Jelenia Góra: 45-letni Dariusz R. skazany na 15 lat więzienia. Strzelał w mieszkaniu z broni palnej, ranił dwie osoby

Na karę 15 lat więzienia skazał Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze mężczyznę oskarżonego o usiłowanie zabójstwa dwóch osób. Oskarżony strzelał do poszkodowanych z broni palnej.

O wyroku jeleniogórskiego sądu poinformował w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski. Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w kwietniu 2017 r. w Bogatyni (Dolnośląskie). 45-letni Dariusz R. w mieszkaniu jednego z pokrzywdzonych strzelił z broni palnej do dwóch mężczyzn. Jeden z nich odniósł obrażenia zagrażające życiu, drugi zaś został lżej ranny. Mężczyźni przeżyli dzięki pomocy lekarskiej.

R. został zatrzymany nazajutrz po popełnieniu zbrodni. Usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch osób i na wniosek prokuratury został tymczasowo aresztowany. Prokurator Czułowski poinformował, że mężczyzna „konsekwentnie nie przyznawał się do winy”.

Jeleniogórski sąd uznał R. za winnego popełnienia zarzucanej mu zbrodni i wymierzył mu karę 15 lat pozbawienia wolności – poinformował prok. Czułowski.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rzeszów: Gang sprzedawał w sieci środki poronne. Grozi im 15 lat więzienia

Zorganizowaną grupę przestępczą handlującą w internecie środkami poronnymi rozbiła rzeszowska policja. Zatrzymanych zostało troje mieszkańców Śląska, którzy mieli sprzedać kilkanaście tysięcy tabletek o działaniu aborcyjnym. Wszyscy trafili do aresztów na trzy miesiące.

Zatrzymani to 30-letni mężczyzna oraz dwie kobiety w wieku 26 i 49 lat. Będą oni odpowiadać za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, pomocnictwo w przerywaniu ciąży, obrót fałszywymi lekami i pranie brudnych pieniędzy. Grozi im za to do 15 lat pozbawienia wolności – poinformowała w piątek rzeczniczka podkarpackiej policji nadkom. Marta Tabasz-Rygiel.

Wyjawiła też, że sprawa miała swój początek w 2018 r., gdy do szpitala trafiła pacjentka z silnym krwawieniem.

– Pojawiło się podejrzenie, że mogła przerwać ciążę przy użyciu środków poronnych. Ustalenia śledczych wskazywały, że kobieta kupiła środki za pośrednictwem internetu, dlatego zapadła decyzja o tym, by sprawą zajęli się policjanci z Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KWP w Rzeszowie – wyjaśniła rzeczniczka.

Kilkanaście tysięcy tabletek w obrocie

Rzeszowscy policjanci nawiązali współpracę z CBŚP w Poznaniu i wspólnie ustalili troje mieszkańców województwa śląskiego, którzy w sposób zorganizowany handlowali na terenie Polski środkami poronnymi. Okazało się, że nie mają oni wykształcenia medycznego.

– Ustalono, że środki sprowadzano z zagranicy pod konkretne zamówienia, potem pocztą kurierską były wysyłane do klientów. Były to leki na różne schorzenia, których skutkiem ubocznym było działanie poronne. Były to również podrobione leki lub takie, które nie zostały dopuszczone do obrotu w Polsce, a mające silne działanie poronne. Takie leki, stosowane bez nadzoru lekarza, mogły stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia – podkreśliła nadkom. Tabasz-Rygiel.

Śledztwo wykazało, że podejrzani wprowadzili do obrotu co najmniej kilkanaście tysięcy tabletek.

Szef grupy założył działalność gospodarczą

Ponadto członkowie grupy, żeby ukryć dochody z procederu, wykorzystywali łańcuch powiązanych ze sobą rachunków bankowych zakładanych na różne osoby tzw. słupy.

– Lider grupy, aby zalegalizować środki pochodzące z przestępstwa założył też działalność gospodarczą – dodała rzeczniczka.

Podejrzani zostali zatrzymani w poniedziałek. Podczas przeszukania policja zabezpieczyła ich telefony komórkowe, komputery, twarde dyski i przenośne nośniki danych. Zabezpieczono także dwa luksusowe auta. Prowadząca śledztwo w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Brzozowie postawiła 30-letniemu mężczyźnie zarzut założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, a kobietom zarzuty udziału w tej grupie.

Policja nie wyklucza dalszych zatrzymań

Wszyscy usłyszeli zarzuty udzielania pomocy kobietom ciężarnym w przerywaniu ciąży, czym sprowadzali zagrożenie dla życia i zdrowia wielu osób. Odpowiedzą też za odpłatne dostarczanie znacznych ilości sfałszowanych produktów leczniczych i dokonywanie obrotu lekami bez wymaganego zezwolenia oraz za pranie brudnych pieniędzy.

Na wniosek policji i prokuratora sąd zdecydował o aresztowaniu podejrzanych na trzy miesiące.

– Trwają czynności w tej sprawie, policjanci docierają do osób, które kupowały środki poronne, ustalają jakie skutki wywołało ich przyjęcie. Nie wykluczamy dalszych zatrzymań – zaznaczyła nadkomisarz Marta Tabasz-Rygiel.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest akt oskarżenia ws. wieloletnich gwałtów na trójce sióstr. Na ławie oskarżonych matka i dziadek

Prokuratura Rejonowa w Strzelcach Opolskich skierowała do sądu okręgowego akt oskarżenia w sprawie wielokrotnych gwałtów dokonywanych na trójce sióstr w wieku od 8 do 11 lat. Na ławie oskarżonych zasiądzie matka i dziadek pokrzywdzonych oraz partner matki.

Jak poinformowała Iwona Kanturska z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Opolskich, do czynów opisanych w akcie oskarżenia miało dojść w okresie od 2012 do 2018 roku. Sprawa wyszła na jaw, gdy dzieci trafiły do rodziny zastępczej.

Zamieszczone w akcie oskarżenia zarzuty dotyczą szeroko rozumianej pedofilii i popełnionych ze szczególnym okrucieństwem czynów, jakich oskarżeni mieli dopuścić się wobec trzech dziewczynek.

Oskarżeni to 36-letnia matka pokrzywdzonych, Katarzyna K., ich dziadek – 62-letni Artur M. i 47-letni partner oskarżonej Janusz Cz. Cała trójka jest tymczasowo aresztowana. Oskarżonym grozi do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Janusz T., ps. „Krakowiak” po ponad 20 latach aresztu wychodzi na wolność

Janusz T., ps. Krakowiak jeszcze we wtorek wyjdzie na wolność, po ponad 20 latach spędzonych w areszcie – wynika z informacji PAP. Zwolnienie było możliwe po posiedzeniu sądu, który połączył wszystkie dotychczasowe wyroki skazujące T. w jeden – 15 lat więzienia.

Rzecznicy sądów, z którymi rozmawiała PAP, wskazywali, że okres odbywania kary przez T. upływał w październiku 2021 r. Jednak we wtorek katowicki sąd na wniosek skazanego połączył mu wszystkie 14 wyroków skazujących w jeden i wymierzył łączną karę 15 lat pozbawienia wolności. Sąd wydał zarazem nakaz natychmiastowego zwolnienia T. Według informacji z dwóch niezależnych źródeł Janusz T. jeszcze we wtorek opuści areszt w Tarnowskich Górach. Po południu trwały jeszcze związane z tym procedury.

Janusz T. został aresztowany w styczniu 1999 r., wraz z kilkudziesięcioma członkami jego gangu. Ostatni wyrok skazujący prawomocnie „Krakowiaka” na 15 lat więzienia zapadł w kwietniu br. przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach, w głównym procesie jego grupy. Część stawianych mu i 9 innym oskarżonym poważnych zarzutów będzie musiał jednak rozpoznać ponownie sąd I instancji. Sąd Apelacyjny rozpoznawał odwołania od orzeczenia sądu okręgowego z 2016 r., który wymierzył „Krakowiakowi” karę 25 lat więzienia. Sąd zarazem uchylił Januszowi T. areszt, w którym był od stycznia 1999 r.

Sąd Apelacyjny nie miał wątpliwości, że grupa dowodzona przez „Krakowiaka” istniała i ma na koncie wiele przestępstw. W głównym procesie oskarżeni odpowiadali za kilkadziesiąt czynów, m.in. zabójstwa, rozboje, handel bronią i narkotykami. Pierwszy proces w tej sprawie ruszył w 2001 r. Wówczas na ławie oskarżonych zasiadało 36 osób, większość z nich została już wcześniej prawomocnie osądzona. Część poprzedniego wyroku, z 2008 r., dotyczącą najpoważniejszych czynów, już raz uchylił sąd apelacyjny, nakazując sądowi okręgowemu powtórzenie procesu.

Zdaniem prokuratury kierowany przez „Krakowiaka” związek przestępczy należał do najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce. Działał od 1991 do 1999 roku, głównie na południu kraju. Według śledczych i sądu gang miał ustaloną strukturę i hierarchię z niekwestionowanym przywódcą oraz z „organami” wyznaczonymi do poszczególnych zadań. Grupę udało się rozbić m.in. dzięki zeznaniom świadków koronnych. Ich wiarygodność podczas całego procesu kwestionowała obrona i sami oskarżeni.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko skazany za łapówkarstwo

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko, oskarżony o korupcję, został wczoraj skazany na 15 lat więzienia i pozbawiony stopnia. Jego zatrzymaniu w 2016 roku towarzyszyły rewizje, w trakcie których znaleziono rekordowe sumy w gotówce. Zacharczenko sprawował funkcję wicenaczelnika jednostki powołanej do walki z korupcją w sektorze paliwowym.

Zacharczenko w chwili zatrzymania pełnił funkcję wicenaczelnika Zarządu T (do spraw walki z korupcją w sektorze paliwowym) w Głównym Zarządzie Bezpieczeństwa Ekonomicznego i Przeciwdziałania Korupcji MSW Rosji. W jego aucie znaleziono po zatrzymaniu około 20 mln rubli gotówką (obecnie ok. 309 tys. dol.).

Później w mieszkaniu przybranej siostry Zacharczenki odkryto ponad 8 mld rubli (obecnie ponad 123 mln dol.) w różnych walutach, a następnie okazało się, że bliscy krewni i znajomi pułkownika są posiadaczami kont bankowych i 27 nieruchomości w Moskwie.

Sąd uznał, wydając wyrok, że Zacharczenko przyjął łapówkę o wartości 3 mln rubli (około 46,3 tys. dol.) i przeciwdziałał wymiarowi sprawiedliwości. Dziennik „Kommiersant” ocenia wymiar kary jako nieoczekiwany, gdyż jest on niewiele niższy od 15 lat, których żądał prokurator. Tymczasem sąd nie uznał winy Zacharczenki w jednym z przypadków zarzucanej mu korupcji, a te przypadki, które uznał za udowodnione, powinny były według adwokatów pociągnąć za sobą karę 9 lat więzienia.

Zacharczenko w trakcie procesu, rozpoczętego w sierpniu zeszłego roku, nie przyznawał się do winy. Nie precyzował, do kogo należą pieniądze, a jego adwokaci mówili, że ów majątek jest „bezpański”. Zarówno obrona, jak i prokuratura, zapowiedziały w poniedziałek odwołanie się od wyroku.

Tymczasem od chwili aresztowania pułkownika jego sprawę przyćmiła afera z udziałem trzech byłych funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zatrzymano ich w kwietniu, a w należących do nich mieszkaniach skonfiskowano gotówkę i kosztowności o wartości 12 mld rubli (ponad 185 mln dol.).
Źródło info i foto: onet.pl

FBI zatrzymało 26-latka. Planował zdetonować bombę na wiecu w Los Angeles

W wyniku tajnej operacji FBI aresztowało weterana wojny w Afganistanie, który planował zdetonować bombę na wiecu białych nacjonalistów w Los Angeles – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna. Miała to być zemsta za ataki na meczety w Nowej Zelandii.

26-letni Mark Steven Domingo, były żołnierz piechoty morskiej USA, weteran wojny w Afganistanie, który przeszedł na islam, został aresztowany w piątek po otrzymaniu od zakonspirowanego informatora Federalnego Biura Śledczego (FBI) bomby domowej roboty. Prokuratura zapewniła, że ładunek nie był uzbrojony i w żadnym momencie nie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Wcześniej Domingo wielokrotnie spotykał się z działającym pod przykryciem informatorem FBI. Podczas tych spotkań mówił o swym poparciu dla radykalnych form islamu, w tym dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie. Deklarował także, że chce zostać „męczennikiem” za swą wiarę.

Zemsta za ataki w Christchurch

Według FBI Domingo rozważał m.in. zdetonowanie bomby na molo w Santa Monica. Ostatecznie celem jego ataku miał być zaplanowany na niedzielę na przedmieściach Los Angeles wiec zwolenników skrajnej prawicy. Domingo – jak twierdzi prokuratura federalna – chciał zabić jak najwięcej ludzi. Zamach miał być zemstą za ataki na meczety w nowozelandzkim mieście Christchurch w marcu tego roku. Zginęło w nich 50 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Domingo postawiono zarzut wspierania terroryzmu. Grozi mu do 15 lat więzienia.

W sobotę, w strzelaninie w synagodze Chabad-Lubawicz w Poway w pobliżu San Diego na południu Kalifornii, zginęła jedna osoba, a trzy zostały ranne. Sprawcą jest 19-letni John T. Earnest, biały mężczyzna z San Diego. Miesiąc wcześniej był on przesłuchiwany w sprawie podpalenia meczetu, ale został wypuszczony wobec braku przesłanek wskazujących, że miał w tym udział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Oszust kusił oferując fałszywe złoto. Wyłudził miliony

Na kwotę ponad 3 mln zł oszukał dziewięć osób 28-latek, który w zamian za pożyczenie mu pieniędzy na dość wysoki procent oferował zabezpieczenie w postaci fałszywych sztabek złota. Grozi mu teraz do 15 lat więzienia.

Mężczyzna prowadził własną działalność gospodarczą. Śledczy z Bielska-Białej ustalili, że gdy jego sytuacja finansowa mocno się pogorszyła, postanowił zorganizować działalność przestępczą w celu zdobycia majątku.

28-latek zaciągał pożyczki od znajomych i rodziny. Pod zastaw udzielonych pożyczek przekazywał „kontrahentom” podrobione sztabki złota o wadze 1 uncji, które kupował w internecie.

Tłumaczył, że sztabki te stanowią zabezpieczenie pożyczek, które planuje przeznaczyć na bardzo zyskowne i intratne inwestycje, z których zyskami zamierza się podzielić w późniejszym czasie. Dla uwiarygodnienia przestępczego procederu obiecywał wysokie odsetki (które początkowo faktycznie wypłacał) oraz nakazywał również niektórym kontrahentom, aby wynajmowali skrytki bankowe, gdzie przechowywane były „złote” sztabki. Pouczał także o konieczności zachowania oryginalnego opakowania i numeracji, które były niezbędne do późniejszych rozliczeń z klientami. Większość pożyczkodawców nie sprawdzała autentyczności „złotych” sztabek.

Łącznie w ciągu pół roku 28-latek oszukał 9 osób na kwotę 3 087 260 zł. Po zatrzymaniu usłyszał zarzuty licznych oszustw w stosunku do mienia znacznej wartości. Początkowo został tymczasowo aresztowany, ale będzie odpowiadał „z wolnej stopy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Toruń: Ruszył proces w sprawie zabójstwa 3-latka. Radosław M. przed sądem

W sądzie w Toruniu (województwo kujawsko-pomorskie) rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa 3-letniego Tomusia z Grudziądza. O bulwersującą zbrodnię oskarżony jest 32-letni Radosław M., konkubent matki Tomusia – Angeliki L.. Mężczyźnie grozi dożywocie, a matce zamordowanego 3-latka – 15 lat więzienia za zaniechanie, które naraziło Tomusia na bezpośrednie zagrożenie.

13 listopada 2017 roku do szpitala w Kwidzynie trafił 3-letni Tomuś. Pogotowie wezwał jego 31-letnie wówczas ojczym, który twierdził, że dziecko wypadło mu z rąk podczas zmiany pieluszki. Chłopiec był w ciężkim stanie i miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na znęcanie się nad nim. Mimo starań lekarzy Tomusia nie udało się uratować.

– Malec był w ciężkim stanie, nieprzytomny. Nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Na skórze miał dużo zasinień, oba przedramiona były złamane. Centralny układ nerwowy nie funkcjonował. Zwołana komisja podjęła decyzję o odłączeniu dziecka od aparatury – mówił po śmierci chłopca Piotr Brzeziński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dla dzieci ze szpitala specjalistycznego w Grudziądzu. Policjanci zatrzymali Radosława M. o raz matkę Tomusia Andżelikę L.. Właśnie ruszył proces w sprawie oskarżonego o morderstwo mężczyzny.

Mężczyźnie postawiono szereg zarzutów, z których jeden dotyczy zabójstwa 3-latka, a inny o znęcaniu się nad jego rodzeństwem. Mężczyźnie grozi dożywocie. Matce Tomusia – Andżelice L. – za zaniechanie, które naraziło jej dziecko na bezpośrednie zagrożenie życia, grozi 15 lat więzienia. Sąd zdecydował się na wyłączenie jawności procesu. Tuż po tragedii, sześcioro rodzeństwa skatowanego Tomka w wieku od 5 do 12 lat trafiło do ośrodka opiekuńczego. Andżelika L. była wówczas w kolejnej ciąży.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chiny: Sąd domaga się wyżej kary dla Kanadyjczyka za przemyt narkotyków

Chiński sąd apelacyjny zarządził w sobotę ponowne rozpatrzenie sprawy Kanadyjczyka Roberta Lloyda Schellenberga skazanego wcześniej na 15 lat więzienia za przemyt narkotyków. Uznano, że mężczyzna zasługuje na wyższy wymiar kary. 20 listopada sąd w Dalian, w północnowschodniej prowincji Liaoning, skazał Schellenberga na 15 lat więzienia. Według lokalnych mediów mężczyzna miał przemycić do Chin „ogromne ilości narkotyków”. Sąd zadecydował, że po odbyciu kary mężczyzna zostanie deportowany.

Skazany odwołał się jednak od wyroku. W czasie jego rozprawy apelacyjnej prokuratura argumentowała, że Kanadyjczyk powinien usłyszeć surowszy wyrok, ponieważ jest wysoce prawdopodobne, że brał udział w międzynarodowej operacji przemytu narkotyków i odegrał w tym procederze znaczącą rolę.

Sąd apelacyjny zgodził się z argumentacją oskarżycieli i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.

W reakcji na tę decyzję MSZ w Ottawie wydało oświadczenie, w którym podkreślono, że strona kanadyjska wie o sprawie od kilku lat i nadal będzie zapewniała pomoc konsularną Schellenbergowi i jego rodzinie.

Przestępstwa narkotykowe są w Chinach surowo karane. W 2009 r. w Państwie Środka odbyła się egzekucja Brytyjczyka oskarżonego o przemyt heroiny, co spotkało się z protestem strony brytyjskiej.

Sprawa Schellenberga najprawdopodobniej przyczyni się do pogorszenia stosunków chińsko-kanadyjskich. Cieniem na tych relacjach kładzie się już aresztowanie w Kanadzie na prośbę USA dyrektor finansowej koncernu Huawei Meng Wanzhou, podejrzanej o oszustwa w związku z łamaniem amerykańskich sankcji wobec Iranu.

Po tym zdarzeniu w Chinach aresztowanych zostało dwóch Kanadyjczyków pod zarzutem zagrożenia chińskiego bezpieczeństwa narodowego. Rząd w Ottawie domaga się ich uwolnienia. Aresztowani to były kanadyjski dyplomata Michael Kovrig, obecnie ekspert w think tanku Międzynarodowa Grupa Kryzysowa (ICG), oraz Michael Spavor, konsultant mieszkający w Liaoning.

Jednocześnie agencja Reutera podkreśla, że w piątek pojawiła się informacja o zdarzeniu, które mogłoby obniżyć rosnące napięcia między kanadyjskimi i chińskimi władzami. Ottawa poinformowała, że jeden obywatel Kanady zatrzymany w grudniu w Chinach został uwolniony i wrócił do Kanady. Źródło w kanadyjskim rządzie podało, że chodzi o zatrzymaną w grudniu nauczycielkę Sarah McIver, która – jak informowało chińskie MSZ – odbywała „karę administracyjną” za nielegalną pracę na terenie ChRL. Sprawa kobiety – trzeciego kanadyjskiego obywatela zatrzymanego w Chinach od czasu aresztowania w Kanadzie dyrektor Huawei – jest jednak odrębna od zatrzymania Kovriga i Spavora.
Źródło info i foto: TVP.info

Lublin: Okropna zbrodnia. 15-latka zasztyletowana

Jan W. przyszedł na spotkanie ze swoją dziewczyna z dwoma nożami. Kobieta próbowała się bronić, ale nie dała rady. 21-latek wzbudził litość sądu i został skazany na 15 lat więzienia. Na wolność może wyjść już po połowie kary.

Marlenę i Jana W. połączyła miłość do horrorów. Poznali się, kiedy 21-latek powtarzał klasę maturalną. Popołudniami często spotykali się w piwnicach jednego z lokali w centrum Lublina. Na ostatnią randkę mężczyzna przyszedł z dwoma nożami, co mogło świadczyć o tym, że planował zbrodnię. Kobieta próbowała się bronić, ale nie dała rady swojemu chłopakowi – podaje „Fakt”.

Jan uciekł, a na policję zgłosił się dopiero po trzech dniach. Przyznał się do winy i obiecał zapłacić rodzicom zamordowanej 150 tys. zł. Sąd podczas utajnionej rozprawy spojrzał na niego przychylnym okiem i skazał go na 15 lat więzienia. Na wolność może wyjść już po połowie kary. Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura czeka na jego uzasadnienie i nie wyklucza możliwości złożenia odwołania.
Źródło info i foto: wp.pl