Zabójstwo 10-latka w Miechowie. Podejrzany bywał wcześniej agresywny, czekał na termin rozprawy

W poniedziałek do prokuratury w Miechowie został doprowadzony 42-letni mężczyzna, który w sobotę w Kozłowie (woj. małopolskie) miał pobić metalową rurką 13-letniego syna i jego 10-letniego kolegę. Młodszy chłopiec zmarł. Podejrzewany ma usłyszeć zarzuty. Mężczyzna był wcześniej znany policji ze stosowania przemocy domowej. Rodzina miała założoną „niebieską kartę”.

Mężczyzna podejrzewany o brutalne pobicie 10-letniego chłopca, który w wyniku obrażeń od metalowej rurki zmarł, został w poniedziałek doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Miechowie, gdzie ma usłyszeć zarzuty.

Mężczyzna był znany policji z agresji

Policja ustaliła, że w 2019 roku mężczyzna był agresywny wobec swoich bliskich. Po interwencji policjantów rodzinie została założona niebieska karta.

– Mężczyzna w końcu usłyszał zarzuty o znęcanie, a do sądu został skierowany akt oskarżenia – powiedział polsatnews.pl mł. insp. Sebastian Gleń, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie. – Na pierwszej rozprawie kobieta wycofała jednak swoje zarzuty – powiedział rzecznik.

Według niego przez wiele miesięcy w rodzinie panował spokój. Jednak pod koniec 2020 roku mężczyzna znów dopuścił się agresji domowej. 6 marca po awanturze domowej został zatrzymany, 7 marca postawione zostały mu zarzuty. Mężczyzna przyznał się i zadeklarował chęć dobrowolnego poddania się karze. Wyprowadził się także z mieszkania partnerki.

– Sprawa miała być skierowana do sądu, ale nie został wyznaczony termin rozprawy – powiedział polsatnews.pl Sebastian Gleń.

Policjant przyznał, że sąd nie zdążył podjąć decyzji w tej sprawie, bo wcześniej mężczyzna pojechał do mieszkania partnerki i znowu zaatakował. Tym razem, pod nieobecność kobiety, przebywające w mieszkaniu dzieci. 

Brutalnie zaatakował chłopców

Do ataku doszło w Kozłowie w sobotę 27 marca. Około godziny 21:30 policja otrzymała zgłoszenie o pobiciu 35-letniej kobiety. Sąsiadka informowała, że pobita leżała przed domem z obrażeniami. Gdy na miejsce przyjechali policjanci, w mieszkaniu znaleźli dwoje nieprzytomnych dzieci – 13-letniego syna kobiety i jego 10-letniego kolegę z sąsiedztwa.

Policjanci ustalili, że do mieszkania 35-latki przyszedł jej były partner pod pretekstem zabrania swoich rzeczy osobistych. Z niewyjaśnionych przyczyn 42-letni mężczyzna zaatakował chłopców, uderzając ich metalową rurką. Wtedy zaniepokojeni hałasem sąsiedzi powiadomili matkę 13-latka. Gdy kobieta przybiegła z pobliskiego miejsca pracy, mężczyzna zaatakował także ją, po czym zbiegł.

10-letni Filip, pomimo wysiłków ratowników, nie odzyskał funkcji życiowych i zmarł. 13-letni Wiktor, syn mężczyzny, w ciężkim stanie został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu. Ranna matka chłopca została przewieziona do szpitala w Miechowie.

– 13-latek trafił do szpitala w sobotę wieczorem w stanie bardzo ciężkim, został zaintubowany i umieszczony na oddziale intensywnej terapii – powiedziała Polsat News Katarzyna Pokorna-Hryniszyn, rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

– Chłopiec jest w stanie ciężkim, stabilnym, jest wprowadzony w stanie śpiączki farmakologicznej. W najbliższym czasie czekają go operacje przeprowadzone przez chirurgów szczękowych. Ma obrażenia kości szczękowych – dodała Katarzyna Pokorna-Hryniszyn.

Według szpitala chłopiec został metalową pałką uderzony w twarz, co spowodowało rozległe obrażenia twarzoczaszki. Dopiero po wybudzeniu dziecka będziemy wiedzieli, czy nie ma obrażeń mózgu – powiedziała rzeczniczka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Małopolska: 40-latek zaatakował syna i jego kolegę. 10-latek nie żyje

Rodzinna tragedia w Małopolsce. Nie żyje 10-latek, a jego 13-letni kolega jest ciężko ranny. W sprawie zatrzymano 40-letniego mężczyznę, ojca starszego chłopca. Policja i prokuratura wyjaśnią okoliczności tragedii, która wydarzyła się w sobotę wieczorem w Kozłowie koło Miechowa w Małopolsce. Miało do niej dojść podczas rodzinnej awantury.

40-letni mężczyzna po godz. 21 przeszedł do domu byłej konkubiny, by zabrać swoje rzeczy. Kobiety nie było w domu, a drzwi otworzył jego syn – Wiktor. Doszło do kłótni. 40-latek zaatakował metalową rurką syna i jego 10-letniego kolegę – Filipa.

Młodszy chłopiec, syn sąsiadów, zmarł na miejscu. 13-latek z kolei w ciężkim stanie został śmigłowcem przetransportowany do szpitala w Krakowie. Matka 13-latka zaalarmowana przez sąsiadów wróciła do domu i także została przez mężczyznę zaatakowana metalową rurką.

Ma obrażenia, ale nie zagrażają one życiu – poinformował RMF FM rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. Kobieta została przewieziona do szpitala.

Nieudana ucieczka

40-latek uciekł z miejsca zbrodni. Kiedy odnaleźli go policjanci próbował podciąć sobie gardło. 40-latek próbował targnąć się na swoje życie, ale powstrzymali go policjanci – przekazał Sebastian Gleń.

Mężczyzna prawdopodobnie był pijany. Lekarze pobrali mu krew do badań na zawartość alkoholu i narkotyków. 40-latek nie został jeszcze przesłuchany. Według policjantów zachowuje się irracjonalnie. Sebastian Gleń w rozmowie z Polską Agencją Prasową zaznaczył, że mężczyzna został przez mundurowych opatrzony, a jego stan pozwala na to, aby przebywał w pomieszczeniu dla zatrzymanych.

Dziś mają odbyć się przesłuchania świadków w sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Matka oskarżona o zabicie 10-letniego syna przyznała się do winy

Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 39-letniej Monice S., która w listopadzie ubiegłego roku miała zabić swego 10-letniego syna. Kobieta przyznała, że udusiła chłopca ręcznikiem w jednym z lubelskich hosteli. Do zbrodni doszło w hostelu przy ul. Orlej w centrum Lublina. Monika S. przyjechała tam z synem 26 listopada ubiegłego roku. 29 listopada miała zabić swoje dziecko.

„Używając ręcznika, który zadzierzgnęła na szyi dziecka, oraz unieruchamiając własnym ciałem klatkę piersiową spowodowała u niego liczne obrażenia między innymi w postaci wielu wybroczyn i wylewów oraz rozedmy płuc, co skutkowało zgonem chłopca na skutek uduszenia” – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka.

Według śledczych, oskarżona działała w zamiarze pozbawienia dziecka życia w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Monika S. przyznała się do winy. Złożyła wyjaśnienia, opisując przebieg zdarzeń, które doprowadziły ją do dokonania zabójstwa. Prokuratura nie ujawniła jej zeznań.

W śledztwie S. była badana przez biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, którzy uznali, że w chwili dokonania przestępstwa nie miała ani zniesionej, ani ograniczonej poczytalności. Biegli orzekli, że Monika S. może brać udział w postępowaniu przed sądem. Oskarżona kobieta przebywa w areszcie. Grozi jej nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pedofil-recydywista grasował w Poznaniu. Mężczyzna zaczepiał tam 10-latka

Niebezpieczne zdarzenie w jednym z autobusów miejskich w Poznaniu. Pedofil zaczepiał tam 10-letniego chłopca! Sprawa została natychmiast zgłoszona na policję, a zeznania dziecka pomogły zatrzymać tego obleśnego człowieka. Do przykrego zdarzenia w jednym z autobusów miejskich w Poznaniu doszło w poniedziałek (21 września). Mężczyzna zaczepiał tam 10-latka. Sprawa została zgłoszona na policję.

– Na podstawie rysopisu podanego przez 10-latka policjanci z grupy operacyjnej wytypowali podejrzanego. We wtorek po południu został zatrzymany. Okazało się, że mężczyzna w przeszłości był już notowany za podobne przestępstwa – relacjonują mundurowi z Wielkopolskiej Policji.

Mł. insp. Andrzej Borowiak podkreślił, że policjanci i prokurator będą składać wniosek o areszt tymczasowy dla zatrzymanego, ponieważ jest on niebezpieczny.
Źródło info i foto: se.pl

Monika S. oskarżona o zabicie 10-letniego syna odpowie za wyłudzenia

Pod koniec listopada 2019 roku w pokoju jednego z lubelskich hosteli znaleziono zwłoki 10-letniego Filipka. Chłopiec został z zimną krwią pozbawiony życia. Do jego uduszenia przyznała się matka. 39-letnią Monikę S. zatrzymano w Kazimierzu Dolnym. Kobieta jest także oskarżona o inne poważne przestępstwo. Prokuratura w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Monice S. Byłą prezes Bractwa Miłosierdzia im. Św. Brata Alberta w Lublinie i dwie pracownice oskarża się o przywłaszczenie ponad 200 tys. zł z kasy organizacji.

Według aktu oskarżenia, Monika S. miała zabrać ponad 180 tys. zł. Wspólnie z pracownicami Bractwa Magdaleną W. i Dominiką S. fałszowały dokumenty dotyczące wypłacanych zapomóg i w ten sposób przywłaszczyły sobie kolejne 24 tys. zł.

Fałszywe zaświadczenia o pracy i zarobkach

Ponadto Monika S. wspólnie z Adamem K., Stanisławem Ch. i Bożeną S. zostali oskarżeni o wyłudzenie z banków kredytów na blisko 400 tys. zł. Monika S. wystawiała swoim wspólnikom fałszywe zaświadczenia o ich rzekomym zatrudnieniu w Bractwie św. Alberta i zarobkach. Na tej podstawie brali kredyty w bankach, które nie były spłacane. Pieniędzmi dzielili się. Do tych przestępstw miało dochodzić w latach 2017-2018. Oskarżeni nie przyznają się do winy, grozi im do 12 lat więzienia.

Sprzątaczka dokonała makabrycznego odkrycia

Na Monice S. ciąży też zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem jej 10-letniego syna Filipa. Ciało chłopca znaleziono w listopadzie ubiegłego roku w jednym z lubelskich hosteli. Matka i syn zameldowali się w ośrodku kilka dni wcześniej. Wczesnym popołudniem sprzątaczka dokonała makabrycznego odkrycia. W łóżku leżał martwy chłopiec, ale matki nigdzie nie było. Odnaleziono ją w Kazimierzu Dolny, gdzie przeprowadził się jej mąż. Wszystko wskazuje na to, iż chciała odebrać sobie życie. Małżonkowie byli w separacji, czego powodem były prawdopodobnie problemy kobiety z prawem. Mieszkańcy Kłodnicy, skąd pochodzi Monika S., mówili Faktowi, że chciał zabrać jej syna.

Zaplanowała zbrodnię

Monika S. przyznała się do zabicia Filipka. Jak ustaliła prokuratura, 39-latka zaplanowała zbrodnię. Kazała położyć się synkowi do łóżka, przykryła go kołdrą, a potem przycisnęła własnym ciałem na skutek czego chłopiec się udusił. – Postępowanie w sprawie zabójstwa jest w toku. Prokurator czeka na opinie biegłych – przekazał „Kurierowi Lubelskiemu” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policja prowadzi śledztwo ws. syna znanego piłkarza

epa07934822 Juventus’ Cristiano Ronaldo celebrates after scoring the 1-0 lead during the Italian Serie A soccer match between Juventus FC and Bologna FC in Turin, Italy, 19 October 2019. EPA/ALESSANDRO DI MARCO
Dostawca: PAP/EPA.

Cristiano Ronaldo Jr., najstarszy syn słynnego Portugalczyka, wpadł w tarapaty po tym, jak jego ciotka Elma Aveiro opublikowała nagranie, na którym 10-latek prowadzi skuter wodny. Sprawą zainteresowała się policja.

Lipiec jest zwykle dla piłkarzy okresem urlopowym, ale w tym roku ze względu na pandemię koronawirusa rozgrywki potrwają aż do połowy sierpnia (dla klubów występujących w LM i LE), a chwile później ruszy sezon 2020/2021. Czasu na odpoczynek praktycznie nie będzie, dlatego też zawodnicy robią wszystko, by chociaż ich rodziny skorzystały na wakacjach.

Niestety nie wszyscy zachowują w tym czasie zdrowy rozsądek. Przekonał się o tym Cristiano Ronaldo Jr., który teraz może mieć poważne problemy, a odpowiadająca za opiekę nad nim siostra Portugalczyka Elma Aveiro będzie musiała się gęsto tłumaczyć policji. Powodem kłopotów jest nagranie z wakacyjnych zabaw.

Na filmie, który zniknął już z mediów społecznościowych, a który udostępniły Elma Aveiro i babcia chłopca Dolores Aveiro, widać Cristiano Ronaldo Juniora szalejącego na skuterze wodnym. Problem w tym, że do prowadzenia takiej maszyny niezbędna jest licencja wydawana tylko osobom pełnoletnim. Syn CR7 ma w tej chwili 10 lat.

Sprawą zainteresowała się policja. Dochodzenie na razie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko komuś, a funkcjonariusze próbują ustalić, do kogo należał skuter wodny. Za to przewinienie w Portugalii grozi kara grzywny do ok. 2,75 tys. euro.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Ojciec Ibrahima zabrał głos

– Zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem – powiedział w rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima (10 l.). Zrozpaczona pani Karolina, mama 10-latka, nadal przebywa w Belgii, dokąd udał się jej były partner wraz z dzieckiem. – Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę – przekazała Faktowi kobieta.

– Nie jestem przestępcą, zabrałem dziecko z Polski w tak twardy sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem – powiedział w rozmowie z Polsat News mieszkający w Belgii Azzedine Oudriss, ojciec Ibrahima. Mężczyzna odebrał siłą chłopca matce i wywiózł go z Polski. Po tym zdarzeniu ogłoszono Child Alert, który dzień później odwołano. Chłopiec został odnaleziony w Belgii. Jest tam pod opieką ojca i nie zagraża mu żadne niebezpieczeństwo – podały wówczas belgijskie służby.

Walka o syna

W rozmowie z Polsat News Azzedine Oudriss przekonywał, że przez cały 2018 rok próbował wyjaśnić ze swoją byłą partnerką sprawę pobytu syna. Tłumaczył, że wyrok z sądu w Antwerpii z 15 października 2018 roku wskazywał, że Ibrahim ma pozostać na terytorium Belgii.

Z kolei matka chłopca, która wraz z synem wyjechała do Polski w lipcu 2018 roku, wyjaśniała nam, że o żadnym wyroku nie wiedziała i dysponowała wcześniejszym postanowieniem, według którego to ona miała pełnię władz rodzicielskich. – Ten kolejny wyrok miał zapaść w październiku 2018 roku, gdy byłam już w Polsce i żadna informacja na jego temat do mnie nie dotarła. Nie wiem tak naprawdę, jaka jest jego treść. Nawet gdyby taki wyrok rzeczywiście zapadł to nic nie usprawiedliwia pobicia mnie i porwania mojego syna – powiedziała Faktowi pani Karolina.

Ojciec Ibrahima zabrał głos

Ojciec 10-latka zarzucił byłej partnerce to, że wiedziała o późniejszym wyroku, lecz go nie respektowała. Azzedine Oudriss przyejchał do Polski, lecz pani Karolina miała zamykać przed nim drzwi. Mężczyzna miał też wzywać policję, lecz interwencje nie przynosiły żadnego skutku. Kontakt pomiędzy byłymi partnerami były utrudniony, nie potrafili się porozumieć. Ostatecznie mężczyzna zdecydował się na to, że porwie syna.

– Zabrałem dziecko z Polski w tak „twardy” sposób, bo bardzo za nim tęskniłem. Od maja 2019 roku w ogóle go nie widziałem. W całym 2019 roku miałem może 2, 3 rozmowy telefoniczne z nim. Podszedłem do matki, ona próbowała zatrzymać dziecko, więc ją odepchnąłem i ona upadła na chodnik. Tak, w taki sposób zareagowałem, po czym zabrałem moje dziecko. Nie zrobiłem mu krzywdy, a ono wcale nie krzyczało. Matka twierdzi, że dziecko krzyczało, że odgrywał się dramat, ale to nie jest prawda. Dziecko próbowało trochę uciekać, odepchnąłem ją i tyle. I zabrałem dziecko ze sobą, bo nie zaproponowała mi innego wyjścia, innego rozwiązania – tłumaczył Oudriss w Polsat News.

– Prowadzę normalne życie, pracuję, nie jestem przestępcą. Każdy popełnia błędy w życiu, ja również w przeszłości mogłem je popełnić, jak każdy człowiek. Ale nie trzeba mnie karać przez całe życie za te błędy, które kiedyś popełniłem – tłumaczył Oudriss w rozmowie z Polsat News.

Chłopiec pytał o mamę

Ibrahim do tej pory przebywał pod opieką matki w Polsce. Teraz chłopczyk znajduje się z ojcem w obcym kraju. – Pierwsze cztery dni były dość trudne dla Ibrahima. Dobrze spał, ale nie jadł jak zawsze, pytał o matkę – co jest zrozumiałe, ale nie często. Najpierw pytał dwa razy dziennie – przez pierwsze cztery dni. Teraz jesteśmy już razem 10 dni i już o nią nie pyta – powiedział były partner pani Karoliny.

– Dużo mówi o Polsce. Gdy zabieram go do sklepu, żeby mu coś kupić, to mówi, że w Polsce w domu miał już taką grę czy zabawkę. Ale on czuje się dobrze. Aktywnie spędzamy czas, nie siedzimy w domu, chodzimy na basen, do parku, na plac zabaw, pograć w piłkę. Wziąłem urlop w pracy, żeby teraz spędzać z nim jak najwięcej czasu i myślę, że jest ze mną szczęśliwy. Mówi, że mnie kocha, ale również, że kocha swoją mamę, że kocha nas obydwoje – przyznał w rozmowie z Polsat News Marokańczyk.

Czy dojdzie do spotkania?

Ojciec Ibrahima w czasie wywiadu przyznał, że nie chce zgodzić się na spotkanie z byłą partnerką. – Obawiam się jej. Boję się, że przyjdzie z jakimiś ludźmi, odbiorą mi znowu dziecko i wywiozą z Belgii. Dziecko jest teraz ze mną i jest w stu procentach bezpieczne. Nie pozwolę na spotkanie dopóki nie zakończy się nowa procedura prawna. Gdy ta procedura się rozpocznie i po niej Karolina zamieszka w Belgii, to nie będę miał nic przeciwko temu, żeby widywała się z dzieckiem – tłumaczył w Polsat News.

– To jest jego matka, nie zamierzam pozbawiać go matki. Nie, nigdy tego nie zrobię. On ma prawo do ojca i do matki. Gdy byłem w sądzie 15 października 2018 roku na ogłoszeniu wyroku, miałem możliwość odebrania jej praw rodzicielskich, ale tego nie zrobiłem. Powiedziałem, że możemy mieć obydwoje prawa rodzicielskie. Ona może mieć prawa do dziecka i ja, i o tym jest mowa w wyroku. Chcę, by on miał matkę, by miał kontakt z matką, by prowadził normalne życie, chodził do szkoły, jak każde dziecko – wyjaśniał dziennikarce.

„Pobił mnie na oczach syna”

O komentarz do sprawy poprosiliśmy panią Karolinę. – Ten człowiek, który pobił mnie na oczach syna, a potem siłą wepchnął go do samochodu nie jest przestępcą? A kilka wyroków, za które siedział w więzieniu też czynią z niego przykładnego obywatela? Azzedine twierdzi, że rozmawiał z policjantami w Polsce. Skoro tak było i miał dokumenty, o których mówi, dlaczego nie złożył ich do sądu w Gdyni? I skoro ma w sobie tyle dobrej woli, dlaczego nie pozwolił mi do tej pory zobaczyć się z synem? Czy tak robi człowiek, który dba o dobro dziecka? – powiedziała Faktowi mama Ibrahima.

– Nie dość, że nie wiem gdzie jest Ibrahim, to Azzedine dzwonił do mnie i kazał powiedzieć dziecku, że nigdy po niego nie przyjadę. Oczywiście odmówiłam. Teraz będę walczyć o syna w sądzie. W najbliższym czasie sąd ponownie ma rozpatrzyć to, kto z nas ma opiekować się Ibrahimem. Mam nadzieję, że belgijska policja w końcu ustali też miejsce, w którym Azzedine przetrzymuje mojego syna – podkreśliła zrozpaczona kobieta, która obecnie przebywa w Belgii. – Dopóki nie zobaczę syna, nie będę spokojna – dodawała.

Uprowadzenie 10-letniego Ibrahima

Dramat rozegrał się 15 lutego w Gdyni. Gdy chłopiec wychodził z mamą od dziadków, Azzedine Oudriss uderzył swoją byłą partnerkę i wciągnął syna do samochodu i odjechał. Ojciec zabrał dziecko do Belgii.
Źródło info i foto: se.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Belgijski sąd rodzinny wydał wyrok, że Ibrahim ma zostać w Belgii z ojcem

Prokuratura w Antwerpii informuje, że belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 roku wydał wyrok, na mocy którego 10-letni Ibrahim miał zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką, która wyjechała z nim do Polski. Taką informację przekazał korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginion rzecznik prokuratury Kristof Aerts. Pani Karolina, matka uprowadzonego chłopca, twierdzi jednak coś innego. „On (ojciec – red.) nie ma żadnych praw, ma wyrok sądu z 2017 roku, gdzie zostały mu wszelkie prawa odebrane. Ja jestem jedyną osobą, która ma prawo opieki nad dzieckiem” – mówiła wcześniej dziennikarzom. 10-letni Ibrahim miał zostać uprowadzony przez ojca, Marokańczyka Azeddine’a Oudrissa w niedzielę wieczorem w Gdyni. W związku z porwaniem dziecka w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert.

„Decyzją sądu rodzinnego w Antwerpii z 15 października 2018 roku Ibrahim miał zostać z ojcem w Belgii, a nie z matką, która wyjechała z dzieckiem do Polski. Informacja, jakby ojciec został pozbawiony praw rodzicielskich na tę chwilę nie jest prawdziwa. Więcej informacji w tej sprawie nie mogę podać” – to komunikat rzecznika prokuratury w Antwerpii Kristofa Aertsa, nadesłany do biura brukselskiej korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginion.

„Jedyny wyrok, jaki znam, to wyrok z 2017 roku przyznający mi pełnię praw. O żadnym innym wyroku nic nie wiem, dowiaduję się teraz” – mówi z kolei pani Karolina, matka 10-latka.

Z mediów społecznościowych i od Polaków z Belgii wiemy, że wnuczek był widziany na spacerze w Antwerpii. Z tego wynika, że ojciec nie specjalnie się ukrywa – powiedział z kolei dziadek chłopca pan Kazimierz.

We wtorek polskie Ministerstwo Sprawiedliwości zwróci się do resortu sprawiedliwości Belgii z prośbą o dokumentację, dotyczącą wszystkich orzeczeń i postanowień sądowych związanych z zaginionym 10-letnim Ibrahimem. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM Michałem Dobrołowiczem, że w tej sprawie powstało wiele różnych wersji dotyczących między innymi władzy rodzicielskiej.

Tymczasem pani Karolina, mama uprowadzonego 10-latka twierdzi, że ma pełnię praw do opieki nad synem. Mam wyrok belgijskiego sądu, który przyznaje mi pełnię praw do opieki nad dzieckiem – powiedziała dziennikarzom.

Zdaniem kobiety, jej były partner uciekł z synem do Belgii, gdzie jako obywatel Maroka mieszkał od dziecka. Jak podkreśliła, próbowała bronić syna, ale została pobita, a mężczyzna odebrał jej dziecko siłą.

O decyzji belgijskiego sądu rodzinnego z października 2018 roku jako pierwszy informował portal Polsat News.

Kobieta twierdzi, że została pobita, a dziecko uprowadzone przez ojca

Do tego zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Gdyni przed blokiem przy ul. Ledóchowskiego. Zaparkowałam auto, wyszłam z synem. Jak staliśmy pod klatką, to ten człowiek zaczął mnie bić, wyrwał mojego syna, który bardzo płakał, krzyczał: „Mamo, pomóż mi”. Podbiegłam do tego samochodu, on się ze mną zaczął szarpać – opisała zdarzenia kobieta.

Opowiedziała też dziennikarzom o rozmowie ze swoim synem. Zadzwonił do mnie mój były partner, rozmawiałam z synem, jest on bardzo spokojny, prawdopodobnie został mu podany jakiś środek uspokajający – przekazała. Musieliśmy ze sobą rozmawiać w języku niderlandzkim, bo on nie miał żadnego tłumacza. Moje dziecko powiedziało, że jest wszystko dobrze i że tata miał mu dać jeść i pytał się, czy po niego przyjadę – opisała.

Child Alert po raz czwarty w Polsce

W związku z uprowadzeniem 10-letniego Ibrahima w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert – system wsparcia poszukiwań, umożliwiający rozpowszechnienie wizerunku chłopca w mediach.

Matka Ibrahima skrytykowała polskie służby za zbyt opieszałe działanie. Tak jak zostałam potraktowana przez funkcjonariuszy, tego się po prostu nie da odpisać. Wiedziałam, że mój były partner chce go wywieźć z Polski. Policjanci powiedzieli mi, że Child Alert był trzy razy zrobiony w Polsce i to się nie kwalifikuje, nie ma na to szansy. Ja o to zabiegałam od samego początku. Wiedziałam, że on się kieruje do granicy polsko-niemieckiej, żeby ją przekroczyć i żeby dostać się do Belgii – powiedziała.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Matka nawiązała kontakt z uprowadzonym 10-latkiem

Matka 10-letniego Ibrahima nawiązała kontakt z porwanym synem. Miała z nim rozmawiać. Wcześniej znaleziono też porzucony telefon dziecka. Kobieta tuż po tej rozmowie skontaktowała się z policją. Trwa jej przesłuchanie. Do porwania doszło w niedzielę wieczorem w Gdyni. Pod jeden z bloków przyjechał pochodzący z Maroka mężczyzna – Azeddine Oudriss, ojciec porwanego chłopca i były partner jego matki.

Miał on uderzyć kobietę w głowę, dziecko wciągnąć do srebrnego samochodu kombi i odjechać. Auto prowadził ktoś inny. Tablica rejestracyjna pojazdu zaczyna się na literę „WN”.

Policja prosi o pomoc

Porwany Ibrahim ma około 150 centymetrów wzrostu, ciemnobrązowe włosy i brązowe oczy. W momencie porwania był ubrany w pomarańczową kurtkę, białą bluzę z Kaczorem Donaldem, jeansowe spodnie ze ściągaczami i czarne buty z elementami odblaskowymi.

Chłopiec zaginął w Gdyni przy ulicy Ledóchowskiego 10b.

Policja prosi każdego, kto ma jakiekolwiek informację ws. chłopca o kontakt pod numerem 995, lub na adres e-mailowy childalert@policja.gov.pl.

Child Alert po raz czwarty w Polsce

Po raz pierwszy system Child Alert uruchomiono w Polsce w kwietniu 2015 r., podczas poszukiwań 10-letniej Mai z Wołczkowa pod Szczecinem. Dziewczynka zaginęła podczas powrotu do domu ze szkoły. Została odnaleziona w Niemczech. Policja zatrzymała w tej sprawie mężczyznę, który był wcześniej notowany za porwanie dziecka w Wlk. Brytanii.

Po raz kolejny system uruchomiono w listopadzie 2015 r., po tym jak trzech mężczyzn uprowadziło 3-letniego Fabiana sprzed bloku w Radomiu. Mężczyźni wyrwali dziecko matce i zabrali do samochodu. Tego samego dnia po południu na policyjny faks przyszło pismo podpisane przez ojca chłopca, który oświadczył, że dziecko przebywa z nim. Trzylatek został odnaleziony.

Trzeci raz Child Alert zastosowano w marcu ubiegłego roku, kiedy poszukiwana była trzyletnia Amelka. Do porwania dziewczynki i jej mamy doszło na jednym z białostockich osiedli. Jak podawała policja, dwaj sprawcy wepchnęli 25-latkę i jej 3-letnią córkę do samochodu i odjechali. Kilkaset metrów dalej przesiedli się do kolejnego auta. Akcja poszukiwawcza trwała ponad dobę. Między porywaczami doszło jednak do kłótni w samochodzie, a uprowadzona kobieta wraz z dzieckiem opuściła pojazd. W okolicach Ostrołęki (Mazowieckie) zabrał je z drogi kierowca, a następnie przekazał policji.

Child Alert stosuje 11 krajów Europy (m.in. Niemcy, Francja, Holandia, Wielka Brytania i Czechy) oraz Kanada, Meksyk i Stany Zjednoczone. Zdaniem specjalistów statystyki pokazują, że w przypadkach zaginięć, w których program jest wykorzystywany, większość spraw udaje się pozytywnie rozwiązać.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lublin: Zarzut zabójstwa dla matki 10-latka. Ciało dziecko znaleziono w hostelu

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszała Monika S. 38-latka w piątek zamordowała swojego 10-letniego syna. Jego ciało znaleziono w hostelu w centrum Lublina. Zwłoki 10-latka zostały znalezione w piątek w hostelu przy ul. Orlej w Lublinie. W sobotę policjanci zatrzymali 38-letnią matkę dziecka.

Kobieta złożyła w prokuraturze obszerne wyjaśnienia, przyznała się do zabójstwa, ale prokuratura nie ujawnia szczegółów. Sekcja zwłok wykazała, że dziecko było nakryte kołdrą i uduszone. Ma na głowie i w okolicach szyi wiele śladów, krwistych wybroczyn.

Śledczy zarzucają 38-latce, że „w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia małoletniego syna, działając ze szczególnym okrucieństwem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, nakrywając kołdrą jego ciało wraz z głową, unieruchomiła je przytrzymując własnym ciałem i w ten sposób doprowadziła do uduszenia pokrzywdzonego (…)” – przekazała Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

Jak pisze „Fakt”, kobieta zameldowała się w hostelu kilka dni wcześniej. W przeszłości była prezeską stowarzyszenia pomagającego biednym, ale zamiast pomagać, okradała podopiecznych. Została aresztowana. Na wiosnę ją wypuścili. Wróciła do domu, ale za bardzo nigdzie się nie pokazywała. Chyba jej wstyd było. Głównie Filipkiem się zajmowała. W ostatni wtorek odbierała go ze szkoły z Andrzejek. Potem zniknęli – opowiadali „Faktowi” mieszkańcy rodzinnej wsi Moniki S.

38-letnia matka będzie poddana badaniu psychiatrycznemu. Na razie jest tymczasowo aresztowana na 3 miesiące. Jeśli biegli uznają, że była poczytalna – grozi jej nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl