USA: Seryjny morderca grasuje w Chicago? 51 zabitych kobiet w przeciągu 18 lat

W Chicago prawdopodobnie grasuje seryjny morderca. Policja uważa, że 51 morderstw na kobietach dokonanych w ostatnich 18 latach w mieście i okolicach może mieć ze sobą związek. Sprawę opisał portal rmf24.pl.

Od 2001 r. w Chicago i okolicach dokonano 51 nierozwiązanych do tej pory morderstw na kobietach. Wszystkie zostały uduszone – znajdywano je w opuszczonych domach lub zaułkach. Ofiary mordów nie był zamożne, większość z nich to prostytutki.

Wśród elementów je łączących policja wymienia ten sam kod genetyczny zidentyfikowany w 21 przypadkach. Śledczy wykluczają motyw rabunkowy. Jak uważa Eddie Johnson, nadkomisarz departamentu policji, nie ma większych wątpliwości, że w mieście grasuje seryjny morderca.

– Uwierzcie mi: gdyby było inaczej, nie mówiłbym o tym – stwierdził Johnson na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej.

Fakt, że Chicago jest jednym z bardziej niebezpiecznych amerykańskich miast, być może stał się przyczyną wcześniejszego niewiązania tych przypadków ze sobą. Jak informuje FBI, „agenci nie spoczną dopóki, nie uda się zatrzymać seryjnego mordercy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Tomasz Komenda twarzą w twarz z sędzią, który go skazał

Tomasz Komenda (43 l.) będzie walczył w sądzie o zadośćuczynienie i odszkodowanie za niesłuszne osadzenie w więzieniu na 18 lat. Czy na jego wysokość będzie miał wpływ ten sam sędzia, który posłał niewinnego za kraty? Niestety, tak może się stać, bo sprawą zajmie się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Dokładnie Wydział III Karny. Przewodniczy mu sędzia Mariusz Wiązek (54 l.). To on niesłusznie skazał Tomasza Komendę w 2003 r. na 15 lat więzienia! Jeśli nie wyłączy się z postępowania, będzie mógł orzekać także w tej sprawie.

– To paradoks, bo przecież ten sędzia był w składzie, który zmienił kwalifikację prawną czynu i skazał Tomasza Komendę na karę wyższą o 3 lata niż wnioskował prokurator! Teraz jego wydział zajmie się zadośćuczynieniem i odszkodowaniem. Musimy jednak tu złożyć wniosek. Taka jest procedura. Mógłbym się odwoływać do Sądu Najwyższego o zmianę miejsca, ale to wydłużyłoby postępowanie o pół roku, a ono i tak długo trwa – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski (69 l.), adwokat i były minister sprawiedliwości, reprezentujący poszkodowanego.

Niezależnie od decyzji sędziego Wiązka sprawa trafi do wydziału, w którym pracują jego podwładni i to też budzi duże wątpliwości. – Tomek jest uczulony na wrocławski sąd. Wcale mu się nie dziwię. Doznał tu wielkiej krzywdy – twierdzi Ćwiąkalski.

– Sędzia Wiązek, jeśli zostanie w losowaniu przydzielony do sprawy, będzie mógł złożyć wniosek o wyłączenie z postępowania. Tak zrobił ostatnio w sprawie Norberta B. i Ireneusza M. oskarżonych o zbrodnie w Miłoszycach, czyli w sprawie, za którą odpowiadał… Tomasz Komenda. Los przewrotnie mu ją przydzielił – uważa sędzia Marek Poteralski (52 l.), rzecznik Sądu Okręgowego.

To nie jedyna sądowa pułapka, która czeka na Tomasza Komendę. W razie zasądzenia zbyt małego zadośćuczynienia, będzie miał prawo się odwołać – trafi jednak z deszczu pod rynnę. Jego sprawą zajmie się bowiem Sąd Apelacyjny we Wrocławiu, który podwyższył wyrok skazujący go z 15 na 25 lat więzienia!

Idzie o ponad 18 milionów złotych

Mecenas Tomasza Komendy będzie żądał od państwa w sumie ponad 18 milionów złotych dla swojego klienta. – Po milionie zadośćuczynienia za każdy rok pobytu w więzieniu i kilkaset tysięcy złotych odszkodowania, które wylicza się na podstawie wynagrodzenia, jakie mógł utracić podczas niesłusznego osadzenia w zakładzie karnym – mówi Faktowi Zbigniew Ćwiąkalski. Dziś Tomasz Komenda dostaje od premiera rentę specjalną w wysokości 4 tysięcy złotych brutto. Ostatnio po apelu Faktu premier przedłużył wydawanie świadczenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Słupsk: Koszmar rodziny trwał 18 lat. Przez 18 lat mężczyzna znęcał się nad żoną i dziećmi

Szokujące ustalenia śledczych ze Słupcy w województwie wielkopolskim. Przez 18 lat trwała gehenna w jednej z rodzin, w której 55-latek brutalnie znęcał się nad żoną i dwójką niepełnosprawnych dzieci. Jak podał serwis Gniezno112.pl, bulwersująca sprawa wyszła na jaw w ubiegły piątek. Sąsiedzi zaalarmowali policję o awanturze domowej na terenie jednej z posesji w gminie Witkowo. Według zgłoszenia mężczyzna skatował swoją żonę. 

Funkcjonariusze, którzy podjęli interwencję, przesłuchali kobietę oraz dwójkę dzieci mężczyzny. Śledczy ujawnili, że dramat rodzinny trwał od dłuższego czasu. 55-latek dopuszczał się przemocy domowej już w momencie, kiedy jego żona była w ciąży z ich 18-letnią dziś córką. 

Pokrzywdzeni zeznali o szokujących wydarzeniach sprzed około 2 lata temu. Mężczyzna znęcał się nad psem przy nieletnim niepełnosprawnym synu. Następnie odciął zwierzęciu głowę. W momencie, kiedy do domu wróciła żona z córką 55-latek próbował zmusić ich do zlizywania krwi psa z podłogi. Zdaniem śledczych podobnych przypadków przemocy było znacznie więcej. 

Przez te wszystkie lata rodzina ani razi nie zgłosiła żadnym organom gehenny, jaką przeżywali każdego dnia w swoim domu.

– To typowe zachowanie ofiar przemocy domowej. Osoby takie są zastraszone, żyją w przekonaniu, iż złożenie zawiadomienia o przestępstwie tylko pogorszy ich sytuację. Często utwierdzają ich w tym sami sprawcy przemocy. Powinniśmy być tego świadomi i reagować. Nie można takich sytuacji sprowadzać do zwykłych konfliktów małżeńskich. Nasza odpowiednia reakcja może zapobiec ludzkim tragediom – powiedziała Ewa Woźniak z Prokuratury Rejonowej w Słupcy, cytowana przez Gniezno112.pl.

Sprawca usłyszał zarzut z art. 207 ust. 2 Kodeksu karnego, pod którym znajduje się znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźnie grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Zatrzymany ma także odpowiadać za znęcanie się nad zwierzęciem.

Poszkodowani przez 55-latka są już bezpieczna. 

– Po tym jak sprawca przemocy został aresztowany, kobieta z dwójką niepełnosprawnych dzieci dostała pomoc od gminy – powiedział Łukasz Scheffs, zastępca burmistrza Witkowa, w wypowiedzi dla Radia Poznań. Mogą liczyć również na pomoc psychologiczną i prawniczą.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

18-letnia Aleksandra G. z Suwałk usłyszała już zarzut dzieciobójstwa

Od początku nie chciała tego dziecka. Kiedy w końcu w męczarniach urodziła synka, zawinęła go w ręcznik i ukryła pod wanną w łazience. Aleksandra G. (18 l.) z Suwałk usłyszała już zarzut dzieciobójstwa. Prokuratura wyjaśnia okoliczności tej tragedii. Ola w Suwałkach mieszkała od kilku lat. Przyjechała tu z malutkiej wioski, aby się uczyć. Jak wyjaśniała w prokuraturze, dziecka ani nie planowała, ani nie chciała. Ale też nie miała zamiaru go zabijać. Chciała urodzić i zostawić w oknie życia. Nie wiadomo dlaczego tego nie zrobiła. Ciążę ukrywała przed rodziną, żeby nikt się o niej nie dowiedział.

Już od początku lipca nie czuła ruchów dziecka. Nie wiedziała, kiedy ma być poród, bo nie chodziła do ginekologa. Kiedy zaczął się poród, spanikowała. Poszła do malutkiej łazienki i tam urodziła. Z jej zeznań wynika, że chłopczyk nie płakał, ani nie oddychał. Zawinęła go w ręcznik i wepchnęła do małego schowka pod wanną. Później położyła się do łóżka.

Dziewczyna nie czuła się zbyt dobrze. Kiedy w kilkanaście godzin po porodzie spotkała się z mamą, dostała gwałtownego krwotoku. Ale nadal nie przyznawała się do niczego. Matka wezwała pogotowie. W szpitalu lekarze szybko zorientowali się, że dziewczyna niedawno rodziła. Ale Ola zaprzeczała. Dopiero przyparta do muru, wyznała, że urodziła chłopca i gdzie znajduje się jego ciało. Nadal nie wyjawiła, kto jest jego ojcem i czy wiedział o ciąży i dziecku.

Wobec Aleksandry G. zastosowano policyjny dozór, ma też zakaz opuszczania kraju. Za kilka tygodni będą znane szczegółowe wyniki sekcji zwłok dziecka chłopca i będzie wiadomo, czy chłopczyk rzeczywiście urodził się martwy i czy jego matka mówi prawdę.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Tomasz Komenda z pierwszym wywiadem po wyjściu na wolność

Tomasz Komenda udzielił pierwszego wywiadu po wyjściu z więzienia. – Nie dociera jeszcze do mnie, że jestem wolnym człowiekiem. To tak, jakbym się narodził po raz kolejny – powiedział reporterowi „Uwagi”. W specjalnym wydaniu programu „Uwaga!” Tomasz Komenda udzielił pierwszego po wyjściu na wolność wywiadu. – Nie dociera jeszcze do mnie, że jestem wolnym człowiekiem. To tak, jakbym się narodził po raz kolejny, wszystko dzieje się od początku – powiedział.

Tomasz Komenda niesłusznie spędził 18 lat w więzieniu

Niewinny, który spędził 18 lat w więzieniu przyznał, że nie spodziewał się takiego zainteresowania ze strony mediów. – Zaskoczyło mnie to, że cały czas jestem w telewizji – stwierdził. Dopytywany przez dziennikarza odniósł się także do swojej sytuacji w więzieniu. – Nie miałem tam życia, myślałem, że mnie zabiją w tym kryminale. Miałem próby samobójcze, doszło do tego, że już wisiałem, ale mnie odcięli – opowiadał.

Tomasz Komenda: „Żyję chwilą”

W programie głos zabrała również Teresa Komenda, matka Tomasza. Kobieta przyznała, że przez 18 lat pobytu jej syna w więzieniu, jej rodzina spotykała się z szykanami ze strony sąsiadów. – Pluto nam pod nogi, wieszano nam na drzwiach zgniłe mięso, męża chcieli zrzucić z drogi. To był koszmar, ale wytrzymaliśmy – stwierdziła.

Tomasz Komenda jeszcze nie myśli o pracy czy założeniu rodziny. – Żyję chwilą, chce teraz pobyć z rodziną – przyznał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: Pedofil zaatakował 4-letnią dziewczynkę. „Myślałem, że ma 18 lat”

Młody Anglik został właśnie skazany na 32 miesiące więzienia.

„Myślałem, że to 18-letnia opiekunka dziecka” – Conrad Asa Pritchard próbował tłumaczyć się w sądzie.

Brytyjska policja mówi o tych wyjaśnieniach, że to absurd. 22-latek z miasta Salford zakradł się na piętro domu, gdzie spała 4-latka. Na dole trwała impreza. Rozebrał się i położył obok dziewczynki.

Przerażone dziecko podniosło alarm, wołając mamę. Wtedy napastnik uciekł z pokoju dziewczynki, jednak niedaleko. Ukrył się pod łóżkiem w sąsiednim pomieszczeniu – relacjonuje Manchester Evening News.

Zaatakowana 4-latka opowiedziała wszystko mamie. Kobieta wezwała policję. Po aresztowaniu próbował tłumaczyć, że był tak bardzo pijany, iż nie wiedział, co robi. Mówił, że chciał się położyć do pustego łóżka. Potem zmienił wersję i oświadczył, że był przekonany, iż kładzie się obok pełnoletniej opiekunki dziecka. Jednak policjanci mają zupełnie inne zdanie.
Źródło info i foto: o2.pl

Zapadł wyrok w sprawie zabójstwa prostytutek

Sąd we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa dwóch prostytutek 2 lata temu. Artur K. został uznany za winnego i skazany na 25 lat więzienia. Kiedy popełnił te zbrodnie miał 18 lat. Zadał kobietom blisko 60 ciosów nożem. Artur K. kilka razy zmieniał swoje zeznania. Na początku miał mówić śledczym, że nienawidzi źle prowadzących się kobiet. Potem, że jedna z zamordowanych miała mu podać dopalacze albo chciała go okraść.

Według ustaleń prokuratury mężczyzna miał najpierw skorzystać z usług agencji towarzyskiej, a następnie w szale rzucić się na dwie kobiety z nożem. Zabójstwo wyszło na jaw po prawie tygodniu, kiedy inni mieszkańcy budynku zgłosili policji silny odór pochodzący z mieszkania gdzie doszło do zbrodni.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Człuchów: Zatrzymano byłego męża kobiety, której szczątki odkryto w piwnicy

Po ponad 18 latach pomorska policja rozwiązała zagadkę zaginięcia kobiety z okolic Człuchowa na Pomorzu – dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa. Wczoraj, w piwnicy domu w Debrznie, odnalezione zostały szczątki kobiety, które według prokuratury mogą szczątkami kobiety zaginionej w 1998 roku. Zatrzymano jedną osobę – jej byłego męża.

20-letnia Angelika J. zniknęła bez śladu w październiku 1998 roku. Nigdy nie było dowodów na to, że padła ofiarą przestępstwa, nie było więc śledztwa. Dzięki przełomowym ustaleniom, w miejscowości Debrzno w powiecie człuchowskim odnaleziono wczoraj zwłoki kobiety.

Jak się dowiedział Kuba Kaługa, ciało było starannie ukryte w piwnicy jednego z budynków. Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku Jacek Korycki wyjaśnił, że był to dom, w którym przed laty mieszkała zaginiona kobieta. Do poszukiwania zwłok użyto georadaru, który pozwolił wstępnie wytypować miejsce, gdzie mogły znajdować się ludzkie szczątki.

Korycki poinformował, że szczątki przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku, gdzie ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok i badania biologiczne. Zatrzymany 42-letni dziś mężczyzna to były mąż Angeliki J., który mieszka na Dolnym Śląsku. Zatrzymania dokonali policjanci z Wrocławia. Niewykluczone, że 42-latek usłyszy zarzuty w środę, kiedy to śledczy powinni już dysponować wstępnymi wynikami sekcji znalezionych zwłok.

W sprawę włączyło się Archiwum X

Nad sprawą zaginionej pracowali gdańscy kryminalni z sekcji poszukiwań i identyfikacji osób oraz funkcjonariusze z policyjnego Archiwum X, które zajmuje się nierozwiązanymi w przeszłości sprawami. Śledztwo w sprawie wszczęła słupska prokuratura w kwietniu tego roku na bazie ustaleń dokonanych przez funkcjonariuszy Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pomorska policja rozwiązała zagadkę zaginięcia młodej kobiety sprzed ponad 18 lat

Po ponad 18 latach pomorska policja rozwiązała zagadkę zaginięcia kobiety z okolic Człuchowa na Pomorzu – dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa. Wczoraj odnalezione zostały szczątki kobiety, zatrzymano także jedną osobę. 20-letnia Angelika zniknęła bez śladu w październiku 1998 roku. Nigdy nie było dowodów na to, że padła ofiarą przestępstwa, nie było więc śledztwa.

Według nieoficjalnych informacji reportera RMF FM sprawa była w ostatnim czasie ponownie badana. Można przypuszczać, że pracowali nad nią także policjanci z tak zwanego archiwum X komendy wojewódzkiej w Gdańsku.

Dzięki przełomowym ustaleniom w miejscowości w powiecie człuchowskim wczoraj odnaleziono zwłoki kobiety. Jak się dowiedział Kuba Kaługa, ciało było starannie ukryte w piwnicy jednego z budynków. Do poszukiwania zwłok użyto georadaru. Zatrzymany został 42-letni mężczyzna, osoba bliska dla zaginionej. Obecnie mężczyzna mieszka na Dolnym Śląsku. Niewykluczone, że jutro usłyszy zarzuty.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymani w Polsce młodzi Afgańczycy zostaną odesłani na Słowację?

Trzej Afgańczycy, którzy przedwczoraj zostali znalezieni w naczepie tira w Juszczynie w Małopolsce, zostaną prawdopodobnie odesłani na Słowację. Wszyscy deklarowali, że są niepełnoletni, ale w przypadku dwóch z nich okazało się to nieprawdą – jeden ma co najmniej 22 lata a drugi co najmniej 18 lat. Najmłodszy jest w wieku między 10 a 12 lat.

Cała trójka deklarowała, że ich krajem docelowym nie była Polska, lecz Niemcy i Belgia. Ponieważ nielegalnie przekroczyli granicę słowacko-polska, to na podstawie umowy z 1993 roku wystąpiono o odesłanie ich na Słowację.

Afgańczycy twierdzili, że są niepełnoletni, bo prawdopodobnie liczyli na to, że zostaną odesłani do otwartego ośrodka dla cudzoziemców. Stamtąd byłoby łatwo im uciec. Na podstawie badania kości stwierdzono jednak, że najstarszy z nich ma ponad 22 lata, kolejny ponad 18, a najmłodszy miedzy 10 a 12 lat. Najstarszy jest bratem najmłodszego i jego opiekunem, dlatego jeśli słowacka strona zgodzi się, odesłani zostaną wszyscy razem.

We wtorek imigranci zostali odkryci przez policjantów w Makowie Podhalańskim. Potem trafili do szpitala w Suchej Beskidzkiej, bo skarżyli się na wychłodzenie. Nie mieli jednak odmrożeń, byli za to wycieńczeni. Po udzieleniu pierwszej pomocy zostali przewiezieni do placówki SG w Zakopanem.

Kierowca ciężarówki, którą do Polski dotarli imigranci, twierdził, że jadąc z Serbii zatrzymał się na Węgrzech. Prawdopodobnie tam trzech migrantów weszło na naczepę.
Żródło info i foto: RMF24.pl