Dobiega końca proces ws. gwałtu i brutalnego zabójstwa 15-letniej Małgosi z Miłoszyc

Rodzice 15-letniej Małgosi, brutalnie zgwałconej i zamordowanej 23 lata temu w Miłoszycach (Dolny Śląsk) w końcu będą mogli spokojnie przeżyć żałobę. Kończy się bolesne rozdrapywanie ran w czasie kolejnych rozpraw mających ukarać winnych śmierci ich córeczki. Po trwającym ponad rok, drugim już procesie, zamknięto przewód sądowy i udzielono głosu stronom. Jako pierwszy, ponad 2-godzinną, niepozbawioną drastycznych szczegółów przemowę wygłosił prokurator, który zażądał dla Ireneusza M. (45 l.) dożywocia, a Norberta B (42 l.) 25 lat więzienia. Potem głos zabrali rodzice Małgosi, którzy nie kryli, że to zbyt niskie kary. Matka mówiła o karze śmierci, a ojciec odczytał zapisywane latami listy i przemyślenia, które przepełnione są niewyobrażalnym bólem.

1 września sędzia zaplanował zamknięcie przewodu, szykując się tym samym na wydanie wyroku. Oskarżeni złożyli jednak liczne wnioski, które przy pozytywnym rozpatrzeniu, mogłyby wydłużyć proces nawet o kolejne miesiące. Chcieli m.in. dodatkowych badań DNA, twierdząc, że opinia biegłego Krzysztofa Kolocha, która najbardziej ich pogrąża, była niekonsekwentna i pełna sprzeczności. Nie potrafią zrozumieć m.in. dlaczego jedne badane próbki z materiałem genetycznym uległy degradacji po latach, a ostały się akurat te, na których opierają się ich zarzuty. Obrońcy Ireneusza M. i Norberta B. przypomnieli dodatkowo, że na opinię biegłego czekali 10 miesięcy, a na zapoznanie się z nią mieli tylko kilka dni. Zażądali więc własnych badań DNA oraz dodatkowej opinii psychologa.

Prokurator odpowiedział, że oskarżeni zawsze poddają w wątpliwość niekorzystne opinie i jeśli sąd uwzględniałby każdy ich wniosek, trzeba by wzywać i przesłuchiwać biegłych bez końca. – DNA się niszczy i można je zbadać tylko raz, ale biegły wykonał wystarczająco dużo próbek – podkreśla oskarżyciel Dariusz Sobieski i zwrócił się do sądu o oddalenie wniosku. Tego samego chciał ojciec Małgosi. – Dowód DNA jest pewny i niech obrona już nie robi zamieszania. To wywołuje we mnie zwątpienie, że wymiar sprawiedliwości miałby słuchać w nieskończoność biegłych. Ja ufam opinii biegłego, koniec i kropka – mówił mężczyzna.

Dodał tez, że rozprawa „zaczyna być smutna, bo dowody latami leżały w sejfie”. Jako przykład nieudolności śledczych wymienił majtki, które włączono do materiału dowodowego, a które nie należały do jego córki. – Nic dziwnego, że nie znaleziono na nich DNA oskarżonych. Bo to nie były majtki Małgosi! – zdenerwował się. Jeszcze bardziej stanowcza w swoich osądach jest matka zamordowanej nastolatki. – Chcę, by ten proces się skończył. Mam dość patrzenia na tych zwyrodnialców i suk***nów – podkreślała przed sądem. Gdy Ireneusz M. zaczął mówić o swojej niewinności, nie wytrzymała i wyszła z sali.

„Ponowne badania nie przyniosą przełomu”

Po krótkiej przerwie sąd oddalił wnioski obydwu oskarżonych o ponowne badanie DNA oraz wszystkie pozostałe. Wyjaśnił, że pobranych w przeszłości próbek ponownie zbadać się nie da, ponieważ zostały już zniszczone, jak dzieje się przy każdej podobnej procedurze. Nie ma też sensu szukać kolejnych śladów na ubraniach ofiary, bo może ich tam zwyczajnie nie być. – Nowi biegli zostaliby powołani, gdyby dotychczasowa opinia była niepełna. A zdaniem sądu nie jest. Dodatkowo wniosek o ponowne badanie DNA uznano za bezzasadny, ponieważ nie da się już zrobić takiej analizy śladów, jakie było możliwe wcześniej – wyjaśnił sędzia Marek Poteralski.

Ireneusz M. za wszelką cenę chciał przeciągać proces, i tak jak na poprzednich, składał kolejne wnioski. Gdy sędzia skrupulatnie je odrzucał, oskarżony myślał, że wyjął asa z rękawa i zażądał zmiany całego składu sędziowskiego. To tylko opóźniło to, co w końcu i tak miało nadejść, czyli głosy stron. Absurdalne żądanie odrzucono, argumentując, że zarówno ławnicy, jak i sędzia pracowali prawidłowo, a fakt, że oskarżonemu nie podobają się ich decyzje, to wyłącznie jego subiektywne odczucia.

Prokurator: Będę mówił o dziecku, które nie miało szans stać się Małgorzatą

Prokurator w swojej mowie końcowej podkreślił, jak bardzo cieszy się z tego, że sprawa dobiega końca, ponieważ rodzice ofiary po raz kolejny musieli wrócić do najbardziej bolesnych wspomnień. – Będę mówił o Małgosi. O dziecku, które nigdy nie stało się Małgorzatą. Dlaczego tak się stało? Po tym okrutnym czynie nie dostała szansy, aby przeżyć – mówił Dariusz Sobieski. – Nikt nie powiedział, że tam umiera ta dziewczyna. Moim zdaniem było to zamierzone, żeby uniknąć odpowiedzialności. Nie dowiemy się, czemu inna młodzież nie zareagowała – podkreślał.

Zaznaczył, że pomijając już emocje, fakty i materiał dowodowy przeczą niewinności sprawców. Małgosia dwa miesiące wcześniej skończyła 15 lat. To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. I choć jej rodzice mieli całą masę wątpliwości, w końcu zgodzili się, by córka bawiła się tej wyjątkowej nocy z koleżankami. Niestety, w pierwszy dzień nowego, 1997 roku, zamiast posłuchać relacji nastolatki z imprezy, bliscy zobaczyli jej zmasakrowane i odarte z godności zwłoki.

Serce pęka na samą myśl o tym, co przeżywała bezbronna dziewczyna. Była gwałcona tak długo i brutalnie, że doznała krwotoku narządów płciowych. Biegli uznali to za jedną z dwóch, obok zamarznięcia, przyczynę zgonu. Odurzona, cała w krwi i bezsilna nastolatka leżała w ciemności na śniegu pod stodołą, a niewyobrażalny mróz przeszywał jej obolałe ciało. – Wyszła na zabawę o godz. 19.30 i już wtedy było minus 13 stopni. Gdy porzucili ją bez szansy na ratunek, temperatura na zewnątrz spadła jeszcze bardziej. Takich zim nie mam od lat – przypomniał prokurator.

Na podstawie akt, opowiedział też jak nastolatka poznała swoich przyszłych oprawców. Norbert B., który tego dnia był ochroniarzem w klubie, sprzedał jej bilet wstępu, a potem nawet momentami bawił się z nią i jej koleżanką. Z czasem pojawił się też Ireneusz M., rozwścieczony po niedawnej domowej awanturze z żoną. Zbił szybę, więc był cały zakrwawiony.

To właśnie ta rana miała mu się otworzyć, gdy Małgosia broniła się przed gwałtem. – Dlatego też łatwo zostawił ślady. Krwawy podpis na miejscu zbrodni – podkreślał prokurator. Swój materiał biologiczny miał zostawić też m.in. na staromodnej koronkowej chustce (być może dostał ją od babci, gdy się zranił o szkło) i czapce znalezionych potem w okolicach ciała ofiary. Oskarżyciel dodał, że trudno ustalić kiedy dokładnie po północy 15-latka wyszła z klubu po raz ostatni. – Wtedy młodzież nie miała komórek, jak dziś. Niektórzy pili po raz pierwszy, mało kto dbał o godzinę – wyjaśnił prokurator.

Ireneusza M. pogrążyło też to, że podobnie jak Małgosię, skrzywdził też inną dziewczynę. Biegli wykonujący sekcję zwłok nastolatki wskazali, jak bardzo wynaturzony był to gwałt i jakich praktyk dopuścił się zboczeniec. – To samo przeszła inna ofiara Ireneusza M. i to ona staje się teraz głosem Małgosi – dodał prokurator porównując atak na 15-latkę do głośnego ostatnio gwałtu w Izraelu. – Była okazja: odurzona dziewczyna którą można było okrutnie wykorzystać – powiedział.

W trakcie mowy oskarżyciela rodzice Małgosi nie mogli powstrzymać łez. Później już tylko siedzieli patrząc w pustkę. Stracili sens życia i mówią wprost, że nic nie uleczy ich ran, czym również zechcieli podzielić się w mowach końcowych. Mama dziewczyny zwróciła się wprost do sędziego, żądając kary śmierci dla dwóch oskarżonych. – Kara powinna być dwa razy gorsza od tego co zrobili mojej Małgosi. Miała prawo żyć, miała prawo żyć jak chce. Ten bandyta zwyrodniały powinien wtedy siedzieć w domu z żoną, wiadomo po co przyjechał na dyskotekę. A Norberta B. nadal się wszyscy boją, a mnie wytykają palcami. Żądam kary śmierci – apelowała pełnym żalu, bezsilności i wściekłości głosem zraniona kobieta.

Potem głos zabrał tata Małgosi, który odczytał gromadzone przez lata listy i refleksje wspominające tragedię oraz opisujące wielki ból i żal, który dotyka ich każdego dnia. Trudno było bez uronienia łzy wysłuchać poetyckich, przedstawionych w 3 osobie opisów dramatu rodziców. Wspominał umierającą na śniegu córeczką w tych słowach: „Oby nie przyszli tylko oni, robi się ciepło, chyba mama i tata zabrali mnie do domu” oraz obojętnych mieszkańców Miłoszyc:” Na drugi dzień Miłoszyce śpią, a Małgosia leży pod stodołą, 20 metrów od domu”. Mówił też o tym, że w 10 rocznicę dramatu jego córki piorun spalił stodołę, przy której skonała nastolatka. – Czy tak planował Bóg? A może niczego nie planował? – pytał w sądzie zrezygnowany mężczyzna.

Ireneusz M. i Norbert B. mogliby nigdy nie stanąć przed sądem…

Po niechlujnie przeprowadzonym śledztwie i na podstawie wątpliwych dowodów, winnym śmierci 15-latki wrocławski sąd uznał Tomasza Komendę (44 l.) i skazał go na 25 lat więzienia. Wypuszczono go dopiero po 18 latach, gdy okazało się, że z gwałtem i morderstwem nie ma nic wspólnego, bo śledczy wytypowali innych podejrzanych.

W czerwcu 2017 r. zarzuty usłyszał Ireneusz M. (45 l.), który feralnej nocy bawił się z Małgosią na tej samej dyskotece, widziano go na posesji, gdzie odkryto jej ciało, a także wielokrotnie dopuszczał się gwałtów. Nawet teraz odsiaduje wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Choć to szokujące, kilka dni po zbrodni został przesłuchany i zdradził szczegóły, które mogły być znane tylko zabójcy, ale nikt nie połączył faktów. Dopiero analiza jego zeznań po 20 latach uzmysłowiła śledczym, że Ireneusz M. mówił, że pamięta z imprezy białe skarpetki Małgosi. Tymczasem na zabawie dziewczyna miała je ukryte pod rajtuzami i kozakami. To wszystko zdjęli dopiero oprawcy dziewczyny, pozostawiając ją na mrozie w samych skarpetkach na pewną śmierć.

W 2018 r. aresztowano Norberta B. (42 l.), który był ochroniarzem w dyskotece, gdzie swoje ostatnie chwile spędziła nastolatka. Podobnie jak Ireneusz M., wielokrotnie plątał się w zeznaniach, a świadkowie mówili o tym, że między nim a Małgosią w czasie zabawy doszło do zbliżenia. Nie znaleziono jednak na tyle mocnych dowodów, by na kolejne procesy czekał w areszcie i od tego roku B. odpowiada z wolnej stopy. O taką możliwość walczył też drugi oskarżony i prawie mu się udało. Ireneusz M. miał wyjść zza krat lada dzień, ale Sąd Apelacyjny ostatecznie zmienił zdanie.

W maju ubiegłego roku ruszył nowy proces w tej bulwersującej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiedli właśnie Ireneusz M. i Norbert B. Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że w zbrodnię zamieszanych jest więcej osób. Na kolejnych rozprawach biegli dowiedli, że na pewno jest to wytypowana dwójka. Na rzeczach Małgosi były ich ślady DNA. Ireneusza pogrążył dodatkowo ślad odcisku szczęki, pozostawiony na ciele dziewczyny. Czy był tam ktoś jeszcze?

Opóźnianie procesu

Główny oskarżony, Ireneusz M. od początku starał się opóźnić wydanie wyroku. Nie przyznaje się do winy, a wręcz twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. W związku z tym zasypuje sąd wnioskami dowodowymi, które składa na niemal każdej rozprawie. Żądał m.in. ponownego słuchania świadków (odtwarzanie nagrań z ich zeznań go nie zadowala), powołania nowych biegłych i ekspertów, a także tego, by ustalić i przesłuchać wszystkich policjantów, którzy pracowali przy tej sprawie. Nie podobało mu się nawet działanie własnego adwokata, którego zdążył już zmienić.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *