Policjanci przechwycili spore ilości narkotyków

Policjanci z wydziału kryminalnego jastrzębskiej komendy zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy w jednym z garaży na osiedlu Zdrój posiadali znaczne ilości środków odurzających. Przechwycone narkotyki to m.in. 7 kg marihuany, ponad 5 tys. tabletek ecstasy, 4 litry płynnej amfetaminy i 200 gramów haszyszu. Zatrzymani usłyszeli już zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających. Grozi im do 10 lat więzienia. Wobec jednego z zatrzymanych zastosowano tymczasowy areszt.

Zatrzymanie dwóch mężczyzn podejrzanych o posiadanie znacznych ilości narkotyków to efekt pracy policjantów z wydziału kryminalnego jastrzębskiej komendy. Kryminalni podejrzewali, że osoby trudniące się handlem środkami odurzającymi przechowują środki odurzające w garażach na osiedlu Zdrój. Mundurowi obserwowali podejrzany teren. W trakcie obserwacji zauważyli osobówkę, która podjechała pod jeden z wytypowanych przez śledczych garaży. Z samochodu wyszedł pasażer, który otworzył drzwi pomieszczenia. Stróże prawa natychmiast wkroczyli do akcji, zablokowali drogi wyjazdowe i zatrzymali 30-letniego jastrzębianina. Kierowca osobówki próbował jeszcze uciekać i w trakcie cofania uderzył w radiowóz, który odciął mu drogę ucieczki. Mundurowi obezwładnili 31-letniego kierującego.

Podejrzenia policjantów z wydziału kryminalnego okazały się słuszne – w garażu na stole ujawniono dużą ilość narkotyków. Kryminalni zabezpieczyli ponad 7 kg marihuany, 5250 tabletek ecstasy, 4 litry płynnej amfetaminy, ponad 200 gramów haszyszu oraz katynon w postaci proszku i kryształu.

Zatrzymani mężczyźni usłyszeli już zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków. Grozi im do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Łódź: Nauczyciel akademicki z zarzutami. Grozi mu 10 lat pozbawienia wolności

Policjanci zatrzymali nauczyciela akademickiego, który sprzedał podrobione świadectwo ukończenia studiów podyplomowych. W domu mężczyzny policjanci znaleźli inne dokumenty.

Zatrzymany 63-latek to nauczyciel akademicki jednej z łódzkich uczelni. Mężczyzna został zatrzymany po przyjęciu 2,5 tys. zł od studenta studiów podyplomowych. W zamian za pieniądze, nauczyciel przekazał podrobione świadectwo ukończenia studiów. Osoba, która otrzymała propozycję zakupu dokumentu, poinformowała o tym policję. Mężczyźnie przedstawiono zarzut popełnienia przestępstwa z art. 228 § 1 i 3 k.k. Zarzucone podejrzanemu przestępstwo korupcyjne zagrożone jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Policjanci zabezpieczyli w mieszkaniu mężczyzny kopie świadectw dojrzałości różnych osób, komputer i nośniki danych.
Źródło info i foto: se.pl

Roman K. skazany za zlecenie zabójstwa żony

Roman K., były poseł Ruchu Palikota i redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” został skazany na 10 lat więzienia. Sąd uznał, że K. nakłaniał do zabójstwa swojej żony. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. Sąd uznał, że Roman K. namawiał do zabicia Ewy K., swojej byłej żony. Został skazany na 10 lat pozbawienia wolności (od trzech przebywa w areszcie śledczym).

Były poseł został też uznany za winnego wyrządzenia szkody finansowej spółce, która wydawała „Fakty i Mity”. Chodzi m.in. o 900 tysięcy złotych, które były poseł miał zarobić przy sprzedaży kamienicy należącej do spółki oraz ponad 300 tysięcy przy okazji kupna działki w Zgierzu. Roman K. ma też siedmioletni zakaz obejmowania wyższych stanowisk kierowniczych. Ma też wypłacić 200 tysięcy złotych grzywny na rzecz spółki oraz 167 tysięcy na rzecz towarzystwa ubezpieczeniowego Warta. Grzywnę ma wpłacić z inną skazaną w tym procesie osobą – Karoliną W.

Były poseł ma też zapłacić 20 tysięcy złotych na rzecz byłej żony. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. One odpowiadały przed sądem za działanie na szkodę spółki wydającej „Fakty i Mity”. Karolina W. skazana została na dwa lata i cztery miesiące więzienia, Waldemar R. i Adrian S. na rok pozbawienia wolności, a Jarosław G. na rok więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny. Jego uzasadnienie było niejawne. Z wyroku zadowolona była prokuratura, chociaż w czasie procesu żądała dla Romana K. surowszej kary – 15 lat pozbawienia wolności. Odwołać się do sądu drugiej instancji chce obrońca byłego posła Agnieszka Łupińska-Mędrzycka, która po wyroku stwierdziła, że kara „jest zbyt surowa”. – Wystąpimy o pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd bardzo ogólnie odniósł się do zgłaszanych przez nas wątpliwości i z pewnością nie czujemy się usatysfakcjonowani tą argumentacją – mówiła po odczytaniu wyroku obrońca Romana K.

Zlecenie zabójstwa

Śledztwo w sprawie polityka Romana K. było prowadzone od 2013 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi (w 2016 roku prokuratury apelacyjne zostały zastąpione przez prokuratury regionalne). Służby zaczęły wtedy gromadzić dowody na to, że Roman K. zlecił zabójstwo własnej żony.

„Podejrzanemu zarzucono wielokrotne nakłanianie, w kraju i za granicą, dwóch osób do dokonania zabójstwa jego żony” – informowała trzy lata później, w 2016 roku Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Komunikat pojawił się na stronie internetowej niedługo po tym, jak funkcjonariusze CBŚP zatrzymali byłego posła Ruchu Palikota. Prokuratura twierdziła wtedy, że K. za zabójstwo oferował „znaczną sumę pieniędzy”.

– Wskazywał przy tym, że oczekiwany przez niego sposób popełnienia zabójstwa mający na celu upozorowanie śmierci z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku – wyjaśniał w 2016 roku Jarosław Szubert z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Reporterom „Superwizjera TVN” udało się dotrzeć do mężczyzny, którego K. miał prosić o znalezienie zabójców byłej żony.

– Do tego miało dojść w Toronto, gdzie mieszkała kobieta. Wskazywał przy tym, że krzywda ma nie stać się ich dzieciom – mówił rozmówca „Superwizjera”.

Był księdzem i politykiem

Roman K. ma 52 lata. Przez trzy lata pełnił posługę jako ksiądz. Stan kapłański porzucił, żeby wziąć ślub. Potem – pod pseudonimem – wydał głośną książkę pod tytułem „Byłem księdzem”. Przez kilkanaście lat był szefem „Faktów i Mitów”. Pismo otwarcie krytykowało Kościół katolicki. W 2011 roku K. skutecznie ubiegał się o mandat posła z listy Ruchu Palikota. W kolejnych wyborach nie ubiegał się o reelekcję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włocławek: Śmierć 3-latka. Są zarzuty dla matki i konkubenta

Po śmierci 3-latka we Włocławku matka chłopca oraz jej konkubent usłyszeli zarzuty. Wobec obojga prokuratura zwróciła się do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. Mężczyźnie grozi nawet dożywotnie więzienie, a matce dziecka do 10 lat pozbawienia wolności.

– Policja otrzymała wczoraj powiadomienie z pogotowia o śmierci 3-letniego dziecka w mieszkaniu w śródmieściu we Włocławku. Do sprawy zatrzymano matkę i konkubenta matki chłopca. O sprawie policja została zawiadomiona przez lekarzy, gdyż dziecko miało obrażenia świadczące o tym, że mogło zostać pobite – powiedziała rzecznik prasowa kujawsko-pomorskiej policji podinsp. Monika Chlebicz. Lekarze z karetki pogotowia po przybyciu na miejsce stwierdzili zgon chłopca.

Zarzuty dla dwóch osób, są wnioski o areszt

– W uzgodnieniu z prokuratorem policjanci wstępnie przedstawili zarzuty mężczyźnie. Dotyczą one znęcania się nad dzieckiem oraz spowodowania u niego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego śmiercią – przekazała Chlebicz.

Za ten czyn grozi mu do 25 lat więzienia, a w szczególnych sytuacjach nawet dożywocie. Zarzuty usłyszała też matka chłopca, która miała zdaniem śledczych dopuścić się znęcania nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Grozi jej do 10 lat pozbawienia wolności. – W obu przypadkach do sąd trafiły wnioski o tymczasowe aresztowanie – dodała Chlebicz.

Nie żyje 3-letnie dziecko

24-letni konkubent matki chłopca został przesłuchany i składał wyjaśnienia. Policja na tym etapie nie przekazuje jednak szczegółów z tym związanych, jak również nie informuje o szczegółach zeznań podejrzanej matki.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że 28-letnia matka dziecka była z mężczyzną w związku przez krótki okres. Wyjaśnienia podejrzanego mężczyzny w sprawie śmierci dziecka znacznie różnią się od zebranego do tej pory materiału dowodowego w tej sprawie. Miał on podkreślać, że obrażenia chłopca są wynikiem nieszczęśliwego wypadku. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczecin: Zarzuty dla mężczyzn, którzy zaatakował księdza na plebanii

Mężczyźni, którzy zaatakowali proboszcza bazyliki w Szczecinie, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o aż cztery przestępstwa, za które może grozić nawet 10 lat więzienia. Policja informuje, że zatrzymani od dawna byli znani policji, bo miewali problemy z prawem.

Trzech mężczyzn w wieku od 27 do 53 lat, którzy zaatakowali w niedzielę proboszcza Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie oraz dwie inne osoby, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o kilka przewinień. Skierowano również do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt.

„Podstawowy zarzut dotyczy tzw. kradzieży rozbójniczej, przy czym – udało się ustalić, że sprawcy działali także z powodu przynależności wyznaniowej osób pokrzywdzonych do Kościoła katolickiego” – poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Dodała, jednak, że to nie jedyny zarzut, który usłyszeli mężczyźni. Zostali również oskarżeni o naruszenie nietykalności cielesnej, naruszenie miru domowego oraz próbę oszustwa.

Z ustaleń policji wynika, że trzech mężczyzn weszło w niedzielę do zakrystii bazyliki i nie chciało jej opuścić, pomimo próśb. Gdy jeden z nich był wyprowadzany, uderzył w twarz proboszcza parafii. Zaatakował także kościelnego oraz zakrystiankę, którzy znajdowali się w środku. Podczas pobytu w zakrystii ukradli różaniec. Próbowali także zabrać ze sobą szaty liturgiczne. Właśnie wtedy miało dojść do próby oszustwa – mężczyźni próbowali wmówić osobie w zakrystii, że mają pozwolenie od proboszcza na zabranie szat. Nikt w to nie uwierzył i ubrania nie zostały wydane. Z informacji Radia Szczecin wynika, że mężczyźni domagali się wydania szat, ponieważ chcieli „odprawić mszę”.

Po wszystkim napastnicy uciekli, ale policji udało się ich zatrzymać półtorej godziny po całym zdarzeniu. Musieli na kilka godzin trafić do cel policyjnych, aby wytrzeźwieć – wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Szczecińska policja informuje, że sprawcy napadu byli już wcześniej znani policji i karani za różne przestępstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były zomowiec oskarżony o strzelanie do górników z kopani „Wujek”

Były członek plutonu specjalnego ZOMO Roman S. odpowie przed katowickim sądem za strzelanie do górników protestujących w kopalni „Wujek” w grudniu 1981 r. We wtorek IPN skierował do sądu akt oskarżenia w tej sprawie. Byłemu zomowcowi, który nie przyznaje się do winy, grozi do 10 lat więzienia.

Akt oskarżenia w tej sprawie wniósł prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach. Jak poinformowała naczelnik pionu śledczego katowickiego IPN prok. Ewa Koj, Roman S. został oskarżony o popełnienie zbrodni komunistycznych, stanowiących jednocześnie zbrodnie przeciwko ludzkości.

S., który ma niemieckie obywatelstwo, był ścigany Europejskim Nakazem Aresztowania. Został zatrzymany 17 maja w Chorwacji. Władze tego kraju zdecydowały o wydaniu go polskim organom wymiaru sprawiedliwości. 11 czerwca usłyszał zarzut w katowickim IPN, a dzień później został aresztowany. Na podstawie decyzji sądu w areszcie pozostanie do 6 sierpnia.

Roman S. jest jednym z dwóch żyjących b. zomowców, którzy uczestniczyli w pacyfikacji katowickiej kopalni na początku stanu wojennego, a nie zostali dotąd osądzeni. IPN ścigał także Jana P., który również wyjechał za granicę, unikając zarzutów, oskarżenia i procesu. Jego sprawa jest już jednak umorzona i nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Przed sądem stanie natomiast Roman S.; przesłuchany w czerwcu w katowickim IPN nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.

IPN oskarżył b. zomowca o to, iż „16 grudnia 1981 r. w Katowicach, będąc funkcjonariuszem państwa komunistycznego, (…) członkiem plutonu specjalnego Pułku Manewrowego KW MO w Katowicach, działając wspólnie z innymi członkami tego plutonu, dopuścił się zbrodni komunistycznej stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na stosowaniu represji i naruszaniu praw człowieka”.

Chodzi o udział oskarżonego „w pobiciu strajkujących górników kopalni „Wujek””. Roman S. – jak czytamy w akcie oskarżenia – „użył niebezpiecznego narzędzia w postaci broni palnej, oddając strzały w kierunku wyżej wymienionej grupy osób, narażając je na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia”.

W wyniku pacyfikacji strajkującej kopalni przez siły milicyjne śmierć poniosło 9 osób, a 21 osób doznało obrażeń ciała. W ocenie IPN, stanowiło to „poważne prześladowania z powodu przynależności osób prześladowanych do określonej grupy polityczno-społecznej, która sprzeciwiła się bezprawnemu wprowadzeniu stanu wojennego oraz pozbawieniu podstawowych praw i wolności obywatelskich”.

Większość członków plutonu specjalnego ZOMO, który strzelał do górników z „Wujka”, została prawomocnie osądzona. W czerwcu 2008 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał prawomocnie b. dowódcę plutonu specjalnego Romualda C. na 6 lat więzienia, a 13 jego podwładnym wymierzył kary od 3,5 do 4 lat więzienia. To C. dał sygnał do otwarcia ognia – wynika z procesu.

Według sądu, w sposób niewątpliwy w toku procesu ustalić można było jedynie, że oskarżeni działali wspólnie oraz że w wyniku działań niektórych z nich, a za wiedzą pozostałych, śmierć ponieśli górnicy. Zmowa milczenia uniemożliwiła wskazanie, kto konkretnie strzelał i zabił lub ranił górników. Wniesione kasacje oddalił w 2009 r. Sąd Najwyższy – wyrok stał się ostateczny blisko 28 lat po tragedii.

Roman Zdzisław S. to były funkcjonariusz plutonu specjalnego Pułku Manewrowego Komendy Wojewódzkiej MO w Katowicach. Na początku lat 90. ub. wieku wyjechał na stałe do Niemiec – jeszcze zanim sformułowano wobec niego zarzuty w sprawie pacyfikacji śląskich kopalń. Zrzekł się obywatelstwa polskiego i przyjął niemieckie. Jak podaje IPN, strona niemiecka odmówiła wydania podejrzanego. Wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania wobec byłego milicjanta w 2012 r. złożył do katowickiego sądu prokurator IPN w Katowicach. Sąd Okręgowy w Katowicach 7 stycznia 2013 r. wydał taki nakaz, co umożliwiło zatrzymanie poszukiwanego w tym roku w Chorwacji.

W latach 90. do Niemiec uciekł także – jeszcze przed przesłuchaniem w prokuraturze – inny b. zomowiec, Jan P., który ma podwójne obywatelstwo. Gdy w 2013 r. wydawano Europejski Nakaz Aresztowania S., IPN wnioskował o podobny nakaz dla P., sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku. Z uzasadnienia wynikało, że – jak ustalił sąd – postanowieniem prokuratury w Dortmundzie z 10 maja 1995 r. umorzono postępowanie przeciwko Janowi P. Zgodnie z art. 114 par. 3 pkt 3 Kodeksu karnego strona polska jest związana orzeczeniem sądu innego państwa strefy Schengen. Tym samym IPN był zobowiązany do uchylenia listu gończego i umorzenia postępowania wobec P. Miało to miejsce we wrześniu 2018 r.

Na początku stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., w czasie pacyfikacji strajku w kopalni „Wujek” w Katowicach milicja użyła broni palnej. Od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu protestujących górników, a ponad 20 zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

W oddzielnym procesie odpowiadał gen. Czesław Kiszczak, oskarżony o przyczynienie się do śmierci górników w „Wujka”. Jego proces toczył się przed warszawskim sądem. Pierwszy proces ruszył w 1994 r. – w 1996 r. SO uniewinnił Kiszczaka. W 2004 r. skazał go na 2 lata więzienia w zawieszeniu. W 2008 r. sprawę umorzono z powodu przedawnienia. W 2011 r. ponownie Kiszczaka uniewinniono. Wszystkie wyroki uchylał potem Sąd Apelacyjny w Warszawie, który zwracał sprawy do SO. Kiszczak zmarł w listopadzie 2015 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

27-letni haker ukradł właścicielowi hotelu w Zakopanem 800 tys. złotych

800 tys. zł wyprowadził z konta właściciela jednego z hoteli pod Tatrami 27-letni haker. Policjanci zatrzymali mężczyznę w jego warszawskim mieszkaniu. Grozi mu nawet do 10 lat więzienia – poinformował rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.

W minioną środę zakopiańscy policjanci otrzymali zgłoszenie, że nieznany wówczas sprawca przełamał zabezpieczenia bankowości elektronicznej na koncie właściciela jednego z hoteli pod Tatarami i wyprowadził z niego 800 tys. złotych na założony specjalnie w tym celu rachunek w innym banku.

Funkcjonariusze ustalili, że sprawcą przestępstwa może być 27-letni mieszkaniec Warszawy. Przy doskonałej współpracy z kolegami ze stolicy po kilku dniach intensywnych czynności zatrzymali hakera. Był kompletnie zaskoczony wizytą policjantów oraz tym, że został zidentyfikowany. Niemal cała skradziona suma została odzyskana – poinformował Gleń.

Okazało się że zatrzymany mężczyzna ma na koncie jeszcze inne przestępstwa i był poszukiwany m.in. dwoma listami gończymi.

27-latek usłyszał zarzuty, a sąd zadecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wybuch gazu w Zielonej Górze. Matka i córka z zarzutami

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, kobiety, które były poszukiwane w związku z wybuchem gazu w mieszkaniu przy ul. Wyszyńskiego 25 w Zielonej Górze, usłyszały zarzuty. Grozi im nawet 10 lat więzienia. Na jaw wychodzą nowe fakty. Do wybuchu gazu i pożaru doszło 3 lipca w bloku przy ulicy Wyszyńskiego w Zielonej Górze. Siła wybuchu była tak duża, że szyby wypadły z okien. Zarwała się winda, a szyb drugiej został uszkodzony. Na szczęście, nikt nie zginął. Trzy osoby, z atakiem paniki, zawałem serca i zatruciem dymem, zostały przewiezione do szpitala.

Do wybuchu doszło na drugim piętrze bloku. Mieszkanie jest całkowicie zniszczone. Mieszkały tam dwie kobiety – matka i córka – Danuta i Monika P. Kobiety zniknęły przed wybuchem.

Kobiety zostały odnalezione w piątek w okolicy zielonogórskiej dzielnicy Jędrzychów. Ukrywały się w prowizorycznym szałasie w lesie za ogródkami działkowymi.
Źródło info i foto: wp.pl

Turyn: Ponad 10 lat więzienia dla czterech Marokańczyków za wywołanie paniki w strefie kibica. Dwie osoby zginęły, ponad 1600 rannych

Wyroki ponad 10 lat więzienia wymierzył sąd w Turynie we Włoszech w piątek czterem imigrantom z Maroka, którzy dwa lata temu wywołali panikę w strefie kibica na placu w mieście podczas transmisji z finału piłkarskiej Ligi Mistrzów. Zginęły dwie osoby, a 1627 zostało rannych.

To wyrok sądu pierwszej instancji w sprawie wydarzeń na turyńskim Piazza San Carlo 3 czerwca 2017 roku. Zgromadziły się tam wtedy tysiące ludzi, by na dużych ekranach obejrzeć finałowy mecz Ligi Mistrzów Juventus Turyn – Real Madryt (1:4), rozgrywany w Cardiff.

Młodzi Marokańczycy wywołali na placu panikę rozpylając gaz pieprzowy z zamiarem ograbienia kibiców. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu, depcząc się nawzajem. Dwie kobiety zmarły z powodu obrażeń, a ponad 1600 osób zostało rannych. Ludzie ci pokaleczyli się szkłem z butelek, które pozwolono wnieść do strefy kibica.

Czterej dwudziestolatkowie za nieumyślne spowodowanie śmierci otrzymali kary w wysokości 10 lat i trzech bądź czterech miesięcy więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szwecja: Lekarz zgwałcili i molestował seksualnie 56 dzieci. Został skazany na 10 lat więzienia oraz wydalenie z kraju

Dzisiaj skazany został obywatel Hiszpanii, 29-letni lekarz Cristian Carretero Sánchez, urodzony 17.08 1989 roku za cztery przypadki gwałtu na dzieciach oraz 46 przypadków wykorzystywania seksualnego. Młody lekarz pediatra leczył dzieci w całym kraju. W sumie został skazany za przestępstwa seksualne dokonane na 56 dzieciach – wyrok to dziesięć lat więzienia.

Mężczyzna, który urodził się w Hiszpanii, zostaje dożywotnio wydalony ze Szwecji oraz zapłaci odszkodowanie ofiarom w wysokości 3,5 mln koron szwedzkich. Pracował jako pediatra w szwedzkich miastach Skellefteå, Skövde, Jönköping i Sztokholmie.

Jest również skazany za siedem przypadków molestowania seksualnego dzieci, 15 przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich, 19 przypadków molestowania seksualnego, 15 przypadków przestępstw w związku z posiadaniem oraz rozpowszechnianiem pornografii dziecięcej.

Lekarz wielokrotnie wypierał się popełnionych przestępstw, twierdził, że badanie dzieci zawsze miały podstawy medyczne.

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl