Decyzja Sądu Najwyższego: bez najsurowszej kary, gdy głównym dowodem zabójstwa jest przyznanie się sprawcy

Jeśli przyznanie się sprawcy do zabójstwa jest głównym dowodem, bez którego nie doszłoby do wyroku skazującego, to zazwyczaj nie powinno wymierzać się kary dożywocia lub 25 lat więzienia – ocenił Sąd Najwyższy ws. mężczyzny skazanego na 15 lat więzienia za zabójstwo żony. Tym samym SN oddalił kasację wniesioną w sprawie przez ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego, według którego w tej sprawie wymierzono karę „rażąco niewspółmierną”. W ocenie PG okoliczności sprawy przemawiały za orzeczeniem kary nie niższej niż 25 lat pozbawienia wolności.

Sprawa dotyczyła opisywanego w mediach zabójstwa, do którego doszło w maju 2014 r. w jednym z mieszkań w Starachowicach. Śledztwo dotyczące śmierci 30-latki początkowo umorzono. Sprawa wyglądała na samobójstwo – brakowało dowodów wskazujących na to, iż do śmierci kobiety przez powieszenie ktoś się przyczynił. Dopiero po ponad dwóch latach sprawca przyznał się i złożył wyjaśnienia.

Sąd złagodził wyrok

Sąd Okręgowy w Kielcach w marcu 2018 r. skazał go na 25 lat więzienia, ale Sąd Apelacyjny w Krakowie w październiku 2018 r. złagodził wyrok do 15 lat więzienia. Od tego prawomocnego wyroku kasację złożył szef resortu sprawiedliwości.

Jak jednak podkreślił w uzasadnieniu orzeczenia SN o oddaleniu tej kasacji sędzia Rafał Malarski będący sprawozdawcą sprawy „jeżeli przyznanie się sprawcy do popełnienia zbrodni zabójstwa i ujawnienie istotnych okoliczności czynu ma miejsce, gdy organy ścigania nie dysponują przekonywającymi dowodami, które bez samooskarżenia się sprawcy są w stanie doprowadzić do wyroku skazującego, to taka postawa winna zazwyczaj pociągać za sobą rezygnację ze stosowania wobec oskarżonego nie tylko mającej eliminacyjny charakter kary dożywotniego pozbawienia wolności, ale także wyjątkowej kary 25 lat pozbawienia wolności”.

Orzeczenie SN w tej sprawie zapadło przed miesiącem, w ostatnich dniach sąd zamieścił jego pisemne uzasadnienie.

Jak przyznano w tym uzasadnieniu sąd apelacyjny wziął pod uwagę wszystkie okoliczności mające wpływ na wymiar kary. Sąd odwoławczy, decydując się na obniżenie kary (…) nie zanegował ani stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu, ani zamiaru bezpośredniego towarzyszącego sprawcy, ani brutalnego sposobu jego działania, ani upozorowania przez skazanego samobójstwa ofiary, ani faktu osierocenia wspólnego małoletniego dziecka ofiary i zabójcy, ani uprzedniej karalności sprawcy i jego nieprawidłowej osobowości” – przyznał SN.

Jednocześnie jednak – zdaniem SN – sąd apelacyjny „trafnie przydał przyznaniu się sprawcy i ujawnieniu wszystkich istotnych okoliczności zabójstwa doniosłą rangę”. „Otóż przez przeszło dwa lata od czasu umorzenia śledztwa (…) organy ścigania wprawdzie wykonały szereg różnych czynności zmierzających do zweryfikowania przyjętej wcześniej koncepcji, ale nie osiągnęły oczekiwanego rezultatu, gdyż nie zdołały uzyskać dowodu, który mógłby doprowadzić do przełomu w sprawie” – zaznaczył SN.

„Dopiero 13 grudnia 2016 r., po badaniach wariograficznych, którym Kamil T. poddał się dobrowolnie (…) sprawca przed funkcjonariuszem policji – przesłuchiwany jeszcze w roli świadka – opowiedział o przebiegu tragicznego zdarzenia, nie ukrywając żadnej ważnej okoliczności”- przypomniał SN. Dopiero wówczas postawiono mu zarzut zabójstwa, a T. wysłuchany jako podejrzany potwierdził obciążające go fakty w swych wyjaśnieniach.

Jak uznał SN, ponieważ same wyniki badań wariograficznych nie mogły być rozstrzygające w postępowaniu karnym „wolno stwierdzić, że w momencie pełnego przyznawania się skazanego do dokonania zabójstwa organy ścigania nie dysponowały dowodami świadczącymi o jego winie”.

„O szczerości i autentyczności żalu i skruchy po stronie sprawcy zaświadczało i to, że nie taił, w jak drastyczny i brutalny sposób pozbawił życia swoją żonę, mimo iż mógł forsować wersję zdarzenia dla siebie zdecydowanie korzystniejszą. Nie podążył jednak tą drogą, choć nic nie stało temu na przeszkodzie” – wskazał ponadto SN.

W związku z tym – jak głosi uzasadnienie oddalenia kasacji – „zważywszy przede wszystkim na fakt wystąpienia wyjątkowo doniosłej okoliczności łagodzącej w postaci szczerego samooskarżenia się T., które nie tylko przesądziło o wyniku sprawy, to jest o zapadnięciu wyroku skazującego za zabójstwo, ale wcześniej w ogóle o uruchomieniu śledztwa” SN nie uznał prawomocnej kary 15 lat więzienia za „rażąco niewspółmierną”.

Ponadto – zdaniem SN – tego typu podejście sądów może „zachęcić wahających się sprawców zbrodni do ujawnienia się i oddania dobrowolnie w ręce wymiaru sprawiedliwości, co da im szansę na łagodniejsze potraktowanie, a w szczególnie uzasadnionych wypadkach na nadzwyczajne złagodzenie kary”.

„Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku”

Jak informowano Kamil T. zaraz po śmierci kobiety mówił policjantom, że nie mieszkał z żoną i nie widział się z nią w dniu, w którym zmarła. Tłumaczył, że od jakiegoś czasu nie dogadywali się, a powodem decyzji o rzekomym samobójstwie mogła być zazdrość. Według ustaleń śledztwa T., po dokonaniu zabójstwa, upozorował samobójstwo żony. Zdaniem sądów „pierwotną przyczyną tego czynu, który oskarżony popełnił, był długotrwały konflikt małżeński”.

Ojciec zamordowanej kobiety mówił dziennikarzom w 2018 r., że wymiar kary dla oskarżonego nie był istotny dla rodziny, bo przebaczyli Kamilowi T. „Będziemy mieli cały czas to cierpnie i tęsknotę za córką. Nie czekaliśmy na wymiar wyroku – przebaczyliśmy zięciowi zabójstwo córki. Jesteśmy chrześcijańską rodziną, żyjemy według woli bożej, przykazań. Nie powinno w ogóle dojść do tej zbrodni” – podkreślał mężczyzna.

W trakcie procesu T. przeprosił rodziców żony, swojego syna oraz własnych rodziców. „Zmarnowałem sobie życie i swojemu dziecku. Nie mogę cofnąć czasu. Bardzo żałuję tego, co zrobiłem” – mówił sprawca w sądzie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. podpalenia kamienicy w Tczewie. W pożarze zginęły dwie osoby

Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał na 25 lat więzienia 55-letniego mężczyznę, oskarżonego o zabójstwo dwóch osób, które zginęły w pożarze kamienicy w 2018 roku w Tczewie. Sąd Apelacyjny utrzymał w całości w mocy wyrok sądu niższej instancji.

W marcu Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Mirosława Sz. na 25 lat więzienia za zabójstwo dwóch osób. Zginęły one w pożarze w nocy 23 maja 2018 roku w Tczewie. Według śledczych, oskarżony wywołując pożar miał prawdopodobnie zamiar zabić mężczyznę, mieszkającego na drugim piętrze budynku, bo chciał kontynuować romans z jego żoną.

W wyniku zadymienia zmarł 79-letni mężczyzna oraz 2-letnia dziewczynka. W pożarze obrażenia odniosło też osiem innych osób. Szkody spowodowane pożarem oszacowano na co najmniej 600 tysięcy złotych.

Sąd Okręgowy orzekł także, że Mirosław Sz. będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie z więzienia po 20 latach odbycia kary. Ponadto na rzecz kilkorga poszkodowanych oskarżony ma zapłacić ponad 500 tys. zł częściowego odszkodowania.

Od wyroku tego odwołała się prokuratura, domagając się dożywotniego więzienia, a obrońca wniósł o uniewinnienie oskarżonego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Aresztowano kobietę podejrzaną o przesłanie koperty z trucizną do Białego Domu

Na granicy amerykańsko-kanadyjskiej aresztowano kobietę podejrzaną o wysłanie koperty z trucizną do Białego Domu – poinformowała w niedzielę agencja Associated Press, powołując się na źródła w służbach bezpieczeństwa USA. Amerykańskie służby przejęły kopertę zawierającą rycynę przed kilkoma dniami. Adresowany do prezydenta Donalda Trumpa list został przechwycony w jednej z sortowni.

List miał zostać wysłany z Kanady. Kobiecie najprawdopodobniej postawione zostaną zarzuty federalne. Jej tożsamość nie jest znana. To nie pierwszy przypadek wysłania listu z rycyną do amerykańskiego przywódcy.

W 2018 roku aresztowano weterana marynarki wojennej, który przyznał się, że wysłał Trumpowi i innym przedstawicielom administracji koperty zawierające substancję podobną do rycyny. Listy zostały przechwycone przez służby.

Cztery lata wcześniej na 25 lat więzienia skazano mężczyznę z Missisipi, który zaadresował listy z rycyną do ówczesnego prezydenta USA Baracka Obamy oraz innych urzędników. W żadnych z tych przypadków koperty z trucizną nie trafiły do rąk amerykańskich prezydentów.

Rycyna to toksyczna substancja pochodząca z rącznika pospolitego i była stosowana w zamachach terrorystycznych. Zażycie trucizny może być śmiertelne, skutkować m.in. krwotokiem wewnętrznym, uszkodzeniami wątroby, nerek i układu krwionośnego.
Źródło info i foto: onet.pl

Zatrzymany przez CBA wystawiał lewe faktury. Naraził Skarb Państwa na stratę 2 mln złotych

Na stratę ponad dwóch milionów złotych naraził Skarb Państwa mężczyzna zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Wystawiał fikcyjne faktury, które pod lupę wzięła Prokuratura Regionalna w Poznaniu. Dokumenty dotyczyły między innymi sprzedaży sprzętu elektronicznego oraz usług transportowych i serwisowych.

Mężczyzna usłyszał zarzuty wystawienia 652 fikcyjnych faktur między styczniem 2018 roku a kwietniem 2019. W sumie opiewały na ponad 12 milionów złotych.

Skarb Państwa został narażony na uszczuplenia podatkowe w wysokości ponad dwóch milionów złotych. „Jak wynika z ustaleń śledztwa, podejrzany nie dysponował dowodami zakupu towarów, które rzekomo później miał sprzedawać” – informują śledczy.

Prokuratura skierowała do poznańskiego sądu wniosek o tymczasowy areszt. Mężczyźnie grozi 25 lat więzienia. Śledczy zaznaczają, że sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: TVP.info

35-latka skazana na 25 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa miesięcznego dziecka

Na 25 lat więzienia skazał wrocławski sąd 35-letnią matkę oskarżoną o usiłowanie zabójstwa miesięcznego dziecka. Kobieta będąc pod wpływem alkoholu rzuciła dziecko na ulicę i kilka razy je kopnęła. Niemowlaka odebrali jej przechodnie.

Do zdarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w lutym 2019 roku na ul. Gagarina we Wrocławiu. Jak ustaliła prokuratura, Barbara J., 35-letnia matka, wyciągnęła z wózka swoje miesięczne dziecko i rzuciła je na asfalt. Następnie co najmniej sześć razy je kopnęła. Dziecko odebrali jej przechodnie, którzy wezwali też policję. Niemowlę z poważnymi obrażeniami trafiło do szpitala. Kobieta miała ponad promil alkoholu w organizmie.

We wtorek przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu zapadł wyrok skazujący kobietę na karę 25 lat więzienia. Wyrok nie jest prawomocny.

Nie pamięta tego zdarzenia

Proces rozpoczął się w grudniu 2019 roku. Przed sądem Barbara J. nie przyznała się do zarzutu usiłowania zabójstwa. Nie chciała też składać wyjaśnień i odpowiadać na pytania. Kobieta powiedziała, że nie pamięta samego zdarzenia, bo – jak mówiła – „była pod wpływem alkoholu i narkotyków”.

Sąd odczytał wyjaśnienia składne przez J. w prokuraturze. Kobieta mówiła w nich, że bardzo żałuje tego, co się stało i że nie chciała zrobić dziecku krzywdy. Swoje zachowanie tłumaczyła kłótnią z konkubentem. Mówiła też, że powinna odreagować agresję na partnerze, a nie „wyżywać się na dziecku”.

Przed sądem kobieta powiedziała, że oprócz synka ma jeszcze troje innych dzieci. Jedno jest w rodzinie zastępczej, a dwoje oddała do „okna życia”.

Biegli wykluczyli chorobę psychiczną

Przed sądem zeznawali m.in. biegli z dziedziny psychiatrii i psychologii. Według wydanej przez nich opinii, „nie ma podstaw do kwestionowania poczytalności oskarżonej”; biegli wykluczyli też chorobę psychiczną czy upośledzenie umysłowe.

„Wyrokiem z dnia 8 września 2020 r. Sąd Okręgowy III Wydział Karny uznał oskarżoną Barbarę J. za winną tego, że w dniu 9 lutego we 2019 r. we Wrocławiu przy ul. Gagarina, działając z zamiarem bezpośrednim, w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, usiłowała pozbawić życia swojego miesięcznego syna, w ten sposób, że wyciągnęła go z prowadzonego przez siebie wózka, uniosła na wysokość ramion i cisnęła nim o asfalt, a następnie, sześciokrotnie kopnęła go w głowę, unosząc prawą nogę z impetem i przydeptując głowę pokrzywdzonego, lecz zamierzonego celu nie osiągnęła z uwagi na postawę przechodniów” – napisano w komunikacie przesłanym przez służby prasowe sądu.

Chłopiec doszedł do zdrowia i przebywa w rodzinie zastępczej. Jego opiekunka, zeznając w trakcie procesu, powiedziała, że trudno jej ocenić, jaki wpływ na rozwój dziecka będzie miało to zdarzenie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Skazany za zabicie młodej kobiety jest niewinny?

Pod dyskoteką Faraon w Lądku w męczarniach ginie młoda kobieta. W głośnym procesie na 25 lat więzienia zostaje skazany Jarosław Sosnowski; nie przyznał się do winy. Za kratami siedzi od listopada 2004 r. Wciąż stara się udowodnić swoją niewinność i może mieć rację. Zdaniem wielu świadków jest niewinny. Gdy w lipcu w programie „Alarm!” został wyemitowany reportaż o 37-latku, rozdzwoniły się telefony od kolejnych osób znających tę historię. Ktoś próbował zastraszać dziennikarzy piszących o zbrodni. Wiele wskazuje na to, że mordercy wciąż są na wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Karol F. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo 15-latka

Zabójca przepraszał i zarzekał się, że szczerze żałuje. Sądu jednak nie wzruszył. Za odebranie życia Kubie (†15 l.) sędzia skazał Karola F. (20 l.) na 25 lat więzienia. Nie pomogły mu ostatnie słowa biegłych, którzy przypomnieli, że morderca wychował się w patologicznej rodzinie, a w dzień zabójstwa wypił pół litra wódki i 8 piw. Ojciec Kuby przyjął wyrok ze łzami w oczach.

To miał być idealny wieczór spędzony w gronie przyjaciół. 10 maja ubiegłego roku Kuba wraz z koleżankami wybrał się na maraton filmowy do kina w Lubinie (Dolny Śląsk). W oczekiwaniu na drugi seans poszli na spacer i wtedy natknęli się na Karola F. (20 l.), Sebastiana H. (21 l.) i Dawida M. (23 l.), którzy wyraźnie szukali zaczepki. Zaczęło się od uszczypliwych komentarzy w kierunku koleżanek Kuby. Nagle Karol złapał okulary jednej z nich i wyrzucił w krzaki.

Gdy Kuba poszedł szukać okularów, o wiele większy od 15-latka oprawca poszedł za nim z nożem i zadał śmiertelny cios nożem w okolice serca. Potem uciekł do znajomych. Wszyscy trzej odeszli w stronę pobliskiej galerii. 20-latek nie omieszkał pochwalić się kolegom, co zrobił. Ci jednak nie zrobili nic. Gdy wykrwawiającego się nastolatka znalazły koleżanki, na ratunek było już za późno.

W środę, zanim przed Sądem Okręgowym w Legnicy zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie, sędzia wysłuchał jeszcze dwóch biegłych. Psycholog i psychiatra wydali opinię przemawiającą częściowo na korzyść Karola F. – Oskarżony ma jeszcze nieukształtowaną osobowość, w rodzinie nikt się nim nie interesował – mówili przed wyrokiem. Podkreślali też, że osobowość oskarżonego wciąż się kształtuje, a osadzenie na długi czas w zakładzie karnym może wpłynąć negatywnie na ten proces. W swojej opinii zaznaczyli też wpływ, jaki wypity alkohol miał na ograniczoną kontrolę nad emocjami. – Nie zmienia to faktu, że Karol F. był poczytalny i świadomy konsekwencji swoich czynów – dodali biegli.

Mimo to sędzia skazał mordercę na 25 lat. Karol F. wysłuchał wyroku z opuszczoną głową. Nie patrzył już w pełne łez oczy ojca Kuby, którego jeszcze tego samego dnia przepraszał, mówiąc, że „to nie powinno się wydarzyć”. Na skruchę było jednak zdecydowanie za późno. – Naprawdę są sprawy, które, nawet jak się sądzi trochę lat, ciężko objąć rozumem. Że z tak błahych powodów dochodzi do tak tragicznych konsekwencji. Tego pewnie nigdy do końca nie zrozumiemy – mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Witold Wojtyło. – Sytuacja jest całkowicie niewytłumaczalna z ludzkiego punktu widzenia – podkreślał.

Sędzia zauważył, że zachowanie Jakuba Z. przyczyniło się do tego, że dziś nie żyje, „choć będąc najmłodszym, jako jedyny zachował się jak dojrzały człowiek, jak mężczyzna”. Nie dopatrzył się natomiast działania z zamiarem bezpośrednim, ponieważ nic nie wskazuje na to, że F. chciał zabić. Działał jednak z pewnością z zamiarem ewentualnym, czyli zadając cios w okolice serca brał pod uwagę, że zabije. – Zdaniem sądu przy takich okolicznościach sprawy i przy takiej osobowości sprawcy, nie było podstaw do orzekania kary dożywocia – podkreślił sędzia dodając, że za okoliczność łagodzącą nie można uznać trudnego dzieciństwa oskarżonego. – Pan F. jest kowalem własnego losu – zaznaczył.

Do więzienia trafią też koledzy oprawcy, którzy nie zawiadomili służb o przestępstwie. Zarzut nieudzielenia pomocy umierającemu chłopcu upadł, ponieważ z ustaleń biegłych wynika, że nie żył on w momencie, gdy Dawid i Sebastian dowiedzieli się o zdarzeniu. – Oczywiście, jest to moralnie naganne i zasługuje na całkowite potępienie. Powinni wrócić i sprawdzić czy człowiek żyje, czy nie żyje. Ale to ustawodawca określa zakres przepisu o nieudzieleniu pomocy. Jeśli osoba zmarła, nie można jej już udzielić – wyjaśniał sędzia. Sebastian H. został skazany na pół roku więzienia, a Dawid M. na 1,5 roku, ponieważ na jego telefonie znaleziono dziecięcą pornografię.

Wyrok nie jest prawomocny. Wniosek apelacyjny zapowiedziała już obrona głównego oskarżonego, Karola F. Tata zamordowanego Kuby na razie nie komentuje sprawy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd złagodził kary za zabójstwo biznesmena. Tomasz J. i Patryk B. spędzą w wiezieniu 25 lat

Dla tych zbirów życie ludzkie nic nie znaczy. Zamordowali i mieli spędzić całe życie w więzieniu, ale sąd apelacyjny okazał się dla nich łaskawy. Złagodził kary do 25 lat więzienia. Tomasz J. (31 l.) i Patryk B. (28 l.) utrzymują, że są niewinni.

Tą zbrodnią żyła cała Polska. W styczniu 2017 r. biznesmen z Białegostoku Dawid G. (†27 l.) zginął z rąk Tomasza J. i Patryka B. Bandyci wywieźli ofiarę za miasto. Bili i podduszali, bo chcieli dostać kluczyki do jego luksusowego bmw. Kiedy im je dał, pojechali po upatrzone auto, przesiedli się do niego i ruszyli z biznesmenem w jego ostatnią podróż. Na leśnym parkingu brutalnie zamordowali Dawida – kilkanaście razy zdzielili go nożem. Potem ukryli ciało i uciekli do Belgii.

Kiedy mordercy stanęli przed sądem, nie wzruszyły ich łzy matki, partnerki i siostry zamordowanego.

– Chciałam spojrzeć zabójcom mojego syna w oczy. Ale w tych oczach nie ma Dawida, oni żyją, a on nie – płakała w sądzie jego matka.

Tomasz J. i Patryk B. nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Przyznali jedynie, że w przeszłości byli już karani za kradzieże i pobicie. Sąd I instancji skazał ich na dożywocie. Ale mordercy odwołali się od wyroku. Sąd apelacyjny był bardziej łaskawy i zmniejszył wyrok do 25 lat za kratami. Sąd uznał, że nie ma bezpośrednich dowodów, że oskarżeni są winni zabójstwa, ale – jak zaznaczył – wskazują na to dowody pośrednie.

Dawid osierocił malutką córeczkę i synka, którego przed śmiercią nie zdążył nawet zobaczyć…
Źródło info i foto: Fakt.pl