Saudyjczyk otworzył ogień w bazie wojskowej USA. Przełom w śledztwie

FBI włamało się do smartfona należącego do saudyjskiego napastnika, który w zeszłym roku przeprowadził atak w bazie amerykańskiej marynarki wojennej na Florydzie. Znaleziono dowody na powiązania mężczyzny z terrorystami z Al-Kaidy – poinformował w poniedziałek prokurator generalny USA William Barr.

W grudniu 2019 roku 21-letni oficer saudyjskiego lotnictwa Mohammed al-Szamrani zastrzelił trzy osoby i ranił osiem innych w bazie lotnictwa marynarki wojennej USA na Florydzie. Napastnik, który odbywał szkolenie w Naval Air Station Pensacola, zginął po wymianie ognia z dwoma policjantami. Po tragedii Stany Zjednoczone wydaliły z kraju 21 saudyjskich kadetów.

Prokurator generalny zmienia zdanie

Miesiąc po ataku prokurator generalny USA William Barr ocenił, że nie był on „aktem terroru”. W poniedziałek przyznał jednak jednak, że Federalne Biuro Śledcze (FBI) znalazło dowody na powiązania napastnika z Al-Kaidą. Jak przekazał, śledczym udało się złamać blokadę w iPhone’ie należącym do Saudyjczyka, co okazało się przełomowe dla prowadzonego dochodzenia. – Informacje z telefonu okazały się bezcenne – powiedział prokurator generalny na telekonferencji prasowej.

Na początku roku Barr oskarżył firmę Apple o to, że nie zgodziła się pomóc FBI w odblokowaniu dwóch telefonów komórkowych sprawcy. Firma zaprzeczyła tym zarzutom.

„Brutalne zwieńczenie kilku lat przygotowań”

Jak przypomina agencja Reutera, przed dokonaniem zamachu w amerykańskiej bazie Mohammed al-Szamrani wielokrotnie krytykował militarne zaangażowanie USA na świecie i cytował w mediach społecznościowych nieżyjącego przywódcę Al-Kaidy Osamę Bin Ladena. W lutym Al-Kaida Półwyspu Arabskiego (AQAP) udostępniła nagranie audio, w którym przyznała się do zorganizowania ataku, jednak terroryści nie dostarczyli na to wówczas żadnych dowodów.

– Dowody, które udało nam się zdobyć, wskazują, że atak w Pensacoli był tak naprawdę brutalnym zwieńczeniem kilku lat przygotowań – powiedział dyrektor FBI Christopher Wray. Dodał, że napastnik „zradykalizował się” przed 2015 rokiem, a więc co najmniej cztery lata przed dokonaniem zamachu.

Departament Sprawiedliwości poinformował, że Saudyjczyk podczas pobytu w USA odwiedził nowojorski pomnik poświęcony ofiarom ataków z 11 września 2001 roku, dokonanych przez saudyjskich terrorystów z Al-Kaidy. Dwie godziny przed otwarciem ognia w amerykańskiej bazie wojskowej opublikował w mediach społecznościowych antyamerykańskie i antyizraelskie wpisy, nawołujące do dżihadu – przekazał resort.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Malbork: Sąd aresztował rodziców skatowanej 4-tygodniowej dziewczynki

Rodzice skatowanej czterotygodniowej dziewczynki z Malborka spędzą najbliższe 3 miesiące w areszcie. Oboje usłyszeli zarzut fizycznego znęcania się nad dzieckiem i usiłowania pozbawienia go życia z tzw. zamiarem ewentualnym. Nie przyznają się do winy. W piątek w Prokuraturze Rejonowej w Malborku rodzice czterotygodniowej Luizy – 20-letnia Klaudia F. i 21-letni Marcin G. zostali przesłuchani i usłyszeli zarzut. Według śledczych, mieli działać wspólnie i w porozumieniu.

Podejrzani nie przyznali się do winy. Zaprzeczyli, że stosowali wobec dziecka przemoc. Złożyli wyjaśnienia – prokuratura nie ujawniła ich treści. Rodzice przywieźli czterotygodniowe niemowlę do Powiatowego Centrum Zdrowia w Malborku w środę wieczorem. Powiedzieli lekarzom, że dziecko uderzyło się o fotelik.

Dziewczynka miała na ciele liczne obrażenia, złamania kończyn i obrzęk mózgu. Biegły lekarz stwierdził, że urazy nie powstały na skutek jednorazowego wypadku. Podejrzewano, że dziewczynka może być ofiarą przemocy i dlatego powiadomiono policję. Ze względu na ciężki stan zdrowia dziewczynka przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej w Szpitalu im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. Jej stan zdrowia wciąż jest poważny. Jest utrzymywana w śpiączce farmakologicznej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Brat Patryka Jakiego zatrzymany za posiadanie narkotyków

– Nie popieram nawet małej ilości marihuany, którą miał mieć przy sobie – powiedział Patryk Jaki o zatrzymaniu swojego brata przez policję. 21-letniemu raperowi Filipowi J. postawiono zarzuty posiadania narkotyków.

W środę 21-letni raper Filip J. został zatrzymany w Warszawie po tym, jak przechodził przez ulicę w niedozwolonym miejscu. Brat europosła Zjednoczonej Prawicy został wylegitymowany przez policję. Znaleziono przy nim marihuanę. Funkcjonariusze pojechali z raperem do jego mieszkania. Tam znajdowało się 6,5 grama marihuany i 0,3 grama haszyszu. 21-latek usłyszał zarzuty posiadania narkotyków.

„Mój brat jest dorosły i bierze odpowiedzialność za to, co robi”

Patryk Jaki skomentował zatrzymanie brata przez policję. W rozmowie z „Faktem” powiedział, że ma „niewielki kontakt” z bratem.

„Mój brat jest dorosły i bierze odpowiedzialność za to, co robi. Został potraktowany tak, jak każdy. Nie popieram nawet małej ilości marihuany, którą miał mieć przy sobie. Nawet jeśli wiem, że w wielu państwach to nie jest karane. Jedyne odstępstwo powinno dotyczyć celów medycznych” – powiedział europosła z ramienia Zjednoczonej Prawicy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Konin: Zaskakujące przypuszczenia ws. śmierci 21-latka postrzelonego przez policjanta

Śmierć 21-letniego Adama Cz. wstrząsnęła całą Polską. Chłopak zginął 14 listopada zastrzelony przez policjanta, który podejrzewał go o handel narkotykami. Funkcjonariusz, który oddał śmiertelny strzał, po zdarzeniu trafił do szpitala psychiatrycznego. Jak informuje „Głos Wielkopolski”, śledczy zadali biegłym z różnych dziedzin 38 szczegółowych pytań. Po zebraniu tych opinii funkcjonariusz może zostać przesłuchany. W całej sprawie pojawiły się szokujące przypuszczenia. Dotyczą one terminu, w którym policjant stanie przed prokuratorem. Funkcjonariusz zmienił już miejsce zamieszkania. W przeprowadzce pomogły mu Komenda Główna Policji i MSWiA.

W listopadzie na jednym z osiedli w Koninie 21-letnie Adama Cz. po krótkim pościgu został zastrzelony przez policjanta. Wiadomo, że funkcjonariusz nie oddał strzału ostrzegawczego. Chwilę po tragedii, funkcjonariusz trafił do szpitala psychiatrycznego. Jego stan był bardzo zły. Jak informuje „Głos Wielkopolski” policjant opuścił już szpital, jednak wciąż nie został przesłuchany. I prawdopodobnie… prędko nie będzie!

– W ostatnich dniach prokurator, uwzględniając zakres dotychczasowego materiału, powołał biegłych z różnych specjalizacji w celu przeprowadzenia badań daktyloskopijnych, biologicznych, fizykochemicznych, mechanoskopijnych oraz śladów drobin powystrzałowych – przekazał dziennikowi prokurator Krzysztof Bukowiecki, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Policjant zostanie przesłuchany za rok?

Śledczy powołali aż 38 biegłych w tej sprawie. Do końca lutego mają oni wydać opinię w tej sprawie. Dopiero wtedy, kiedy śledczy zapoznają się z ich opiniami, funkcjonariusz zostanie przesłuchany. Jak przekazała w rozmowie z TVP Poznań, cała procedura może zająć jednak nie dwa miesiące, a nawet rok, albo i dłużej. Chodzi nie tyle o same ekspertyzy, co ich przeanalizowanie.

– W przypadku śledztwa może to być wydłużone do roku. Przepisy przewidują również, że w szczególnych wypadkach może ono zostać wydłużone na czas nieoznaczony – mówiła w rozmowie z TVP adwokat Katarzyna Zych-Wachowiak.

Policjant zmienił miejsce zamieszkania

Prokuratura przesłuchała już wszystkich świadków w tej sprawie. Niektórzy z nich, jak podaje „Głos Wielkopolski”, zostali przesłuchani dwukrotnie. Funkcjonariusz, który postrzelił 21-latka, zmienił już miejsce zamieszkania. Pomoc w zmianie nowego miejsca zaoferowała mu m.in Komenda Główna Policji i MSWiA.

Jak przebiegała interwencja w Koninie

W czwartek, 14 listopada rano Adam umówił się z 15-letnim Sebastianem pod salonem fryzjerskim przy ul. Wyszyńskiego. Miał się z nim wymienić na części do e-papierosa. Na miejsce Sebastian przyszedł ze swoim kolegą, 15-letnim Kacprem.

– Adam ciął nożyczkami celulozowy wkład do e-papierosa, później zalał liquid do atomizera. Dał mi sprawdzić, czy działa – opowiada Sebastian. W tym czasie w stronę szkoły podjechał radiowóz. Adam wziął atomizer, który przyniósł Sebastian i sprawdził go. W tym czasie radiowóz zawrócił. Wysiedli dwaj policjanci. Ten, który wcześniej siedział za kierownicą, krzyknął „stać, policja”.

– Adam rzucił butelkę z liquidem, powiedział, że zaraz wróci i zaczął uciekać – wspomina Sebastian. Adam zniknął za rogiem bloku. Za nim pobiegł policjant. Drugi został z Sebastianem i Kacprem.

– Po ok. 10 sekundach usłyszałem drugi okrzyk „stój, policja!”, później po jakiś 5 sekundach jeszcze „stój, bo strzelam” i po 3 sekundach padł strzał. Jeden strzał – podkreśla Sebastian. Policjant, który stał z 15-latkami, wezwał dodatkowy patrol. Przyjechała drogówka, później kolejne radiowozy oznakowane i nieoznakowane. Adam wykrwawił się w ciągu kilku sekund, po tym jak kula trafiła go kilka centymetrów od serca.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci. Na razie policjant nie usłyszał żadnych zarzutów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Konin: Śmierć 21-latka. Prokuratura i biegli przeprowadzili eksperyment

Adam († 21 l.) leżał, gdy policjant posłał w jego kierunku morderczą kulę? W poniedziałek na miejscu tragedii w Koninie odbył się eksperyment z udziałem prokuratora i biegłych. Ze wstępnych wyników badań wyłania się niepokojący obraz policyjnej interwencji. Zdaniem pełnomocnika rodziny zabitego, funkcjonariusz nie miał żadnych powodów do tego by strzelać do Adama.

Tragedia miała miejsce 14 listopada. W poniedziałek na placu zabaw przy ul. Wyszyńskiego w Koninie, łódzki prokurator oraz biegli próbowali odtworzyć okoliczności wypadku, podczas którego zginął Adam Czerniejewski. Eksperyment polegał na rekonstrukcji momentu oddania strzału przez policjanta.

Z badań wynika, że strzał padł z góry. Oznacza to, że w chwili tragedii Adam przewrócił się lub musiał być pochylony. Policjant mógł stać nad nim. To obalałoby hipotezę, że chciał zaatakować policjanta biurowymi nożyczkami (miał je przy sobie podczas interwencji policji). Biegli dokładnie odmierzali trajektorię lotu pocisku, mierzyli również wysokość krawężnika, o który mógł się potknąć chłopak.

– Jestem przekonany, że policjant w ogóle nie powinien wyciągać broni, bo nie było to konieczne – twierdzi mecenas Michał Wąż, pełnomocnik rodziny zabitego Adama. Jednocześnie podkreśla, że wcześniejsze badania wykonywane przez śledczych z Konina nie były dość dokładnie i pozostawiały wiele pytań, na które nie było odpowiedzi.

Badania biegłych na zlecenie łódzkiego śledczego powinny lepiej zobrazować moment tragedii. – Dopiero, gdy będziemy mieli wszystkie opinie oraz zebrane dowody będziemy mogli mówić o przedstawianiu ewentualnych zarzutów. To może potrwać tygodnie, a nawet miesiące. Na razie jesteśmy na wstępnym etapie ustalania przebiegu całego zdarzenia – mówi Wojciech Zimoń z prokuratury regionalnej w Łodzi, który prowadzi postępowanie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Konin: Policjant zastrzelił 21-latka. Ojciec zabrał głos

Po tragedii w Koninie głos zabrał ojciec zastrzelonego 21-latka. Na Facebooku zamieścił wulgarny wpis. „Dzieciaka nie mogli dogonić, to go zastrzelili. Tylko dzieci mordować potrafią” – napisał.

Do tragedii doszło w czwartek około godz. 10 patrol policji chciał wylegitymować trzy osoby (dwóch piętnastolatków i 21-latka) przy ul. Wyszyńskiego w Koninie. Wówczas najstarszy z mężczyzn zaczął uciekać. Według policji funkcjonariusz był zmuszony do użycia broni. Według nieoficjalnych doniesień 21-letni Adam C. miał wyciągnąć nożyczki i zaatakować policjanta. Został postrzelony. Mimo reanimacji nie udało się go uratować. Znaleziono przy nim nożyczki oraz woreczek z białym proszkiem.

Znajomi i sąsiedzi są wstrząśnięci. Przed klatkę, gdzie mieszkał 21-latek, przynoszą znicze. Jedna z osób w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” pyta: „Drobny chłopiec, 50 kilogramów wagi. Policjanci by sobie z nim nie poradzili?” Mężczyzna, który stoi obok mówi, że „Adaś muchy by nie skrzywdził”. Inny twierdzi, że był na miejscu i widział obok ciała nożyczki. „Małe, czerwone, biurowe, takie do cięcia papieru. Zaokrąglone na końcu. Trzeba by się bardzo postarać, żeby komuś zrobić nimi krzywdę” – przekazuje.

Ojciec zastrzelonego mężczyzny zamieścił wulgarne wpisy na Facebooku. „(…) policjanci zastrzelili mi syna tylko dlatego, że uciekał. (…)”, „Dzieciaka nie mogli dogonić, to go zastrzelili. Tylko dzieci mordować potrafią” – napisał.

Jak informowaliśmy w WP Komendant Wojewódzki Policji w Poznaniu wysłał do Konina specjalną komisję. Wydział kontroli będzie badał zasadność użycia broni przez funkcjonariusza.

Konin. Co wiadomo o zastrzelonym 21-latku?

21-latek był znany policji. Analizowany jest również okoliczny monitoring. Funkcjonariusze przeczesywali pobliski plac zabaw, w poszukiwaniu rzeczy, które mężczyzna mógł wyrzucić przed pościgiem. Przy uciekinierze znaleziono woreczek z białym proszkiem. Borowiak powiedział WP, że 21-latek prawdopodobnie sprzedawał narkotyki.

Świadkowie w rozmowie z Wirtualną Polską relacjonują, że sytuacja była dynamiczna. Pracownicy zakładu fryzjerskiego, który znajduje się w okolicy zeznali, że kiedy zobaczyli policjantów i wyszli na zewnątrz, było już po strzelaninie.
Źródło info i foto: wp.pl

Kamil B. skazany za ukamienowanie sąsiada

25 lat za kratami – to dla Kamila B. (21 l.) więcej niż do tej pory przechodził po ziemi. Nic dobrego nie zrobił nigdy, to taki „wrzód” ja mówią o nim w Serocku pod Lubartowem. Cieszą się, że zwyrodnialec chyba nigdy nie wróci i odpokutuje to co zrobił. Strasznie pobił sąsiada, a potem konającego Wiesława W. zagrzebał na polu za domem.

Chciałem jedynie sąsiada pobić, a nie zabić – tłumaczenia młodziutkiego zwyrodnialca spod Lubartowa brzmią jak wyjątkowo ponury żart. Kamil B. (21 l.) zakatował w okrutny sposób Wiesława W. (+57 l.), prokurator przez kilka minut wymieniał obrażenia, jakie zadał swej ofierze: najpierw pobił go pięściami, potem zadał po kilkadziesiąt uderzeniem kamieniem i nożem, a potem konającego sąsiada pogrzebał za domem. Za co? Wiesław W. chciał poskarżyć się policji, że morderca wybił szybę w jego domu. Do makabrycznej zbrodni doszło w kwietniu ubiegłego roku pod domem Wiesława W. w Serocku, małej wsi położonej niedaleko Lubartowa na Lubelszczyźnie. Feralnego dnia, 16 kwietnia Kamil B., zły duch wsi nie miał co ze sobą robić. Kiedy wypił pod sklepem wódkę i przepił to piwem, przypomniał sobie o sąsiedzie, któremu kilka dni wcześniej z nudy wybił szybę. Poszedł więc do niego porozmawiać i postraszyć, żeby nie przyszło mu do głowy zawiadamiać policji. Bał się sprawy o wykroczenie. Wiesław W. nie dał ugłaskać się nawet piwem, które przyniósł mu Kamil B.

– Przestań rozsiewać plotki – zażądał, kiedy siedzieli w domu. Wiesław W. nie odpuszczał. Wtedy Kamil B. wściekł się. Rzucił się na gospodarza i zaczął okładać go pięściami. Wyciągnął go z domu, siadł na nim okrakiem i zaczął zadawać ciosy kamieniem, który leżał obok. Kilkadziesiąt razy. Wiesław B. żył jeszcze, choć miał pogruchotaną czaszkę. Kamilowi B.było mało. Spokojnie wrócił do domu ofiary i wziął kuchenny nóż, którym kilkadziesiąt razy dźgnął konającego mężczyznę w twarz, szyję i klatkę piersiową. – Kiedy złamał mu się nóż, przez chwilę dusił jeszcze swą ofiarę – uważają śledczy. Przeciągnął potem ciało za dom i próbował rękami wykopać dół w ziemi. Był płytki, ziemia była twarda. – Ruszał jeszcze nogami – przyznał Kamil B. – Nie widziałem nigdy tak zmasakrowanego człowieka – wspominał sąsiad Wiesława B. , który znalazł ciało po kilku godzinach. Kamil B. po wszystkim…wrócił do domu, oddał matce brudne ubrania do prania i położył się spać. Jak gdyby nigdy nic. Pił kawę i palił papierosa, kiedy rano zatrzymali go policjanci. – Uwagę zwraca i przeraża metodyczność oraz opanowanie Kamila B., który po dokonaniu tak odrażającego i haniebnego czynu w sposób racjonalny i przemyślany przeciągnął ciało i zakopał na polu – zauważa prokurator Paweł Majka, autor aktu oskarżenia. – Po alkoholu poniosły mnie nerwy. Przepraszam rodzinę, że tak wyszło. Ale czasu się nie cofnie – udawał skruszonego na Sali sądowej. To gra – przez Wieśka siedzę w więzieniu – pisał do rodziny z aresztu śledczego. W środę Sąd Okręgowy w Lublinie skazał go na 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Strzelanina w El Paso. Napastnik zeznał, że mierzył do Meksykanów

Mężczyzna, oskarżony o zastrzelenie w zeszły weekend 22 osób w centrum handlowym w El Paso w amerykańskim stanie Teksas, przyznał się do zbrodni w chwili, gdy się poddawał; później zeznał, że mierzył w Meksykanów – poinformowała w piątek policja. 21-letni Patrick Crusius wyszedł z rękami do góry z pojazdu zatrzymanego na skrzyżowaniu krótko po ataku, który miał miejsce 3 sierpnia, i powiedział funkcjonariuszom: „To ja strzelałem” – przekazał detektyw Adrian Garcia w złożonym pod przysięgą oświadczeniu w sprawie aresztowania.

Crusius później zrzekł się tzw. prawa Mirandy, czyli informacji m.in. o przysługującym mu prawie do milczenia, obrońcy, a także o ewentualnym wykorzystaniu jego zeznań przeciwko niemu w sądzie, i zgodził się na rozmowę z detektywami. W rozmowie tej powiedział, że przyjechał do El Paso z Allen – przedmieścia Dallas, gdzie mieszkał i które jest ponad 10 godzin drogi od El Paso – a także, że atakował Meksykanów.

Crusius zaczął strzelać w centrum handlowym Walmart. Wśród 22 ofiar śmiertelnych strzelaniny jest ośmiu Meksykanów; 26 osób zostało rannych. Krótko przed atakiem mężczyzna zamieścił w internecie ksenofobiczny „manifest”, w którym uskarżał się na napływ Latynosów do USA.

Według władz zbrodnia była motywowana nienawiścią na tle rasowym.

Sprawca został oskarżony o wielokrotne morderstwo, za co grozi kara śmierci; jest przetrzymywany bez kontaktu ze światem zewnętrznym. Prokuratorzy federalni przekazali, że rozważają także postawienie zarzutów dotyczących przestępstwa z nienawiści.

El Paso leży na granicy USA z Meksykiem i ma dużą populację latynoską.
Źródło info i foto: interia.pl

Zaginął 21-letni Błażej Lepiarczyk

Rodzina i policja apelują o pomoc w odnalezieniu 21-letniego Błażej Lepiarczyka. Student Wydziału Informatyki, Elektroniki i Telekomunikacji AGH wyszedł z domu 4 lipca. Jest cukrzykiem i bliscy obawiają się o jego życie. Młody mężczyzna ostatni raz był widziany 4 lipca (czwartek) ok. godz. 18. Wyszedł wtedy z domu przy ul. Lea w Krakowie. Do tej pory 21-latek nie nawiązał żadnego kontaktu z rodziną.

Błażej Lepiarczyk jest szczupłej budowy ciała i ma 187 cm wzrostu, niebieskie oczy i długie, sięgające do ramion, ciemne blond włosy. Student nosi okulary korekcyjne, a w dniu zaginięcia prawdopodobnie ubrany był w zieloną koszulkę, brązową bluzę i spodnie sztruksowe albo moro.

21-latek z Krakowa jest cukrzykiem i zazwyczaj nosi przy sobie pompę insulinową. Bliscy obawiają się jednak, że może nie mieć insuliny. Jak podaje Interia, mężczyzna przed wyjściem z domu miał zostawić list. Każdy kto może pomóc w odnalezieniu Błażeja Lepiarczyka, powinien skontaktować się z policją w Krakowie (tel.12 6151-093) lub najbliższą komendą (tel. 112 oraz 997).
Źródło info i foto: wp.pl

Przejechał celowo psa. Grozi mu do pięciu lat więzienia

Zarzut zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem postawiła policja 21-letniemu mężczyźnie, który celowo przejechał autem zwierzę, a nagranie z zapisem tego czynu opublikował w internecie. Podejrzanemu grozi do 5 lat więzienia.

21-letni mieszkaniec gminy Syców na Dolnym Śląsku został zatrzymany w niedzielę wieczorem. Policja rozpoczęła poszukiwania sprawcy brutalnego ataku na psa, po tym jak film rejestrujący to zdarzenie trafił do internetu. Widać na nim, jak kierowca busa celowo przejeżdża zwierzę leżące na ulicy. W efekcie pies zdechł.

Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Oleśnicy Aleksandra Pieprzycka, policja postawiła mężczyźnie zarzuty zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem. Decyzję o środkach zapobiegawczych podejmie prokurator – powiedziała rzeczniczka.
Źródło info i foto: Dziennik.pl