„Gang mokotowski” odpowiedzialny za serię podpaleń w dzielnicy

To gang mokotowski stał za serią podpaleń samochodów dostawczych na terenie stołecznego Mokotowa – dowiedział się portal tvp.info. W tej sprawie zatrzymano jednego z liderów bandy – Artura N. ps. Gruby vel Jogi. Mężczyzna został zatrzymany przedwczoraj, ukrywał się m.in. w szpitalu psychiatrycznym. Według naszych informacji śledztwo to przejmie od prokuratury rejonowej, stołeczna Prokuratura Apelacyjna. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy na terenie Mokotowa spłonęło co najmniej pięć samochody dostawczych, należących do przedsiębiorców handlujących owocami, warzywami i kwiatami w ruchliwych punktach dzielnicy.

Według nieoficjalnych szacunków biznes ten przynosi dość duże zyski, tym bardziej, że wielu właścicieli mobilnych straganów nie płaci podatków za swoją działalność, a koszty minimalizuje zatrudniając za niewielkie pieniądze cudzoziemców zza wschodniej granicy, najczęściej Ukraińców. Pracują oni nawet po 12 godzin na dobę. Prawdopodobnie zyski osiągane przez przedsiębiorców zwróciły na siebie uwagę gangu mokotowskiego. Grupa ta jest znana z tego, że w celu zdobycia haraczu nie stroni od używania brutalnych metod. Jeden ze skruszonych członków bandy opowiadał kiedyś prokuratorom, że w dzielnicy płacą prawie wszyscy, do których „Mokotowscy” zwrócili się z propozycją nie do odrzucenia.

Płać, lub płoń

Tak miało być i tym razem. Z ustaleń prokuratury wynika, że do jednego z przedsiębiorców zwrócił się Artur N. Miał zażądać od niego jednorazowej opłaty za prowadzenie działalności w wy. kilkudziesięciu tys. zł oraz miesięcznych „składek” po ok. 2 tys. dolarów. Gdy ten odmówił, nieznaniu sprawcy zaczęli podpalać jego samochody. – Mężczyzna zdecydował się zawiadomić policję i prokuraturę. Znał już wcześniej Artura N. i wiedział, kim jest oraz czym się zajmuje.; Aby nie dopuścić do eskalacji przemocy zdecydowaliśmy się na zatrzymanie N. Usłyszał on zarzut zlecenia podpalenia jednego pojazdu celem zdobycia haraczu. Nie przyznał się do zarzutu – mówi prok. Wojciech Sołdaczuk, wiceszef Prokuratury Rejonowej Warszawa Mokotów.

Ucieczka w chorobę psychiczną?

Artur N. został namierzony w szpitalu psychiatrycznym przy ul. Sobieskiego. Lekarze uznali, że nie ma przeszkód, aby został zatrzymany i przesłuchany. Nieoficjalnie wiadomo, że mokotowscy gangsterzy często w razie kłopotów szukali azylu w szpitalach psychiatrycznych, licząc, że zdobędą zaświadczenia o ograniczonej lub zniesionej poczytalności. Z ustaleń tvp.info wynika, że w znanym szpitalu przy Sobieskiego pojawiał się na kilkudniowe leczenie jeden z ważniejszych watażków gangu. Artur N. został aresztowany na 3 miesiące. Trwa poszukiwanie jego wspólników.

Przeżył zamach

Artur N. ps. Jogi. ważną postacią mokotowskiego półświatka. Według skruszonych przestępców był on specjalistą od zadań specjalnych grupy. Przypisywano mu udział w kilku gangsterskich egzekucjach, ale nie usłyszał za to żadnych zarzutów. Przed 12 laty, cudem uniknął śmierci, gdy płatny zabójca chciał zamordować Tomasza S. ps. Komandos w centrum handlowym Klif na warszawskiej Woli. „Komandos” skutecznie salwował się ucieczką, ale kule kilera dosięgły Krzysztofa B. i Artura M. ps. Budyń. „Jogi” trafił do szpitala z dwiema ranami postrzałowymi prawego barku. Policjanci odnotowali jeszcze, że przed przyjazdem pogotowia Artur N. zjadł kartę SIM ze swojego telefonu. Żródło info i foto: TVP.info

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *