelne skarbonki

Krakowscy kryminalni w połowie zeszłego tygodnia zatrzymali trzech mężczyzn, którzy od początku roku na terenie trzech województw okradali kościelne skarbonki. Zatrzymani usłyszeli ponad trzydzieści zarzutów kradzieży zuchwałej. Grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z Komisariatu Policji I w Krakowie na początku roku uzyskali informację o kradzieżach z kościelnych skarbon. Grupa złodziei przy użyciu specjalnych narzędzi wyjmowała znajdującą się w skarbonach gotówkę. Czasem były to drobne kwoty, a czasem kilkaset zł czy nawet 2000 zł. Przestępcy grasowali nie tylko w Krakowie, ale w całej Małopolsce oraz na Śląsku i Podkarpaciu. Od początku roku dokonali kilkudziesięciu takich kradzieży na terenie tych trzech województw.

Krakowscy kryminalni tropili sprawców i ustalili skład osobowy grupy. Po zebraniu materiału dowodowego przystąpili do zatrzymania przestępców. 3 lutego 2021 roku około 21:00 policjanci z Komisariatu Policji I w Krakowie na jednej z głównych ulic w centrum miasta zatrzymali pojazd, którym poruszali się sprawcy. To trzej mieszkańcy Krakowa w wieku od 41 do 46 lat. Mężczyźni nie kryli zaskoczenia z powodu policyjnej interwencji. Cała trójka została przewieziona do pobliskiego komisariatu, a następnie osadzona w pomieszczeniach dla zatrzymanych.
Źródło info i foto: se.pl

Dwóch protestujących z Białorusi ukrywa się w ambasadzie Szwecji w Mińsku. Od pięciu miesięcy

Dwóch Białorusinów ukrywa się w szwedzkiej ambasadzie od pięciu miesięcy. Sztokholm nie chce oddać mężczyzn w ręce białoruskiej policji, ale boi się, że sprawa może spowodować napływ wniosków o azyl ze strony protestujących przeciw Aleksandrowi Łukaszence.

Dwóch Białorusinów, ojciec i syn, znalazło się na terenie szwedzkiej ambasady we wrześniu 2020 r., kiedy uciekali przed siłami policyjnymi w czasie antyrządowych protestów. Mężczyźni przeskoczyli przez płot prowadzący na parking placówki dyplomatycznej i w ten sposób znaleźli się terenie ambasady. Ann Linde, szwedzka minister spraw zagranicznych, jeszcze w listopadzie mówiła, że mężczyźni dostali się na teren ambasady w sposób „bezprawny”. Pomimo tego, mężczyźni przebywają w szwedzkiej placówce dyplomatycznej już od pięciu miesięcy.

– Te dwie osoby nadal przebywają na terenie ambasady (…) Działamy zgodnie z wymogami sytuacji, uwzględniając wymogi bezpieczeństwa i ochrony – powiedział cytowany przez „The Guardian” rzecznik szwedzkiego ministerstwa spraw zagranicznych. Rzecznik odmówił jednak dalszych komentarzy na temat działań podjętych przez Szwecję.

Obaj mężczyźni objęci są dochodzeniem w sprawie starcia demonstrantów z policją, do którego doszło w Witebsku na początku września. Mężczyznom, którzy schronili się na terenie ambasady może grozić nawet 6 lat pozbawienia wolności za „użycie przemocy wobec funkcjonariuszy publicznych”.

Szwedzkim dyplomatom zależy na tym, aby sprawa nie nabrała zbyt dużego rozgłosu. – Nie chcą oczywiście przekazać mężczyzn białoruskiej policji. Ale jednocześnie nie chcą stwarzać sytuacji, w której wiele innych osób mogłoby przyjść do ambasady i poprosić o azyl – powiedział Martin Uggla, przewodniczący szwedzkiej organizacji Östgruppen, zajmującej się ochroną praw człowieka.

Uggla dodał, że ambasada mogłaby spróbować otrzymać gwarancję od białoruskich władz, że ojciec i syn nie zostaną aresztowani albo zostaną odprowadzeni w bezpieczny sposób do granicy z Polską lub Litwą. – Myślę, że ambasada nigdy się ich nie pozbędzie bez tego typu gwarancji bezpieczeństwa, ponieważ może to doprowadzić do ostrej krytyki władzy w Szwecji – powiedział.
Źródło info i foto: Gazeta.pl