Niemcy: 23-letnia Polka upozorowała swoje porwanie

Niemiecka policja otrzymała wiadomość z Polski, że 23-letnia kobieta mogła zostać porwana. W piątek odbyło się przeszukanie domów w Nauen (Brandenburgia). Mundurowi przed jednym z budynków spotkali kobietę spacerującą z psem – jak się okazało była nią Polka, która sfingowała swoje zniknięcie – informuje serwis rbb24.

Polskie służby przekazały do Departamentu Policji Zachodniej Brandenburgii wiadomość, że 23-latka z Polski mogła paść ofiarą porwania. Poszukiwania zaczęto jeszcze w piątek.

„Porwana” spacerowała z psem

Z ustaleń wynikało, że kobieta może przebywać na terenie miasta Nauen. Zlokalizowano miejsce, gdzie rzekomo miała być przetrzymywana – poinformowała w poniedziałek niemiecka policja.

Tamtejsze służby wezwały nawet do przeszukania domów jednostkę Brandenburskiego Dowództwa Operacji Specjalnych (SEK). Funkcjonariusze nie odnaleźli jednak kobiety w budynku. Jak się okazało, 23-latka była nieopodal – na zewnątrz. Mundurowi spotkali Polkę w momencie, kiedy spacerowała z psem.

Upozorowała swoje porwanie

Niemieckie służby podejrzewały, że kobieta upozorowała swoje porwanie. 23-latka została tymczasowo aresztowana. W mieszkaniu, gdzie przebywała, odnaleziono dowody, które mają świadczyć o tym, że cały incydent był przez nią dokładnie przygotowany – jak podała rzeczniczka policji.

Co więcej, 23-latka podczas przesłuchania przyznała się do tego, że sama wymyśliła plan, związany ze swoim zniknięciem. Na polecenie prokuratora kobieta została zwolniona z aresztu. Funkcjonariusze nadal prowadzą dochodzenie ws. sfingowania przez nią porwania oraz próby wymuszenia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo w Nowym Dworze Gdańskim. Oprawca interesował się okultyzmem, kanibalizmem

23-letnia Paulina zginęła z rąk swojego byłego chłopaka. Patryk D. ściągnął ją do Nowego Dworu Gdańskiego i udusił, a następnie poćwiartował jej ciało i zakopał w różnych miejscach. Prawdę ukrywał przez dwa miesiące. – Ktoś mówił, że częściowo ściągnął z niej skórę, że pocięta była, że włożył w worki, gdzieś pozakopywał. Głowy nie mogli znaleźć – rozpacza matka Pauliny. Reportaż „Interwencji”.

Paulina Pianka miała 23 lata. Pochodziła z Balik – niewielkiej wsi koło Łomży w Podlaskiem. Wychowała się w rolniczej rodzinie, ale zawsze marzyła o tym, aby zamieszkać w mieście. Kilka lat temu przez internet poznała chłopaka z Pomorza, mieszkańca Nowego Dworu Gdańskiego – Patryka D.

– My już mieliśmy tyle tych telewizji, tyle wszystkiego, ja naprawdę nie mam ochoty rozmawiać. Proszę mnie nie kamerować – mówi ojciec Patryka D. reporterom „Interwencji”.

„Chciał do jakiegoś bractwa rycerskiego należeć”

– Przyjeżdżając tutaj był normalnym chłopakiem. Widać było, że byli zadowoleni, szczęśliwi, razem chodzili nad rzekę, na spacery… Zbierał jakieś takie te bronie, miecze, siekiery. Chciał do jakiegoś bractwa rycerskiego należeć. Jedną rzeczą, co powiedzmy tak odpychało Paulę od niego, to było, że chodząc na te spacery rozcinał żaby. Po prostu chlast i ta żaba się rozcinała. Nie robiło to na nim żadnego wrażenia – opowiada Ewa Pianka, matka zamordowanej Pauliny.

– To był chłopak taki, który stronił gdzieś tam od znajomości, który nie miał jakichś tam szczególnych kontaktów ze swoimi rówieśnikami. Jest jeszcze profil na Pintereście. Mamy tu takie „ciekawe” obrazki: wojowników, miecze, kryształy… Rzeczy związane z okultyzmem, kanibalizmem – mówi Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Świadkowie twierdzą, że Patryk starał się kontrolować Paulinę, nawet na odległość, ale ona zdawała sobie z tego sprawę.

– Bez przerwy było pisane, on wiedział wszystko. A czy najadłaś się, a czy się ubrałaś – wiedział wszystko. Wiedział dokładnie, gdzie jest i co robi – opowiada Ewa Pianka, matka Pauliny w rozmowie z „Interwencją”.

Nie pogodził się z odejściem Pauliny

Wiosną zeszłego roku Paulina zerwała z Patrykiem. Kilka miesięcy później wyprowadziła się też z rodzinnego domu. Wyjechała do Warszawy. Razem z koleżanką wynajęła mieszkanie na Białołęce. Patryk nigdy nie pogodził się jednak z tym, że dziewczyna postanowiła od niego odejść.

– Od czerwca radykalnie zmienił swoje zachowanie w stosunku do niej, chciał żeby ona mu znowu zaufała, żeby do niego wróciła – twierdzi Anita Suchińska Miszczuk, administratorka strony „Gdziekolwiek jesteś” na Facebooku.

– Ona próbowała sobie ułożyć życie w tej Warszawie, spotkała jakiegoś chłopaka, który ją zawiódł… i to było chyba na chwilę przed tym, jak ona tutaj przyjechała – relacjonuje Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

– Uważam, że przyjechał po nią z Gdańska, zawiózł na wieś i zamordował tam. Tej samej nocy – dodaje Krzysztof Pianka, ojciec Pauliny.

Zniknęła po sprzeczce ze współlokatorką

Jest 7 marca tego roku. Wieczorem pomiędzy Pauliną a jej współlokatorką dochodzi do sprzeczki. Paulina pakuje kilka ubrań i w pośpiechu wychodzi z domu. Chwilę później… po prostu znika.

– Była widziana w Nowym Dworze Gdańskim, służby też ustaliły, że ona tutaj była… Szła z walizką w towarzystwie Patryka – mówi Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Ewa Pianka cytuje ostatniego SMS-a, którego otrzymała 8 marca tuż przed godziną 18.

„Mieszkanie mamy na teraz, chcę trochę czasu dla siebie. Byłabym wdzięczna za jakieś dwa miesiące bez kontaktu”.

Rodzice Pauliny uważają, że to nie ich córka wysłała tę wiadomość, a Patryk. Ten relacjonuje policji, że spotkał się z dziewczyną, ale rozstali się w lesie.

Morderca „pękł” po dwóch miesiącach

– Nie ma ciała, sprawca się nie przyznaje, więc podejrzewam, że policjanci nie mogą zrobić nic więcej. Mogą tylko czekać, mogą wyjaśniać jakieś tam okoliczności, czekać, aż popełni błąd albo ewentualnie coś gdzieś wypłynie – komentuje Edyta Kozakiewicz z portalu zulawytv.pl.

Poszukiwania Pauliny trwały dwa miesiące. 30 kwietnia w sprawie nastąpił nieoczekiwany przełom. W rozmowie z policjantami Patryk pękł. Przyznał się do zamordowania Pauliny. Pokazał też miejsce, w którym ukrył jej szczątki.

– Powiedzieli, że znaleźli zwłoki, prawdopodobnie naszej córki i nie będziemy mogli tego zobaczyć osobiście, za bardzo zmasakrowane. Były ukryte w promieniu jednego kilometra. Po prostu szedł, co jakiś czas wykopał dół i wkładał następną część. To miało być zabójstwo doskonałe. Tak powiedział policji – mówi Krzysztof Pianka, tata Pauliny.

– Udusił ją, ktoś mówił, że częściowo skórę z niej ściągnął, że pocięta była, że włożył w worki, gdzieś pozakopywał. Głowy nie mogli znaleźć – rozpacza mama Pauliny.

– Nie mogę tego w tej chwili potwierdzić ani zaprzeczyć temu, natomiast… Nie dementuję, ale… nie chcę powodować, że po mojej wypowiedzi pojawią się jakieś kolejne informacje – odpowiada Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

„Mógłby chcieć spróbować jeszcze raz”

– Być może nagrywał, bo chciał mieć z tego zabójstwa pamiątkę, która będzie mu potem służyła do przeżywania na nowo aktu morderstwa. Uważam, że gdyby pozostał na wolności, mógłby chcieć je powtórzyć za jakiś czas – komentuje Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej.

Patryk D. został aresztowany na trzy miesiące. Za zamordowanie Pauliny grozi mu dożywocie. Wcześniej najprawdopodobniej trafi jednak na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Tam biegli zadecydują, czy dwudziestolatek kiedykolwiek odpowie za swoją zbrodnię.

– Sprawca, który popełnił tego typu zbrodnię i miało to związek z jego fantazjami, po wyjściu, nawet po 25 latach, może dalej popełniać tego typu zbrodnie – uważa Łukasz Wroński z Centrum Psychologii Kryminalnej.

– Jeżeli wyjdziesz stamtąd… pod jakimkolwiek pozorem… zrobię to samo, co ty z moją córką. Pamiętaj o tym – dodaje Krzysztof Pianka, ojciec zamordowanej Pauliny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poćwiartowana w Piotrowie kobieta to zaginiona Paulina. Są wyniki badań DNA

Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską i zapisze się w historii jako jeden z najokrutniejszych mordów w historii naszego kraju. Na początku maja w Piotrowie na Pomorzu znaleziono poćwiartowane zwłoki młodej dziewczyny. Śledczy od początku podejrzewali, że to zaginiona Paulina (†23 l.). Prokuratura ma już wyniki badań DNA, które potwierdziły tożsamość ofiary.

– Potwierdzam, że badania DNA wykazały, iż ofiarą morderstwa padła 23-latka, która była wcześniej poszukiwana – mówi prok. Grażyna Wawryniuk z prokuratury okręgowej w Gdańsku.

To Paulina spod Łomży, która zaginęła 8 marca. Dziewczyna przyjechała na Pomorze, by spotkać się ze swoim byłym chłopakiem, Patrykiem D. (20 l.). W jego ramionach nie znalazła jednak ukojenia. Morderca zgotował jej straszliwy koniec…

Patryk D. z zimną krwią zabił Paulinę, potem obdarł ją ze skóry i poćwiartował, a szczątki poukrywał na przestrzeni ponad kilometra. Śledczy kompletowali je przez dwie doby. Mężczyzna został zatrzymany i przyznał się do winy. Grozi mu nawet dożywotnie więzienie.

Od dziecka fascynował się śmiercią

Fakt dotarł do znajomych okrutnego mordercy. Ci nie mają wątpliwości, że chłopak od dziecka fascynował się złem. – Był dziwny, stronił od towarzystwa, zerknijcie na jego konto w internecie, na którym gromadził zdjęcia i rysunki. Są potworne, niemal wszystkie dotyczą śmierci. Pierwsze wrzucił, mając 9 lat – opowiada znajoma Patryka, która prosi o anonimowość.

Nie tylko ona to zaobserwowała. – Chodziłem z nim do szkoły, ubierał się na czarno, nocą szlajał się po lasach. Słyszałem, że ćwiartowanie zwłok ćwiczył na zwierzętach – mówi wstrząśnięty kolega chłopaka. – Widziałem te rysunki i zdjęcia. To makabra. Jak można fascynować się obrazkiem przedstawiającym obdartą ze skóry kobietę?

Ich miłość karmiła się mrokiem

Okazuje się, że oboje – i Paulina, i jej zabójca – fascynowali się horrorami, śmiercią, okultyzmem, czarownicami. Takie zdjęcia znaleźliśmy na ich profilach w internecie. Oprócz zakrwawionych ludzkich ciał były tam też obrazy związane z kanibalizmem.

– Na jednym z kont obserwowanych przez Paulinę można znaleźć zdjęcia przedstawiające jedzenie ludzkiego mięsa – mówi jeden ze znajomych dziewczyny.

Ale to nie wszystko. Sama Paulina umieściła w internecie obrazek przedstawiający ciało człowieka podzielone na różne części, a każda z nich jest opisana pod kątem… walorów smakowych…
Źródło info i foto: Fakt.pl

W Indiach przeprowadzono egzekucję gwałcicieli i zabójców 23-letniej studentki

W więzieniu w Delhi stracono czterech mężczyzn skazanych na śmierć za zgwałcenie i zabójstwo ponad siedem lat temu 23-letniej studentki – poinformowały władze więzienne. Śmierć Jyoti Singh wywołała protesty w całych Indiach i zszokowała świat. W grudniu 2012 r. Jyoti Singh, studentka medycyny, i jej kolega po wyjściu z kina wsiedli do prywatnego autobusu, chcąc wrócić do domu.

Zostali jednak zaatakowani przez grupę pijanych mężczyzn. Podczas jazdy ulicami Delhi napastnicy brutalnie pobili swe ofiary, a dziewczynę także zgwałcili.

Zmasakrowaną Jyoti Singh i jej kolegę wyrzucono z autobusu w okolicy delhijskiego lotniska. Sprawców szybko ujęto. Studentka zmarła po niespełna dwóch tygodniach na skutek odniesionych ran.
Źródło info i foto: TVP.info

26-latek znęcał się nad 4-miesięczną dziewczynką

Zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń – postawiła we wtorek jej ojcu łódzka prokuratura. Poinformował o tym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. 26-letni mężczyzna podejrzany jest również o znęcanie się nad 23-letnią matką dziewczynki. Może grozić mu kara dożywotniego więzienia.

W niedzielę późnym wieczorem do szpitala przy ul. Spornej w Łodzi zgłosiła się 23–letnia kobieta wraz z 4–miesięczną córką, na głowie której były siniaki. Wraz z nią był 26–letni ojciec dziewczynki.

Z relacji kobiety wynikało, że do powstania obrażeń doszło prawdopodobnie w czasie, gdy była w pracy, a niemowlęciem zajmował się ojciec. Ten natomiast przekazywał rozbieżne informacje, co do okoliczności, w których mogło dojść do urazu.

Szpital powiadomił policję, mężczyzna został zatrzymany. Po przeprowadzonych konsultacjach ustalono, że u dziewczynki doszło także do złamania żebra i powstania krwiaka głowy.

Okazało się, że kilka dni wcześniej dziecko także trafiło do szpitala z pękniętą kością czaszki. Opiekujący się w tym czasie dziewczynką ojciec powiedział, że dziecko w nocy spadło na podłogę. – Wobec rodzaju stwierdzonych obrażeń i braku wcześniejszych sygnałów o stosowaniu przemocy nie sposób było wówczas kwestionować, okoliczności podawanych przez mężczyznę – mówi Kopania.

O sytuacji szpital powiadomił pracownika socjalnego. Po kilku dniach niemowlę wypisane zostało do domu. W niedzielę, kiedy mężczyzna znowu opiekował się córką, pojawiły się u niej kolejne obrażenia. Dziecko ponownie trafiło do szpitala na ul. Sporną, a później zostało przewieziono do Centrum Zdrowia Matki Polki.

Według prokuratury, kobieta mogła od kilku miesięcy również być ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony 26–latka. Od około miesiąca zamieszkiwali oddzielnie, a mężczyzna okresowo zajmował się córką.

We wtorek śledczy przedstawili 26-latkowi zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń oraz znęcanie się nad matką dziecka. W środę prokuratura planuje skierować do sądu wniosek o jego areszt.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Udusiła 58-letnią matkę, ciało schowała w piwnicy. Systematycznie pozbywała się pociętych zwłok

23-letnia Amara J. Lundy za pomocą kabla najpierw udusiła swoją 58-letnią matkę, a następnie zaciągnęła jej ciało do piwnicy. Po tygodniu zaczęła ciąć zwłoki za pomocą noża i piły, by następnie wyrzucić fragmenty do kilkunastu koszy na śmieci – ustaliła policja z amerykańskiej Olimpii w stanie Waszyngton. Kobieta przyznała się do zarzutów i ujawniła powody popełnienia zbrodni.

58-letnia Susan Lundy mieszkała wraz córką przy Division Street w Olimpii. Koleżanki kobiety zgłosiły jej zaginięcie 6 lipca – miesiąc po tym, jak kontaktowały się z nią ostatni raz.

Podczas przeszukania mieszkania zaginionej kobiety policjanci poczuli mocny zapach wybielacza. Znaleźli również duży kontener na odpady i nowy zamek w drzwiach do piwnicy. 23-letnia Amara w rozmowie z policjantami zapewniła, że jej matka wyjechała na pole namiotowe, a następnie wyprowadziła się do domu swojego męża, mieszkającego w innym stanie.

„Matka błagała, żebym przestała”

W ostatni poniedziałek na policję zgłosił się mąż zaginionej kobiety, który przekazał, że córka chciałaby wyjawić prawdę o zaginięciu matki. Podczas przesłuchania Lundy przyznała się do zabójstwa. Jak wyjaśniła, w pewnym momencie „miała dość zachowania swojej matki” i stwierdziła, że „świat będzie lepszym miejscem bez niej”. 23-latka udusiła Susan Lundy kablem.

– Matka błagała mnie żebym przestała, ale w tamtym momencie czułam, że jedyne co mogę zrobić, to dokończyć to, co zaczęłam. W pewnym momencie przestała się wiercić – powiedziała Amara podczas przesłuchania.

Za pomocą koca kobieta zaciągnęła ciało do piwnicy. Dopiero po tygodniu przystąpiła do rozczłonkowywania zwłok za pomocą dużego kuchennego noża i piły.

Próbowała zmylić policjantów

Każdy fragment ciała swojej matki Amara wyrzucała do innego kosza na śmieci na osiedlu. W tuszowaniu zbrodni miał pomagać chłopak 23-latki. Kobieta wskazała dokładnie, w których miejscach porzucili szczątki.

„Próbowała zmylić śledczych, pokonując duże odległości z telefonem swojej matki, który następnie zniszczyła i wyrzuciła do śmieci” – poinformowano w policyjnym komunikacie.

Amara Lundy do tej pory nie miała kłopotów z prawem. Teraz zostanie oskarżona o zabójstwo pierwszego stopnia. Policja przesłuchała chłopaka 23-latki, ale mężczyzna nie został aresztowany. Trwa śledztwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bestialska zbrodnia w Lubaniu. Naćpany szwagier zabił siekierą 23-latkę

Do przerażających scen doszło w piątek wieczorem w Lubaniu (woj. dolnośląskie). 22-letni Adrian Z. zaatakował swojego brata Daniela (34 l.) i jego partnerkę Annę (23 l.). Brata dźgnął nożem, a biedną dziewczynę zarąbał na śmierć siekierą. Nie baczył na to, zaledwie przed miesiącem urodziła dziecko!

Co wstąpiło w Adriana? Takie pytanie zadaje sobie cały Lubań. Wiele osób twierdzi, że zna odpowiedź: mężczyzna często brał dopalacze, a niedawno leczył się psychiatrycznie. Od środków odurzających podobno jest uzależniony. W piątek, jak twierdzą znajomi tego zwyrodnialca, poszedł do brata pożyczyć pieniądze. Daniel wraz z Anną byli w domu, zajmowali się swoim dzieckiem, które przyszło na świat 6 czerwca.

Najpewniej pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni, bo Daniel nie chciał dać bratu pieniędzy na narkotyki. Wtedy Adrian wpadł w szał. Wyciągnął nóż i zaatakował brata. Zadał mu ciosy nożem, na szczęście ranny Daniel uciekł do sąsiada. Adrian był jednak zaślepiony żądzą krwi. Chwycił siekierę i zaczął rąbać drzwi! Chciał dopaść Daniela i skończyć to, co zaczął.

Tymczasem na klatce schodowej pojawiła się Anna. Być może chciała uspokoić szaleńca. Niestety, zwyrodnialec postanowił ją zabić. Zaczął rąbać siekierą przerażoną kobietę! Anna nie miała żadnej szansy na przeżycie. Została potwornie zmasakrowana.

Po chwili przyjechała policja i obezwładniła mężczyznę. Daniel trafił do szpitala. – Stan mężczyzny jest teraz stabilny, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi Magdalena Juźwicka, rzeczniczka lubańskiej policji.

Miesięczny maluszek trafił na wszelki wypadek na obserwację do szpitala. Niestety, nigdy już nie zobaczy swojej mamy, zamordowanej przez wujka. A ten może do końca swoich dni nie wyjść z więzienia. Za brutalny mord i usiłowanie zabójstwa grozi mu bowiem dożywocie.
Źródło info i foto: se.pl

Jest Europejski Nakaz Aresztowania dla 23-latka podejrzanego o zabójstwo w Siedlcach

Sąd Okręgowy w Siedlcach wydał w piątek Europejski Nakaz Aresztowania za 23-letnim Łukaszem W., podejrzanym o zabójstwo 35-letniego mężczyzny – dowiedział się reporter Polsat News Łukasz Dubaniewicz. Podejrzewa się, że ofiara została zaatakowana przez 23-latka, bo przyłapała go na kradzieży. 35-letni pan Marcin zginął 5 grudnia ubiegłego roku w Siedlcach.

Nieco ponad dwa tygodnie wcześniej, 17 listopada, poślubił panią Elżbietę, z którą wychowywał 5-letnią Nikolę. Wkrótce na świat miało przyjść kolejne dziecko pary.

Ciało pana Marcina, z ranami głowy zadanymi tępym narzędziem, znaleziono w bramie nieopodal sklepu osiedlowego. Z relacji świadków wynika, że kilka minut przed śmiercią 35-latek kłócił się tam z młodym mężczyzną.

Prawdopodobnie był to 23-letni Łukasz W., mieszkaniec powiatu nowosądeckiego. Rodzina zmarłego podejrzewa, że pan Marcin przyłapał go na próbie kradzieży.

Zapłacił kartą zmarłego za zakupy

Śledczy najpierw upublicznili wizerunek Łukasza W. zarejestrowany przez kamery monitoringu oraz zaapelowali o pomoc w ustaleniu miejsca jego pobytu. Pod koniec grudnia Prokuratura Rejonowa w Siedlcach postawiła 23-latkowi dwa zarzuty.

Pierwszy dotyczy zabójstwa, a drugi oszustwa. Ustalono bowiem, że W. zapłacił kartą zmarłego pana Marcina za zakupy w jednym ze sklepów w Siedlcach. Siedlecki sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu Łukasza W. na okres jednego miesiąca. Podejrzany o zabójstwo przebywa jednak na wolności. Ukrywa się zagranicą.

Wniosek prokuratury rejonowej

Pod koniec grudnia W. został zatrzymany w Calais na północy Francji podczas próby dostania się na prom do Wielkiej Brytanii bez wymaganych dokumentów. 23-latek miał wówczas napaść na funkcjonariusza policji.

Jednak po zakończeniu czynności W. został zwolniony. Francuzi nie mieli podstaw, aby go zatrzymać za przestępstwa popełnione na terenie Polski, bowiem sąd w Siedlcach nie wydał jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania.

– We wtorek zwróciliśmy się do Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, aby jej przedstawiciele wystąpili do Sądu Okręgowego w Siedlcach o wydanie takiego nakazu – mówiła polsatnews.pl Katarzyna Wąsak, prokuratur rejonowa w Siedlcach. Do czasu wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania Łukasz W. będzie mógł przebywać na wolności.

„Wybił matce swojego dziecka zęby”

Zdaniem Bartosza Weremczuka, prywatnego detektywa, który zaangażował się w sprawę, 23-latek jest poszukiwany także za przestępstwa na terenie innych państw, w tym Szkocji. Jak dotąd żadne z nich nie zdecydowało się jednak na wydanie ENA.

– Z tego, co ustaliliśmy, w Szkocji poszukiwany sądeczanin wybił matce swojego dziecka przednie zęby i chciał wobec niej użyć noża – powiedział detektyw „Gazecie Krakowskiej”.

„Fakt” podkreśla z kolei, że poszukiwany mężczyzna może być niebezpieczny. Przeszedł bowiem szkolenie wojskowe, doskonale posługuje się nożem i trenuje sztuki walki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lubelskie: 23-letnia Aneta P. utopiła własne dziecko w rzece. Właśnie stanęła przed sądem

Aneta P. (23 l.) z Krzesimowa (woj. lubelskie) urodziła córeczkę nocą, a potem wymknęła się z domu i wrzuciła kwilące maleństwo do rzeki. Ze ten potworny czyn grozi jej dożywocie.

Aneta P. stanęła właśnie przed obliczem sądu w Lublinie. Lekko przygaszona, trochę nieobecna, nie robiła jednak wrażenia załamanej tym, co stało się w październiku ubiegłego roku. – Przyznaje się tylko do samego faktu – oświadczyła jedynie. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności.

Przed aresztowaniem Aneta P. studiowała pedagogikę specjalną na lubelskim UMCS. Mieszkała z rodzicami. Od pewnego czasu spotykała się ze starszym od niej Piotrem S. (43 l.). W marcu 2017 r. wiedziała już, że jest w ciąży. Nie chciała tego dziecka, burzył jej świat. Choć przekonywała śledczych, że niczego nie planowała, to w jej komputerze pełno było śladów, świadczących o tym, że chciała pozbyć się maleństwa jeszcze podczas ciąży. Nikomu nie powiedziała o swoim stanie. – Chodziła tylko luźniej ubrana – opowiadali ludzie ze wsi.

Rodziła nocą, w domu. Po trzech godzinach na świecie pojawiła się dziewczynka. Płakała, ale cicho. Zbyt cicho, by ktoś w to usłyszał i uratował jej życie. Matka wyniosła ją owiniętą jedynie w koszulkę nad brzeg Sawki. Wrzuciła dziecko jak kamień do lodowatej wody.

Małe ciałko odnalazł na brzegu rzeki przypadkowy spacerowicz. Policjanci zaczęli szukać matki. Aneta P. sama się wydała. Rano po zatarciu śladów porodu pojechała do ginekologa. Poprosiła o pigułki antykoncepcyjne i zaświadczenie, że nie spodziewa się dziecka. – Pomawiają mnie na wsi, że jestem w ciąży. Proszę oto dowód – pokazała kwit na komisariacie w Świdniku. To wzbudziło słuszne podejrzenia policjantów.
Źródło info i foto: se.pl

Alaska: 23-latka oskarżona o uduszenie dwóch córek. Szukała w sieci „jak zabić i nie dać się złapać”

​Młoda kobieta z Alaski została oskarżona o zamordowanie swoich dwóch małych córek. Według policji 23-letnia Stephany LaFountain szukała w internecie sposobu na to, by nie zostawić śladu po morderstwie. Śledztwo rozpoczęło się w październiku 2017 roku, kiedy wezwano pogotowie do jednego z domów w Fairbanks. Na miejscu znaleziono 13-miesięczną dziewczynkę, która nie oddychała. Dziecko zawieziono do szpitala, jednak nie udało się jej uratować.

23-letnia matka z początku nie została zatrzymana. Podczas dochodzenia okazało się, że również jej poprzednie dziecko zmarło w 2015 roku. Dziewczynka również nie oddychała, kiedy wezwano pomoc. Miała zaledwie 4 miesiące.

Śledczy przeanalizowali aktywność kobiety w sieci. Okazało się, że szukała informacji „jak dokonać perfekcyjnego morderstwa”, „jak kogoś udusić”, „jak kogoś zabić i nie dać się złapać”. Hasła były wpisywane w wyszukiwarkę godzinę przed tym, jak 23-latka zadzwoniła po pogotowie.

LaFountain została zatrzymana i usłyszała zarzuty. Na razie policja nie ujawnia, jakie były jej motywy. To niewyobrażalna tragedia – mówi szef policji w Fairbanks Eric Jawkes.
Źródło info i foto: RMF24.pl