“Mix materiałów”

Makabryczna historia w Warszawie. W stołecznej Falenicy zatrzymano 24-latka, który zamordował swoich rodziców. Według naszych informacji doszło do rodzinnej tragedii – syn zamordował swoich rodziców. Na miejscu zbrodni zatrzymano 24-latka, który – jak udało się nam ustalić – nożem zadawał ciosy swoim około 50-letnim rodzicom. W wyniku obrażeń zmarli.

Na miejscu pracują teraz zarówno policyjni technicy, jak i prokurator. Kluczowe jest zabezpieczenie śladów. Oględziny mogą potrwać do rana. Jutro zapadnie decyzja o formalnym wszczęciu śledztwa i postawienia zarzutów zatrzymanemu mężczyźnie.

Na miejsce zbrodni sprowadzono też policyjnych psychologów, bo w domu były też małoletnie dzieci zamordowanych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwanaście osób zostało rannych we wtorek w ataku bombowym na samochód policyjny w mieście Mersin na południu Turcji. Zdaniem tureckich władz atak miał charakter terrorystyczny. Ranni to prawdopodobnie funkcjonariusze policji. Sprawa jest wciąż świeża, więc w tym momencie nie mogę przytoczyć dokładnych danych (dotyczących ofiar)” – powiedział wicepremier Bekir Bozdag.
 
Burmistrz miasta Burhanettin Kocamaz oświadczył, że do ataku doszło na ulicy, na której znajduje się biuro miejscowych władz. Miejsce zdarzenia zostało otoczone przez kordon policji.
 
Na razie nikt nie przyznał się do przeprowadzenia zamachu. W przeszłości za podobnymi atakami stała Partia Pracujących Kurdystanu (PKK), która od ponad 30 lat prowadzi z turecką armią walkę o kurdyjską autonomię i jest uważana przez Ankarę, UE i USA za organizację terrorystyczną. W kraju dochodziło też do zamachów przeprowadzonych przez bojowników Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Na drugiej rozprawie w procesie dotyczącym napaści na polskich turystów w Rimini, włoski sąd postanowił, że Kongijczyk Guerlin Butungu będzie sądzony w trybie natychmiastowym . Wyrok w tej sprawie może zapaść już na następnej rozprawie 10 listopada.

Tryb natychmiastowy i skrócona procedura wybrane przez włoski sąd oznacza, że Buntugu będzie sądzony na podstawie akt sprawy oraz że nie będzie konieczne wysłuchanie zeznań świadków. To dobra informacja przede wszystkim dla poszkodowanych, którzy nie będą musieli ponownie przybyć do Rimini, aby złożyć zeznania.

Sąd odroczył dziś proces Kongijczyka do 10 listopada. Jak poinformował pełnomocnik Polaków Maurizio Ghinelli, właśnie wtedy może zapaść w tej sprawie wyrok.

Akt oskarżenia wobec szefa gangu, który napadła na polskie małżeństwo ma 10 punktów. 20-letni Kongijczyk oraz inni członkowie grupy usłyszą m.in. zarzuty ciężkiego rozboju, zbiorowej przemocy seksualnej i spowodowania obrażeń ciała.

Koszmar w Rimini

W nocy z 25 na 26 sierpnia na plaży we włoskim Rimini czterech mężczyzn zaatakowało parę młodych Polaków. Kobieta została przez nich brutalnie zgwałcona, a mężczyzna pobity. Napastnicy pobili także oraz zgwałcili młodego Peruwiańczyka. Szybko ustalono, że sprawcy to imigranci z północnej Afryki. Ostatniego z nich – lidera gangu, włoska policja zatrzymała w niedzielę, 3 września. To 20-letni Kongijczyk, który przyznał się do winy.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Comments Brak komentarzy »

Po tym, jak hollywoodzkie gwiazdy przerwały milczenie na temat producenta filmowego Harveya Weinsteina, wiele kobiet za pośrednictwem mediów społecznościowych wyznało, że również doświadczyło molestowania seksualnego. Na Twitterze powstał specjalny hashtag #MeToo, który ma pokazać, jak ogromna jest skala tego zjawiska.

Hashtag #MeToo (po polsku #jateż) zainicjowała Alyssa Milano, amerykańska aktorka i piosenkarka, która chciała zwrócić uwagę na skalę problemu, jakim jest prześladowanie kobiet. W niedzielę udostępniła na Twitterze krótką notatkę zachęcającą kobiety do wyznawania, czy w przeszłości były molestowane.

“Gdyby wszystkie kobiety, które były kiedyś molestowane seksualnie, napisały ‘ja też’ w swoich statusach, być może udałoby się pokazać ludziom, jaką skalę ma to zjawisko” – napisała w swoim poście Milano.

Ogólnoświatowy trend

Milano, która już wcześniej wypowiadała się na temat Harveya Weinsteina, swoim tweetem rozpoczęła ogólnoświatowy trend. W ciągu trzech dni jej wpis zyskał 57 tysięcy komentarzy i ponad 20 tysięcy udostępnień, a hasztag #MeToo przeniósł się także na inne portale społecznościowe.

“Prześladowanie nie jest komplementem. Sprawia, że muszę się cały czas się za siebie oglądać, by upewnić się, że nikt mnie nie śledzi po odrzuceniu zalotów”.

“Statystyki molestowania seksualnego i prześladowań są niskie, ponieważ ludzie tego nie zgłaszają. To zdarza się częściej, niż myślimy”.

“#MeToo łamie mi serce. Ból, którym tyle osób się dzieli, jest zatrważający. Niestety, nie jestem zaskoczona. Po prostu mam złamane serce”.

“Liczba osób współtworzących ten hashtag absolutnie łamie serce i fakt, że muszę wliczyć w to także siebie, jest jeszcze gorszy”.

Zachęcanie innych

Tylko w ciągu pierwszej doby w mediach społecznościowych pojawiło się ponad 12 milionów takich wyznań. Wiele osób uważa jednak, że skala problemu seksualnego molestowania kobiet jest znacznie większa. “Jeśli nie czujesz się komfortowo, pisząc ‘Ja też’, musisz wiedzieć dwie rzeczy: 1. Wierzę w Ciebie. 2. Nie musisz o tym mówić, by być odważna. Życie po takim zdarzeniu jest odważne” – napisała jedna z internautek.

“Zostałem zgwałcony, gdy miałem 9 lat, lecz wiele osób mówiło mi, że to tylko napaść. Tylko dlatego, że jestem mężczyzną”.

“Zamiast ‘chronić’ wasze matki, córki i siostry, uczcie swoich synów, ojców i braci tego, jak mają być lepszymi mężczyznami”.

“Drodzy Panowie, jeśli czytacie te tweety i się z nich śmiejecie lub je ignorujecie, to wiedzcie, że to wy jesteście problemem”.

Zarzuty molestowania

Dziennik “New York Times” 12 października poinformował, że hollywoodzki producent filmowy Harvey Weinstein w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat molestował seksualnie aktorki, asystentki i inne pracownice swojej firmy. Jego ofiarami miały być między innymi znane aktorki: Ashley Judd, Angelina Jolie i Gwyneth Paltrow. Według gazety, co najmniej ośmiu kobietom producent zapłacił za milczenie. 65-letni Weinstein wydał oświadczenie, w którym przeprosił za błędy, ale jednocześnie zapowiedział pozew sądowy przeciwko dziennikowi “New York Times”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Historia, jak z filmów. Amerykański żołnierz pojmany przez talibów spędza w niewoli pięć lat. Po powrocie do USA zostaje oskarżony o dezercję oraz zachowanie w obecności wroga prowadzące do narażenie innych żołnierzy na niebezpieczeństwo.

Sprawa sierżanta armii USA Bowe’a Bergdahla zaczyna się w czerwcu 2009 r. 31-letni wojskowy postanawia opuścić swoją placówkę bojową w prowincji Paktika na wchodzie Afganistanu i dotrzeć do sąsiedniej bazy. Chce zgłosić tam “poważne nieprawidłowości” w swojej jednostce. Jednak nigdy tam nie dotarł.

Po około 20 minutach od opuszczenia bazy amerykański żołnierz gubi się, a kilka godzin później znajdują go talibowie. Po jego zaginięciu Amerykanie rozpoczynają akcję poszukiwawczą, w której kilku żołnierzy zostaje poważnie rannych. Jeden z wojskowych doznaje urazu nogi, który wyklucza go z dalszej służby. Inny na skutek urazu głowy do dzisiaj nie chodzi.

Talibowie przetrzymywali sierżanta Bowe’a Bergdahla do 2014 r. Wtedy Barack Obama godzi się na wymianę więźniów. Amerykanie w zamian za swojego żołnierza przekazują talibom pięciu przywódców. Decyzja ówczesnego prezydenta była szeroko krytykowana przez żołnierzy i polityków Partii Republikańskiej zarzucających Barackowi Obamie negocjacje z terrorystami. W gronie krytyków znajdował się też Donald Trump, który Bowe’a Bergdahla nazwał zdrajcą, który zasługuje na rozstrzelanie albo wyrzucenie z samolotu bez spadochronu.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Położona na północy Syrii Ar-Rakka została całkowicie wyzwolona z rąk bojowników Państwa Islamskiego – poinformowało we wtorek Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Nad całym miastem kontrolę sprawują Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF). Agencja Reutera poinformowała wcześniej, że arabsko-kurdyjski sojusz SDF przejął we wtorek w byłej stolicy samozwańczego islamskiego kalifatu szpital, który służył jako kwatera główna dżihadystów oraz stadion miejski.

Jak podała agencja Reutera, nad stadionem w Ar-Rakce powiewa flaga SDF, a walki o obiekt sportowy zostały zakończone.
Stadion był jednym z ostatnich miejsc kontrolowanych przez IS w położonym nad Eufratem mieście. Stadion w Ar-Rakce służył jako magazyn broni oraz jedne z największych więzień w samozwańczym islamskim kalifacie.

Ofensywę przeciw IS w Ar-Rakce SDF rozpoczęły w listopadzie ub.r.; do samego miasta oddziałom udało się wejść 6 czerwca, a 4 lipca SDF weszły do starego miasta. Informowano wówczas, że broni się tam ok. 2,5 tys. dżihadystów.

IS zajęło Ar-Rakkę w 2014 roku. Właśnie tam dżihadyści dopuszczali się największych okrucieństw, m.in. publicznych egzekucji przez ścięcie. Miasto było samozwańczą stolicą Państwa Islamskiego w Syrii oraz centrum planowania operacji terrorystycznych za granicą.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Już niedługo powstanie baza informacji o klientach linii lotniczych, którą stworzy Straż Graniczna. Nakazuje to Polsce unijna dyrektywa. Nad przepisami pracuje już MSWiA – pisze dzisiejszy “Puls Biznesu”. Do naszych danych lotniczych dostęp będzie miała policja i prokuratura, co jest zrozumiałe. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego taką możliwość uzyska również skarbówka?

Chodzi o zapobieganie praniu brudnych pieniędzy czy łamaniu przepisów podatkowych. Częste loty do np. rajów podatkowych mogą być dla policji skarbowej poszlaką, że podatnik coś ukrywa tam swoje finanse.

To jednak kolejny mały krok w stronę ograniczania naszej wolności, co jest kolei potwierdzeniem tendencji obecnej w całej Europie. Do bazy Straży granicznej trafią wszystkie dane od adresu, przez informacje o bagażu, naszych specjalnych życzeniach w samolocie, po to jaki posiłek wybraliśmy.

Przewoźnicy będą przesyłać te dane dwa razy, na dobę przed wylotem i już po odprawie. A wszystko po to, aby w porę wykryć zagrożenia. Dane pasażerów mają być przechowywane przez 5 lat.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed sądem w Rimini, gdzie trwa proces Kongijczyka Guerlina Butungu, domniemanego szefa gangu, który napadł na dwoje polskich turystów, trwa pikieta organizacji kobiecych. Na transparentach widnieją hasła: “Najwyższa kara za gwałt”, “Sprawiedliwość dla ofiar”.

- Przyjechałyśmy do Rimini z regionu Wenecja Euganejska, reprezentujemy organizację, która powstała po tym, co wydarzyło się tu latem – powiedziała jedna z uczestniczek pikiety przed sądem we wtorek rano. Podkreśliła, że przybyła, by wyrazić solidarność z ofiarami napaści, do jakiej doszło w nocy w sierpniu na plaży.

Dwa tygodnie temu sędziowie zażądali uzupełnienia akt, czyli transkryptu zeznań Butungu, który przyznał się do większości zarzucanych mu czynów. – Dziś zespół trzech sędziów zdecyduje czy proces będzie się toczył w trybie natychmiastowym czy też nie – powiedział Polskiemu Radiu reprezentujący Polaków adwokat Maurizio Ghinelli.

Trybu natychmiastowego domaga się prokurator. Obrona wnosi o tryb przyśpieszony, który przewiduje redukcję kary maksimum jedną trzecią. Jak wyjaśnił adwokat, w obu przypadkach wyrok w pierwszej instancji może zapaść już w grudniu. Stronom przysługuje apelacja, a potem odwołanie do sądu kasacyjnego. Jeśli do nich dojdzie, Butungu będzie oczekiwał na wyroki w więzieniu.
Źródło info i foto: polskieradio.pl

Comments Brak komentarzy »

To była prawdziwa przyjaźń! Jeden z kluczowych świadków przed komisją ds. Amber Gold, były zakonnik Jacek Krzysztofowicz był w przyjacielskich relacjach z szefami piramidy finansowej Marcinem (33 l.) i Katarzyną P. (33 l.). “Super Express” dotarł do zdjęć, na których duchowny udzielał małżeństwu ślubu, balował na weselu, a także na ich koszt bawił się na wycieczkach we Włoszech.

Jacek Krzysztofowicz przez osiem lat był przeorem klasztoru Dominikanów w Trójmieście. Zakon porzucił w 2013 r. W ubiegłym tygodniu zeznawał przed komisją śledczą ds. Amber Gold. Jak wynika z zeznań, duchowny był w bardzo dobrych relacjach z małżeństwem P. Ich przyjaźń rozpoczęła się blisko dziesięć lat temu. – Na pewno moment, w którym po raz pierwszy rozmawialiśmy, to było, kiedy Marcin P. przyszedł zaoferować darowiznę. To było w 2008 lub 2009 r. – powiedział Krzysztofowicz. Były dominikanin mówił, że inne darowizny Marcin P.przekazywał kolejnemu przeorowi, który zarządzał klasztorem od 2010 r.W sumie przekazał ok. 1,5 mln zł.

A jego przyjaźń z aferzystami kwitła w najlepsze! Udzielił im ślubu kościelnego i był jednym z gości podczas wesela. Huczna impreza odbyła się w hotelu Hilton w Gdańsku. – Zakonnik siedział przy jednym stole z parą młodą, a także z ówczesnym przeorem zakonu dominikanów, adwokatem Amber Gold Łukaszem Daszutą i rzecznikiem prasowym finansowej piramidy Michałem Force’em. Rodzice państwa młodych siedzieli przy innych stolikach – mówi nam jeden ze śledczych, znających kulisy sprawy.

Zakonnik pojechał też na ich koszt do Wenecji i Florencji. – W Wenecji Marcin zabrał mnie na rozmowy biznesowe do fabryki Tupolewa (…) Chciał kupić samoloty. Nie kupił ich jednak, nie wiem dlaczego – zeznawał w śledztwie Krzysztofowicz. Za wszystko we Włoszech płaciło małżeństwo P. Wydatki do tanich nie należały. Zakonnik nocował w ekskluzywnym hotelu Hilton.

- Kiedy Marcin P. został aresztowany, otworzyłem oczy. Do tego momentu uważałem, że byli uczciwi. Jeśli chodzi o tematy biznesowe, miałem przekonanie, że P. znaleźli genialny sposób na zarabianie pieniędzy (…) Nigdy nie czułem, że coś tu nie gra – zeznawał przed komisją.

W trakcie śledztwa wyszło na jaw, że to właśnie zakonnik mógł na prośbę małżeństwa przechowywać spore ilości złota. Krzysztofowicz jednak zaprzeczał. Przypomnijmy, że według śledczych firma Amber Gold oszukała blisko 19 tys. klientów na kwotę ok. 850 mln zł. Marcinowi P. i Katarzynie P. grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

W Londynie niespokojna noc. Trzech mężczyzn zostało rannych w wyniku zdarzenia, do którego doszło w poniedziałkowy wieczór (16.10). Stacja metra Parsons Green została zamknięta, na miejscu pracują służby. Londyńska policja uspokaja, zdarzenie nie miało podłoża terrorystycznego. Póki co motywy i tożsamość napastnika nie są znane.

Jak informuje WP, w poniedziałkowy wieczór doszło do niebezpiecznego zdarzenia w Londyńskim metrze. W okolicy stacji Parsons Green trzech mężczyzn zostało pchniętych nożem. Władze poszukują napastnika i narzędzia zbrodni. Motywy działania mężczyzny nie są znane. Londyńska policja jednak uspokaja, że jego działanie nie miało podłoża terrorystycznego. Na miejscu pracują służby, stacja metra jest zamknięta dla podróżujących.

Gazeta “The Independent” informuje, że jeden z rannych, 20-letni mężczyzna zmarł na miejscu zdarzenia, dwaj pozostali ranni są operowani. Przed miesiącem na stacji Parsons Green ktoś zostawił podpalone wiadro z toksyczną substancją. W wyniku wybuchu paniki zostało wtedy rannych 30 osób.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »