Dwaj nastolatkowie podejrzani o dokonanie trzech morderstw znalezieni martwi w zaroślach

Dwaj nastolatkowie, których poszukiwano od połowy lipca w związku z podejrzeniem dokonania trzech morderstw, zostali w środę znalezieni martwi – doniosła Kanadyjska Królewska Policja Konna (RCMP). Ciała miały znajdować się w gęstych zaroślach nad brzegiem rzeki Nelson. Policja przeprowadzi sekcję zwłok, jednak jest niemal pewna, że są to ciała poszukiwanych. Pochodzący z miejscowości Port Alberni 19-letni Kam McLeod i 18-letni Bryer Schmegelsky od połowy lipca skutecznie ukrywali się przed policją. Według ustaleń policji zabili trzy osoby – parę podróżników i wykładowcę akademickiego.

„Poszukiwania są zakończone” – przekazała w środę w mediach społecznościowych Kanadyjska Królewska Policja Konna z Manitoby. Jak podano, około godziny 10 rano w środę funkcjonariusze znaleźli dwa ciała w gęstych zaroślach na brzegu rzeki Nelson. Nie jest jeszcze jasne, co było przyczyną śmierci obu młodych mężczyzn.

Policja jest niemal pewna

Jak doniósł Reuters, policja przeprowadzi sekcję zwłok, by potwierdzić, czy odnalezione ciała należą do poszukiwanych nastolatków, jednak już w tym momencie jest niemal pewna, że chodzi właśnie o nich. We wtorek policjanci poinformowali o znalezieniu, przy brzegu rzeki, niedaleko niewielkiej miejscowości Gillam w prowincji Manitoba, kilku przedmiotów prawdopodobnie należących do nastolatków. Ciała znajdowały się kilometr dalej oraz około osiem kilometrów od miejsca, w którym dwa tygodnie temu znaleziono ich spalone auto.

Ostatni raz byli widziani na rutynowej kontroli

Po raz ostatni młodzi mężczyźni, podejrzewani o zamordowanie trzech osób, byli widziani pod koniec lipca. Kanadyjskie media poinformowały, że zostali zatrzymani do rutynowej kontroli przez strażników plemiennych, ale ci nie wiedzieli, z kim mają do czynienia i puścili ich w dalszą drogę. Do zatrzymania miało dojść około 150 kilometrów na wschód od Gillam, w którym znaleziono „bezpośrednio związane z nimi przedmioty”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zatrzymano podpalacza z Ursynowa. To 18-letni Akin A.

Mieszkańcy Ursynowa mogą wreszcie spać spokojnie. Po serii podpaleń w blokach przy Końskim Jarze policjanci dopadli sprawcę pożarów. – Całe szczęście, że to już koniec tej gehenny – cieszą się. A młodemu piromanowi Akinowi A. (18 l.) grozi 8 lat za kratami.

Seria podpaleń na Końskim Jarze zaczęła się w maju. Co noc płonęły rzeczy zostawione na klatkach chodowych. Raz był to rower, innym razem wózek dziecięcy czy szafa. – Obudził mnie przerażający huk. To pękały grube szyby na klatce schodowej. Jak otworzyłam drzwi to na klatce szalał ogień – opowiada jedna z mieszkanek. – Dopiero kończył się remont na naszej klatce. A teraz wszędzie sadza i smród – dodaje sąsiadka.

Policja dopadła podpalacza. To ich sąsiad. 18-letni Akin A. usłyszał zarzuty trzech podpaleń oraz posiadania marihuany. Został już przesłuchany. – Podejrzany przyznał się do posiadania narkotyków, nie przyznał się do pozostałych zarzucanych mu czynów. Złożył też wyjaśnienia – mówi Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej. Prokurator skierował do sądu wniosek o 3-miesięczny areszt. Dzisiaj odbędzie się posiedzenie w tej sprawie. MS,BF,AF
Źródło info i foto: Fakt.pl

18-letni napastnik ze szkoły w Brześciu Kujawskim trafi do aresztu

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla sprawcy ataku na szkołę w Brześciu Kujawskim. Marek N. trzy miesiące spędzi na oddziale psychiatrii sądowej w areszcie śledczym w Szczecinie. Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty. Przedwczoraj 18-letni były uczeń szkoły podstawowej wtargnął do budynku z bronią. Postrzelił uczennicę oraz pracownicę szkoły. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwało jego przesłuchanie.

W trakcie wtorkowego, trwającego kilka godzin przesłuchania, prokuratorzy przedstawili 18-latkowi trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Chodzi o wniesienie do szkoły i odpalenie materiałów wybuchów domowej produkcji. Swoich zamiarów – jak podkreśla prokuratura – napastnik nie osiągnął, z uwagi na ucieczkę zagrożonych osób.

Dwa kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz pracownicy szkoły i spowodowania u nich obrażeń skutkujących dłuższym niż tydzień pobytem w szpitalu. Według Super Expressu u rannej 11-latki kilka lat temu zdiagnozowano raka kości. Dziewczynka cały czas jest w trakcie leczenia.

Dostała trzy kule. Jedna na szczęście ominęła obojczyk, ale dwie utkwiły w biodrze. Z miejsca trafiła na stół operacyjny. Przez dwie godziny lekarze wyciągali z niej te kule – mówi tata 11-latki rozmowie z Super Expressem. Okazało się, że jedna z kul drasnęła wątrobę a druga dosłownie o milimetry minęła rdzeń kręgowy – dodaje matka dziewczynki.

18-latek składa obszerne wyjaśnienia

Napastnik przyznał się do winy. W trakcie przesłuchania złożył też obszerne wyjaśnienia – powiedział RMF FM Wojciech Fabisiak z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Śledczy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Nie odpowiadają także na pytania dotyczące motywu jakimi kierował się 18-latek. Rutynowo przejdzie on badania psychiatryczne.

Trzeba sprawdzić, czy mężczyzna, o którym wiadomo, że wcześniej leczył się psychiatrycznie – był poczytalny. Od wyników badań będzie zależeć, czy przed sądem będzie mógł odpowiadać za to co zrobił. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Strzelanina w szkole w Brześciu Kujawskim. Woźny złamał zakaz, by ratować dzieci

– Woźny pobiegł na piętro mimo strzałów i ryzyka. Złamał mój zakaz, ale chciał ratować dzieci – mówi dyrektorka podstawówki w Brześciu Kujawskim, w której były uczeń urządził strzelaninę. Dodaje, że napastnik był w przeszłości bardzo spokojnym chłopcem.

Wczoraj do szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim wtargnął 18-letni Marek N. – były uczeń tej placówki. Oddał kilka strzałów i użył przygotowanych wcześniej materiałów wybuchowych. Ranne zostały sprzątaczka i 11-letnia uczennica. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób.

– Mam fioła na punkcie bezpieczeństwa dzieci. W zeszłym roku wszyscy nauczyciele i osoby pracujące w szkole były szkolone przez dwóch emerytowanych wojskowych, którzy uczestniczyli w akcjach w Afganistanie. Szkolenia dotoczyły właśnie takich sytuacji. Wydawało mi się, że jesteśmy przygotowani… Szkoła ma dwa wejścia – główne i boczne. Panie woźne pełnią dyżury przy tych wejściach. Drzwi są zamknięte. Można wejść tylko wtedy, gdy panie te drzwi otworzą. Dodatkowo trzeba wpisać się do księgi wejść. Rodzice mieli czasami pretensje, że nie mogą swobodnie wejść do obiektu, ale bezpieczeństwo dzieci jest dla nas zadaniem priorytetowym. Nie uchroniliśmy jednak uczniów przed tą sytuacją… – mówi dyrektor szkoły podstawowej z oddziałami gimnazjalnymi Danuta Kuczyńska.

Dodaje, że analizowane są dwie hipotezy odnośnie do tego, w jaki sposób były uczeń mógł wejść niezauważony do placówki.

– Jedna z przyjętych hipotez dotyczy tego, że wszedł przez dach, a druga, że przez mniejszy daszek. Wejście przez dach tłumaczyłoby to, że znalazł się na drugim piętrze. Od dachu teoretycznie można wejść do budynku przez uchylone okno – podkreśla Kuczyńska.

Mówi, że nie ma żadnej wiedzy o tym, jakoby Marek N. miał ostrzegać kogokolwiek ze szkoły bądź jego bliskich o planowanym ataku. Podkreśla, jak ogromny szok przeszła matka chłopca, po informacji o tym, co się stało, i że natychmiast skontaktowała się ze szkołą i przeprosiła za czyn jej syna.

Woźny został bohaterem

– Jestem zachwycona zachowaniem nauczycieli, zachwycona zachowaniem dzieci. Ewakuacja przebiegła niezwykle sprawnie. Wszyscy zachowali zimną krew. Młodsze dzieci myślały, że to kolejny próbny alarm. One nawet nie słyszały strzałów, ale wszystkie zasady bezpieczeństwa zostały zrealizowane na celujący plus. Napastnik, gdy wszedł na drugie piętro, rzucił petardę własnej roboty do jednej z klas. Były tam uchylone drzwi, bo jeden z uczniów wyszedł na chwilę do toalety, a nauczyciel chciał, żeby do klasy wleciało trochę świeżego powietrza. Część dzieci udało się nauczycielowi ewakuować do łazienki, żeby tam się zabarykadować. Niektóre wybiegły jednak na klatkę schodową i napastnik zaczął strzelać do dziewczynki, która była ostatnia – relacjonuje tragiczne poniedziałkowe wydarzenia dyrektorka szkoły.

Później Marek N. strzelił jeszcze z pistoletu do woźnej i ją również ranił. Następnie wyrzucił jedną z petard przez okno, co zaalarmowało dyrektorkę i woźnego – pana Krzysztofa.

– On szedł pierwszy. Gdy usłyszałam strzały do naszej woźnej – nie pozwoliłam mu iść do góry. Nie posłuchał jednak i poszedł dalej, bo chciał ratować dzieci. W jego stronę poleciała jeszcze jedna – mniejsza petarda. Więcej napastnik nie miał w ręku. Nasz woźny zaczął do niego krzyczeć: „co ty robisz?”. Wtedy ten zdjął czapkę, okulary, buty i położył się na podłodze. Pan Krzysztof go obezwładnił – opowiada Kuczyńska.

Około 40-letni mężczyzna także był szkolony na wypadek takich ataków. I został bohaterem. Na pewno uratował zdrowie, a być może i życie wielu osób.

– Złapał Marka za ręce. Ten nic nie wykrzykiwał. Sprowadziliśmy go na dół i zajęliśmy się dziećmi, które były zabarykadowane w łazience. Później udzielaliśmy pomocy, tamowaliśmy krew i opiekowaliśmy się osobami rannymi do przyjazdu pogotowia – relacjonuje dyrektorka.

Kim jest napastnik? Marek N. atakował wcześniej dzieci na boisku

Potwierdza, że Marek N. leczy się psychiatrycznie. Dodaje, że w szkole podstawowej sprawca ataku był dobrym i bardzo spokojnym uczniem – nieco wycofanym.

– Uczył się dobrze. W gimnazjum – przynajmniej na początku – także nie stwarzał problemów wychowawczych. Problem pojawił się w trzeciej klasie i dotyczył sytuacji rodzinnej. Nie było jednak żadnych aktów agresji tego chłopaka w stosunku do innych uczniów. Dementuję też dzisiejsze rewelacje pojawiające się na niektórych portalach, że nie zdał z klasy do klasy i motywacją jego działania była chęć zemsty na którymś z nauczycieli. To informacje kompletnie nieprawdziwe. Wszyscy nauczyciele w trzeciej klasie gimnazjum po okresie, w którym musiał przejść leczenie psychiatryczne, wystawili mu oceny pozytywne. On skończył szkołę, jest jej absolwentem i nie powtarzał żadnej klasy – wyjaśnia dyrektorka.

Kuczyńska potwierdza za to wcześniejsze informacje o ataku Marka N. w lipcu ubiegłego roku koło szkoły.

– Siedział z kapturem na głowie na orliku. Potem wyjął nóż i gonił dziewczynki. Opiekun orlika zadzwonił na policję. Dziewczynki były bardzo wystraszone. Przyjechali funkcjonariusze, wezwano pogotowie i zabrano go wówczas do zakładu psychiatrycznego – wyjaśnia dyrektorka.

Śledczy badają także ten wątek. Wyjaśniają, dlaczego młody mężczyzna opuścił zakład psychiatryczny. Wszelkie działania w jego sprawie są konsultowane z lekarzami. 18-latkowi grozi nawet dożywotnie więzienie.
Źródło info i foto: onet.pl

Sprawcy strzelaniny w szkole w Brześciu Kujawskim grozi dożywocie

18-letni sprawca wczorajszego ataku w szkole w Brześciu Kujawskim przyznał się do usiłowania zabójstwa wielu osób. Taki też usłyszał zarzut. Mężczyźnie grozi dożywocie. 18-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób. Mężczyźnie do protokołu zarzuty przedstawili policjanci – informuje Prokuratura Okręgowa we Włocławku.

Sprawca wtargnął do szkoły i przy użyciu starej, czarnoprochowej broni oraz materiałów wybuchowych ranił dwie osoby. Jedną z nich była pani zajmująca się obsługą i ona ma rany postrzałowe. Postrzelona została także 11-letnia uczennica – mówił dziś rzecznik prokuratury Wojciech Fabisiak.

Śledczy ujawnili, że w domu Marka N. znaleziono więcej materiałów wybuchowych, a także urządzenia służące do ich produkcji. Podczas przesłuchania przyznał, że chciał pozabijać osoby przebywające w szkole. Dlatego, jak mówi prokurator Fabisiak, zarzut przedstawiony 18-latkowi do protokołu przez policję – usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych, za który grozi nawet dożywotnie więzienie – zostanie najpewniej rozszerzony.

Fabisiak poinformował także, że prokuratura ma wiedzę o wcześniejszym leczeniu psychiatrycznym mężczyzny i teraz wiele czynności śledczych zależy od decyzji lekarzy. Między innymi to, czy może brać udział w tak zwanych czynnościach procesowych. Wtedy też zapadnie decyzja o ewentualnym wniosku o tymczasowe aresztowanie napastnika.

Sprawcę ataku obezwładnił pracownik szkoły, także woźny. Jak się okazuje, 18-letni dziś Marek N. rok temu pojawił się na boisku tej samej placówki szkolnej z maczetą. Podczas incydentu sprzed roku nikt nie został ranny, a młody mężczyzna został szybko zatrzymany. Od tamtej pory – od lipca do lutego – leczył się w trzech szpitalach psychiatrycznych: w Toruniu, Łodzi oraz Warcie pod Łodzią.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Nauczyciel z Portland uniemożliwił atak uzbrojonego 18-letniego licealisty

Nauczyciel wychowania fizycznego w liceum Parkrose w Portland uniemożliwił 18–letniemu uczniowi urządzenie strzelaniny w szkole, obezwładnił go i powalił na ziemię – podała policja w Portland w stanie Oregon. W komunikacie zaznaczono, że broń nie była użyta.

– Krótko przed południem uzbrojony osobnik wtargnął na teren szkoły. Personel placówki zagrodził mu drogę, a jeden z nauczycieli powalił go na ziemię – poinformował sierżant Brad Yakots z policji stanowej w Portland podczas konferencji prasowej zwołanej w piątek.

Po przybyciu na miejsce policjanci znaleźli broń w klasie, z której ewakuowano uczniów, a przybyły z bronią 18-latek był przetrzymywany na korytarzu przez trenera miejscowej drużyny futbolu amerykańskiego, który w przeszłości był gwiazdą tej dyscypliny, Keanona Lowe.

Z wypowiedzi, jakich udzielili gazecie „The Oregonian” uczniowie szkoły i koledzy napastnika, miał on przyjść do liceum w długim płaszczu, pod którym ukrył strzelbę.
Źródło info i foto: TVP.info

Zamknęli 2-letnie dziecko w pralce. Jest gotowy akt oskarżenia

Ta sprawa zbulwersowała opinię publiczną w sierpniu ubiegłego roku. Na nagraniu upublicznionym w sieci widać było dwuletniego Kacperka zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób. Do sądu w Radomiu trafił akt oskarżenia wobec dwóch oprawców.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód oskarżyła dwóch mężczyzn o znęcanie się fizyczne i psychiczne ze szczególnym okrucieństwem nad niespełna dwuletnim chłopcem. Według śledczych to 22-letni Tomasz K., który był partnerem matki dziecka i pod którego opieką znajdował się Kacperek, oraz 18-letni Adam B. zamknęli dziecko w pralce automatycznej, gdzie przebywało ono około minuty.

– Nagrywali z tego zdarzenia filmik telefonem komórkowym, który potem ukazał się w sieci. Naśmiewali się z chłopca, a także fotografowali go z włożonym do ust papierosem – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas.

Zdaniem śledczych mężczyźni narazili chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

Dodatkowo Adamowi B. prokuratura postawiła zarzut polegający na fałszywym oskarżeniu innego kolegi o znęcaniem się nad dwulatkiem. Za fałszywe oskarżenie innej osoby o przestępstwo, której nie popełniła, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od lat dwóch.

Zdarzenie wyszło na jaw w sierpniu ubiegłego roku dzięki filmikowi, który ktoś wrzucił do sieci. Na nagraniu widać było dwuletniego chłopca zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób.
Źródło info i foto: Fakt.pl

18-latek potrącił śmiertelnie 33-latka i uciekł z miejsca wypadku

To 18-letni Kacper siedział za kierownicą auta, które 1 stycznia w Zawichoście wjechało w pieszego. 33-latek zmarł, a kierowca uciekł z miejsca wypadku. Jeszcze we wtorek po południu policja zatrzymała dwóch mężczyzn – ojca i syna. Prokuratura postawiła zarzuty 18-latkowi. Okazało się, że w chwili wypadku w samochodzie było jeszcze czworo pasażerów.

W Zawichoście przy ulicy Plażowej w nocy z poniedziałku na wtorek doszło do śmiertelnego potrącenia pieszego. Mimo reanimacji, nie udało się uratować życia mężczyzny.

Sprawca wypadku zbiegł. Po kilku godzinach policja zatrzymała dwóch mężczyzn, 57-latka i 18-latka – ojca i syna – którzy mogli mieć związek ze sprawą. W środę starszego z mężczyzn zwolniono.

W czwartek drugi z zatrzymanych, Kacper C., usłyszał zarzut „spowodowania wypadku drogowego w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym i ucieczkę z miejsca zdarzenia” – wynika z komunikatu Prokuratury Okręgowej w Kielcach. Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia.

Według prokuratury, do wypadku doszło po północy. Kacper C. kierował samochodem – znajdowały się w nim jeszcze cztery osoby – i najechał na leżącego na jezdni 33-letniego mieszkańca Zawichostu.

„Już po zdarzeniu zatrzymał się i wraz z dwojgiem pasażerów wysiadł z pojazdu. Następnie wszyscy oddalili się z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy pokrzywdzonemu mężczyźnie. Przejeżdżający chwilę później ulicą inny kierowca, zauważył pokrzywdzonego i wezwał pogotowie ratunkowe” – poinformowano w komunikacie prokuratury.

Przeprowadzone kilka godzin po zdarzeniu, już po zatrzymaniu Kacpra C. przez policję badania na zawartość alkoholu i narkotyków w jego organizmie, dały negatywny wynik.

Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego na dwa miesiące. 18-latkowi grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje dotyczące sprawcy strzelaniny w szkole na Krymie

W środowej tragedii na Krymie zginęło 21 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych. Za masakrą w szkole w Kercz stał uczeń placówki – 18-letni Władisław Rosljakow. Świadkowie relacjonowali, że chłopak „zabijał każdego, kogo napotkał na swojej drodze”. Na jaw wychodzą przerażające fakty dotyczące napastnika.

– Uczył się w technikum i znałam go tylko z dobrej strony. Nic więcej. Czasem rozmawiałam z jego matką Galą. Mówiła, że się uczy i była z tego powodu szczęśliwa. To był dobry chłopak. To, co się stało, jest dla mnie niezrozumiałe. Zawsze mówił nam „dzień dobry” – powiedziała telewizji Ruptly znajoma rodziny 18-latka.

Władisław Rosljakow w środę, 17 października, dokonał masakry w krymskim technikum. Przy użyciu broni myśliwskiej, na którą od niedawana miał pozwolenie, zabił 21 osób i ranił ponad 50. Z relacji świadków wynika, że szaleniec strzelał do każdego, kogo napotkał na swojej drodze. Po dokonaniu ataku 18-latek popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Areszt dla jednej osoby po starciach podczas Marszu Równości w Lublinie

Na dwa miesiące aresztował w poniedziałek sąd w Lublinie 18-letniego Kamila K., któremu prokuratura zarzuciła m.in. rzucanie w policjantów kamieniami podczas Marszu Równości – poinformowała rzeczniczka lubelskiej Prokuratury Okręgowej Agnieszka Kępka.

Po zajściach podczas marszu prokuratura postawiła zarzuty 16 osobom. Wystąpiła o aresztowanie Kamila K., wobec pozostałych 15 podejrzanych zastosowano dozór policji.

Marsz Równości, który w sobotę przeszedł przez Lublin, był blokowany i atakowany przez agresywnych przeciwników. Doszło do starć z policją, która skutecznie ochroniła marsz i przeprowadziła przez miasto.

Kamil K. usłyszał zarzut czynnej napaści na funkcjonariuszy publicznych przy użyciu kamieni, przez rzucanie nimi w kierunku policjantów. Zarzucono mu też udział w „nielegalnym zbiorowisku odbywającym się równolegle do legalnego zgromadzenia”. Mężczyzna przed prokuratorem nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Z pozostałych zatrzymanych sześć osób usłyszało zarzuty „udziału w zbiegowisku, wiedząc, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczali się gwałtownego zamachu na osoby (…), a występki te miały charakter chuligański”, za co grozi do 3 lat więzienia.

Kolejnym sześciu osobom dodatkowo postawiono zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej policjantów podczas służby, znieważenia ich lub użycia przemocy w celu zmuszenia do zaniechania czynności służbowych. Te czyny zagrożone są karami więzienia odpowiednio do lat 3 oraz do 1 roku.

Dwie osoby usłyszały zarzuty pobicia dwóch osób, przez szarpanie ich, popychanie i uderzanie pięściami po głowie i twarzy. Za te czyny grozi im pozbawienie wolności do 3 lat.

Jedna z zatrzymanych osób usłyszała zarzut stosowania przemocy wobec małoletniej w celu zmuszenia jej do zaniechania niesienia flagi. Za takie naruszenie nietykalności cielesnej osoby małoletniej grozi do 3 lat więzienia.

W sobotę policja kilkakrotnie udaremniła próby blokowania marszu. Użyła pałek, gazu łzawiącego, granatów hukowych i armatki wodnej. Funkcjonariusze byli obrzucani kamieniami i butelkami, w stronę maszerujących osób leciały też petardy. Ośmiu policjantów zostało niegroźnie rannych, jeden z nich nadal przebywa w szpitalu.

Zatrzymano 21 osób. Pięć odpowiada za popełnienie wykroczenia polegającego na przeszkadzaniu w przebiegu legalnego zgromadzenia. Jedna z tych osób została ukarana mandatem, pozostali odmówili przyjęcia mandatów, ich sprawy policja skieruje do sądu. Analizowane są zapisy monitoringu, policja zapowiedziała kolejne zatrzymania uczestników sobotnich zajść.
Źródło info i foto: Dziennik.pl