25 lat grozi ośmiu „vatsterom”. Wyłudzili ponad 20 milionów złotych

Nawet 25 lat więzienia grozi ośmiu członkom gangu wyłudzającym zwrot VAT na fikcyjnym, tzw. karuzelowym obrocie towarami spożywczymi. Z aktu oskarżenia, które lubelskie „pezety” skierowały do sądu wynika, że przestępcy narazili Skarb Państwa na uszczuplenie podatków w kwocie co najmniej 20 milionów złotych. Rozbicie gangu „vatsterów” było możliwe m.in. dzięki powołaniu międzynarodowego zespołu śledczego.

Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko ośmiu osobom. Odpowiedzą one za szereg przestępstw związanych z fikcyjnym karuzelowym obrotem towarami spożywczymi z grupy FMCG, tzw. szybko zbywalnymi jak np. napoje energetyczne czy kawa.

Grupa działała na terenie Polski oraz kilku państw Unii Europejskiej w latach 2015-2017. W jej skład wchodziły osoby kontrolujące sieć firm uczestniczących w wirtualnym handlu. Polskie przedsiębiorstwa wykazywały wewnątrzwspólnotową dostawę towarów do innych krajów Unii, uzyskując z tego tytułu prawo do odliczenia podatku VAT. Najpierw towar miał być sprowadzony do naszego kraju bez zgłoszenia tego fiskusowi. Potem wędrował między spółkami kontrolowanymi przez „vatsterów”, by w końcu ponownie trafić do krajów UE. Przynajmniej na papierze. Oskarżeni podszywali się m.in. pod istniejące już przedsiębiorstwa.

Śledczy z lubelskich „pezetów” ustalili, że „vatsterzy” wyłudzili oraz usiłowali wyłudzić podatek VAT w kwocie co najmniej 20 milionów złotych, a także narazili Skarb Państwa na uszczuplenie należności publicznoprawne o wartości przeszło 20 milionów złotych. Prokuratorom udało się zabezpieczyć mienie przestępców oszacowane na prawie dwa miliony złotych. Za tzw. zbrodnię vatowską oskarżonym grozi kara nawet 25 lat więzienia.

Rozbicie gangu było możliwe m.in. dzięki współpracy z organami ścigania państw Unii Europejskiej i wymianie informacji w ramach powołanego w tej sprawie międzynarodowego zespołu śledczego. Prokuratura zapowiada kolejne akty oskarżenia przeciwko kooperantom oskarżonych.
Źródło info i foto: TVP.info

Słowacja: Sąd skazał zabójcę Jana Kuciaka

Sąd w Pezinoku koło Bratysławy w poniedziałek skazał na 23 lata pozbawienia wolności Miroslava Marczeka, który przyznał się do zastrzelenia w lutym 2018 roku słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. Marczek przyznał się też do zabicia w grudniu 2016 r. przedsiębiorcy Petra Molnara.

Prokuratur Ladislav Novocky i oskarżyciel posiłkowy Daniel Lipszyc wnioskowali o karę 25 lat więzienia. Zwracali uwagę na fakt, że zabójstwa dziennikarza i jego narzeczonej dokonano z zimną krwią, zbrodnia została zaplanowana, a sprawca nie rokuje szans na resocjalizację. Kary dożywocia domagał się przedstawiciel prawny Zlaticy Kusznirovej, matki zamordowanej kobiety.

Marczek na własną prośbę nie uczestniczył w poniedziałkowej rozprawie. Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator powiedział dziennikarzom, że odwoła się do Sądu Najwyższego. Przewodnicząca składu sędziowskiego Rużena Sabova uznała, że oskarżony miał znaczny udział w wyjaśnieniu zbrodni, ale dokonał zabójstw z zimną krwią. Zwróciła uwagę, że chociaż skazany współpracował z wymiarem sprawiedliwości, to na współpracę zdecydował się dopiero wtedy, gdy ujawniane przed sądem fakty zaczęły świadczyć na jego niekorzyść.

Sabova szczególną uwagę zwróciła na zamordowanie narzeczonej Kuciaka, której nie obejmowało zlecenie zabójstwa. Podkreśliła, że morderca chciał pozbyć się świadka. Sędzia podkreśliła, że ofiary zabójstwa łączyły z ich rodzinami bardzo bliskie stosunki, i w związku z tym wymierzyła dodatkową karę finansowego odszkodowania.

Marczek, 37-letni były żołnierz, przyznał się do zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej w styczniu br. Jego relacji o tym, jak strzelał do dziennikarza i Kusznirovej wysłuchali obecni na sali sądowej rodzice Kuciaka i matka zamordowanej. Wyraził skruchę z powodu dokonanych zbrodni, co zaznaczali w poniedziałek jego obrońcy.

Marczek jest drugą osobą skazaną w sprawie o zamordowanie Kuciaka i jego narzeczonej, w grudniu 2019 r. karę 15 lat więzienia wymierzono Zoltanowi Andrusce, który przyznał się do udziału w przekazaniu zlecenia zabójstwa bezpośredniemu wykonawcy.

Po przyznaniu się Marczeka do winy postępowanie w jego sprawie wyłączono z głównego procesu, w którym oskarżonym o zlecenie zabójstwa Kuciaka pozostaje przedsiębiorca Marian Koczner, opisywany przez Kuciaka w jego artykułach.

Na ławie oskarżonych zasiadają także współpracownica Kocznera Alena Zsuzsova, która miała przekazać zlecenie morderstwa, oraz kuzyn Marczeka, Tomasz Szabo, również oskarżony o zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej. Najbliższa rozprawa zaplanowana jest na przyszły tydzień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prokuratura domaga się wyższej kary dla podpalacza z Tczewa

Choć tej bestii groziło nawet dożywocie, to sąd w Gdańsku był łaskawy i skazał Mirosława Sz. (55 l.) tylko na 25 lat więzienia. To przez tego podpalacza zginęła zaledwie 2-letnia Blanka i jej 79-letni sąsiad! Czy ich życie to mało?! Zwyrodnialec już nigdy nie powinien być wolny! Prokuratura zapowiada złożenie apelacji w tej sprawie.

23 marca 2018 r. Ta noc na długo wstrząsnęła spokojnym na co dzień Tczewem. Kamienica przy rynku zmieniła się w śmiertelną, płonącą pułapkę. Gdyby nie strażacy, którzy szybko ewakuowali ludzi po drabinach, zapewne wszyscy lokatorzy spłonęliby żywcem. Niestety, nie każdego dało się uratować.

– Byliśmy uwięzieni w mieszkaniu. Nie było drogi ucieczki. Obudziłam się 6 dni później w szpitalu. O śmierci córki dowiedziałam się w dniu pogrzebu… – relacjonowała w czasie pierwszej rozprawy w sądzie mama 2-letniej Blanki.

Mirosław Sz. nie przyznał się do winy. W toku śledztwa zeznał, że miał romans z mieszkającą w kamienicy Wiolettą, ale budynku nie podpalił. Gdy po pożarze rozmawialiśmy z tą kobietą, powiedziała, że żadnego romansu nie było, ale Mirosław Sz. na zmianę wysyłał jej SMS-y z wyznaniem miłości i groźbami.

– Obecnie czekamy na pisemne uzasadnienie wyroku. Gdy się z nim zapoznamy, podjęta zostanie decyzja o złożeniu apelacji – mówi prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.
Źródło info i foto: Fakt.pl

63-latek zaatakował kolegę siekierą. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Jak poinformował rzecznik wołomińskiej policji, do zdarzenia doszło kilka dni temu w podwarszawskich Markach. – Policjanci zostali powiadomieni przez centrum powiadamiania ratunkowego o mężczyźnie, który miał doznać obrażeń głowy zadanych siekierą – powiedział asp. szt. Sitek.

– Do zdarzenia miało dojść podczas awantury w pomieszczeniu zajmowanym przez jednego z jej uczestników. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami ciała został przetransportowany do jednego z warszawskich szpitali – przekazał policjant.

Wskazał, że ustalenia miejscowych funkcjonariuszy wskazały, że między dwoma mężczyznami doszło do kłótni, w trakcie której 63-latek uderzył siekierą swojego kolegę w głowę. – Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niego ponad 1,2 promila alkoholu – podał.

Zatrzymany 63-latek po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającego życiu innej osobie. Decyzją Sądu Rejonowego w Wołominie 63-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiąca.

Za zarzucane mu czyny może grozić kara 25 lat więzienia albo dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Mateusz K. ma trafić za kratki na 25 lat za udział w podwójnym zabójstwie. Nie wiadomo gdzie przebywa

Mateusz K. pomagał w podpaleniu kasyna, w pożarze zginęły dwie osoby. Najpierw sąd skazał go na dwa lata więzienia za groźby, jednak prokuratura dążyła do skazania mężczyzny za udział w podwójnym zabójstwie. Sąd Apelacyjny we Wrocławiu do wniosku oskarżyciela publicznego się przychylił i skazał K. na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok jest prawomocny, ale skazany na razie i tak nie trafi do więzienia. Jego miejsce pobytu nie jest znane.

W kwietniu 2015 roku w jednym z kasyn na terenie Zgorzelca doszło do pożaru. – Piotr G. i Mateusz K. po oblaniu dwóch znajdujących się w nim mężczyzn benzyną, podpalili ją i doprowadzili do ich śmierci – informuje Tomasz Czułowski z Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. I dodaje, że ustalenia prokuratury wskazywały, że sprawcy najpierw wspólnie przyjechali do kasyna, później K. wręczył kanister z benzyną G., a ten po wylaniu jego zawartości na dwóch mężczyzn podpalił ją.

Płonący mężczyźni wybiegli na ulicę. Świadkowie relacjonowali: „Jeden biegał, drugi leżał, obaj płonęli”. Ranni trafili do szpitala. Tam zmarli po kilku dniach.

Najpierw sąd skazał go za groźbę w celu wymuszenia pieniędzy

W tej sprawie już wcześniej na dożywocie skazano Piotra G. Na początku 2019 roku Sąd Najwyższy oddalił kasację obrońcy Piotra G. A decyzja ta oznaczała, że wcześniej wymierzone – przez sądy dwóch instancji – dożywocie jest karą ostateczną.

– O współudział w zabójstwie oskarżono również Mateusza K., a w jego sprawie toczyło się odrębne postępowanie – przekazuje Czułowski. Jednak Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze uznał, że K. nie dopuścił się zabójstwa, a jedynie groźby, by wymusić należne mu pieniądze. Miało chodzić – jak wcześniej informowali śledczy – o 150 złotych z zaległej wygranej należącej do jego kolegi.

I za to skazał go na dwa lata więzienia. Taki wyrok nie spodobał się oskarżycielowi publicznemu i rodzinom zmarłych mężczyzn. Od rozstrzygnięcia się odwołano. W apelacji domagano się, by K. uznać za winnego udziału w zabójstwie. Wnioskowano też o wymierzenie mu kary dożywocia.

Wyrok jest, nie ma skazanego

Sprawa trafiła na wokandę Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. A ten skazał Mateusza K. na 25 lat pozbawienia wolności. Tym samym uwzględnił wnioski prokuratury i oskarżyciela posiłkowego. Wyrok jest prawomocny, choć na razie nie można go wykonać. Jak przekazuje prokuratura aktualne miejsce pobytu mężczyzny nie jest znane. Prawdopodobnie przebywa on za granicą.
Źródło info i foto: tvn24.pl

To miało wyglądać na wypadek drogowy. Przewrócony rower i ciało 34-latka. Zatrzymano dwie osoby

Skarżyscy policjanci dostali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Jak się okazało 34-latek już nie żył. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do śmiertelnego potrącenia. Jednak drobiazgowe dochodzenie doprowadziło do zatrzymania dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek z zabójstwem.

Do zatrzymania 30 i 32-latka doszło w środę. Mieszkańcy powiatu skarżyskiego podejrzewani są o to, że przyczynili się do śmierci 34-latka. W piątek sąd w Skarżysku-Kamiennej zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na okres najbliższych trzech miesięcy.

Cała historia swój początek miała na początku lutego. Wówczas policjanci ze skarżyskiej jednostki otrzymali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Natychmiast na miejsce zostali skierowani mundurowi oraz służby ratunkowe. Po chwili okazało się, że życia 34-latka nie dało się już uratować. Wtedy do dalszych działań wkroczyli policjanci ze Skarżyska-Kamiennej, prokurator oraz biegły lekarz. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do wypadku drogowego. Ciało mężczyzny zostało zabezpieczone do dalszych badań.

To nie był wypadek

Kolejne czynności oraz wyniki sekcji zwłok jednoznacznie wskazywały, że do śmierci 34-latka ktoś się przyczynił. Wszczęto drobiazgowe dochodzenie, które przyniosło oczekiwane efekty. Ostatecznie w środę kryminalni zatrzymali Adriana G. i Sebastiana G.. mieszkańców powiatu skarżyskiego. W sobotę usłyszeli oni zarzuty zabójstwa, a sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na najbliższe 3 miesiące.

Za tego typu przestępstwo aresztowanym grozi 25-lat wiezienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

17-letni Adrian W. trafi do aresztu na 3 miesiące. Jest podejrzany o zabójstwo 16-latka

Sąd podjął decyzję o areszcie tymczasowym dla 17-latka podejrzanego o zamordowanie rok młodszego Sebastiana – ustaliła reporterka RMF FM. Grozi mu 25 lat więzienia. Kołobrzeski sąd aresztował na trzy miesiące Adriana W. – nastolatka podejrzanego o zamordowanie swojego 16-letniego przyjaciela Sebastiana. 17-latkowi grozi 25 lat więzienia.

Ze względu na wysokie zagrożenie karą, decyzja sądu była właściwie formalnością. Sąd przychylił się do wniosku prokuratury, zabiegającej o zastosowanie aresztu tymczasowego wobec podejrzanego.

Zarzut zabójstwa 16-letniego Sebastiana J. z Kołobrzegu prokuratura postawiła w środę 17-letniemu Adrianowi W. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski, podejrzany przyznał się do zabójstwa. Złożył obszerne wyjaśnienia. Miał powiedzieć śledczym, że w poniedziałek rano czekał na klatce schodowej na Sebastiana J. i kilkukrotnie ugodził go nożem.

Adrian zeznał, że czuł do przyjaciela odrazę i uznał, że jedynym rozwiązaniem będzie zabicie Sebastiana.

Od pewnego czasu czuł urazę do Sebastiana, bo kiedyś byli bardzo bliskimi kolegami, dobrymi przyjaciółmi, a te kontakty zaczęły się psuć. Sebastian nie chciał się z nim często spotykać. Zdaniem podejrzanego, zaistniała taka sytuacja, że on nie mógł się porozumieć z pokrzywdzonym i postanowił pozbawić go życia – powiedział prokurator.

Nastolatek w areszcie przejdzie obserwację psychiatryczną. Mimo młodego wieku, za zabójstwo ma odpowiadać jak dorosły.

Morderstwo w Kołobrzegu

Zakrwawionego Sebastiana J. znaleziono w poniedziałek rano na klatce schodowej bloku przy ul. Rybackiej w Kołobrzegu, w którym mieszkał. Wezwano pogotowie, ale na ratunek było już za późno. Lekarz stwierdził zgon 16-latka. Sebastian J. miał sześć ran zadanych nożem, m.in. w szyję i klatkę piersiową.

Podejrzany o zabójstwo Adrian W. nie ukrywał się, policja zatrzymała go po ustaleniu miejsca pobytu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

17-latka odpowie za zabójstwo w Słonnem. Biegli stwierdzili, że jest poczytalna

17-letnia Jessica jest zdemoralizowana, ale w pełni zdaje sobie sprawę ze swoich czynów. Biegli zbadali nastolatkę zamieszaną w brutalne zabójstwo w miejscowości Słonne na Podkarpaciu. Stwierdzili, że jest poczytalna i może odpowiadać przed sądem.

Dziewczynę diagnozowało dwóch biegłych psychiatrów i psycholog. Badanie trwało dzień. To wystarczyło, aby stwierdzić, że nastolatka w chwili zabójstwa była poczytalna i mogła kontrolować swoje zachowanie. Miesiąc ma trwać natomiast badanie jej kompana i głównego sprawcy zbrodni – 17-letniego Sebastiana. Po uzyskaniu opinii prokuratura będzie mogła zamknąć śledztwo i skierować do sądu akt oskarżenia.

15 ciosów siekierą

Do zabójstwa doszło w kwietniu tego roku w miejscowości Słonne pod Przemyślem. Para nastolatków poznała się w ośrodku wychowawczym. Przebywała na ucieczce z placówki. Zatrzymała się w domu partnera matki Jessiki. Feralnego wieczoru zajrzał tam mieszkający po sąsiedzku Wojciech P. († 38 l.). Kiedy zrobiło się późno przy stole została tylko ofiara oraz nastolatkowie. To wtedy dziewczynie nie spodobały się odzywki mężczyzny. Jessica przyniosła do domu siekierę i podała ją rówieśnikowi. – Zabij go! – rozkazała. Sebastian bez wahania zadał 38-latkowi aż 15 ciosów. Na koniec zwyrodnialcy załadowali zmasakrowane zwłoki na taczkę. Pod osłoną nocy wywieźli je na koniec wsi i wyrzucili do rowu.

Wkrótce chłopak i dziewczyna zostali zatrzymani i usłyszeli zarzut zabójstwa. Podczas przesłuchania przyznali się do winy. Oboje są aresztowani.

Seks w szkolnej toalecie

Podejrzani nastolatkowie to osoby zdemoralizowane. Jessica od kilku lat sprawiała poważne problemy wychowawcze. Nadużywała alkoholu, brała narkotyki i notorycznie wagarowała. Kiedy miała 14 lat była uczennicą rzeszowskiego gimnazjum, w którym wywołała wielki skandal. Zamknęła się w szkolnej toalecie z dwoma starszymi uczniami, z którymi uprawiała seks. O sprawie zrobiło się głośno, dowiedziała się o niej dyrekcja, a potem sąd rodzinny.

Teraz na dziewczynie ciążą poważne zarzuty. Za nakłanianie do zabójstwa i współudział w zbrodni grozi jej, tak samo jak Sebastianowi, do 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest wniosek o areszt dla Kamila Durczoka

Katowicka prokuratura zamierza wystąpić z wnioskiem o areszt dla Kamila Durczoka. Znany dziennikarz radiowy i telewizyjny jest podejrzany o oszustwo i podrobienie weksla. Pismo w tej sprawie jeszcze we wtorek ma trafić do sądu. Durczokowi może grozić nawet 25 lat więzienia.

– Z uwagi na treść wyjaśnień, które zdaniem prokuratora wymagają zweryfikowania, a również z uwagi na grożącą surową karę za czyn zarzucany podejrzanemu, który stanowi samoistną przesłankę do stosowania środków zapobiegawczych, prokurator zdecydował się skierować wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania – powiedziała dziennikarzom rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach Agnieszka Wichary po przesłuchaniu podejrzanego.

Jak dodała, wniosek o aresztowanie Durczoka na trzy miesiące ma trafić do katowickiego sądu jeszcze we wtorek.

Kamil Durczok został w poniedziałek zatrzymany w śledztwie dotyczącym fałszerstwa weksli i doprowadzony wieczorem do prokuratury celem postawienia zarzutów. Byłego dziennikarza zatrzymali w Katowicach funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji. Wieczorem został on doprowadzony do Prokuratury Regionalnej.

Przypomnijmy. Weksle, o których spekulują media, pochodzą sprzed lat. W 2009 r. Dziennikarz miał złożyć w banku poręczenia odpowiednio na kwotę ok. 2 mln franków szwajcarskich i ok. 300 tys. zł. Dokumenty zawierały podpis Durczoka i jego ówczesnej żony. Sprawa wyszła na jaw, gdy bank zwrócił się do Marianny Durczok z wezwaniem do wykupu weksla, który nie został opłacony przez kredytobiorcę. W lipcu 2019 roku, adwokaci byłej żony Durczoka mieli złożyć zawiadomienie, iż to nie jej podpis znajduje się na dokumencie.

Urodzony w 1968 roku Kamil Durczok to były wieloletni dziennikarz TVP i TVN. Od 1 maja 2006 do 10 marca 2015 był redaktorem naczelnym i prowadzącym Faktów w TVN. 10 marca 2015 roku, po publikacjach tygodnika „Wprost”, które stawiały Durczoka w bardzo złym świetle, TVN rozstał się z nim za porozumieniem stron. W latach 2016-2019 D. był redaktorem naczelnym portalu Silesion.pl.

W lipcu 2019 roku Kamil D. został zatrzymany przez policję po spowodowaniu kolizji na A1 pod Piotrkowem, gdy prowadził samochód pod wpływem alkoholu. Miał 2,6 promila.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Adrian P. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo 17-latki

Karę 25 lat więzienia wymierzył sąd Adrianowi P. oskarżonemu o zabicie 17-letniej dziewczyny po wyjściu z dyskoteki w 2018 roku. Nieprawomocny wyrok w tej głośnej na Śląsku sprawie zapadł w poniedziałek przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Informację na temat orzeczenia przekazała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Agata Dybek-Zdyń.

Ukrył ciało w dole

Do zbrodni doszło nocą z 2 na 3 lutego tego 2018 r. w Rybniku. Śledczy ustalili, że 20-letni wówczas Adrian P. pobił Alicję F., udusił ją, a następnie ukrył ciało w dole w pobliżu garaży – tam martwą dziewczynę znalazł przypadkowy przechodzień. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Rybniku.

Krótko przed zbrodnią Adrian i Alicja – uczennica jednej z rybnickich szkół – spotkali się w jedynym z rybnickich lokali, gdzie nastolatka świętowała urodziny znajomej. Wyszli razem z klubu, zarejestrowały ich kamery monitoringu. Oboje skręcili w stronę garaży, gdzie nastolatka straciła życie.

Śledczy ustalili, że w chwili zabójstwa sprawca był pod wpływem alkoholu i amfetaminy. Ponieważ był już wcześniej karany, prokuratura przyjęła, iż dopuścił się przestępstwa w warunkach recydywy.

Prokurator domagał się w mowie końcowej dla P. dożywocia. Według oskarżenia nie ma żadnych wątpliwości, że 20-latek zaatakował dziewczynę, zadając jej poważne, skutkujące śmiercią ciosy i nie ma mowy o nieszczęśliwym wypadku. Ofiara miała rany głowy, twarzoczaszki i szyi, zmarła na skutek gwałtownego ucisku na szyję i uduszenia własną krwią z ran głowy.

Chcieli uniewinnienia

Obrona domagała się uniewinnienia, ponieważ nie ma dostatecznych dowodów na to, że P. zabił dziewczynę. Oskarżony na początku śledztwa częściowo przyznał się do winy – mówił, że uderzył Alicję, a po tym, jak ją odepchnął, dziewczyna już się nie podniosła. Później zmienił wyjaśnienia.

Sąd skazał Adriana P. na 25 lat więzienia. O warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł starać się najwcześniej po 20 latach.
Źródło info i foto: interia.pl