Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciała 39 wietnamskich migrantów w ciężarówce. Aresztowano 26 osób

Francuska prokuratura poinformowała w środę (27 maja) o aresztowaniu we Francji 13 osób i kolejnych 13 w Belgii w związku ze śmiercią 39 wietnamskich migrantów, których ciała znaleziono w październiku ubiegłego roku w ciężarówce pod Londynem. W ramach śledztwa w sprawie tej tragedii, prowadzonego wspólnie przez Wielką Brytanię, Irlandię, Francję i Belgię, dokonano we wtorek 16 przeszukań głównie w Brukseli i aresztowano 13 osób – 11 Wietnamczyków i dwóch Marokańczyków. 13 osób zatrzymano w rejonie Paryża.

Osoby aresztowane przez policję są również podejrzane o udział w ogromnym handlu ludźmi między Francją, Belgią i Zjednoczonym Królestwem. Francuska prokuratura nie sprecyzowała narodowości osób zatrzymanych, lecz źródło zbliżone do śledztwa twierdzi, że są to głównie Wietnamczycy.

„Podejrzewa się, że sieć utworzona przez handlarzy ludźmi prawdopodobnie transportowała do kilkudziesięciu osób dziennie przez kilka miesięcy” – podkreśla belgijska prokuratura.

„Organizacja skupiła się na transporcie imigrantów z Azji, głównie z Wietnamu” – dodała belgijska prokuratura, podkreślając, że „podejrzewa się, że to ta siatka umożliwiła” przemyt 39 nielegalnych migrantów, którzy zostali znalezieni martwi 23 października w dzielnicy przemysłowej w Grays w Wielkiej Brytanii.

Rozprawa

Maurice Robinson, pochodzący z Irlandii Północnej kierowca ciężarówki, w której znaleziono ciała, przyznał się w kwietniu w Londynie podczas rozprawy wstępnej do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa. Drugi oskarżony w tej sprawie, Gheorge Nica, który ma podwójne obywatelstwo rumuńskie i brytyjskie, nie przyznał się ani do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji.

W rozprawie uczestniczyło jeszcze trzech innych oskarżonych – jeden mieszkaniec Irlandii Północnej oraz dwóch mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów. Wszystkim trzem poprzednio postawiono zarzuty udziału w spisku w celu pomocy w nielegalnej imigracji.

Właściwy proces oskarżonych rozpocznie się 5 października.

Tragiczne zdarzenie

W nocy z 22 na 23 października zeszłego roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex w kontenerze-chłodni na naczepie ciężarówki prowadzonej przez Robinsona odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców. Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia, bądź połączenia tych czynników.
Źródło info i foto: interia.pl

Jutro kolejny akt oskarżenia w związku z aferą reprywatyzacyjną. Dotyczy 13 osób

We wtorek prokuratura skieruje do sądu kolejny akt oskarżenia w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną w Warszawie – poinformował w poniedziałek prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jak zaznaczył, akt oskarżenia obejmuje 13 osób i dotyczy 13 nieruchomości.

Z informacji przekazanej przez prokuraturę wynika, że w zapowiadanym akie oskarżenia zarzucono oskarżonym popełnienie 37 przestępstw, w tym korupcji. Z ustaleń śledczych wynika, że urzędnicy warszawskiego ratusza przyjęli łapówki w kwocie ponad 2 mln zł, a szkoda wyrządzona w związku z przestępczym procederem przekracza 90 mln zł.

Podczas konferencji prasowej Zbigniew Ziobro, przekazał, że „jutro (wtorek – PAP) wpływa do sądu kolejny akt oskarżenia w sprawie nieruchomości warszawskich i oszustw związanych z działalnością grup przestępczych, które grabiły Warszawę z nieruchomości”.

Z kolei prokurator Michał Ostrowski podkreślił, że akt oskarżenia, który zostanie skierowany do sądu przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu we wtorek, będzie już siódmym aktem oskarżenia w zakresie tzw. afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. „Akt oskarżenia dotyczy 13 oskarżonych. Łącznie zarzucono im 37 przestępstw, w tym przestępstw korupcyjnych, gdzie kwota korzyści majątkowych przyjętych przez urzędników Urzędu m. st. Warszawy przekracza dwa miliony zł” – zaznaczył prok. Ostrowski.

Jak dodał, łączna szkoda wyrządzona w zakresie tego aktu oskarżenia przekracza 90 mln zł.

Prokurator przekazał przy tym, że w ramach tego aktu oskarżenia oskarżonych zostanie sześciu urzędników warszawskiego ratusza, czterech radców prawnych, jeden notariusz i dwóch handlarzy roszczeń.

– Kolejny akt oskarżenia wobec 13 osób w związku z reprywatyzacją w Warszawie to dowód na patologię, jaka miała miejsce w urzędzie miasta; za błędnymi decyzjami często szły wręczane korzyści majątkowe, łącznie mówimy o ponad 45 mln zł – powiedział wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Kaleta, który jest też przewodniczącym komisji weryfikacyjnej, powiedział podczas konferencji we wtorek, że zapowiedziany akt oskarżenia wobec 13 osób w związku z reprywatyzacją „to kolejny dowód na to, jaka patologia miała miejsce w urzędzie m.st. Warszawy”.

Zaznaczył, że komisja weryfikacyjna zajmowała się wieloma adresami, które są objęte aktem oskarżenia. „Wskazywaliśmy na szereg wątpliwości towarzyszących wydawaniu decyzji reprywatyzacyjnych, również oskarżeni w tej sprawie zeznawali przed komisją i w wielu sprawach komisja poczyniła szereg ustaleń, we współpracy z prokuraturą udało się zbudować pełny obraz tej patologii” – powiedział Kaleta.

Mówił, że za błędnymi decyzjami reprywatyzacyjnymi „bardzo często szły wręczane korzyści majątkowe urzędnikom m.st. Warszawy w niebagatelnych kwotach”. „Łącznie mówimy o korzyściach majątkowych obecnie powyżej 45 mln zł” – powiedział Kaleta.

Przypomniał, że we wtorek zaproponuje komisji weryfikacyjnej treść raportu z ponad dwuletniej pracy.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Milionowe oszustwa na cukrze. Zatrzymany były poseł Ligi Polskich Rodzin

Grzegorz G., były poseł Ligi Polskich Rodzin, był zdaniem Prokuratury Krajowej jednym z hersztów zorganizowanej grupy przestępczą dokonującej oszustw na cukrze. Gang, w którym działał, miał się dorobić kilku milionów złotych sprzedając cukier przemysłowy jako spożywczy. Funkcjonariusze CBŚP zatrzymali 13 osób zamieszanych w przekręt, w tym trzech innych liderów bandy.

Ponad 150 funkcjonariuszy z całej Polski wzięło udział w obławie na członków gangu wyłudzającego cukier przemysłowy, który był później sprzedawany jako droższy – spożywczy. Działania prowadzono na terenie województw: zachodniopomorskiego, mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego i pomorskiego. Na polecenie szczecińskich „pezetów” Prokuratury Krajowej, policjanci CBŚP zatrzymali 13 osób zamieszanych w przekręt.

Funkcjonariusze przeszukali 48 domów, firm, biur i posesji na terenie Polski. W Krajowej Spółce Cukrowej zabezpieczyli ponadto dokumentację z kilku ostatnich kat. To właśnie w KSC przestępcy zaopatrywali się w znacznie tańszy cukier przemysłowy.

Poszukiwany eksposeł

Z ustaleń śledczych wynika, że rozbitą grupą kierowało trzech mężczyzn. Jednym z nich miał być Grzegorz G., były poseł Ligi Polskich Rodzin. Zdaniem prokuratury był on najważniejszym z hersztów, ponieważ miał rozległe kontakty wśród producentów cukru. W czasie śledztwa okazało się, że były poseł jest poszukiwany listem gończym, wydanym przez jeden z sądów rejonowych. Funkcjonariuszom CBŚP udało się go namierzyć bez większych problemów.

Trzej liderzy gangu usłyszeli zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Śledczy nie ujawnili jednak treści zarzutów. Wiadomo, że pozostali zatrzymani odpowiedzą m.in. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, poświadczenie nieprawdy, paserstwo, pranie pieniędzy oraz składanie fałszywych zeznań.

Decyzją sądu wobec pięciu osób zastosowano areszt tymczasowy. Pozostali podejrzani będą odpowiadać z wolnej stopy.

Miliony na różnicy

Śledztwo w sprawie „słodkiego” przekrętu prowadzone jest od 2018 r. przez szczeciński zarząd CBŚP oraz Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie. Prokuratura ustaliła, że cukrowy gang działał w latach 2015-2018.

Mechanizm przekrętu był banalnie prosty. Gang kupował cukier przemysłowy i sprzedawał go jako spożywczy, ponieważ oba produkty mają te same parametry jakościowe. Różnią się jednak ceną. Tańszy cukier przemysłowy jest używany w produkcji alkoholu lub syropów. Aby dokonać nabycia cukru przemysłowego, sprawcy tworzyli podmioty będące fikcyjnymi jego przetwórcami. W rzeczywistości produkcja odbywała się tylko na papierze, a cukier był sprzedawany za pośrednictwem firm uczestniczących w przestępczym procederze.

Z ustaleń śledczych wynika, że w wyniku działalności gangu na polski rynek trafił cukier przemysłowy o wartości prawie 20 mln zł. Na różnicy w cenach przestępcy zarobili kilka milionów złotych, które inwestowali m.in. w samochody, kosztowności i nieruchomości. Śledczy zabezpieczają teraz majątki podejrzanych.
Źródło info i foto: TVP.info

Wielkopolska: Gromadzili i porzucali niebezpieczne odpady. Zatrzymano 13 osób

Wielkopolska policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się gromadzeniem – i porzucaniem – niebezpiecznych odpadów. W sprawie zatrzymano już 13 osób. Wszystkie usłyszały zarzuty.

Jak donosi reporter RMF FM Mateusz Chłystun, członkowie grupy odbierali duże ilości chemikaliów i odpadów poprodukcyjnych, udając legalnie działające firmy, rejestrowane na podstawione osoby. Zebrane śmieci i trucizny gromadzili np. w wynajmowanych magazynach: nie utylizowali ich ani nie wywozili, po czym znikali bez śladu, zostawiając z tym problemem mieszkańców i samorządy.

Cały proceder trwał od 5 lat.

Według wstępnych szacunków, tylko w Poznaniu i okolicach grupa mogła porzucić nawet kilkanaście tysięcy ton odpadów niebezpiecznych dla ludzi. Składowano je w beczkach, w których służby znalazły m.in. opary benzenu, ksylenu czy toluenu.

Dział prasowy Prokuratury Krajowej poinformował, że zatrzymania podejrzanych miały miejsce we wtorek na polecenie Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, przeprowadzono również przeszukania w 11 miejscach prowadzenia działalności i zamieszkania zatrzymanych.

Osoby zatrzymane usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, jak również popełnienia przestępstw przeciwko środowisku i dokumentom oraz sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach – podała Prokuratura Krajowa.

Zaznaczyła, że podejrzani działali „w sposób mogący zagrozić życiu lub zdrowiu ludzi oraz spowodować istotne obniżenie jakości wody, powietrza i powierzchni ziemi lub zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym”, a także powodowali „bezpośrednie niebezpieczeństwo pożaru i eksplozji materiałów łatwopalnych oraz rozprzestrzeniania się substancji trujących, duszących i parzących zagrażających życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w wielkich rozmiarach”.

W komunikacie PK czytamy o „siedmiu ustalonych lokalizacjach składowania odpadów, tj. w Poznaniu, Łosińcu, Adamowie, Komornikach i Janikowie”.

Prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie wobec jednej z podejrzanych osób tymczasowego aresztu. Wobec pozostałych zastosowano dozór policji i poręczenia majątkowe w wysokości od 2 do 60 tysięcy złotych.

Podejrzanym za zarzucane im przestępstwa grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwani przez policję. Używali rac podczas marszu Niepodległości

​13 osób jest poszukiwanych za odpalenie rac podczas wczorajszych marszów z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. W pochodach szło 250 tysięcy ludzi.

Wszyscy poszukiwani to mężczyźni. Ich zdjęcia opublikowała warszawska komenda policji. Jak poinformowała w poniedziałek rano Komenda Stołeczna Policji na swojej stronie internetowej, czynności prowadzone są w Komendzie Rejonowej Policji Warszawa-Śródmieście i dotyczą one naruszenia artykułu 52 p.1 kodeksu wykroczeń.

Przepis mówi, że „kto bierze udział w zgromadzeniu, posiadając przy sobie broń, materiały wybuchowe, wyroby pirotechniczne lub inne niebezpieczne materiały podlega karze aresztu do 14 dni, karze ograniczenia wolności albo karze grzywny”.

Funkcjonariusze zabezpieczyli pierwsze wizerunki osób, które mogły odpalać race. Policja prosi o pomoc osoby, które mogłyby pomóc w identyfikacji mężczyzn ze zdjęć.
Źródło info i foto: RMF24.pl

18-letni handlarz dopalaczami trafi za kratki na 8 lat?

Do 8 lat więzienia grozi młodemu mężczyźnie, który miał rozprowadzać środki psychoaktywne w Trzebiatowie w Zachodniopomorskiem. Po ich zażyciu do szpitali z objawami ciężkiego zatrucia trafiło 13 osób. Zatrzymany 18-latek noc spędził w areszcie. Dziś będzie przesłuchiwany.

Zatrzymany mężczyzna jest podejrzany o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez wprowadzenie do obrotu szkodliwych dla zdrowia substancji – wyjaśniła Joanna Biranowska-Sochalska z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Grozi mu do 8 lat więzienia.

13 osób z Trzebiatowa trafiło w poniedziałek i we wtorek do szpitali. To ludzie w wieku od 14 do 30 lat. Mieli objawy zatrucia środkami psychoaktywnymi, prawdopodobnie dopalaczami.

Niektóre z tych osób są w stanie ciężkim. Ci pacjenci trafili na intensywną terapię do Gryfic, Kołobrzegu i Szczecina. Była im potrzebna pomoc, bo po zażyciu dopalaczy niektórzy tracili przytomność.

U wszystkich wystąpiły zaburzenia świadomości. Lekarze mówili, że to typowe po zażyciu silnych środków psychotropowych. Śledczy nie wykluczają, że niebezpieczny narkotyk mogło zażyć więcej osób. Zatrzymany 18-letni Aleksander N. z Trzebiatowa prawdopodobnie sprzedawał i sam zażywał narkotyki od dłuższego czasu. Na jego profilu w mediach społecznościowych roi się od aluzji do np. palenia marihuany.

Czym dokładnie była substancja, która zaszkodziła młodym ludziom z Trzebiatowa? Odpowiedź na to pytanie przyniosą szczegółowe badania.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Szczecinie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Grupa oszustów wyłudziła 15 mln zł na „bezpieczne i pewne inwestycje”

Co najmniej 15 mln zł zarobiła grupa oszustów, która naciągnęła ponad 300 osób na inwestowanie w tzw. nowoczesne instrumenty finansowe. Klienci byli mamieni obietnicą pewnych zysków, a w rzeczywistości inwestycje nie odbywały się na prawdziwym rynku inwestycyjnym, ale wirtualnie na prywatnym serwerze, kontrolowanym przez naciągaczy. W ostatnich dniach zatrzymano do sprawy 13 osób, w tym obywatela Izraela Reuvena H., znanego stołecznego dewelopera.

W ostatnich dniach funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą KDP pod nadzorem stołecznej Prokuratury Okręgowej zatrzymali 13 osób związanych z działalnością firmy Alpha Finex i powiązanych z nią spółek. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że jednym z podejrzewanych mężczyzn jest Reuven H. (posiada obywatelstwo Izraela i Rumunii), który do 13 lutego pełnił funkcję dyrektora znaczącego konsorcjum działającego na rynkach deweloperskich. Poza H. zatrzymano także Dora L. (z Izraela), Gruzina – Agiti K., Rosjanina – Ibrahima E. i dziewięciu Polaków.

Wirtualny przekręt

– Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty: udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw na rynku finansowym; prowadzenia działalności maklerskiej w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia oraz oszustw – powiedział portalowi tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

– Ustalono, iż podejrzani działając w ramach podmiotów o nazwach Alpha Finex Ltd, U Trade, Labor Poland, Bloom FX oraz Trade Marker Cyprus występującej pod marką handlową Sky Fx, doprowadzili do niekorzystnego rozporządzenia mieniem 326 pokrzywdzonych na łączną kwotę ponad 15 mln zł. Klientom oferowali m.in. inwestowanie ich pieniędzy w instrumenty finansowe, kruszce i waluty na rynku FOREX, zapewniając o opłacalności inwestycji, bezpieczeństwie zainwestowanych środków czy gwarancji ich wypłaty – dodaje prok. Łapczyński.

W rzeczywistości inwestycje odbywały się na prawdziwym rynku inwestycyjnym, ale na prywatnych serwerach zlokalizowanych poza Polską, m.in. na terenie Izraela oraz najprawdopodobniej USA. Rachunki inwestycyjne miały w rzeczywistości wartości wirtualne, łącznie z opłatami od „transakcji” oraz zyskami.

Polowanie na jelenie

Z ustaleń śledztwa wynika, że mechanizm oszustwa był bardzo prosty. Przedstawiciele Alpha Finex lub powiązanych z nią firm dzwonili do różnych osób i namawiali do „prawdziwych okazji” w związku z zainwestowaniem w akcje na giełdzie, waluty na rynku FOREX oraz kruszce. Klienta przekonywano, że cała operacja jest bezpieczna i obarczona minimalnym ryzykiem poniesienia strat. Ponadto klienci byli zapewniani, że w każdym momencie mogą wycofać zainwestowane pieniądze.

– Po dokonaniu wpłaty na rachunek spółki klient był instruowany telefonicznie przez pracownika spółki w zakresie założenia konta inwestycyjnego, po czym otrzymywał login i hasło do platformy inwestycyjnej Meta Trader 4, na której mógł dokonywać transakcji oraz śledzić stan zainwestowanych środków. Przydzielano mu również opiekuna inwestycyjnego, zapewniając, że jest to profesjonalista w zakresie obrotu na rynku finansowym. Opiekun telefonował do klienta, informował, w co ma inwestować, doradzał, jakich ma dokonać transakcji, a jakich transakcji unikać – wyjaśnia prok. Łapczyński.

Początkowo klienci oszustów osiągali niewielki zysk. Jednak bardzo szybko porady opiekunów oraz transakcje przez nich doradzane przynosiły wyłącznie straty. Po każdej poniesionej przez klientów stracie osoby będące ich opiekunami stawały się nieuchwytne – nie odbierały telefonów i nie odpowiadały na maile. Niektórzy klienci, chcąc odrobić poniesione straty, ulegali presji doradców i dokonywali dodatkowych wpłat, zaciągając niejednokrotnie pożyczki w bankach bądź zadłużając się u rodziny.

Klienci wpłacali od tysiąca do nawet 600 tys. zł. Pieniądze klientów w ogóle nie były inwestowane, ale wykorzystywano je do wynagrodzenia pracowników oszukańczych firm, a przede wszystkim na prywatne cele osób kierujących przekrętem.

Z ustaleń śledztwa wynika, iż średnie zarobki osób, które kontaktowały się z klientami, wynosiły ok. 1800 zł i były powiększane o premie, uzależnione od dokonywanych przez inwestorów wpłat. Niektórzy pracownicy z tytułu skutecznej „sprzedaży” osiągali miesięczne dochody rzędu 15 tys. zł. Ponadto z tytułu jednorazowych premii, stanowiących od 3-7 proc. wpłaty klienta, byli w stanie uzyskać 20-30 tys. zł.

Zarabiali na stratach klientów

Jak ustalono, właścicielem oraz przedstawicielem spółki Alpha Finex, z którą powiązane były kolejne działające m.in. na terenie Polski i świadczące na jej rzecz usługi pośrednictwa, był Eyal P. Mężczyzna został zatrzymany w 2017 r. W czasie śledztwa okazało się, że nie jest on jedyną ważną osobą w grupie oszustów.

Zatrzymany przed kilkoma dniami Rauven H. miał, według śledczych, być osobą upoważnioną do dysponowania kilkoma rachunkami spółek objętych śledztwem, na które przelewane były środki pochodzące z wpłat klientów. Nasi rozmówcy twierdzą, że H. mógł nadzorować pieniądze przepływające przez spółki wykorzystywane do przekrętów.

Prokuratura uważa, że „celem działających na terenie Polski przedstawicielstw Alpha Finex było pozyskanie jak największej ilości klientów, którzy zainwestują jak największe kwoty, oraz prowadzenie działalności na zasadzie „market maker”, gdzie poniesiona przez klienta strata na inwestycjach oznacza zysk dla prowadzącego brokera, zaś zysk odnoszony przez klienta stratę dla brokera.

Prokuratura zdecydowała o zajęciu mienia zatrzymanych osób. W sumie zajęto już majątki oszustów na łączną kwotę 5,2 mln zł. To przede wszystkim gotówka, kosztowności oraz akty własności nieruchomości.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe nagranie z zamachu w Barcelonie. Moment ataku na La Rambli

Hiszpańskie media pokazały w piątek niepublikowane wcześniej nagranie z kamery monitoringu, która uchwyciła moment ataku terrorystycznego na La Rambli. Na filmie widać przejeżdżającą białą furgonetkę, którą Junes Abujakub wjechał w zeszły czwartek w spacerujących po najsłynniejszej alei Barcelony ludzi. Nagranie pokazuje uciekające w popłochu osoby. Niektórym z nich cudem udało się uniknąć staranowania przez jadącego zygzakiem terrorystę. W ataku zginęło 13 osób.
Źródło info i foto: mpolska24.pl

Opublikowano zdjęcie domniemanego sprawcy zamachu w Barcelonie

Hiszpańska Guardia Civil (jedna ze służb policyjnych) opublikowała zdjęcie domniemanego sprawcy zamachu w Barcelonie. Ma być nim młody Driss Oukabir Soprano. To on miał kierować furgonetką, która wjechała w tłum ludzi na znanym deptaku. Zginęło co najmniej 13 osób, kilkadziesiąt jest rannych. W czwartek wieczorem został zatrzymany. Jednak przed godz. 22 hiszpański dziennik „La Vanguardia” podał informację, że Oukabiri sam zgłosił się na policję!

Jaszcze dwa dni przed zamachem Driss Oukabir opublikował na portalu społecznościowym swoje zdjęcie na słonecznej plaży. 17 sierpnia był człowiekiem numer jeden poszukiwanym w Hiszpanii. „La Vanguardia”, którą cytuje Onet.pl podaje informację, że Driss Oukabir sam zgłosił się na policję, kiedy zobaczył swoje zdjęcie w telewizji. Jak zeznał, skradziono mu wcześniej dowód osobisty. To właśnie na jego nazwisko została wynajęta jedna z dwóch furgonetek, które miały być wykorzystane w zamachu? Czy to tylko linia obrony? To wykarze śłedztwo.

Na razie o Driss Oukabir wiadomo niewiele. Pochodzi z Marsylii z Francji, ale mieszkał w hiszpańskiej miejscowości Ripoll w Katalonii. Z pochodzenia jest Marokańczykiem. Nie ma informacji, czy był powiązany z muzułmańskimi ekstremistami. Natomiast po jego profilu można domniemywać, że wyznawał islam i interesował się tą religią.

Na facebookowym profilu Drissa Oukabira już kilka godzin po zamachu pojawiły się bardzo mocne komentarze pod jego adresem. Wiele jest określeń nie nadających się do cytowania. Internauci pisali: „Mam nadzieję, że zostaniesz pochowany żywcem”; „Oddałabym wszystko, by być jednym z gliniarzy. Już byś nie żył”.

Jak podaje hiszpański dziennik „El Mundo”, drugi z domniemanych terrorystów został zastrzelony podczas obławy, 10 km od centrum Barcelony. Uciekał białym fordem focusem.

Do krwawego zamachu terrorystycznego doszło w czwartek w Barcelonie na pełnym ludzi deptaku La Rambla w pobliżu placu Katalońskiego, gdzie jest mnóstwo straganów z pamiątkami. Auto, którym miał kierować Driss Oukabir, wjechało w tłum ludzi. Co najmniej 13 osób zginęło, ponad 50 jest rannych.
Źródło info i foto: Fakt.pl