Lubań: Zabójstwo 23-letniej kobiety. Miesiąc temu urodziła dziecko

Do tragicznego zdarzenia doszło w Lubaniu w województwie dolnośląskim. Policja zatrzymała mężczyznę, który jest podejrzewany o zabicie 23-latki.

Jak informuje RMF 24, dramatyczne sceny rozegrały się w jednej z kamienic w Lubaniu w województwie dolnośląskim. Z ustaleń dziennikarzy wspomnianego portalu wynika, że mężczyzna w wieku około 22 lat w czasie zdarzenia zachowywał się bardzo agresywnie. Zaatakował 34-letniego mężczyznę. Następnie rzucił się na 23-letnią kobietę. Zadał jej wiele ran ostrym narzędziem.

Napastnik został zatrzymany przez policję. Jak nieoficjalnie ustalił reporter RMF FM, mężczyzna mógł znajdować się pod wpływem środków psychotropowych. Zaatakowana kobieta cztery tygodnie temu urodziła dziecko. Policja prowadzi śledztwo w sprawie. Funkcjonariusze nie udzielają szczegółowych informacji.
Źródło info i foto: Wprost.pl

23-latka napadła na Żabkę w Lublinie. Policjant się schował

– Całe CBŚP ma traumę – mówi jeden z funkcjonariuszy, a eksperci nie chcą wierzyć, że do takiej sytuacji doszło. Chodzi o zachowanie policjanta Centralnego Biura Śledczego w czasie napadu na Żabkę w Lublinie. Do materiałów w tej sprawie dotarły „Fakty” TVN.

– Był jeden klient, ale się schował – nie ukrywa pracownica lubelskiej Żabki. Jak mówi, „po prostu bał się trochę”. Zwykły obywatel ma prawo się przestraszyć, gdy zamaskowana kobieta z atrapą broni zażądała od ekspedientki wydania pieniędzy. Ale tym klientem był policjant z CBŚP – ustaliły „Fakty” TVN.

Reporter „Faktów” dostał od oburzonego funkcjonariusza CBŚP nagranie, na którym widać całą sytuację. – Całe CBŚP ma traumę – napisał policjant, który wstydzi się za kolegę, który nie zareagował w czasie napadu. Ten okazał się koniec końców nieudany, bo ekspedientka zagadała napastniczkę, a w międzyczasie do sklepu wszedł nowy klient. To spłoszyło zamaskowaną kobietę.

Policja tłumaczy: funkcjonariusz, który się schował nie miał broni, nie był wtedy na służbie, ale eksperci – byli policjanci – nie mogą się nadziwić takiemu zachowaniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest przełom w sprawie zabójstwa kobiety sprzed 20 lat

Małopolscy policjanci zatrzymali na krakowskim Kazimierzu 52-letniego mężczyznę podejrzewanego o makabryczne zabójstwo w 1998 r. Oprawca zabił 23-letnią kobietę, po czym ściągnął z niej skórę. Policja zatrzymała 52-letniego mężczyznę, który może mieć związek z makabrycznym zabójstwem sprzed 19 lat. Sprawca miał zedrzeć skórę 23-latkę z Krakowa. Zatrzymanie było możliwe dzięki użyciu nowatorskich metod, w tym badań 3D fragmentów skóry zamordowanej.

Wieczorem Prokuratura Krajowa wydała komunikat, w którym stwierdza m. in., że „Roberta J. zatrzymano w sprawie dotyczącej zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 23-letniej studentki religioznawstwa.” Prokurator ma ogłosić mu zarzuty i przesłucha go w charakterze podejrzanego. Po przesłuchaniu poda szczegóły dotyczące zarzutów. Informację o zatrzymaniu Roberta J. jako podejrzewanego o morderstwo studentki Katarzyny Z. podały Radio Kraków i onet.pl.

Zabił 19 lat temu

– Ok. godz. 14.45 na polecenie prokuratora Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie, małopolscy policjanci zatrzymali 52-letniego mężczyznę, mieszkańca Krakowa, podejrzewanego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem 23-letniej kobiety, do którego miało dojść 19 lat temu – podał rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie mł. insp. Sebastian Gleń.

Dodał, że mężczyzna został zatrzymany na krakowskim Kazimierzu przez policyjnych antyterrorystów i przewieziony do KWP w Krakowie.

Zlecone przez prokuratora, przeprowadzone po raz pierwszy na świecie badania 3D fragmentów skóry zamordowanej, doprowadziły do ujęcia mężczyzny podejrzewanego o zabicie 23-latki i ściągnięcie z niej skóry – podają źródła zbliżone do sprawy. Na tej podstawie ustalono sposób zadawania ciosów przez mordercę i to, że mogła je zadawać osoba wyszkolona w określonych sztukach walki – trenował je właśnie Robert J.

Ten fakt był przełomowy dla śledztwa, w którym prokuratura skrupulatnie zbadała wszystkie ślady pozostawione przez sprawcę, sposób jego działania i profil psychologiczny.

– Prokuratorzy zlecali kolejne badania i opinie biegłych, żeby na podstawie najdrobniejszych nawet śladów dowiedzieć się jak najwięcej o okolicznościach mordu i samym sprawcy. Z tak bestialską zbrodnią i zbezczeszczeniem ciała nie mieliśmy jeszcze w Polsce do czynienia, dlatego prokuratura postawiła sobie za punkt honoru wykrycie sprawcy – mówi osoba znająca kulisy śledztwa. Prokuratorzy zaangażowali dziesiątki biegłych z Polski i zagranicy. Korzystali ze wszystkich najnowocześniejszych metod badawczych oraz zdobyczy nauki i techniki.

Trójwymiarowy obraz zbrodni

Na ich zlecenie Laboratorium Ekspertyz 3D Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu po raz pierwszy na świecie sporządziło trójwymiarowy obraz zbrodni tylko na podstawie śladów pozostawionych przez sprawcę na tkankach ofiary. Dzięki badaniom Katedry Biologii Eksperymentalnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu udało się także wykryć związki chemiczne, które morderca podawał studentce – podało źródło.

Prokuratorzy korzystali też z pomocy ekspertów m.in. z zakresu psychologii śledczej. Wśród instytucji, które dokonywały na rzecz prokuratury ekspertyz, były m.in. Polska Akademia Nauk, Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. dra Jana Sehna w Krakowie, liczne zakłady medycyny sądowej, a nawet Instytut Odlewnictwa w Krakowie.

– Ta żmudna praca prokuratorów i wspierających ich naukowców doprowadziła do wykrycia prawdopodobnego sprawcy zbrodni. To osoba, która już w 2000 r. została na krótko zatrzymana w związku z tą sprawą – mówi informator.

Fragmenty skóry i ciała studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego Katarzyny Z. wyłowiono z Wisły 7 stycznia 1999 r. Zwłoki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Dzięki badaniom genetycznym ustalono, że ofiarą jest zaginiona w listopadzie 1998 r. studentka UJ. W 2000 r. ujawniono, że przy szczątkach znaleziono ślady biologiczne niepochodzące od ofiary. Wykorzystano je do weryfikacji osób znajdujących się w kręgu podejrzeń. Nie przyniosło to jednak efektów i w październiku 2000 r. prokuratura umorzyła śledztwo. Podkreślała jednak, że w przypadku ustalenia nowych okoliczności lub dowodów może ono być podjęte na nowo. Przestępstwo zabójstwa ulega przedawnieniu po 30 latach od popełnienia czynu (dolicza się dodatkowe pięć lat, jeśli w sprawie było prowadzone śledztwo).

Nowe dowody pojawiły się sześć lat temu

Pod koniec 2011 r. krakowska policja poinformowała, że policjanci z tzw. Archiwum X ponownie analizowali materiały tego śledztwa i ustalali nowe dowody. Było to możliwe m.in. dzięki postępowi w dziedzinie badań kryminalistycznych i współpracy z ekspertami w różnych dziedzinach.

Na tej podstawie krakowska prokuratura w styczniu 2012 r. podjęła śledztwo na nowo i zleciła m.in. ekshumację szczątków. Jak podawała, w wyniku oględzin ujawniono szereg śladów kryminalistycznych i dowodów, które zostały zabezpieczone dla potrzeb śledztwa. Były to substancje, włosy, drobiny i włókna pozwalające – zdaniem śledczych – na podjęcie dodatkowych czynności.

Prokuratura zapowiadała także m.in. przeprowadzenie wirtualizacji śladów i obrażeń za pomocą specjalistycznego sprzętu, przesłuchania kolejnych świadków oraz inne działania, o których nie informowała ze względu na dobro postępowania.
Źródło info i foto: TVP.info

Trwa obława na podejrzanego o brutalne zabójstwo w Świebodzicach

Około stu policjantów i śmigłowiec poszukuje 29-letniego mieszkańca Świebodzic podejrzanego o brutalne zabójstwo. Mężczyzna swojej ofierze zadał 30 ran kłutych – w szyję, klatkę piersiową i udo. Zwłoki 23-letniego mężczyzny zostały znalezione 10 lipca w mieszkaniu w którym zamieszkiwał poszukiwany Grzegorz Zgrzebnicki (na zdjęciu). Prokuratura w Świdnicy wydała za nim list gończy.

Policjanci apeluje do mieszkańców o ostrożność oraz informacje o ewentualnym miejscu pobytu tego człowieka.
Żródło info i foto: PolskoeRadio.pl

Zatrzymano trzy osoby w związku z zabójstwem dwóch kobiet

W związku ze śmiercią 15- i 23-latki w pow. mogileńskim (Kujawsko-Pomorskie) policja zatrzymała dwóch mężczyzn i nastolatkę. Są teraz przesłuchiwani. 15- i 23-latka zostały najprawdopodobniej zamordowane. Ciała znaleziono w nocy z czwartku na piątek w jeziorze w pobliżu miejscowości Niestronno. Jak poinformowała podinsp. Monika Chlebicz rzeczniczka prasowa komendanta wojewódzkiego policji w Bydgoszczy, w nocy ze środy na czwartek ojciec pochodzącej z miejscowości Barcin 15-latki zgłosił jej zaginięcie.

Chlebicz podała, że w sprawę włączyli się policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy oraz CBŚP. W efekcie ich działań w czwartek po południu policjanci zatrzymali osoby mogące mieć związek ze zniknięciem nastolatki. Rzeczniczka poinformowała też, że ostatecznie w związku ze sprawą zatrzymano trzy osoby – dwóch mężczyzn w wieku 20 i 21 lat oraz 17-latkę. Z kolei w nocy z czwartku na piątek w jeziorze w małej miejscowości w pow. mogileńskim policjanci znaleźli ciała dwóch kobiet: zaginionej 15-latki i 23-latki.

„Na miejsce przybył prokurator i patomorfolog. Wszystko wskazuje na to, że do śmierci kobiet przyczyniły się inne osoby” – poinformowała Chlebicz.

Wyjaśniła, że osoby zatrzymane w tej sprawie są przesłuchiwane przez prokuratora, który będzie ustalał m.in. czy zatrzymani mieli związek ze śmiercią 15- i 23-latki. Trwają też przesłuchania świadków.

Stacja RMF FM podała, że zatrzymany 21-latek, powiedział policjantom, iż – wraz z drugim zatrzymanym – zamordowali obie kobiety. Według stacji 21-latek i obie ofiary pochodziły z tej samej miejscowości, a w środę kobiety miały być widziane jak wsiadają do samochodu tego młodego mężczyzny. Stacja podaje, że według nieoficjalnych informacji zatrzymani mężczyźni dzwonili do ojca 15-latki z żądaniem 10 tys. zł okupu.
Żródło info i foto: interia.pl

W Białymstoku 23-latka dźgnęła nożem 25-letnią koleżankę

Jak informuje portal Wspolczesna.pl, na osiedlu Leśna Dolina w Białymstoku doszło do ataku na 25-latkę. Napastnikami mają być dwie koleżanki ofiary. Portal donosi, że w minioną sobotę doszło do policyjnej interwencji na białostockim osiedlu. Na miejscu policjanci zatrzymali dwie młode kobiety – 23-latkę i 22-latkę. Pierwsza kobieta podejrzana jest o kilkakrotne dźgnięcie nożem swojej 25-letniej koleżanki, druga o pomoc w zacieraniu śladów przestępstwa.

Do zdarzenia doszło podczas spotkania towarzyskiego. Między kobietami nawiązała się awantura. 25-latka zaczęła wyzywać i bić o dwa lata młodszą znajomą. 23-latka trzymanym w ręku nożem kuchennym kilkakrotnie ugodziła swoją przeciwniczkę – poinformował portal oficer prasowy policji.

25-latka w ciężkim stanie została przewieziona do szpitala. Jeszcze przed przyjazdem policjantów 23-latka i jej o rok młodsza koleżanka próbowały zacierać ślady czyszcząc nóż i chowając go. Obie usłyszały już zarzuty.
Żródło info i foto: interia.pl

23-latka zatrzymana za obrót narkotykami

Śródmiejscy policjanci zatrzymali 23-latkę, która na widok policjantów ucieczką próbowała uchronić się przed odpowiedzialnością za wprowadzenie do obrotu znacznej ilości narkotyków. Przy kobiecie policjanci znaleźli pakunek, a w nim, jak się później okazało, blisko pół kilograma środków odurzających, z których można byłoby przygotować około 500 porcji narkotyków. Aleksandrze R. może teraz grozić do 12 lat pozbawienia wolności. Decyzją sądu kobieta została już tymczasowo aresztowana na 3 miesiące.

Ustalenia operacyjne policjantów ze śródmiejskiego wydziału operacyjno-rozpoznawczego doprowadziły ich do miejscowości Ząbki, do mieszkania Aleksandry R. Funkcjonariusze podejrzewali, że kobieta może posiadać w domu dużą ilość narkotyków.

Kiedy policjanci zbliżali się do budynku, zauważyli wybiegającą z niego 23-latkę. Przekonani, że jest to osoba będąca w ich zainteresowaniu, ruszyli w pościg. Po chwili kobieta została zatrzymana. W trakcie rozmowy była wyraźnie zdenerwowana, a jej zachowanie wskazywało na to, że może mieć coś do ukrycia. Przy 23-latce policjanci znaleźli pakunek owinięty taśmą klejącą, a w nim prawie pół kilograma amfetaminy. Z takiej ilości można przygotować około 500 porcji narkotyku.

Prawdopodobnie kobieta, wybiegając z domu, próbowała pozbyć się obciążających ją dowodów, ukrywając bądź przekazując komuś pakunek z narkotykami. Aleksandra R. usłyszała zarzut wprowadzenia do obiegu znacznej ilości narkotyków i na wniosek policjantów oraz śródmiejskiej prokuratury prowadzącej śledztwo w tej sprawie, decyzją sądu, została już tymczasowo aresztowana na 3 miesiące. Za to przestępstwo grozi do 12 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Policja.pl

Sosnowiec: zamieszki po 23-latka

300 osób przyszło we wtorek wieczorem pod komendę w Sosnowcu, by solidaryzować się z rodziną 23-letniego Radka, która o śmierć syna obwinia miejscową policję. Protest przerodził się w zamieszki, podczas których rannych zostało trzech policjantów. Zatrzymano 13 osób. Ruch samochodów i tramwajów w rejonie komendy został zablokowany tuż po godz. 20. Ludzie weszli na drogę. Policja przez megafon prosiła o rozejście się i przepuszczenie tramwaju. W odpowiedzi tłum zaczął skandować „Mordercy! Mordercy!”. Część protestujących była pijana. Byli wśród nich m.in. członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, wielu miało na rękach biało-czerwone opaski.

Kamienie w komendę i prewencję, ucierpiał fotoreporter

Rozjuszony tłum nie odpuszczał. Po godz. 20.30 zrobiło się nerwowo. W ruch poszły petardy, ktoś wybił szybę w drzwiach do komendy. Przed komendą stanął oddział prewencji, który protestujący obrzucili kamieniami z torowiska. W odpowiedzi przy budynku pojawili się kolejni policjanci uzbrojeni w pałki i broń gładkolufową. Część zgromadzonych rozbiegła się, a policyjni tajniacy zaczęli wyłapywać prowodyrów zamieszek. Pod osłoną prewencji zatrzymani wprowadzani byli do komendy. Po kilkunastu minutach przez krótkofalówki policjanci informowali się, że najwięksi zadymiarze zostali już zatrzymani.

Sytuacja uspokoiła się po godz. 21. Na ulicach Piłsudskiego i Sienkiewicza przywrócono ruch tramwajów i samochodów. Jak poinformował podinspektor Dariusz Panas, rzecznik sosnowieckiej policji, zatrzymano 13 najbardziej agresywnych osób. Według komunikatu na stronie policji, lekko rannych zostało trzech funkcjonariuszy. W czasie zamieszek kamieniem w głowę został trafiony fotoreporter „Dziennika Zachodniego”.

Ojciec obwinia policję i prosi o nagrania

Sosnowiczanie zjawili się pod komendą, by protestować przeciwko śmierci 23-letniego Radka, który zmarł w poniedziałek w Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu, gdzie trafił cztery dni wcześniej. W zeszły czwartek na ul. Kisielewskiego 5 w Zagórzu ktoś wezwał pogotowie do mężczyzny siedzącego w bmw. Według relacji policji, ratownicy wezwali na miejsce patrol, bo podejrzewali, że kierowca jest pod wpływem narkotyków.

Jak relacjonowała policja, 23-latek nie chciał wysiąść z auta, był agresywny, został więc obezwładniony i przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie dostał drgawek i zaczął tracić przytomność. „ Została mu niezwłocznie udzielona pomoc przez lekarza izby wytrzeźwień, wezwanych na miejsce ratowników medycznych, a następnie lekarza pogotowia ratunkowego” napisała policja w komunikacie.

Nieoficjalnie ze zeznań znajomych 23-latka wynikało, że razem zażywali dopalacze. Czy tak było, ma ustalić sekcja zwłok. W poniedziałek ojciec Radka w rozmowie z „Wyborczą” o śmierć syna obwinił interweniujących policjantów, którzy mieli być agresywni i brutalni. Zaapelował też do świadków interwencji o przesyłanie ewentualnych nagrań oraz zawiadomił prokuraturę.

Prokuratura sprawdzi, czy policjanci nie przekroczyli uprawnień

Prokuratura w Sosnowcu odmówiła nam w tej sprawie komentarza, ale rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach potwierdziła, że zdaniem ojca 23-latka, policjanci zbyt długo zwlekali z przewiezieniem mężczyzny do szpitala.

– Prokuratura sprawdzi, czy dopełnili obowiązków i czy nie przekroczyli uprawnień – poinformowała prokurator Marta Zawada-Dybek. – Jesteśmy w stanie zrozumieć ból bliskich po stracie członka rodziny, lecz zebrane przez zespół kontrolny KWP w Katowicach informacje nie pozwalają podejrzewać, że interweniujący funkcjonariusze przyczynili się w jakikolwiek sposób do śmierci mężczyzny – napisała w komunikacie policja. Wyniki sekcji zwłok 23-letniego Radosława powinny być znane dzisiaj.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Anna Durycka zapadła się pod ziemię

Stres czy obawa przed działalnością rosyjskich służb? Anna Durycka, dziewczyna zamordowanego rosyjskiego opozycjonisty Borysa Niemcowa, ukrywa się przed światem. Skasowała nawet wszystkie konta na portalach społecznościowych. Po piątkowym zabójstwie Niemcowa 23-latka została zatrzymana przez rosyjskie służby i poddana długiemu przesłuchaniu. W poniedziałek zwolniono ją i kilka godzin później, korzystając ze wsparcia dyplomatycznego, poleciała na Ukrainę. Nie było jej na pogrzebie Niemcowa we wtorek.

Wymknęła się z domu

Wiadomo, że pierwszą noc w Kijowie dziewczyna spędziła w mieszkaniu matki, ale dom został obstawiony przez media i kobiety się z niego wymknęły. Gdzie są obecnie – nie wiadomo. Jej prawnik nie udziela informacji. Być może kobieta jest pod ochroną ukraińskich służb. O chęci ukrycia się przed światem świadczy choćby fakt, że skasowała wszystkie konta na portalach społecznościowych, co w przypadku młodej kobiety jest dość znamienne.

Duricka udzieliła przez Skype’a wywiadu niezależnej rosyjskiej telewizji Dożd, w którym wciąż roztrzęsiona zapewniła, że nie wie, kto zastrzelił Niemcowa. Powiedziała również, że w trakcie przesłuchania próbowano wmanewrować ją w teorię, że polityk mógł paść ofiarą zazdrosnego adoratora modelki.

Czeczeński wątek?

Przecieki trafiające do rosyjskich mediów wskazują, iż śledztwo w sprawie zabójstwa Niemcowa posuwa się w kierunku tezy, że za zamachem stoją siły, które chcą zdestabilizować sytuację w kraju. Wymienia się islamskich fundamentalistów, Czeczenów i kaukaskich muzułmanów. Prorządowa agencja informacyjna TASS przedstawia natomiast Duricką jako osobę histeryczną, spanikowaną, w „trudnym stanie emocjonalnym”. Borys Niemcow został zabity czterema strzałami w plecy w piątek wieczorem na Moście Moskworeckim nieopodal Kremla, gdy wracał z Duricką z kolacji w modnej restauracji Bosco.
Żródło info i foto: TVP.info

Nożownik zaatakował na Podhalu. Policja poszukuje napastnika

Jedna osoba nie żyje, a druga jest poważnie ranna po ataku nożownika, do którego doszło w Bukowinie Tatrzańskiej. Napastnik, który zaatakował podczas sylwestrowej zabawy, uciekł. Jak dowiedział się reporter TVP Info, wcześniej doszło do kłótni między uczestnikami imprezy. Do bójki doszło w jednym z lokali w Bukowinie Tatrzańskiej tuż przed północą. Kiedy awantura przeniosła się na zewnątrz, jeden z mężczyzn nożem zaatakował dwóch imprezowiczów. 22-latek i 23-latek doznali ciężkich ran kłutych i ciętych. – Poszkodowanym szybko udzielono pierwszej pomocy i przewieziono do szpitala w Zakopanem, jednak lekarzom nie udało się uratować 23-latka. Drugi ranny jest w stanie poważnym, ale bez zagrożenia życia – dodał Wieczorek.

Jeden z uczestników wyjął nóż i zaczął zadawać ciosy

Policja przesłuchała świadków zdarzenia, jednak „dla dobra śledztwa szczegóły sprawy nie są ujawniane” – zaznaczył rzecznik policji. Reporter TVP Info dowiedział się, że zaczęło się od zwykłej sprzeczki, która przerodziła się w bójkę. Jeden z jej uczestników wyjął nóż i zaczął zadawać ciosy.

Alarm z Zakopanego okazał się fałszywy

Wcześniej policja informowała, że do innego ataku nożem doszło w Zakopanem, jednak po weryfikacji policji okazało się, że ranna osoba, która trafiła do zakopiańskiego szpitala, zmyśliła historię o napaści. W sylwestrową noc w całej Małopolsce karetki pogotowia były wzywane 166 razy; najczęściej chodziło o problemy wynikające z nadużycia alkoholu – poinformowała rzeczniczka Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego Joanna Sieradzka. Kilka urazów spowodowanych było wybuchami petard, ale obrażenia były niegroźne.
Żródło info i foto: TVP.info