Napad na stację paliw w Pleszewie. Trwa policyjna obława za sprawcami

Trwa pościg za czterema mężczyznami, którzy w czwartek nad ranem napadli na stację paliw w Pleszewie (woj. wielkopolskie) – potwierdziła rzecznik prasowa miejscowej policji Monika Kołaska. Do zdarzenia doszło w czwartek około godz. 4:00 nad ranem.

Mężczyźni mieli sterroryzować sprzedawcę i ukraść papierosy. W wyniku pościgu sprawcy porzucili auto w Topoli Wielkiej w powiecie ostrowskim i dalej uciekli pieszo. Od kilku godzin w regionie trwa policyjny pościg. Policjanci sprawdzają teren i przejeżdżające samochody. W akcji biorą udział psy tropiące i policyjny śmigłowiec.

– Policjanci szukają czterech mężczyzn o wysportowanych sylwetkach. Ubrani byli na sportowo, wzrost ok. 180 cm. Osoby, które widziały poszukiwanych mężczyzn proszone są o niezwłoczny kontakt z policją pod numerem telefony 112 lub 62 737 72 11 – zaapelowała Monika Kołaska.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wypadek z udziałem byłej premier Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu – poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu dokumentujące przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu. Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu. Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że „dowód nie ma żadnego znaczenia”

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że „od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”.

– To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – stwierdził prokurator.

Obrońca tłumaczy, że „prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka”

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że „jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej”.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – tłumaczył mecenas.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży „zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę”.

– Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów – podkreślała Pomaska. Jak dodała, „tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento – przyp. red.], któremu chce się złamać życie”.

– Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana – zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu, a na drugiej materiał programu „Czarno na białym” TVN24 dotyczący wypadku. 14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu „wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”.

Dodano, że „prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”. Niespełna dwa tygodnie później – 26 czerwca – ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt. „W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd – pancerne audi A8 z 2016 roku – którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – kierowca i szef ochrony szefowej rządu – zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których – niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni. Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia. W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Napad na kantor w Warszawie. Skradziono ponad 300 tys. złotych

27.11.2016 Warszawa N/z szyld Kantor fot. Maciej Luczniewski/REPORTER

Ponad 300 tysięcy złotych skradziono z kantoru na Dworcu Centralnym w Warszawie. Jak przekazała Radiu ZET policja, kradzieży dokonały dwie osoby. Na szczęście w trakcie napaści na kantor nikt nie odniósł obrażeń. Obecnie trwa policyjna obława na sprawców kradzieży. Na miejscu obecny jest zespół dochodzeniowy.

Policja potwierdza

Policjanci szukają sprawców kradzieży w jednym z kantorów na terenie Dworca Centralnego w Warszawie – poinformował podkomisarz Piotr Świstak z Komendy Stołecznej Policji. Kradzieży dokonało dwóch mężczyzn. Policjanci ustalają ich tożsamość. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Po godzinie 16.00 policja została zawiadomiona, że do jednego z pawilonów na terenie Dworca Centralnego weszło dwóch mężczyzn i ukradło pieniądze. Potem oddalili się w nieznanym kierunku. Trwa policyjna obława.

Funkcjonariusze na miejscu przeglądają monitoring i przeprowadzają oględziny.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójstwo 30-letniego Polaka w Wakefield. Zatrzymano 5 młodych mężczyzn

Brytyjska policja zatrzymała pięciu młodych mężczyzn podejrzanych o zabójstwo 30-letniego Polaka w Wakefield na północy Anglii. Jak się okazało, wszyscy podejrzani to również Polacy. Pochodzą z powiatu bialskiego. Do brutalnego pobicia 30-letniego Aleksandra P. doszło 9 września, tuż po północy. Mimo że mężczyźnie szybko udzielono medycznej pomocy, nie udało się go uratować. Zmarł na skutek odniesionych obrażeń.

Policji zajęło kilka dni ustalenie, kim był mężczyzna. Na swojej stronie apelowała również do lokalnej społeczności, aby świadkowie zdarzenia skontaktowali się z komendą i pomogli w wyjaśnieniu tej sprawy. W poniedziałek zatrzymano pierwszego z podejrzanych o udział w zabójstwie Aleksandra P. To 19-letni Marceli Sz. Wczoraj kolejne cztery osoby trafiły do aresztu: 27-letni Maciej S., 23-letni Michał Sz., 23-letni Adam L. oraz 20-letnia Karolina K.

Jak udało się ustalić portalowi dziennikwschodni.pl cała piątka pochodzi z Białej Podlaskiej lub okolic.

Na razie nie wiadomo, co było przyczyną zabójstwa Aleksandra P. Brytyjska policja wciąż pracuje nad ustaleniem okoliczności tego zdarzenia. Bialska policja – jak informuje portal dziennikwschodni.pl – nie otrzymała żadnych oficjalnych informacji w tej sprawie od angielskich służb.
Źródło info i foto: wp.pl

Żołnierz rzucił się na ciężarną żonę z siekierą. Kobieta w stanie ciężkim trafiła do szpitala

34-letni żołnierz zawodowy zaatakował siekierą swoją ciężarną żonę. Do napaści doszło w Lisowie niedaleko Radomia na Mazowszu. Informację o tej zbrodni dostaliśmy na Gorącą Linię RMF FM. Z ostatnich informacji wynika, że kobieta jest w stanie zagrażającym życiu. Przebywa w szpitalu w Radomiu. Niestety, lekarzom nie udało się uratować dziecka.

Do ataku doszło wczoraj wieczorem. Mężczyzna miał kilkukrotnie uderzyć siekierą w głowę będącą w ósmym miesiącu ciąży żonę. Potem poszedł do sąsiadki i powiedział jej o wszystkim. Ta wezwała policję. Funkcjonariusze zatrzymali 34-latka. Był trzeźwy. Pobrano od niego krew, by ustalić, czy nie znajdował się pod wpływem środków odurzających.

Na miejsce wezwano Żandarmerię Wojskową. Sprawą zajmuje się wydział wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano 22-latka, który atakował ludzi z pistoletem w dłoni w centrum stolicy

Cztery zarzuty: usiłowania zabójstwa, posiadanie broni palnej bez zezwolenia, naruszenie nietykalności i groźby karalne usłyszał 22-letni mężczyzna, który atakował ludzi z pistoletem w dłoni w centrum stolicy – poinformował w czwartek PAP nadkomisarz Robert Szumiata, ze śródmiejskiej komendy policji w Warszawie.

Do zdarzenia doszło w niedzielę w centrum Warszawy. „Około południa otrzymaliśmy zgłoszenie o mężczyźnie, który z bronią w ręku chodzi po Śródmieściu” – tłumaczył nadkom. Robert Szumiata.

Jak dodał „po przyjechaniu (policji – PAP) na miejsce okazało się, że na Nowym Świecie leży ranny, bezdomny mężczyzna”.

„Z relacji świadków wynika, bezdomny siedział na ławce, do którego podszedł 22-letni mężczyzna przystawiając broń bezdomnemu do policzka, a następnie strzelił” – wskazał Szumiata.

Funkcjonariusze, którzy przyjechali na miejsce zdarzenia na początku udzielili pomocy bezdomnemu oraz wezwali karetkę. „Gdy karetka przyjechała, policjanci ruszyli w pościg” – dodaje policjant.

Po krótkim pościgu mundurowi dogonili 22-latka. „Zanim został zatrzymany, mężczyzna próbował pozbyć się rewolweru hukowego rzucając w krzaki” – powiedział nadkomisarz. Po obezwładnieniu funkcjonariusze odnaleźli broń, która została zabezpieczona. „Zabezpieczona broń hukowa, w myśl ustawy traktowana jest, jako broń palna” – wytłumaczył Szumiata.

Jak wskazał rzecznik śródmiejskiej policji „w chwili zatrzymania mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu”.

Do sprawy przesłuchano już świadków oraz czterech pokrzywdzonych. Według informacji przekazanych przez policję 22-latek „jednego (pokrzywdzonego – PAP) przewrócił i zaczął kopać po całym ciele, drugiego uderzył pięścią w klatkę piersiową, a do innych celował z pistoletu”.

Mężczyzna usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa, posiadania broni palnej bez zezwolenia, naruszenia nietykalności i groźby karalne. Decyzją sądu 22-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy.

Zatrzymanemu 22-latkowi grozi kara pozbawienia wolności od 8 lat do nawet dożywocia.
Źródło info i foto: interia.pl

Zmarł mężczyzna, który oskarżał Kevina Spacey’a o molestowanie

Masażysta, który oskarżył Kevina Spacey’a o napaść seksualną, do której miało dojść w 2016 r., zmarł – poinformowali sąd prawnicy pozwanego aktora. Mężczyzna złożył zawiadomienie anonimowo, a jego tożsamość została utajniona. W mediach określany był jako John Doe – imieniem i nazwiskiem używanym w przypadku osób, których personalia są niejawne.

Pan Doe twierdził, że aktor w trakcie sesji masażu w jego rezydencji w Malibu zmuszał go do dotykania jego genitaliów i próbował pocałować.

Jako przyczynę śmierci masażysty podano chorobę nowotworową, choć nie zostało to ujawnione w aktach – opisuje portal variety.com.

W lipcu Spacey został oczyszczony z innych zarzutów o molestowanie i naruszenie nietykalności 18-latka, syna dziennikarki telewizyjnej Heather Unruh. Zgodnie z relacją matki Spacey najpierw upił chłopca, a następnie zaczął rozpinać rozporek jego spodni i dotykać genitaliów.

Aktor od początku zapewniał przed sądem, że jest niewinny.

Na Spacey’u ciąży jednak więcej oskarżeń. Niemal 30 mężczyzn twierdzi, że gwiazdor dopuścił się podobnych czynów. Aktor Anthony Rapp publicznie oskarżył aktora o to, że próbował przemocą skłonić go do czynności seksualnych w 1986 r., gdy miał zaledwie 14 lat. Po pierwszych oskarżeniach Anthony’ego Rappa Spacey opublikował oświadczenie, w którym „szczerze przeprosił” za „głęboko niestosowne zachowanie po pijanemu”, dodając, że nie pamięta całej sytuacji.
Źródło info i foto: TVP.info

Kanada: Wysoko postawiony policjant miał być szpiegiem

Kanadyjska policja i wywiad próbują ocenić, jak bardzo mógł zaszkodzić krajowi były dyrektor generalny Narodowego Centrum Koordynacji Wywiadu policji federalnej Cameron Ortis, aresztowany niedawno pod zarzutem m.in. działalności szpiegowskiej.

Według kanadyjskich mediów Ortis miał przygotowywać się do przekazania tajnych informacji zagranicznemu podmiotowi lub organizacji terrorystycznej. Publiczna telewizja CBC podała, że informacje, które chciał przekazać, są tak ważne, że krajowe służby specjalne uznały, iż ich wykorzystanie „uderzyłoby w suwerenność i bezpieczeństwo Kanady”.

Media cytowały oceny z raportu Communications Security Establishment (CSE) – urzędu zajmującego się cyberbezpieczeństwem – oraz kanadyjskiego wywiadu (CSIS), że gdyby doszło do przekazania danych przez Ortisa, ich posiadacz zyskałby istotną wiedzę o celach wywiadu Kanady i jej sojuszników, a także o ich metodach działania i zasobach.

„Wyciek tych informacji mógłby doprowadzić do utraty zaufania u naszych zagranicznych partnerów” – ocenił CSIS.

Wspólna operacja kilku państw

Według wtorkowego komunikatu komisarz policji federalnej RCMP Brendy Lucki, zajmowane stanowisko dawało Ortisowi dostęp do informacji kanadyjskiego wywiadu, a także informacji przekazywanych Kanadzie przez jej sojuszników.

– Ten poziom dostępu był właściwy dla zajmowanego przez Ortisa stanowiska – podkreśliła, zapewniając, że RCMP wdrożyła już odpowiednie procedury, by uniknąć negatywnych konsekwencji dla Kanady i jej partnerów.

Ortis został aresztowany w zeszłym tygodniu. Wpadł przypadkiem w związku ze wspólną operacją służb Kanady, USA, Australii, Hongkongu i Tajlandii, prowadzoną w sprawie mieszczącej się w Kolumbii Brytyjskiej firmy Phantom Secure Communication, która – jak się okazało – dostarczała urządzenia do bezpiecznej, szyfrowanej komunikacji międzynarodowym przestępcom.

Jak podała telewizja Global News, firma kupowała smartfony i instalowała na nich własny system szyfrowanej komunikacji; pozwalał on na bezpieczną łączność, ale tylko między telefonami wyposażonymi przez Phantom Secure.

Ortis miał spore długi

Z tych telefonów miało korzystać od 10 tys. do 20 tys. osób. Według informacji FBI z marca 2018 roku firma przez ostatnie 10 lat zarobiła 80 mln dolarów na tego typu usługach świadczonych mordercom, handlarzom narkotyków i organizacjom piorącym pieniądze.

Przy okazji właśnie tego dochodzenia odkryto, że ktoś wysyłał maile do Vincenta Ramosa, szefa Phantom Secure, proponując mu sprzedaż cennych informacji; tą osobą miał być właśnie Ortis. Przeszukano dom mężczyzny, gdzie znaleziono odręczne notatki na temat przekazywania informacji bez pozostawiania śladów.

Według CBC kilka lat temu Ortis miał spore długi. W najbliższy piątek ten były wysokiej rangi funkcjonariusz RCMP ma się stawić w sądzie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gdańsk: Ksiądz oskarżony o gwałt na 17-latce. Trafi do aresztu

Duchowny z Gdańska został zatrzymany i trafił do aresztu. Oskarżenia pod jego adresem są bardzo poważne. Według śledczych, ksiądz kilka lat temu miał zgwałcić 17-letnią dziewczynę. Duchowny nie przyznaje się do winy. Do gwałtu miało dojść kilka lat temu, gdy ksiądz jeszcze jako wikariusz pełnił posługę w jednej z gdańskich parafii. Poszkodowana miała wówczas 17 lat – donosi portal Trójmiasto.pl.

W czwartek duchowny został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

– Po zatrzymaniu mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał dwa zarzuty dotyczące doprowadzenia przemocą do obcowania płciowego pokrzywdzonej – powiedziała w rozmowie z portalem prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Ksiądz nie przyznał się do winy. Na wniosek prokuratury mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Duchownemu grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rzeszów: Policjanci zatrzymali dwie osoby ze znaczną ilością narkotyków

Niemal kilogram marihuany, 11 krzewów konopi oraz ponad 200 gramów mefedronu, znaleźli i zabezpieczyli policjanci w jednym z mieszkań w Rzeszowie. W tej sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn.

Sprawa zaczęła się od informacji, którą uzyskali policjanci z wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej w Rzeszowie. Wynikało z niej, że w Rzeszowie przy ul. Boya-Żeleńskiego, prowadzona jest nielegalna uprawa konopi indyjskich. Procederem tym miało się trudnić dwóch 34-letnich mieszkańców Rzeszowa, którzy wynajmowali w bloku dwa mieszkania. Mężczyźni mieli również posiadać narkotyki.

Jak informują policjanci, w czwartek pod ustalony adres pojechali kryminalni. Na miejscu zauważyli wchodzącego do budynku jednego z podejrzewanych.

– Policjanci weszli do bloku, jednak mimo wielokrotnego pukania do drzwi wynajmowanego przez niego mieszkania, nikt nie otworzył – informuje oficer prasowy policji. – Wtedy na klatce schodowej zauważyli drugiego z podejrzanych mężczyznę. Okazało się, że miał on klucze do tego mieszkania i z nim policjanci weszli do środka.

W mieszkaniu funkcjonariusze zastali mężczyznę, a podczas przeszukania znaleźli i zabezpieczyli kilkadziesiąt foliowych woreczków z zawartością suszu roślinnego i białej substancji. W mieszkaniu były również box-y ze sprzętem, w których uprawiane były krzewy konopi. Policjanci przeszukali również drugie mieszkanie, które w tym samym budynku wynajmował spotkany na klatce mężczyzna. Tam również znaleźli dużą ilość suszu roślinnego.

Mężczyźni zostali zatrzymani. Po wstępnych badaniach okazało się, że zabezpieczone substancje to niemal kilogram marihuany i ponad 200 gramów mefedronu, a uprawiane tam rośliny, to krzewy konopi indyjskich.
Źródło info i foto: se.pl