Były ksiądz Krzysztof G. jest podejrzany o dokonanie kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie

Były ksiądz Krzysztof G. usłyszał zarzuty dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na ministrancie z Chodzieży – poinformował w sobotę lokalny dziennik „Głos Wielkopolski”. Do przestępstw seksualnych miało dochodzić przez ponad 10 lat. Krzysztof G. zarzucane mu przestępstwa miał popełniać w latach 2001-2013, będąc jeszcze księdzem. Dopiero niedawno mężczyzna został wydalony ze stanu kapłańskiego.

Lokalny dziennik „Głos Wielkopolski” podał w sobotę, że Prokuratura Rejonowa w Chodzieży (woj. wielkopolskie) przedstawiła Krzysztofowi G. zarzuty m.in. dokonania co najmniej kilkudziesięciu gwałtów na Szymonie, byłym ministrancie z Chodzieży.

Do gwałtów miało dochodzić w latach 2002-2013. Jak wskazuje „Głos Wielkopolski”, „ksiądz przemocą lub podstępem miał doprowadzać do stosunków z Szymonem. To niejedyne zarzuty. Jest również podejrzany o inne przestępstwa seksualne związane również z molestowaniem. Niektóre z nich miał popełniać już od sierpnia 2001 roku, gdy Szymon nie miał jeszcze ukończonych 15 lat”.

Rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowej prok. Michał Smętkowski podkreślił cytowany w publikacji, że „oprócz co najmniej kilkudziesięciu gwałtów, byłemu księdzu zarzucono również to, że co najmniej kilkadziesiąt razy nadużył stosunku zależności między nim, a ministrantem. Wykorzystał również jego trudną sytuację życiową oraz późniejsze uzależnienie od alkoholu i doprowadzał do obcowania płciowego”.

Krzysztof G. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Zastosowano wobec niego dozór policji i zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego.

„Głos Wielkopolski” przypomniał, że prokuratura śledztwo w tej sprawie prowadzi od trzech lat. O pomoc zwracała się wcześniej m.in. do poznańskiej kurii i abpa Stanisława Gądeckiego. Księża zasłaniali się jednak tajemnicą zawodową oraz sekretem papieskim i – jak wskazano w publikacji – „nie pomogli prokuraturze w zgromadzeniu dowodów w sprawie księdza Krzysztofa i pedofilii w Kościele”.
Źródło info i foto: interia.pl

Strzelce Opolskie: Policjant za pieniądze przekazywał dane ofiar wypadków. Grozi mu 10 lat więzienia

Policjant Andrzej Sz. usłyszał zarzuty. Chodzi o przekazywanie danych ofiar wypadków w zamian za łapówkę. Teraz grozi mu 10 lat więzienia. Jak podaje portal nto.pl, funkcjonariusz od ponad dwóch lat przeczesywał policyjne bazy danych, by zbierać informację o ofiarach wypadków. Szukał zdarzeń nie tylko z powiatu strzeleckiego, ale także z całej Polski.

– Oskarżony pozyskał w ten sposób informacje o ok. 2100 osobach. To imiona, nazwiska, adresy, a także informacje dotyczące rodzaju obrażeń – informuje Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Śledczy ustalili, że Andrzej Sz. miał przekazywać dane dwóm braciom – Rafałowi i Dariuszowi K. z Raciborza, którzy prowadzą kancelarię zajmującą się odszkodowaniami. Policjant przyjął co najmniej 2,5 tys. złotych w formie łapówki.
Źródło info i foto: wp.pl

Polka kierowała gangiem. Werbowali kobiety do nierządu we Francji

Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali cztery osoby w związku z podejrzeniem udziału w grupie czerpiącej korzyści z cudzego nierządu – poinformowała rzecznik CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Wśród zatrzymanych jest Katarzyna J., która miała kierować grupą i zarobić około cztery miliony złotych.

Według śledczych grupa Katarzyny J. działała w latach 2008-2019. Jak przekazała rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik, w jej skład wchodzili obywatele Polski i Ukrainy odpowiedzialni za wyszukiwanie i pozyskiwanie na terytorium Polski oraz Ukrainy kobiet do pracy w agencji towarzyskiej znajdującej się we Francji.

„Zwerbowane kobiety pochodziły zazwyczaj z ubogich rejonów Polski i Ukrainy, z reguły znajdowały się w trudnej sytuacji materialnej i życiowej” – podała prokurator.

„Członkowie grupy za zwerbowanie kobiet do pracy mieli otrzymywać jednorazowo tysiąc euro, natomiast kierująca grupą otrzymywała udział w zysku z pracy danej kobiety. Po wyszukaniu i zwerbowaniu kobiet szefowa grupy przestępczej Katarzyna J. załatwiała wszelkie formalności związane z wyjazdem zagranicznym” – wskazała Ewa Bialik.

Dodała, że Katarzyna J. w momencie wprowadzania nowej dziewczyny do pracy, zlecała wykonanie profesjonalnej rozbieranej sesji zdjęciowej. Zdjęcia kobietom – według śledczych – mieli robić „profesjonalni fotografowie”.

„Następnie kobieta przeznaczona do pracy w agencji udawała się na dwu-trzy tygodniowy pobyt próbny we Francji, podczas którego świadczyła usługi seksualne, otrzymując za nie od 200-300 euro za godzinę spotkania” – podkreśliła prokurator. Dodała, że Katarzyna J. pobierała od każdej zarobionej kwoty ok. 35 procent. Według śledczych Katarzyna J. mogła w ten sposób zarobić ponad 3,8 mln zł.

Kilkaset pokrzywdzonych kobiet

Natomiast komisarz Iwona Jurkiewicz podała, że według wstępnych ustaleń, pokrzywdzonych może być nawet kilkaset kobiet. Miejscem świadczenia usług seksualnych przez zwerbowane kobiety miałby być wynajmowane mieszkania m.in. w Paryżu, Tuluzie i Lyonie.

Według informacji śledczych klienci mogli sobie wybrać daną kobietę, dzięki dostępnemu na portalach internetowych ogłoszeniach z numerem telefonu. „Mężczyźni, którzy chcieli skorzystać z usług seksualnych, wysyłali wiadomość SMS na wskazany numer z informacją, z usług której kobiety chcą skorzystać, w jakim terminie i jakie mają preferencje odnośnie zakresu usług i ubioru. Numer ten należał do Katarzyny J., która odpowiadała na otrzymaną wiadomość, podając jednocześnie adres, kod do drzwi wejściowych oraz dokładne wskazówki co do lokalizacji mieszkania” – tłumaczyła Bialik.

Prokurator dodała, że w tym samym czasie Katarzyna J. z innego numeru telefonu kontaktowała się z wybraną dziewczyną, przekazując jej informacje o kliencie. J. miała być też informowana sms-owo o przyjściu i wyjściu klienta oraz na koniec dnia – przez każdą z kobiet – o osiągniętych przez siebie dochodach.

Według ustaleń śledczych, pieniądze za świadczone usługi seksualne przekazywane były przez kobiety wracające z Francji Katarzynie J. lub innym wysłanym w tym celu przez nią osobom. „W przypadku, gdy brak było możliwości odbioru gotówki, pieniądze przesyłane były za pośrednictwem przekazów pieniężnych Money Gram lub Western Union” – dodała.

Katarzyna J. usłyszała zarzuty

Jak przekazała rzecznik Centralnego Biura Śledczego Policji, do zatrzymań członków grupy Katarzyny J. doszło w październiku i listopadzie na terenie województwa mazowieckiego, pomorskiego, łódzkiego i dolnośląskiego. „Wówczas to, przeszukano miejsca zamieszkania zatrzymanych i zabezpieczono m.in. nośniki danych, komputery, czy telefony komórkowe, które są teraz poddawane analizie” – podała Jurkiewicz.

Policjantka dodała, że na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono mienie ruchome i nieruchomości należące do podejrzanych warte około 5 mln zł.

W Lubelskim Wydziale Zamiejscowym Prokuratury Krajowej Katarzyna J. usłyszała zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz czerpania korzyści majątkowych z uprawienia prostytucji. Natomiast pozostali zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz nakłaniania do uprawiania prostytucji.

Na wniosek prokuratora sąd tymczasowo aresztował Katarzynę J. na trzy miesiące. Natomiast wobec pozostałych podejrzanych zastosowano dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju oraz 10 tys. zł. poręczenia majątkowego.

Katarzynie J. może grozić nawet do 10 lat więzienia, natomiast pozostałym zatrzymanym nawet do 5 lat pozbawienia wolności.

„Śledztwo jest w toku i policjanci CBŚP nie wykluczają kolejnych zatrzymań” – podkreśliła komisarz Jurkiewicz.
Źródło info i foto: interia.pl

43-latek wyłudził z funduszy unijnych 2,5 mln złotych

Policjanci zajmujący się przestępczością gospodarczą KMP w Lublinie zatrzymali jednego z przedsiębiorców. 43-letni mężczyzna wyłudził z funduszy unijnych 2,5 mln złotych i usiłował wyłudzić kolejne 700 tys. złotych na innowacyjne urządzenia. Jak się okazało, zakupił z Niemiec seryjne maszyny warte około 30 tys. złotych. Mężczyzna usłyszał już zarzuty w Prokuraturze Okręgowej w Lublinie. Na poczet przyszłej kary śledczy zabezpieczyli mienie wartości 3,1 mln złotych. Grozić mu może kara do 10 lat więzienia.

Postępowanie w tej sprawie zostało wszczęte na materiałach operacyjnych policjantów z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP w Lublinie. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Na postawie zebranych w sprawie materiałów policjanci i prokuratorzy ustalili, że jedna z firm działająca na terenie województwa lubelskiego w latach 2016-2019 wystąpiła o dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej na realizację dwóch projektów. Pierwszy z nich miał dotyczyć systemu inteligentnej zbiórki starych telefonów komórkowych. Kolejny natomiast opracowania samoobsługowych maszyn recyklingowych oraz inteligentnego systemu zbiórki odpadów. Łącznie wystąpiono o dofinansowanie w kwocie 3,2 mln złotych.

Beneficjentowi projektu udało się uzyskać 2,5 mln złotych. Pozostała część środków po wykryciu nieprawidłowości została zablokowana przez LAWP. Jak się okazało firma podczas realizacji projektu przekładała nieprawdziwe oświadczenia i dokumenty o realizacji poszczególnych etapów. Jak ustalili śledczy urządzenia, które miały być innowacyjne, faktycznie zostały zakupione z Niemiec, za kwotę niewiele ponad 30 tys. złotych. Były to urządzenia seryjne, niespełniające warunków projektu. Pracownicy firmy jedynie lekko je zmodyfikowali.

W sprawie policjanci zatrzymali 43-letniego prezesa zarządu firmy. Podczas przeszukania siedziby firmy zabezpieczono część pozyskanych przez przedsiębiorstwo maszyn, które zostały poddane oględzinom biegłego. Mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał dwa zarzuty oszustwa w stosunku do mienia wielkiej wartości. Na poczet przyszłej kary zabezpieczono majątek podejrzanego w postaci nieruchomości wartych przeszło 3,1 mln złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy.

Sąd wobec podejrzanego zastosował środek zapobiegawczy w postaci dozoru Policji. 43-latkowi grozi kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

26-latek zatrzymany z dużą ilością narkotyków

Najbliższe trzy miesiące w areszcie spędzi 26-letni mieszkaniec gminy Łagów, który został zatrzymany przez policjantów z Rakowa. W zajmowanych przez niego pomieszczeniach funkcjonariusze znaleźli 1836 g amfetaminy, blisko 550 g marihuany oraz 289 tabletek ecstasy. Mężczyźnie grozi do 10 lat więzienia.

Mundurowi z rakowskiego komisariatu od jakiegoś czasu przyglądali się działalności jednego z mieszkańców gminy Łagów. Policjanci podejrzewali, że notowany w przeszłości za narkotyki mężczyzna, nadal ma konflikt z prawem.

– Aby sprawdzić swoje przypuszczenia, kryminalni złożyli 26-latkowi wizytę. I szybko okazało się, że podejrzenia funkcjonariuszy były niezwykle trafne – informuje sierż. szt. Karol Macek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach. – Stróże prawa z Komisariatu Policji w Rakowie, w trakcie przeszukania pomieszczeń natrafili na foliowe worki, wypełnione zabronionymi substancjami. Policjanci zabezpieczyli łącznie 1836 g białego proszku, który po badaniu okazał się amfetaminą. Przejęte zostało również blisko 550 g marihuany oraz 289 tabletek, zakwalifikowanych jako ecstasy – dodaje.

26-latek trafił do policyjnego aresztu. Śledczy z komisariatu w Rakowie ustalili, że mężczyzna najprawdopodobniej trudnił się rozprowadzaniem narkotyków.

– Decyzją ostrowieckiego sądu 26-latek najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Grozi mu do 10 lat więzienia – podkreśla sierż. szt. Karol Macek.
Źródło info i foto: onet.pl

20-latek zatrzymany z kilogramem mefedronu. Grozi mu 10 lat odsiadki

Policjanci z Marek zatrzymali 20-latka, który próbował ukryć blisko kilogram kryształków mefedronu. Trafił do aresztu, grozi mu nawet 10 lat więzienia!

Kilka dni temu funkcjonariusze prewencji z Marek w rejonie ul. Piłsudskiego po krótkim pościgu zatrzymali 20-latka, który chwilę wcześniej brał udział w transakcji narkotykowej. Podczas próby ucieczki mężczyzna pozbył się sporego pakunku, który wrzucił na daszek pobliskiego garażu.

Mężczyzna trafił do aresztu, paczka – do laboratorium. Okazało się, że jest w niej blisko kilogram mefedronu w kryształkach. Można było z niego przygotować 9776 porcji handlowych. 20-latek został zatrzymany na trzy miesiące. Za posiadanie znacznych ilości narkotyku grozi mu do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Jest akt oskarżenia ws. ataku na księdza w Szczecinie

Trzej mężczyźni – podejrzani o atak na księdza i dwie inne osoby w szczecińskiej parafii w lipcu br. – zasiądą na ławie oskarżonych. Mężczyźni usłyszeli też zarzuty kradzieży rozbójniczej. Grozi im 10 lat więzienia.

Mężczyźni podejrzani są m.in. o to, że – jak podała Prokuratura Okręgowa w Szczecinie – 28 lipca br. w zakrystii kościoła parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Szczecinie „użyli przemocy wobec znajdujących się tam trzech osób pokrzywdzonych”: chodzi o uderzenie w ręce i odepchnięcie kobiety oraz uderzenie dwóch mężczyzn, w tym proboszcza parafii, w twarz pięścią, w której był metalowy, ośmiocentymetrowy krzyż od różańca; obaj zaatakowani mieli obrażenia twarzy.

Atak w zakrystii kościoła

– Sprawcy działali z powodu przynależności wyznaniowej (poszkodowanych) do Kościoła Katolickiego, grożąc pokrzywdzonym natychmiastowym pozbawieniem życia i doprowadzając ich do stanu bezbronności – podała prokuratura.

Według ustaleń śledczych dwaj mężczyźni weszli w niedzielne popołudnie do zakrystii kościoła, trzeci stał na czatach. Gdy przebywająca w pomieszczeniu kobieta zapytała ich, po co przyszli, jeden z nich powiedział, że po szaty liturgiczne, na co mają zgodę proboszcza.

– Kiedy jeden ze sprawców próbował chwycić za wiszący na wieszaku ornat, pokrzywdzona, próbując temu zapobiec, została odepchnięta – poinformowała prokuratura.

Drugi sprawca wyjął wtedy z szuflady różaniec. Gdy do zakrystii wszedł proboszcz wraz z drugim mężczyzną, pracownikiem kościelnym, i zażądali, żeby mężczyźni opuścili pomieszczenia, zostali zaatakowani i pobici.

Trzej mężczyźni przebywają w areszcie

Oskarżeni usłyszeli, oprócz zarzutu kradzieży rozbójniczej, także zarzuty usiłowania oszustwa (chodzi o próbę zabrania z kościoła szat liturgicznych) i naruszenia nietykalności cielesnej pokrzywdzonych. Dwaj sprawcy usłyszeli też zarzut naruszenia miru domowego.

53-latek, 28-latek i 27-latek przebywają w areszcie. Wszyscy trzej byli wcześniej karani sądownie. Jeden z nich kradzieży rozbójniczej dopuścił się w warunkach recydywy. Spośród przestępstw zarzucanych mężczyznom najsurowszą karą zagrożona jest kradzież rozbójnicza – mogą za nią spędzić w więzieniu do 10 lat. Za oszustwo grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci przechwycili spore ilości narkotyków

Policjanci z wydziału kryminalnego jastrzębskiej komendy zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy w jednym z garaży na osiedlu Zdrój posiadali znaczne ilości środków odurzających. Przechwycone narkotyki to m.in. 7 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek ecstasy, 4 litry płynnej amfetaminy i 200 gramów haszyszu. Zatrzymani usłyszeli już zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających. Grozi im do 10 lat więzienia. Wobec jednego z zatrzymanych zastosowano tymczasowy areszt.

Zatrzymanie dwóch mężczyzn podejrzanych o posiadanie znacznych ilości narkotyków to efekt pracy policjantów z wydziału kryminalnego jastrzębskiej komendy. Kryminalni podejrzewali, że osoby trudniące się handlem środkami odurzającymi przechowują środki odurzające w garażach na osiedlu Zdrój. Mundurowi obserwowali podejrzany teren. W trakcie obserwacji zauważyli osobówkę, która podjechała pod jeden z wytypowanych przez śledczych garaży. Z samochodu wyszedł pasażer, który otworzył drzwi pomieszczenia. Stróże prawa natychmiast wkroczyli do akcji, zablokowali drogi wyjazdowe i zatrzymali 30-letniego jastrzębianina. Kierowca osobówki próbował jeszcze uciekać i w trakcie cofania uderzył w radiowóz, który odciął mu drogę ucieczki. Mundurowi obezwładnili 31-letniego kierującego.

Podejrzenia policjantów z wydziału kryminalnego okazały się słuszne – w garażu na stole ujawniono dużą ilość narkotyków. Kryminalni zabezpieczyli ponad 7 kg marihuany, 5250 tabletek ecstasy, 4 litry płynnej amfetaminy, ponad 200 gramów haszyszu oraz katynon w postaci proszku i kryształu.

Zatrzymani mężczyźni usłyszeli już zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków. Grozi im do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Łódź: Nauczyciel akademicki z zarzutami. Grozi mu 10 lat pozbawienia wolności

Policjanci zatrzymali nauczyciela akademickiego, który sprzedał podrobione świadectwo ukończenia studiów podyplomowych. W domu mężczyzny policjanci znaleźli inne dokumenty.

Zatrzymany 63-latek to nauczyciel akademicki jednej z łódzkich uczelni. Mężczyzna został zatrzymany po przyjęciu 2,5 tys. zł od studenta studiów podyplomowych. W zamian za pieniądze, nauczyciel przekazał podrobione świadectwo ukończenia studiów. Osoba, która otrzymała propozycję zakupu dokumentu, poinformowała o tym policję. Mężczyźnie przedstawiono zarzut popełnienia przestępstwa z art. 228 § 1 i 3 k.k. Zarzucone podejrzanemu przestępstwo korupcyjne zagrożone jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Policjanci zabezpieczyli w mieszkaniu mężczyzny kopie świadectw dojrzałości różnych osób, komputer i nośniki danych.
Źródło info i foto: se.pl

Roman K. skazany za zlecenie zabójstwa żony

Roman K., były poseł Ruchu Palikota i redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” został skazany na 10 lat więzienia. Sąd uznał, że K. nakłaniał do zabójstwa swojej żony. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. Sąd uznał, że Roman K. namawiał do zabicia Ewy K., swojej byłej żony. Został skazany na 10 lat pozbawienia wolności (od trzech przebywa w areszcie śledczym).

Były poseł został też uznany za winnego wyrządzenia szkody finansowej spółce, która wydawała „Fakty i Mity”. Chodzi m.in. o 900 tysięcy złotych, które były poseł miał zarobić przy sprzedaży kamienicy należącej do spółki oraz ponad 300 tysięcy przy okazji kupna działki w Zgierzu. Roman K. ma też siedmioletni zakaz obejmowania wyższych stanowisk kierowniczych. Ma też wypłacić 200 tysięcy złotych grzywny na rzecz spółki oraz 167 tysięcy na rzecz towarzystwa ubezpieczeniowego Warta. Grzywnę ma wpłacić z inną skazaną w tym procesie osobą – Karoliną W.

Były poseł ma też zapłacić 20 tysięcy złotych na rzecz byłej żony. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. One odpowiadały przed sądem za działanie na szkodę spółki wydającej „Fakty i Mity”. Karolina W. skazana została na dwa lata i cztery miesiące więzienia, Waldemar R. i Adrian S. na rok pozbawienia wolności, a Jarosław G. na rok więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny. Jego uzasadnienie było niejawne. Z wyroku zadowolona była prokuratura, chociaż w czasie procesu żądała dla Romana K. surowszej kary – 15 lat pozbawienia wolności. Odwołać się do sądu drugiej instancji chce obrońca byłego posła Agnieszka Łupińska-Mędrzycka, która po wyroku stwierdziła, że kara „jest zbyt surowa”. – Wystąpimy o pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd bardzo ogólnie odniósł się do zgłaszanych przez nas wątpliwości i z pewnością nie czujemy się usatysfakcjonowani tą argumentacją – mówiła po odczytaniu wyroku obrońca Romana K.

Zlecenie zabójstwa

Śledztwo w sprawie polityka Romana K. było prowadzone od 2013 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi (w 2016 roku prokuratury apelacyjne zostały zastąpione przez prokuratury regionalne). Służby zaczęły wtedy gromadzić dowody na to, że Roman K. zlecił zabójstwo własnej żony.

„Podejrzanemu zarzucono wielokrotne nakłanianie, w kraju i za granicą, dwóch osób do dokonania zabójstwa jego żony” – informowała trzy lata później, w 2016 roku Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Komunikat pojawił się na stronie internetowej niedługo po tym, jak funkcjonariusze CBŚP zatrzymali byłego posła Ruchu Palikota. Prokuratura twierdziła wtedy, że K. za zabójstwo oferował „znaczną sumę pieniędzy”.

– Wskazywał przy tym, że oczekiwany przez niego sposób popełnienia zabójstwa mający na celu upozorowanie śmierci z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku – wyjaśniał w 2016 roku Jarosław Szubert z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Reporterom „Superwizjera TVN” udało się dotrzeć do mężczyzny, którego K. miał prosić o znalezienie zabójców byłej żony.

– Do tego miało dojść w Toronto, gdzie mieszkała kobieta. Wskazywał przy tym, że krzywda ma nie stać się ich dzieciom – mówił rozmówca „Superwizjera”.

Był księdzem i politykiem

Roman K. ma 52 lata. Przez trzy lata pełnił posługę jako ksiądz. Stan kapłański porzucił, żeby wziąć ślub. Potem – pod pseudonimem – wydał głośną książkę pod tytułem „Byłem księdzem”. Przez kilkanaście lat był szefem „Faktów i Mitów”. Pismo otwarcie krytykowało Kościół katolicki. W 2011 roku K. skutecznie ubiegał się o mandat posła z listy Ruchu Palikota. W kolejnych wyborach nie ubiegał się o reelekcję.
Źródło info i foto: tvn24.pl