Zatrzymany w związku z zabójstwem dziennikarza w Chorzowie usłyszał zarzut i został zwolniony

Zakończyło się przesłuchanie 37-latka zatrzymanego w śledztwie dotyczącym zabójstwa dziennikarza w Parku Śląskim w Chorzowie. Mężczyzna, który usłyszał zarzut pomocy sprawcy tej zbrodni w śledzeniu kobiety, z którą spotkał się dziennikarz i która była świadkiem zabójstwa, trafił pod dozór policji. Jak przekazali we wtorek śledczy, kobieta miała na samochodzie zainstalowany lokalizator. Prokuratura na razie kategorycznie nie wskazuje, że zamontował go jej mąż i że to on jest sprawcą zabójstwa. Po zbrodni mężczyzna jednak zniknął.

Urządzenie śledzące, które lokalizowało położenie samochodu, przekazywało informacje drogą telefonii GSM i było zamontowane na zewnętrznej części karoserii samochodu, którym poruszała się kobieta. Jeździła z nim około trzech dób. Szef Prokuratury Rejonowej w Chorzowie Cezary Golik powiedział PAP, że po przesłuchaniu wobec 37-latka zastosowano dozór policji. Prokuratura nie ujawnia treści jego wyjaśnień ani tego, czy przyznał się do zarzutu, tłumacząc to dobrem postępowania.

– Podał szereg okoliczności, szereg faktów, one wszystkie muszą być zweryfikowane, dlatego też nie mogę powiedzieć, co powiedział. Nie mogę tego zrobić przed zatrzymaniem sprawcy przestępstwa – mam nadzieję, że do tego niebawem dojdzie” – powiedział prok. Golik.

Prokuratura, nie informuje wprost, że 37-latek jest znajomym męża kobiety, który zniknął po zabójstwie dziennikarza.

– Na dzisiaj jeszcze tak nie możemy powiedzieć. Oczywiście od początku nie jest tajemnicą, że jedna z wersji śledczych zakłada, że sprawcą przestępstwa może być mąż tej kobiety. Ta wersja nadal nie jest wykluczona, jest wysoce prawdopodobna, zwłaszcza z tego względu, że tego człowieka nie ma – opuścił swoje miejsce zamieszkania, miejsce pracy, nie mamy z nim kontaktu – wskazał Golik.

– Jest taka możliwość, że jest to sprawca przestępstwa, niemniej decyzja co do zarzutów, co do konkretnej osoby na ten moment jeszcze nie jest podjęta – zaznaczył.

Pytany, czy w najbliższym czasie mogą zostać sformułowane zarzuty i formalnie wszczęte poszukiwania męża, odpowiedział, że jest to „wysoce prawdopodobne”.

– Oczywiście jeżeli na ten moment miejsce pobytu tej osoby nie będzie nadal znane, uruchomione zostaną instrumenty poszukiwawcze – powiedział.

W nocy z soboty na niedzielę policja otrzymała informację o śmierci mężczyzny, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji, miał wiele ran zadanych nożem. Był to 30-letni dziennikarz współpracujący z jedną ze śląskich redakcji. Okazało się, że został on zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS-u Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z młodą kobietą. Po ataku na dziennikarza to ona zawiozła go na pogotowie w Katowicach.

Narzędzie zbrodni, jeden naoczny świadek i brak wizerunku sprawcy

Już wcześniej śledczy przyznali, że zniknięcie męża kobiety, która spotkała się z dziennikarzem „potęguje przypuszczenie, że to on może być sprawcą tego przestępstwa”. Wiele wskazuje na to, że po zabójstwie w Parku Śląskim wyjechał za granicę. Prokuratorzy i policjanci od początku za prawdopodobne uznają obyczajowe tło zbrodni i starają się dotrzeć do męża kobiety, która towarzyszyła dziennikarzowi na spotkaniu w Parku Śląskim. Jest ona głównym i jedynym naocznym świadkiem. Była już przesłuchiwana kilka razy i powiedziała śledczym, że nie rozpoznała napastnika. Mówiła jedynie, że był to mężczyzna.

Po przeprowadzonej w środę sekcji zwłok prokuratura poinformowała, że dziennikarz miał około 50 ran zadanych nożem. We wtorek prokuratura informowała, że zostało zabezpieczone narzędzie zbrodni – nóż kuchenny. Nagrania monitoringu potwierdzają, że podczas zabójstwa na miejscu były trzy osoby – dwaj mężczyźni i kobieta, ale filmy nie są na tyle dobrej jakości, by pozwalały uzyskać precyzyjny wizerunek sprawcy. 
Źródło info i foto: RMF24.pl

Holandia: Zastrzelił dwie osoby w restauracji McDonald’s.

32-letni mężczyzna, podejrzany o zastrzelenie dwóch osób w restauracji McDonald’s w Zwolle na północy Holandii, sam zgłosił się na komisariat i został aresztowany. W środę po południu do restauracji wszedł mężczyzna w długim płaszczu i po zamówieniu jedzenia, według relacji świadków, zaczął strzelać do dwóch mężczyzn siedzących przy jednym ze stołów.

Jeden z nich zginął na miejscu, a drugiego nie udało się uratować przybyłym na miejsce służbom ratowniczym – informuje policja. Ofiary miały 57 i 62 lata. Zdarzenie miało miejsce na oczach klientów, wśród których większość stanowili rodzice z dziećmi. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia i był poszukiwany przez całe popołudnie i wieczór przez funkcjonariuszy z psami tropiącymi oraz helikoptery. W czwartek policja poinformowała, iż podejrzany sam zgłosił się w środę późnym wieczorem na komisariat w Deventer na wschodzie kraju.

„Na obecnym etapie nie udzielamy żadnych informacji” – odpowiedział funkcjonariusz policji w tym mieście na pytanie, czy podejrzany przyznał się do winy.

„Apelujemy do wszystkich świadków, aby zgłaszali się na policję” – powiedział policjant.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ogromna akcja CBŚP, ABW, PK i KAOSG

12 osób zatrzymanych, przejęta broń, amunicja, maczety, narkotyki, anaboliki, a nawet 1,2 mln zł w gotówce, to efekt działań funkcjonariuszy CBŚP, KAOSG, ABW i Prokuratury Krajowej. Zatrzymani są podejrzani o przemyt i obrót narkotyków oraz produkcję i dystrybucję anabolików, na obrocie których według śledczych mogli zarobić co najmniej 32 mln zł.

Policjanci z Zarządu w Krakowie Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Karpackiego Oddziału Straży Granicznej, pod nadzorem Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie, prowadzą śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej działającej na terenie Polski oraz innych krajów Unii Europejskiej. Wśród podejrzanych o udział w gangu są osoby powiązane ze środowiskiem pseudokibiców różnych klubów sportowych. W śledztwie łącznie występuje już 82 podejrzanych.

W trakcie ostatniej realizacji CBŚP i SG, wsparli funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Zespoły Realizacyjne CBŚP i SG. Działania przeprowadzono na terenie województwa dolnośląskiego i łódzkiego, gdzie zatrzymano 12 osób, w wieku od 30 do 50 lat.

Z zebranego materiału dowodowego wynika, że podejrzani mogli na przestrzeni ostatnich kilku lat przemycić do Polski co najmniej 700 kg narkotyków, o czarnorynkowej wartości ok. 14 mln zł, mogli także wprowadzić do obrotu na terenie krajów Unii Europejskiej 850 kg różnego rodzaju narkotyków wartych ok. 17 mln. zł. Według śledczych podejrzani na terenie kraju mogli także zajmować się produkcją i dystrybucją nielegalnych substancji anabolicznych wartych ok. milion złotych. Przedstawione podejrzanym zarzuty dotyczyły przestępstw narkotykowych i produkcji nielegalnych środków anabolicznych.

Podczas akcji funkcjonariusze przeszukali kilkadziesiąt mieszkań i miejsc użytkowanych przez podejrzanych, przejmując m.in. broń, 235 szt. amunicji, maczety, amfetaminę, heroinę, kokainę, marihuanę oraz ponad 42 tys. środków anabolicznych. Funkcjonariusze zabezpieczyli także telefony komórkowe, ekskluzywne zegarki i 1,2 mln zł w gotówce. Tylko u jednego z podejrzanych funkcjonariusze przejęli ponad 1,1 mln zł w gotówce, które było schowane w papierowej torbie z dyskontu. Dodatkowo na poczet przyszłych kar zabezpieczono nieruchomości na łączną kwotę ponad 9 mln zł. Zabezpieczony materiał dowodowy będzie teraz wnikliwie analizowany przez śledczych.

Na wniosek prokuratora, sąd podjął decyzję o zastosowaniu środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania w stosunku do wszystkich podejrzanych, którym grozić może kara pozbawienia wolności do 15 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Ofiara księdza Arkadiusza H. wycofała pozew przeciwko kurii

Jakub Pankowiak, ofiara ks. Arkadiusza H., wycofał roszczenia z pozwu przeciwko diecezji kaliskiej. Mężczyzna nie komentuje powodów swojej decyzji. – Jakub zrobił bardzo dużo dla ruchu pokrzywdzonych, ale stracił siłę do walki o swoją sprawę – mówi w Gazeta.pl pełnomocnik braci Pankowiaków Artur Nowak. O swojej decyzji Jakub Pankowiak poinformował Polską Agencję Prasową. Zaznaczył, że nie zamierza jej komentować. – W sprawie zostaje mój brat – powiedział cytowany przez PAP.

– W tym tygodniu wycofałem w imieniu Jakuba Pankowiaka pozew przeciwko kurii kaliskiej – przyznaje w rozmowie z Gazeta.pl mec. Artur Nowak, pełnomocnik Jakuba i Bartłomieja Pankowiaków. – Kuba zrobił bardzo dużo dla ruchu pokrzywdzonych, pokazał swoją twarz, stał się wzorem dla wielu osób, które znalazły w sobie odwagę, by opowiedzieć o krzywdzie. Zrobił wiele dla innych, ale stracił siłę do walki o swoją sprawę. Sądzę, że to była przemyślana decyzja i nie próbowałem go do niczego namawiać – dodaje.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Pogrzebali żywcem 26 dzieci. Kolejny ze sprawców wyjdzie na wolność?

Frederick Newhall Woods, jeden z trzech mężczyzn odpowiedzialnych za porwanie szkolnego autobusu i pogrzebanie żywcem 26 dzieci wraz z kierowcą w Chowchilla w lipcu 1976 roku, może otrzymać warunkowe zwolnienie – poinformowała rzecznik Departamentu Więziennictwa w Kalifornii (USA). Mimo że od tego wydarzenia minęło już 46 lat, wciąż budzi ono dużo emocji. Było to największe masowe porwanie w historii Stanów Zjednoczonych.

Traumatyczne wspomnienia ofiar tamtych wydarzeń powracają zwłaszcza teraz, gdy jeden z ostatnich porywaczy przebywających w więzieniu, 70-letni Frederick Newhall Woods może wkrótce wyjść na wolność. Według funkcjonariuszy, mężczyzna nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa. Los warunkowego zwolnienia przestępcy leży teraz w rękach gubernatora stanu Kalifornia.

Pochowani żywcem. Historia porwania autobusu z dziećmi w Chowchilla

Koszmar wydarzył się w 15 lipca 1976 roku. W piękny, słoneczny dzień około godz. 16 lokalnego czasu, kierowca autobusu szkolnego Frank Edward Ray wiózł do domu 26 dzieci – w wieku od 5 do 14 lat – z wycieczki na basen w Chowchilla. W pewnym momencie drogę zablokowała furgonetka, z której wyskoczyło trzech uzbrojonych mężczyzn. Napastnicy obezwładnili kierowcę i odjechali autobusem. Wszystkich zakładników zebrano do Livermore, oddalonego o ponad 150 kilometrów.

Dzieci i kierowcę ukryto w ciężarówce, zakopanej kilka metrów pod powierzchnią ziemi. Ofiary porwania opisują tymczasowe więzienie jako „trumnę z kilkoma materacami, drewnianą toaletą i niewielką ilością jedzenia”. W ciągu kilkunastu godzin miejsce to zamieniło się w pełne smrodu piekło.

– Były chwile, kiedy wszyscy myśleliśmy, że umieramy – powiedziała Lynda Carrejo Labendeira w rozmowie z CNN.

Porywacze zażądali okupu w wysokości 5 milionów dolarów. Planu nie udało im się jednak zrealizować. Po szesnastu godzinach kierowca autobusu i dzieci zdołali uciec z pułapki, gdy porywacze spali.

Wkrótce Frederick Newhall Woods i jego współpracownicy – Richard i James Schoenfeld zostali aresztowani. Według śledczych sprawcy uprowadzili dzieci, wzorując się na filmie „Brudny Harry”. Mężczyźni przyznali się do popełnienia przestępstwa. Skazano ich na 27 wyroków dożywocia. Po jednym za każdą z ofiar.

Frederick Newhall Woods z warunkowym zwolnieniem

W 1980 roku sąd zdecydował się skrócić wyroki dla mężczyzn, by dać im szanse na zwolnienie warunkowe. Nieżyjący już sędzia stanowy William Newsom opowiadał się za uwolnieniem całej trójki w 2011 roku, zauważając że nikt nie został ranny podczas porwania. Richard Schoenfeld został zwolniony warunkowo w 2012 roku. Trzy lata później na wolność wyszedł jego brat, James Schoenfeld. Frederick Woods jest ostatnim z trójki skazanych, który do tej pory przebywa w więzieniu.

To wkrótce może się zmienić. W ubiegłym tygodniu miało miejsce osiemnaste przesłuchanie Woodsa w sprawie warunkowego zwolnienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo młodej Ukrainki na warszawskich Włochach. Sprawca wciąż poszukiwany

We wtorek na balkonie jednego z bloków w warszawskich Włochach znaleziono ciało młodej obywatelki Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że doszło do zbrodni na tle obyczajowym. Morderca jest nadal poszukiwany. Do zabójstwa 21-letniej obywatelki Ukrainy doszło we wtorek w mieszkaniu na trzecim piętrze w bloku przy ul. Borsuczej w Warszawy. Jak nieoficjalnie ustaliła PAP, młoda Ukrainka wynajmowała to mieszkanie od jesieni ubiegłego roku.

Jak dowiedziała się PAP, kobieta dobrze znała swojego oprawcę, być może byli parą. Śledczy wstępnie zakładają, że do zabójstwa doszło na tle obyczajowym. We wtorek po południu pomiędzy młodą kobietą a mężczyzną doszło do kłótni, która przeniosła się na balkon od strony ulicy Borsuczej na trzecim piętrze. To tam napastnik zaatakował poszkodowaną, zadając jej liczne rany kłute.

Śledczy we wtorek do późnych godzin wieczornych pracowali na miejscu zabójstwa. Balkon został zasłonięty policyjnym parawanem. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że Prokuratura Rejonowa Warszawa Ochota wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa młodej obywatelki Ukrainy. – Trwają czynności zmierzające do zatrzymania sprawcy – zaznaczyła prokurator. Dodała także, że zlecono sekcję zwłok ofiary.
Źródło info i foto: wp.pl

Proces za kradzież towarów o wartości 20 tys. złotych

Dwóch mężczyzn odpowie za kradzieże i kradzieże z włamaniem do sklepów na terenie Kołobrzegu. Mężczyźni ukradli przedmioty warte ponad 20 tysięcy złotych. Ich łupem padły m.in. złoty łańcuszek, dwa telefony komórkowe oraz markowe perfumy. Złodziei namierzyli i zatrzymali funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Kołobrzegu. Za serią kradzieży stali dwaj mieszkańcy tego miasta w wieku 35 i 39. lat. Na przełomie lutego i marca kradli w różnych sklepach.

Ich łupem padły m.in. złoty łańcuszek za ponad tysiąc złotych, zdrapki o wartości prawie 3 tys. złotych oraz markowe perfumy, których wartość przekraczała 11 tysięcy złotych. Mężczyźni uszkodzili też gablotę, z której ukradli dwa telefony komórkowe za 3 tys. złotych. Dodatkowo jeden z nich w tym samym okresie dokonywał kradzieży w sklepie spożywczym, gdzie przywłaszczył artykuły warte w sumie 700 złotych.

Mężczyźni zostali przesłuchani i usłyszeli zarzuty kradzieży i kradzieży z włamaniem. Zastosowano wobec nich środek zapobiegawczy w postaci dozoru policyjnego. Grozi im kara pozbawienia wolności nawet do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są wstępne wyniki sekcji zwłok zamordowanego dziennikarza

Prokuratura ma już wstępne wyniki sekcji zwłok dziennikarza, zamordowanego w miniony weekend w Parku Śląskim w Chorzowie. Ofiara miała około 50 ran zadanych nożem – podali śledczy. Specjaliści sprawdzą wkrótce czy na ciele zmarłego nie ma materiału DNA napastnika, który jest poszukiwany. W nocy z soboty na niedzielę policja otrzymała informację o śmierci mężczyzny, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji. Był to dziennikarz współpracujący z jedną ze śląskich redakcji.

Okazało się, że mężczyzna został zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS-u Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z młodą kobietą.

– Napastnik zadał ofierze około 50 ciosów nożem, część z nich w ważne narządy wewnętrzne i krwionośne. Nastąpił obfity krwotok, który był bezpośrednią przyczyną zgonu. Są to oczywiście informacje, które pokrywają się z ustaleniami postępowania – powiedział prokurator rejonowy w Chorzowie Cezary Golik po otrzymaniu wstępnych wyników przeprowadzonej w środę sekcji zwłok.

Jak dodał, zostaną przeprowadzone dodatkowe badania – toksykologiczne i histopatologiczne. W badaniach DNA specjaliści sprawdzą także czy na ciele ofiary jest materiał biologiczny napastnika – istnieje pewne prawdopodobieństwo, że dziennikarz broniąc się mógł zadrapać napastnika i jego materiał znajduje się pod paznokciami lub na dłoniach.

Prokuratorzy i policjanci od początku za prawdopodobne uznają obyczajowe tło zbrodni. Starają się dotrzeć do męża kobiety, która towarzyszyła dziennikarzowi na spotkaniu w Parku Śląskim. Jest ona głównym i jedynym naocznym świadkiem. Była już przesłuchiwana kilka razy i powiedziała śledczym, że nie rozpoznała napastnika. Prokuratura zaznacza, że na miejscu zbrodni zabezpieczono wiele innych dowodów.

„Jedna z hipotez obejmuje tło obyczajowe, emocjonalne”

Od czasu zabójstwa policjanci ani prokuratorzy nie mieli mężem kobiety żadnego kontaktu. Wiele wskazuje na to, że wyjechał z kraju. – Jedna z hipotez obejmuje tło obyczajowe, emocjonalne. Zakładamy, że możliwym jest, że mężczyzna będący w związku z tą kobietą w akcie desperacji miłosnej dopuścił się tego czynu. Nie ma co ukrywać, że jest to jedna z wersji śledczych. Problem jest taki, że ten mężczyzna jest na ten moment nieuchwytny, co potęguje przypuszczenie – ale jest to ciągle przypuszczenie – że może być on sprawcą tego przestępstwa – mówił wcześniej prok. Golik.

– Szukamy tego człowieka. Jego przesłuchanie to bardzo pilna i istotna sprawa w tym postępowaniu – podkreślił.

Według nieoficjalnych informacji, telefon poszukiwanego męża kobiety logował się w pobliżu miejsca zbrodni. Prok. Golik, który odmówił kategorycznej odpowiedzi w tej sprawie, potwierdził, że została przeprowadzana analiza danych informatycznych i telekomunikacyjnych – dotyczyła ona powiązań pomiędzy pojawiającymi się w śledztwie numerami telefonów, ich lokalizacjami i korelacji czasowej z przebiegiem badanych przez śledczych wydarzeń. – Nie mogę zdradzić tych informacji ze względu na dobro postępowania. Niemniej analiza logowań telefonów osób powiązanych z dwójką, która siedziała w samochodzie była przeprowadzona i rzuca pewne światło na przebieg wydarzeń – dodał Golik.

We wtorek prokuratura informowała, że zostało zabezpieczone narzędzie zbrodni – nóż kuchenny. Kobieta, która ma w tej sprawie status świadka, została przesłuchana już kilka razy. Zabezpieczone nagrania monitoringu potwierdzają, że podczas zabójstwa na miejscu były trzy osoby – dwaj mężczyźni i kobieta, ale filmy nie są na tyle dobrej jakości, by pozwalały uzyskać precyzyjny wizerunek sprawcy.

Jak opisywała w poniedziałek prokuratura, w nocy z soboty na niedzielę do pary siedzącej w samochodzie na parkingu przy stadionie GKS-u podszedł nieznany mężczyzna. Zaatakował 30-letniego dziennikarza, zadając mu wiele ciosów nożem. Po ataku na znajomego kobieta zawiozła rannego na pogotowie w Katowicach, tam mimo reanimacji nie udało się go uratować.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tragiczny finał poszukiwań 22-latka

Policja zakończyła poszukiwania 22-letniego Jakuba z Chybia w województwie śląskim. Ciało młodego mężczyzny znaleziono w zaroślach niedaleko Jeziora Goczałkowickiego. Prokuratorzy badają okoliczności jego śmierci. Poszukiwania zaginionego Jakuba prowadzone były na lądzie i wodzie. Łącznie sprawdzono około 280 hektarów powierzchni oraz zbiorniki wodne – Wisłę i Jezioro Goczałkowickie na Śląsku. Działania strażaków i policjantów nie przyniosły jednak efektów.  

12 marca w zaroślach nieopodal Jeziora Goczałkowickiego przypadkowy spacerowicz odnalazł zwłoki mężczyzny. – Miał przy sobie dokumenty, ale ciało było w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego musieliśmy zlecić badania genetyczne, by potwierdzić tożsamość – powiedział w rozmowie z TVN24 Leonard Synowiec z prokuratury w Pszczynie. 

„Badania potwierdziły, że ciało znalezione na terenie pszczyńskiej gminy, niedaleko zalewu goczałkowickiego, to zaginiony Jakub K.” – przekazała w najnowszym komunikacie policja z Cieszyna. Śledczy pod nadzorem pszczyńskiej prokuratury wyjaśniają okoliczności śmierci młodego mężczyzny. Dochodzenie prowadzone jest pod kątem art. 155 Kodeksu karnego, czyli nieumyślnego spowodowania śmierci.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Informacja Straży Granicznej: Służby białoruskie zniszczyły maszyny na budowie zapory

„Służby białoruskie próbują utrudnić budowę zapory na granicy. Kilka maszyn obrzuciły kamieniami, powodując zniszczenia na 30 tys. zł. Ostatniej nocy uszkodzony został element konstrukcji bariery. Nie wpływa to jednak na tempo prac” – podkreśliła rzeczniczka Straży Granicznej por. Anna Michalska.

Zapora na granicy z Białorusią ma być gotowa pod koniec czerwca. Rzeczniczka SG powiedziała w środę PAP, że prace trwają zgodnie z harmonogramem, a wykonawcy deklarują, że skończą na czas. Jak zaznaczyła, od marca dochodzi jednak do incydentów, które pokazują, że służby białoruskie chcą utrudnić budowę.

Dzisiaj w nocy na odcinku placówki w Czeremsze zostały zniszczone elementy konstrukcyjne bariery – podkreśliła por. Michalska. Powyginane zostały tzw. koszyczki w palach fundamentowych, w których umieszczane są słupy bariery.

W ostatnim czasie doszło też do zniszczenia maszyn budowlanych. Zostały obrzucone kamieniami, miały m.in. wybite szyby i wgniecenia. To nie są kamyczki znalezione w lesie, ale elementy kostek brukowych z granitu – powiedziała rzeczniczka SG.
Źródło info i foto: Dziennik.pl