Dobiega końca proces ws. gwałtu i brutalnego zabójstwa 15-letniej Małgosi z Miłoszyc

Rodzice 15-letniej Małgosi, brutalnie zgwałconej i zamordowanej 23 lata temu w Miłoszycach (Dolny Śląsk) w końcu będą mogli spokojnie przeżyć żałobę. Kończy się bolesne rozdrapywanie ran w czasie kolejnych rozpraw mających ukarać winnych śmierci ich córeczki. Po trwającym ponad rok, drugim już procesie, zamknięto przewód sądowy i udzielono głosu stronom. Jako pierwszy, ponad 2-godzinną, niepozbawioną drastycznych szczegółów przemowę wygłosił prokurator, który zażądał dla Ireneusza M. (45 l.) dożywocia, a Norberta B (42 l.) 25 lat więzienia. Potem głos zabrali rodzice Małgosi, którzy nie kryli, że to zbyt niskie kary. Matka mówiła o karze śmierci, a ojciec odczytał zapisywane latami listy i przemyślenia, które przepełnione są niewyobrażalnym bólem.

1 września sędzia zaplanował zamknięcie przewodu, szykując się tym samym na wydanie wyroku. Oskarżeni złożyli jednak liczne wnioski, które przy pozytywnym rozpatrzeniu, mogłyby wydłużyć proces nawet o kolejne miesiące. Chcieli m.in. dodatkowych badań DNA, twierdząc, że opinia biegłego Krzysztofa Kolocha, która najbardziej ich pogrąża, była niekonsekwentna i pełna sprzeczności. Nie potrafią zrozumieć m.in. dlaczego jedne badane próbki z materiałem genetycznym uległy degradacji po latach, a ostały się akurat te, na których opierają się ich zarzuty. Obrońcy Ireneusza M. i Norberta B. przypomnieli dodatkowo, że na opinię biegłego czekali 10 miesięcy, a na zapoznanie się z nią mieli tylko kilka dni. Zażądali więc własnych badań DNA oraz dodatkowej opinii psychologa.

Prokurator odpowiedział, że oskarżeni zawsze poddają w wątpliwość niekorzystne opinie i jeśli sąd uwzględniałby każdy ich wniosek, trzeba by wzywać i przesłuchiwać biegłych bez końca. – DNA się niszczy i można je zbadać tylko raz, ale biegły wykonał wystarczająco dużo próbek – podkreśla oskarżyciel Dariusz Sobieski i zwrócił się do sądu o oddalenie wniosku. Tego samego chciał ojciec Małgosi. – Dowód DNA jest pewny i niech obrona już nie robi zamieszania. To wywołuje we mnie zwątpienie, że wymiar sprawiedliwości miałby słuchać w nieskończoność biegłych. Ja ufam opinii biegłego, koniec i kropka – mówił mężczyzna.

Dodał tez, że rozprawa „zaczyna być smutna, bo dowody latami leżały w sejfie”. Jako przykład nieudolności śledczych wymienił majtki, które włączono do materiału dowodowego, a które nie należały do jego córki. – Nic dziwnego, że nie znaleziono na nich DNA oskarżonych. Bo to nie były majtki Małgosi! – zdenerwował się. Jeszcze bardziej stanowcza w swoich osądach jest matka zamordowanej nastolatki. – Chcę, by ten proces się skończył. Mam dość patrzenia na tych zwyrodnialców i suk***nów – podkreślała przed sądem. Gdy Ireneusz M. zaczął mówić o swojej niewinności, nie wytrzymała i wyszła z sali.

„Ponowne badania nie przyniosą przełomu”

Po krótkiej przerwie sąd oddalił wnioski obydwu oskarżonych o ponowne badanie DNA oraz wszystkie pozostałe. Wyjaśnił, że pobranych w przeszłości próbek ponownie zbadać się nie da, ponieważ zostały już zniszczone, jak dzieje się przy każdej podobnej procedurze. Nie ma też sensu szukać kolejnych śladów na ubraniach ofiary, bo może ich tam zwyczajnie nie być. – Nowi biegli zostaliby powołani, gdyby dotychczasowa opinia była niepełna. A zdaniem sądu nie jest. Dodatkowo wniosek o ponowne badanie DNA uznano za bezzasadny, ponieważ nie da się już zrobić takiej analizy śladów, jakie było możliwe wcześniej – wyjaśnił sędzia Marek Poteralski.

Ireneusz M. za wszelką cenę chciał przeciągać proces, i tak jak na poprzednich, składał kolejne wnioski. Gdy sędzia skrupulatnie je odrzucał, oskarżony myślał, że wyjął asa z rękawa i zażądał zmiany całego składu sędziowskiego. To tylko opóźniło to, co w końcu i tak miało nadejść, czyli głosy stron. Absurdalne żądanie odrzucono, argumentując, że zarówno ławnicy, jak i sędzia pracowali prawidłowo, a fakt, że oskarżonemu nie podobają się ich decyzje, to wyłącznie jego subiektywne odczucia.

Prokurator: Będę mówił o dziecku, które nie miało szans stać się Małgorzatą

Prokurator w swojej mowie końcowej podkreślił, jak bardzo cieszy się z tego, że sprawa dobiega końca, ponieważ rodzice ofiary po raz kolejny musieli wrócić do najbardziej bolesnych wspomnień. – Będę mówił o Małgosi. O dziecku, które nigdy nie stało się Małgorzatą. Dlaczego tak się stało? Po tym okrutnym czynie nie dostała szansy, aby przeżyć – mówił Dariusz Sobieski. – Nikt nie powiedział, że tam umiera ta dziewczyna. Moim zdaniem było to zamierzone, żeby uniknąć odpowiedzialności. Nie dowiemy się, czemu inna młodzież nie zareagowała – podkreślał.

Zaznaczył, że pomijając już emocje, fakty i materiał dowodowy przeczą niewinności sprawców. Małgosia dwa miesiące wcześniej skończyła 15 lat. To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. I choć jej rodzice mieli całą masę wątpliwości, w końcu zgodzili się, by córka bawiła się tej wyjątkowej nocy z koleżankami. Niestety, w pierwszy dzień nowego, 1997 roku, zamiast posłuchać relacji nastolatki z imprezy, bliscy zobaczyli jej zmasakrowane i odarte z godności zwłoki.

Serce pęka na samą myśl o tym, co przeżywała bezbronna dziewczyna. Była gwałcona tak długo i brutalnie, że doznała krwotoku narządów płciowych. Biegli uznali to za jedną z dwóch, obok zamarznięcia, przyczynę zgonu. Odurzona, cała w krwi i bezsilna nastolatka leżała w ciemności na śniegu pod stodołą, a niewyobrażalny mróz przeszywał jej obolałe ciało. – Wyszła na zabawę o godz. 19.30 i już wtedy było minus 13 stopni. Gdy porzucili ją bez szansy na ratunek, temperatura na zewnątrz spadła jeszcze bardziej. Takich zim nie mam od lat – przypomniał prokurator.

Na podstawie akt, opowiedział też jak nastolatka poznała swoich przyszłych oprawców. Norbert B., który tego dnia był ochroniarzem w klubie, sprzedał jej bilet wstępu, a potem nawet momentami bawił się z nią i jej koleżanką. Z czasem pojawił się też Ireneusz M., rozwścieczony po niedawnej domowej awanturze z żoną. Zbił szybę, więc był cały zakrwawiony.

To właśnie ta rana miała mu się otworzyć, gdy Małgosia broniła się przed gwałtem. – Dlatego też łatwo zostawił ślady. Krwawy podpis na miejscu zbrodni – podkreślał prokurator. Swój materiał biologiczny miał zostawić też m.in. na staromodnej koronkowej chustce (być może dostał ją od babci, gdy się zranił o szkło) i czapce znalezionych potem w okolicach ciała ofiary. Oskarżyciel dodał, że trudno ustalić kiedy dokładnie po północy 15-latka wyszła z klubu po raz ostatni. – Wtedy młodzież nie miała komórek, jak dziś. Niektórzy pili po raz pierwszy, mało kto dbał o godzinę – wyjaśnił prokurator.

Ireneusza M. pogrążyło też to, że podobnie jak Małgosię, skrzywdził też inną dziewczynę. Biegli wykonujący sekcję zwłok nastolatki wskazali, jak bardzo wynaturzony był to gwałt i jakich praktyk dopuścił się zboczeniec. – To samo przeszła inna ofiara Ireneusza M. i to ona staje się teraz głosem Małgosi – dodał prokurator porównując atak na 15-latkę do głośnego ostatnio gwałtu w Izraelu. – Była okazja: odurzona dziewczyna którą można było okrutnie wykorzystać – powiedział.

W trakcie mowy oskarżyciela rodzice Małgosi nie mogli powstrzymać łez. Później już tylko siedzieli patrząc w pustkę. Stracili sens życia i mówią wprost, że nic nie uleczy ich ran, czym również zechcieli podzielić się w mowach końcowych. Mama dziewczyny zwróciła się wprost do sędziego, żądając kary śmierci dla dwóch oskarżonych. – Kara powinna być dwa razy gorsza od tego co zrobili mojej Małgosi. Miała prawo żyć, miała prawo żyć jak chce. Ten bandyta zwyrodniały powinien wtedy siedzieć w domu z żoną, wiadomo po co przyjechał na dyskotekę. A Norberta B. nadal się wszyscy boją, a mnie wytykają palcami. Żądam kary śmierci – apelowała pełnym żalu, bezsilności i wściekłości głosem zraniona kobieta.

Potem głos zabrał tata Małgosi, który odczytał gromadzone przez lata listy i refleksje wspominające tragedię oraz opisujące wielki ból i żal, który dotyka ich każdego dnia. Trudno było bez uronienia łzy wysłuchać poetyckich, przedstawionych w 3 osobie opisów dramatu rodziców. Wspominał umierającą na śniegu córeczką w tych słowach: „Oby nie przyszli tylko oni, robi się ciepło, chyba mama i tata zabrali mnie do domu” oraz obojętnych mieszkańców Miłoszyc:” Na drugi dzień Miłoszyce śpią, a Małgosia leży pod stodołą, 20 metrów od domu”. Mówił też o tym, że w 10 rocznicę dramatu jego córki piorun spalił stodołę, przy której skonała nastolatka. – Czy tak planował Bóg? A może niczego nie planował? – pytał w sądzie zrezygnowany mężczyzna.

Ireneusz M. i Norbert B. mogliby nigdy nie stanąć przed sądem…

Po niechlujnie przeprowadzonym śledztwie i na podstawie wątpliwych dowodów, winnym śmierci 15-latki wrocławski sąd uznał Tomasza Komendę (44 l.) i skazał go na 25 lat więzienia. Wypuszczono go dopiero po 18 latach, gdy okazało się, że z gwałtem i morderstwem nie ma nic wspólnego, bo śledczy wytypowali innych podejrzanych.

W czerwcu 2017 r. zarzuty usłyszał Ireneusz M. (45 l.), który feralnej nocy bawił się z Małgosią na tej samej dyskotece, widziano go na posesji, gdzie odkryto jej ciało, a także wielokrotnie dopuszczał się gwałtów. Nawet teraz odsiaduje wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Choć to szokujące, kilka dni po zbrodni został przesłuchany i zdradził szczegóły, które mogły być znane tylko zabójcy, ale nikt nie połączył faktów. Dopiero analiza jego zeznań po 20 latach uzmysłowiła śledczym, że Ireneusz M. mówił, że pamięta z imprezy białe skarpetki Małgosi. Tymczasem na zabawie dziewczyna miała je ukryte pod rajtuzami i kozakami. To wszystko zdjęli dopiero oprawcy dziewczyny, pozostawiając ją na mrozie w samych skarpetkach na pewną śmierć.

W 2018 r. aresztowano Norberta B. (42 l.), który był ochroniarzem w dyskotece, gdzie swoje ostatnie chwile spędziła nastolatka. Podobnie jak Ireneusz M., wielokrotnie plątał się w zeznaniach, a świadkowie mówili o tym, że między nim a Małgosią w czasie zabawy doszło do zbliżenia. Nie znaleziono jednak na tyle mocnych dowodów, by na kolejne procesy czekał w areszcie i od tego roku B. odpowiada z wolnej stopy. O taką możliwość walczył też drugi oskarżony i prawie mu się udało. Ireneusz M. miał wyjść zza krat lada dzień, ale Sąd Apelacyjny ostatecznie zmienił zdanie.

W maju ubiegłego roku ruszył nowy proces w tej bulwersującej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiedli właśnie Ireneusz M. i Norbert B. Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że w zbrodnię zamieszanych jest więcej osób. Na kolejnych rozprawach biegli dowiedli, że na pewno jest to wytypowana dwójka. Na rzeczach Małgosi były ich ślady DNA. Ireneusza pogrążył dodatkowo ślad odcisku szczęki, pozostawiony na ciele dziewczyny. Czy był tam ktoś jeszcze?

Opóźnianie procesu

Główny oskarżony, Ireneusz M. od początku starał się opóźnić wydanie wyroku. Nie przyznaje się do winy, a wręcz twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. W związku z tym zasypuje sąd wnioskami dowodowymi, które składa na niemal każdej rozprawie. Żądał m.in. ponownego słuchania świadków (odtwarzanie nagrań z ich zeznań go nie zadowala), powołania nowych biegłych i ekspertów, a także tego, by ustalić i przesłuchać wszystkich policjantów, którzy pracowali przy tej sprawie. Nie podobało mu się nawet działanie własnego adwokata, którego zdążył już zmienić.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledczy coraz bliżej rozwiązania sprawy brutalnego morderstwa 15-letniej Małgosi. Wcześniej w sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę

Śledczy są coraz bliżej rozwiązania zagadki morderstwa, do którego doszło ponad dwadzieścia lat temu w podwrocławskich Miłoszycach. Za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgosi skazano Tomasza Komendę (44 l.). Teraz jest już pewne ponad wszelką wątpliwość, że to nie jego DNA, ale Norberta Basiury (42 l.) i Ireneusza M. (45 l.) znajduje się na ubraniach zamordowanej dziewczyny!

– To ekstremalnie mocny dowód – ocenia biegły Krzysztof Koloch. Szef Laboratorium Kryminalistycznego we Wrocławiu i jego współpracownicy raz jeszcze przebadali znalezione na miejscu zbrodni dowody. Głównie spermę, włosy i krew.

– Uzyskaliśmy mieszaninę DNA, która jest zgodna z profilami oskarżonych Ireneusza M. i Norberta Basiury – wyjaśniał biegły podczas ostatniej rozprawy. Dodatkowo Ireneusza M. pogrążają ślady krwi na czapce, która leżała obok zwłok Małgosi.

Tym bardziej szokuje, że w tę straszną zbrodnię uwikłano niewinnego człowieka. Sprawa Małgosi (†15 l.) z podwrocławskich Miłoszyc ciągnie się od 1997 roku. W sylwestrową noc nastolatka została zwabiona na podwórko, brutalnie zgwałcona i zostawiona na mrozie na powolną śmierć. Za morderstwo skazany został niewinny człowiek. Tomasz Komenda (44 l.) za nic spędził w więzieniu 18 lat.

– Pan Komenda konsekwentnie uważa się za człowieka niewinnego i nowe ustalenia tylko to potwierdzają – mówi pełnomocnik Tomasza Komendy, prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginęła 15-letnia Zuzanna Zawierucha

Mundurowi poszukują 15-letniej Zuzanny Zawieruchy. Nastolatka ostatni raz była widziana 10 marca w swoim miejscu zamieszkania, czyli w Markach. Do tej pory nie wróciła do domu i nie nawiązała kontaktu z rodziną. Zuzanna Zawierucha córka Piotr urodziła się 22 września 2004 roku. Nastolatka mieszka w Markach przy ulicy 11 Listopada. To tam była widziana po raz ostatni.

„Zaginiona ma 175 cm wzrostu, szczupłej budowy ciała, włosy długie, proste koloru ciemnego. W chwili wyjścia z domu ubrana była w zbyt dużą kurtkę zimową, męską koloru czarnego z kapturem, leginsy koloru czarnego, bluzę dresową z kapturem koloru szarego, buty sportowe koloru białego firmy nike. Posiadała przy sobie dwa plecaki, jeden koloru czarnego oraz drugi różnokolorowy” – poinformował Tomasz Sitek z komendy w Wołominie.

15-latka wyszła z domu 10 marca do swojego chłopaka, który także mieszka w Markach. Do chwili obecnej nie powróciła do domu i nie nawiązała kontaktu ze swoją rodziną.

Wszelkie informacje o zaginionej dziewczynie należy kierować do Komisariatu Policji w Markach tel. (22) 781 23 20 lub do Komendy Powiatowej Policji w Wołominie przy ul. Wileńskiej 43a, tel. (22)776-20-21 bądź kontaktować się z najbliższą jednostką Policji lub za pośrednictwem telefonu alarmowego 112 lub poczty elektronicznej: komendant.kp-marki@ksp.policja.gov.pl – przekazał Tomasz Sitek.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zaginiona 15-latka wróciła do domu

„Poszukiwana Weronika z Białej Podlaskiej, której zaginięcie zgłosili rodzice, w weekend wróciła do domu” – powiedział Interii oficer prasowy lubelskiej policji. 15-latka 8 września wyszła po plecak do koleżanki i od tamtej pory nie było z nią kontaktu. Jak przekazało Interii biuro prasowe lubelskiej policji, nastolatka po tygodniu wróciła do domu. Dokładne przyczyny jej zniknięcia na razie nie są znane.

Dziewczynka zaginęła 8 września 2019 roku. Koło godziny 14. wyszła po plecak do koleżanki, ale już nie wróciła do domu. Od tamtego momentu rodzina nie miała z nią kontaktu.
Źródło info i foto: interia.pl

Podkarpackie. Trener molestował seksualnie 15-latkę?

Kiedy 15-letnia Kinga wyjawiła, że jest molestowana przez trenera, prawie nikt w Jarosławiu jej nie uwierzył. Mieszkańcy tego malutkiego miasteczka na Podkarpaciu murem stanęli za Zenonem B. (57 l.). – To wspaniały człowiek, oddany dzieciom, przyjaciel młodzieży i jej dobry duch – powtarzali. Zamilkli, gdy zarzuty wobec trenera uprawdopodobniły się po przesłuchaniu całej drużyny młodych piłkarek.

Sprawę molestowania przez trenera sekcji piłkarskiej i jednocześnie nauczyciela wychowania fizycznego w miejscowej podstawówce, Kinga i jej matka zgłosiły policji w maju tego roku. Nie chodziło o jakiś jednostkowy przypadek, ale o zdarzenia, które ciągnęły się od jesieni 2018 r. do wiosny 2019 r. To w tym czasie, z reguły po treningach, w swoim kantorku, Zenon B. miał wielokrotnie obmacywać Kingę, pchać ręce w jej majtki i co najmniej raz użyć przy tym siły. Śledztwo ruszyło z kopyta, ale jak to w małej miejscowości, szybko rozniosło się kogo i czego dotyczy.

To nie może być prawda – orzekli wtedy mieszkańcy miasteczka.

Manifestowali poparcie dla Zenona B., twierdzili, że przyczyną oskarżeń może być niespełniona miłość do trenera albo wprost sugerowali prowokację. Tyle że biegły psycholog nie stwierdził u Kingi zdolności do konfabulacji, a zeznania jej koleżanek z drużyny oraz innych świadków uprawdopodobniły oskarżenia. I tak po kilku miesiącach śledztwa Zenon B. trafił przed oblicze prokuratora.

– Usłyszał zarzut wielokrotnego doprowadzenia dziewczynki do poddania się innym czynnościom seksualnym. Części z tych czynów dopuścił się, zanim skończyła ona 15 lat. Grozi za to 12 lat więzienia – mówi Agnieszka Kaczorowska, szefowa jarosławskiej prokuratury.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Prokuratura zastosowała wobec niego poręczenie majątkowe w wysokości 7 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju. Został też zawieszony w czynnościach trenera i nauczyciela.
Źródło info i foto: se.pl

Malezja: Zaginęła 15-letnia Nora Quoirin. Została porwana?

​15-letnia Brytyjka zaginęła w Malezji, do której pojechała z rodzicami na „wakacje życia”. Policja uważa, że mogło dojść do porwania. Nora Quoirin jest nastolatką wymagającą ciągłej opieki. W sobotę przyleciała z rodzicami do Malezji na „wakacje życia”.

W niedzielę ojciec 15-latki wszedł do jej pokoju. Zauważył puste łóżko i otwarte okno. Natychmiast wezwał policję. Funkcjonariusze przeszukali okolicę, wysłano także jednostki z psami tropiącymi. Według śledczych, mogło dojść do porwania, gdyż nastolatka prawdopodobnie nie oddaliłaby się z własnej woli.

15-letnia Nora ma problemy z nauką i komunikowaniem się. „Nie wiedziałaby nawet jak poprosić o pomoc, nie opuściłaby rodziny sama” – mówi ciotka nastolatki.
Źródło info i foto: interia.pl

Rumunia: 15-latka porwana i zabita. Antyrządowa demonstracja

W sobotniej antyrządowej demonstracji w Bukareszcie uczestniczyło co najmniej 2000 osób. Protestowały przeciw opieszałości rumuńskiej policji w sprawie zabójstwa 15-latki, która w środę dzwoniła trzy razy na nr 112 z wiadomością, że ją porwano. Policja nie potraktowała tych sygnałów poważnie.

15-letnia Alexandra Macesanu, która chciała dojechać okazją z miasteczka Caracal do swej rodzinnej wsi Dobrosloveni na południu Rumunii, próbowała zaraz po porwaniu zawiadomić policję. Udzieliła przez komórkę dokładnych informacji, gdzie jest przetrzymywana. Komunikacja urwała się, gdy dziewczynka powiedziała: „muszę kończyć, on nadchodzi…”

Wkroczyli do akcji po 19 godzinach

Policja nie zareagowała na te sygnały, niczego nie zweryfikowała i wkroczyła do akcji dopiero po 19 godzinach. W sobotę – po straceniu całej doby na uzyskanie prokuratorskiego nakazu rewizji – funkcjonariusze policji weszli w końcu na teren posesji należącej do 65-letniego Gheorghe’a Dincy, mechanika samochodowego.

To w jego domu znaleziono nadpalone szczątki ludzkie oraz biżuterię, która należała do Alexandry. Ozdoby zostały rozpoznane przez rodzinę dziewczynki. Policja podejrzewa, że w domu podejrzanego, który trafił w sobotę na 30 dni do aresztu, natknęła się również na nadwęglone szczątki 18-latki, która zaginęła w tym samym regionie, ale w kwietniu. Opieszałość policji wywołała powszechne oburzenie w Rumunii.

Seria dymisji zarządzonych przez szefową rządu

W sobotę premier Vasilica-Viorica Dancila odwołała ze stanowiska szefa rumuńskiej policji, Ioana Budę oraz dwóch wysokich urzędników administracji regionalnej. Szefowa socjaldemokratycznego rządu zapowiedziała również przeprowadzenie referendum ws. zaostrzenia kar dla gwałcicieli, pedofilów oraz sprawców zabójstw. Jest to kolejna seria dymisji zarządzonych przez szefową rządu Rumunii w ostatnim czasie. W połowie lipca premier Vasilica-Viorica Dancila poinformowała o zdymisjonowaniu ministra spraw zagranicznych Teodora Melescanu oraz szefowej resortu spraw wewnętrznych Carmen Dan, uzasadniając tę decyzję niekorzystnym odbiorem obojga wśród obywateli.

Nie wszystkim się podoba populistyczny styl pani premier. Szefowa rumuńskiego rządu jest oskarżana o rządzenie krajem za pomocą dekretów, bez konsultacji z organami władzy ustawodawczej i debaty publicznej. W ocenie m.in. Unii Europejskiej pani Vasilica-Viorica Dancila jest na bakier z zasadami praworządności, niebezpiecznie ingeruje w kompetencje władzy sądowniczej, naruszając fundamentalną zasadę jej niezawisłości.

Socjaldemokraci pod ostrzałem krytyki

Według agencji AFP premier Dancila chce przede wszystkim zawojować zaufanie rumuńskiego społeczeństwa, które od kilkunastu miesięcy oskarża rząd o utrudnianie walki z korupcją wśród polityków i urzędników państwowych. Rządzący socjaldemokraci znaleźli się pod ostrzałem krytyki w połowie zeszłego roku, gdy znowelizowana została ustawa antykorupcyjna, co spotkało się z oburzeniem sędziów, prokuratorów, opozycji oraz Rady Europy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gdańsk: 15-latka zgwałcona w szpitalu psychiatrycznym?

Prokuratura bada zgłoszenie dotyczące gwałtu, do którego miało dojść w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Napaści seksualnej miał się dopuścić nocą na 15-letniej pacjentce mężczyzna pozostający pod opieką tego samego oddziału.

Jak poinformowała w czwartek PAP Grażyna Wawryniuk rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, organa ścigania zawiadomił o tej sprawie ordynator oddziału, na którym przebywała nastolatka. – Dziewczyna poinformowała pracowników szpitala, że w nocy z 5 na 6 czerwca miało dojść do zachowań o naturze seksualnej, których miał się dopuścić inny pacjent tego samego oddziału – powiedziała PAP Wawryniuk.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz. Prowadzone jest ono pod kątem zgwałcenia. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 12 lat więzienia.

Wawryniuk wyjaśniła, że prokuratura wystąpiła do sądu o przesłuchanie pokrzywdzonej, które – zgodnie z przepisami, powinno się odbyć w obecności psychologa. Rzecznik dodała, że sąd nie wyznaczył jeszcze terminu przesłuchania. Poinformowała, że dopiero po posiedzeniu sądu przesłuchany zostanie podejrzewany w tej sprawie pacjent szpitala.

Wawryniuk dodała, że trwają przesłuchiwania świadków, a prokuratura dysponuje dokumentacją medyczną z oględzin lekarskich nastolatki, do badania przekazano też zabezpieczone ślady biologiczne.

Rzecznik dodała, że w ramach prowadzonego śledztwa prokuratura będzie wyjaśniać okoliczności samej napaści seksualnej, ale też to, czy personel medyczny oddziału właściwie dbał o bezpieczeństwo pacjentów.

15-latka trafiła na oddział psychiatryczny dla dorosłych za zgodą jej matki: na oddziale dla młodszych pacjentów nie było miejsc. Jak ustaliła nieoficjalnie PAP w źródłach zbliżonych do organów ścigania, mężczyzna, który może być sprawcą gwałtu, jest osobą ubezwłasnowolnioną.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pedofil zaatakował przed szkołą w Łapach. Trwają poszukiwania

Podlaska policja szuka mężczyzny, który doprowadził do „innej czynności seksualnej”. Sprawcę zarejestrowały kamery przed szkołą podstawową w Łapach. To tam zboczeniec zaczepiał 15-latkę. Do zdarzenia doszło w środę, 8 maja, przy ulicy Polnej w Łapach na Podlasiu. Około godziny 8:30 idąca do szkoły 15-latka zorientowała się, że jest śledzona przez nieznanego mężczyznę. Zaczęła uciekać, a mężczyzna złapał ją za spódnicę.

Jak informuje „Kurier Poranny”, na policję zadzwonił ojciec dziewczyny. Śledczy zabezpieczyli nagranie ze szkolnego monitoringu. Komenda w Białymstoku opublikowała sylwetkę przechodzącego mężczyzny, którego wygląd był podobny do przedstawionego rysopisu.

Nagranie z monitoringu

Jest wysoki, szczupły, ma siwe włosy. W momencie popełnienia przestępstwa był ubrany w skórzaną kurtkę.

Wszystkie osoby, które rozpoznają mężczyznę na zdjęciach lub mogą przyczynić się do ustalenia jego tożsamości prosimy o kontakt z Komisariatem Policji w Łapach pod numer telefonu /85/ 715 82 00 lub z najbliższą jednostką Policji dzwoniąc pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Widlino: Zatrzymano 31-letniego mężczyznę podejrzanego o próbę porwania 15-latki

Zarzut dotyczący zmuszania przemocą do określonego zachowania postawiła kartuska policja 31-latkowi, który w piątek rano w Widlinie (Pomorskie) próbował wciągnąć do auta 15-latkę czekającą na przystanku na autobus. Grozi mu do 3 lat więzienia.

O postawieniu mężczyźnie zarzutu poinformowała w środę po południu Daria Olchowik, oficer prasowa kartuskiej Komendy Powiatowej Policji. Wyjaśniła, że za popełnienie przestępstwa z art. 191 § 1 kodeksu karnego grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.

Policja nie poinformowała, czy mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu ani czy złożył zeznania, a jeśli tak, to jakiej były one treści.

Podjechał pod przystanek, próbował wciągnąć do samochodu

W piątek po południu do jednej z jednostek podległych komendzie policji w Kartuzach zgłosiła się kobieta z 15-letnią córką. Dziewczyna poinformowała, że tego dnia około godz. 6.50, gdy czekała na autobus, przy przystanku w Widlinie, zatrzymało się auto, którego kierowca zagadywał do niej, a następnie wyszedł z auta, chwycił ją za rękę i siłą chciał wciągnąć do samochodu.

– Dziewczyna wyjęła telefon i prawdopodobnie to speszyło mężczyznę – poinformowała Olchowik. Wyjaśniła, że po przyjęciu zgłoszenia policjanci z wydziału kryminalnego kartuskiej komendy przesłuchali wielu świadków, w tym osoby mieszkające w pobliżu przystanku w Widlinie, sprawdzili też monitoring w okolicach zdarzenia. Z kolei funkcjonariusze z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku sporządzili z pomocą pokrzywdzonej portret pamięciowy mężczyzny.

Olchowik dodała, że działania funkcjonariuszy pozwoliły ustalić tożsamość mężczyzny – 31-letniego mieszkańca powiatu gdańskiego. Zatrzymano go we wtorek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl