Kulisy działania Państwowej Komisji do spraw Pedofilii

Siedziba w 30-piętrowym biurowcu w centrum Warszawy, podwyższone przez prezydenta zarobki, status na równi z wiceministrami – w takich warunkach, według ustaleń „Gazety Wyborczej”, mają pracować członkowie Państwowej Komisji do spraw Pedofilii. Informatorzy dziennika twierdzą, że „instytucja jest sparaliżowana”, a osobą, która „faktycznie rządzi” w komisji jest zastępczyni przewodniczącego Barbara Chrobak, która ma wprowadzać tam „atmosferę terroru”.

Komisja do spraw pedofilii utworzona została na mocy ustawy, która weszła w życie we wrześniu 2019 roku. Jej powstanie zapowiadał wcześniej premier Mateusz Morawiecki po emisji filmu braci Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Członkowie komisji złożyli ślubowanie w lipcu 2020 roku. W skład komisji wchodzi siedmiu członków reprezentujących: Sejm, Senat, prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka. W grudniu przewodniczący Błażej Kmieciak informował, że do tamtego czasu komisja skierowała do prokuratury 20 spraw dotyczących przestępstw pedofilii.

W ostatnim czasie komisja prowadziła postępowanie w sprawie księdza Andrzeja Dymera. Jednak 17 lutego je zakończyła w związku ze śmiercią kapłana. Był on oskarżany o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Szczecińscy biskupi mieli wiedzieć o jego czynach już w połowie lat 90. ubiegłego wieku.

Podwyższenie zarobków członkom komisji

Wtorkowa „Gazeta Wyborcza” pisze o warunkach pracy, a także o zarobkach członków tej komisji. Donosi, że 3 grudnia 2020 roku Błażej Kmieciak zwrócił się do prezydenta, by ten „uwzględnił członków komisji w zmianach ustawy dotyczącej wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”. Miał to tłumaczyć tym, że, „członkom komisji został przypisany status osób na równi z sekretarzami stanu”, czyli wiceministrami.

„30 grudnia Duda wydał rozporządzenie włączające komisję do grupy płac przysługujących sekretarzom stanu. Teraz każdy z nich zarabia 12 650 zł. Plus dodatki funkcyjne. Jak wysokie? Tego nie wiadomo. Do tego dochodzą mieszkania służbowe (dla osób spoza Warszawy) oraz służbowe samochody – jeden z nich każdego dnia dowozi przewodniczącego do domu, 110 km od Warszawy. Drugi jest do wyłącznej dyspozycji „minister Chrobak”, która – jak podają nasze źródła – specjalnie w tym celu zmieniła wewnętrzny regulamin” – informuje dalej dziennik. Wspomniana Barbara Chrobak to zastępczyni Kmieciaka na stanowisku przewodniczącego komisji. „Wyborcza” zauważa, że Chrobak w minionej kadencji Sejmu była posłanką Kukiz’15, a w 2020 roku przystąpiła do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

„Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie”

Gazeta opisuje również szczegółowo warunki, w jakich pracuje komisja. „Siedziba komisji zajmuje 12. piętro w Spektrum Tower przy ul. Twardej 18. To 30-piętrowy biurowiec w centrum stolicy z panoramicznymi windami i pięciokondygnacyjnym garażem podziemnym. Miesięczny czynsz wynosi tu ok. 25 euro za metr kwadratowy” – czytamy.

„Powierzchnia piętra to ok. 850 m kw., więc czynsz może dochodzić do 80 tys. zł miesięcznie. Za garaż płaci się 185 euro od stanowiska. Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie” – wylicza dalej dziennik.

W komentarzu pisze o „Bizancjum w komisji do spraw pedofilii”.

Posłowie niewpuszczeni na kontrolę

W piątek posłowie Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz, Katarzyna Piekarska i Dariusz Joński nie zostali wpuszczeni do siedziby komisji do spraw pedofilii, gdzie mieli zamiar przeprowadzić kontrolę poselską. Nie została udostępniona im dokumentacja.

„Ta komisja ma budżet rzędu 12 milionów złotych rocznie. Chcieliśmy wiedzieć, co robi za te pieniądze. Usłyszeliśmy, że komisja jest niezależna i nie możemy wejść. Tłumaczyliśmy, że jest niezależna w działaniach i decyzjach, ale jako urząd powołany przez Sejm musi podlegać kontroli” – mówił cytowany przez „Wyborczą” poseł Joński.

„Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się nie zgadzam”

Do sprawy przewodniczący Błażej Kmieciak odniósł się w piątek w programie „Sprawdzam” w TVN24. Jak podkreślił, komisja nie jest „instytucją rządową”. – Nie jesteśmy ministerstwem do spraw pedofilii, nie jesteśmy też organizacją samorządową ani spółką Skarbu Państwa. Jesteśmy niezależnym od innych organów organem państwowym, który w sprawach postępowań wyjaśniających jest de facto quasi-sądem – mówił.

Kmieciak zapewnił jednocześnie, że „jeżeli jakikolwiek poseł i senator, bez względu na barwy polityczne, chce porozmawiać na temat wsparcia ofiar albo tego, jak pomagamy osobom skrzywdzonym, to nie ma najmniejszego problemu”.

Przewodniczący komisji odniósł się też do zapowiedzi posłów, że we wtorek ponownie będą próbowali przeprowadzić kontrolę poselską.

– Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się na to nie zgadzam. Nie dlatego, że jestem taki zły, niedobry, (…) chcę chronić ludzi, którzy nam zaufali. Te ponad 100 spraw, które prowadzimy, dotyczy najbardziej intymnych kwestii i show polityczny, który chce zrobić taki czy inny polityk, nie robi na mnie wrażenia, bo nie jesteśmy powołani dla polityków, tylko dla tych, którzy cierpią – mówił dalej Kmieciak.

Instytucja „sparaliżowana”
W dalszej części artykułu „Wyborcza” informuje, że „kilka dni temu” do jej redakcji zgłosiły się osoby, które pracują w komisji.

„Ich zdaniem ‚instytucja jest sparaliżowana’, a osobą, która w komisji ‚naprawdę rządzi’, jest Barbara Chrobak. Nazywana ‚panią minister’ była posłanka Kukiz’15 jest jedną z bardziej znaczących postaci w układzie, który stworzył w prokuraturze duet Ziobro & Święczkowski” – pisze gazeta, powołując się na swoich rozmówców z komisji.

„Atmosfera terroru”

Następnie dziennik przytacza jej zawodowy życiorys.

„Karierę zaczynała jako urzędniczka w strukturach katowickiej prokuratury apelacyjnej, gdzie poznała Święczkowskiego. Jest wiceszefową Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury Rzeczypospolitej Polskiej, organizacji zrzeszającej prokuratorów oddanych obecnej władzy. Należący do tego związku prowadzą najważniejsze dla władzy śledztwa. Mogą liczyć na awanse i nagrody. Według naszych rozmówców z komisji Barbara Chrobak wprowadziła na Twardej ‚atmosferę terroru” – relacjonuje dalej „Wyborcza”.

Gazeta, prezentując te informacje, powołuje się na anonimową notatkę złożoną w redakcji przez informatorów.

Twierdzą, że „w tej chwili nie ma 80 proc. Biura Administracyjno-Finansowego (są na zwolnieniach lub złożyli wypowiedzenia)”.

„Pracownicy urzędu są mobbingowani, nie mogą rozmawiać między sobą, muszą ubierać się, jak Komisja sobie życzy, nie można razem jeść, śmiać się. Zakaz komunikowania się podczas posiłków nawet w pomieszczeniach do tego przeznaczonych” – przytacza dalej treść notatki.

„Osobiście ingeruje w zakupy sprzętu”

W innym miejscu informatorzy opisują, że „Pani Chrobak odesłała do domu pracownicę sekretariatu, żądając, by ta przebrała się w inne ubranie”. Pracownicy zrobiono zdjęcia pokazujące, jak jest ubrana.

„Wyborcza” pisze, że „zdaniem rozmówców z komisji ‚pani minister’ osobiście ingeruje w zakupy sprzętu, domagając się lepszych mebli oraz telefonów Apple’a zamiast samsungów dostarczonych przez administrację rządową”. „Ma też nadużywać samochodu komisji” – czytamy.

„Pani Barbara Chrobak użytkuje samochód służbowy do celów prywatnych. Przebieg 2 tys. km tygodniowo. Pani Chrobak kazała wozić się do domu pod Wrocławiem i z powrotem, mimo że ma w Warszawie mieszkanie służbowe zapewnione przez KPRM. W celu dowolnego korzystania z samochodu służbowego zmieniła par. 8 pkt. 3 regulaminu Komisji” – piszą informatorzy, dodając kopię zmienionego regulaminu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

26-latek przyznał się do gwałtu na biegaczce

Skoki (województwo wielkopolskie). To w tej miejscowości doszło do dramatu biegaczki, która została zaatakowana w piątkowy wieczór. W sprawie w sobotę zatrzymano 26-latka. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Podejrzany o gwałt na biegaczce 26-latek usłyszał w poniedziałek zarzuty. Do przestępstwa doszło w piątek wieczorem. Tego samego dnia mężczyzna usiłował również zgwałcić 16-latkę.

Prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, przekazał, że mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Dodał także, że prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt dla 26-latka.

– Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: usiłowania zgwałcenia 16-latki oraz zgwałcenia 33-latki, to w związku z tym drugim czynem wszczęto poszukiwania – przekazał rzecznik.

26-latek złożył wyjaśnienia i opisał przebieg wydarzeń przed policją oraz prokuraturą, a także podczas eksperymentu procesowego. Rzecznik prokuratury poinformował, że 26-latek zaatakował nastolatkę także w piątek 19 lutego w Skokach. Śledczy ustalili okoliczności tego ataku na podstawie nagrań z monitoringu. Mundurowym udało się również dotrzeć do świadka tego zdarzenia.

W związku z charakterem zarzutów prokuratura nie udziela aktualnie więcej informacji dotyczących tej sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

Wybuch w banku PKO BP w centrum Bierutowa

Eksplozja w placówce banku PKO BP w centrum Bierutowa na Dolnym Śląsku. Wysadzono tam bankomat. „Słychać było tylko głośny huk i po chwili pisk opon szybko odjeżdżającego samochodu” – relacjonuje jeden z okolicznych mieszkańców. W placówce banku uruchomił się alarm. Siła wybuchu spowodowała, że zostały uszkodzone drzwi oraz wyleciały szyby z okien, które znajdują się na pobliskich chodnikach i parkingu. Okolica została odgrodzona taśmą przez policję.

Potwierdzam, że doszło do wysadzenia bankomatu. Obecnie funkcjonariusze policji prowadzą w tej sprawie czynności – informuje asp. Bernadeta Pytel z Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy.

Nie wiadomo, czy sprawcom udało się zabrać gotówkę. Mundurowi proszą natomiast świadków zdarzenia o kontakt, najlepiej dzwoniąc na numery alarmowe 997, 112 lub bezpośrednio z najbliższym dyżurnym policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczecin: Trwa proces kanibali z Łaska

Przed Sądem Okręgowym w Szczecinie ruszył proces w sprawie makabrycznej zbrodni, do której miało dojść blisko 20 lat temu. Pięciu mężczyzn miało brutalnie zabić nieznajomego, a następnie zjeść fragmenty jego ciała. Do dzisiaj nie znaleziono szczątków mężczyzny, nie wiadomo także, kim był.

– Ten proces jest osobliwy – przyznał po zakończeniu pierwszej rozprawy obrońca jednego z oskarżonych mec. Jan Widacki. – Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo kogo zamordowano i częściowo spożyto. Ja takiego procesu jeszcze nie widziałem. Gdyby ktoś mi to kiedyś opowiedział, pomyślałbym, że żartuje. Proces karny, z wszystkimi rygorami, sprawdza jakieś urojenia, plotki – stwierdził. Dodał, że zdarzają się procesy poszlakowe, gdy nie znaleziono zwłok, „ale przynajmniej wiadomo, kto zginął”.

Przypomnijmy, że do rzekomej zbrodni miało dojść 19 lat temu. Piątka mężczyzn, znajomych z sąsiedniej wsi – Janusz Sz., Robert M., Rafał O., Sylwester B. oraz 36-letni wówczas Zbigniew B. – spotkali się w nieistniejącym już barze w Łasku, niewielkiej wsi w województwie zachodniopomorskim.

Tam mieli spotkać swoją ofiarę, którą uprowadzili, a następnie zamordowali nad pobliskim jeziorem Osiek. Któryś z mężczyzn miał rzucić pomysł, by zjeść ciało zabitego. Jak wynika z ustaleń śledczych, mężczyźni rozpalili ognisko, a następnie odcinali kawałki ciała ofiary, nadziewali je na patyki i piekli w ogniu.

Zwłoki mężczyzny oskarżeni mieli następnie wywieźć pontonem na środek jeziora i tam wrzucić je do wody.

Anonimowy donos. Policja traktuje go bardzo poważnie

Informacja o rzekomej zbrodni dotarła do policjantów w 2017 roku, krótko po śmierci jednego z mężczyzn, którzy mieli się jej dopuścić: Zbigniewa B. Otrzymali anonim, którego autor napisał, że przed śmiercią Zbigniew B. przyznał mu się do udziału w potwornej zbrodni. To właśnie Zbigniew B. miał nożem odciąć głowę ofierze.

– Miał problemy z alkoholem, ale nie atakował ludzi, z sąsiadami dobrze żył – opowiada Polsat News była żona Zbigniewa B.

Matka mężczyzny w poświęconym tej sprawie reportażu stwierdziła, że syn miał stwierdzoną schizofrenię i twierdził, że jest „zastępcą Chrystusa, drugi po Bogu”.

– Opowiadał, że UFO widział, a potem na tle religijnym też dużo rzeczy. Na przykład, że jest apostołem Piotrem, że się wybiera do nieba i mojego męża też zabierze. Pół wioski tu chodziło do niego pić. Mój brat zawsze zmyślał… Gdyby ta historia nie wyszła od mojego brata, to może bym uwierzyła – dodała siostra Zbigniewa B.

Policja nie znalazła szczątków, nie wie, kim była rzekoma ofiara

Policja anonim potraktowała bardzo poważnie. Przetrząśnięto jezioro, poszukując szczątków rzekomo zamordowanego mężczyzny. Bezskutecznie. Starano się także ustalić, kim był. To również się nie powiodło. Mimo to, kilka miesięcy później – w październiku 2017 roku zatrzymano czterech mężczyzn, którzy mieli brać udział w tej zbrodni.

Do zbrodni przyznał się tylko jeden z nich – Rafał O. Szczegółowo opisał przebieg tego, co miał się wówczas wydarzyć. Podczas procesu, który rozpoczął się w poniedziałek, odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy potwierdza wcześniejsze wyjaśnienia. Nie chciał też odpowiadać na pytania stron.

Tylko jeden z oskarżonych w tej sprawie – Robert M. przebywa w areszcie. To jemu Rafał O. w swoich zeznaniach przypisał kierowniczą rolę w tej zbrodni. Pozostali – Sylwester B., Rafał O. i Janusz S. – odpowiadają z wolnej stopy. Janusz S. nie pojawił się na sali rozpraw.

Termin kolejnej rozprawy w tej sprawie sąd wyznaczył na 1 marca.
Źródło info i foto: wp.pl

Woody Allen Allena oskarżony o pedofilię

Mianem „tandetnego hitu, który nie zmieni faktów” określili przedstawiciele Woody’ego Allen serial dokumentalny HBO, którego pierwszy odcinek stacja wyemitowała 21 lutego. Twórcy opowiadają historie Dylan Farrow, adoptowanej córki reżysera, która oskarża go o wieloletnie wykorzystywanie seksualne. Kobieta twierdzi m.in. że Allen skrzywdził ją, gdy miała 7 lat.

– Czułam się w potrzasku. Przyciskał mnie do siebie. Mówił, że pojedziemy razem do Paryża, że będę w jego filmach. Potem mnie seksualnie napastował. Pamiętam, że próbowałam się skupić na pociągu brata, który tam leżał. I potem on w końcu przestał. Skończył – opowiada w dokumencie HBO Dylan Farrow.

Utrzymuje, że opisana wyżej sytuacja miała miejsce w sierpniu 1992 roku. Miała wówczas 7 lat. 

„Allen v. Farrow”

Dokument „Allen v. Farrow” na nowo analizuje sprawę zarzutów, które wobec Woody’ego Allena wysuwa jego adoptowana córka Dylan Farrow. Kobieta od lat oskarża znanego reżysera o to, że wykorzystywał ją seksualnie, gdy była dzieckiem. Film wyreżyserowany przez Kirby Dicka i Amy Ziering przedstawia historię tylko z punktu oskarżycieli, bo Woody Allen nie chciał rozmawiać z twórcami.

W pierwszym odcinku zaprezentowano wywiady z Mią Farrow, byłą żoną Allena i Dylan Farrow. Przedstawiono także relacje wydarzeń z punktu widzenia świadków, którymi byli krewni, przyjaciele i znajomi rodziny.

Kazał 7-latce ssać jego kciuk

W filmie wspomniano, że znany reżyser zachowywał się niewłaściwie wobec dziecka jeszcze przed 4 sierpnia 1992 roku, gdy miał wykorzystać córkę po raz pierwszy. Opisywana jest m.in. sytuacja, gdy Allen w towarzystwie nakazał 7-letniej Dylan, aby ssała jego kciuk. Tłumaczył, że to ją uspokaja.

Twórcy analizują także wątek Soon-yi, adoptowanej córki Mii Farrow i muzyka Andre Pervina, która później stała się przysposobioną córką reżysera, a następnie jego żoną. Ich romans miał się rozpocząć w 1991 roku, gdy Soon-yi miała 21 lat. Allen miał wówczas 56.

Oświadczenie reżysera

Reżyser od lat kategorycznie zaprzecza zarzutom. Zaznacza, że oskarżenia były przedmiotem dochodzenia prawników i śledczych, którzy nie dowiedli jego winy.

„Ci dokumentaliści nie interesowali się prawdą” – twierdzą przedstawiciele Allena w oświadczeniu przesłanym po emisji dokumentu do redakcji czasopisma „Hollywood Reporter”. „Zamiast szukania jej, spędzili lata potajemnie kolaborując z rodziną Farrow i wykonali nieudolną pracę pełną przekłamań. Woody i Soon-yi zostali poinformowani o tym mniej niż dwa miesiące temu i dostali tylko kilka dni na to, by odpowiedzieć na oskarżenia. Oczywiście, odmówili” – poinformowano.

W piśmie podkreślono, że „to smutne i zaskakujące, że coś takiego zdecydowało się pokazać HBO, które ma kontrakty i powiązania biznesowe z Ronanem Farrowem. Choć ten tandetny hit przyciągnie uwagę, nie zmieni faktów”.

Na reakcję odpowiedziała Dylan Farrow. „Prawda jest czymś, czego nie można zmienić” – napisała. „Prawda jest taka trudna, ale mam nadzieję, że wszystkie ofiary, które oglądały film ostatniej nocy, wiedzą, że nie są same” – dodała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wznowiono poszukiwania ciała Jana Lityńskiego

Pu³tusk 22.02.2021. Akcja poszukiwawcza polityka, dzia³acza opozycji w czasach PRL Jana Lityñskiego w rzece Narwi w okolicach Pu³tuska, 22 bm. 75-letni mê¿czyzna 21 bm. spaceruj¹c wa³em przeciwpowodziowym wszed³ do rzeki, chc¹c uratowaæ z niej psa, pod którym za³ama³ siê lód. Do chwili obecnej nie odnaleziono jego cia³a. (aldg) PAP/Marcin Obara

Jan Lityński nie żyje. We wtorek rano służby wznowiły poszukiwania ciała b. opozycjonisty z czasów PRL, który zginął w niedzielę, ratując swoje psa. – Działania będą się koncentrowały w pobliżu miejsca zaginięcia – powiedział rzecznik prasowy komendanta mazowieckiego PSP mł. bryg. Karol Kierzkowski. Akcja została przerwana w poniedziałek o zmroku.

Jan Lityński, były działacz opozycji w okresie PRL i wieloletni poseł na Sejm, spacerując wałem przeciwpowodziowym wzdłuż rzeki Narew w Pułtusku, wszedł do wody, chcąc uratować psa, pod którym załamał się lód. Niestety, zginął podczas próby ratowania zwierzęcia. O śmierci Lityńskiego poinformował w niedzielę wieczorem dziennikarz, również opozycjonista z czasów PRL, Eugeniusz Smolar.

Rzecznik mazowieckiej Państwowej Straży Pożarnej mł. bryg. Karol Kierzkowski zaznaczył, że poszukiwania Lityńskiego są we wtorek kontynuowane. – Na miejsce wyjechały trzy samochody straży pożarnej z dwunastoma strażakami – poinformował w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Dodał, że działania wspomagające policję prowadzą strażacy z dwóch jednostek OSP i jednej PSP.

Kierzkowski poinformował również, że działania będą się koncentrowały w pobliżu miejsca zaginięcia Lityńskiego. Strażacy wspólnie z ratownikami WOPR będą kruszyć lód. Niewykluczone, że w akcji weźmie udział nurek. Tak jak dnia poprzedniego, służby będą również patrolowały brzegi Narwi. Wcześniej Kierzkowski przyzywał, że poszukiwania utrudnia duża pokrywa lodowa, dlatego akcja koncentruje się głównie w pobliżu brzegów rzeki.

„Nurt mógł zepchnąć ciało nawet kilka kilometrów w stronę Warszawy. Mogło się ono schować pod lodem w meandrach rzeki, pod korzeniami” – MŁ. BRYG. KAROL KIERZKOWSKI, RZECZNIK MAZOWIECKIEJ PSP

Wyraził przekonanie, że strażakom pomogą wiosenne temperatury, które spowodują topnienie lodu na Narwi, ale – jak zwrócił uwagę – nawet przy znacznym ociepleniu lód będzie zalegał na Narwi co najmniej kilka dni.

Jan Lityński urodził się w 1946 r. Był organizatorem i uczestnikiem studenckich wystąpień w marcu 1968 r., za co został skazany na 2,5 roku więzienia. Pracował jako robotnik, następnie programista komputerowy. W 1976 r. współzałożyciel „Biuletynu Informacyjnego”, pierwszego pisma ukazującego się poza cenzurą. W 1977 r. współredaktor „Robotnika”, niezależnego pisma na rzecz zakładania wolnych związków zawodowych. Członek KSS „KOR”, współpracownik Biura Interwencyjnego KSS „KOR” i „Krytyki” (członek redakcji).
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szwecja: Prokuratura zajmie się nielegalnymi adopcjami dzieci z zagranicy

Szwedzki rząd rozważa wszczęcie śledztwa w związku z nieprawidłowościami przy adopcjach dzieci z zagranicy. Według dziennika „Dagens Nyheter” wiele noworodków przekazywanych było do Szwecji bez zgody ich matek.

W cyklu artykułów gazeta „Dagens Nyheter” przedstawiła w ostatnich dniach historię niektórych z 60 tys. dzieci, adoptowanych z zagranicy do Szwecji w latach 1960-90. W wielu przypadkach ich dokumenty adopcyjne były fałszowane, a prawdziwi rodzice żyli. Niektóre dzieci zostały ukradzione biednym rodzinom lub za namową pośredników sprzedane przez opiekunów. W lutym 2018 roku władze Chile wszczęły dochodzenie o możliwości zaistnienia nielegalnych adopcji zagranicznych, m.in. setek dzieci do Szwecji.

W związku z tym śledztwem władze Szwecji zapewniły poszkodowanym osobom wsparcie w postaci pomocy psychologicznej oraz w poszukiwaniu prawdziwych rodziców. Nigdy jednak nie zbadano roli, jaką odegrali szwedzki ośrodek adopcyjny i szwedzkie władze. „Teraz widzę, że również i my potrzebujemy przyjrzeć się, jak funkcjonowało w Szwecji pośrednictwo adopcyjne” – oświadczyła minister ds. socjalnych Lena Hallengren. Jak wyjaśniła Hallengren, początkowo rząd Szwecji oczekiwał wniosków śledztwa prowadzonego przez władze Chile, ale dochodzenie w tej sprawie przedłuża się.

Skąd adoptowano dzieci?

Według „Dagens Nyheter” nieprawidłowości w procesie adopcyjnym mogły dotyczyć większości przypadków z krajów Ameryki Południowej, Azji oraz Afryki. Gazeta napisała, że eksperci szwedzkiego Urzędu ds. praw rodziny oraz wsparcia rodzicielstwa wielokrotnie alarmowali w wewnętrznych dokumentach o podejrzeniu niezgodności danych adopcyjnych.

Przy adopcjach z Chin często brakowało informacji o pochodzeniu dziecka, niekompletne dane przesyłano również z Wietnamu. Z Indii nadchodziły informacje o „adopcjach spoza legalnego systemu”. W Kolumbii domy dziecka były uzależnione od opłat otrzymywanych za adopcje, a w Korei Południowej biuro pośrednictwa adopcji było w kontakcie z rodzicami, którzy rozważali oddanie swoich dzieci. Jak podkreśla, „Dagens Nyheter” nieprawidłowości te świadczą o łamaniu Konwencji o prawach dziecka oraz Konwencji haskiej.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Żona El Chapo trafiła za kratki

Najseksowniejsza przestępczyni świata aresztowana na lotnisku w Waszyngtonie! Emma Coronel (31 l.), żona sławnego narkotykowego bossa El Chapo odpowie za przemyt narkotyków i pomoc w pamiętnej ucieczce męża z więzienia. Za organizację tej akcji miała zapłacić aż trzy miliony dolarów. Emma to nie tylko przestępczyni, ale i uczestniczka niezliczonych konkursów piękności. Czy teraz jej uroda przeminie za kratami, a może bezwzględna piękność znowu wymyśli, jak uciec z meksykańskiego więzienia?

Królowa mafii za kratkami! Piękna i niebezpieczna Emma Coronel (31 l.), żona sławnego narkotykowego bossa El Chapo czyli Joaquína Guzmána Loera (64 l.), została właśnie aresztowana na lotnisku w Waszyngtonie. Usłyszała zarzuty przemytu narkotyków w latach 2014-2017 oraz pomocnictwa w pamiętnej ucieczce męża z więzienia. Postawienie zarzutów byłej uczestniczce konkursów piękności umożliwiły zeznania świadka. Mężczyzna opowiedział, jak żona El Chapo organizowała plan sławnej ucieczki specjalnie wydrążonymi z meksykańskiego więzienia i zapłaciła za to w sumie 3 miliony dolarów, z czego większa część została przeznaczona na łapówki dla wysoko postawionych urzędników ze służby więziennej.
Źródło info i foto: se.pl

Molestowanie seksualne w kolońskiej archidiecezji. 300 osób poszkodowanych

18 marca prawda ma wyjść na jaw. Tego dnia zostaną opublikowane nowe dane na temat liczby ofiar molestowania seksualnego w archidiecezji kolońskiej. Pierwsze podane do wiadomości publicznej szczegóły są szokujące.

W archidiecezji kolońskiej jest znacznie więcej sprawców i ofiar molestowania seksualnego niż do tej pory zakładano. Konkretnie: 300 ofiar i 200 obwinionych od 1975 roku. Tak wyglądają nowe liczby, ustalone w ciągu kilku miesięcy pracy przez kolońskiego karnistę Bjoerna Gerckego, na zlecenie kardynała Rainera Marii Woelkiego.

O znacznie większej liczbie ofiar i sprawców poinformowały rozgłośnia WDR i tygodnik „Der Spiegel” w wydaniu internetowym. Przedstawiona jesienią 2018 roku ekspertyza niemieckich biskupów w tej sprawie mówiła o 135 ofiarach przemocy seksualnej i 87 obwinionych o nią duchownych na podstawie akt z okresu od 1946 do 2015 roku.

Ekspertyza Gerckego ma zostać przedstawiona 18 marca. – Zawarte w niej liczby są znane, ponieważ informowaliśmy o nich już wcześniej z różnych okazji – oświadczył Gercke w sobotę 20 lutego. Zwraca uwagę fakt, że są one znacznie wyższe niż te podane we wcześniejszej ekspertyzie Konferencji Episkopatu Niemiec.

Zdaniem karnisty złożyło się na to kilka przyczyn: jego ekspertyza obejmuje nie tylko duchownych, a więc księży, diakonów i biskupów, ale także wyświęconych współpracowników archidiecezji kolońskiej obojga płci, jak również różnice dotyczące liczby osób podejrzanych o molestowanie i liczby faktycznych sprawców takich czynów.

Jak informuje „Der Spiegel”, ekspertyza Bjoerna Gerckego obejmuje także przypadek pewnego księdza, który w latach 80. ubiegłego wieku był oskarżony o molestowanie seksualne w internacie należącym do archidiecezji kolońskiej, a następnie pracował jako duszpasterz młodzieży. W 2002 roku zarzucono mu molestowanie nastolatki, ale dopiero w 2017 roku kardynał Woelki przeniósł go w stan spoczynku.

Przeprowadzenie takiej ekspertyzy jak ta, zlecono wcześniej także monachijskiej kancelarii adwokackiej Westpfahl Spilker Wastl (WSW). Dokument jest gotowy od marca ubiegłego roku, ale kardynał Woelki go dotychczas nie opublikował. Poinformował tylko kilkakrotnie przez swojego rzecznika prasowego, że prawnicy archidiecezji kolońskiej dokonali jej oceny i stwierdzili w niej liczne błędy dotyczące przyjętej metody badań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl