Policja wytropiła osobę, która mogła zostawić ładunek wybuchowy we Wrocławiu

Do zdarzenia doszło około godziny 14.00 w pobliżu skrzyżowania ul. Dworcowej i Kościuszki we Wrocławiu. – Kierowca autobusu linii 145 otrzymał informację od pasażerów, że w autobusie znajduje się podejrzany pakunek. Zatrzymał się na przystanku przy ulicy Kościuszki. Wyniósł do na zewnątrz, chwilę potem nastąpił wybuch – powiedział Wirtualnej Polsce kpt. Remigiusz Adamańczyk, rzecznik komendy miejskiej wrocławskiej straży pożarnej. Kierowcy nic się nie stało, niegroźnie ranna została kobieta stojąca na przystanku.

Jak podało TVP Info w pakunku był garnek o pojemności około trzech litrów. Ze wstępnych informacji wynika, że była to bomba domowej roboty, do której budowy wykorzystano saletrę, śruby i metalowe nakrętki. Sytuacja, jak relacjonują bezpośredni świadkowie wyglądała groźnie. Jedna z osób powiedziała, że przechodząc nieopodal, nagle poczuła ciepło, odrzut i świst w uszach. Potem zobaczyła rozsypane gwoździe.

Jak przekazał WP kpt. Remigiusz Adamańczyk, straż pożarna zabezpieczyła miejsce wybuchu. Zablokowana jest ulica Kościuszki na odcinku od Dworcowej do Dąbrowskiego. Sprawą zajmuje się teraz policja. Trwa ustalanie okoliczności, w których pakunek dostał się do autobusu.

Autobus, w którym znajdował się pakunek, należał do firmy „Michalczewski”, świadczącej usługi przewozowe we Wrocławiu na zlecenie MPK. – Wszystkie nasze wozy mają monitoring, nagranie zostało już zabezpieczone przez policję i prokuraturę – tłumaczy w rozmowie z „Gazeta Wrocławską” Aleksandra Michalczewska.

We Wrocławiu obowiązuje regulamin, z którego wynika, że kierowca autobusu po zauważeniu podejrzanego pakunku, powinien go wynieść z pojazdu.
Żródło info i foto: wp.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *