Sprawę porwania sprzed 26 lat wyjaśnią badania DNA

Czy zagadka tajemniczego zniknięcia dziecka sprzed 26 lat w końcu zostanie rozwiązana? Wiele na to wskazuje! Za oceanem odnalazła się 27-letnia Amerykanka, która twierdzi, że może być zaginioną w latach 90. Moniką Bielawską z Legnicy (woj. dolnośląskie). Dziewczynka zniknęła wraz z wózkiem spod apteki, a za winnego uprowadzenia i sprzedaży dziecka uznano jej ojca. Robert B. (46 l.) odbywa karę 15 lat więzienia.

Kolejne lata życie mamy i babci Moniki przepełniała rozdzierająca serce tęsknota. I nadzieja, że Monika się znajdzie. Teraz okazuje się, że nigdy nie można jej tracić! Możliwe, że niebawem mama i babcia ucałują swoją Monisię!

Po raz ostatni widziały ją 16 lipca 1994 roku. Dziś to już dorosła kobieta, a w dodatku Amerykanka, która nie mówi po polsku. Kelly, bo takie imię otrzymała w drugim życiu, gdy tylko dowiedziała się, że jest adoptowana, postanowiła poznać swoją historię. Za pośrednictwem portali o osobach zaginionych, a potem dzięki międzynarodowej współpracy policji, trop doprowadził ją do Legnicy. Kelly mogła też porównać swoją twarz z portretem Moniki, wykonanym przez policyjnych ekspertów. W 2010 roku odtworzyli wygląd twarzy – wtedy 17-letniej zaginionej dziewczynki.

– Na razie ja, podobnie jak Magdalena (mama Moniki Bielawskiej – przyp. red.) chcemy zatrzymać szczegóły dla siebie – powiedziała Faktowi Kelly. Więcej będzie mogła wyjawić z pewnością dopiero po wynikach testów DNA, które napiszą zakończenie tej sensacyjnej historii. A ta nawet w części nie rozwinęłaby się do tego etapu, gdyby nie internet i wsparcie ludzi, zaangażowanych w poszukiwanie osób zaginionych.

Nieoceniona moc internetu

Jedną ze stron, która udostępniła historię zaginionej Moniki Bielawskiej był facebookowy fanepage „Zaginieni przed laty”. W zeszłym miesiącu do administratorów strony odezwała się Kelly, która prawdopodobnie jest porwaną dziewczynką. – Stare sprawy staramy się przypominać jak najczęściej. Dzięki internautom, którzy udostępniają takie wiadomości, może stać się cud. Te zdjęcia zaginionych trafiają do odbiorców na całym świecie – mówi Faktowi Iwona Modliborska, administratorka strony. – Właśnie w ten sposób Monika poznała siebie na fotografiach i ruszyła dalej sprawę przez międzynarodową organizację policjantów Interpol – dodaje pani Iwona.

Obecnie w kontakcie z Kelly są administratorzy profilu „Zaginęła/Zaginął Cała Polska”, których wsparcie okazało się nieocenione w poszukiwaniach. To właśnie za ich pośrednictwem Kelly teraz kontaktuje się z mediami.

Ojciec Moniki nadal jest w więzieniu

Monikę (1,5 r.) ostatnio widziano 16 lipca 1994 roku. Tego dnia ojciec dziewczynki, Robert B. (46 l.), poszedł do legnickiej apteki wspólnie z córeczką i teściami. W pewnym momencie mężczyzna i wnuczka zniknęli dziadkom z oczu. Robert B. przepadł jak kamień w wodę.

Wrócił po kilku dniach, ale bez Moniki. Później uciekł za granicę. W 1997 roku odbyła się jego ekstradycja do Polski z Wiednia. Podczas przesłuchań często zmieniał wersję wydarzeń. Mówił, że sprzedał córkę na targowisku, że zginęła w wypadku samochodowym, wreszcie – że wypadła mu z wózka i zmarła. W 1998 roku wyszedł z aresztu i miał odpowiadać z wolnej stopy, ale znów uciekł.

W 2008 roku skontaktował się z wymiarem sprawiedliwości przez swojego adwokata, chcąc wyjaśnić sprawę. Sąd Okręgowy w Legnicy nie dał wiary jego tłumaczeniom i uznał, że jest winny uprowadzenia i sprzedania Moniki. Roberta B. skazano na 15 lat więzienia. Zanim wyrok się uprawomocnił, znów uciekł z kraju. 12 września 2013 roku został wreszcie schwytany przez policję w Austrii. Siedzi w więzieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Proponowali pracę ludziom chorym, a później okradali. Grozi im 15 lat więzienia

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom zarzucając im handel ludźmi. Oskarżeni mieli werbować osoby, które wywozili do Wielkiej Brytanii, a następnie wykorzystywali je do zawierania umów kredytowych oraz wyłudzania świadczeń socjalnych – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. Jak przekazała rzeczniczka Prokuratury Krajowej, akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom skierował do Sądu Okręgowego w Gliwicach Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji PK w Katowicach.

– Prokurator oskarżył Dariusza P., Bożenę P., Krystiana P., Władysława K. i Dariusza B., o handel ludźmi polegający na werbowaniu szeregu osób, celem wywozu ich do Wielkiej Brytanii. Osoby te były następnie wykorzystane do zawierania umów kredytowych oraz wyłudzania świadczeń socjalnych w sposób poniżający ich godności – powiedziała prokurator Bialik.

– Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie łącznie 20 przestępstw handlu ludźmi w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, działającej od 2009 roku na terenie Rudy Śląskiej, Częstochowy, Warszawy – podała.

Według ustaleń śledczych oskarżeni mieli wyszukiwać osoby chcące wyjechać do Wielkiej Brytanii. – Werbowane osoby były bezrobotne i znajdowały się w trudnej sytuacji życiowej, a także finansowej, były nieporadne życiowo, o niskich kwalifikacjach zawodowych, nieznające języka angielskiego, niejednokrotnie z ułomnościami intelektualnymi czy zaburzeniami psychiatrycznymi oraz uzależnione od alkoholu – wyliczyła prokurator.

Wskazała, że takim osobom oskarżeni składali oferty „legalnej, bardzo dobrze płatnej pracy” na terenie Wielkiej Brytanii.

– Dzięki podstępowi werbowników, pokrzywdzone osoby zgadzały się na wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie na ich dane osobowe i przy ich nieświadomym udziale, organizatorzy rejestrowali fikcyjną działalność gospodarczą, a w bankach zakładali konta bankowe, do których wydano karty kredytowe. Kryminalna działalność organizatorów koncentrowała się jednak w głównej mierze na wyłudzeniach świadczeń i zasiłków socjalnych w Wielkiej Brytanii. Wskutek takich działań przestępcy otrzymywali, na założone uprzednio przez pokrzywdzonych konta bankowe pieniądze z tytułu dopłat i zasiłków rodzinnych – tłumaczyła.

Bez wody i łazienki

– W czasie pobytu poza granicami, obywatele polscy znajdowali się pod nieustannym nadzorem organizatorów. Pokrzywdzeni byli niejednokrotnie lokowani w przyczepach kempingowych, gdzie nie mieli dostępu do bieżącej wody czy toalety. Nadto organizatorzy procederu zwerbowane uprzednio osoby o najgorszej sytuacji życiowej zmuszali do popełnia kradzieży sklepowych i do pracy przymusowej – podkreśliła.

Jak ustalili śledczy, w taki sposób oskarżeni zwerbowali i przetransportowali prawie stu polskich obywateli, a tylko w przypadku jednej osoby, sprawcy byli w stanie wyłudzić równowartość około 35 tysięcy złotych.

Jak ustalił prokurator wydziału zamiejscowego PK w Katowicach, na terenie województwa śląskiego działało kilka zorganizowanych grup przestępczych zajmujących się handlem ludźmi, składających się w przeważającej części z osób narodowości romskiej. Prok. Bialik dodała, że jedna z grup została założona w Nottingham w Wielkiej Brytanii. W jej skład wchodzili: Dariusz P., Bożena P., Krystian P., Władysław K. i Dariusz B.

W trakcie zatrzymań prokurator zabezpieczył u podejrzanych majątek na łączną kwotę ponad 1,2 miliona złotych.

Za zarzucany czyn może grozić do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Artur M. za podpalenie domu byłej partnerki trafi za kratki na 15 lat

Artur M. (26 l.) ze Skomielnej Białej (woj. małopolskie) nie mógł pogodzić się z tym, że rzuciła go ukochana Karolina Ż. (24 l.). W odwecie podpalił dom, w którym mieszkała z rodziną. Za to, co zrobił, trafi do więzienia na długie lata.

Para poznała się w warsztacie samochodowym, który prowadził ojciec Karoliny. Zakochani zaczęli się spotykać. Urodził im się synek. Wszystko zniszczyły narkotyki. Artur miał z nimi problem. Z tego powodu partnerka go zostawiła i wróciła do rodziców. Porzucony mężczyzna nie mógł pogodzić się z jej odejściem.

Dwa lata temu, w kwietniu, podjechał taksówką pod dom, w którym mieszkała Karolina, 2-letni wówczas synek pary, rodzice kobiety i jej rodzeństwo. Łącznie siedem osób. Artur podpalił drewniany taras. Ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się na inne pomieszczenia. To cud, że nikt nie zginął. Domownicy w porę się obudzili i zdołali uciec z płonącego budynku.

Rankiem Artur M. znów pojawił się w okolicy. – Zabiję wszystkich, z którymi się spotykała lub spotyka – powiedział do ciotki Karoliny.

Podpalacza zatrzymała policja. Sąd pierwszej instancji za usiłowanie zabójstwa 7 osób skazał go na 15 lat więzienia. Oskarżony odwołał się jednak od wyroku. Niedawno sąd apelacyjny podjął decyzję o podtrzymaniu kary.

– Zapamiętaj dobrze datę mojego wyjścia z więzienia – krzyknął do byłej partnerki Artur, gdy policjanci zakuwali go w kajdanki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd skrócił czas odsiadki dla „Szkatuły”

Aż o cztery lata złagodził Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrok Rafała S. ps. Szkatuła w sprawie próby porwania oraz podżegania do zabójstwa. Tym samym zamiast na 15 lat więzienia, boss jednej z największych stołecznych grup przestępczych został prawomocnie skazany na 11.

W grudniu 2017 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Rafała S. na karę 15 lat więzienia za próbę porwania złodzieja samochodów Ireneusza T. w 2002 roku, podżeganie do zabójstwa Piotra D. ps. Pietia w 2010 i 2011 roku oraz nielegalne posiadanie broni. Sędzia Andrzej Krasnodębski uznał, że za pierwsze przestępstwo „Szkatuła” zasłużył na 8 lat, za drugie również na 8, a za trzecie na 3 lata pozbawienia wolności.

Sąd Apelacyjny, który rozpatrywał sprawę, uznał w przypadku dwóch ostatnich przestępstw, sąd I instancji wydał słuszny werdykt. Oceniono jednak, że w sprawie próby porwania trzeba wziąć pod uwagę fakt, że 8 lat to zbyt surowy wyrok, tym bardziej, że za udział w tym samym zdarzeniu brat przyrodni bossa – Marcin K. ps. Belmondziak został skazany na 3 lata. Obniżono więc karę o trzy lata.

Ku zaskoczeniu prokuratury Sąd Apelacyjny złagodził też wyrok łączny. I to aż o cztery lata. Wyrok jest już prawomocny.

„Zrobienie Irka”

Ireneusz T. ps. Irek był dawnym znajomym „Szkatuły”, z czasów, gdy ten kradł jeszcze samochody. Stąd Rafał S. miał wiedzieć, że „Irek” jest wyjątkowy oszczędny jak na przestępcę i zgromadził małą fortunę. W 2002 roku Rafał S. miał wpaść na pomysł „zrobienia Irka”, czyli uprowadzenia go i zwolnienia po zapłacie 100 tysięcy złotych.

Ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował. Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „Irek”, zapewne dobrze znając gangsterskie obyczaje, bardzo się pilnował.

Podczas drugiej próby napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. I ta próba zakończyła się fiaskiem, gdyż w pewnym momencie zrejterować miał „Belmondziak”. Reszta kompanii też musiała zrezygnować.

Ireneusz T. w czasie śledztwa oraz przed sądem zaprzeczał, aby ktokolwiek chciałby go uprowadzić. Nie potrafił jednak przekonująco wyjaśnić skąd ma dwie blizny na nogach w miejscach wskazanych przez jednego ze skruszonych bandytów.

Zdrada

Rafała S. pogrążyli przede wszystkim dwaj gangsterzy z Konstancina: Rafał B. ps. Bukaciak i Łukasz A. ps. Łuki. Ta „zdrada” musiała być wyjątkowo bolesna dla „Szkatuły”, gdyż ten w czasie ukrywania się przed policją namaścił pierwszego na swojego zastępcę, a nawet sukcesora w razie zatrzymania.

„Bukaciak” i „Łuki” opisali, jak w okresie od końca 2010 roku do 11 maja 2011 roku (dnia zatrzymania „Szkatuły”) na polecenie bossa mieli złożyć Piotrowi D. ps. Pietia „propozycję nie do odrzucenia”. Gangsterzy pojechali na umówione spotkanie i przekazali „Pieti”, „aby się określił, czy jest z nimi na śmierć i życie”. Ten zaś przekonywał posłańców, że szanuje Rafała S., ale – jak to ujął – „nie spieszy się do więzienia”. Odmowa ponoć rozeźliła „Szkatułę”, który wedle skruszonych przestępców miał stwierdzić: „Rusek musi się przewrócić”. Życie „Pieti” wycenił na 60 tysięcy złotych.

Do realizacji zlecenia jednak nie doszło, choć dwaj gangsterzy obserwowali już dom, w którym miał mieszkać „Pietia”. Piotr D. przekonywał przed sądem, że nie zna Rafała S. i nie sądzi, aby ktokolwiek miałby mu zagrażać.
Źródło info i foto: TVP.info

Sekcja zwłok po śmierci wójt gminy Zgierz Barbary Kaczmarek

W zakładzie medycyny sądowej w Łodzi odbyła się sądowo-lekarska sekcja zwłok zmarłej w poniedziałek wójt gminy Zgierz Barbary Kaczmarek. Wstępne ustalenia potwierdzają stosowanie wobec kobiety przemocy – poinformował rzecznik łódzkiej prokuratury Krzysztof Kopania. 58-letnia Kaczmarek trafiła do szpitala o godz. 3 w nocy z piątku na sobotę w stanie krytycznym – z poważnymi i rozległymi obrażeniami głowy i mózgu. Biegły z zakresu medycyny sądowej nie pozostawił wątpliwości, że powstałe obrażenia nie mogły być spowodowane przez samą pokrzywdzoną, lecz były konsekwencją pobicia.

W związku z tą sprawą zatrzymano 34-letniego syna kobiety, który w niedzielę usłyszał zarzuty. Prokuratura zarzuciła mu spowodowanie u matki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci urazów realnie zagrażających życiu. Grozić mu może kara do 15 lat więzienia. W czasie przesłuchania mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawnia.

Jak poinformował Kopania, wstępne ustalenia sekcji zwłok potwierdzają stosowanie przemocy wobec kobiety. Zaznaczył jednak, że dla ustalenia przyczyny śmierci konieczne będzie przeprowadzenia badań dodatkowych, w tym histopatologicznych.

„Dopiero po ich uzyskaniu i opracowaniu końcowej opinii posekcyjnej, możliwe będzie wyciąganie wniosków, co do tego, czy pomiędzy urazem, a śmiercią zachodzi związek przyczynowy. Wówczas też podjęte zostaną decyzje, co do ostatecznego kształtu zarzutów” – wyjaśnił rzecznik.

Barbara Kaczmarek funkcję wójta gminy Zgierz sprawowała od 2014 roku. Była pierwszą kobietą wybraną w tej gminie na to stanowisko.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Syn brutalnie pobitej wójt nie przyznaje się do winy

Podejrzany o dotkliwe pobicie matki syn wójt gminy Zgierz Barbary Kaczmarek nie przyznał się do winy – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. 34-latek w niedzielę usłyszał zarzuty. 58-letnia kobieta w stanie krytycznym przebywa w szpitalu.

W Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu (woj. łódzkie) zakończyło się przesłuchanie 34-letniego mężczyzny, który został zatrzymany w związku z prawdopodobnym pobiciem swojej matki, sprawującej funkcję wójta gminy Zgierz. Prokuratura zarzuciła mężczyźnie spowodowanie u swojej matki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. To zbrodnia zagrożona karą więzienia do 15 lat.

– W czasie przesłuchania mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, których treści nie ujawniamy. Wieczorem zostanie podjęta decyzja o zastosowaniu środków zapobiegawczych i ewentualnym wniosku do sądu o tymczasowe aresztowanie podejrzanego – przekazał prok. Kopania. Kobieta trafiła do szpitala o godz. 3 w nocy z piątku na sobotę, w stanie krytycznym, z poważnymi i rozległymi obrażeniami głowy i mózgu.

„Biegły z zakresu medycyny sądowej nie pozostawił wątpliwości, że powstałe obrażania nie mogły być spowodowane przez samą pokrzywdzoną, lecz są konsekwencją pobicia. Uraz jest skutkiem przestępstwa. W związku z tą sprawą zatrzymano 34-letniego syna kobiety, który w niedzielę usłyszał zarzuty” – PROK. KRZYSZTOF KOPANIA

Pogotowie powiadomił syn, który twierdził, że znalazł matkę nieprzytomną w łóżku w domu w Dąbrówce Wielkiej i prowadzi reanimację. Jak wyjaśnił prok. Kopania, kobieta przebywała w domu jedynie w towarzystwie podejrzanego 34-latka, który w chwili zatrzymania był trzeźwy. Młodszy z synów pojawił się w domu – powiadomiony o tym, co się stało – w chwili, gdy pogotowie zabierało matkę do szpitala.

Wójt gminy Zgierz walczy o życie. Jest komentarz prokuratury

Rzecznik prokuratury dodał, że stan zdrowia poszkodowanej nie poprawia się. Obrażenia głowy kobiety są bardzo poważne, w związku z czym jej życie jest poważnie zagrożone.

„W mieszkaniu widoczne były liczne ślady krwi. Obecnie pracujemy nad odtworzeniem możliwego mechanizmu powstania urazu. Przesłuchujemy świadków, chcemy też odtworzyć wzajemne relacje, poznać motywy działania. To wymaga czasu, ale pracujemy nad tym razem z policją bardzo intensywnie” – zapewnił Kopania. Kaczmarek funkcję wójta gminy Zgierz sprawuje od 2014 roku. Jest pierwszą kobietą wybraną w tej gminie na to stanowisko. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalne pobicie wójt gminy Zgierz. Syn kobiety z zarzutami

Prokuratura postawiła synowi wójt gminy Zgierz Barbary Kaczmarek zarzuty spowodowania u matki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna w niedzielnym przesłuchaniu w prokuraturze nie przyznał się do winy. Kobieta w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Zdaniem biegłego została dotkliwie pobita. Podejrzanemu grozi do 15 lat więzienia.

W niedzielę po południu w Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu (woj. łódzkie) odbyło się przesłuchanie 34-letniego mężczyzny, który został zatrzymany w związku z prawdopodobnym pobiciem swojej matki, sprawującej funkcję wójta gminy Zgierz.

Barbara Kaczmarek trafiła do szpitala o godzinie 3 w nocy z piątku na sobotę. Została przewieziona przez pogotowie w stanie krytycznym, z poważnymi i rozległymi obrażeniami głowy.

Syn wójt gminy usłyszał zarzuty, nie przyznał się do winy

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania poinformował, że „biegły z zakresu medycyny sądowej nie pozostawił wątpliwości, że powstałe obrażania nie mogły być spowodowane przez samą pokrzywdzoną, lecz są konsekwencją pobicia”. – Uraz jest skutkiem przestępstwa. W związku z tą sprawą zatrzymano 34-letniego syna kobiety, który w niedzielę usłyszał zarzuty – dodał.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie spowodowanie u swojej matki ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. To zbrodnia zagrożona karą więzienia od 3 do 15 lat.

– W czasie przesłuchania mężczyzna nie przyznał się do winy. Złożył obszerne wyjaśnienia, których treści nie ujawniamy – przekazał Kopania.

„W mieszkaniu widoczne były liczne ślady krwi”

Pogotowie w nocy z piątku na sobotę powiadomił syn kobiety, który twierdził, że znalazł 58-letnią matkę nieprzytomną w łóżku w domu w Dąbrówce Wielkiej i prowadzi reanimację. Jak wyjaśnił prokurator Kopania, kobieta przebywała w domu jedynie w towarzystwie podejrzanego 34-latka, który w chwili zatrzymania był trzeźwy.

Młodszy z synów w momencie tragedii przebywał poza domem. Powiadomiony o tym, co się stało, pojawił się w nim w chwili, gdy pogotowie zabierało matkę do szpitala.

Rzecznik prokuratury dodał, że stan zdrowia poszkodowanej nie poprawia się. Obrażenia głowy kobiety są bardzo poważne, w związku z czym jej życie jest poważnie zagrożone.

– W mieszkaniu widoczne były liczne ślady krwi. Obecnie pracujemy nad ustaleniem możliwego mechanizmu powstania urazu. Przesłuchujemy świadków, chcemy też odtworzyć wzajemne relacje, poznać motywy działania. To wymaga czasu, ale pracujemy nad tym razem z policją bardzo intensywnie – zapewnił Kopania.

Msza święta w intencji powrotu do zdrowia Kaczmarek

W niedzielę w kościele w Dąbrówce Wielkiej, gdzie mieszka wójt, odprawiono mszę świętą w intencji powrotu do zdrowia Barbary Kaczmarek. W nabożeństwie licznie uczestniczyli mieszkańcy oraz samorządowcy i politycy z powiatu zgierskiego. Kaczmarek funkcję wójta gminy Zgierz sprawuje od 2014 roku. Jest pierwszą kobietą wybraną w tej gminie na to stanowisko.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Częstochowa: Adrian Ś. skazany na 15 lat więzienia za brutalne zabójstwo sąsiadki

Na 15 lat więzienia skazał częstochowski sąd okręgowy Adriana Ś., oskarżonego o zabicie 2018 r. 75-letniej sąsiadki na tle rabunkowym. W chwili zbrodni Ś. miał 16 lat. Ofiara miała obrażenia głowy oraz związane ręce i nogi. Sprawca zabrał z domu pieniądze, kosztowności i dokumenty, a następnie podpalił ofiarę.

Prokuratura, która żądała dla oskarżonego 25 lat więzienia – czyli maksymalnej kary dla sprawcy w tym wieku – zapowiada apelację.

Obrażenia głowy oraz oparzenia

Do zbrodni doszło we wrześniu 2018 r. w dzielnicy Kiedrzyn w Częstochowie. Oficer dyżurny policji otrzymał zgłoszenie pożaru domu. Kiedy strażacy weszli do środka, w jednym z pomieszczeń odkryli nadpalone ciało kobiety. 75-latka miał związane ręce i nogi oraz uraz głowy. W domu widoczne były ślady plądrowania. Jak podawała policja, sprawca uderzył kobietę, skrępował, okradł, a następnie oblał benzyną i podpalił.

Adriana Ś., mieszkającego na sąsiedniej posesji, policjanci zatrzymali jeszcze tego samego dnia. W Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie oraz rozboju i kradzieży. Sąd rodzinny zgodził się, by odpowiadał jak dorosły. Został aresztowany.

Przyczyną śmierci kobiety były obrażenia głowy oraz oparzenia

Rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz powiedział, że Ś. został skazany na 15 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 10 latach.

Prokuratura złoży apelację

Z wyrokiem nie zgadza się oskarżenie. Jak powiedział Piotr Wróblewski w Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, a później apelacja.

Zgodnie z ogólnymi zasadami za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek. Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy.

Zgodnie z Kodeksem karnym, wymierzając karę nieletniemu albo młodocianemu, sąd kieruje się przede wszystkim tym, aby sprawcę wychować. Wobec sprawcy, który w czasie popełnienia przestępstwa nie ukończył 18 lat, nie orzeka się kary dożywocia. Maksymalna kara dla takiej osoby to 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zbigniew Stonoga nie trafi do aresztu. Ma wpłacić pół mln kaucji

Podejrzany o oszustwa i pranie brudnych pieniędzy Zbigniew Stonoga nie zostanie aresztowany – zdecydował Sąd Rejonowy w Lublinie. Zamiast tego przedsiębiorca wpłacić ma kaucję w wysokości pół miliona złotych. Prokuratura zapowiedziała zażalenie. W poniedziałek Zbigniew Stonoga został zatrzymany przez policję. Lubelska prokuratura postawiła mu siedem zarzutów, m.in. przywłaszczenie 900 tysięcy złotych, pranie brudnych pieniędzy i organizowanie nielegalnej loterii. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Stonoga wraca na wolność

Wszystko wskazywało na to, że wigilię Stonoga spędzi w celi. Jednak w środę Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że biznesmen nie będzie utrudniał postępowania i dlatego może wyjść na wolność. – Sąd zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 500 tysięcy złotych, dozór policji z obowiązkiem stawiennictwa dwa razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu – poinformowała rzeczniczka prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie sędzia Barbara Markowska.

Prokuratura Regionalna w Lublinie poinformowała, że nie zgadza się z decyzją sądu. – Prokuratura, uznając orzeczenie za błędne, skieruje zażalenie do Sądu Okręgowego w Lublinie – przekazał rzecznik prasowy prokuratury Piotr Marko. Prokuratura domaga się tymczasowego aresztowania Stonogi na trzy miesiące.

Stonoga twierdzi, że jest niewinny, a „to, co się stało, to polityczna zemsta”. Biznesmen zgodził się na podawanie nazwiska i ujawnianie swojego wizerunku w mediach. W mediach społecznościowych informuje o tym, że jest już na wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

27-latek z Płońska brutalnie zgwałcił własną matkę

27-letni mieszkaniec gminy Płońsk (woj. mazowieckie) dopuścił się brutalnego gwałtu na swojej matce. Mężczyzna został aresztowany przez policję. Grozi mu nawet 15 lat więzienia. Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Płońsku. Do gwałtu kazirodczego na 59-letniej kobiecie miało dojść pod koniec listopada. Syn skrzywdzonej matki zastosował wobec niej przemoc fizyczną, m.in. dusił i kopał oraz uderzał po twarzy, stosując przy tym groźby. Ostatecznie zmusił kobietę do stosunku.

„Faktycznie potwierdzono obrażenia na ciele tej 59-letniej kobiety, również w okolicach intymnych. Wstępnie ją przesłuchaliśmy. Czyn ten jest zakwalifikowany jako zbrodnia, co jest już zagrożone karą więzienia od 3 do 15 lat, stąd właściwym do rozpatrzenia tej sprawy jest Sąd Okręgowy w Płocku, który przeprowadzi szczegółowe przesłuchanie pokrzywdzonej” – mówi prokurator Ewa Ambroziak w rozmowie z portalem Płońsk w Sieci.

Przestraszona kobieta udała się na policję. Funkcjonariusze aresztowali mężczyznę na trzy miesiące. Podejrzany usłyszał trzy zarzuty: obcowania płciowego z matką, naruszenia jej nietykalności cielesnej i znieważenia policjantów. Mężczyzna miał też zapowiedzieć, że gdy wyjdzie z aresztu, to zabije 59-latkę.
Źródło info i foto: o2.pl