Zamknęli 2-letnie dziecko w pralce. Jest gotowy akt oskarżenia

Ta sprawa zbulwersowała opinię publiczną w sierpniu ubiegłego roku. Na nagraniu upublicznionym w sieci widać było dwuletniego Kacperka zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób. Do sądu w Radomiu trafił akt oskarżenia wobec dwóch oprawców.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód oskarżyła dwóch mężczyzn o znęcanie się fizyczne i psychiczne ze szczególnym okrucieństwem nad niespełna dwuletnim chłopcem. Według śledczych to 22-letni Tomasz K., który był partnerem matki dziecka i pod którego opieką znajdował się Kacperek, oraz 18-letni Adam B. zamknęli dziecko w pralce automatycznej, gdzie przebywało ono około minuty.

– Nagrywali z tego zdarzenia filmik telefonem komórkowym, który potem ukazał się w sieci. Naśmiewali się z chłopca, a także fotografowali go z włożonym do ust papierosem – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas.

Zdaniem śledczych mężczyźni narazili chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

Dodatkowo Adamowi B. prokuratura postawiła zarzut polegający na fałszywym oskarżeniu innego kolegi o znęcaniem się nad dwulatkiem. Za fałszywe oskarżenie innej osoby o przestępstwo, której nie popełniła, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od lat dwóch.

Zdarzenie wyszło na jaw w sierpniu ubiegłego roku dzięki filmikowi, który ktoś wrzucił do sieci. Na nagraniu widać było dwuletniego chłopca zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałt na 14-latce w Tychach. Opiekowała się dzieckiem oprawcy

Koszmar w Tychach. 14-latka przychodziła do małżeństwa opiekować się ich 2-letnim dzieckiem. Została uwięziona i brutalnie zgwałcona przez ojca chłopca. Prokuratura ujawnia szokujące szczegóły.

Jak informuje TVN24, zaczęło się od 14-letniej dziewczyny, która przychodziła opiekować się dwuletnim synem pary. – W czerwcu tego roku nastolatka została brutalnie zgwałcona przez 26-latka. W tym czasie jego żona spała – tłumaczy Monika Stalmach-Ćwikowska z prokuratury rejonowej w Tychach.

Dziewczynka była też bita, a do domu wypuszczona po kilku godzinach.

Na policję zgłosiła się także 46-latka, która również została zgwałcona. Przyszła do domu małżeństwa, bo miała zaopiekować się wieczorem ich synem. Prokurator relacjonuje, że kobieta została uwięziona i wielokrotnie zgwałcona zarówno przez mężczyznę jak i kobietę. W tym czasie w mieszkaniu miał przebywać także 2-latek. 46-latka została wypuszczona dopiero następnego dnia.

Prokurator potwierdza, że to małżeństwo rzeczywiście ma dwuletnie dziecko, ale, jak się okazało, poszukiwania opiekunki były tylko przykrywką do planowanego gwałtu. Pokrzywdzonych może być więcej.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego tyskiej komendy, prowadząc śledztwo pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Tychach, apelują, by osoby, które zostały potraktowane w podobny sposób, jak i osoby, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie zgłosiły się do Komendy Miejskiej Policji w Tychach lub skontaktowały się telefonicznie pod numerem telefonu (32) 32- 56- 235, 32-56-280 lub 32-56-255.

Małżeństwo zostało zatrzymane w czerwcu. Przebywa obecnie w areszcie. Para nie przyznaje się do winy. Nie okazuje też skruchy.
Źródło info i foto: wp.pl

33-letnia Grażyna P. wyrzuciła dziecko przez okno. Była niepoczytalna

Prokuratura Rejonowa w Lublińcu skierowała do sądu wniosek o umorzenie sprawy 33-letniej Grażyny P., podejrzanej o usiłowanie zabójstwa swego dwuletniego dziecka, oraz o umieszczenie jej w zakładzie psychiatrycznym. Kobieta, która wyrzuciła chłopczyka z okna na pierwszym piętrze, była niepoczytalna – orzekli biegli.

Informację o skierowaniu do sądu wniosku w tej sprawie przekazał w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.

16 listopada 2017 roku pogotowie ratunkowe i policja zostały zawiadomione o wyrzuceniu z okna dwuletniego dziecka w Woźnikach w powiecie lublinieckim. W wyniku upadku na twarde podłoże z wysokości ponad 6 metrów chłopczyk doznał urazów wielonarządowych i został przewieziony do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie. Początkowo lekarze określali jego stan zdrowia jako poważny i zagrażający życiu. Później stan zdrowia chłopczyka się poprawił.

Prokurator przedstawił Grażynie P. zarzut usiłowania zabójstwa dziecka i spowodowania u niego obrażeń ciała. Kobieta przyznała się do winy. Jak mówiła, nie potrafi wyjaśnić motywów swojego zachowania.

„Złożone przez nią wyjaśnienia wskazywały na uzasadnione wątpliwości co do stanu zdrowia psychicznego podejrzanej. Powołani w sprawie biegli lekarze psychiatrzy stwierdzili, że z powodu choroby psychicznej w chwili popełnienia zarzucanego jej czynu Grażyna P. miała zniesioną zdolność rozumienia znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem” – poinformował prok. Ozimek.

Osoba uznana z niepoczytalną nie może zostać pociągnięta do odpowiedzialności karnej. Biegli uznali również, że jest duże prawdopodobieństwo, iż pozostając na wolności, Grażyna P. ponownie popełni „czyn zabroniony o znacznej społecznej szkodliwości”.

Prokurator wystąpił do Sądu Okręgowego w Częstochowie z wnioskiem o umorzenie postępowania karnego i umieszczenie jej w zakładzie psychiatrycznym. Kobieta nie była wcześniej karana, po przedstawieniu zarzutów została aresztowana.

Sąd Okręgowy w Częstochowie rozpatrzy wniosek prokuratora 25 maja.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Zamknęła dzieci w rozgrzanym aucie, bo chciała dać im nauczkę

Amerykanka, której dwoje dzieci zmarło w rozgrzanym samochodzie, została aresztowana – podaje telewizja CNN. Kobieta w upał zamknęła córkę i syna w aucie, i poszła do domu palić marihuanę. Szeryf hrabstwa Parker w Teksasie (USA) aresztował w piątek 24-letnią kobietę Cynthię Marię Randolph. W ubiegłym miesiącu zostawiła ona swoje dzieci: 2-letnią dziewczynkę i 16-miesięcznego syna w samochodzie, by „dać im nauczkę” – podało w komunikacie biuro szeryfa.

„W czasie kilku przesłuchać Randolph zmieniała kilkukrotnie wersję wydarzeń, które doprowadziły do śmierci jej dzieci” – oświadczyło biuro szeryfa.

Dzieci zmarły w samochodzie

26 maja Randolph zobaczyła, jak jej dzieci bawią się w samochodzie. Miała powiedzieć dwuletniej córce, że ma wyjść z auta, ale ta sprzeciwiła się matce. Randolph zatrzasnęła więc drzwi samochodu „by dać jej nauczkę”, sądząc, że dziewczynka za chwilę wyjdzie z bratem z auta samodzielnie. Randolph wróciła do domu i paliła marihuanę, a potem zasnęła na dwie lub trzy godziny. Kiedy zorientowała się, że dzieci zmarły w rozgrzanym samochodzie, wybiła szybę w aucie, żeby upozorować wypadek samochodowy, w którym miały rzekomo zginąć jej dzieci. Władze nie uwierzyły jednak w jej wersję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bydgoszcz: wciąż trwają negocjacje z desperatem

Policjanci z Bydgoszczy od niedzieli wieczorem negocjują z 34-letnim mężczyzną, który zabarykadował się w domu z dwuletnim dzieckiem. Maciej Daszkiewicz z bydgoskiej policji powiedział, że o sprawie zawiadomiła w niedzielę wieczorem matka chłopca. Mężczyzna, partner kobiety grozi, że wyskoczy przez okno. Maciej Daszkiewicz w rozmowie z Wirtualną Polską dodał, że nie ma wiadomości, by dziecku coś się stało. Poinformował, że co jakiś czas słychać dziecko w mieszkaniu. Z mężczyzną wciąż rozmawia policyjny negocjator. Policja zdobyła klucze od właściciela mieszkania, ale wejście zostało zablokowane od środka meblami.

Do akcji przygotowani są też antyterroryści, ale oni podejmą działania tylko wówczas, gdy będzie zagrożone zdrowie lub życie dziecka. Z obecnych informacji takiego zagrożenia nie ma. Z relacji świadków wiadomo, że mężczyzna mieszka tam od kilku miesięcy z konkubiną. Policja została zaalarmowana w niedzielę po godz. 20. – Kobieta zgłosiła, że nie może dostać się do swojego mieszkania na drugim piętrze kamienicy – podaje TVP Info. W mieszkaniu, za antywłamaniowymi drzwiami, zabarykadował się partner mieszkanki Bydgoszczy z jej małym dzieckiem.

Mężczyzna prawdopodobnie jest pod wpływem narkotyków albo alkoholu. – 34-latek zachowywał się agresywnie. W pewnym momencie otworzył okno i zaczął wyrzucać z mieszkania meble. Groził, że zabije siebie i dziecko – powiedział WP rzecznik bydgoskiej policji. W akcji biorą udział policyjni negocjatorzy, straż pożarna oraz pogotowie ratunkowe. Na miejscu są dwie karetki. Pod oknem rozstawiono specjalne poduszki ochronne. Ulica została zamknięta między ul.Orlą a placem Poznańskim.
Żródło info i foto: wp.pl

Desperat zabarykadował się z dzieckiem w mieszkaniu

Policja negocjuje z mężczyzną, który w Bydgoszczy zabarykadował się w mieszkaniu z dwuletnim dzieckiem. Desperat grozi, że wyskoczy przez okno, jeśli ktoś spróbuje wejść do środka. Pod oknami straż pożarna rozstawiła poduszki ratunkowe. Na miejscu są też karetki pogotowia.

– Mężczyzna zachowywał się agresywnie. w pewnym momencie otworzył okno i wyrzucił z mieszkania meble – powiedział rzecznik policji w Bydgoszczy Maciej Daszkiewicz. Policja dostała zgłoszenie o desperacie w niedzielę około ósmej wieczorem. Z prośbą o pomoc zadzwoniła matka dziecka.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Dziecko w bagażniku

Wielkopolska drogówka zatrzymała do kontroli osobowy samochód. Teoretycznie, wszystko wyglądało zgodnie z prawem. Okazało się jednak, że pod kocem w bagażniku coś zaczęło się ruszać… Policjanci z komendy w Turku zatrzymali w Ewinowie (Wielkopolska) do kontroli skodę, która mocno przekroczyła prędkość. Jechały w niej cztery osoby, wszystkie dokumenty były w porządku, wydawało się więc, że po wystawieniu mandatu, kierowca ruszy dalej. Nagle pod kocem w bagażniku coś się poruszyło. Policjanci zapytali 33-letnią kobietę, która kierowała pojazdem, co za ładunek wiezie. Ta odpowiedziała, że to tylko lalka – pisze policja.pl

Mundurowi jednak zdecydowali się zajrzeć pod koc. Zamiast lalki znaleźli dwuletnie dziecko i 28-letniego mężczyznę. Policjanci uznali to za „rażące naruszenie przepisów ruchu drogowego”, odebrali więc kobiecie prawo jazdy i skierowali sprawę do sądu. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Bolesławiec: matka i 2-letnie dziecko z ranami kłutymi

Tragedia w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Do tamtejszego szpitala trafiła 36-letnia kobieta z dwuletnim dzieckiem. Oboje mają wiele ran kłutych. Do zdarzenia doszło ok. godz. 15:00. Policję i pogotowie ratunkowe zawiadomiła babcia dziecka, która przyszła w odwiedziny. Do szpitala w Bolesławcu trafiła 36-letnia kobieta i jej dwuletni synek. Oboje są bardzo poranieni, mają wiele ran kłutych, zadanych ostrym narzędziem. Jak powiedział nam Krzysztof Zaporowski z dolnośląskiej policji, pogorszył się stan dziecka. Lekarze walczą o życie 2-latka, który był już operowany. Żródło info i foto: RMF24.pl

Policjant śmiertelnie postrzelił mężczyznę

Po dwuletnim śledztwie już wiadomo: to tarnowski policjant postrzelił podczas interwencji w Tuchowie zatrzymanego do kontroli mężczyznę. Krakowska prokuratura oskarża funkcjonariusza o nieumyślne spowodowanie jego śmierci. To jedna z najbardziej tajemniczych spraw, jakie przyszło ostatnio wyjaśniać krakowskim śledczym. Splot nieprawdopodobnych okoliczności, jakie doprowadziły do śmierci 28-letniego Andrzeja S., trudno wyobrazić sobie na co dzień. Śledczym rozwikłanie tajemnicy, z czyjej ręki zginął młody mężczyzna, zajęło dwa lata. Dziś już nie mają wątpliwości: kula, która ugodziła mężczyznę, została wystrzelona przez Daniela S., 33-letniego policjanta z tarnowskiej komendy miejskiej. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ciało dziecka i kobiety w jeziorze

W jeziorze Pniewskim w woj. kujawsko-pomorskim znaleziono ciała 2-letniej dziewczynki i 27-letniej kobiety. Do policjantów zgłosiła się osoba, która zauważyła ciało dziecka. Kilka godzin później policjanci znaleźli też w wodzie kobietę. „Najpewniej była matką dziewczynki” – mówi Radiu ZET Krzysztof Jaźniewski z powiatowej komendy w Żninie. W samochodzie zaparkowanym koło jeziora znaleziono list. Wynika z niego, że w rodzinie doszło do nieporozumień. Na miejscu policjanci zabezpieczyli ślady kryminalistyczne. Chcą sprawdzić, czy to kobieta napisała list pożegnalny. Żródło info i foto: Radio ZET.pl