Turek: 19-letni Maciej J. zabił brata pod wpływem dopalaczy?

Nad tą rodziną musi ciążyć jakieś fatum. Dwie śmierci samobójcze, choroby, a teraz jeszcze to. Maciej J. kilkanaście razy dźgnął swojego młodszego brata Adasia (†10 l.) Rany były tak głębokie, że dziecko umarło praktycznie natychmiast. Prawdopodobnie poszło o konsolę do gier, a Maciej mógł być po dopalaczach.

Tragedia rozegrała się na jednym z osiedli w Turku w sylwestrowe popołudnie. Adaś grał na konsoli przed telewizorem, a 19–letni brat chciał też z niej skorzystać.

Brat wpadł w szał?

Maciej chciał mu ją odebrać, ale najprawdopodobniej młodszy brać chciał dokończyć grę. Doszło między nimi do sprzeczki, ale po chwili Maciej miał wpaść w szał, gdy nie dostał sprzętu. Miał chwycić za kuchenny nóż i zadawać na oślep ciosy w przedramię, klatkę piersiową i brzuch.

10–letni Adaś zginął natychmiast. Potwierdziła to sekcja zwłok, gdzie mowa o „gwałtownej śmierci”.

Chwilę przed godz. 13 jednego z sąsiadów zawołała przerażona Urszula S., babcia chłopców, która była z nimi w domu w chwili tragedii. Gdy wbiegł do mieszkania Adaś leżał na podłodze.

– Reanimowałem go. Umarł, wciąż się uśmiechając z szeroko otwartymi oczami – opowiada wstrząśnięty mężczyzna. Reanimację próbowali prowadzić też ratownicy z karetki, bez skutku.

– Dziecko nie dawało żadnych oznak życia – mówi Aleksandra Marańda z Prokuratury Okręgowej w Koninie.

W tym czasie Maciej siedział na kanapie w pokoju, a w telewizorze wciąż była włączona gra 10-latka. Brat zabójca zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Nie okazywał żadnych emocji. Pojawiły się podejrzenia, że mógł być pod wpływem dopalaczy.

Starszy brat został zatrzymany, nie przyznał się do winy. Odmówił również składania wyjaśnień. Zachowuje się, jakby był cały czas nieobecny.

Znalazł ciało ojca

Wiadomo, że Maciej J. nie miał łatwego życia. To on znalazł ciało ojca, który odebrał sobie życie krótko po narodzinach Adasia. Dziadek również miał odebrać sobie życie, a matka chłopaków ma problemy ze zdrowiem. Jak mówią znajomi, to Maciej opiekował się młodszym bratem. Pilnował go, dbał o niego. – W tym domu nie było kłótni. Chłopcy grzeczni, Maciej zawsze pomocny – dodają sąsiedzi.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy 19-latek mógł mieć problemy z narkotykami i dopalaczami. Najprawdopodobniej to one popchnęły go do zabójstwa brata. Od czasu ukończenia zawodówki nie pracował.

Prokurator postawił Maciejowi J. zarzut zabójstwa. Z racji tego, że nie ukończył jeszcze 21 lat, grozi mu do 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Turek: 19-letni Maciej J. nie przyznał się do zabójstwa brata

Zarzut zabójstwa swojego 9-letniego brata usłyszał 19-letni Maciej J. z Turku w Wielkopolsce. Jak poinformowała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koninie, w czasie przesłuchania nastolatek nie przyznał się do winy i nie złożył wyjaśnień.

Maciejowi J. został przedstawiony zarzut zabójstwa swojego młodszego brata Adama. Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z prawa do odmowy złożenia wyjaśnień – mówi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Koninie Aleksandra Marańda. Jeszcze dziś prokuratura złoży wniosek do sądu o tymczasowe aresztowanie Macieja J. na trzy miesiące.

Według nieoficjalnych ustaleń reportera RMF FM Mateusza Chłystuna, rodzeństwo miało pokłócić się o dostęp do komputera. Starszy brat w trakcie awantury sięgnął po nóż i pchnął nim kilka razy chłopca.

Maciej J. był trzeźwy, pobrano mu krew do badań, by sprawdzić, czy znajduje się pod wpływem środków odurzających
Do tragedii doszło w sylwestra, tuż po południu. Ok. godz. 12:45 policja w Turku dostała zgłoszenie o awanturze domowej w mieszkaniu przy ul. Osiedle Wyzwolenia. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze w jednym z pokoi odkryli ciało 9-letniego chłopca.

Ofiara miała kilka ran kłutych m.in. w okolicach brzucha, klatki piersiowej i lewego przedramienia. Zdaniem biegłego, rany te mogły zostać zadane zabezpieczonym w mieszkaniu zakrwawionym kuchennym nożem.

W czasie, gdy doszło do tragedii, w mieszkaniu przebywał 19-letni brat ofiary Maciej J. i babcia rodzeństwa.

Maciej J. był trzeźwy. Pobrano mu krew do badań, które mają wykazać, czy nastolatek znajdował się pod wpływem środków psychotropowych. Wyniki mają być znane w ciągu kilku dni.

Maciejowi J. za zabójstwo brata grozi od 8 lat więzienia do dożywocia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginął 19-letni Jakub Dudkiewicz

Jakub Dudkiewicz zaginął w Aleksandrowie Łódzkim. 19-latek nie wrócił ze szkoły do domu oraz nie nawiązał kontaktu z bliskimi. Rodzice apelują o pomoc w poszukiwaniach. 

Jakub Dudkiewicz zaginął w środę, 27 listopada. 19-latek około godziny 11.30 wyszedł z miejsca zamieszkania na terenie Aleksandrowa Łódzkiego do szkoły. Do chwili obecnej nie powrócił do domu oraz nie nawiązał kontaktu z bliskimi.

Rysopis zaginionego:

wzrost 184 cm,
średniej budowy ciała,
włosy krótkie w kolorze ciemny blond,
oczy niebieskie.

19-latek w momencie zaginięcia ubrany był w czarną zimową kurtkę, szare spodnie, buty czarne typu adidasy. Miał ze sobą szkolny plecak. Wszystkie osoby, które mogą pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionego, proszone są o kontakt z policjantami z Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu, ul. Długa 58/60, tel. (0-42) 714-22-23, (0-42) 714-22-00 lub najbliższą jednostką policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sąd w Teksasie wstrzymał wykonanie kary śmierci. Sprawa zabójstwa do ponownego rozpatrzenia

Sąd apelacyjny w Teksasie podjął w piątek decyzję o wstrzymaniu egzekucji Rodneya Reeda, który został skazany na karę śmierci za morderstwo swojej 19-letniej kochanki w 1996 roku. Ta miała zostać wykonana w środę. Pojawiły się nowe poszlaki i dowody, które podważają jego winę.

Jak informuje agencja Reutera, sąd apelacyjny w Teksasie wstrzymał egzekucję Reeda i orzekł, że jego prawnicy spełnili wymogi prawne dotyczące ponownego rozpatrzenia przez sąd niższej instancji pod kątem tego, czy oskarżyciele przedstawili fałszywe zeznania i ukryli dowody przemawiające na korzyść mężczyzny. Reed od początku twierdzi, że jest niewinny.

51-letni Rodney Reed został skazany na karę śmierci w 1998 roku za morderstwo Stacey Stites, 19-latki, z którą utrzymywał kontakty intymne. Kobieta została znaleziona martwa na skraju drogi. Śledczy ustalili, że została zgwałcona, a później uduszona.

Mogło dojść do wielu błędów

Jak podaje Reuters, eksperci medycyny sądowej, którzy zeznawali przeciwko Reedowi, przyznali później, że popełniali błędy. Śledczy nie zbadali dokładnie, czy morderstwa nie popełnił Jimmy Fennell, miejscowy policjant i narzeczony ofiar. Przez jakiś czas był on głównym podejrzanym, jednak został kilka razy przesłuchany, przeszedł testy wykrywające kłamstwa i badania krwi i nigdy nie został oskarżony.

Wątpliwości budzi również fakt, iż czarnoskórego mężczyznę winnym zabójstwa uznała ława przysięgłych złożona z białoskórych osób. Niewykluczone, że w grę mógł wchodzić również aspekt rasowy.

Sprawa Rodneya Reeda relacjonowana jest przez media i emocjonuje opinię publiczną. Petycję o uwolnienie mężczyzny, którą zamieszczono w internecie, podpisały niemal trzy miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Francja: Nożownik zaatakował na przystanku

W miejscowości Villeurbanne, należącej do zespołu miejskiego Lyonu, nożownik zaatakował ludzi czekających na autobus. 1 osoba nie żyje, co najmniej 9 jest rannych – w tym trzy ciężko. Napastnik został zatrzymany. Do ataku doszło ok. godz. 16.30, na przystanku przy wejściu na stację metra Laurent-Bonnevay. Uzbrojony w nóż mężczyzna zadał ciosy kilku osobom: jedna z jego ofiar – 19-letni mężczyzna zmarł na miejscu. Co najmniej 9 osób jest rannych – w tym trzy ciężko.

Według portalu leparisien.fr w zdarzeniu przy zejściu do metra uczestniczyło ok. 20-30 osób. Napastnik, który zaatakował nożem, został zatrzymany. Miał mieć jednak kompana – uzbrojonego w coś, co przypominało kuchenny ruszt. Policja wszczęła poszukiwania mężczyzny. Jednak później okazało się, że napastnik był tylko jeden,

Na razie nie są znane motywy ataku. Nie wiadomo, czy był to chuligański wybryk, porachunki między przestępcami czy atak terrorystyczny.

Według portalu lci.fr nożownik ubiegał się o azyl we Francji, pochodzi z Afganistanu. Portal leparisien.fr podaje jednak, że mężczyzna nie miał przy sobie dokumentów. Od chwili, gdy został zatrzymany miał już trzykrotnie podać inne personalia. Trwająca w mieście akcja policyjna sprawiła, że nie działało kilka stacji metra. Zablokowano także ruch na kilku ulicach.
Źródło info i foto: wp.pl

Dwaj nastolatkowie podejrzani o dokonanie trzech morderstw znalezieni martwi w zaroślach

Dwaj nastolatkowie, których poszukiwano od połowy lipca w związku z podejrzeniem dokonania trzech morderstw, zostali w środę znalezieni martwi – doniosła Kanadyjska Królewska Policja Konna (RCMP). Ciała miały znajdować się w gęstych zaroślach nad brzegiem rzeki Nelson. Policja przeprowadzi sekcję zwłok, jednak jest niemal pewna, że są to ciała poszukiwanych. Pochodzący z miejscowości Port Alberni 19-letni Kam McLeod i 18-letni Bryer Schmegelsky od połowy lipca skutecznie ukrywali się przed policją. Według ustaleń policji zabili trzy osoby – parę podróżników i wykładowcę akademickiego.

„Poszukiwania są zakończone” – przekazała w środę w mediach społecznościowych Kanadyjska Królewska Policja Konna z Manitoby. Jak podano, około godziny 10 rano w środę funkcjonariusze znaleźli dwa ciała w gęstych zaroślach na brzegu rzeki Nelson. Nie jest jeszcze jasne, co było przyczyną śmierci obu młodych mężczyzn.

Policja jest niemal pewna

Jak doniósł Reuters, policja przeprowadzi sekcję zwłok, by potwierdzić, czy odnalezione ciała należą do poszukiwanych nastolatków, jednak już w tym momencie jest niemal pewna, że chodzi właśnie o nich. We wtorek policjanci poinformowali o znalezieniu, przy brzegu rzeki, niedaleko niewielkiej miejscowości Gillam w prowincji Manitoba, kilku przedmiotów prawdopodobnie należących do nastolatków. Ciała znajdowały się kilometr dalej oraz około osiem kilometrów od miejsca, w którym dwa tygodnie temu znaleziono ich spalone auto.

Ostatni raz byli widziani na rutynowej kontroli

Po raz ostatni młodzi mężczyźni, podejrzewani o zamordowanie trzech osób, byli widziani pod koniec lipca. Kanadyjskie media poinformowały, że zostali zatrzymani do rutynowej kontroli przez strażników plemiennych, ale ci nie wiedzieli, z kim mają do czynienia i puścili ich w dalszą drogę. Do zatrzymania miało dojść około 150 kilometrów na wschód od Gillam, w którym znaleziono „bezpośrednio związane z nimi przedmioty”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

WB: 19-letni Polak skazany za terroryzm. Podżegał do zabicia księcia Harry’ego

Polski student w Wielkiej Brytanii został skazany za terroryzm. Nawoływał m.in. do zabicia księcia Harry’ego za „zdradę rasy”, czyli małżeństwo z Meghan Markle. Miał też pięć podręczników z instruktażami, jak przeprowadzać ataki.

– To wyjątkowo odrażająca propaganda – stwierdziła sędzia wydając wyrok w centralnym sądzie kryminalnym Anglii i Walii. Dodała, że intencja skazanych była jasna: wzywali do mordów. Michał Sz. nawoływał do „systematycznego uboju” kobiet i gwałcenia dzieci. Przekonywał, że ma to przyspieszyć triumf białej rasy. Przedstawicielka prokuratory przyznała podczas rozprawy, że „prokuratura nie udaje nawet”, że rozumie związek przyczynowo-skutkowy.

19-letni Michał Sz. rozpowszechniał też internetowy mem wzywający do zamordowania księcia Harry’ego. Rysunek zawierał okrwawioną swastykę obok hasła „na razie, zdrajco rasy” i wizerunku następcy tronu z pistoletem przy głowie. Mężczyzna apelował też o egzekucję kobiet, które wiążą się z ludźmi, których skóra nie jest biała.

Wyrok usłyszał też jego znajomy, 18-letni Oskar D.-K., Brytyjczyk o polskich korzeniach, który współpracował z nim, rozpowszechniając neonazistowką propagandę. D.-K. również rozpowszechniał terrorystyczną propagandę dwóch neonazistowskich grup wzywających do aktywnego siania terroru. – Po przeczytaniu twojego profilu psychologicznego nie mam wątpliwości, że wciąż wyznajesz te poglądy i mocno wierzysz w ekstremalnie prawicową ideologię – powiedziała sędzia Rebecca Poulet

Idolami Adolf Hitler i Charles Manson
BBC informuje, że należeli do neonazistowskiej organizacji Sonnenkrieg Division. Inspiracją dla niej były postacie Adolfa Hitlera i Charlesa Mansona, przywódcy sekty, która w 1969 roku dokonała serii brutalnych morderstw w Kalifornii.

Michał Sz. usłyszał wyrok czterech lat i trzech miesięcy pozbawienia wolności, Oskar D. – 18 miesięcy pozbawienia wolności, w tym przymusowe uczestnictwo w programie deradykalizacji, jakiemu w Wielkiej Brytanii poddawani są ekstremiści. Obaj mężczyźni przyjęli wyrok bez emocji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Sprawca był już wcześniej w rękach policji, ale go wypuszczono

W sobotę, w ostatnim dniu żydowskiej Paschy doszło do strzelaniny w chasydzkiej synagodze Chabad-Lubawicz w Poway – 32 km na północ od San Diego. W jej wyniku rany odniosło 4 osoby; jedna z nich zmarła w szpitalu. Sprawcę strzelaniny zatrzymała policja. Jak donosili lokalna telewizja NBC wśród rannych jest nastolatka i dwóch mężczyzn. Wszyscy zostali przewiezieni do Palomar Medical Center w Poway, gdzie doszło do strzelaniny.

Sprawcą jest 19-letni John T. Earnest, biały mężczyzna z San Diego – twierdzi NBC. Nieoczekiwanie dla niego w synagodze podczas ataku znajdował się też funkcjonariusz straży granicznej, który przyszedł tam na modlitwę. Próbował on unieszkodliwić napastnika, ale chybił, w rezultacie czego 19-latek zdołał zbiec z miejsca zbrodni. Karoseria samochodu była jednak podziurawiona, co skłoniło innego policjanta do sprawdzenia pojazdu, który został zatrzymany przez policję 3,5 km od miejsca zbrodni. Szeryf hrabstwa San Diego Boill Gore powiedział mediom, że młody człowiek bynajmniej nie krył się z posiadaniem broni – karabin leżał na siedzeniu obok kierowcy. Wtedy też go aresztowano.

Policja podała w sobotę wieczorem, że Earnest był miesiąc temu przesłuchiwany w sprawie podpalenia meczetu, ale został wypuszczony wobec braku przesłanek, że miał z tym coś wspólnego.

Szef policji w San Diego, David Nisleit zapewnił media w sobotę, że na ulicach Poway zostały wysłane wzmocnione patrole policji. Bezpośrednio obok synagogi – wskazują lokalne media – są zlokalizowane dwa kościoły chrześcijańskie: prawosławna cerkiew św. Jana z Damaszku i luterański kościół Wcielenia Pańskiego.

Do ataku na synagogę Chabad-Lubawicz w Poway doszło o godz. 11:30 czasu lokalnego (godz. 20:30 w Polsce).

Agencja Associated Press pisze w komentarzu, że strzelanina w Poway wydarzyła się dokładnie w sześć miesięcy po ataku na synagogę w Pittsburghu. Jej sprawca, 46-letni Robert Bowers, „wtargnął wtedy do synagogi w Pittsburghu, krzycząc „wszyscy Żydzi muszą zginąć”, po czym otworzył ogień do wiernych zgromadzonych w świątyni na modlitwie z okazji szabasu.

Zginęło 11 osób, w większości w starszym wieku, a sześć, w tym czterej policjanci, zostało rannych. Bowers był aktywnym uczestnikiem forum dyskusyjnego na antysemickim portalu skrajnej prawicy.

Na obecnym etapie trudno określić, czy 19-latek czerpał inspirację z działalności Bowersa, któremu w lutym przedstawiono zarzuty i którego proces toczy się w stanie Pensylwania.

Sobotnia strzelanina wywołała szok wśród mieszkańców Poway, którzy wybrali tę lokalizację ze względu na spokój i bezpieczeństwo. Do ataku doszło podczas najważniejszego i najstarszego święta żydowskiego cyklu rocznego – Święta Przaśników, obchodzonego na pamiątkę oswobodzenia Izraelitów z niewoli egipskiej – przypominają media.

Atak w Poway został potępiony przez Światowy Kongres Żydów (WJC), który wydał w sobotę specjalne oświadczenie podpisane przez jego przewodniczącego, Ronalda Laudera.

Solidarność z ofiarami wyraził też prezydent Donald Trump i wiceprezydent Mike Pence.

„Myślami i w modlitwie łączymy się ze wszystkimi dotkniętymi strzelaniną w Poway w Kalifornii. Niech Bóg was błogosławi. Sprawca zatrzymany! Stróże porządku spisali się na medal. Podziękowania dla nich!” – napisał Trump.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe ustalenia w sprawie zaginięcia 19-letniego Michała Rosiaka

Pojawiły się kolejne doniesienia w sprawie zaginionego Michała Rosiaka, studenta Politechniki Poznańskiej. Jak ustalili dziennikarze „Gazety Wyborczej”, z telefonu 19-latka wysłano zdjęcie na Snapchacie. Chłopaka nagrały także kamery autobusu. Mija dokładnie tydzień, od kiedy 19-letni student zniknął bez śladu.

Zanim kamery miejskiego monitoringu i przejeżdżającego autobusu zarejestrowały po raz ostatni studenta Politechniki Poznańskiej Michała Rosiaka, chłopak bawił się w jednym z nocnych klubów na terenie Starego Miasta. Wyszedł z niego krótko przed pierwszą w nocy i ruszył w stronę dworca kolejowego Poznań Garbary.

Co widać na nagraniach z kamer?

Na nagraniach z monitoringu widać, że zaginiony student idzie samotnie, spokojnie, z nikim nie rozmawia. Nikt go nie gonił, nikt go nie zaczepiał, on się nie zataczał. Po prostu szedł – informował rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak.

Wtedy jeszcze nie był znany zapis nagrania z kamery nocnego autobusu linii 248, który mijał przystanek „Szelągowska”, na którym w piątek nad ranem przypadkowa osoba znalazła telefon studenta.

Na zapisie wideo z autobusu widać wyłącznie Michała Rosiaka siedzącego na przystanku. Kamera zarejestrowała go o godzinie 1:36. 19-latek nie wsiadł do środka, mimo że „248” to jedyny autobus kursujący przez Szelągowską o tej godzinie. Z autobusu nikt też nie wysiadał.

Kiedy pojazd po ponad godzinie przejeżdżał tamtędy po raz kolejny, Michała nie było już na przystanku.

Zdjęcie wysłane z telefonu Michała

Jak ustalili dziennikarze poznańskiej „Gazety Wyborczej”, o godzinie 2:41 z telefonu 19-letniego studenta wysłano zdjęcie w aplikacji Snapchat. Była to jednak wyłącznie ciemna plama.

Policja zakłada, że jego autorem był zaginiony chłopak, bo do tej godziny jego telefon nie zmienił położenia. Na tym jednak trop się urywa. Śledczy starają się więc odpowiedzieć na pytanie, co działo się ze studentem między 2:41 a 3:06, kiedy autobus „248 ponownie” zatrzymał się na „Szelągowskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Anglia: 19-letni Polak spał przy ciele swojej dziewczyny

Historia, która wydarzyła się w Leicester w Anglii jest jednocześnie tragiczna i przerażająca. Jak donosi brytyjska prasa, 19-letni Polak przez kilka dni ukrywał fakt, iż jego dziewczyna nie żyje i spał obok jej ciała. Koszmarnego odkrycia dokonali współlokatorzy pary, którzy powiadomili policję. Śledczym nie udało się ustalić, co było przyczyną śmierci 20-letniej Polki. Wiadomo jedynie, że kobieta od dziecka zmagała się z chorobą serca.

O tragedii polskiej pary napisał między innymi brytyjski dziennik The Sun. Walentyna K.-M. († 20 l.) wraz ze swoim chłopakiem Karolem L. (19 l.) wyjechała z rodzinnej Piły do Anglii 18 marca br. Para wynajmowała mieszkanie w Leicester wraz z kilkoma innymi współlokatorami. To właśnie tam rozegrał się dramat.

Pod koniec maja br. mieszkańcy domu zaczęli odczuwać nieprzyjemny zapach, dobiegający z pokoju polskiej pary. Potęgowała go fala upałów, która w tym czasie panowała w całej Anglii. 27 maja zaniepokojeni lokatorzy weszli do sypialni Walentyny i Karola. Tam dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze leżało ciało 20-latki. Zwłoki były przykryte kołdrą i znajdowały się w stanie daleko posuniętego rozkładu. Na miejsce wezwano policję. Karol L. został zatrzymany i spędził w areszcie pięć miesięcy.

W tym czasie śledczy nie zdołali ustalić, co było przyczyną śmierci młodej Polki. Biegli nie stwierdzili żadnych obrażeń zewnętrznych ani wewnętrznych, które mogły przyczynić się do jej śmierci.

Śledztwo policyjne nie wykazało także żadnych podejrzanych okoliczności bezpośrednio związanych ze śmiercią kobiety. Ustalono jedynie, że Walentyna miała wrodzoną wadę serca i w dzieciństwie przechodziła poważną operację.

Podczas rozprawy sądowej, która odbyła się we wtorek 27 listopada, Karol L. przyznał, że zataił przed współlokatorami fakt, iż jego dziewczyna zmarła. Prawdopodobnie nie potrafił pogodzić z odejściem ukochanej, dlatego przez kilka dni spał obok jej ciała.

Brytyjski sąd skazał Polaka na cztery tygodnie więzienia w zawieszeniu na sześć miesięcy.
Źródło info i foto: Fakt.pl