Były policjant i jego żona molestowali kilkuletnie dzieci. Jest wyrok sądu

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ skazał w piątek byłego funkcjonariusza stołecznej policji na 12 lat pozbawienia wolności. Piotr B. miał wspólnie z żoną znęcać się nad kilkuletnimi synami, a także nagrywać filmy pornograficzne z udziałem kobiety i jednego z chłopców. B. policjant karę odbywać ma w trybie terapeutycznym.

Do ujawnienia przestępstw, których dopuścił się Piotr B. doszło dzięki odwadze jego pierwszej ofiary, Katarzyny W. Dorosła już kobieta postanowiła zawiadomić organy ścigania, gdy dotarły do niej informacje o krzywdzie, której doznawać mogą kilkuletnie dzieci Piotra B. z kolejnego związku.

Bite i zamykane w piwnicy

Podejrzeniami podzielili się z nią przyrodni bracia (wspólne dzieci jej matki i B.), którzy odwiedzając dom rodzinny policjanta z przerażeniem obserwowali jak traktowani są mieszkający tam chłopcy. Ustalono, że dzieci były bite rękoma, ścierkami, kapciami, kilkuletnich wówczas chłopców rodzice zamykali w piwnicy, byli zmuszani do wielogodzinnego stania w kącie. Chłopcy byli także głodzeni albo przymusowo karmieni.

– Wcześniej bałam się powiedzieć, co mi zrobił, bo wiedziałam, że jest policjantem, ma układy. Myślałam, że nikt mi nie uwierzy. Ale jak bracia opowiedzieli mi, co tam się dzieje, wiedziałam, ze muszę coś z tym zrobić. Długo szukałam miejsca, w którym mogłabym złożyć zawiadomienie. Wiedziałam, że mam tylko swoje słowo przeciwko jego – powiedziała w piątek po ogłoszeniu wyroku Katarzyna W. Dodała, że jej zdaniem „wszyscy wiedzieli”, co dzieje się w domu Piotra B., bo dzieci często przychodziły do przedszkola głodne i pobite, ale „nikt nic nie zrobił”.

Molestowanie

Pokrzywdzona zgłosiła się do Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji i opowiedziała o „innych czynnościach seksualnych”, do których w latach 2005-2008 zmuszał ją B. Mówiła też o obelgach, poniżaniu, przemocy fizycznej, duszeniu, wykręcaniu rąk, biciu, zabieraniu jedzenia, zmuszaniu do ciężkiej pracy fizycznej, ciągnięciu za ucho przez miasto i groźbach pozbawienia życia.

Podobnej przemocy miała doświadczać jej matka, którą B. próbował zmusić także do seksu ze zwierzętami. Katarzyna W. powiedziała, że przez krótki okres czasu molestował ją także Janusz B., ojciec policjanta. Ofiara została przesłuchana w obecności psychologa, który potwierdził prawdziwość jej relacji.

10 kwietnia 2017 r. dokonano pierwszego przeszukania w mieszkaniu Piotra B. i jego żony. Zabezpieczono laptopy, dyski, pendrive’y oraz 562 płyty CD i DVD. Ujawniono na nich filmy pornograficzne z udziałem dzieci, w tym niemowląt, a także pornografię zwierzęcą. Na kilku filmach była Agnieszka B.

Po przeanalizowaniu zabezpieczonych materiałów, 18 października 2017 roku małżeństwo i Janusz B. zostali zatrzymani, a następnie tymczasowo aresztowani. Policja kolejny raz przeszukała ich mieszkania i miejsca pracy – komendę rejonową i firmę, w której Agnieszka B. pracowała jako księgowa. Zabezpieczono duże sumy pieniędzy oraz tysiące papierosów bez polskich znaków akcyzy. Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, za posiadanie nielegalnych wyrobów Piotr B. odpowiada w odrębnym postępowaniu.

21 stycznia 2019 r. prokurator Remigiusz Krynke skierował do Sądu Rejonowego dla Warszawy – Pragi Północ akt oskarżenia przeciwko Piotrowi B., Agnieszce B. i Januszowi B. Były policjant odpowiadał za znęcanie się w latach 2005-2008 nad byłą konkubiną i jej córką, a także o molestowanie kilkuletniej wówczas dziewczynki. Prokurator oskarżył go również o posiadanie setek filmów pornograficznych z udziałem dzieci, w tym niemowląt.

Nakłaniał swoją żonę do obcowania z ich synem

Piotrowi B. udowodniono również, że co najmniej od 2013 r. wspólnie i w porozumieniu z żoną Agnieszką B. znęcał się nad ich wspólnymi dziećmi, urodzonymi w 2011 i 2012 r. Z materiałów zabezpieczonych w toku śledztwa wynika, że były policjant nakłaniał swoją żonę do obcowania z ich pierworodnym synem, co rejestrował kamerą i aparatem fotograficznym. Prokuratura ujawniła zdjęcia i nagrania, na których udokumentował cierpienie dziecka. Informator Polskiej Agencji Prasowej twierdzi, że filmy, które posiadał Piotr B., cechowała wyjątkowa brutalność.

Proces toczył się z wyłączeniem jawności, ale jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, główny oskarżony nie przyznał się do winy ani w toku śledztwa, ani przed sądem. Agnieszka B. miała umniejszać swoją rolę w przestępstwie, mówiła o tym jako o „jednorazowym incydencie”, do którego miał zmusić ją mąż.

Wyrok

W piątek 12 lutego br., po przeprowadzeniu ponad dwudziestu rozpraw, sędzia Maria Łukomska wydała wyrok w tej sprawie. Sąd uznał oskarżonych za winnych zarzucanych im przez prokuraturę czynów. Uniewinniła Piotra B. od jednego zarzutu dotyczącego posiadania pornografii dziecięcej w 2006 r. i dokonała kosmetycznej korekty w opisie kilku czynów.

Agnieszka B. została skazana na karę łączną 8 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, a na poczet kary sąd zaliczył jej czas, który spędziła w areszcie – w sumie prawie 3,5 roku. Kobieta ma także zakaz kontaktowania się z molestowanym synem przez 10 lat od uprawomocnienia się wyroku i zakaz zbliżania się do niego na 100 m. Z drugim chłopcem nie może kontaktować się przez 7 lat. Agnieszka B. ma wypłacić chłopcom „zadośćuczynienie za doznane krzywdy” – starszemu 30 tys. zł., a młodszemu 10 tys. zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosja: Aleksiej Nawalny znów w sądzie

Aleksiej Nawalny spędził w piątek 10 godzin w moskiewskim sądzie. Lider opozycji jest oskarżony o zniesławienie weterana II wojny światowej 95-letniego Igora Artiomienki. Polityk oświadczył, że jest niewinny. Rozprawa będzie kontynuowana 16 lutego. Za zniesławienie opozycjoniście grozi do 2 lat pozbawienia wolności. W ubiegłym roku Aleksiej Nawalny skrytykował film reklamowy, zachęcający do głosowania na rzecz kremlowskich poprawek do konstytucji. Opozycjonista nazwał występujące w nim osoby „sprzedajnymi lokajami”, „zdrajcami” i „hańbą dla kraju”.

Wypowiedzi polityka nie spodobały się krewnym jednego z bohaterów filmu, 95-letniego weterana Armii Czerwonej Igora Artiomienki i poskarżyli się prokuratorowi. Ten przygotował akt oskarżenia i w ubiegłym tygodniu Aleksiej Nawalny stanął przed sądem. Zdaniem prokuratury, komentarz Nawalnego „dyskredytował honor i godność weterana”.

Ponieważ w trakcie rozprawy zeznający online weteran poczuł się źle, została ona przerwana. Na wznowionym posiedzeniu pokrzywdzony Igor Artiomienko zrezygnował z osobistego udziału w rozprawie. Do sądu dotarł list, który miał pochodzić od weterana. Artiomenko obwiniał Nawalnego o swój zły stan zdrowia. Aleksiej Nawalny stwierdził, że list jest „oczywistym fałszerstwem”, a weteran nie jest świadomy, w co został wplątany.

Polityk zaznaczył, że on i pozostali działacze opozycji nie zniesławiają weteranów, ale bronią ich przed obecną władzą, która wykorzystuje starszych ludzi. Dodał, że celem procesu jest osłabienie poparcia dla niego wśród rosyjskiego społeczeństwa.

Na koniec sąd zapytał opozycjonistę, czy ma jakieś choroby przewlekłe. Aleksiej Nawalny odpowiedział, że musi się zastanowić, czy ostry brak sympatii do tego sądu kwalifikuje się jako choroba przewlekła.
Źródło info i foto: Gazeta.pl