CBŚP zatrzymało 23-latka. Planował porwanie dziecka dla okupu

Policjanci CBŚP przy wsparciu funkcjonariuszy z Białegostoku wyjaśnili sprawę przygotowania do uprowadzenia dziecka dla okupu. Z ustaleń śledczych wynika, że do pokrzywdzonego wysłano żądanie okupu, zakupiono także akcesoria, które miały być użyte do popełnienia przestępstwa. Do sprawy zatrzymano 23-latka, który usłyszał zarzut przygotowania do uprowadzenia.

Wszystko zaczęło się, gdy pokrzywdzony otrzymał SMS-a z mrożącą krew w żyłach informacją: „Jeśli w ciągu 48 godzin nie przygotuje 2 milionów, jego małoletnie dziecko zostanie porwane”. O tym, że autor wiadomości nie żartuje, świadczył fakt, że wiedział m.in. jak ma na imię dziecko pokrzywdzonego.

Zaalarmowani o zdarzeniu policjanci z białostockiego Zarządu CBŚP i Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku natychmiast zaczęli działać. Rzecz nie była łatwa, gdyż sprawca posiadał wiedzę, jak skutecznie zakamuflować swoją tożsamość.

Trzy tygodnie żmudnej pracy

Czas mijał. Jednakże dla białostockich policjantów CBŚP i KWP, nie był to czas zwykłej, codziennej pracy. Trwające blisko trzy tygodnie żmudne ustalenia doprowadziły do finału. Ustalono, nie tylko w jaki sposób i gdzie doszło do zakupu i rejestracji karty SIM oraz telefonu, ale również tego, kto tego mógł dokonać.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Floryda: Zamachowiec podpalił kościół z wiernymi wewnątrz

Chwile grozy przeżyli wierni z kościoła pod wezwaniem Królowej Pokoju w Ocala na Florydzie. Gdy przygotowywali się do porannej Mszy, 23-letni mężczyzna staranował drzwi świątyni samochodem, rozlał w kruchcie benzynę i podpalił. Wiernym udało się uciec bez szwanku.

Do zdarzenia doszło w sobotę rano czasu lokalnego. Podpaloną świątynię ugasili przybyli natychmiast na miejsce strażacy. Zamachowca podczas próby ucieczki z miejsca zdarzenia ujął jeden z zastępców szeryfa.

Zatrzymanemu, Stevenowi Anthony Shieldsowi, postawiono szereg zarzutów, w tym próbę zabójstwa i próbę podpalenia budynku, w którym powinien spodziewać się obecności ludzi. Uznano, że motywacją działania Shieldsa były uprzedzenia na tle religijnym.

– Gwarantowana nam w Konstytucji wolność kultu jest wolnością, którą wysoce sobie cenimy. Moi funkcjonariusze i ja przysięgaliśmy chronić tego prawa i zawsze będziemy dbać o to, by nasi obywatele mogli modlić się w pokoju. Jestem dumny z moich zastępców, którzy tak szybko schwytali tego człowieka – powiedział szeryf Marion, Billy Woods.

Jak informuje katolicka agencja prasowa CNA, niemal w tym samym momencie, gdy podpalono kościół w Ocala, w Los Angeles spłonęła misja założona jeszcze w XVIII w. przez św. Junipera Serrę.

Posługę w kościele Królowej Pokoju w Ocala prowadzą księża z Bractwa Kapłańskiego Św. Piotra (FSSP). Jest to jedno z niewielu miejsc na środkowej Florydzie, gdzie wierni mogą uczestniczyć we mszach w formie nadzwyczajnej (tradycyjnych).
Źródło info i foto: TVP.info

Krwawa awantura domowa w Teksasie. Nie żyją trzy osoby

Trzy ofiary wezwania do awantury domowej w Teksasie. Uzbrojony 23-latek zastrzelił dwóch policjantów, którzy zapukali do jego drzwi. Gdy na miejsce dotarły posiłki, zabił również siebie.

Do tragicznej interwencji doszło w sobotę po południu w McAllen. Funkcjonariusze Edelmiro Garza (45 l.) i Ismael Chavez (39 l.) przyjechali na miejsce wezwania, gdzie miało dojść do przemocy domowej. Po rozmowie z osobami, które prosiły o pomoc, poszli do domu Audona Ignacio Camarillo (23 l.). Ten otworzył drzwi i nie zamierzając wdawać się w rozmowę, wyciągnął broń i strzelił.

Chwilę później, słysząc policyjne syreny, 23-latek schował się za samochodem. Mundurowi nie zdążyli nawet podjąć próby aresztowania, bo kilka minut później mężczyzna strzelił sobie w głowę. Jak się okazało, był dobrze znany organom ścigania, m.in. ze zgłoszonej miesiąc wcześniej napaści.

W sobotni wieczór lokalni policjanci upamiętnili zabitych kolegów, podążając za karetką z ich ciałami kawalkadą aut do siedziby koronera hrabstwa Hidalgo. – Oni tylko wykonywali swoją pracę – skomentował szef policji w McAllen Victor Rodriguez.
Źródło info i foto: se.pl

Zaatakował niedźwiedzia w warszawskim zoo. Dobrowolnie poddał się karze

Dwa lata ograniczenia wolności i 5 tys. złotych nawiązki – takim karom dobrowolnie poddał się mężczyzna, który 21 maja wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Ograniczenie wolności będzie polegało na świadczeniu prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Nawiązka ma być wpłacona na cele związane z ochroną zwierząt. Mężczyzna zobowiązał się też do powstrzymania od picia alkoholu.

W piątek (22 maja) mężczyzna usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami – tak zinterpretowano podtapianie niedźwiedzicy. Drugi przedstawiony mu zarzut dotyczył naruszenia miru domowego. 23-latek nie miał maseczki, więc sanepid zdecyduje o karze finansowej, która może wynieść od 5 do 30 tysięcy złotych.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: 23-latek szarpał się z niedźwiedziem w zoo. Usłyszy zarzut znęcania się nad zwierzętami

Zarzut znęcania się nad zwierzętami ma usłyszeć 23-latek, który w czwartek po pijanemu wtargnął na wybieg dla niedźwiedzi w warszawskim zoo. Młody mężczyzna podtapiał zwierzę, które wskoczyło za nim do fosy okalającej wybieg.

Najpierw jednak policjanci będą się jeszcze konsultować z szefostwem ogrodu zoologicznego. Wczoraj skandaliczne zachowanie mężczyzny zakwalifikowano jako wykroczenie, jednak dokładna analiza sprawiła, że prawdopodobnie to co zrobił zostanie potraktowane jako znęcania się nad zwierzęciem. Grożą za to trzy lata więzienia.

Z relacji świadków wynika, że mężczyzna wtargnął na wybieg, a następnie wskoczył do znajdującej się tam fosy. Wtedy niedźwiedź także wskoczył do wody. 23-latek szarpał się ze zwierzęciem i podtapiał je. Okazało się, że mężczyzna miał około półtora promila alkoholu w organizmie. Teraz policja skieruje do sądu wniosek o jego ukaranie.

Niedźwiedzica jest „mocno zestresowana”

Ogród zoologiczny w przesłanym oświadczeniu napisał, że Sabina – stara niedźwiedzica, która „została napadnięta na swoim wybiegu przez dorosłego mężczyznę, fizycznie wyszła z tego zdarzenia bez szwanku, ale jest mocno zestresowana”.

Jest niedźwiedziem o przeszłości cyrkowej i do obecności ludzi jest przyzwyczajona, jednak absolutnie nie spodziewała się ataku ze strony człowieka. Po zdarzeniu dochodzi do siebie siedząc w wodzie i porykując nerwowo. Zajmują się nią troskliwi opiekunowie – czytamy.

ZOO zaznaczyło, że w ciągu ostatniego dziesięciolecia, to już kolejny tego typu incydent.

Dawniej takie zdarzenia były absolutnie wyjątkowe. Niedźwiedzie oddzielone są fosą, dodatkowo wokół są rozmieszczone wyraźne informacje o tym, że to niebezpieczne zwierzęta. Wybieg został tak zaprojektowany, że niedźwiedzie nie są w stanie z niego wyjść, więc nie stanowią zagrożenia. Ale człowiek może sforsować każde zabezpieczenie. Celowo dostając się na wybieg, chcąc wejść w interakcję ze zwierzęciem naraża życie swoje i zwierząt oraz angażuje służby – czytamy w komunikacie.

Podkreślono również, że warszawskie zoo podejmie wszelkie kroki prawne związane ze zdarzeniem.

Poruszona słuchaczka: Wybieg jest zbyt blisko ulicy

Historia niedźwiedzicy Sabiny poruszyła jedną ze słuchaczek RMF FM. W wysłanej nam wiadomości stwierdziła, że „wybieg niedźwiedzi znajduje się zbyt blisko tramwaju, ulicy, zgiełku”.

Mnóstwo ludzi rzucających śmieci lub nieodpowiedni pokarm… Mnóstwo nieodpowiedzialnych osób, które mogą skrzywdzić czy rzucać kamieniami i dręczyć zwierzęta, aż w końcu takich, którzy dla zabawy będą chcieli udowodnić swoją „męskość” i tak jak ten człowiek wejdą na teren… Ogólnie ten wybieg nawet nie ma wysokiego płotu… Szok, że ten relikt z lat 80. jeszcze istnieje – oburza się słuchaczka. I dodaje: Zoo powinno już go dawno zlikwidować (wybieg – przyp. red.) i przenieść niedźwiadka do odpowiedniego dla niego miejsca, a nie trzymać go na obskurnym pseudowybiegu, gdzie ma być uciechą dla gawiedzi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ochroniarz powstrzymał atak nożownika na dworcu w Lublinie

Gdy Kamil Włodarczyk (28 l.), ochroniarz na dworcu w Lublinie, dostrzegł przed sobą postawnego mężczyznę z uniesionym jak do ciosu wielkim nożem, nie spanikował. Choć furiat wykrzykiwał, że zaraz dokona rzezi wśród pasażerów, pan Kamil zaczął z nim spokojnie i rzeczowo rozmawiać. Przekonywał desperata, żeby odłożył nóż i się poddał. I po kilku ciągnących się w nieskończoność minutach udało się. 23-latek odrzucił broń i został obezwładniony. Do tragedii nie doszło.

Kamil Włodarczyk pracuje w ochronie dworca PKP w Lublinie już od kilku lat. Jego praca do nudnych nie należy. Codziennie zdarzają się jakieś incydenty, ale czegoś tak groźnego jeszcze nie było.

– Ten człowiek miał obłęd w oczach. Wymachiwał wielkim nożem, grożąc, że zrobi ludziom krzywdę. Krzyczał, że to przez kobietę, że leczy się psychiatrycznie i jest mu wszystko jedno – opowiada dzielny ochroniarz.

Wczuwając się w rolę zawodowego negocjatora, pan Kamil zaczął wciągać szaleńca w rozmowę. Próbował go przekonać, żeby nie zrobił czegoś głupiego, czego później będzie żałował. W końcu nożownik dał za wygraną i odrzucił broń. Natychmiast do akcji wkroczyli koledzy pana Kamila, obezwładniając desperata.

– To było najdłuższe pięć minut w moim życiu. Nie chciałbym, żeby taka sytuacja jeszcze kiedyś się powtórzyła – mówi ochroniarz.

Pan Kamil jest bardzo skromnym człowiekiem. Nie czuje się bohaterem. Twierdzi, że po prostu wykonywał swoją pracę. Jego wzorowa postawa została doceniona. On i jego koledzy z patrolu otrzymali od władz PKP list gratulacyjny i drobne upominki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wielka Brytania: Zakrwawione i półnagie ciało owinął w prześcieradło. 23-latek zabił dla przyjemności

Młody mężczyzna świetnie wiedział, że 89-latka jest sama i zupełnie bezbronna. Wiedział to, bo obserwował dom staruszki. To wtedy w jego głowie zrodził się szatański plan. 23-latek zgwałcił i zabił starszą kobietę. Był wobec niej wyjątkowo brutalny, jakby czerpał satysfakcję z tego, że sprawia komuś potworny ból.

Zakrwawione ciało 89-letniej Dorothy Woolmer znaleziono na początku sierpnia 2019 roku. Widok był makabryczny. Półnagie zwłoki starszej kobiety leżały zawinięte w prześcieradło w jej domu w Tottenham na północy Londynu. Przerażającego odkrycia dokonała rodzina 89-latki, która zaniepokoiła się brakiem kontaktu z kobietą.

Sprawą śmierci Brytyjki zajęli się śledczy. Okazało się, że kobieta została brutalnie zamordowana. Otrzymała kilkanaście ciosów w głowę. Potem zwyrodnialec zgwałcił 89-latkę. Brytyjka miała szereg rozległych obrażeń. Umierała w męczarniach.

Policja szybko powiązała brutalne zabójstwo z 23-letnim mężczyzną. Był nim 23-letni Reece Dempster. To jego uchwyciły kamery monitoringu, kiedy nad ranem wychodził z domu kobiety. 23-latek przed morderstwem obserwował dom 89-latki. Wiedział, że kobieta jest sama i bezbronna.

Napastnik zaplanował zbrodnię. Uzbrojony w pałkę 23-latek wszedł do domu starszej kobiety i zaatakował ją, kiedy siedziała w salonie. Potem brutalne ją zgwałcił. Jego łupem padły dwie butelki alkoholu i torebka, w której było 100 funtów. Później miał skarżyć się dziewczynie, że była to zbyt niska kwota i „nie była tego warta”.

W czasie potwornego ataku zwyrodnialec miał być pod wpływem narkotyków i alkoholu. Jego sprawstwo potwierdziły badania DNA. 23-latek przyznał się do zbrodni, choć początkowo zasłaniał się niepamięcią.

Wyrok dla bestii

Za napaść seksualną i brutalne zabójstwo Woolmer 23-latek został skazany na dożywocie. O przedterminowe zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 34 latach.

– Pani Woolmer była malutka i całkowicie bezbronna, a oskarżony o tym wiedział. Przez niego zginęła w przerażający sposób – powiedział sędzia Andrew Edis w czasie odczytywania wyroku. – Wydaje się, że oskarżony zabił ją dla przyjemności. Jesteś bardzo niebezpiecznym człowiekiem – dodał.

23-latek był już wcześniej karany za włamania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zabójstwo 23-latka w noc sylwestrową. Zmieniono zarzut sprawcy

Nastolatek 1 stycznia pokłócił się z nieznanym mu 23-latkiem i dotkliwie go pobił. Poszkodowany trafił do szpitala, gdzie zmarł. Prokuratura zdecydowała się zmienić zarzut Jakubowi K. na zabójstwo. Do zdarzenia doszło w godzinach nocnych 1 stycznia w Szklarskiej Porębie (woj. dolnośląskie). Między Jakubem K. a Łukaszem F. najprawdopodobniej doszło do sprzeczki. Na razie nie wiadomo o co poszło. 18-latek pobił jednak dotkliwie 23-latka zadając mu ciosy pięścią w głowę. Poszkodowany turysta trafił do szpitala, gdzie ostatecznie zmarł na skutek licznych obrażeń.

Jakub K. został zatrzymany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze. Zarzucono mu spowodowanie u 23-latka ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu. Do sądu skierowano wniosek o tymczasowe aresztowanie 18-latka. Nastolatek został zwolniony po wpłaceniu kaucji w wysokości 40 tysięcy złotych.

Po tym jak Łukasz F. zmarł ponownie zajęto się sprawą. Zatrzymano Jakuba K. i doprowadzono go do Prokuratury. Tam usłyszał zarzut zabójstwa. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze uwzględnił wniosek o tymczasowe aresztowanie nastolatka na trzy miesiące. W sprawie zabezpieczono nagranie z monitoringu z miejsca zdarzenia i przesłuchano świadków. Przeprowadzono również sekcję zwłok 23-latka. 18-latkowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

23-latek zginął w policyjnym pościgu

– To była egzekucja, staranowanie człowieka – opowiada Zbigniew Ostaszewski (50 l.) z Dobrego Miasta (woj.warmińsko-mazurskie). Jego syn Daniel (†23 l.) zginął pod kołami ścigającego go radiowozu w drugi dzień świąt wielkanocnych. Chłopak pędził motocyklem bez tablicy rejestracyjnej. Wcześniej policjanci w nieoznakowanym radiowozie obserwowali stację benzynową, na której tankował. Wtedy żaden nie pokwapił się zatrzymać motocyklisty…

– Dawaj go! Bierz go! – padła komenda w radiowozie i policjanci rozpoczęli szalony pościg za motocyklistą. Za kierownicą siedział sierżant sztabowy Karol S. (32 l.). Jadąc wąską osiedlową uliczką rozpędził BMW do ponad 120 kilometrów na godzinę. W miejscu po chodnikach spacerowali rodzice z małymi dziećmi.

– Daniel mógł nawet nie wiedzieć, że jest ścigany – przypuszcza ojciec. Miał na głowie kask, a motocykl był bardzo głośny. Mogli go zatrzymać, kiedy przyjechał na stację benzynową. Poczekali, aż odjedzie i dopiero wtedy ruszyli w pościg. Próbowali mu zajechać drogę, ale im się wywinął. Gdy wjechał na drogę szutrową, rozpędzone policyjne BMW uderzyło w motocykl Daniela i po nim przejechało z prędkością ponad 110 kilometrów na godzinę.

Chłopak nie miał szans, zginął na miejscu. Prokurator oskarżył kierującego radiowozem o stworzenie zagrożenia podczas pościgu, naruszenie zasad bezpieczeństwa ruchu lądowego i spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Policjant nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

– Dla mnie i mojej żony życie przewróciło się do góry nogami – wyznaje ojciec Daniela. – My nie dostaliśmy żadnego wsparcia ze strony policji, a policjant trzy miesiące był na zwolnieniu pod opieką psychologa. Takie osoby nigdy nie powinny pracować w policji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wielkopolska: 23-latek dźgnął matkę nożem. Usłyszał zarzuty

23-letni mieszkaniec gminy Żelazków usłyszał zarzut narażenia swojej matki na bezpośrednie zagrożenie utraty życia. Za to przestępstwo grozi mu do 3 lat więzienia. Do zdarzenia doszło 23 grudnia w gminie Żelazków (Wielkopolskie). Podczas awantury domowej młody mężczyzna dźgnął swoją matkę nożem w klatkę piersiową. – Powstałe obrażenia biegły zakwalifikował jako naruszające czynności narządu ciała na okres poniżej siedmiu dni – informuje rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. Maciej Meler.

23-latek zaatakował matkę po pijanemu. W momencie zatrzymania przez policję podejrzany miał w organizmie 1,3 promila alkoholu. Prokurator przedstawił mężczyźnie zarzut spowodowania uszczerbku, jak również narażenia na bezpośrednią utratę życia lub zdrowia. Wystąpił też do Sądu Rejonowego w Kaliszu z wnioskiem o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu.

– Pod uwagę wzięto charakter zdarzenia oraz skalę agresji, która występowała wcześniej w zachowaniu tego mężczyzny. Celem jest także zachowanie prawidłowego toku postępowania i zapewnienie bezpieczeństwa pokrzywdzonej – argumentował prokurator Meler.
Źródło info i foto: wp.pl