260 osób zatrzymanych po protestach na Białorusi. Milicja okładała ludzi pałkami i używała armatek wodnych

Białoruscy obrońcy praw człowieka donoszą o ponad 260 zatrzymanych podczas niedzielnych akcji protestu przeciwko białoruskim władzom. Milicja próbowała brutalnie rozpędzać manifestantów, używała m.in. armatek wodnych i granatów hukowych. Białoruska milicja użyła armatek wodnych w celu rozpędzenia antyrządowej demonstracji. W Mińsku już kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy odbywa się wielotysięczny marsz przeciwko sfałszowanym wyborom.

Białoruskie niezależne media donoszą o co najmniej kilkudziesięciu osobach zatrzymanych oraz rannych. Zatrzymano także dziennikarzy, szacunki są różne, jedne media informują o 20 zatrzymanych pracownikach mediów, z kolei Andrzej Poczobut podaje liczbę 40.

Jak wynika z relacji białoruskich dziennikarzy, co widać na udostępnianych nagraniach, milicjanci oprócz armatek wodnych używali pałek i granatów hukowych. Użyciu granatów zaprzeczyła rzeczniczka milicji w Mińsku. Protesty odbywają się też w innych białoruskich miastach – między innymi Grodnie, Brześciu i Lidzie. Tam także dochodzi do zatrzymań. Media społecznościowe są pełne filmów dokumentujących brutalność milicji.

Na nagraniu, które publikuje bloger Nexta widać funkcjonariuszy, którzy bez opamiętania okładają pałkami protestujących. Inne wideo pokazuje, jak grupa milicjantów bije bezbronną osobę leżącą na ziemi. Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” wciąż aktualizuje listę osób zatrzymanych w niedzielę przez białoruską milicję. Obecnie są to co najmniej 262 nazwiska. Głównie z Mińska, ale też między innymi z Homla, Witebska, Grodna, Brześcia i Bobrujska.

Jak donoszą niezależne media, w białoruskiej stolicy aresztowania protestujących trwają. Mimo brutalności milicji na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy osób. Domagano się ustąpienia dyktatora Alaksandra Łukaszenki, który zdaniem opozycji i wielu Białorusinów sfałszował sierpniowe wybory prezydenckie i od ponad 2 miesięcy brutalnie tłumi protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *