Pierwsze oświadczenie Aleca Baldwina po tragedii na planie „Rust”. Nie żyje kobieta

Była moją przyjaciółką – powiedział wczoraj Alec Baldwin, wypowiadając się publicznie po raz pierwszy od tragicznego wypadku na planie filmu „Rust”. Słowa te dotyczyły operatorki zdjęć Halyny Hutchins, którą Baldwin 21 października postrzelił śmiertelnie podczas nagrywania sceny.

Baldwin wystąpił w kanale TMZ. Podkreślił, że jest w „stałym kontakcie” z pogrążoną w żałobie rodziną Hutchins i spotkał się z jej mężem. Jest w szoku, ma 9-letniego syna. Jesteśmy z nim w stałym kontakcie, ponieważ bardzo martwimy się o rodzinę i dziecko. Z niecierpliwością czekamy, aż wydział szeryfa powie nam, co przyniosło śledztwo – mówił aktor.

Według Baldwina prawdopodobieństwo śmiertelnego zdarzenia na planie filmu „Rust”, którego był współproducentem, wynosiło „jeden na bilion”. Od czasu do czasu na planach filmowych zdarzają się przypadkowe wypadki, ale nie takie. Byliśmy bardzo, bardzo dobrze naoliwioną ekipą, kręcącą razem film, a potem wydarzyło się to straszne wydarzenie – zaznaczył. Podkreślił, że zdecydował się na publiczny występ, aby dziennikarze i fotoreporterzy przestali ciągle go śledzić i nękać.

Prace przy „Rust” zakończone

Wiem, że podejmowane są ciągłe wysiłki na rzecz ograniczenia użycia broni palnej na planach filmowych – powiedział Baldwin. Należy przyjąć jednak pewne nowe rozwiązania. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, więc inni o tym zdecydują. Jednak jeśli chodzi o ochronę bezpieczeństwa ludzi na planach filmowych, popieram to w pełni i będę w tej kwestii współpracować w każdy możliwy dla mnie sposób – podkreślił.

Baldwin zdradził także, iż nagrywanie filmu „Rust” nie zostanie już wznowione. Przyznał, iż obecnie nie wie, kiedy będzie w stanie ponownie pracować na planie z bronią w ręku.

Jak pisze agencja AP, śledczy stanu Nowy Meksyk doszli do wniosku, że w sposobie obchodzenia się z bronią na planie filmu „Rust” panowało „pewne rozprężenie”, ale jest jeszcze za wcześnie, aby ustalić, czy zostaną komukolwiek postawione zarzuty karne.

Szeryf hrabstwa Santa Fe Adan Mendoza mówił wcześniej, że podczas przeszukiwania miejsca zdarzenia znaleziono około 500 sztuk amunicji — naboje ślepe, imitacje nabojów, ale też i ostre. Przeprowadzane są testy, aby potwierdzić, czy pocisk wyjęty z ramienia reżysera Joela Souzy został wystrzelony z tego samego rewolweru Colt, którego używał Baldwin, gdy postrzelił Hutchins. W analizie balistycznej pomaga FBI. Obecnie śledczy stoją na stanowisku, że z pistoletu Baldwina wystrzelono pojedynczy pocisk, od którego zginęła Hutchins i ranny został Souza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak nożownika w Wielkopolsce. Nie żyje jedna osoba

Na terenie wsi Ostrowite w gminie Trzemeszno w Wielkopolsce w sobotę wieczorem mężczyzna został ugodzony nożem. Poszkodowany został zabrany do szpitala, gdzie zmarł. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane. O zdarzeniu poinformował lokalny portal gniezno24.com. Jak podano, w sobotę wieczorem na terenie jednej z nieruchomości we wsi Ostrowite doszło do ugodzenia nożem mężczyzny.

Na miejsce skierowani zostali funkcjonariusze z Trzemeszna. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami został przetransportowany karetką do szpitala, jednak życia mężczyzny nie udało się uratować. Według ustaleń portalu, w sprawie zatrzymano dwie osoby.

Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczepan W. skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch dziewczynek. Śmieje się rodzinom ofiar w twarz

Szczepan W. został prawomocnie skazany za nieumyślne spowodowanie śmierci 10-letniej Oli i 11-letniej Wiktorii. Do więzienia jednak nie trafił i jak sam twierdzi, nie czuje się winny. W sobotę opublikował w mediach społecznościowych zdjęcia z kolejnej suto zakrapianej imprezy. Dramat rozegrał się w deszczowy wieczór 5 października na Dolnym Śląsku. Szczepan W. miał odwieźć po imprezie swojej młodszej siostry jej dwie koleżanki: 10-letnią Olę i 11-letnią Wiktorię. W Legnicy czekali na niego jego znajomi z imprezą.

Dziewczynki zginęły przez brawurową jazdę Szczepana W. połączoną z nieustannym zerkaniem na telefon. Czytał wiadomości od zniecierpliwionych kolegów i koleżanek.

Szoty na ciebie czekają – pisali.

Próbował przekonać sąd, że ma kłopoty ze zdrowiem. Sędziowie podtrzymali wyrok

W kwietniu sąd skazał Szczepana W. za nieumyślne spowodowanie śmierci dziewczynek na 3 lata więzienia. Mimo tego, że oskarżony usiłował przekonać biegłych, iż ma problemy ze zdrowiem, sądy kolejnych instancji podtrzymały wyrok. Mężczyzna nadal bowiem imprezował i chętnie dzielił się zdjęciami z balang w sieci. Nawet prawomocny wyrok Sądu Najwyższego nie wywołał skruchy u Szczepana W. Skazany stwierdził, że nie czuje się winny i nie zamierza przepraszać rodzin ofiar.

Mimo wyroku, Szczepan W. do więzienia nie trafił. Zamiast tego wciąż widuje się ze znajomymi na suto zakrapianych imprezach. W sobotę na Instagramie zamieścił zdjęcia i filmik z dyskoteki. Szczepan W. śmieje się rodzinom ofiar wypadku w twarz. Mamy Oli i Wiktorii nie chcą jednak komentować zachowania mężczyzny. Czekają aż sprawca zacznie odsiadywać nałożoną na niego karę.
Źródło info i foto: o2.pl

Niemcy: Ruszył proces Horsta B. Miał kastrować mężczyzn na kuchennym stole

W Niemczech ruszył w czwartek proces 66-latka, któremu zarzuca się zabójstwo jednego mężczyzny i okaleczanie kilku innych. Oskarżony miał przeprowadzać nielegalne zabiegi na genitaliach mężczyzn, z którymi spotykał się w ramach świadczenia usług sadomasochistycznych. Jak przyznał, w ciągu blisko dwóch lat miał dokonać na swym stole kuchennym ośmiu kastracji.

Według śledczych, 66-letni Horst B., z zawodu elektryk, oferował swoje usługi na internetowych forach dla osób ze skłonnościami sadomasochistycznymi. Utrzymywał, że ma przeszkolenie medyczne. Mężczyzna, który w czwartek stanął przed sądem w Monachium, przyznał, że między lipcem 2018 roku a marcem 2020 roku wykonał osiem nielegalnych kastracji na stole kuchennym w swym domu w miejscowości Markt Schwaben. Jak podkreślił, robił to za zgodą swych klientów.

Oskarżony twierdzi, że wykonywał powyższe usługi, by zarobić na spłatę długów, które zaciągnął po śmierci żony.

Kastracja zakończyła się śmiercią

Zdaniem Deutsche Welle, które powołało się na ustalenia prokuratury, ostatnia kastracja zakończyła się śmiercią klienta. Zdaniem śledczych, Horst B. umieścił ciało zmarłego w kartonowym pudle, które znalezione zostało przez policję trzy tygodnie później, gdy dokonywano przeszukania w domu oskarżonego. Wyrok w tej sprawie ma zapaść w listopadzie. Horst B. oskarżony jest o doprowadzenie do śmierci jednego z mężczyzn poprzez zaniechanie udzielania pomocy, jak również spowodowanie poważnych i niebezpiecznych obrażeń ciała u swych klientów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hakerzy zaatakowali Totolotek. Mogło dojść do wycieku danych

​Totolotek zaatakowany przez hakerów. Jak poinformowała firma zajmująca się zakładami bukmacherskimi, przestępcy mogli uzyskać dostęp do „archiwalnych danych” – chodzi o loginy, adresy mailowe, numery telefonów czy adresy zamieszkania klientów. Do ataku doszło 30 września 2021 roku. Jak podaje Totolotek, w jego wyniku „doszło do zaszyfrowania części archiwalnych danych, dotyczących okresu sprzed 22 lipca 2019 roku”. Systemy zostały odłączone od sieci.

Hakerzy mogli uzyskać dostęp „do danych osobowych części klientów” Totolotka. Firma przyznaje, że chodzi o loginy, adresy email, numery telefonów, imiona, nazwiska, numery dowodów osobistych, numery PESEL, adresy zamieszkania czy numery rachunku bankowego. Totolotek zapewnił, że poinformował o tym swoich klientów, a zdarzenie „nie ma wpływu na bieżącą działalność operacyjną”.

O sprawie poinformowano policję, Urząd Ochrony Danych Osobowych oraz CERT – zespół do reagowania na zdarzenia naruszające bezpieczeństwo w internecie. Totolotek zapewnia, że podjął „niezbędne działania”, by podobne zdarzenia nie miały miejsca w przyszłości.

Niebezpiecznik.pl podaje, że Totolotek został „trafiony ransomwarem”, czyli wirusem wymuszającym okup. Portal przekonuje, że sytuacja jest poważna, gdyż ze zdobytymi danymi łatwiej można np. wyłudzić pożyczki lub skraść tożsamość.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Lekarz kadry narodowej gimnastyczek pedofilem. Nowe fakty

Lekarz amerykańskiej kadry narodowej gimnastyczek przez prawie 30 lat pracy zawodowej molestował seksualnie zawodniczki. Przez lata jego haniebne czyny były tuszowane i ukrywane. Wreszcie przerwano spiralę milczenia, a Larry Nassar został pociągnięty do odpowiedzialności. To nie koniec tej sprawy. Gimnastyczki walczą o odszkodowania oraz o to, aby inne osoby, które przyczyniły się do ich dramatu, poniosły surowe konsekwencje.

Larry Nassar, przez 29 lat pracy na stanowisku lekarza reprezentacji USA w gimnastyce, molestował seksualnie swoje podopieczne. Co więcej, jego czyny były tuszowane i ukrywane przez federację oraz uniwersytet w Michigan, na którym pracował.

Podczas sesji rehabilitacji wykorzystywał okazję i dopuszczał się napastowania zawodniczek. Młode dziewczyny nierzadko nie wiedziały, jak wielką krzywdę im wyrządza. Mężczyzna cieszył się wielkim autorytetem, doskonale krył prawdziwą twarz pedofila, a dziewczyny darzyły go sporym zainteresowaniem. Dlatego nieraz sądziły, że tak właśnie ma wyglądać proponowana przez niego terapia.

Wśród grupy gimnastyczek korzystających z „pomocy” Nassara były też takie, które dostrzegały, że coś jest nie tak. Ale gdy próbowały zgłosić sprawę, szybko je uciszano. Mówiono, że najwyraźniej źle odczytują intencje lekarza.

W końcu, w 2016 roku, sprawę w swoje ręce wzięła Rachael Denhollander, która publicznie oskarżyła lekarza o molestowanie i wprost nazwała go pedofilem. Wtedy sprawa ruszyła, a na jaw wyszło, że nie tylko Nassar dopuszczał się obrzydliwych czynów. Do napastowania zawodniczek dochodziło także ze strony niektórych trenerów i działaczy USA Gymnastics. Ostatecznie sprawa trafiła do sądu.

Amerykańskie gimnastyczki z propozycją ugody. „Na stole” 400 milionów dolarów

Z najnowszych informacji wynika, że amerykański związek gimnastyczny zaproponował pokrzywdzonym zawodniczkom, których jest ponad 500, pójście na ugodę. W jej myśl mają dostać 400 milionów dolarów. Ofertę zatwierdził sąd w Indianie, lecz wejdzie ona w życie wyłącznie wtedy, gdy przystaną na nią poszkodowane.

Na podjęcie decyzji mają czas do 29 listopada. Wcześniej skazano Larry’ego Nassara na karę dożywotniego pozbawienia wolności. W ramach ugody 332 gimnastyczkom uniwersytet w Michigan wypłacił łącznie 500 milionów dolarów odszkodowania.

Prokurator generalny zeznawał przed komisją senacką

To nie koniec. Jak donosi „The Denver Gazette”, Patrick Leahy, przewodniczący pro tempore Senatu Stanów Zjednoczonych, i inni Demokraci wezwali na przesłuchanie prokuratora generalnego, Merricka Garlanda. Zeznawał o decyzji Departamentu Sprawiedliwości, by nie ścigać byłych już agentów FBI, którzy kłamali w śledztwie o nadużyciach Larry’ego Nassara, a tym samym pomogli w tuszowaniu sprawy. Przed komisją senacką przyznał, że pojawiły się pewne nowe dowody i departament je analizuje.

Przed tą samą komisją we wrześniu zeznawały gimnastyczki olimpijskie: Simone Biles, Aly Raisman, McKayla Maroney i była gimnastyczka NCAA Maggie Nichols. Mówiły o tym, jak FBI miało niewłaściwie potraktować zgłoszenia wykorzystywania seksualnego przez Nassara.

„Cierpiałyśmy i nadal cierpimy, bo nikt w FBI, USA Gymnastics ani USOPC [Amerykański Komitet Olimpijski i Paraolimpijski – przyp. red.] nie zrobił tego, co było konieczne, aby nas chronić. Nassar jest tam, gdzie powinien być, ale ci, którzy umożliwili mu działanie, też zasługują na pociągnięcie do odpowiedzialności” – STWIERDZIŁA BILES W SWOIM ZEZNANIU.
Źródło info i foto: interia.pl

Samochód wypakowany torbami z marihuaną po dach

Wyjątkową bezczelnością i pewnością siebie wykazał się 54-letni Szwajcar, który wjechał do Niemiec samochodem zapakowanym aż pod dach workami z marihuaną. Po zatrzymaniu długo trzymał fason przekonując, że jego konopie są wolne od THC. Stracił pewność, kiedy celnicy pokazali mu wyniki testów roślin. Niemieccy celnicy z Singen podczas patrolu drogowego zauważyli na drodze z samochód niemal cały wyładowany jakimiś workami. Postanowili sprawdzić auto na szwajcarskich blachach. Kiedy tylko celnicy podeszli do tego auta byli w szoku. Z pakunków wystawały wielkie pąki marihuany.

54-letni kierowca bez cienia zdenerwowania zaczął wyjaśniać celnikom, że wiezie ze Szwajcarii konopie wolne od substancji psychoaktywnych. Rośliny były przeznaczone do celów medycznych.

Testy pąków z wierzchu wskazały, że mężczyzna mówi prawdę. Jednak celnicy sięgnęli głębiej do worków. Testy tych roślin nie pozostawały już żadnych wątpliwości. Większość ładunku było pełnowartościową marihuaną z wysoką zawartością THC. Wynik testera potwierdził dodatkowo czworonogi ekspert od wyniuchiwania narkotyków.

Celnicy wyładowali z samochodu 11 worków, w których ukryta była zakazana marihuana. Funkcjonariusze wycenili swój „łup” na ponad pół miliona euro. Przeciwko 54-latkowi wszczęto postępowanie karne za naruszenie ustawy o narkotykach. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany.

Śledczy będą teraz ustalać, gdzie kupił „trawkę” oraz kto miał być jej odbiorcą.
Źródło info i foto: TVP.info

Proces Mariusza G. „Krwawy Tulipan” przyznał się do zabójstwa 3 kobiet

W czwartek przed Sądem Okręgowym w Koszalinie rozpoczął się proces 45-letniego Mariusza G. z Kołobrzegu oskarżonego o zabójstwo trzech kobiet z powodów zasługujących na szczególne potępienie. Mężczyzna przyznał się do zabójstw, ale nie do motywacji ze względu na łączące go z ofiarami intymne więzi.

Mariusz G. przed Sądem Okręgowym w Koszalinie (Zachodniopomorskie) przyznał się do zabójstwa trzech kobiet – 31-letniej Iwony K., 37-letniej Anety D. i 54-letniej Bogusławy R., do czynów opisanych w 1, 2 i 3 punkcie aktu oskarżenia, który zwięźle przez ponad 40 minut przedstawiała prokurator Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Katarzyna Żukrowska.

Oskarżony, przyznając się do zabójstw, zaznaczył, że nie dokonał ich z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, „ze względu na więzi intymne”.

Mariusz G. złożył oświadczenie

Z łącznie 19 zarzutów przedstawionych Mariuszowi G. w akcie oskarżenia dotyczących m.in. wyłudzeń poświadczenia nieprawdy przez wprowadzenie w błąd notariuszy, przejmowania majątków swoich ofiar, zacierania śladów zbrodni, oszustw, przyznał się on do 9 z nich.

– Odmawiam składania wyjaśnień na tym etapie postępowania. Szczegółowe wyjaśnienia złożę po zakończeniu postępowania dowodowego. Nie będę odpowiadał na pytania stron – powiedział na rozprawie.

Mariusz G. złożył także oświadczenie. – Wszyscy tutaj zgromadzeni współoskarżeni nie byli wtajemniczeni w to, co zaszło. Nie mieli możliwości wpływania na moje zachowania. Jedyną osobą, na której spoczywa wina, jestem ja – powiedział w sądzie oskarżony.

Na ławie oskarżonych zasiadły jeszcze cztery osoby – Sebastian T., Dorota Ł, Karolina S. i Łucja S. – które na różny sposób miały pomagać mężczyźnie w zacieraniu śladów zbrodni.

Myśleli, że pomagają koleżance oskarżonego

Sebastian T., kolega z ławy szkolnej Mariusza G., który zgodził się przechować samochód i rzeczy Bogusławy R., a dokumentami z jej mieszkania palił w piecu, odmówił składania wyjaśnień na rozprawie i odpowiedzi na pytania stron. To samo zrobiła Dorota Ł., która w chwili zatrzymania Mariusza G. miała już od niego pierścionek zaręczynowy i wyznaczoną datę ślubu. Jak wynika z jej wyjaśnień składanych w toku śledztwa, pomogła mu spakować wszystkie rzeczy z mieszkania Bogusławy R., razem z nim pojechała do Sebastiana T. do wsi Obroty, by zostawić samochód R. Podpisała się za nią na umowie pożyczkowej i jak tłumaczyła przypadkowo karta płatnicza Anety D. znalazła się w jej posiadaniu. Pojechała z Mariuszem G. zagranicę, by z telefonu Bogusławy R. wysłać smsy do jej rodziny.

Sebastian T. i Dorota Ł. tłumaczyli w odczytanych na rozprawie wyjaśnieniach składanych jeszcze w toku śledztwa i które podtrzymali na sali sądowej, że działali w przekonaniu, że pomagają koleżance Mariusza G. On miał im mówić, że R. ma długi i musiała zniknąć w obawie o swoje zdrowie i życie.

Kolejna ze współoskarżonych osób Łucja S. przyznała się w sądzie do zarzucanych jej czynów. Odmówiła składania wyjaśnień. To ona miała przed notariuszem podać się za Bogusławę R. Mariusz G. z pomocą Łucji S. uzyskał notarialne pełnomocnictwa do reprezentowania R. m.in. przed sądami i administracją państwową.

„Odebrałam to jak groźbę”

– Poznałam go na komunii wnuczki w maju 2014 r. Córka (współoskarżona Karolina S.) go znała. (…) Kontakty nie były częste, u nas rzadko bywał, ale wydaje mi się, że był w intymnej relacji z córką. (…) Poprosił mnie o podpis pod pełnomocnictwem za koleżankę, bo ona chce wyjechać zagranicę i nie chce mieć kontaktu z rodziną. (…) Przywiózł sfałszowany dowód osobisty na nazwisko R. Bałam się jechać do notariusza, ale on mi powiedział „masz wnuczkę, więc uważaj”. Odebrałam to jak groźbę – mówiła przed prokuratorem, przyznając się do wizyty u notariusza i jego konsekwencji. Mariusz G. miał uregulować dług komorniczy Łucji S. w kwocie 2,8 tys. zł.

Ostatnia z oskarżonych osób Karolina S. składać wyjaśnienia ma w kolejnym terminie rozprawy wyznaczonym na 3 listopada. Sąd chce wówczas także słuchać oskarżycieli posiłkowych, bliskich zmarłych pokrzywdzonych.

Zostanie przebadany przez psychiatrów

Sąd zdecydował o potrzebie przebadania Mariusza G. przez biegłych psychiatrów i psychologa. Przewodnicząca dwuosobowego składu orzekającego sędzia Anna Rutecka-Jankowska poinformowała, że badanie oskarżonego przeprowadzone zostanie 9 listopada w Regionalnym szpitalu w Kołobrzegu przez dwóch biegłych psychiatrów i psychologa. Opinia przez nich wydana będzie dowodem w sprawie.

Mariusz G. badany ma być na okoliczność choroby psychicznej, upośledzenia umysłowego. Sąd chce wiedzieć, czy w chwili popełniania czynu był poczytalny, działał świadomie, czy cierpi na zaburzenia na tle seksualnym, jeśli tak, to czy mają one charakter trwały.

Zabójstwo trzech kobiet

Jak ustaliło śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Szczecinie, pierwszą ofiarą Mariusza G. inżyniera mechanika z Kołobrzegu, wiceszefa lokalnego klubu morsów, była 31-letnia pochodząca spod Chełmna Iwona K., którą miał zabić wiosną 2016 r.(na rozprawie Mariusz G. miał wskazać, że zabił jesienią) 37-letnią kołobrzeżankę Anetę D. miał pozbawić życia w październiku 2018 r., a 54-letnią Bogusławę R. 7 czerwca 2019 r.

Mariusz G. został zatrzymany kilka dni po tym, jak rodzina zgłosiła zaginięcie Bogusławy R. Wówczas jednak podejrzany był jedynie o przywłaszczenie mienia należącego do kobiety, w tym samochodu. Kilka miesięcy później Mariusz G. usłyszał zarzut zabójstwa Bogusławy R. i dwóch innych kobiet, których miejsce pochówku ostatecznie wskazał śledczym sam. Ciała zakopał w lesie w okolicach Kołobrzegu. Z ofiarami łączyły go bliskie stosunki, dlatego w mediach mężczyzna zyskał miano „Krwawego Tulipana”.

Akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi G. oraz Sebastianowi T., Dorocie Ł., Karolinie S. i Łucji S. – osobom, które na różny sposób miały pomagać mężczyźnie przede wszystkim w zacieraniu śladów zbrodni i utrudnianiu postępowania karnego, prokuratura skierowała do sądu w czerwcu 2021 r. W areszcie pozostają Mariusz G. i Sebastian T. Wobec Doroty Ł. nie jest już on stosowany.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szwecja: Dowiodła, że większości gwałtów dokonują imigranci. Ma problemy

Prof. medycyny Kristina Sundquist z Uniwersytetu w Lund jest podejrzana o złamanie etyki w związku z badaniami, w których dowiodła, że większość gwałtów dokonują imigranci. Prokuratura wszczęła w jej sprawie śledztwo. Współautor badania, Ardavan Khoshnood, w rozmowie z PAP tłumaczy, że naukowcy wcześniej nie przeprowadzali takich analiz, bo „nie chcieli być posądzani o ksenofobię”.

Wiosną tego roku zespół prof. Sundquist opublikował wyniki badań na podstawie ponad 3 tys. wyroków sądowych, z których wynika, że prawie 60 proc. wszystkich osób skazanych w Szwecji za gwałt w latach 2000-2015 miało obce pochodzenie.

Praca poza nielicznymi wyjątkami nie została omówiona w głównych szwedzkich mediach, ale wzbudziła kontrowersje w środowisku naukowym. Na skutek skargi doktorantki z Uniwersytetu w Goeteborgu sprawa trafiła do prokuratury, która najpierw odmówiła wszczęcia postępowania, a ostatnio na wniosek Izby Odwoławczej ds. Etyki Badań Naukowych (ONEP) wszczęła śledztwo. Badacze podejrzani są o złamanie ustawy o etyce badań naukowych, gdyż według śledczych, nie posiadali zezwolenia na analizę „wrażliwych danych”. W Szwecji za takie dane uważane są statystyki dotyczące narodowości, pochodzenia etnicznego czy religii.

Według OENP , „badanie pokazuje +zasadniczo+ obecność imigrantów w szwedzkich statystykach dotyczących gwałtów, o czym nie wspomniano we wnioskach o pozwolenie”. „Chociaż naukowcy otrzymali dostęp do informacji, które dostarczyły wiedzy przedstawionej w artykule (naukowym), to nie mieli zezwolenia na ich wykorzystywanie” – podkreśliła Izba we wniosku do prokuratury.

„Decyzja prokuratury jest dla mnie szokująca”

Prof. Kristina Sundquist, będąca najczęściej cytowanym w pismach naukowych pracownikiem Uniwersytetu w Lund w dziedzinie medycyny, uważa, że miała pozwolenie na przeprowadzenie badań. „Decyzja prokuratury jest dla mnie szokująca, to jest dla mnie oczywiście bardzo stresujące” – podkreśliła w rozmowie z dziennikiem „Sydsvenskan”.

Według współautora opracowania lekarza docenta Ardavana Khoshnooda, który jest z pochodzenia Irańczykiem, celem badania nie była analiza problemów wynikających z integracji, a imigracyjne pochodzenie sprawców gwałtów było jedynie jedną ze zmiennych, która okazała się istotna w trakcie analizy. Inne wskaźniki, jakie brali pod uwagę naukowcy, to m.in. poziom inteligencji IQ czy popełnianie innych przestępstw. Jak podkreślił w rozmowie z PAP Khoshnood, w Szwecji od lat nie przeprowadzano badań nad cechami sprawców gwałty. Nie mieliśmy takich danych, a jednocześnie wzrasta liczba podejrzanych o takie przestępstwa – podkreślił.

Dlaczego naukowcy nie podejmowali tego tematu? Jednym z powodów, dla których naukowcy powstrzymywali się od przeprowadzania badań biorących pod uwagę kwestie etniczne, narodowościowe lub pochodzenie może być obawa o wyniki pokazujące, że występuje nadreprezentacja takich osób. Badacze nie chcieli być oskarżani o przyczynianie się do ksenofobii – uważa Khoshnood.

Wcześniej statystyki na temat sprawców gwałtów podawała podlegająca rządowi Szwedzka Rada ds. Przeciwdziałania Przestępczości, ale również jak w przypadku innych przestępstw w ostatnich latach przestano podawać w statystykach narodowość sprawców.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci ze Szczecina zatrzymali poszukiwanego ENA

Szczecińscy policjanci po raz kolejny udowodnili, że osoby ukrywające się przed organami ścigania lub wymiarem sprawiedliwości nie mogą czuć się bezkarnie. 29-latek poszukiwany za przestępstwa przeciwko mieniu oraz jazdę w stanie nietrzeźwości został zatrzymany na terenie Niemiec. W środę, 27 października, w wyniku pracy kryminalnych z Komisariatu Szczecin Nad Odrą został przekazany polskim organom ścigania i osadzony w areszcie śledczym.

29-letni mieszkaniec Szczecina przed wymiarem sprawiedliwości ukrywał się od ponad roku. Za mężczyzną wydano dwa listy gończe oraz europejski nakaz aresztowania. Szczecinianin poszukiwany był za przestępstwo kradzieży mienia oraz prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości.

Funkcjonariusze z Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego Komisariatu Policji Szczecin Nad Odrą na bieżąco zbierali informacje i ustalali aktualne miejsce pobytu mężczyzny. Ostatecznie trop za poszukiwanym prowadził na teren Republiki Federalnej Niemiec. Po przeprowadzeniu wszystkich wymaganych prawem procedur ekstradycyjnych, mężczyzna został sprowadzony konwojem policyjnym do Polski i osadzony w areszcie śledczym

Teraz najbliższe pół roku spędzi w polskim więzieniu.
Źródło info i foto: Policja.pl