Relacja Polaka z Sri Lanki. Krajobraz po krwawych zamachach

Ponad 200 osób zginęło, a około 500 zostało rannych w serii zamachów terrorystycznych, do których doszło na Sri Lance. Jak relacjonuje Polak przebywający na wyspie, sytuacja wygląda bardzo poważnie, a obraz malujący się wokół miejsc ataku jest przerażający. Przed kościołami leżą fragmenty ciał ofiar ataków.

– Co najmniej 207 osób zginęło, a 450 odniosło obrażenia w serii wybuchów, do których doszło w Niedzielę Wielkanocną w kościołach i hotelach na Sri Lance – poinformował rzecznik lankijskiej policji Ruwan Gunasekera. O makabrycznych scenach donoszą zarówno zachodnie media, jak i będący na miejscu turyści. Jeden z nich donosi w swojej relacji o powadze sytuacji.

– Władze wprowadziły tutaj stan wyjątkowy. Drogi są zablokowane. Ludzi poproszono o niewychodzenie z domów. Wyłączono media społecznościowe, nie działają popularne komunikatory. Informacje rozchodzą się poprzez linię telefoniczną, bo telewizja wprowadziła kontrolę informacji. Właśnie dowiedziałem się o ósmym wybuchu. Ofiar śmiertelnych jest już około 200, a liczba ta ciągle rośnie. Wokół kościołów leżą resztki rozczłonkowanych ciał. Sytuacja wygląda bardzo poważnie. Drogi są podobno zablokowane. Wyprowadzono na ulice wojsko – napisał w wiadomości przesłanej portalowi Wirtualna Polska David z Katunayake na Sri Lance. W podobnym tonie wypowiadają się inne osoby.

– To szok dla całego kraju. (…) Wiadomo, że, jak były działania wojenne, bombardowania to i budynki kościele były uszkodzone, ale nigdy nie zdarzyło się, przynajmniej w nowszej historii Sri Lanki, aby ktoś specjalnie podczas mszy świętej wysadzał bomby – mówił na antenie TVP Info polski misjonarz Mariusz Michalik.

W niedzielę Wielkanocną na Sri Lance miała miejsce seria zamachów terrorystycznych. Wiadomo o ośmiu eksplozjach, do których doszło w hotelach i kościołach wypełnionych przez obchodzących święto Wielkiej Nocy. W atakach zginęło co najmniej 207 osób, a blisko 500 zostało rannych. Lankijski rząd zdecydował o tymczasowym zablokowaniu wszystkich platform sieci społecznościowych. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się nieprawdziwych i fałszywych informacji na temat ataków.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowy Jork: Kościoły pod ochroną policji

Dla NYPD bezpieczeństwo nowojorczyków to sprawa priorytetowa. Zaraz po krwawych zamachach na Sri Lance nowojorska policja zwiększyła ochronę pod kościołami. Pod świątyniami pojawili się uzbrojeni po zęby policjanci.

W zamachach na Sri Lance – trzech kościołach i hotelach – zginęło blisko trzysta osób, ponad pół tysiąca zostało rannych. Po tym szefostwo nowojorskiej policji natychmiast podjęło decyzję o wysłaniu pod kościoły uzbrojonych policjantów. Ochronę zwiększono przy hotelach i w całym mieście.

– Chociaż nie ma sygnałów, że Nowy Jork znalazł się na elowniku terrorystów, to jednak zawsze lepiej być bezpiecznym i czujnym aniżeli później żałować – powiedział szef NYPD James P. O’Neill. Uzbrojeni po zęby policjanci pojawili się między innymi pod katedrą św. Patryka, w której zaraz po zapaleniu się Notre-Dame w Paryżu pojawił się z wypełnionymi benzyną kanistrami podpalacz. Na szczęście nie udało mu się zrealizować planu. Ochrona pojawiła się także pod innymi świątyniami. Ataki zostały bardzo mocno skrytykowane przez władze Nowego Jorku. Między innymi przez kardynała Timothy’ego Dolana oraz gubernatora Andrew Cuomo.

– Nie możemy się godzić na zastraszenie i bezczeszczenie naszych tradycji. Akty przemocy, a już skierowane przeciw ludziom modlącym się, to jeden z najgorszych aktów terroru – powiedział gubernator Cuomo, ogłaszając decyzję o odesłaniu do patroli również stanowych policjantów.
Źródło info i foto: se.pl

Służby Sri Lanki wiedziały o zagrożeniu zamachami od ponad dwóch tygodni

Tragiczne zamachy na kościoły i hotele w Sri Lance, które kosztowały życie niemal 300 osób, mogły zostać powstrzymane. Tak przynajmniej wynika z deklaracji lankijskich polityków, którzy po tragedii ujawnili, że ostrzeżenia o zagrożeniu atakami pojawiały się regularnie od początku kwietnia. Dlaczego zostały zignorowane?

Kiedy w wielkanocną niedziele w kościołach i hotelach na Sri Lance wybuchły bomby, cały kraj był w szoku, a kiedy wydłużająca się lista ofiar trafiła do zagranicznych mediów, do położonego nad Oceanie Indyjskim państwa zaczęły spływać kondolencje z całego świata.

Wszystko wskazuje jednak na to, że zamachowi można było zapobiec. Jak donosi CNN, szereg członków rządu Sri Lanki i służby specjalne kilku krajów wiedziały, że atak terrorystyczny jest prawdopodobny. Mimo tego, z powodu politycznych konfliktów między lankijskimi politykami, ostrzeżenia zostały zignorowane.

Zignorowane ostrzeżenia

Wywiad USA i Indii po raz pierwszy poinformowały rząd Sri Lanki o potencjalnym zagrożeniu jeszcze na początku kwietnia. Ostrzeżenia powtarzane były kilkakrotnie i były na tyle szczegółowe, że zawierały listy potencjalnych podejrzanych.

W poniedziałek podczas konferencji prasowej po zamachach rzecznik rządu (i zarazem minister zdrowia) Rajith Senaratne potwierdził, że już 11 kwietnia rząd dysponował raportem, który stwierdzał, że lokalna organizacja islamistyczna National Thowheeth Jama’ath (NTJ) może dokonać ataków na kościoły.

Natomiast ostatnie ostrzeżenie ze strony służb wywiadowczych innych państw przekazane zostało lankijskim władzom… 10 minut przed atakami.

Polityczne podziały

Dlaczego wszystkie te ostrzeżenia zostały zignorowane? Przez ostatni rok Sri Lanka paraliżowana była przez konstytucyjny kryzys. Prezydent Maithripala Sirisena próbował zastąpić urzędującego premiera Ranil’ego Wickremesingha swoim sojusznikiem. Ostatecznie plan prezydenta nie powiódł się i w wyniku presji Sądu Najwyższego Wickremesinghe powrócił na stanowisko w grudniu.

Jednak od tego czasu między prezydentem a premierem trwał ciągły konflikt, Minister gospodarki Harsha de Silva w wywiadzie dla CNN przyznał, że premier był „utrzymywany w niewiedzy” w kwestii ostrzeżeń. Ponadto został on usunięty z Rady Bezpieczeństwa Narodowego

Gdy w niedzielę doszło do serii ataków na kościoły i hotele na Sri Lance, premier Wickremasinghe sam zwołał nadzwyczajne spotkanie Rady Bezpieczeństwa, ponieważ prezydent przebywał poza krajem z zagraniczną wizytą. Według rzecznika rządu członkowie Rady nie przyszli na spotkanie.

– Po raz pierwszy w historii widzieliśmy, że Rada Bezpieczeństwa odmówiła stawienia się na spotkanie z premierem kraju – podkreślił Rajith Senaratne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Algieria: Aresztowano pięciu miliarderów. Śledztwo w sprawie afery korupcyjnej

Pięciu algierskich miliarderów, w tym kilku zbliżonych do Abdelaziza Butefliki, który zrezygnował z urzędu prezydenta pod wpływem masowych protestów, zostało aresztowanych w ramach śledztwa korupcyjnego – poinformowała w poniedziałek telewizja państwowa.

Prywatna stacja Ennahar TV podała, że aresztowani zostali przewiezieni do sądu, gdzie zgodnie z algierskim prawem zapoznali się z zarzutami postawionymi im przez prokuraturę.

Według Ennahar są to: najbogatszy biznesmen Algierii Isad Rebrab oraz czterej bracia z rodziny Kuninef. Rebrab stoi na czele firmy Cevital, która zajmuje się importem nierafinowanego cukru z Brazylii i eksportem cukru białego do Tunezji, Libii i innych krajów Bliskiego Wschodu.

Rodzina Kuninef zbliżona jest do Butefliki, który na początku kwietnia, po 20 latach u władzy, złożył urząd pod presją wojska i utrzymujących się od tygodni antyrządowych protestów.

Przed sąd wezwano byłego premiera

Do ich aresztowania doszło kilka dni po wypowiedzi szefa sztabu armii algierskiej, wiceministra obrony gen. Ahmeda Gaeda Salaha, który powiedział, że oczekuje, iż członkowie panującej elity zostaną pociągnięci do odpowiedzialności za korupcję.

W sobotę algierska telewizja podała, że przed sąd wezwano już byłego premiera Ahmeda Ujahię oraz obecnego ministra finansów Mohameda Lukala, byłych zaufanych Butefliki, w ramach śledztwa dotyczącego domniemanego sprzeniewierzenia środków publicznych.

82-letni Buteflika podał się do dymisji 2 kwietnia pod presją organizowanych od końca lutego wielotysięcznych i w większości pokojowych protestów. Jego rezygnacja nie uspokoiła jednak nastrojów i protestujący nadal wychodzą na ulice, domagając się odsunięcia od władzy całej elity rządzącej krajem od uzyskania niepodległości w 1962 roku. Żądają także pociągnięcia do odpowiedzialności skorumpowanych polityków.

Buteflikę na czele państwa tymczasowo zastąpił Abdelkader Bensalah, przewodniczący wyższej izby parlamentu; ma on sprawować ten urząd do wyborów prezydenckich zaplanowanych na 4 lipca.

Algierczycy domagają się rezygnacji prezydenta

W piątek setki tysięcy Algierczyków po raz kolejny protestowały w kraju, domagając się rezygnacji Bensalaha i innych prominentnych polityków. Bensalah na poniedziałek zaprosił na spotkanie przedstawicieli organizacji obywatelskich i partii politycznych, by omówić okres przejściowy przed wyborami, kilku zaproszonych uczestników zapowiedziało jednak, że nie przyjmie zaproszenia.

Armia, która zachowuje w kraju największe wpływy, tolerowała niesłabnące protesty, jednak niedawna wypowiedź Salaha może sugerować, że jej cierpliwość już się kończy – zauważa Reuters. 16 kwietnia Salah oświadczył, że wojsko rozważa wszelkie możliwości rozwiązania kryzysu politycznego, i ostrzegł, że „czas się kończy”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ostrzeżenia przed kolejnymi zamachami na Sri Lance

Amerykański Departament Stanu ostrzegł przed możliwymi kolejnymi zamachami terrorystycznymi na Sri Lance. W Niedzielę Wielkanocną w serii ataków na kościoły oraz luksusowe hotele zginęło tam co najmniej 290 osób, a ok. 500 zostało rannych. „Terroryści mogą zaatakować z niewielkim albo bez żadnego ostrzeżenia” – napisano w publikowanych przez Departament Stanu zaleceniach dla podróżnych. Jako potencjalne cele wymieniono ośrodki turystyczne, centra handlowe, hotele, obiekty religijne, lotniska i dworce oraz inne obszary publiczne.

W poniedziałek władze Sri Lanki poinformowały, że bilans ataków wzrósł do 290 zabitych i ok. 500 rannych, zastrzegając, że nie jest on ostateczny. W atakach zginęło prawdopodobnie co najmniej 37 cudzoziemców, ale tylko w jedenastu przypadkach udało się zidentyfikować ofiary, stąd zwłoka w ogłaszaniu informacji o ich narodowości.

W niedzielę amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo mówił jednak, że wśród ofiar jest kilku obywateli USA.

Seria ataków na Sri Lance
Do pierwszych sześciu eksplozji doszło w niedzielę rano w przeciągu 30 minut w trzech kościołach w Kolombo i dwóch innych miastach – Negombo i Batticaloa oraz w trzech luksusowych hotelach w Kolombo. Siódmy wybuch miał miejsce w niewielkim pensjonacie na przedmieściach Kolombo, a ósmy nastąpił w dzielnicy mieszkalnej Dematagoda, również na obrzeżach stolicy. Dziewiąty miał być przeprowadzony na lotnisku, ale nie powiódł.

Były to największe ataki w tym azjatyckim kraju od zakończenia wojny domowej w 2009 roku.

W związku z zamachami zatrzymano jak dotychczas 24 osoby. Żadna organizacja nie przyznała się do zamachów.

Według danych z 2012 roku ok. 70 proc. mieszkańców Sri Lanki to buddyści, 12,6 proc. hinduiści, 9,7 proc. – muzułmanie, a chrześcijanie – 7,6 proc. Wspólnota katolicka liczy 1,2 mln osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Tragiczny bilans zamachów na Sri Lance

Setki zabitych i rannych w serii eksplozji, do których doszło w niedzielę wielkanocną na Sri Lance – podaje Reuters, cytując lokalne media. Źródła w policji poinformowały, że do wybuchów doszło w trzech kościołach i trzech hotelach. Co najmniej dwa z wybuchów były dziełem zamachowców samobójców. W kolejnych godzinach doszło do dalszych eksplozji.

Eksplozje miały miejsce m.in. w kościele na północy stołecznego Kolombo i w hotelach w tym mieście oraz w świątyni w Migamuwie – mieście leżącym około 30 km na północ od stolicy. Do wybuchów w kościołach doszło w czasie mszy świętej. Źródła w służbach bezpieczeństwa, na które powołuje się agencja Associated Press, podały, że do wybuchów doszło prawie jednocześnie w sześciu miejscach.

Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że do eksplozji doszło w kościele św. Antoniego w Kolombo, a także w świątyniach w Negombo, nieopodal stolicy i w Batticaloa na drugim końcu kraju.

W tym samym czasie doszło także do trzech wybuchów w pięciogwiazdkowych hotelach Shangri-La, Kingsbury i Cinnamon Grand Hotel w Kolombo.

W mieście Dehiwala pod Kolombo doszło do siódmej eksplozji. Kolejny, ósmy wybuch, miał miejsce w centrum Kolombo.

Premier Sri Lanki Ranil Wickremesinghe potępił „tchórzliwe ataki” i zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. „Apeluję do Lankijczyków, aby byli zjednoczeni i silni w tym tragicznym czasie” – napisał na Tweeterze. Dodał, że jego gabinet wprowadza „natychmiastowe środki, by opanować sytuację”.

Policja poinformowała, że w atakach zginęło co najmniej 215 osób. Rannych jest ponad 500 osób, wiele znajduje się w stanie krytycznym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Krwawe zamachy na kościoły katolickie na Sri Lance

Seria zamachów na Sri Lance. Eksplozje nastąpiły niemal jednocześnie w trzech kościołach podczas Mszy Świętej w Niedzielę Zmartwychwstania i w trzech hotelach. Po kilku godzinach doszło do siódmej eksplozji w hotelu w Dehiwale. Liczba ofiar rośnie z godziny na godzinę. Śmierć poniosło co najmniej 200 osób, rannych jest około 470 osób. Wśród zabitych jest 35 cudzoziemców. Nie ma informacji o Polakach.

Do eksplozji doszło prawie jednocześnie w trzech kościołach w czasie Mszy świętej i trzech hotelach w stołecznym Kolombo, Migamuwie (ang. Negombo) oraz Madakalapuwie (ang. Batticaloa). Źródła w lankijskich służbach bezpieczeństwa podawały, że prawdopodobnie co najmniej dwa z wybuchów były dziełem zamachowców samobójców. Na razie nie podano więcej szczegółów o przyczynach.
Źródło info i foto: wPolityce.pl

Ustawka kiboli pod Zieloną Górą. „To była dzicz”

W sobotę, na drodze między Zieloną Górą a Nowogrodem Bobrzańskim, doszło do bójki kiboli. – To była dzicz – relacjonuje świadek. Jedna osoba trafiła do szpitala.

Jak relacjonuje serwis poscigi.pl, w ustawce wzięło udział 30-40 osób. Około godziny 15:00 kibole zablokowali drogę i rozpoczęli bijatykę. – To była dzicz – opisuje jeden ze świadków zdarzenia.

Zamaskowane osoby okładały się pięściami, pewna grupa kopała leżącego na ziemi mężczyznę. „Część skakała po samochodach. Inni upadali na maski samochodów po potężnych ciosach” – czytamy na poscigi.pl.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Kalifornia: Turpinowie przez lata torturowali dwanaścioro swoich dzieci. Para została skazana na dożywocie

Para z Kalifornii, która przyznała się do głodzenia, zaniedbywania, torturowania i maltretowania przez całe lata 12 z ich 13 dzieci, została w piątek skazana przez sąd w Riverside na karę dożywotniego więzienia, z możliwością warunkowego wyjścia na wolność po 25 latach.

Jak relacjonuje agencja Associated Press, David i Louise Turpin mieli łzy w oczach, kiedy kilkoro ich dzieci wygłaszało krótkie oświadczenia na sali sądowej. – Moi rodzice zabrali mi całe moje życie, ale teraz ja odbieram je z powrotem – mówiła szlochając jedna z córek. Ale niektóre z dzieci wyrażały przekonanie, że rodzice wciąż je kochają.

Wyrok zapadł nieco ponad rok po tym, gdy 17-letnia córka Turpinów wyskoczyła przez okno z zapuszczonego domu w Perris, ponad 100 km na wschód od Los Angeles, i zadzwoniła na numer alarmowy. Powiedziała wtedy m.in., że część jej rodzeństwa była przykuwana łańcuchami do łóżek i że ona sama nie mogła się wykąpać od miesięcy. Nie wiedziała, jaki był wtedy miesiąc, nie znała słowa „leczenie”.

Louise Turpin przepraszała w sądzie za wyrządzanie krzywdy dzieciom, a jednocześnie zapewniała, że je kocha i że chce dla nich wszystkiego, co najlepsze. Oświadczenie Davida Turpina odczytał jego obrońca. Turpin zapewniał w nim, że dyscyplinował dzieci, mając „dobre intencje”, i przepraszał, jeśli zrobił cokolwiek, co wyrządziło im krzywdę.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były agent CBA miał szukać haków na Pawła Wojtunika

Były agent CBA Wojciech J. twierdzi, że miał za zadanie poszukiwać haków na byłych szefów służb, a znalazł materiały obciążające jednego z najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Dziennikarze magazynu „Czarno na Białym” i portalu tvn24.pl podążyli śladami J., żeby zweryfikować jego relację.

Według byłego już funkcjonariusza Centralnego Biura Antykorupcyjnego jeden z jego tajnych współpracowników przekazał mu sekstaśmę. Nagranie z ukrytej kamery miało dokumentować spotkanie ważnego polityka PiS z nieletnią prostytutką pochodzącą z Ukrainy w jednej z podkarpackich agencji towarzyskich. Sprawę w połowie marca ujawniło Radio ZET. Przez kilka tygodni weryfikowaliśmy jej kolejne wątki. Nie możemy stwierdzić, czy taśma istnieje. Pewne za to jest, że Centralne Biuro Antykorupcyjne robiło wiele, żeby ją zdobyć.

„Nie był lubiany, ale nic by nie zmyślił”

Spotkaliśmy się z Wojciechem J., a z pomocą kilku byłych funkcjonariuszy ABW i CBA przeanalizowaliśmy wersję przez niego przedstawioną i dokumenty, które pomagają ocenić wiarygodność jego słów. Były oficer ABW: – Ludzie z CAT (Centrum Antyterrorystyczne ABW – red.) mówią, że (Wojciech J. – red.) to upierdliwiec i formalista. Nie był lubiany, ale niczego by nie zmyślił. To taki typ, który działa z podobnym zaangażowaniem, gdy odkryje zarówno kradzież długopisu, jak i grubą aferę. Jest mało elastyczny. A w każdej służbie czasem trzeba nagiąć procedury. W CAT Wojciech J. pracował w latach 2008-2010, w latach 2004-2008 i 2010-13 służył w Straży Granicznej. Jako ekspert uczestniczył w pracach nad stworzeniem projektu ustawy o Korpusie Ochrony Pogranicza, w którym poznał obecnego szefa CBA Ernesta Bejdę. Służbę w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym J. zaczął w maju 2016 roku. Nadzwyczajne uprawnienia

Wojciech J. został przyjęty na stanowisko agenta specjalnego z wyjątkowo szerokimi uprawnieniami. Wskazują na to wystawione przez Ernesta Bejdę dokumenty. Na ich podstawie mógł żądać informacji od delegatur Centralnego Biura Antykorupcyjnego, nawet bez zgody ich szefów i ściągać materiały z baz danych CBA. Uzyskał też dostęp do Centralnej Ewidencji Zainteresowań Operacyjnych Służb Specjalnych, czyli bazy danych o tajnych operacjach służb specjalnych.

Według kilku byłych oficerów CBA, którym pokazaliśmy te dokumenty, Wojciech J. został obdarzony wyjątkowym zaufaniem przez Ernesta Bejdę. – Takie uprawnienia mieli szefowie delegatur albo naczelnicy wydziałów. To wysokie stanowiska w CBA – wyjaśnia były oficer Biura. Inny z naszych rozmówców, wieloletni dyrektor w centrali tej służby, dodaje: – Może raz wcześniej widziałem takie plenipotencje, to niemal jak licencja 00 z filmów o Bondzie. Wtóruje mu kolejny były oficer. – Nie znam takiego drugiego przypadku. Mógł się zapoznać ze wszystkim, co robi delegatura bez zgody jej szefa – zauważa.

Ściganie Wojtunika

Z Wojciechem J. spotykamy się w mieście na północy Polski. Opowiada nam o swoich początkach w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. J.: – Szef CBA mnie wezwał i powiedział, że jednym z moich głównych zadań jest to, żeby rozpracowywać poprzednie kierownictwo Biura. To znaczy inspektora Pawła Wojtunika i byłych dyrektorów delegatur. Reporter: – To znaczy? J. – Prowadzić sprawę pod kątem ewentualnego popełnienia przez nich przestępstw. Dlatego – jak tłumaczy – trafił do Departamentu Analiz, a nie do zajmującego się pracą operacyjną. Chodziło – zdaniem byłego agenta – o to, żeby efekty jego dokonań nie trafiły do archiwum. Dzięki temu następni szefowie Biura mieli się nie dowiedzieć o jego „misji specjalnej”.

Byli funkcjonariusze służb oceniają, że umiejscowienie agenta zajmującego się pracą operacyjną w Departamencie Analiz jest nietypowe i mogło świadczyć o chęci ukrycia spraw, którymi się zajmował. Przyznaje to J. – Przy ewentualnej kontroli łatwo byłoby wtedy złapać, że czynności były podejmowane niezgodnie z procedurą – zauważa.
Źródło info i foto: tvn24.pl