Ciężarówka z ciałami 39 osób jechała w konwoju?

Brytyjska policja sprawdza pojawiające się przypuszczenia, że ciężarówka z 39 nielegalnymi imigrantami – których ciała znaleziono w zeszłym tygodniu – była jedną z trzech jadących w konwoju. Ciężarówkę ze zwłokami imigrantów w naczepie – pochodzących prawdopodobnie z Wietnamu, a nie z Chin jak wcześniej podawano – znaleziono w nocy z wtorku na środę w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii. Nie wiadomo, gdzie są dwie pozostałe. Jutro przez sądem aresztowym stanie 25-letni Mo Robinson, któremu postawiono m.in. 39 zarzutów nieumyślnego spowodowania zabójstwa i zarzut handlu ludźmi.

Brytyjska policja bada, czy kontener, w którym znaleziono ciała zmarłych z zimna 39 imigrantów, był częścią większego przemytu. Pojawia się trop, że ciężarówka była jedną z trzech, jadących w konwoju. Dwie pozostałe miały – według sugestii – dotrzeć do celu podróży. Dokąd konkretnie, tego nie wiadomo.

Być może pomogą w dochodzeniu ustalenia belgijskiej policji. Wiadomo, że kontener z pochodzącymi z Azji imigrantami przypłynął na promie. Teraz belgijskie organy ścigania poszukują kierowcy, który dostarczył go do portu w Zeebrugge, skąd odpłynął do Wielkiej Brytanii. Opracowują także trasę takiego transportu.

Rodziny w Wietnamie, które przepuszczają, że to ciała ich krewnych odkryto w Essex, mówią, że w podróż do Wielkiej Brytanii wyruszyło 100 osób.

Anthony Dang Huu Nam, katolicki ksiądz z miasta Yen Thanh w prowincji Nghe An na północy Wietnamu, twierdzi, że zna te rodziny. Ich członkowie wiedzieli, że w tym czasie ich krewni byli w podróży do Wielkiej Brytanii. Nie mogą się z nimi skontaktować. Stąd przeświadczenie, że to ich ciała znaleziono w ciężarówce w Essex. Nghe An jest jedną z najbiedniejszych prowincji Wietnamu. To stamtąd pochodzi wiele ofiar handlu ludźmi, którzy trafiają do Europy.

Jedna domniemana ofiara z Ha Tinh, 26-letnia Pham Thi Tra My, wysłała SMS-a do swoich rodziców. Napisała, że nie może oddychać. Wiadomość została wysłana mniej więcej w chwili, gdy ciężarówka była w drodze z Belgii do Wielkiej Brytanii – podał Reuters. „Jest mi bardzo, bardzo przykro, mamo i tato, ale moja podróż za granicę nie udała się. Umieram. Nie mogę oddychać. Bardzo was kocham, mamo i tato. Przepraszam, matko” – ujawnia treść SMS-a BBC.

Policja potwierdziła, że zgodnie z jej przypuszczaniami ciężarówka z ciałami imigrantów była „częścią większego spisku” mającego na celu przemyt ludzi do Wielkiej Brytanii. Zaapelowała do nielegalnych imigrantów, którzy dotarli na Wyspy Brytyjskie w podobny sposób o zgłaszanie się. Zapewnia, że nie wyciągnie wobec nich prawnych konsekwencji.

Ciała zmarłych są już w kostnicy i czekają na autopsję oraz identyfikację. Policja podała, że przy ofiarach znaleziono niewiele dokumentów. W identyfikacji pomocne będą tatuaże, czy blizny.

Ciężarówkę ze zwłokami w naczepie znaleziono w nocy z wtorku na środę w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii.

Kierowca feralnej ciężarówki 25-letni Mo Robinson usłyszał 39 zarzutów zabójstwa. Pochodzący z Irlandii Północnej mężczyzna usłyszał także zarzuty prania pieniędzy czy udziału w zmowie w celu ułatwiania nielegalnej imigracji. W poniedziałek ma stanąć przed sądem aresztowym. Pozostałe trzy osoby zatrzymane w tej sprawie przez brytyjską policję, nadal pozostają w areszcie: są to 38-letni kobieta i mężczyzna z Warrington w hrabstwie Cheshire oraz 48-letni mężczyzna z Irlandii Północnej. Wszyscy są podejrzani o przemyt ludzi i zabójstwo. Piątą osobę, również pochodzącą z Irlandii Północnej i poszukiwaną w tej sprawie przez Brytyjczyków, zatrzymała w sobotę w Dublinie policja irlandzka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szczegóły masakry w austriackim Tyrolu. „Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób”

25-letni mężczyzna zastrzelił w niedzielę pięć osób w kurorcie narciarskim Kitzbuehel w austriackim Tyrolu. Ofiary to jego 19-letnia była dziewczyna, jej rodzice, brat i nowy chłopak. Po dokonaniu morderstwa mężczyzna oddał się w ręce policji. Mężczyzna pojawił się w komisariacie około godziny 6 rano.

– Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób – relacjonował austriackiej agencji APA szef tyrolskiego Krajowego Biura Kryminalnego Walter Pupp. Funkcjonariusze udali się natychmiast na miejsce zdarzenia, gdzie znaleźli pięcioro zastrzelonych. Próby ich reanimowania nie dały żadnego rezultatu. Burmistrz Kitzbuehel Klaus Winkler nazwał zbrodnię „zaskakującą i niepojętą tragedią”. Jak zaznaczył, zarówno zaatakowana rodzina, jak i rodzina sprawcy cieszyły się szacunkiem lokalnej społeczności.

Pokłócił się z byłą partnerką, zabił ją i jej rodzinę

Zdaniem Puppa, młody mężczyzna nie był w stanie pogodzić się z tym, że jego związek z 19-latką przed dwoma miesiącami się rozpadł i że związała się ona z nową osobą. Mężczyzna zadzwonił około godziny 4. rano do drzwi domu, w którym mieszkała wraz ze swą rodziną jego była dziewczyna. Drzwi otworzył jej ojciec, który po krótkiej utarczce słownej polecił intruzowi odejść. 25-latek wrócił do domu i zabrał z sejfu pistolet, posiadany legalnie przez jego brata.

Do domu byłej dziewczyny przybył ponownie około godziny 5.30. Drzwi tak jak poprzednio otworzył jej ojciec, by zaraz paść od kuli zabójcy. Jego los podzielili po wejściu sprawcy do budynku 25-letni syn i 51-letnia żona. Nieświadomi wszystkiego 19-latka i jej nowy 24-letni partner spali w tym czasie we własnym mieszkaniu, oddzielonym od reszty domu drzwiami z zamkniętym zamkiem. Napastnik przedostał się do mieszkania przez balkon i oboje zastrzelił. Policja ustaliła na razie, że sprawca działał sam i w momencie popełnienia czynu nie był pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Austria: 25-latek zastrzelił 5 osób w znanym kurorcie narciarskim

Pięć osób zastrzelił w niedzielę w znanym jako ośrodek narciarski miasteczku Kitzbuehel w austriackim Tyrolu 25-letni mężczyzna, który zaraz potem oddał się w ręce policji. Ofiary to jego 19-letnia była przyjaciółka oraz jej rodzice, brat i nowy przyjaciel. Mężczyzna pojawił się na komisariacie około godziny 6. rano.

– Położył na blacie pistolet oraz nóż i oświadczył, że właśnie zamordował pięć osób – relacjonował austriackiej agencji APA szef tyrolskiego Krajowego Biura Kryminalnego Walter Pupp. Funkcjonariusze udali się natychmiast na miejsce zdarzenia, gdzie znaleźli pięcioro zastrzelonych. Próby ich reanimowania nie dały żadnego rezultatu.

Motywem mogła być zazdrość

Zdaniem Puppa, młody mężczyzna nie był w stanie pogodzić się z tym, że jego związek z 19-latką przed dwoma miesiącami się rozpadł i, że znalazła ona sobie nowego przyjaciela. W wieczór poprzedzający zbrodnię w jednym z lokali doszło do kłótni dwojga byłych partnerów.

Mężczyzna zadzwonił około godziny 4. rano do drzwi domu, w którym mieszkała wraz ze swą rodziną jego była przyjaciółka. Drzwi otworzył jej ojciec, który po krótkiej utarczce słownej polecił intruzowi odejść. 25-latek wrócił do swego domu i zabrał z sejfu pistolet, posiadany legalnie przez jego brata.

Do domu byłej przyjaciółki przybył ponownie około godziny 5.30. Drzwi tak, jak poprzednio otworzył jej ojciec, by zaraz paść od kuli zabójcy. Jego los podzielili po wejściu sprawcy do budynku 25-letni syn i 51-letnia żona. Nieświadomi wszystkiego 19-latka i jej nowy 24-letni przyjaciel spali w tym czasie we własnym mieszkaniu, oddzielonym od reszty domu drzwiami z przekręconym zamkiem. Desperat przedostał się do mieszkania przez balkon i oboje zastrzelił.

Nie był pod wpływem alkoholu

Policja ustaliła na razie, że sprawca działał sam i w momencie popełnienia czynu nie był pod wpływem alkoholu. Burmistrz Kitzbuehel Klaus Winkler nazwał zbrodnię „zaskakującą i niepojętą tragedią”. Jak zaznaczył, zarówno zaatakowana rodzina, jak i rodzina sprawcy cieszyły się znacznym szacunkiem lokalnej społeczności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grodziszewo: Mężczyzna i kobieta zabarykadowali się. Grożą wysadzeniem budynku

Mężczyzna i kobieta zabarykadowali się w mieszkaniu w Godziszewie koło Wolsztyna w Wielkopolsce. Obydwoje zagrozili, że wysadzą budynek przy użyciu butli gazowej. Na miejscu interweniuje policja. Ewakuowano też okolicznych mieszkańców. Funkcjonariusze próbują rozmawiać z 27-latkiem i 25-latką, ale na razie bezskutecznie. Czekają na przyjazd policyjnych negocjatorów z Poznania.

Wiadomo, że kobieta i mężczyzna to rodzeństwo. Wstępne ustalenia policji mówią też o tym, że przynajmniej 25-latka leczy się psychiatrycznie. Fakt, że zabarykadowali się w domu, policji zgłosili pracownicy pomocy społecznej, którzy codziennie odwiedzają to mieszkanie.

Z okolicznych budynków ewakuowano około 50 osób. Miejsce zabezpieczają również strażacy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tragiczny finał poszukiwań 25-latka, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego

Podczas poszukiwań 25-latka, który blisko miesiąc temu uciekł ze szpitala psychiatrycznego, wolontariusze Fundacji Na Tropie odnaleźli zwłoki mężczyzny. Do makabrycznego odkrycia doszło przypadkowo, podczas poszukiwań zaginionego pacjenta. W sobotę rano wolontariusze natknęli się na zwłoki około 60-letniego, najprawdopodobniej bezdomnego mężczyzny w okolicach opuszczonych zabudowań przy ulicy Łużyckiej. Policja wykluczyła udział osób trzecich.

Poszukiwania 25-letniego Artura Kuczery trwają od blisko miesiąca. Mężczyzna był pacjentem Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego. W połowie sierpnia opuścił szpital i nie zabrał ze sobą leków. Jak przyznaje rodzina, 25-latek z Oławy był w bardzo złym stanie psychicznym, leczył się na schizofrenię paranoidalną.
Źródło info i foto: se.pl

Trwają poszukiwania 25-latka, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego

25-letni Artur Kuczera uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Mężczyzna jest poszukiwany przez policję od 3 tygodni. 25-latek jest chory na schizofrenię paranoidalną i nie ma przy sobie lekarstw. Może być niebezpieczny. Artur Kuczera uciekł z Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego w niedzielę, 18 sierpnia, tuż po godzinie 19.00. Rodzina 25-latka w rozmowie z Wirtualną Polską twierdzi, mężczyzna może kierować się w stronę Oławy lub Siedlec, gdzie mieszkał z bratem. Ostatnio widziany był we Wrocławiu przy ulicy Wybrzeże Józefa Conrada-Korzeniowskiego. 

Mężczyzna jest chory na schizofrenię paranoidalną i nie ma przy sobie lekarstw. Nie posiada dowodu osobistego oraz pieniędzy. Rodzina ostrzega, że może zagrażać sobie lub innym.

„Szpitalna kamera ujęła tylko moment, gdy Artur wybiega ze szpitala i kieruje się w stronę muru. Nie przeskoczył przez niego, bo mur jest za wysoki. Jak wynika z notatki lekarza dyżurującego, nie ma potwierdzenia, że kuzyn opuścił szpital. Także według policji kamery na sąsiednich ulicach go nie uchwyciły”. RODZINA 25-LATKA

Artur Kuczera – rysopis poszukiwanego 

Artur Kuczera ma 175 cm wzrostu, jest drobnej budowy ciała, ma bujne włosy, dwutygodniowy zarost, brodę. W dniu zaginięcia ubrany był w białą koszulę, krótkie spodenki typu szorty koloru niebieskiego z białymi lampasami i klapki.

Osoby, które widziały mężczyznę, proszone są o kontakt z policją w Oławie przy ul. Kopernika 1, tel. (71) 381 72 14, numerem alarmowym 112 lub z fundacją ITAKA, tel. (22) 654 70 70.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pabianice: Zwłoki 25-latka znalezione w garażu

Makabrycznego odkrycia 24-latka dokonała dziś rano. W garażu na osiedlu mieszkaniowym przy ul. Nawrockiego znalazła swego narzeczonego. 25-latek siedział w samochodzie marki BMW. Nie dawał oznak życia. Na miejsce przyjechało pogotowie ratunkowe, straż pożarna i policja. Lekarz stwierdził zgon.

Czy to było samobójstwo? Wyjaśni to prokuratorskie śledztwo.

– Ciało zostało zabezpieczone do dyspozycji pabianickiej prokuratury – informuje nadkom. Joanna Szczęsna z pabianickiej policji.

Wiadomo już, że prokurator zarządził sekcję zwłok. Jej wyniki pozwolą odpowiedzieć na pytanie o przyczynę śmierci młodego pabianiczanina.
Źródło info i foto: zyciepabianic.pl

Pijany 25-latek zatrzymany po policyjnym pościgu. W aucie dwoje przerażonych dzieci

Kierowca z Tarnowskich Gór w województwie śląskim uciekał samochodem przed policją. Wiózł małe dzieci, które były przerażone zachowaniem ojca. Gdy kierowcę zatrzymali policjanci, maluchy w wieku 3 i 6 lat płakały na tylnym siedzeniu. 25-letni mężczyzna był pijany, podobnie jak matka dzieci czekająca w domu. Sprawą zajmie się sąd rodzinny.

Kierowca miał ponad 2,5 promila alkoholu we krwi. Taki wynik dało badanie mężczyzny zatrzymanego w Tarnowskich Górach (woj. śląskie). Policja dostała zgłoszenie o pijanym kierowcy w sobotę około godziny 22.00.

Świadek zdarzenia powiedział, że w aucie mężczyzny znajdowały się dzieci. Kilka patroli natychmiast ruszyło do akcji i bardzo szybko zlokalizowali pijanego mężczyznę. Ten jednak, mimo wyraźnych znaków funkcjonariuszy, nie chciał się zatrzymać, tylko zaczął uciekać w głąb Tarnowskich Gór. Jechał całą szerokością ulicy, wjeżdżając momentami na chodnik.

Po krótkim pościgu policji udało się zatrzymać pojazd. Jednak kierowca zabarykadował się w środku i nie chciał wysiąść. Funkcjonariusze musieli użyć siły aby go wyciągnąć. Ustalono potem, że pijany kierowca ze Śląska był już wcześniej karany za jazdę w stanie nietrzeźwości i stracił prawo jazdy.
Źródło info i foto: wp.pl

25-latek z Radlina chciał wysadzić blok

25-latek z Radlina (woj. śląskie) odgrażał się, że wysadzi sąsiadów w powietrze. Mężczyzna zabarykadował się na strychu budynku mieszkalnego, odkręcił butle z gazem, a następnie podpalił znajdujące się tam koce. Niewiele brakowało, by doszło do tragedii – stężenie gazu było tak wysokie, że w każdej chwili mogło dojść do eksplozji. Policjantom udało się obezwładnić desperata.

Do groźnego zdarzenia doszło w budynku przy ulicy Młyńskiej w Radlinie. 25-letni mieszkaniec bloku zabarykadował się na na strychu z butlami gazowymi i groził, że wysadzi budynek w powietrze. Groźba wydawała się realna, gdyż w powietrzu czuć było ulatniający się gaz.

– Policjanci, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce, z uwagi na poważne zagrożenie wybuchem, natychmiast rozpoczęli ewakuację mieszkańców. Po chwili dołączyli do nich strażacy, którzy pobiegli na strych i próbowali nakłonić desperata żeby otworzył drzwi. Ostatecznie policjanci przekonali mężczyznę i gdy tylko otworzył drzwi, został obezwładniony i wyprowadzony z budynku – relacjonuję wodzisławscy policjanci.

Jak się okazało, mężczyzna nie tylko odkręcił kurki butli gazowych, ale także podpalił znajdujące się na strychu koce. Stężenie gazu było na tyle duże, że w każdej chwili mogło dojść do wybuchu. – Strażacy szybko ugasili palące się na strychu koce i wynieśli butle gazowe na zewnątrz. Z budynku ewakuowano w sumie 28 osób, wśród których były dzieci. Po sprawdzeniu pomieszczeń i przewietrzeniu budynku, lokatorzy mogli wrócić do swoich mieszkań – informują policjanci.

25-latek został zatrzymany. Jak się okazało, był pijany – miał 1,5 promila alkoholu w organizmie. Usłyszał już zarzut narażenia życia wielu osób, do którego się przyznał. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Strzelanina w Krakowie. Chciał wyrwać broń funkcjonariuszowi. Policja postrzeliła 25-letniego mężczyznę

Policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a następnie postrzelili 25-letniego kierowcę BMW, który zachowywał się agresywnie w czasie kontroli drogowej na osiedlu Dywizjonu 303 w Krakowie.

25-latek został zatrzymany do zwykłej kontroli drogowej na osiedlu Dywizjonu 303 w Krakowie. Gdy policjanci próbowali przebadać go na obecność narkotyków w organizmie, stał się agresywny i po szamotaninie zaczął uciekać.

Policjanci oddali kilka strzałów ostrzegawczych. Wtedy udało im się dogonić mężczyznę. Ten jednak próbował przejąc broń jednego z funkcjonariuszy. To wtedy 25-latek został postrzelony. We wtorek wieczorem mężczyzna przeszedł operację.

W sprawie zdarzenia przesłuchano już policjantów i świadków zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl