Podwójne zabójstwo w szkole na Białorusi. 16-latek skazany

Na 13 lat więzienia skazał sąd 16-letniego sprawcę podwójnego zabójstwa w szkole w Stołpcach w obwodzie mińskim. Do przestępstwa doszło w lutym 2019 r. Sąd obwodowy w Mińsku uznał 16-latka winnym podwójnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i chuligaństwa, wymierzając nastolatkowi karę 13 lat pozbawienia wolności i pobytu w kolonii wychowawczej (więzieniu dla skazanych, którzy nie osiągnęli pełnoletniości).

13 lat pozbawienia wolności to maksymalny możliwy w tym przypadku wymiar kary. Sprawca ma również wypłacić 110 tys. rubli białoruskich (ok. 206 tys. zł) bliskim zamordowanej nauczycielki.

Proces rozpoczął się 19 sierpnia i miał charakter niejawny ze względu na to, że oskarżony w momencie dokonywania przestępstwa nie ukończył jeszcze 16 lat. Ponadto w materiałach sprawy są informacje o stanie jego zdrowia, które są objęte tajemnicą lekarską.

Do zabójstwa doszło 11 lutego br. w szkole średniej w Stołpcach. Uczeń 10. klasy zadał ciosy nożem nauczycielce historii i trójce uczniów. Pedagog i jeden z uczniów zmarli na skutek odniesionych ran. Dwie pozostałe osoby trafiły do szpitala z obrażeniami.

Biegli ocenili, że chłopiec był poczytalny. Według Komitetu Śledczego „częściowo” przyznał się on do winy.

Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wiktor Janukowycz skazany na 13 lat więzienia za zdradę stanu

Były prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz został skazany na 13 lat pozbawienia wolności w procesie o zdradę stanu – ogłosił w czwartek sąd rejonowy dzielnicy Obołoń w Kijowie. Prokurator generalny określił sprawę byłego prezydenta jako „jedną z najbardziej zasadniczych dla przyszłości Ukrainy”. Wyrok został ogłoszony w obecności adwokatów Janukowycza, który sądzony był zaocznie. Sąd uznał byłego prezydenta za winnego zdrady stanu i sprzyjania agresywnej wojnie przeciwko Ukrainie ze strony Federacji Rosyjskiej. W związku z brakiem dowodów Janukowycz został jednocześnie uniewinniony od zarzutu działania na rzecz zamachu na integralność terytorialną Ukrainy, co doprowadziło do śmierci ludzi i innych ciężkich następstw.

Zaskarżą wyrok

Prokuratura żądała skazania Janukowycza na 15 lat więzienia. Jego adwokaci zapowiedzieli zaskarżenie wyroku. Odczytywanie werdyktu trwało z przerwami od godziny 9 rano czasu lokalnego (godz. 8 w Polsce).

– Sprawa Janukowycza, który uciekł z kraju i wzywał na nasze terytorium wojska Federacji Rosyjskiej, jest jedną z najbardziej zasadniczych spraw dla przyszłości Ukrainy – oświadczył prokurator generalny Jurij Łucenko. Proces Janukowycza trwał od maja 2017 roku. W tym czasie przeprowadzono 89 posiedzeń sądu i przesłuchano 52 świadków. Jesienią 2016 roku Łucenko oświadczył, że 1 marca 2014 roku, znajdując się w nieustalonym miejscu na terytorium Federacji Rosyjskiej, Janukowycz zwrócił się pisemnie do prezydenta Władimira Putina z prośbą o wykorzystanie rosyjskich sił zbrojnych na terytorium Ukrainy.

Ucieczka prezydenta

Proces Janukowycza jest wynikiem wydarzeń na kijowskim Majdanie Niepodległości z przełomu 2013 i 2014 roku. 21 listopada 2013 roku, gdy ówczesne władze Ukrainy ogłosiły, że odkładają podpisanie umowy stowarzyszeniowej z UE, rozpoczęły się tam protesty zwolenników integracji europejskiej. W wyniku brutalnych działań sił bezpieczeństwa przeciwko demonstrantom pokojowe początkowo wiece przekształciły się w demonstracje przeciwko ekipie Janukowycza. W walkach ulicznych zginęło ponad 100 osób. W następstwie protestów w lutym 2014 roku Janukowycz zbiegł do Rosji, gdzie przebywa do dziś.

Po ucieczce Janukowycza doszło do zajęcia przez Rosję należącego do Ukrainy Krymu, a następnie do prorosyjskiej rebelii w Donbasie na wschodzie kraju. Wspierani przez Kreml separatyści wiosną 2014 roku proklamowali tam dwie samozwańcze republiki ludowe, doniecką i ługańską. Konflikt w tym regionie Ukrainy trwa do dziś. Według ONZ jego ofiarą padło ok. 13 tys. ludzi.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Niemcy: Muzyk zamordowany przez Polaków. Sąd był bezlitosny

Sąd krajowy w Berlinie wymierzył we wtorek kary długoletniego więzienia dwóm polskim robotnikom budowlanym, oskarżonym o zamordowanie z motywów homofobicznych 47-letniego muzyka Jima Reevesa. Do zbrodni doszło w lutym 2016 roku.

31-letni współsprawca zabójstwa został skazany na 14 lat pozbawienia wolności, a jego 24-letni kompan na 13 lat. Jak głosi sentencja wyroku, obaj są winni szczególnie ciężkiego przypadku zabójstwa oraz szczególnie ciężkiego przypadku wykorzystania osoby niezdolnej do stawiania oporu. W chwili popełniania zbrodni znajdowali się w stanie silnego upojenia alkoholowego.

Biseksualny Reeves i jego zabójcy nocowali w 6-osobowym pokoju w jednym z hosteli w Berlinie. Jak podano w wyroku, muzyk zaproponował najpierw obu mężczyznom kontakt seksualny. Został pobity do nieprzytomności, a następnie sprawcy „w zdegenerowany, będący przejawem homofobicznych uczuć sposób kilkakrotnie nadziali go na nogę od krzesła”. Ofiara ataku zmarła wskutek wewnętrznego krwotoku.

Prokurator żądał dla każdego z oskarżonych kary 14 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. 24-latek przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, natomiast drugi współsprawca twierdził, iż jest niewinny. Sąd orzekł ponadto umieszczenie 31-latka na oddziale odwykowym. Wyrok sądu krajowego nie jest jeszcze prawomocny.

24-latek zatrzymany został w Polsce 18 dni po dokonaniu zbrodni. Po odbyciu w Polsce kary za inne przestępstwo został wydany władzom niemieckim.

Drugi z Polaków wpadł w ręce policji pod Barceloną w Hiszpanii w lutym ubiegłego roku. Funkcjonariusze znaleźli przy nim dwa sfałszowane dowody osobiste, paralizator, trzy telefony komórkowe i 7 tys. euro w gotówce.

Pochodzący z Kolonii Reeves był liderem zespołu Squeezer, który największe sukcesy osiągał w latach 90. Do największych przebojów zespołu należały utwory „Blue Jeans” i „Sweet Kisses”. W okresie późniejszym artysta pracował jako aktor i model.
Źródło info i foto: TVP.info

Katowice: Wyrok dla rodziców 2-letniego Szymona z Będzina

W czwartek katowicki Sąd Apelacyjny wydał wyrok ws. rodziców Szymona z Będzina. Jarosław R. i Beata Ch. zostali skazani na 15 i 13 lat więzienia za zabicie swojego 2-letniego syna. Prokurator żądał dla nich dożywocia.

Sąd Apelacyjny w Katowicach skazał Jarosława R. i Beatę Ch. odpowiednio na 15 i 13 lat więzienia. Prokurator nie był zadowolony z poprzedniego wyroku. Ojciec chłopca został skazany na 12 lat więzienia, a jego matka na 10. W poprzednich rozprawach oskarżyciel żądał dla nich 15 lat pozbawienia wolności, teraz domaga się dożywocia – podaje portal dziennikzachodni.pl.

Rodzice dziecka zostali uznani za winnych zabójstwa ich 2-letniego syna. Jarosław R. i Beata Ch. godzili się na śmierć Szymona nie udzielając mu pomocy. Ciało chłopca zostało znalezione w cieszyńskim stawie w marcu 2010 r.
Źródło info i foto: wp.pl

Julia Skripal wraca do zdrowia po ataku chemicznym w Salisbury

Jak podają brytyjskie media, stan Julii Skripal „szybko się poprawia” i nie jest już krytyczny. Córka byłego rosyjskiego szpiega została otruta cztery tygodnie temu w Salisbury. Skripal to były rosyjski pułkownik, który z brytyjskim wywiadem współpracował od lat 90. W 2006 roku został skazany w Rosji na 13 lat więzienia za szpiegostwo. W 2010 roku trafił na Zachód podczas wymiany agentów między Rosją i USA. Później przeniósł się do Wielkiej Brytanii.

66-letni Skripal i towarzysząca mu jego 33-letnia córka zostali znalezieni nieprzytomni w centrum handlowym Maltings w Salisbury na południu Anglii. Londyńska policja potwierdziła już, że była to próba morderstwa. Zostali otruci przy użyciu środka paralityczno-drgawkowego.

Skripal i jego córka przebywają w szpitalu w Salisbury. W śledztwo zaangażowanych jest około 250 funkcjonariuszy policji.

Konsekwencje dla Rosji

Londyn oskarżył o otrucie Skripala Moskwę. Wydalił 23 rosyjskich dyplomatów, tłumacząc, że są to „niezgłoszeni oficerowie wywiadu”. W odpowiedzi na ten krok Rosja wydaliła 23 brytyjskich dyplomatów. W ramach poparcia dla Wielkiej Brytanii po kilku rosyjskich dyplomatów wydaliły m.in. kraje nadbałtyckie, Polska, Węgry, Niemcy, Włochy, Holandia czy Francja. O wyrzuceniu 60 rosyjskich dyplomatów zdecydował również Donald Trump. W środę ekspulsję jednego rosyjskiego dyplomaty zapowiedziała Czarnogóra. Wycofano także zgodę na działalność honorowego konsula Rosji w Tym kraju.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielka Brytania: 21 osób poszkodowanych po ataku na byłego rosyjskiego szpiega

Łącznie 21 osób zostało poszkodowanych w związku z otruciem byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala, którego w niedzielę znaleziono nieprzytomnego w Salisbury w Wielkiej Brytanii – poinformowała w czwartek policja.

Po kontakcie z nieznaną substancją kilkoro poszkodowanych w szpitalu „przeszło badania krwi, było poddanych leczeniu, otrzymało wsparcie” – powiedział na antenie Sky News szef miejscowej policji Kier Pritchard. Wyjaśnił, że wśród 21 osób poszkodowanych są Siergiej Skripal i jego córka.

Są to pierwsze oficjalne doniesienia dotyczące kolejnych poszkodowanych w związku z tym zdarzeniem. Niektóre media informowały wcześniej o dwóch funkcjonariuszach, którzy trafili do szpitala, uskarżając się na problemy z oddychaniem oraz podrażnienie oczu.

Pritchard dodał, że w szpitalu pozostają trzy osoby. Skripal oraz jego córka, których znaleziono w niedzielę nieprzytomnych na ławce w Salisbury, są w stanie krytycznym. Stan policjanta Nicka Baileya, który jako jeden z pierwszych przybył na miejsce zdarzenia, poprawia się – powiadomił szef miejscowej policji.

Skripal, były pułkownik rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU, został w 2006 roku skazany na 13 lat więzienia za przekazywanie od lat 90. Brytyjczykom danych na temat działających w Europie rosyjskich agentów. W trakcie procesu przyznał się do postawionych mu zarzutów.

W 2010 roku został ułaskawiony przez ówczesnego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa i objęty dokonaną na lotnisku w Wiedniu wymianą czterech rosyjskich więźniów na 10 szpiegów przetrzymywanych przez amerykańskie Federalne Biuro Śledcze (FBI). Po przybyciu do Wielkiej Brytanii zamieszkał w Salisbury.
Źródło info i foto: TVP.info

Sąd odroczył wydanie wyroku w sprawie Brunona Kwietnia

Krakowski sąd apelacyjny odroczył ogłoszenie wyroku w sprawie Brunona Kwietnia – nieprawomocnie skazanego na 13 lat pozbawienia wolności za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm. 19 kwietnia odbędzie się rozprawa. „Niekorzystny wyrok dla oskarżonego i obrońców nie upoważnia do emocjonalnego zarzucania sądowi nieuczciwości” – stwierdził w tej sprawie prokurator.

Czwartek był drugim dniem rozpoznawania apelacji obrońców Brunona Kwietnia. Na niejawnej rozprawie sąd wysłuchiwał ich wystąpień oraz stanowiska prokuratora w kwestiach objętych klauzulą tajności. O godz. 13 przywrócił jawność rozprawy, wysłuchał uzupełniających wystąpień obrońcy i Brunona Kwietnia i podał informacje o terminie ogłoszenia wyroku.

W środę podczas jawnej części rozprawy obrońcy Kwietnia wnosili o uchylenie wyroku i skierowanie sprawy do ponownego rozpoznania. Podnosili m.in. argumenty o stronniczości sądu i nieuczciwości procesu oraz dowolnym interpretowaniu przez sąd materiału dowodowego – co ich zdaniem doprowadziło do uznania winy oskarżonego i wymierzenia rażąco surowej kary. Powtórzyli również argumenty, że Brunon Kwiecień padł ofiarą nielegalnej gry operacyjnej ABW. Do apelacji obrońców przyłączył się Brunon Kwiecień, twierdząc m.in., że jego proces ma znamiona procesu politycznego.

Przeciwko apelacji obrońców wystąpił prokurator twierdząc, że zgłaszane argumenty są bezzasadne i nie zasługują na uwzględnienie. Zdaniem prokuratora, Sąd Okręgowy prawidłowo ocenił materiał dowodowy i wydał właściwą karę, a proces odbywał się z poszanowaniem prawa. Prokurator stwierdził, że „niekorzystny wyrok dla oskarżonego i obrońców nie upoważnia do emocjonalnego zarzucania sądowi nieuczciwości”. Apelację złożył też obrońca współoskarżonego Macieja O., skazanego na dwa lata w zawieszeniu za nielegalny handel i posiadanie broni.

Brunon Kwiecień domaga się uniewinnienia

Oskarżony o przygotowywanie zamachu terrorystycznego na konstytucyjne organy RP i skazany na 13 lat więzienia Brunon Kwiecień zwrócił się w środę podczas rozprawy apelacyjnej przed Sądem Apelacyjnym w Krakowie o uniewinnienie go lub ponowne rozpoznanie jego sprawy. „Uzasadnienie wyroku to przerost treści nad formą. Pani sędzia postawiła na ilość, a nie jakość” – powiedział w ostatnim słowie oskarżony Kwiecień. Uznał też, że „sam proces ma znamiona procesu politycznego ze wszystkimi konsekwencjami”.

Nie wiem, czy wszyscy sędziowie są do pani sędzi podobni, ale mam nadzieję, że tak nie jest – mówił Kwiecień odnosząc się do procesu w I instancji. Jak mówił, sędzia nie traktowała go poważnie i miał wrażenie, że mówi do ściany. Sędzia nie liczyła się z opinią biegłych, jeśli nie pokrywało się to z jej opinią i wielokrotnie powtarzała w pisemnym uzasadnieniu to samo – dodawał.

Oskarżony, doprowadzony z aresztu, zjawił się w środę w sądzie z dużym notesem, którym posługiwał się podczas wystąpienia. Korzystając z notatek wskazywał m.in., dlaczego „pani sędzia nie była osobą obiektywną”.

O uniewinnienie wnosił także drugi oskarżony w sprawie – Maciej O., skazany na karę w zawieszeniu za nielegalne posiadanie broni i handel nią. Dla mnie to zawsze były egzemplarze kolekcjonerskie, które zostały pozbawione cech używalności i w takim stanie je nabywałem, nie można ich było używać zgodnie z przeznaczeniem i nie można ich było określić mianem broni – zapewniał, powołując się na swą pasję kolekcjonerską i muzealniczą.

O nieuwzględnienie apelacji obrońców Brunona Kwietnia i utrzymanie w mocy wyroku skazującego go na 13 lat więzienia za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na konstytucyjne organy RP wniósł wcześniej w sądzie apelacyjnym prokurator Mariusz Krasoń.

Zdaniem oskarżyciela publicznego, apelacje obrońców są bezzasadne, a ich argumenty nie zasługują na uwzględnienie. Sąd Okręgowy prawidłowo ocenił materiał dowodowy i wydał właściwą karę – mówił przed sądem prokurator. Jak podkreślił, proces odbywał się z poszanowaniem prawa, a „niekorzystny wyrok dla oskarżonego i obrońców nie upoważnia do emocjonalnego zarzucania sądowi nieuczciwości – jak robili to obrońcy Brunona Kwietnia”.

Zdaniem prokuratora bezzasadne okazały się zarzuty przydzielenia sprawy niewłaściwemu sędziemu – sprawę otrzymał sędzia pierwszy na liście do przydzielenia sprawy w tym wydziale. Podobnie bezzasadne były według niego zarzuty stronniczości ławników, zarzuty co do przyjętego przez sąd planu przesłuchiwania świadków czy oddalania pewnych wniosków dowodowych, do czego sąd ma prawo i co świadczy o obiektywizmie sądu.

Jak podkreślił prok. Krasoń, który oskarżał też w I instancji, nie stwierdził żadnych uchybień, które mogłyby wskazywać na nieprawidłowy przebieg procesu. W swoim wystąpieniu przeanalizował także wszystkie dowody, wskazujące jego zdaniem na winę oskarżonego, którą uznał sąd. Według prokuratora także w przypadku Macieja O. sąd dokonał prawidłowej oceny materiału dowodowego i wydał prawidłowy wyrok – tym też motywował wniosek oskarżenia o oddalenie apelacji i utrzymanie w mocy wyroku skazującego Brunona Kwietnia Macieja O.

Sąd po wysłuchaniu stron odroczył rozprawę do czwartku. Będzie wówczas na posiedzeniu niejawnym zapoznawał się dalszą częścią argumentów obrońców, dotyczących niejawnej części procesu. Po południu odbędzie się kolejna jawna część rozprawy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zapadł prawomocny wyrok w sprawie „Belmondziaka”

Koniec marzeń liderów gangu „Szkatuły” o bezkarności. Po rocznej batalii sądu apelacyjnego z plagą chorób wśród oskarżonych, zapadł prawomocny wyrok na „wiceprezesa” bandy Marcina K. ps. Belmondziak, jego „oficera” Marcina Z. ps. Misiek i kilku członków gangu. W apelacji podtrzymano 13 lat więzienia dla „Belmondziaka” i 15 lat dla „Miśka” – ustalił portal tvp.info. Przed sądem toczą się jeszcze inne procesy Marcina K., a kilka tygodni temu przedstawiono mu kolejne zarzuty.

– Mogę potwierdzić, że sąd apelacyjny w Warszawie podtrzymał wyrok sądu okręgowego, skazujący m.in. Marcina K. oraz Marcina Z. na kary 13 i 15 lat więzienia. Cieszę się, że w końcu zapadło to rozstrzygnięcie – mówi krótko prok. Dariusz Żądło, który oskarżał w sprawie „Belmondziaka” i spółki.

Prokurator jest oszczędny w słowach, bo nie wspomniał, że „rozstrzygnięcie” zapadło ponad rok po tym, gdy wyznaczono pierwszy termin rozprawy w stołecznym sądzie apelacyjnym i dwa i pół roku po wyroku wydanym przez sąd okręgowy.

Gdy próbowano rozpocząć postępowanie, oskarżeni zaczęli podupadać na zdrowiu. Kolejni podsądni, tuż przed wyznaczonymi kolejnymi terminami rozprawy, przesyłali do sądu zwolnienia lekarskie. I tak przez rok. Doszło do skandalu, który ujawnił portal tvp.info. Okazało się, że zwolnienia od psychiatry, wystawiane w związku z rzekomą depresją „Miśka”, potwierdzała stomatolog, która była na liście lekarzy sądowych. Gdy oskarżonego zbadali lekarze wskazani przez sąd, okazało się, że przypadłości Marcina Z. mogą zniknąć, jeśli sprawa będzie szybko zakończona. Biegli podważyli wcześniejsze opinie lekarzy, z których usług korzystał „Misiek”.

Po publikacji portalu tvp.info minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił o objęcie nadzorem tego procesu. Sprawę działań pani stomatolog bada prokuratura.

Przyrodni boss

Marcin K. ps. Belmondziak vel Wściekły, to przyrodni brat Rafała S. ps. Szkatuła, który w latach 2001- 2011 stworzył jedną z najsilniejszych grup przestępczych w centralnej Polsce. Z zeznań świadków wynika, że „Wściekły”, początkowo był „tylko” jednym z ważniejszych członków gangu swojego brata. Odpowiadał za kontakty z innymi bandami, ponieważ „Szkatuła” ukrywał się przed policją. Na przełomie pierwszej i drugiej dekady XXI wieku stał się faktycznym bossem grupy, która siatką powiązań oplotła całą stolicę.

Podporządkował sobie bossów i watażków grup z Pragi, Śródmieścia, Żoliborza oraz niedobitków dawnej mafii pruszkowskiej, a nawet członów śmiertelnych wrogów z „Mokotowa”. Aby ta niecodzienna federacja nie rozbiła się o ambicje poszczególnych liderów, mianował ich swoimi kapitanami. Tylko z nimi utrzymywał bezpośrednie kontakty.

Według śledczych głównym źródłem zarobków „Wściekłego” był handel narkotykami. Marcin K. został skazano m.in. za to, że brał udział w sprzedaży co najmniej 12 kg kokainy, 4 kg marihuany oraz 9 kg heroiny.

Nieoficjalnie śledczy mówią, że to zaledwie niewielka część tego, co w ostatnich latach sprzedała banda „Szkatuły”. Gangster starał się być zawsze bardzo ostrożny. Nawet gdy rozmawiał przez „bezpieczny”, jak mu się wydawało, telefon nie używał nazw narkotyków. Używał tylko cyfr, np. trzy dla X, cztery dla Y. Chodziło o liczbę kilogramów dla konkretnego odbiorcy.

K. nie wiedział jednak, że jego wszystkie rozmowy z najbliższymi współpracownikami są podsłuchiwane przez CBŚ. Co ciekawe, funkcjonariusze inwigilujący dziesiątki bandyckich numerów, przypisali „Wściekłemu” mało groźny kryptonim: „Gucio 180”.

Przestępcze BHP

O tym, jak bardzo ostrożny i jednocześnie zdesperowany był „Belmondziak”, świadczy fakt, że gdy w październiku 2009 r. policyjni antyterroryści chcieli go zatrzymać, ten próbował ich rozjechać.

Przy gangsterze i w wynajmowanym przez niego domu policjanci znaleźli ponad 70 telefonów komórkowych. Każdy z nich był używany tylko do kontaktu z jednym, konkretnym członkiem gangu. K. mówił bezczelnie, że tak duża liczba aparatów wynika z tego, że zajmuje się „obwoźnym handlem telefonami”. W rzeczywistości, 42-letni obecnie murarz-tynkarz z zawodu, był bossem gangu, z którym liczyły się ważniejsze grupy przestępcze w kraju.
Żródło info i foto: TVP.info

13 lat więzienia za szpiegowanie na rzecz Litwy

Sąd w Kaliningradzie skazał byłego oficera rosyjskiej marynarki wojennej Jewgienija Matajtisa na 13 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz Litwy – poinformowała Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB). 39-letni Matajtis, mający podwójne, rosyjskie i litewskie obywatelstwo, przyznał się na procesie do przekazywania litewskiemu wywiadowi wojskowemu zastrzeżonych informacji. Zwerbowano go w 2009 roku. W czerwcu 2015 roku został zatrzymany.

Według FSB Matajtis przez sześć lat w zamian za comiesięczne wynagrodzenie zbierał informacje o rosyjskich siłach zbrojnych w okolicach Kaliningradu. Matajtisowi wymierzono też grzywnę w wysokości 200 tys. rubli (3042 dol.) i pozbawiono go stopnia oficerskiego; wyrok będzie odbywał w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Rzecznik litewskiego MSZ Kestitus Vaszkeleviczius powiedział w środę agencji AFP, że przedstawiciel konsulatu Litwy był obecny na procesie, lecz nie miał zgody na kontakt z oskarżonym.

W ubiegłym tygodniu FSB poinformowała, że inny Litwin aresztowany w ubiegłym roku, Aristidas Tamoszaitis, został skazany na 12 lat więzienia za szpiegostwo. Obwód kaliningradzki, rosyjska eksklawa granicząca z Polską i Litwą, jest najbardziej zmilitaryzowanym obszarem Federacji Rosyjskiej; jest też główną bazą rosyjskiej Floty Bałtyckiej.
Żródło info i foto: tvn24.pl