Wielka Brytania: 25-letni Paweł R. przyznał się do 9 zarzutów

Przed brytyjskim sądem odbyła się rozprawa z udziałem 25-letniego Pawła R. , który pracował jako rzeźnik w Hull. Początkowo śledczy podejrzewali, że Polak ma związek z zaginięciem 21-letniej Libby Squire, jednak 25-latek nie usłyszał w tej sprawie żadnych zarzutów. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Prokuratura oskarżyła go, m.in. o masturbowanie się na ulicy oraz kradzież zabawek erotycznych. Mężczyzna przyznał się do 9 zarzutów.

Mieszkającego z rodziną w Hull Pawła R., aresztowano ponieważ to on prawdopodobnie jako ostatni widział 21-letnią Libby Squire w nocy z 31 stycznia na 1 lutego br. Szczątki 21-latki odnaleziono po trwających siedem tygodni poszukiwaniach. Wyłowiono je z ujścia rzeki Humber, niedaleko portu w Grimsby. Śledczy ze względu na dobro śledztwa nie ujawnili jednak, jak zginęła kobieta.

Według doniesień brytyjskiej prasy studentka religioznawstwa i filozofii zaginęła po imprezie z przyjaciółmi. Z powodu upojenia alkoholowego, nie wpuszczono jej do klubu, dlatego postanowiła wrócić do domu. Ostatnią osobą, która miała ją widzieć był Paweł R.

Po aresztowaniu Polaka, jego siostra ujawniła „Daily Telegraph”, że brat faktycznie widział tej nocy Libby. Dziewczyna miała stać na ulicy i płakać. Zaniepokoił się i postanowił jej pomóc, proponując podwiezienie. Następnie wpisał adres Libby do nawigacji. Nie wiadomo, co stało się później.

W lutym nie znaleziono wystarczających dowodów na oskarżenia Pawła R. o uprowadzanie 21-latki. Na jaw wyszły jednak inne występki Polaka. Początkowo 25-latek usłyszał aż 13 zarzutów niezwiązanych ze sprawą Libby Squire, jednak prokuratura uznała, że nie jest w interesie publicznym osądzanie 25-latka za cztery z nich i ostatecznie Polak odpowiada za 9 przewinień – informuje HullLive.

Według prokuratury w grudniu 2017 r. Paweł R. włamał się do jednego z domów i ukradł trzy wibratory. Podczas kolejnego włamania, w styczniu tego roku, ukradł zabawki erotyczne, prezerwatywy, zdjęcia, ubrania i elektronikę. Polak miał się też dwukrotnie masturbować na ulicy w styczniu ubiegłego roku.

Podczas poniedziałkowej rozprawy w sądzie w Sheffield Paweł R. przyznał się do dziewięciu zarzutów, w tym do czterech przypadków podglądactwa, dwóch przypadków nieobyczajnego zachowania oraz do trzech włamań – informuje mirror.co.uk.

Paweł R. przebywa w areszcie od początku lutego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

21-letnia dzieciobójczyni przed sądem

Przed sądem dzieciobójczyni wylewa teraz morze łez. Ale tego strasznego dnia Agacie F. (21 l.) nawet nie zadrżała powieka… Ta studentka prawa zaraz po porodzie spaliła w piecyku swoją córeczkę. W tym samym pomieszczeniu uprawiała seks ze swoim chłopakiem, a później pojechała bawić się na weselu!

Makabryczne szczegóły jej zbrodni wychodzą na jaw w trakcie procesu, który dobiega końca w Lublinie. W piątek zeznawali świadkowie.

– Wezwali nas rodzice oskarżonej, mówiąc, że mają w domu spalone zwłoki – mówili policjanci w sądzie. – Kiedy zdjęliśmy fajerki z piecyka, zobaczyłem kawałek nadpalonej nóżki, trochę dalej była część rączki, puszka po piwie i niedopalone śmieci – mówił jeden z funkcjonariuszy wstrząśnięty tym widokiem.

To on z kolegą z patrolu w czerwcu ubiegłego roku przyjechał na wezwanie do maleńkiej podlubelskiej wsi Majdan Kozłowiecki.

Funkcjonariuszy wezwali wstrząśnięci rodzice studentki. Kilka tygodni wcześniej zauważyli, że ich córka dość mocno przytyła. Kilka razy wypytywali ją, czy nie jest w ciąży. Dziewczyna za każdym razem zaprzeczała. Tuż przed tragicznym porodem Agata F. odizolowała się od domowników. Praktycznie nie wychodziła z pokoju, nie odzywała się, przestała jeździć na uczelnię.

Pokazała się dopiero w dniu wesela znajomych. Była dużo szczuplejsza. Zaniepokojeni rodzice zaraz po jej wyjściu przeszukali pokój. Kiedy otworzyli piecyk, aż zamarli z przerażenia! Odkryli spalone niemal w całości zwłoki dziecka.

Policja zatrzymała Agatę F. i jej chłopaka podczas przyjęcia weselnego. Po kilkunastu godzinach mężczyzna został zwolniony, bo uznano, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem.

Studentka do dziś przebywa w areszcie. Do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że dziecko urodziło się martwe, dlatego postanowiła je spalić. Kobiecie grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Katowice: Lekarz odkrył, że 4-miesięczny chłopiec mógł być maltretowany. Rodzice aresztowani

Rodzice przywieźli do szpitala w Katowicach swojego 4-miesięcznego synka z urazem ręki. Lekarz badający niemowlę stwierdził, że ma ono jeszcze inne poważniejsze obrażenia i wezwał policję. Kobieta i mężczyzna zostali aresztowani pod zarzutem znęcania się nad swoim dzieckiem. Zostali aresztowani. Nie przyznają się do winy.

Matka i ojciec chłopczyka w czwartek zgłosili się z dzieckiem do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Twierdzili, że ich synek ma uraz ręki.

– Dziecko trafiło na szpitalny oddział ratunkowy z rodzicami. W trakcie badań lekarz nabrał podejrzeń, że chłopczyk nawet wcześniej mógł być już maltretowany, dlatego powiadomił policję – powiedział reporterowi Polsat News Przemysławowi Białkowskiemu rzecznik prasowy centrum Wojciech Gumułka.

Według lekarzy, dziecko miało m.in. uszkodzenia klatki piersiowej i uraz głowy.

Prokuratura wszczęła śledztwo.

– Rodzicom postawiono zarzuty znęcania się nad synem ze szczególnym okrucieństwem i spowodowanie u niego obrażeń ciała, za co grozi od roku do 10 lat więzienia – poinformowała Anna Musiorska z Prokuratury Rejonowej Katowice Północ.

21-letnia matka i 27-letni ojciec chłopca nie przyznali się do zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia.

Chłopiec nadal jest w szpitalu, jego stan jest dobry.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ginekolog skazany za zgwałcenie pacjentki. Sąd podtrzymał wyrok

Znalazła go w internecie, umówiła się na wizytę. Ginekolog stwierdził, że niezbędny jest zabieg. 21-latka zgłosiła się do niego tego samego dnia. Dostała środki znieczulające, a potem straciła świadomość. Wtedy miała zostać zgwałcona przez lekarza. Sąd Apelacyjny właśnie podtrzymał wyrok skazujący Piotra P. na cztery lata więzienia.

Sędzia Roman Makowski zdecydował o wyłączeniu w całości jawności rozprawy apelacyjnej. Piotr P. został skazany przez sąd pierwszej instancji na cztery lata więzienia i 10-letni zakaz wykonywania zawodu. A także musiał zapłacić pokrzywdzonej nawiązkę w wysokości 40 tys. złotych. Od tego wyroku odwołał się prokurator oraz oskarżyciel posiłkowy i obrońca. Prokurator żądał ośmiulat więzienia i dożywotniego zakazu wykonywania zawodu, natomiast obrońca uniewinnienia.

Wyższa nawiązka

– Decyzją sądu, kara wobec Piotra P. pozostaje bez zmiany. Natomiast sąd zdecydował, że Piotr P. będzie musiał zapłacić na rzecz pokrzywdzonej wyższą nawiązkę, w kwocie 100 tysięcy złotych – mówił podczas ogłoszenia wyroku sędzia Roman Makowski. Wyrok w sprawie ginekologa Piotra P. jest prawomocny. – Prokurator wnioskował o wyższą karę, dlatego też będziemy oceniać to orzeczenie, jak tylko otrzymamy pisemne uzasadnienie wyroku. Jeżeli chodzi o podwyższenie nawiązki, to w mojej ocenie 100 tysięcy złotych to realne zadośćuczynienie za doznane krzywdy dla pokrzywdzonej – komentował wyrok prokurator Paweł Szmit z Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Krajeńskich.

Dowodem były prezerwatywy

Proces ginekologa był poszlakowy, ale prokuratura od początku nie miała wątpliwości co do winy Piotra P. Za gwałt groziło mu od dwóch do 12 lat więzienia. Lekarz nie przyznawał się do winy.

Ze względu na dobro poszkodowanej, cały proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Do gwałtu miało dojść w maju 2014 roku, w gabinecie ginekologicznym w Strzelcach Krajeńskich. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, 21-latka umówiła się na wizytę przez internet. Piotr P. przeprowadził wywiad lekarski, po czym stwierdził, że niezbędny będzie zabieg. Jeszcze tego samego dnia dziewczyna ponownie przyjechała do gabinetu. Razem z nią przyjechały dwie przyjaciółki, które czekały w korytarzu. „GW” informowała, że pacjentka dostała środki znieczulające, po których przestała trzeźwo myśleć. Pojawiły się dziury w pamięci. Wówczas miało dojść do gwałtu. Kiedy dziewczyna wyszła z gabinetu, jeszcze przez jakiś czas nie mogła dojść do siebie. Dopiero siedząc w samochodzie, powiedziała przyjaciółkom o tym, co udało się jej zapamiętać. Sprawa od razu została zgłoszona policji. Funkcjonariusze udali się do gabinetu ginekologicznego, w którym miało dojść do przestępstwa. W koszu na śmieci znaleźli zużyte prezerwatywy.

Późniejsze badania potwierdziły, w środku było nasienie lekarza, natomiast na wierzchu materiał genetyczny 21-latki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zaginęła 21-letnia Katarzyna Jaśkiewicz

Wyszła z domu w środę i nie wróciła. Policja prosi o pomoc w znalezieniu 21-letniej Katarzyny Jaśkiewicz. Opublikowała jej wizerunek i rysopis. Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Bełchatowie poszukują 21-letniej Katarzyny Jaśkiewicz. W środę 14 listopada około godz. 14.00 wyszła z domu i do tej pory nie wróciła.

Jak wynika z rysopisu kobieta ma 165 cm wzrostu, średnią budowę ciała, ciemne, proste i długie włosy oraz prosty nos. W dniu zaginięcia była ubrana różową kurtkę i czarne legginsy.

Policja prosi o kontakt, osoby, które mogą pomóc w ustaleniu miejsca pobytu zaginionej. Albo osobisty – z Wydziałem Kryminalnym KPP w Bełchatowie przy ul.1 Maja 7, albo pod numerami: 44 635 52 84 lub 997 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielka Brytania: 21-letnia Fatima Khan skazana za zabójstwo. Dowody dostarczyła sama, w relacji na żywo na Snapchatcie

Po trwającym dwa lata procesie brytyjski sąd skazał 21-letnią Fatimę Khan na 14 lat więzienia za zabójstwo swojego partnera. Biegli uznali, że namówiła ona innego mężczyznę, by zadał mu śmiertelne ciosy nożem. Zajście zarejestrował monitoring oraz sama skazana, która nagrała partnera leżącego w kałuży krwi i opublikowała w aplikacji Snapchat z podpisem: „Tak się dzieje, kiedy ze mną zadzierasz”.

Ofiara, czyli 18-letni Khalid Safi spotykał się z Fatimą przez dłuższy okres czasu. O jej względy rywalizował z o rok starszym Razanem Khanem. Mężczyźni pobili się o kobietę już kilka lat wcześniej. To właśnie Khan zadał 18-latkowi śmiertelne ciosy nożem w grudniu 2016 r.

Śledczy ustalili, że pięć dni przed zabójstwem Safi przyszedł do domu swojej dziewczyny i w prezencie podarował jej zegarek. Ta zareagował agresją i podarunek wyrzuciła przez okno. Była zła, bo związek z Safim utrzymywała w tajemnicy przed mieszkającymi z nią rodzicami.

Pięć dni później kamery przemysłowe zarejestrowały parę przed jedną z kawiarni. W pewnym momencie z taksówki wyszedł 19-letni Razan Khan i z nożem w ręku zaatakował 18-latka. Ten bronił się śrubokrętem, ale walkę przegrał. Zabójca zadał mu kilka ciosów nożem w klatkę piersiową, w tym jeden w serce.

Podczas procesu udowodniono, że 21-letnia Fatima Khan była w stałym kontakcie z Raza Khanem za pośrednictwem Snapchata. Sądowi przysięgli nie mieli wątpliwości, iż również ona powinna odpowiedzieć za zabójstwo.

Winna morderstwa

Kobieta do końca procesu utrzymywała, że jest niewinna. Tłumaczyła, że wstydzi się, że opublikowała wideo umierającego Khana. Obrońca 21-latki apelował, by jako okoliczność łagodzącą, wzięto pod uwagę, jej „patologiczną obsesję” na punkcie swojego telefonu komórkowego i aplikacji Snapchat. Brytyjski sąd wymierzył kobiecie karę 14 lat więzienia. Mężczyzna, który zadał śmiertelne ciosy nożem do dziś ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Radom: Nowe informacje dotyczące dziecka zamkniętego w pralce. „W domu często był alkohol i narkotyki”

O dwuletnim Kacprze z Radomia mówi cała Polska. Wszystko przez nagranie, na którym mężczyźni zamykają go w pralce. Filmu opublikował Mateusz Syryjczyk, znajomy matki Kacpra i jej partnera, podejrzany w tej sprawie. Mężczyzna udzielił nam wywiadu, ujawniając nieznane wcześniej szczegóły sprawy. Twierdzi, że o wszystkim od kilku tygodni wiedziała matka chłopca, ale nie zrobiła nic, aby go ratować.

Kacper jest synem 21-letniej Żanety D., do niedawna wychowanki domu dziecka. Kobieta mieszkała wraz z partnerem i dzieckiem w wynajmowanym mieszkaniu.

Sąsiadka: awanturowali się bez przerwy, krzyki były nawet w nocy

– W domu często był alkohol i narkotyki: marihuana, mefedron. Żaneta często piła alkohol, czasem paliła, a tak to Tomek zażywał i to i to. Raz podczas kłótni kopnął drzwi, kiedy Żaneta się zamknęła w pokoju. Szyba pękła i wiozłem go do szpitala jego samochodem – powiedział Mateusz Syryjczyk, który ujawnił film w internecie.

– Mogę powiedzieć, że się awanturowali bez przerwy, krzyki były nawet w nocy – opowiadała sąsiadka pary.

Zdaniem Mateusza Syryjczyka, Kacper niemal cały dzień spędzał w dziecięcym łóżeczku.

– Tam ma szczelinę, żeby wyjść, to była ona dociśnięta do ściany. Czasem go wyjmowali, ale to było, że tak powiem, święto, jak nie był w łóżeczku – stwierdził.

„Wyjechali na wakacje, a dziecko zostało pod opieką współlokatorów”

W wychowaniu syna pani Żanecie pomaga jej partner – 22-letni Tomasz K. Razem z nimi w wynajmowanym mieszkaniu był jeszcze współlokator: 18-letni Adam B.

– Ponad pół roku go znam na pewno – powiedziała nam o Adamie B. Żaneta D. Na pytanie, czy nie bała się zostawiać dziecka z obcą osobą, stwierdziła, że Kacper „zostawał na chwilkę”.

Innego zdania jest Mateusz Syryjczyk. – Nawet wyjechali sobie gdzieś na wakacje, a dziecko zostało pod opieką współlokatorów. Taki był wymóg. Kto u nich mieszkał musiał się opiekować dzieckiem. Ono wyglądało na trochę zagłodzone, bo kto by co nie jadł, to od razu wystawiało rączkę, żeby coś mu dać – przekazał.

Mężczyzna twierdzi, że zdjęcie, na którym dwuletni Kacper ma w ustach włożonego papierosa dostał od matki dziecka. A nagranie z pralką od współlokatora Adama B. Zdecydował się je opublikować, bo para „mówiła jego temat różne rzeczy oraz bo nie chciał, żeby się dziecko zmarnowało”.

Żaneta D.: kiedy oni nagrywali ten film, to ja byłam w pracy

Nagranie pojawiło się w internecie w ubiegły piątek. Wykonano je 13 maja tego roku. W ciągu jednej nocy film obejrzało ponad pół miliona osób.

– Żaneta dowiedziała się o tym nagraniu jakoś w połowie czerwca, bo przypadkiem miała telefon Adasia w ręku. Tomek powiedział jej, że to ja z Adasiem to nagranie stworzyłem i zamknęliśmy to dziecko w pralce – mówił 19-letni Mateusz Syryjczyk.

– Wiem, że on mówi, że wiedziałam o wszystkim. Tylko, że kiedy oni nagrywali ten film, to ja byłam w pracy. Dowiedziałam się dopiero w piątek, kiedy film został udostępniony – utrzymuje Żaneta D.

Nagraniem umieszczonym w sieci zainteresowała się policja i prokuratura. Dzień po publikacji, Tomasz, Adam i Mateusz zostali zatrzymani. Wszyscy trzej otrzymali zarzut znęcania się nad dzieckiem. Dwaj pierwsi przyznali się do winy i zostali aresztowani na 3 miesiące.

– Na konfrontacji pani prokurator postraszyła, że informatycy ściągną z bębna pralki twarze, to zaczęli pękać – twierdzi Mateusz Syryjczyk.

„Nigdy nie zachowywałem się niestosownie wobec dziecka”

– Co do trzeciej z zatrzymanych osób, zachodziło podejrzenie, że uczestniczył on również w innych przypadkach, związanych z tym dzieckiem, dotyczyło to zdarzenia z sikaniem do kubka dziecka, kubka z którego dziecko korzystało. Co do tego mężczyzny, materiał dowodowy nie pozwalał na wystąpienie do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania – poinformował Janusz Kaczmarek z Prokuratury Rejonowej Radom Zachód.

– Nie sikałem do kubka. To jest zmyślone. Adaś zeznał, że ja rzekomo u nich wtedy tam spałem, a nie było takiej sytuacji, żebym ja spał tam u nich w domu. Nigdy nie zachowywałem się niestosownie wobec dziecka. Jedyne, co mam sobie do zarzucenia, to że mogłem to jakoś anonimowo zgłosić – powiedział Mateusz Syryjczyk.

Mężczyzna nie przyznaje się do udziału w nagraniu. Podobnie jak jego kompani, ma jednak w sprawie status podejrzanego. Wszystkim trzem mężczyznom grozi 10 lat więzienia. Śledczy wciąż badają też, jaką rolę odegrała w sprawie matka Kacpra.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

21-latka aresztowana za maltretowanie 7-miesięcznego dziecka

21-letnia kobieta jest podejrzana o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad siedmiomiesięcznym dzieckiem. Martyna C. nie przyznała się do winy. Kobieta z córką zgłosiła się do lekarza w środę. Dziecko miało liczne siniaki i złamaną rękę. Według matki, siedmiomiesięczna dziewczynka trzy dni wcześniej spadła z łóżka, a poza tym ma tendencję do siniaków. Miały powstać nawet dotknięcia zabawką. Jednak badanie krzepliwości krwi tego nie potwierdziło.

Jak powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Alina Szram z Prokuratury Rejonowej w Brodnicy, dziecko zostało przewiezione do szpitala w Toruniu. Tam stwierdzono, że dziewczynka ma złamane przedramię oraz obojczyk.

– Wszczęliśmy bardzo szybko śledztwo. Powołany został biegły, który określił, że do złamania obojczyka doszło przynajmniej kilka tygodni wcześniej – powiedziała prokurator Alina Szram.
Źródło info i foto: wp.pl

Poznań: Akt oskarżenia przeciwko 4 policjantom. Zignorowali prośbę o pomoc, dziewczynę zabił jej b. partner

Jest akt oskarżenia przeciwko czterem policjantom z Poznania, którzy zlekceważyli prośby o pomoc 21-letniej Moniki z podpoznańskich Żernik. W marcu 2016 dziewczyna została zamordowana przez byłego partnera. Śledztwo prowadziła Prokuratura Krajowa. Prokuratura oskarżyła funkcjonariuszy o niedopełnienie obowiązków służbowych, przekroczenie uprawnień i poświadczenie nieprawdy w dokumentach.

Miesiąc przed śmiercią dziewczyna kilka razy zgłaszała funkcjonariuszom, że były partner znęca się nią psychicznie i fizycznie, pisała tez do prokuratury, ze boi się mężczyzny, a prokuratura prosiła policjantów, zęby sprawdzili czy kobieta jest bezpieczna. Niestety, policjanci zignorowali tę sprawę.

34-letni Sławomir B zaatakował nożem 21-latkę na parkingu firmy, w której pracowała. Zadał jej ponad 20 ciosów nożem i uciekł, kilka dni później popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Łódź: 2-miesięczny Igor był katowany. Matce i konkubentowi grozi dożywocie

Łódzki sąd aresztował na trzy miesiące opiekunów dwumiesięcznego Igora z Łodzi. Wcześniej prokuratura zarzuciła 21-letniej matce i jej 26-letniemu partnerowi usiłowanie zabójstwa dziecka. On miał się znęcać, ona przymykała na to oko. Obojgu grozi dożywocie. Sąd przychylił się do prokuratorskiego wniosku o areszt dla pary, której grozi dożywocie. 21-letnia Magdalena J. i o pięć lat starszy Arkadiusz B. podejrzani są o usiłowanie zabójstwa. Za kratkami spędzą co najmniej trzy najbliższe miesiące.

Arkadiusz B. podczas przesłuchania w prokuraturze przyznał się do tego, że uciszał dziecko swojej partnerki rzucając je o łóżeczko. Według dotychczasowych ustaleń, w czasie Wielkanocy zadał dwumiesięcznemu niemowlęciu cios pięścią w głowę. Wtedy to najpewniej doszło do pęknięcia czaszki dziecka.

Według prokuratorów, zadając ciosy dziecku godził się z faktem, że może doprowadzić do zgonu. Na śmierć dwumiesięcznego syna – poprzez swoje zachowanie – miała godzić się Magdalena J. – Wiedziała o tym, że jej dziecko jest ofiarą przemocy, ale nie reagowała. Co więcej, starała się ukryć rzeczywiste przyczyny powstania obrażeń u syna – mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Dwumiesięczny Igor trafił w minionym tygodniu do szpitala im. M. Konopnickiej w Łodzi. Magdalena J. przyszła z synem na badania okresowe. Lekarz badający chłopca zwrócił uwagę na krwiaka w oczodole chłopca. Matka stwierdziła, że pojawił się on samoczynnie podczas snu dziecka. Dalsze badania wykazały, że Igor ma pękniętą czaszkę.

„Sposób na uciszanie”

Zarzuty w tej sprawie zostały przedstawione w sobotę. – Mężczyzna przyznał się do zarzutów. Potwierdził fakt stosowania przemocy. Jak twierdzi, matka dziecka nie zajmowała się niemowlęciem w należyty sposób, dlatego też obowiązki w tym zakresie spoczywały na nim. Z jego relacji wynika, że stosowanie przemocy, uderzanie dziecka w głowę traktował jako sposób na uciszenie go, gdy płakało – powiedział prokurator. Prokuratorzy w tej sprawie zabezpieczyli m.in. poduszkę, na której znajdują się ślady biologiczne. – To najprawdopodobniej krew chłopca. Będą przedmiotem wnikliwych badań – zaznacza Kopania.

„Dobrze opiekował się dzieckiem”

Matka zatrzymanego 26-latka mówiła przed kamerą TVN24, że syn nie znęcał się nad dzieckiem.

– Doszło do takiej sytuacji, że inne wnuki przewróciły się na łóżeczko, w którym leżał Igorek – tłumaczy. Dodaje, że Arkadiusz B. nie jest ojcem chłopca. – On się dobrze opiekował tym dzieckiem. Wstawał w nocy, żeby dać mu mleko, opiekował się – kończy. Sąsiedzi pary mówią z kolei, że nic nie wskazywało na to, żeby w domu Igora działo się coś złego. – Kiedyś w nocy słyszałem głośny płacz dziecka, ale tak to już jest z niemowlętami. Nie widziałem, żeby Arek kiedykolwiek uderzył dziecko – mówi jeden z sąsiadów.
Źródło info i foto: tvn24.pl